Długie księżyce włóczęgostwa zmieniły niegdyś wysokiego kocura o wysportowanej sylwetce. Wciąż jest wysoki, lecz boki ma zapadnięte, futro krótkie, matowe i w niektórych miejscach zaznaczone drobnymi bliznami po kocich bójkach. Kiedyś gęsta, śnieżnobiała sierść teraz nieco straciła na jakości, lecz nadal kot ten jest jednym z najjaśniejszych stworzeń, całkowicie zakamuflowany swą barwą na śniegu.
To, co go wyróżnia, to intensywnie niebieskie oczy, jasnoróżowy, porysowany kocimi pazurami nos oraz długi, potężny ogon.
Ślepia zatraciły kpiący wyraz, dla odmiany wiejąc buntowniczym i zgorzkniałym chłodem, opowiadając historię o nieszczęśliwych czasach spędzonych samotnie, bez jakichkolwiek sojuszników, które zmieniły kocura na jeszcze gorsze. A może... były wstępem do odmiany swojego losu?
Jak można było się spodziewać, skłonności do włóczęgi tylko się nasilały, aż w końcu kocur przepadł zupełnie, pochłonięty własnymi sprawami. Zapomniał o klanie, zapomniał o rodzinie, goniąc za przygodami. Nie miał zamiaru dłużej choćby udawać przed mistrzem jakiekolwiek zainteresowanie treningiem. Miał gdzieś własny klan, pozbawiony jakichkolwiek wartości. Zatruty zazdrością, z poczuciem niezrozumienia i krzywdy. Głęboko się przeliczył.
Na wolności zgorzkniał, stał się oschły i jeszcze bardziej samotniczy, nie potrzebujący nikogo, jak mu się wtedy zdawało. W głębi nieszczęśliwy, lecz zbyt dumny, by przyznać się do błędu, uparcie dążący wybraną przez siebie ścieżką. Sfrustrowany życiem, które wyglądało inaczej niż mu się wydawało. Gdzieś na głębinach serca pozostało w nim jeszcze coś... co powstrzymało go przed całkowitym stoczeniem się na dno. Tyle wystarczyło, by kocur wreszcie zrobił rachunek sumienia i uczynił coś, co powinien był zrobić już dawno.
Kocur wędrował w poszukiwaniu odpowiedniego legowiska na tę jedną noc... Oby tylko jedną! Słońce powoli zbliżało się ku linii horyzontu, lecz miał jeszcze trochę czasu, nim na ziemie wokół niego opadnie ciemność. Zerkał mimowolnie na boki, poszukując wzrokiem zwierzyny. Ostatnio tyle razy kręcił się po okolicy, że był w stanie wywęszyć własne ścieżki, a jedną z nich właśnie przechodził! Było tak dlatego, gdyż gdzieś tu widział odpowiednią zaciszną norkę...
Szedł naprzód, nieświadomy, że ktoś mógłby go tu dostrzec, mimo że w okolicy kręciły się zarówno klanowe koty, jak i samotnicy. Był głęboko pogrążony w myślach... Co nie było w jego stylu!
Mistrz: Żubrze Gardło Płeć: kotka Matka: Nakrapiany Liść[NPC] Ojciec: Ukruszony Kieł [NPC] Partner: Szuka szuka i znaleść nie może
Rudo- biała (Białe znaczenia na brzuchu, pyski końcówce ogona i łapach) o pręgowano klasycznej rudej sierści. JeJ oczy są koloru niebieskiego z odrobiną zieleni, a nosek jasno różowy.
Pracowita i dalej rozbrykana, charakter kotki się zmienił jest czasem poirytowana oraz niezbyt przyjemna gdy się wkurzy. Dalej jest przyjaźnie nastawiona do innych i często che im pomagać.
Brzozowa Łapa [KC] Ares [P]
Jej spokojny ton i opanowanie zmieniało się co jakiś czas, zmienna była z charakteru co nie zdarzało się dość często. Jej rude futro płonęło w promieniach zachodzącego słońca które padało jej na pysk co ją częściowo oślepiało. Szła pod wiatr mając nadzieje że ją nikt nie wypatrzy, czuła wiele zapachów, nawet jeden taki dość świeży, a że ona była dość aktywna i ciekawa no to pognała w stronę zapachu. Pachniał kotem, nie z klanu ale takim...samotnikiem! Z zapachem kota mieszały się zapachy zwierzyny. Po krótkim czasie szybkiego tępa zobaczyła białe futro, padła na ziemię i weszła w krzak, cicho skradając się do kocura. Obserwowała go czujnie lodowatym spojrzeniem niebiesko-zielonych oczów.
Długie księżyce włóczęgostwa zmieniły niegdyś wysokiego kocura o wysportowanej sylwetce. Wciąż jest wysoki, lecz boki ma zapadnięte, futro krótkie, matowe i w niektórych miejscach zaznaczone drobnymi bliznami po kocich bójkach. Kiedyś gęsta, śnieżnobiała sierść teraz nieco straciła na jakości, lecz nadal kot ten jest jednym z najjaśniejszych stworzeń, całkowicie zakamuflowany swą barwą na śniegu.
To, co go wyróżnia, to intensywnie niebieskie oczy, jasnoróżowy, porysowany kocimi pazurami nos oraz długi, potężny ogon.
Ślepia zatraciły kpiący wyraz, dla odmiany wiejąc buntowniczym i zgorzkniałym chłodem, opowiadając historię o nieszczęśliwych czasach spędzonych samotnie, bez jakichkolwiek sojuszników, które zmieniły kocura na jeszcze gorsze. A może... były wstępem do odmiany swojego losu?
Jak można było się spodziewać, skłonności do włóczęgi tylko się nasilały, aż w końcu kocur przepadł zupełnie, pochłonięty własnymi sprawami. Zapomniał o klanie, zapomniał o rodzinie, goniąc za przygodami. Nie miał zamiaru dłużej choćby udawać przed mistrzem jakiekolwiek zainteresowanie treningiem. Miał gdzieś własny klan, pozbawiony jakichkolwiek wartości. Zatruty zazdrością, z poczuciem niezrozumienia i krzywdy. Głęboko się przeliczył.
Na wolności zgorzkniał, stał się oschły i jeszcze bardziej samotniczy, nie potrzebujący nikogo, jak mu się wtedy zdawało. W głębi nieszczęśliwy, lecz zbyt dumny, by przyznać się do błędu, uparcie dążący wybraną przez siebie ścieżką. Sfrustrowany życiem, które wyglądało inaczej niż mu się wydawało. Gdzieś na głębinach serca pozostało w nim jeszcze coś... co powstrzymało go przed całkowitym stoczeniem się na dno. Tyle wystarczyło, by kocur wreszcie zrobił rachunek sumienia i uczynił coś, co powinien był zrobić już dawno.
Kroczył dalej, aż zauważył w końcu tę obiecującą skałkę! Znajdował się pod nią wąski otwór. Co prawda kocur musiałby się trochę przecisnąć, by dostać się do środka... Jednak jego zapadłe boki ukryte pod jeszcze nieco puchatym po kąpieli futrze nie utrudniałyby tego manewru!
Przystanął, obchodząc i krytycznie oceniając znalezisko. Następnie wskoczył na skałkę, chcąc się wygrzać w ostatnich promieniach słońca, które czasem wyłaniało się między chmurami. Na szczęście do zachodu słońca jeszcze trochę czasu pozostało.
Obrócił łeb nagle, zastygając. Czy mu się zdawało? Uczucie bycia obserwowanym nie było przyjemne. Czemu jednak miałby się tak czuć? Czy to przez siedzenie w widocznym z oddali punkcie? Czy może mieszkając na obrzeżach zasmrodzonego osiedla dwunogów narobił sobie jakiejś paranoi?
Przez moment rozważał, czy nie zeskoczyć w dół i skryć się w tymczasowej norze, jednak... Na przekór sobie i wszystkim pozostał tam, gdzie siedział, a jedynie lustrował uważnie okolicę, nastawiając uszy.
Mistrz: Żubrze Gardło Płeć: kotka Matka: Nakrapiany Liść[NPC] Ojciec: Ukruszony Kieł [NPC] Partner: Szuka szuka i znaleść nie może
Rudo- biała (Białe znaczenia na brzuchu, pyski końcówce ogona i łapach) o pręgowano klasycznej rudej sierści. JeJ oczy są koloru niebieskiego z odrobiną zieleni, a nosek jasno różowy.
Pracowita i dalej rozbrykana, charakter kotki się zmienił jest czasem poirytowana oraz niezbyt przyjemna gdy się wkurzy. Dalej jest przyjaźnie nastawiona do innych i często che im pomagać.
Brzozowa Łapa [KC] Ares [P]
Dalej patrzyła na białego kocura, nie znała go...ale mogła go poznać ale czy warto ryzykować i wyskoczyć kiedy on mógł ją zaatakować? Szła po prostu za nim, a potem jej wzrok padł na skałki i kota który na nich był. On chciał się wygrzewać? W takie zimno?! Po jej grzbiecie przeszły ciarki, a futro się zjeżyło, jedyne co ją mogło ujawnić to futro które dalej było widoczne w słońcu i wyglądało trochę jak futro lisa, Orla spojrzała na nie i próbowała jakoś to ukryć, jednak nic z tego bo jeszcze jakaś mysz przebiegła przed nią i ją wystraszyła na co ta pisnęła, a krzaki zaszeleściły. Teraz na pewno ją usłyszał...i zobaczył.
Długie księżyce włóczęgostwa zmieniły niegdyś wysokiego kocura o wysportowanej sylwetce. Wciąż jest wysoki, lecz boki ma zapadnięte, futro krótkie, matowe i w niektórych miejscach zaznaczone drobnymi bliznami po kocich bójkach. Kiedyś gęsta, śnieżnobiała sierść teraz nieco straciła na jakości, lecz nadal kot ten jest jednym z najjaśniejszych stworzeń, całkowicie zakamuflowany swą barwą na śniegu.
To, co go wyróżnia, to intensywnie niebieskie oczy, jasnoróżowy, porysowany kocimi pazurami nos oraz długi, potężny ogon.
Ślepia zatraciły kpiący wyraz, dla odmiany wiejąc buntowniczym i zgorzkniałym chłodem, opowiadając historię o nieszczęśliwych czasach spędzonych samotnie, bez jakichkolwiek sojuszników, które zmieniły kocura na jeszcze gorsze. A może... były wstępem do odmiany swojego losu?
Jak można było się spodziewać, skłonności do włóczęgi tylko się nasilały, aż w końcu kocur przepadł zupełnie, pochłonięty własnymi sprawami. Zapomniał o klanie, zapomniał o rodzinie, goniąc za przygodami. Nie miał zamiaru dłużej choćby udawać przed mistrzem jakiekolwiek zainteresowanie treningiem. Miał gdzieś własny klan, pozbawiony jakichkolwiek wartości. Zatruty zazdrością, z poczuciem niezrozumienia i krzywdy. Głęboko się przeliczył.
Na wolności zgorzkniał, stał się oschły i jeszcze bardziej samotniczy, nie potrzebujący nikogo, jak mu się wtedy zdawało. W głębi nieszczęśliwy, lecz zbyt dumny, by przyznać się do błędu, uparcie dążący wybraną przez siebie ścieżką. Sfrustrowany życiem, które wyglądało inaczej niż mu się wydawało. Gdzieś na głębinach serca pozostało w nim jeszcze coś... co powstrzymało go przed całkowitym stoczeniem się na dno. Tyle wystarczyło, by kocur wreszcie zrobił rachunek sumienia i uczynił coś, co powinien był zrobić już dawno.
Nagły dźwięk i szelest sprawił, że kocur drgnął mocniej, momentalnie obracając się ku źródle dźwięku. Wzrok u niego nie był wybitny, lecz nawet on bez problemu dojrzał rude futro wyróżniające się wśród barw krajobrazu!
Kocica? Ten pisk tak mu brzmiał. Wytężył wzrok, szybko orientując się, że kotka ta jest zupełnie innego typu niż ci członkowie tego samego gatunku, z którymi miał styczność właściwie całe życie. (W końcu ile kotów ze starego Klanu Gromu poza jego rodziną zamieniło z nim coś więcej niż jedno słowo, nie licząc kłótni?)
Zaintrygowany, ale także zachęcony tym, że kotka wydawała się być słabsza niż on, zeskoczył ze skały, spokojnym truchtem zbliżając się do jej kryjówki. - Co porabiasz w tym krzaku, płosząc pobliską zwierzynę? - Spytał, wlepiając trochę zagubione spojrzenie w kocicę. Nie rozumiał ich ani jak były tak wrogo nastawione do wszystkiego jak Sasanka, ani wtedy, gdy wręcz przeciwnie, reagowały tak... płochliwie? Głos kocura nie był szyderczy, raczej szczerze zdziwiony.
Szkarłatny Zachód chciała wybyć w jakieś miejsce, gdzie nie musiała się obawiać, że na pewno ktoś ją zaczepi. Chciała poleżeć, popatrzeć na przyrodę... Oczywiście jeszcze bardziej chciała spotkać kogoś nowego i tym samym może zdobyć nowego przyjaciela? Lub chociaż jakiegoś dobrego znajomego. Skierowała się zatem na Szorstkie Skały, z których mogła podziwiać świat jak długo tylko chciała. Ułożyła się w miejscu, gdzie nie było śniegu, a na jej łapki padało słońce. Świat zimą był taki wspaniały! Nareszcie mogła się nim nacieszyć, choć nie mogła się już nacieszyć nim aż tak jak za młodu, bo kto teraz się z nią tak głupkowato pobawi? Wzięła więc w jedną z łapek trochę śniegu i robiła z niego kulkę, którą potem będzie mogła turlać.
Mistrz: Brak (wcześniej Cyprysowa Łuska) Płeć: Kotka Matka: Mokry Kwiat Ojciec: Podniebny Lot Partner: Nie
Nie dość posturnej budowy kotka, z krótkim, czarnym futrem. Posiada żółte oczy i bliznę na tylnej, prawej łapie.
Lekko nieufna i złośliwa. Z trudnych sytuacji wychodzi tak, że...ucieka od problemów (więcej na kp)
Sójka [KW]
Noc postanowiła ruszyć dziś o świcie ze swojego legowiska w poszukiwaniu wody. Wprawdzie gdzieniegdzie na ziemii mogła zauważyć leżące fałdki śniegu, które nadawałyby się do spożycia jednak kotka chciała rozruszać łapy i przebiec się. Od jakiegoś czasu nie wychodziła nigdzie dalej niż kilka długości lisa, a mięśnie pasowałoby ćwiczyć. Jeszcze nigdy od czasu ucieczki z klanu nie miała szans potłuc się z kimś innym, więc jej umiejętności walki nadal zostały nieujawnione. Ale chyba lepiej dmuchać na zimne, prawda? W końcu czarnofutra nie była jakoś bardzo umięśniona i masywna, a trening nigdy nie zaszkodzi.
Córka Mokrego Kwiatu biegła na oślep wzdłuż brzegu Grzmiącej Rzeki, gdy nagle zastrzymała się przed jakimś rudzielcem wbijając wszystkie pazury w podłoże i próbując nie wpaść na kotkę.
- Cze-cześć? - miauknęła lekko dysząc i próbując łapać równy oddach - Prze-przepraszam - mruknęła i usiadła na ziemii patrząc na poczynania pręgowanej. Lepiła sobie kulkę ze śniegu? W sumie...Czemu nie?
Nim czarna do niej doleciała, Szkarłatna już zdążyła wychwycić kierowane w jej kierunku niezbyt ciche kroki. Spojrzała szybko i dość odruchowo w kierunku, z którego dobiegały, a po ujrzeniu ciemnej sylwetki od razu przestała lepić śnieżną kulkę. Spojrzała ze zdziwieniem na przybyszkę, ale już po chwili się uśmiechnęła. Nie uciekła, nie zwyzywała jej, nie obrzuciła wstrętnym wzrokiem... Czy czegoś chcieć więcej? - Hej! - Rzuciła do niej radośnie jak zawsze, nie potrafiąc powstrzymać w żaden sposób swojej dobrej strony. - Łe, nie przepraszaj. Nic nie zrobiłaś, w zasadzie i tak chciałam z kimś porozmawiać. - Tylko na to czekała, więc za co tu przepraszać? - Jestem Szkarłatny Zachód, a Ty? - Nie pachniała żadnym Klanem, więc musiała być zapewne Samotnikiem.
Mistrz: Brak (wcześniej Cyprysowa Łuska) Płeć: Kotka Matka: Mokry Kwiat Ojciec: Podniebny Lot Partner: Nie
Nie dość posturnej budowy kotka, z krótkim, czarnym futrem. Posiada żółte oczy i bliznę na tylnej, prawej łapie.
Lekko nieufna i złośliwa. Z trudnych sytuacji wychodzi tak, że...ucieka od problemów (więcej na kp)
Sójka [KW]
Gdy kotka odezwała się do czarnofutrej ta była lekko zaskoczona. Nie nakrzyczy na nią? Nie każe spadać na drzewo? Dlaczego ona jest taka...? Od kiedy klanowicze traktują samotników z szacunkiem? No proszę, Noc była miło zaskoczona. Pytanie tylko dlaczego wszystkie koty takie nie są - wyrozumiałe i uprzejme.
- E...Hej - mruknęła lekko otrzepując głowę i wracając do rzeczywistości - Co? Ach, Noc jestem - miauknęła z lekkim uśmiechem jednocześnie patrząc na...Szkarłatny Zachód? Dziwne imię ale w sumie...Co samotniczkę to obchodzi.
Czarnuszka miała ekspresję, jakby ujrzała coś niewiarygodnego i musiała się po tym pozbierać. Czyżby życie ją mocno skrzywdziło, że spotkanie z rudą tak podziałało? Gdy wyjawiła swoje imię, Szkarłatny Zachód kiwnęła głową - oczywiście, Samotniczka. Kolejna! Ale... znów jakaś niemrawa. Każdy Samotnik jest taki niepewny w stosunku do Klanu? Co te koty im robią? Przekrzywiła głowę i spojrzała pytająco. - Miałaś jakieś nieprzyjemne doświadczenia z Klanowiczami? - Musiała spytać, przecież coś było na rzeczy! Musiało być!
Mistrz: Brak (wcześniej Cyprysowa Łuska) Płeć: Kotka Matka: Mokry Kwiat Ojciec: Podniebny Lot Partner: Nie
Nie dość posturnej budowy kotka, z krótkim, czarnym futrem. Posiada żółte oczy i bliznę na tylnej, prawej łapie.
Lekko nieufna i złośliwa. Z trudnych sytuacji wychodzi tak, że...ucieka od problemów (więcej na kp)
Sójka [KW]
- "Nieprzyjemne doświadczenia"... - powtórzyła śmiejąc się cicho - Można to tak nazwać...Chociaż to długa historia - miauknęła spoglądając na swoje łapy. Nagle do głowy Nocy przypłynęły wszystkie złe wspomnienia z klanu - wiecznie wkurzoną mentorkę, kłótnie, ucieczkę...Dlaczego ona? Dlaczego nie mogła wtedy dostać innego mistrza? To wszystko inaczej by się potoczyło! Dokończyła by trening bez większych trudność. Została wojownikiem i wszystko byłoby...Normalnie! A gdzie teraz jest? Włóczy się bezprawnie po Ziemiach Niczyich i jest wyrzutkiem, którego każdy może zabić. Tragedia.
Mimowolnie, po ciemnym futrze na policzku kotki, zaczęła spływać łza. Jedna jedyna, lecz posiadająca w sobie cały ból związany z odejściem. Córka Mokrego Kwiatu zmrużyła oczy i wytarła wilgotną część ciała łapą. Miała nadzieję, że Szkarłatny Zachód nie zacznie wypytywać ją o wszystko...Nie była na to przygotowana i szczerze nie chciała zagłębiać się w swoją historię.
Jej reakcja definitywnie dała Szkarłatnemu Zachodowi znać, by nie wpraszać się w jej życie z brudnymi łapami. Aczkolwiek... ruda uwielbiała pomagać i mówić! Słuchać też, ale dużo bardziej potrafiła się rozgadać niż siedzieć, siedzieć i słuchać. Dlatego też postanowiła nie narzucać się nachalnie młodej, czarnej koteczce, spróbowała małym kroczkiem tylko przybliżyć się do niej w tym temacie w trochę inny sposób. - Jasne, na pewno długa! Choć jesteś dość młoda... Umiesz walczyć i polować? Może z czymś Ci pomóc? - Jej to nic nie zrobi, a sama mogłaby tym sposobem zdobyć nową, dobrą znajomośc! - A może nauczyć Cię pływać i łowić? To całkiem fajna sprawa i pomocna, gdy nie ma zwierzyny dookoła. - Miała wrażenie, że jej ostatnie znajomości były trochę nie na miejscu, aczkolwiek Kodeks jasno mówi, że można mieć bliskie koty z innych Klanów, trzeba jedynie pozostawać lojalnym i tym kierowała się właśnie ruda. Nikogo nie zdradzała, chciała tylko pomagać!
Mistrz: Brak (wcześniej Cyprysowa Łuska) Płeć: Kotka Matka: Mokry Kwiat Ojciec: Podniebny Lot Partner: Nie
Nie dość posturnej budowy kotka, z krótkim, czarnym futrem. Posiada żółte oczy i bliznę na tylnej, prawej łapie.
Lekko nieufna i złośliwa. Z trudnych sytuacji wychodzi tak, że...ucieka od problemów (więcej na kp)
Sójka [KW]
- Przebywam na Ziemiach Niczyich od kilku księżyców i jeszcze żyję więc...Tak, jestem w stanie coś złapać - miauknęła obojętnym tonem patrząc na Grzmiącą Rzekę - Nie potrzebuję pomocy...Raczej. Dzięki za miłe chęci - mruknęła z powrotem kierując wzrok na Szkarłatny Zachód - Dlaczego ze mną rozmawiasz? Większość klanowiczów rzuciłaby się na mnie z pazurami i to bez wahania, a ty...Jesteś w dodatku miła... - spytała ze smutnym wyrazem pyska próbując nie płakać. Dlaczego wszyscy tacy nie są? Dlaczego Noc musiała spotykać na swojej drodze takie...Potwory. Nie mówi tu oczywiście o Tonącym Słońcu albo Orlikowym Piórze, oni byli normalni, a co najważniejsze, należeli do tej samej grupy - samotników. Jaka jest przyczyna tego, że wszyscy klanowicze jakich spotykała albo chcieli ją zabić albo prychali we wszystkie i później odchodzili. Owszem, było kilku takich pokroju Korzennej Łapy, jednak ich można policzyć na palcach jednej ręki Dwunoga.
Gdy córka Mokrego Kwiatu usłyszała propozycję od Rzeczniaczki, ta podniosła uszy i poruszyła wibrysami. Pływanie? W sumie czemu nie? Zawsze dodatkowa pomoc w zdobywaniu pożywienia.
- Mogłabyś? J-ja nie wiem co powiedzieć... - odparła ze wzrokiem pełnym nadzieji i radości - Czerwona Gwiazda pozwala na takie rozmówki z samotnikami? - spytała przypominając sobie imię przywódczyni z Klanu Rzeki
Kiwnęła głową na stwierdzenie, że skoro tyle księżyców już dała radę sama, to z pewnością i dłuższy okres czasu także da. A kto wie? Może gdy podrośnie to pokaże wszystkim, którzy jej weszli w drogę, że wcale nie jest taką byle jaką koteczką i potrafi podrapać? Albo zranić chociaż słowami? Oczywiście przemoc według Szkarłatnego Zachodu była ostatnim do czego koty powinny były się zniżać, ale... no, i takich nie brakowało w szeregach każdej grupy kotów. Jednakże najparwdopodobniej tego właśnie doświadczyła czarnuszka, skoro na miłe zachowanie rudej była okropnie zdziwiona i niepewna, jakby od urodzenia doświadczała jedynie bólu i przemocy. - Ja... jestem miła, bo po co miałabym być do Ciebie nastawiona nieprzyjaźnie? Przecież jesteśmy obie kotkami, a ja to nawet bardzo Cię podziwiam. Taka młodziutka, a daje radę sama w lesie. To naprawdę świadczy o tym, że zapewne jesteś bardzo umiejętna, skoro dajesz radę sama! Ja żyję z klanem, mam trochę łatwiej - mamy swoje tereny, nikt mnie nie wygania, klan codziennie poluje i dzięki temu zwierzyny jest odpowiednio dużo, każdy się ochroni na wzajem w chwili zagrożenia... Ty tego nie masz, dlatego sądzę, że powinnam mieć do Ciebie respekt CHOCIAŻBY z tego powodu. A inne? Jesteśmy na tym samym poziomie! Nikt nie jest lepszy i gorszy, każdy jest sobie równy i różni się jedynie doświadczeniami, charakterem, zachowaniem, ciałem... Więc możesz mi śmiało ufać. - Wymruczała do niej motywujący tekścik, którego słowa lały się z niej jak woda. Bardzo łatwo przyszło jej powiedzieć wszystkie te szczere rzeczy, które miała nadzieję - sprawią, że Noc przychyli się trochę do niej. - Nie ma sensu robić sobie wrogów, skoro można po prostu porozmawiać, no nie? - Z cieplutkim jak zawsze uśmiechem wpatrywała się w żółtawe oczyska. - A Czerwona Gwiazda to nie moja matka, za to Kodeks wyraźnie mówi, że przyjaźnie można zawierać. Nie mogę jedynie wpuszczać Cię na tereny Klanu Rzeki... więc niczego nie łamię. Chodź! Nauczę Cię! - Powiedziała i aż uniosła się, odrzucając gdzieś na bok swoją już całkiem przyzwoitych rozmiarów śnieżną kuleczkę, po czym dotknęła żwawo boku Nocy i skierowała się kilka kroków dalej do krańca skały, by móc z niej zobaczyć jakiś niezamarznięty zbiornik wodny. - Może tamten? Albo tamten! A może masz jakiś upatrzony? - Pytała, ciągle wlepiając oczy w krajobraz.
Mistrz: Brak (wcześniej Cyprysowa Łuska) Płeć: Kotka Matka: Mokry Kwiat Ojciec: Podniebny Lot Partner: Nie
Nie dość posturnej budowy kotka, z krótkim, czarnym futrem. Posiada żółte oczy i bliznę na tylnej, prawej łapie.
Lekko nieufna i złośliwa. Z trudnych sytuacji wychodzi tak, że...ucieka od problemów (więcej na kp)
Sójka [KW]
- Em...Dzięki - mruknęła unikając spotkania wzrokowego ze Szkarłatnym Zachodem. Noc była co najmniej zdziwiona wypowiedzią nowo poznanej kotki. Co prawda, słowa sprawiły, że poczuła się lepiej, jednak w jej głowie zaczęły pojawiać się nowe wątpliwości. Czy na serio ma dobre zamiary? Odrazu zaczęła sypać w kierunku czarnofutrej same pochwały, co było na prawdę dziwne. W każdym razie, niech ruda wie, że córka Mokrego Kwiatu wciąż zachowuje cichy głosik czujności.
- Szkoda, że każdy nie wychodzi z takiego założenia - miauknęła sama do siebie. W myślach jednak doszła do wniosku, że kot z taką logiką nie dożyłby późnej starości jako samotnik. Próbować przyjaźnić się z każdym napotkanym osobnikiem? Oj, Szkarłatka, jak ty mało wiesz o przetrwaniu na Ziemiach Niczyich - Zależy mi na jakimś bezpiecznym i płytkim. Jako ekspertka, wybierz coś - odpowiedziała i po chwili trzepnęła czarnym uchem. Co prawda było jej obojętne gdzie będzie polować - przecież woda wszędzie jest taka sama! Miała zamiar tylko połechtać ego rzeczniaczki i dać jej fałszywą iluzję o możliwym koleżeństwie z Nocą. Wprawdzie, taka znajomość może się kiedyś przydać.