Księżyce: 118
Mistrz: Rudzikowy Ogień | Czarny Bez
Płeć: kotka
Matka: Śliwkowa Gałązka[*]
Ojciec: Zakurzony Grzbiet[*]
Partner: Kornik
Trwałe urazy: blizna przechodząca przez prawe oko, blizna na barku
Szczupła, ale umięśniona, wysoka kocica o czekoladowym futrze i zielonych ślepiach. Widać oznaki starzenia się - siwiejące włosy na mordce.
Charakter Zachodzącego Światła jest nie do zdarcia. Cały czas pozostaje pewna siebie. Jej ambicja nadal jest niespełniona, chociaż jest jeszcze bliżej celu, niż wcześniej. W końcu wreszcie została wojowniczką, na co czekała bardzo, bardzo długo. Jej pyskata natura nadal pozostała. Przykleiła się w sumie jak rzep! Podobnie jak mówienie swojego zdania na cały głos. Ma prawo wyrażać swoje myśli na głos nieprawdaż? Oczywiście. Pozytywne emocje prawie całkowicie z niej zniknęły. Jedyne jakie czuje to... to takie dziwne uczucie przy jednej z wojowniczek Klanu Rzeki. Ale co to? Ona sama w sumie nie wiem...
W sumie pożałowała, że poprosiła o to, aby ten szaleniec mówił dalej. Tak musiała się nasłuchać jakiś... bredni. Umysł pochłonie ciemność? Doprowadzi do szaleństwa? Ciemność jak w sercu żmii? Nie, to wszystko musiały być brednie. Jak wcześniej była skłonna uwierzyć tak teraz... Nie, ten kot się ewidentnie nawdychał kocimiętki, o czym świadczyło również jego zachowanie. Nie mogła brać tego na poważnie, po prostu miał szczęście i tyle w temacie.
- Ta, dzięki za ostrzeżenie - mruknęła aby następnie spojrzeć ponownie na czarnego wojownika - Idziemy Kornik. To jakiś wariat - miauknęła w jego stronę, a następnie jedynie ruszyła w stronę terenów Klanu Rzeki. Ten kot był szalony i obłąkany. Przyjście tutaj było stratą czasu... ale również kolejną przygodą, jaką odbyła z Kornikiem właśnie.
[zt :
She, Queen of the Kings Broken her cage, threw out the keys She will be the warrior of NorthandSouthern seas
Księżyce: 110
Mistrz: Czerwony Mak / Cisowa Jagoda
Płeć: kocur
Matka: Czerwony Mak
Ojciec: idk
Partner: Zachód
Trwałe urazy: długa, zlokalizowana na lewym boku, odznaczająca się pod krótkim futrem blizna po borsuczych pazurach; na przednich kończynach blade ślady po drucie; natomiast na końcu ogona swoje zęby odcisnął szczupak
Księżyce: 110
Mistrz: Czerwony Mak / Cisowa Jagoda
Płeć: kocur
Matka: Czerwony Mak
Ojciec: idk
Partner: Zachód
Trwałe urazy: długa, zlokalizowana na lewym boku, odznaczająca się pod krótkim futrem blizna po borsuczych pazurach; na przednich kończynach blade ślady po drucie; natomiast na końcu ogona swoje zęby odcisnął szczupak
Wyrósł na wysokiego i masywnego kocura. Zaczął nawet ogarniać swoje przerośnięte gabaryty i chociaż nadal porusza się flejowato i nie raz zdarzy mu się potknąć, czy zaszurać łapami, kiedy zepnie się w sobie, jest w stanie chyżo biegać czy skutecznie się skradać. Zwykle garbi plecy, chowając głowę między szerokimi barkami i łypie spod byka ślepiami, wybarwionymi na jaskrawą - jak u Czerwonego Maku - pomarańcz. Od koniuszka ogona, aż po nos jest czarny jak węgiel. Futerko ma krótkie, zazwyczaj rozczochrane i brudne, bo szkoda mu czasu na takie szczegóły jak jego układanie. Przez całe swoje dzieciństwo nie wymawiał "r" i nadal mu się zdarza zapomnieć o tej niepotrzebnej spółgłosce, zwłaszcza, gdy włączy tryb pospieszny w mówieniu.
Rozwój emocjonalny Konika zakończył się dawno temu, jeszcze zanim na dobre się rozpędził. To duży (no dobra, BARDZO duży) dzieciak. Księżyce przeżyte samodzielnie poza Klanem dodały mu co prawda trochę powagi i zapobiegliwości, ale co gorsza, również pewności siebie i buty. Nie do końca wprawnie ocenia swoje dobre i słabe strony, a należy zaznaczyć, że jest nieuleczalnym fajtłapą, a do tego zapominalskim roztrzepańcem. Mówi zdecydowanie szybciej niż myśli i bywa bezczelnie bezpośredni. Z kontrolą emocji jest również na bakier i niewiele mu trzeba by się zezłościć, czy rozbawić, ale znacznie więcej by posmutnieć, bo w ogólnym rozrachunku to bardzo pozytywny gość.
Wróciła stara Zachód i zamiast wpatrywać się sztywno w samotnika, nafurczała na niego i zarządziła odwrót. Mieli podobny pogląd na to, że rudofutry nie był całkiem normalny, albo przynajmniej pod mocnym wpływem kocimiętki. Niemniej, Kornik nie uważał tego za całkowitą stratę czasu - co prawda byłoby zabawniej gdyby jego wróżba nie dotyczyła śmierci, ale sumując wszystko i tak wychodziła wartość dodatnia.
- Dzięki, Szkiełko, my lecimy! - Pożegnał się uprzejmie z wariatem, posyłając mu mimo wszystko przyjazny uśmiech. W końcu wykonał swoją robotę, a to, że rezultaty niekoniecznie się spodobały? Cóż to już ich problem, nie?
Wojownik strzelił ogonem w powietrzu i skoro Szkiełko, prawdopodobnie, nie chciał ich zatrzymywać, ruszył za Zachód.
Zt, dzięki
Itookmylove,Itookitdown ClimbedamountainandIturnedaround AndIsawmyreflectioninthesnowcoveredhills 'Tilthelandslidebroughtitdown Oh, mirror in the sky
Na razie nie można wiele powiedzieć o tej kulce sierści, oprócz tego, że ma niebieskie, długowłose futerko, nie oznaczone żadnymi pręgami czy znaczeniami. Mimo młodego wieku jest puchata i okrągła, co może dawać wrażenie dodatkowych kilogramów, jednak niekoniecznie tak jest, nie jest nawet ciężka, przynajmniej na razie. Jej początkowo niebieskie oczka zaczęły odbarwiać się na blady, zielonkawy kolor. Średniej wielkości uszka, postawione zwykle na sztorc, dopełniają obrazu jej pełnego pyska, bez żadnej skazy, odchyłów od normy czy zdziwień. Ma krótkie i małe jeszcze, łapki, zaś ogonek nie jest na tyle długi, jak można było przypuszczać przy tak długich włosach. Czy coś ją odróżnia? Zupełnie nic, poza tym, to jeszcze kocię.
No nie, a co to za buc? Każdy chyba miał nadzieję, że kociaki unikną w swoich genach tej części z bardziej problematycznego rodzica. Nie wiadomo dlaczego, jednak potrafi być, podobnie jak ojciec, niemiła, nadęta i bezczelna. Zdaje się, że nie do końca rozumie, że zachowanie ojca nie powinna brać za przykład, zwłaszcza niegrzecznych odzywek. Na szczęście – nie zdarza się to notorycznie, a sama Szafran woli obserwować rozwój sytuacji i jedynie dolewać oliwy do ognia lub rzucić komentarzem – ponieważ otwartości po matce nie odziedziczyła. Nie rozumie uczuć innych, a przede wszystkim – nie obchodzą jej takie rzeczy. Skoro już się urodziła, to może najwyższy czas podbić ten świat, co?
Tereny Klanu zaczęły robić się dla niej za ciasne. Uparcie i zagryzając wargi wyszła w stronę Ziem Niczyich, tłamsząc w sobie uczucie strachu. Czego w sumie się bała? Wszystko jej było jedno. Chciała czegoś nowego, więc wylazła - ot, dużo kotów podobno tak robi. Chyba? Chociaż terminatorzy raczej nie wylatują poza tereny tuż po pierwszych treningach. Teraz jednak było już za późno - minęła Królicze Nory i znalazła się na Szorstkich Skałach, gdzie widok był... całkiem ciekawszy niż ten z terenów. Obróciła się za siebie, obserwując Klan Gromu. Huh, ciekawe. Mimo wszystko ciągnie ją z powrotem.
Zostanie tu... jeszcze chwileczkę i wróci.
/zapraszam Żbik
<center><table><td>≡ s<s>he</s> said the devil will want you back ≡<br> and you'll never find love in an o p e n hand<br>
<span class="Szafran1">shut your eyes so you see under</span><br> and know you'll always have this if you stay this ᴍαɴ</td><td> <img src="https://imgur.com/EdGKbh9.png" height=100></td> </table></center>
Mistrz: los
Płeć: kocur
Matka: Żołędziowa Cętka [NPC]
Ojciec: Słony Wiatr [NPC]
Partner: -
Trwałe urazy: naderwane prawe ucho, blizna po pazurach na lewym barku, dziura w wardze po lewej stronie pyska
Mistrz: los
Płeć: kocur
Matka: Żołędziowa Cętka [NPC]
Ojciec: Słony Wiatr [NPC]
Partner: -
Trwałe urazy: naderwane prawe ucho, blizna po pazurach na lewym barku, dziura w wardze po lewej stronie pyska
Schudło mu się trochę. Jego futro jest teraz matowe, mniej zadbane, w niektórych miejscach nawet trochę skołtunione. Mimo tego, że bury próbuje sobie je czyścić, to w koczowniczym życiu trudno o czyste ciało. Jest długowłosym, masywnym kocurem, o szerokich barkach i takim samym pysku. Ogon jest gruby i puszysty, zazwyczaj też przystrojony w różnorodne gałązki. Futro jest bure, pokryte w grubych, czarnych klasycznych pręgach. Oczy przybierają jadeitowego koloru, nie mniej jednak nie błyszczą się one jak za czasów Klanowych. Matka natura natomiast nie oszczędziła na Żbika białej farby, dzięki czemu jest obdarowany białym znaczeniem na czole w kształcie czteroramiennej gwiazdy, a niżej na grzbiecie nosa znajduje się ładna, mała łezka. Ma zabarwioną na biało brodę, gdzie biała farbka przelewa się na szyję i klatkę piersiową kocura. Sięga ona gdzieś do około połowy brzucha samotnika. Końcowo - na palcach wszystkich czterech łap znajdują się białe skarpetki.
Jest cichszy, tak, ale nie skupia się już tak bardzo na swoich myślach. Stał się asertywny, delikatnie pewniejszy siebie. Może z niego wyjdą koty kiedyś. Nieufność wobec obcych kotów wryła się w jego głowę i prawdopodobnie już nigdy stamtąd nie wyjdzie. Mimo wszystko kocur jest nadal łagodny, dość przyjazny i pomocny. Zawsze poda łapę potrzebującemu, chociaż teraz łatwiej jest o wytrącenie go z równowagi. W przypadku, kiedy musi się bronić staje się dość poważny, czasami nawet można uznać, że agresywny. Stał się kotem, który woli samotność, bo cóż, został przez tą boleśnie zaadoptowany. Trudno będzie mu wrócić do życia w Klanie, chociażby z powodu tak długiej nieobecności i życia samemu. Chętnie słucha innych, nauk czy opowieści. Na pysku Żbika zazwyczaj można zauważyć powagę lub zwykłą neutralność.
Od kilku wschodów słońca tutaj mieszkał. Przy Łanie Rzepaku, nie będąc pewnym, czy jest gotowy na to, aby wrócić do Klanu. Czasami podchodził do granicy z rodzimym Klanem, czuł już ich zapach, ale wtedy coś się działo oraz w nim kotłowało i uciekał. Jakby instynkt samozachowawczy ostrzegał go, że po powrocie coś się może stać, coś, co się nie będzie mu podobało. Prychał za każdym razem i uciekał z powrotem, do swojego prowizorycznego legowiska, gdzie się krył przed nocą i niechcianym wzrokiem. I mówił sobie. "Jutro też dzień."
I z taką myślą się obudził, zapolował i o siebie zadbał. Jego futro nadal było matowego koloru, ale chociaż już nie było brudno jak wcześniej. Najpierw jednak postanowił spatrolować okolicę, zauważając jakieś niebieskie futro. Zakradł się, aby mieć lepszy widok na kota, a jak się okazało, zaraz poczuł zapach Klanu Gromu. Co tutaj robi Klanowicz? Strzepnął delikatnie ogonem i wyszedł z krzewów.
- Hej. Zgubiłaś się? - zapytał, przekręcając delikatnie głowę w bok. Mimo wszystko stał trochę oddalony od kocicy. Mimo wszystko nie znał owego kota, a za nieznajomymi to on nie przepadał. No, cóż, doświadczenia budują kota i tak zbudowały Żbika.
xxxxxxxx•Run boy run!Thisw o r l dis notmadefor you• Run boy run!They'retryingto catchyou xxRun boy run!Runningis avictory - ̗̀ Run boy run!Beauty lays behindthe hills ̖́-
Na razie nie można wiele powiedzieć o tej kulce sierści, oprócz tego, że ma niebieskie, długowłose futerko, nie oznaczone żadnymi pręgami czy znaczeniami. Mimo młodego wieku jest puchata i okrągła, co może dawać wrażenie dodatkowych kilogramów, jednak niekoniecznie tak jest, nie jest nawet ciężka, przynajmniej na razie. Jej początkowo niebieskie oczka zaczęły odbarwiać się na blady, zielonkawy kolor. Średniej wielkości uszka, postawione zwykle na sztorc, dopełniają obrazu jej pełnego pyska, bez żadnej skazy, odchyłów od normy czy zdziwień. Ma krótkie i małe jeszcze, łapki, zaś ogonek nie jest na tyle długi, jak można było przypuszczać przy tak długich włosach. Czy coś ją odróżnia? Zupełnie nic, poza tym, to jeszcze kocię.
No nie, a co to za buc? Każdy chyba miał nadzieję, że kociaki unikną w swoich genach tej części z bardziej problematycznego rodzica. Nie wiadomo dlaczego, jednak potrafi być, podobnie jak ojciec, niemiła, nadęta i bezczelna. Zdaje się, że nie do końca rozumie, że zachowanie ojca nie powinna brać za przykład, zwłaszcza niegrzecznych odzywek. Na szczęście – nie zdarza się to notorycznie, a sama Szafran woli obserwować rozwój sytuacji i jedynie dolewać oliwy do ognia lub rzucić komentarzem – ponieważ otwartości po matce nie odziedziczyła. Nie rozumie uczuć innych, a przede wszystkim – nie obchodzą jej takie rzeczy. Skoro już się urodziła, to może najwyższy czas podbić ten świat, co?
Odwróciła się czujnie w stronę, skąd pochodził głos. Zauważyła kota, lekko zabliźnionego, jednak... zaskoczyło ją to, że nie wyglądał staro, mógł być starszy od niej o może parę księżyców. Rozpoczęcie rozmowy wskazywało na to, że nie miał złych zamiarów, dlatego usiadła, zwrócona pyskiem do niego i powiedziała. - Nie... Zwyczajnie przyszłam pospacerować. Wyrwać się. Z Klanu. Na chwilę. - dawkowała informacje, jakby zastanawiając się, co może mu powiedzieć. Mimo wszystko był dla niej obcy i nie potrafiła nawet stwierdzić, czy jest samotnikiem czy klanowiczem, ponieważ stał zbyt daleko od niej. Cóż, poczeka najwyżej aż trochę się przybliży. Wiatr wiał w zbyt niekorzystną stronę, by wyczuć zapach jakiegokolwiek z Klanów. - Szafranowa Łapa. A Ty? - przedstawiła się treściwie, obserwując go bladymi oczami. Kto wie, może to będzie początek nowej, wielkiej przyjaźni. A może wręcz przeciwnie?
<center><table><td>≡ s<s>he</s> said the devil will want you back ≡<br> and you'll never find love in an o p e n hand<br>
<span class="Szafran1">shut your eyes so you see under</span><br> and know you'll always have this if you stay this ᴍαɴ</td><td> <img src="https://imgur.com/EdGKbh9.png" height=100></td> </table></center>
Mistrz: los
Płeć: kocur
Matka: Żołędziowa Cętka [NPC]
Ojciec: Słony Wiatr [NPC]
Partner: -
Trwałe urazy: naderwane prawe ucho, blizna po pazurach na lewym barku, dziura w wardze po lewej stronie pyska
Mistrz: los
Płeć: kocur
Matka: Żołędziowa Cętka [NPC]
Ojciec: Słony Wiatr [NPC]
Partner: -
Trwałe urazy: naderwane prawe ucho, blizna po pazurach na lewym barku, dziura w wardze po lewej stronie pyska
Schudło mu się trochę. Jego futro jest teraz matowe, mniej zadbane, w niektórych miejscach nawet trochę skołtunione. Mimo tego, że bury próbuje sobie je czyścić, to w koczowniczym życiu trudno o czyste ciało. Jest długowłosym, masywnym kocurem, o szerokich barkach i takim samym pysku. Ogon jest gruby i puszysty, zazwyczaj też przystrojony w różnorodne gałązki. Futro jest bure, pokryte w grubych, czarnych klasycznych pręgach. Oczy przybierają jadeitowego koloru, nie mniej jednak nie błyszczą się one jak za czasów Klanowych. Matka natura natomiast nie oszczędziła na Żbika białej farby, dzięki czemu jest obdarowany białym znaczeniem na czole w kształcie czteroramiennej gwiazdy, a niżej na grzbiecie nosa znajduje się ładna, mała łezka. Ma zabarwioną na biało brodę, gdzie biała farbka przelewa się na szyję i klatkę piersiową kocura. Sięga ona gdzieś do około połowy brzucha samotnika. Końcowo - na palcach wszystkich czterech łap znajdują się białe skarpetki.
Jest cichszy, tak, ale nie skupia się już tak bardzo na swoich myślach. Stał się asertywny, delikatnie pewniejszy siebie. Może z niego wyjdą koty kiedyś. Nieufność wobec obcych kotów wryła się w jego głowę i prawdopodobnie już nigdy stamtąd nie wyjdzie. Mimo wszystko kocur jest nadal łagodny, dość przyjazny i pomocny. Zawsze poda łapę potrzebującemu, chociaż teraz łatwiej jest o wytrącenie go z równowagi. W przypadku, kiedy musi się bronić staje się dość poważny, czasami nawet można uznać, że agresywny. Stał się kotem, który woli samotność, bo cóż, został przez tą boleśnie zaadoptowany. Trudno będzie mu wrócić do życia w Klanie, chociażby z powodu tak długiej nieobecności i życia samemu. Chętnie słucha innych, nauk czy opowieści. Na pysku Żbika zazwyczaj można zauważyć powagę lub zwykłą neutralność.
Na odpowiedź kocicy skinął tylko łbem, nie mając zamiaru drążyć tematu. Skoro powiedziała, że spaceruje, to Żbik nie czuje obowiązku, aby jej pomagać. Bo po co, skoro, no, wie jak i co, i gdzie jest. Rozglądnął się dookoła i strzepnął ogonem. On też chciał się wyrwać z Klanu. I też powiedział sobie, że tylko na chwilę.
- Rozumiem. Mimo wszystko bym uważał. Czasami tutaj chodzą dwunożni, a pewnie by sobie nie oszczędzili zostawienia kota w terenie - odparł ze spokojem, spoglądając na Gromową. Strzepnął uchem na imię kocicy. Szafran. Hm.
- Żbik. Wcześniej Żbikowa Łapa, mów jak chcesz - skinął jej łbem w przywitaniu. On w większości przestał używać swojego klanowego imienia, gdyż inni samotnicy nie mieli pojęcia w tym, jak w ogóle kot może mieć "Łapa" w imieniu i że czemu dwa człony. Dlatego z czasem po prostu przedstawiał się Żbik, jeśli musiał. Strzepnął końcówką ogona, czekając na odpowiedź kocicy.
xxxxxxxx•Run boy run!Thisw o r l dis notmadefor you• Run boy run!They'retryingto catchyou xxRun boy run!Runningis avictory - ̗̀ Run boy run!Beauty lays behindthe hills ̖́-
Na razie nie można wiele powiedzieć o tej kulce sierści, oprócz tego, że ma niebieskie, długowłose futerko, nie oznaczone żadnymi pręgami czy znaczeniami. Mimo młodego wieku jest puchata i okrągła, co może dawać wrażenie dodatkowych kilogramów, jednak niekoniecznie tak jest, nie jest nawet ciężka, przynajmniej na razie. Jej początkowo niebieskie oczka zaczęły odbarwiać się na blady, zielonkawy kolor. Średniej wielkości uszka, postawione zwykle na sztorc, dopełniają obrazu jej pełnego pyska, bez żadnej skazy, odchyłów od normy czy zdziwień. Ma krótkie i małe jeszcze, łapki, zaś ogonek nie jest na tyle długi, jak można było przypuszczać przy tak długich włosach. Czy coś ją odróżnia? Zupełnie nic, poza tym, to jeszcze kocię.
No nie, a co to za buc? Każdy chyba miał nadzieję, że kociaki unikną w swoich genach tej części z bardziej problematycznego rodzica. Nie wiadomo dlaczego, jednak potrafi być, podobnie jak ojciec, niemiła, nadęta i bezczelna. Zdaje się, że nie do końca rozumie, że zachowanie ojca nie powinna brać za przykład, zwłaszcza niegrzecznych odzywek. Na szczęście – nie zdarza się to notorycznie, a sama Szafran woli obserwować rozwój sytuacji i jedynie dolewać oliwy do ognia lub rzucić komentarzem – ponieważ otwartości po matce nie odziedziczyła. Nie rozumie uczuć innych, a przede wszystkim – nie obchodzą jej takie rzeczy. Skoro już się urodziła, to może najwyższy czas podbić ten świat, co?
Kiwnęła łebkiem. - Rozumiem. W takim razie będę uważać. - obiecała. Cóż, to byłoby ciekawe - zostać porwanym przez Dwunogów. I jasne, teraz tak myślała, ale Szafran nigdy w życiu nie widziała Dwunoga - dlatego prawdopodobnie uciekłaby z piskiem na sam widok takiego potwora. Szafran lubiła udawać odważniejszą, niż była w rzeczywistości. A to dosyć niebezpieczne jak na ten wiek.
Zastrzygła uszami, słyszą kolejne słowa Żbika. - Łapa? W takim razie... byłeś klanowym kotem, prawda? Co się stało odszedłeś? Wyrzucili cię? - zapytała, widocznie się ożywiając. Z jakiego Klanu mógł pochodzić? Wyglądało na to, że był samotnikiem przez dłuższy okres czasu, dlatego jego zapach nie zdradzał przeszłości. Jednak... niedaleko był tereny Rzeki. Czy to możliwe, że wciąż kręcił się tutaj, mając nadzieję na powrót?
Przekrzywiła lekko łebek i mruknęła nieśmiało: - Przepraszam, trochę na skoczyłam... Rozumiem jeśli nie chcesz ze mną rozmawiać. Jestem trochę zagubiona i szukam... innych opinii. Innego stylu życia. Innej... drogi. - powiedziała zakłopotana, mając jednak nadzieję, że Żbik i tak trochę się otworzy. Jak udało mu się przetrwać poza Klanem? Czy jest tak trudno, ciężko i niebezpiecznie, jak powiadają?
<center><table><td>≡ s<s>he</s> said the devil will want you back ≡<br> and you'll never find love in an o p e n hand<br>
<span class="Szafran1">shut your eyes so you see under</span><br> and know you'll always have this if you stay this ᴍαɴ</td><td> <img src="https://imgur.com/EdGKbh9.png" height=100></td> </table></center>
Mistrz: los
Płeć: kocur
Matka: Żołędziowa Cętka [NPC]
Ojciec: Słony Wiatr [NPC]
Partner: -
Trwałe urazy: naderwane prawe ucho, blizna po pazurach na lewym barku, dziura w wardze po lewej stronie pyska
Mistrz: los
Płeć: kocur
Matka: Żołędziowa Cętka [NPC]
Ojciec: Słony Wiatr [NPC]
Partner: -
Trwałe urazy: naderwane prawe ucho, blizna po pazurach na lewym barku, dziura w wardze po lewej stronie pyska
Schudło mu się trochę. Jego futro jest teraz matowe, mniej zadbane, w niektórych miejscach nawet trochę skołtunione. Mimo tego, że bury próbuje sobie je czyścić, to w koczowniczym życiu trudno o czyste ciało. Jest długowłosym, masywnym kocurem, o szerokich barkach i takim samym pysku. Ogon jest gruby i puszysty, zazwyczaj też przystrojony w różnorodne gałązki. Futro jest bure, pokryte w grubych, czarnych klasycznych pręgach. Oczy przybierają jadeitowego koloru, nie mniej jednak nie błyszczą się one jak za czasów Klanowych. Matka natura natomiast nie oszczędziła na Żbika białej farby, dzięki czemu jest obdarowany białym znaczeniem na czole w kształcie czteroramiennej gwiazdy, a niżej na grzbiecie nosa znajduje się ładna, mała łezka. Ma zabarwioną na biało brodę, gdzie biała farbka przelewa się na szyję i klatkę piersiową kocura. Sięga ona gdzieś do około połowy brzucha samotnika. Końcowo - na palcach wszystkich czterech łap znajdują się białe skarpetki.
Jest cichszy, tak, ale nie skupia się już tak bardzo na swoich myślach. Stał się asertywny, delikatnie pewniejszy siebie. Może z niego wyjdą koty kiedyś. Nieufność wobec obcych kotów wryła się w jego głowę i prawdopodobnie już nigdy stamtąd nie wyjdzie. Mimo wszystko kocur jest nadal łagodny, dość przyjazny i pomocny. Zawsze poda łapę potrzebującemu, chociaż teraz łatwiej jest o wytrącenie go z równowagi. W przypadku, kiedy musi się bronić staje się dość poważny, czasami nawet można uznać, że agresywny. Stał się kotem, który woli samotność, bo cóż, został przez tą boleśnie zaadoptowany. Trudno będzie mu wrócić do życia w Klanie, chociażby z powodu tak długiej nieobecności i życia samemu. Chętnie słucha innych, nauk czy opowieści. Na pysku Żbika zazwyczaj można zauważyć powagę lub zwykłą neutralność.
- Łapa. Byłem, należałem do Klanu Rzeki. Zgubiłem się w Kłującym Gąszczu, jest tam niedaleko. Gdy zgubiłem się w terenie i orientację w terenie zacząłem wędrować. I wędrowałem przez długi czas - odparł ze spokojem, wiedząc, że prędzej czy później będzie musiał to i tak opowiadać. W kółko i w kółko. Gdy tylko kogoś spotka będzie musiał to mówić. Na kolejne jej słowa drgnął delikatnie wąsami i zamruczał rozbawiony.
- Nie martw się. Cóż... Na pewno życie samotnika jest trudne. Chcesz o tym posłuchać?
xxxxxxxx•Run boy run!Thisw o r l dis notmadefor you• Run boy run!They'retryingto catchyou xxRun boy run!Runningis avictory - ̗̀ Run boy run!Beauty lays behindthe hills ̖́-
Na razie nie można wiele powiedzieć o tej kulce sierści, oprócz tego, że ma niebieskie, długowłose futerko, nie oznaczone żadnymi pręgami czy znaczeniami. Mimo młodego wieku jest puchata i okrągła, co może dawać wrażenie dodatkowych kilogramów, jednak niekoniecznie tak jest, nie jest nawet ciężka, przynajmniej na razie. Jej początkowo niebieskie oczka zaczęły odbarwiać się na blady, zielonkawy kolor. Średniej wielkości uszka, postawione zwykle na sztorc, dopełniają obrazu jej pełnego pyska, bez żadnej skazy, odchyłów od normy czy zdziwień. Ma krótkie i małe jeszcze, łapki, zaś ogonek nie jest na tyle długi, jak można było przypuszczać przy tak długich włosach. Czy coś ją odróżnia? Zupełnie nic, poza tym, to jeszcze kocię.
No nie, a co to za buc? Każdy chyba miał nadzieję, że kociaki unikną w swoich genach tej części z bardziej problematycznego rodzica. Nie wiadomo dlaczego, jednak potrafi być, podobnie jak ojciec, niemiła, nadęta i bezczelna. Zdaje się, że nie do końca rozumie, że zachowanie ojca nie powinna brać za przykład, zwłaszcza niegrzecznych odzywek. Na szczęście – nie zdarza się to notorycznie, a sama Szafran woli obserwować rozwój sytuacji i jedynie dolewać oliwy do ognia lub rzucić komentarzem – ponieważ otwartości po matce nie odziedziczyła. Nie rozumie uczuć innych, a przede wszystkim – nie obchodzą jej takie rzeczy. Skoro już się urodziła, to może najwyższy czas podbić ten świat, co?
Patrzyła na niego świdrującymi oczami, chcąc wiedzieć więcej. Zgubił się na terenach... i po prostu zaczął wędrować? Bez żadnego treningu wyruszył w świat? Przecież to brzmi co najmniej ryzykownie, jeśli nie lekkomyślnie! Jasne, Szafran robiła ryzykowne rzeczy, ale nie uciekała z Klanu bez wiedzy o walce i polowaniu. Jeśli już by się odważyła na ten śmiały krok - to zapewne gdy nabrałaby pewności we własne możliwości. - Chcę posłuchać. Wszyscy dookoła mówią, że ciężko jest przetrwać samemu, samotnicy zwykle nie są przyjaźni, a ty byłeś jeszcze terminatorem, gdy odszedłeś, więc... musiało być całkiem ciężej. - powiedziała, marszcząc brwi. Czy żałował decyzji o opuszczeniu Klanu? A może wręcz przeciwnie - taka szkoła przetrwania pozwoliła mu się sprawdzić lepiej, niż na treningu?
Przekręciła lekko łebek, wsłuchując się w kolejne słowa. Dobrze jest spotkać kogoś, kto jest z innego środowiska i może opowiedzieć jej o samotniczym życiu z pierwszej ręki. Opowiastki z Klanu były zbyt subiektywne, by Szafran mogła w nie uwierzyć.
<center><table><td>≡ s<s>he</s> said the devil will want you back ≡<br> and you'll never find love in an o p e n hand<br>
<span class="Szafran1">shut your eyes so you see under</span><br> and know you'll always have this if you stay this ᴍαɴ</td><td> <img src="https://imgur.com/EdGKbh9.png" height=100></td> </table></center>
Mistrz: los
Płeć: kocur
Matka: Żołędziowa Cętka [NPC]
Ojciec: Słony Wiatr [NPC]
Partner: -
Trwałe urazy: naderwane prawe ucho, blizna po pazurach na lewym barku, dziura w wardze po lewej stronie pyska
Mistrz: los
Płeć: kocur
Matka: Żołędziowa Cętka [NPC]
Ojciec: Słony Wiatr [NPC]
Partner: -
Trwałe urazy: naderwane prawe ucho, blizna po pazurach na lewym barku, dziura w wardze po lewej stronie pyska
Schudło mu się trochę. Jego futro jest teraz matowe, mniej zadbane, w niektórych miejscach nawet trochę skołtunione. Mimo tego, że bury próbuje sobie je czyścić, to w koczowniczym życiu trudno o czyste ciało. Jest długowłosym, masywnym kocurem, o szerokich barkach i takim samym pysku. Ogon jest gruby i puszysty, zazwyczaj też przystrojony w różnorodne gałązki. Futro jest bure, pokryte w grubych, czarnych klasycznych pręgach. Oczy przybierają jadeitowego koloru, nie mniej jednak nie błyszczą się one jak za czasów Klanowych. Matka natura natomiast nie oszczędziła na Żbika białej farby, dzięki czemu jest obdarowany białym znaczeniem na czole w kształcie czteroramiennej gwiazdy, a niżej na grzbiecie nosa znajduje się ładna, mała łezka. Ma zabarwioną na biało brodę, gdzie biała farbka przelewa się na szyję i klatkę piersiową kocura. Sięga ona gdzieś do około połowy brzucha samotnika. Końcowo - na palcach wszystkich czterech łap znajdują się białe skarpetki.
Jest cichszy, tak, ale nie skupia się już tak bardzo na swoich myślach. Stał się asertywny, delikatnie pewniejszy siebie. Może z niego wyjdą koty kiedyś. Nieufność wobec obcych kotów wryła się w jego głowę i prawdopodobnie już nigdy stamtąd nie wyjdzie. Mimo wszystko kocur jest nadal łagodny, dość przyjazny i pomocny. Zawsze poda łapę potrzebującemu, chociaż teraz łatwiej jest o wytrącenie go z równowagi. W przypadku, kiedy musi się bronić staje się dość poważny, czasami nawet można uznać, że agresywny. Stał się kotem, który woli samotność, bo cóż, został przez tą boleśnie zaadoptowany. Trudno będzie mu wrócić do życia w Klanie, chociażby z powodu tak długiej nieobecności i życia samemu. Chętnie słucha innych, nauk czy opowieści. Na pysku Żbika zazwyczaj można zauważyć powagę lub zwykłą neutralność.
- Bo jest ciężko. Myślisz, że te wszystkie blizny zrobiłem sobie sam dla zabawy? - powiedział z ironią w głosie, podnosząc delikatnie jedną brew wyżej. Żbik usiadł na trawie, owijając swoje łapy puszystym ogonem. Odchrząknął, jakby szykował się do opowiedzenia legendy. Legendy o Samotniku.
- Samotnicy nie są przyjaźni, ale to nie oznacza, że są agresywni. Oczywiście, zdarzają się koty, które mogą po prostu ci skoczyć na gardło dla zabawy, ale są to najczęściej idioci o mózgu mniejszym od myszy - mruknął, marszcząc zdegustowany pysk i jego grzbiet. Westchnął zaraz i podniósł łapę, aby przejechać łapą po pyszczku.
- Widzisz. Musiałem się szybko przystosować do nowego życia, uczyłem się na swoich błędach. Było ciężko, czasami głodowałem, że było mi widać żebra przez skórę, czasami musiałem walczyć o miejsce spania. Wszystko ma swoje dobre i złe strony.
xxxxxxxx•Run boy run!Thisw o r l dis notmadefor you• Run boy run!They'retryingto catchyou xxRun boy run!Runningis avictory - ̗̀ Run boy run!Beauty lays behindthe hills ̖́-
Na razie nie można wiele powiedzieć o tej kulce sierści, oprócz tego, że ma niebieskie, długowłose futerko, nie oznaczone żadnymi pręgami czy znaczeniami. Mimo młodego wieku jest puchata i okrągła, co może dawać wrażenie dodatkowych kilogramów, jednak niekoniecznie tak jest, nie jest nawet ciężka, przynajmniej na razie. Jej początkowo niebieskie oczka zaczęły odbarwiać się na blady, zielonkawy kolor. Średniej wielkości uszka, postawione zwykle na sztorc, dopełniają obrazu jej pełnego pyska, bez żadnej skazy, odchyłów od normy czy zdziwień. Ma krótkie i małe jeszcze, łapki, zaś ogonek nie jest na tyle długi, jak można było przypuszczać przy tak długich włosach. Czy coś ją odróżnia? Zupełnie nic, poza tym, to jeszcze kocię.
No nie, a co to za buc? Każdy chyba miał nadzieję, że kociaki unikną w swoich genach tej części z bardziej problematycznego rodzica. Nie wiadomo dlaczego, jednak potrafi być, podobnie jak ojciec, niemiła, nadęta i bezczelna. Zdaje się, że nie do końca rozumie, że zachowanie ojca nie powinna brać za przykład, zwłaszcza niegrzecznych odzywek. Na szczęście – nie zdarza się to notorycznie, a sama Szafran woli obserwować rozwój sytuacji i jedynie dolewać oliwy do ognia lub rzucić komentarzem – ponieważ otwartości po matce nie odziedziczyła. Nie rozumie uczuć innych, a przede wszystkim – nie obchodzą jej takie rzeczy. Skoro już się urodziła, to może najwyższy czas podbić ten świat, co?
- O-o-oczywiście, że n-nie... - speszyła się, słysząc, jak zinterpretował jej słowa. Nie chciała, aby odbierał coś źle, ona...
Ona zwyczajnie chciała zrozumieć. A żeby to zrobić musiała pytać - czasami w głupi sposób, ale to było jedyne wyjście. Dlatego ironia w jego głosie ją zabolała, ale starała się tego po sobie nie pokazać. - Rozumiem... Nic nie jest pewne i jest się zdanym na samego siebie. - Powiedziała z zamyśleniem. No tak, życie w Klanie było miłe i przyjemne, pewne i bezpieczne w porównaniu do życia samotnika - gdy koty trzymają się razem, są silniejsze. Pojedyncze jednostki mogą zginąć łatwo, gdy są porzuceni na pastwę losu i to jeszcze bez treningu i doświadczenia. - Czy... - przez chwilę zawahała się, aby zadać to pytanie. Zerknęła na niego, wyczekując jego reakcji i zapytała - Czy chciałbyś wrócić do swojego Klanu?
<center><table><td>≡ s<s>he</s> said the devil will want you back ≡<br> and you'll never find love in an o p e n hand<br>
<span class="Szafran1">shut your eyes so you see under</span><br> and know you'll always have this if you stay this ᴍαɴ</td><td> <img src="https://imgur.com/EdGKbh9.png" height=100></td> </table></center>
Mistrz: los
Płeć: kocur
Matka: Żołędziowa Cętka [NPC]
Ojciec: Słony Wiatr [NPC]
Partner: -
Trwałe urazy: naderwane prawe ucho, blizna po pazurach na lewym barku, dziura w wardze po lewej stronie pyska
Mistrz: los
Płeć: kocur
Matka: Żołędziowa Cętka [NPC]
Ojciec: Słony Wiatr [NPC]
Partner: -
Trwałe urazy: naderwane prawe ucho, blizna po pazurach na lewym barku, dziura w wardze po lewej stronie pyska
Schudło mu się trochę. Jego futro jest teraz matowe, mniej zadbane, w niektórych miejscach nawet trochę skołtunione. Mimo tego, że bury próbuje sobie je czyścić, to w koczowniczym życiu trudno o czyste ciało. Jest długowłosym, masywnym kocurem, o szerokich barkach i takim samym pysku. Ogon jest gruby i puszysty, zazwyczaj też przystrojony w różnorodne gałązki. Futro jest bure, pokryte w grubych, czarnych klasycznych pręgach. Oczy przybierają jadeitowego koloru, nie mniej jednak nie błyszczą się one jak za czasów Klanowych. Matka natura natomiast nie oszczędziła na Żbika białej farby, dzięki czemu jest obdarowany białym znaczeniem na czole w kształcie czteroramiennej gwiazdy, a niżej na grzbiecie nosa znajduje się ładna, mała łezka. Ma zabarwioną na biało brodę, gdzie biała farbka przelewa się na szyję i klatkę piersiową kocura. Sięga ona gdzieś do około połowy brzucha samotnika. Końcowo - na palcach wszystkich czterech łap znajdują się białe skarpetki.
Jest cichszy, tak, ale nie skupia się już tak bardzo na swoich myślach. Stał się asertywny, delikatnie pewniejszy siebie. Może z niego wyjdą koty kiedyś. Nieufność wobec obcych kotów wryła się w jego głowę i prawdopodobnie już nigdy stamtąd nie wyjdzie. Mimo wszystko kocur jest nadal łagodny, dość przyjazny i pomocny. Zawsze poda łapę potrzebującemu, chociaż teraz łatwiej jest o wytrącenie go z równowagi. W przypadku, kiedy musi się bronić staje się dość poważny, czasami nawet można uznać, że agresywny. Stał się kotem, który woli samotność, bo cóż, został przez tą boleśnie zaadoptowany. Trudno będzie mu wrócić do życia w Klanie, chociażby z powodu tak długiej nieobecności i życia samemu. Chętnie słucha innych, nauk czy opowieści. Na pysku Żbika zazwyczaj można zauważyć powagę lub zwykłą neutralność.
Strzepnął delikatnie uchem na to, jak się kotka zaczęła jąkać, a jedna brew poleciała ku górze. Z nosa Żbika wyszło ciepłe powietrze.
- Uspokój ty się. Przecież tylko żartowałem, ale no, nie. Dotarłem do siedliska dwunożnych, innego niż tamte na zachód. Tam natrafiłem na dwójkę kotów z gangu, którzy to na mnie napadli. Życie samotnika nie jest usłane mięciusim mchem jak w Chruśniaku. Znaczy, kociarni, no - mruknął spokojniejszym głosem spoglądając na Szafranową Łapę z zaciekawieniem. Po chwili wysnuła wnioski, na które to Żbik skinął delikatnie łbem.
- Szybko się uczysz. Tak, dokładnie. Nie wiesz czy miejsce w które wędrujesz jest bezpieczne i obfite w zwierzynę, możesz się tylko przekonać na własnej skórze. Nie ma kotów wokół ciebie, czasami jak kogoś spotkasz to no. Może - dodał do jej wniosków, mrugając powoli. Kolejne pytane Szafran ugrzęzło w jej gardle, na co młodzik się jedynie delikatnie uśmiechnął. Na jej pytanie, które w końcu wydusiła skinął powoli łbem.
- Tak, to mój cel. Wrócić do rodziny. Taki był też cel mojej kilkuksiężycowej podróży.
xxxxxxxx•Run boy run!Thisw o r l dis notmadefor you• Run boy run!They'retryingto catchyou xxRun boy run!Runningis avictory - ̗̀ Run boy run!Beauty lays behindthe hills ̖́-
Na razie nie można wiele powiedzieć o tej kulce sierści, oprócz tego, że ma niebieskie, długowłose futerko, nie oznaczone żadnymi pręgami czy znaczeniami. Mimo młodego wieku jest puchata i okrągła, co może dawać wrażenie dodatkowych kilogramów, jednak niekoniecznie tak jest, nie jest nawet ciężka, przynajmniej na razie. Jej początkowo niebieskie oczka zaczęły odbarwiać się na blady, zielonkawy kolor. Średniej wielkości uszka, postawione zwykle na sztorc, dopełniają obrazu jej pełnego pyska, bez żadnej skazy, odchyłów od normy czy zdziwień. Ma krótkie i małe jeszcze, łapki, zaś ogonek nie jest na tyle długi, jak można było przypuszczać przy tak długich włosach. Czy coś ją odróżnia? Zupełnie nic, poza tym, to jeszcze kocię.
No nie, a co to za buc? Każdy chyba miał nadzieję, że kociaki unikną w swoich genach tej części z bardziej problematycznego rodzica. Nie wiadomo dlaczego, jednak potrafi być, podobnie jak ojciec, niemiła, nadęta i bezczelna. Zdaje się, że nie do końca rozumie, że zachowanie ojca nie powinna brać za przykład, zwłaszcza niegrzecznych odzywek. Na szczęście – nie zdarza się to notorycznie, a sama Szafran woli obserwować rozwój sytuacji i jedynie dolewać oliwy do ognia lub rzucić komentarzem – ponieważ otwartości po matce nie odziedziczyła. Nie rozumie uczuć innych, a przede wszystkim – nie obchodzą jej takie rzeczy. Skoro już się urodziła, to może najwyższy czas podbić ten świat, co?
Jej uszy z powrotem zostały ustawione na sztorc. - Wybacz, trochę nie znam się na żartach... - mruknęła ponuro, jednak nie ciągnęła tematu. Ot, nieporozumienie. - Rozumiem. Przykro mi, że to cię spotkało. - odpowiedziała, w sumie nie wiedząc co powiedzieć dalej. Chruśniak? Nie do końca wiedziała, o co mu chodzi, ale gdy poprawił się, zrozumiała, że musiało to być jakieś klanowe miejsce. Czyżby tak nazywała się kociarnia w Rzece? - Tak, szybko się uczę, ale na razie nie planuję takiej ryzykownej wycieczki, jak ty. Cóż, nie przedstawiłeś samotniczego życia w zachęcający sposób. - jej pysk lekko zadrgał, gdy spróbowała zażartować. Och, pewnie oboje zaraz odwrócą wzrok z zażenowania...
Skinęła głową, słysząc jego odpowiedź. - Rzeka? Najbliżej jest tylko Rzeka i Grom, a nie pamiętam cię, abyś był chociażby wspomniany u nas w Klanie... Już nie mówiąc, że u nas kociarnia nazywa się inaczej... Kręcisz się niedaleko Klanu Rzeki, bo wahasz się, jak wrócić? - jej pytania były ryzykowne, ale obserwowała uważnie Żbika - samotnik, który porzucił klanowe życie, ale nie chce pozostać odcięty od rodziny, którym jest Klan. Chciała zrozumieć go lepiej - żeby nie pójść w jego ślady, mimo, iż było to kuszące.
<center><table><td>≡ s<s>he</s> said the devil will want you back ≡<br> and you'll never find love in an o p e n hand<br>
<span class="Szafran1">shut your eyes so you see under</span><br> and know you'll always have this if you stay this ᴍαɴ</td><td> <img src="https://imgur.com/EdGKbh9.png" height=100></td> </table></center>
Mistrz: los
Płeć: kocur
Matka: Żołędziowa Cętka [NPC]
Ojciec: Słony Wiatr [NPC]
Partner: -
Trwałe urazy: naderwane prawe ucho, blizna po pazurach na lewym barku, dziura w wardze po lewej stronie pyska
Mistrz: los
Płeć: kocur
Matka: Żołędziowa Cętka [NPC]
Ojciec: Słony Wiatr [NPC]
Partner: -
Trwałe urazy: naderwane prawe ucho, blizna po pazurach na lewym barku, dziura w wardze po lewej stronie pyska
Schudło mu się trochę. Jego futro jest teraz matowe, mniej zadbane, w niektórych miejscach nawet trochę skołtunione. Mimo tego, że bury próbuje sobie je czyścić, to w koczowniczym życiu trudno o czyste ciało. Jest długowłosym, masywnym kocurem, o szerokich barkach i takim samym pysku. Ogon jest gruby i puszysty, zazwyczaj też przystrojony w różnorodne gałązki. Futro jest bure, pokryte w grubych, czarnych klasycznych pręgach. Oczy przybierają jadeitowego koloru, nie mniej jednak nie błyszczą się one jak za czasów Klanowych. Matka natura natomiast nie oszczędziła na Żbika białej farby, dzięki czemu jest obdarowany białym znaczeniem na czole w kształcie czteroramiennej gwiazdy, a niżej na grzbiecie nosa znajduje się ładna, mała łezka. Ma zabarwioną na biało brodę, gdzie biała farbka przelewa się na szyję i klatkę piersiową kocura. Sięga ona gdzieś do około połowy brzucha samotnika. Końcowo - na palcach wszystkich czterech łap znajdują się białe skarpetki.
Jest cichszy, tak, ale nie skupia się już tak bardzo na swoich myślach. Stał się asertywny, delikatnie pewniejszy siebie. Może z niego wyjdą koty kiedyś. Nieufność wobec obcych kotów wryła się w jego głowę i prawdopodobnie już nigdy stamtąd nie wyjdzie. Mimo wszystko kocur jest nadal łagodny, dość przyjazny i pomocny. Zawsze poda łapę potrzebującemu, chociaż teraz łatwiej jest o wytrącenie go z równowagi. W przypadku, kiedy musi się bronić staje się dość poważny, czasami nawet można uznać, że agresywny. Stał się kotem, który woli samotność, bo cóż, został przez tą boleśnie zaadoptowany. Trudno będzie mu wrócić do życia w Klanie, chociażby z powodu tak długiej nieobecności i życia samemu. Chętnie słucha innych, nauk czy opowieści. Na pysku Żbika zazwyczaj można zauważyć powagę lub zwykłą neutralność.
Skinął jedynie łbem na jej słowa. Cóż, może w jego pysku brzmiało to zbyt ostro? Ah, nieważne. Na, można powiedzieć, że kondolencje, wzruszył barkami delikatnie.
- Cóż. Mogłem wtedy umrzeć, na szczęście to się nie stało. Chociaż w zamian musiałem siedzieć u dwunożnych - mruknął, po czym zaczął się słabo drapać za uchem. Przy tym wydrapał sobie małą kulkę futra, która poleciała na bok.
- Na razie? Czemu szukasz innej drogi? - dodał, spoglądając na niebieską kocicę z niemałym zaciekawieniem. Co się stało, że go o to pyta? Czysta ciekawość czy plany?
Wysłuchał kolejne słowa kocicy i zmarszczył delikatnie pyszczek, przy tym też grzbiet nosa. Musiał się namyśleć nad tym pytaniem, a zaraz wypuścił ciepłe powietrze z nozdrzy.
- Wiesz, mogłem praktycznie się zagubić jeszcze przed tym, jak się urodziłaś. Jesteś młoda. Nie mniej jednak, tak, pochodzę z Rzeki. Nie mniej jednak nie, nie waham się. Mieszkam niedaleko terenów Rzeki, a muszę jeszcze zakończyć kilka rzeczy. Do Klanu wrócę jak tylko będę gotowy. A będzie to za niedługi czas - odparł, świdrując wzrokiem Szafranową Łapę.
xxxxxxxx•Run boy run!Thisw o r l dis notmadefor you• Run boy run!They'retryingto catchyou xxRun boy run!Runningis avictory - ̗̀ Run boy run!Beauty lays behindthe hills ̖́-
Na razie nie można wiele powiedzieć o tej kulce sierści, oprócz tego, że ma niebieskie, długowłose futerko, nie oznaczone żadnymi pręgami czy znaczeniami. Mimo młodego wieku jest puchata i okrągła, co może dawać wrażenie dodatkowych kilogramów, jednak niekoniecznie tak jest, nie jest nawet ciężka, przynajmniej na razie. Jej początkowo niebieskie oczka zaczęły odbarwiać się na blady, zielonkawy kolor. Średniej wielkości uszka, postawione zwykle na sztorc, dopełniają obrazu jej pełnego pyska, bez żadnej skazy, odchyłów od normy czy zdziwień. Ma krótkie i małe jeszcze, łapki, zaś ogonek nie jest na tyle długi, jak można było przypuszczać przy tak długich włosach. Czy coś ją odróżnia? Zupełnie nic, poza tym, to jeszcze kocię.
No nie, a co to za buc? Każdy chyba miał nadzieję, że kociaki unikną w swoich genach tej części z bardziej problematycznego rodzica. Nie wiadomo dlaczego, jednak potrafi być, podobnie jak ojciec, niemiła, nadęta i bezczelna. Zdaje się, że nie do końca rozumie, że zachowanie ojca nie powinna brać za przykład, zwłaszcza niegrzecznych odzywek. Na szczęście – nie zdarza się to notorycznie, a sama Szafran woli obserwować rozwój sytuacji i jedynie dolewać oliwy do ognia lub rzucić komentarzem – ponieważ otwartości po matce nie odziedziczyła. Nie rozumie uczuć innych, a przede wszystkim – nie obchodzą jej takie rzeczy. Skoro już się urodziła, to może najwyższy czas podbić ten świat, co?
Znowu się wyprostowała. - Byłeś u Dwunożnych? Jak cię traktowali? To prawda, że ich jedzenie jest okropne? Traktowali cię dobrze? O o o i mieli swojego Potwora? - znowu zasypała go pytaniami, zainteresowana. Jaki byłby jej los, gdyby dostała się w "niewolę" do Dwunogów? Czy to było tak złe jak opisują?
Ach, i wtedy przypomniała jej się jeszcze jedna rzecz, którą zasłyszała w legowiskach... - Co... co to ten cały... Obrzynacz? - wyszeptała, jakby bojąc się nawet wypowiedzieć to na głos. Słyszała czasami, jak niektórzy wojownicy żartują o kimś w ten sposób - walczy, jakby był po wizycie u Obrzynacza - ale Szafran nie miała odwagi pytać. Nie miała odwagi dociekać tych rzeczy, widząc wzrok niektórych, widząc to, że niewiedza jest w tym Klanie... pogardzana.
Dlatego z niepewnością patrzyła teraz na Żbika, jakby nie wiedząc zbytnio, czy podjęła dobrą decyzję. - Dlaczego? To proste - bo nie podoba i się ta, którą dla mnie wyznaczono i którą muszę się w tym Klanie trzymać. Czy to nie jest wystarczający powód? - zapytała, przekręcając łebek w bok, zaskoczona. - Rozumiem - skwitowała jego ostatnie słowa, podnosząc niepewnie na niego wzrok - I masz pewność, że przyjmą cię z otwartymi łapami?
<center><table><td>≡ s<s>he</s> said the devil will want you back ≡<br> and you'll never find love in an o p e n hand<br>
<span class="Szafran1">shut your eyes so you see under</span><br> and know you'll always have this if you stay this ᴍαɴ</td><td> <img src="https://imgur.com/EdGKbh9.png" height=100></td> </table></center>