Logo Artemidy
Grzmiąca Ścieżka
***

Jak Śnieg mógł ją tak znieważyć? - pomyślała, uderzając ze złością ogonem o ziemię. Każdy normalny kot rzuciłby to nieporozumienie w niepamięć już dawno, ale nie ona. Co to, to nie! Tak samo jak ten cały Miodowa Łapa, wyśmiewając jej imię... z pewnością nie ma ani trochę odwagi zrobić tego, na co zdecydowała się teraz Przepióreczka, i potrafi tylko kłapać dziobem. Wystarczyło parę historii o niejakiej Grzmiącej Ścieżce, podsłyszanych od dorosłych, a za parę wschodów słońca pointka wyruszyła w jej poszukiwaniu.
Przemierzała tereny Klanu Wichru, piękne i budzące się po zimie do życia. Podziwiała krajobraz, otwierając szeroko mordkę w podziwie. Kto miał jej powiedzieć, że poza obozem było tak ślicznie?! I dlaczego tak długo była trzymana od tego wspaniałego widoku?! Na szczęście teraz będzie mogła podziwiać go zawsze.

Gdy dotarła do Grzmiącej Ścieżki... prawie omdlała.
Smród, niewyobrażalny smród wypełnił jej nozdrza, przez co odkaszlnęła paręnaście razy. To było tyle? Miała już zacząć narzekać, gdy tuż obok niej przemknął potwór, jeszcze bardziej przerażający, niż w opowieściach. Podskoczyła od razu i cofnęła się paręnaście kroków w tył, z szybko bijącym sercem. Powinna zawrócić? Ale jeszcze nic nie znalazła fajnego... a poza tym ścieżka już ucichła, nie zwiastując więcej niespodzianek. Może mogłaby gdzieś w pobliżu wyszperać jakąś padłą niedawno wiewiórkę, którą mogłaby uznać za efekt swojego polowania?



//rudzik<3
[Obrazek: IFwD875.png]
they tell me that im special, i smile and shake my head
ill give them stories to tell friends about the things i said
they let me lie to them and dont feel like theyve been misled
they give so much to me, im losing touch, get me?
served on a silver platter, ask for seconds, they just let me
LVL 3 85 / 200
MedLVL 0 0 / 100
9
Siła
S
9
Zręczność
Zr
8
Szybkość
Sz
7
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
40
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Poza tereny Nowego Świtu, nie wychodził ostatnio za często. Miał zbyt dużo spraw na głowie, tam wewnątrz, ich grupy. Dziś jednak kocur zrobił wyjątek i opuścił ich tereny. Zawędrował dość daleko (jak na niego) bo, aż do Grzmiącej Ścieżki. On również wędrując, podziwiał budzącą się do życia przyrodę. Zdołał nawet złapać małą, szarą, puchatą, ale, pulchną i nieostrożną wiewiórkę. W zasadzie nie wiedział, dlaczego tu idzie, ale, szedł. Z wiewiórka w mordce dotarł do Drogi Grzmotów. Smród nie był aż tak obrzydliwy, bowiem ciągle w pyszczku miał puchatą zdobycz co, znacznie tłumiło zapachy. Już miał zawrócić, gdy jego uwagę przykuła młodziutka tricolorka. Nie czuł dobrze jej zapachu, tak więc nie zorientował się oczywiście że młoda należy do grona Wichrzaków.

-Hej!- odłożył wiewiórkę na trawę tuz obok niego i podszedł bliżej Grzmiącej Ścieżki. Rozejrzał się dookoła, szukając potworów jednak teraz sytuacja wyglądała na opanowaną.

-Jestem Rudzik, co tu robisz?- przedstawił się.
[Obrazek: 1otsvxI.png]
LVL 2 80 / 150
MedLVL 0 0 / 100
7
Siła
S
6
Zręczność
Zr
6
Szybkość
Sz
7
Zmysły
Zm
65
Punkty Życia
HP
45
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Za to Przepiórka... o pojęciu Nowego Świtu nie miała pojęcia. A i wiadomości o Pożodze wlatywały jej jednym uchem, a wylatywały drugim - piąty klan nie miał sensu, poza tym podobno już czmychnęli gdzieś, przynajmniej z tego co mówiła mama... więc dlaczego miałaby się przejmować? Wzruszyłaby barkami na samą taką myśl, gdyby teraz się tym przejmowała.

Wokół było mnóstwo żab, podskakujących, zanim pointka zdołała je złapać w zęby. Dlaczego nikt nie wysilił się, by nauczyć ją wpierw polowania?! To najważniejsza umiejętność w życiu kota, jak miałaby sobie poradzić, gdyby Wicher nagle spłonął? Tragedia, naprawdę tragedia! Nikt nie myślał o tym, by uczyć terminatorów najważniejszych kwestii?!
Podskoczyła w przestrachu, słysząc czyjś głos. To koniec, wpadła - na pewno wszyscy dowiedzieli się już, że wyszła bez dorosłego z obozu... dopóki nie podniosła wzroku i nie zobaczyła nieznajomego. Trochę wyglądał z daleka jak Lawendowa Gwiazda... może to ona w przebraniu?

- Rudzik? Ale żeeee... Rudzikowa Łapa, czy Rudzikowe... Coś? - podniosła brew, nie przedstawiając się jeszcze. Ostrożności nigdy za wiele... chciałaby być kojarzona w całym lesie ze swojego piękna, jednak osobnik był kocurem. A z takimi to nigdy niewiadomo! Ciekawe, z jakiego Klanu był... - Chciałam zobaczyć potwory... ale tylko jeden się pojawił. - miauknęła niewinnie, nasycając swoją wypowiedź nutą zawiedzenia. Były przerażające, to prawda... ale jako honorowa przyszła wojowniczka nie powinna bać się czegokolwiek!
[Obrazek: IFwD875.png]
they tell me that im special, i smile and shake my head
ill give them stories to tell friends about the things i said
they let me lie to them and dont feel like theyve been misled
they give so much to me, im losing touch, get me?
served on a silver platter, ask for seconds, they just let me
LVL 3 85 / 200
MedLVL 0 0 / 100
9
Siła
S
9
Zręczność
Zr
8
Szybkość
Sz
7
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
40
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Zaśmiał się, obserwując uroczą, młodą kotkę. Miała może na oko, 10 księżycy, tyle by jej przynajmniej dał. Na pewno nie była dorosła, tego był pewien.

-Po prostu Rudzik, nic więcej- uśmiechnął się, ale, zaczął się również nieco niepokoić. Kotka coraz mniej przypominała mu na samotnika, zwłaszcza jak odłożył wcześniej wiewiórkę i odzyskał węch.

-Umiesz polować?- zamruczał patrząc na jej dość niechlujne postępy z żabami. Jak chodzi, o polowanie wydawała mu się całkowitą nowicjuszką. Na wzmiankę o potworach jeszcze raz rozejrzał się wokół. Pusto. -One są bardzo niebezpieczne wiesz? Jeden po tobie przejedzie i albo umrzesz, albo zostaniesz kaleką do końca życia- mruknął podchodząc bliżej drugiej strony Grzmiącej Ścieżki. Zamachał ogonem i skoczył z wysuniętymi pazurami, łapiąc od razu jedną z żab. Jej pobratymcy rozproszyli się, ale, mimo to ciągle było ich tu więcej niż dużo.
[Obrazek: 1otsvxI.png]
LVL 2 80 / 150
MedLVL 0 0 / 100
7
Siła
S
6
Zręczność
Zr
6
Szybkość
Sz
7
Zmysły
Zm
65
Punkty Życia
HP
45
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Może była młoda, ale na pewno nie głupia! Czy gdyby była głupia, to wyszłaby na zewnątrz, poza obóz, udowadniać swoją odwagę? No właśnie! To taki Śnieg był głupi, że nie korzystał z tego, co oferował mu świat... no, ale to jego strata, ona będzie korzystała z życia i z nowozdobytych wolności tyle, ile tylko się da, a nawet jeszcze więcej. I będzie zdobywała doświadczenie nie tylko na treningach, ale i od innych kotów... dzięki temu będzie wiedziała więcej, jeszcze szybciej, co przybliży ją do bycia mianowaną! Ktoś powinien pogłaskać ją po główce, za taki cudowny pomysł.

- Ooh, więc pewnie jesteś takim podróżnikiem, prawda? Wiele o nich słyszałam! Byłeś w jakichś miejscach, które zapierały dech w piersi? - może był kimś takim jak ojciec Kaczuszki i Brzózki? Wtedy to byłoby ciekawe! A może nawet się znali...? Bo raczej Rudzik ojcem owych przyjaciółek nie był - od razu zauważyła to po jego zwyczajnych uszach, które w żadnym stopniu nie były kręcone.

Spojrzała z zaskoczeniem, jak Rudzik z łatwością poluje na żabę i poczuła ukłucie zazdrości. Może jej powie co nieco na ten temat? I wtedy pochwaliłaby się Jodłowej Gałązce... i o wiele szybciej mogłaby zabłysnąć w klanie, że poluje tak dobrze i tak sprawnie! Dzisiejsze wyjście zaczynało być coraz bardziej intrygujące, jak i owocne.

- Mmm... właśnie... niezbyt. Coś tam poniekąd wiem... ale zwierzyna zawsze przede mną ucieka. - powiedziała niewinnie, lekko rysując pazurem po ziemi. Nie chciała przyznawać się do swojej niewiedzy, zwłaszcza przed k o c u r e m, ale jeśli miało jej to dać korzyści w postaci nowej wiedzy, więc czemu nie? I tak nie był z Wichru... to nikt nie będzie wiedział. - Oh? Kaleką... niedobrze, niedobrze... A zatrzymują się kiedykolwiek? - bo w sumie jedyne jakie je widziała, to kiedy goniły z zawrotną prędkością... nie dziwiła się, że potrafiłoby z łatwością zdjąć kota z tego świata.
[Obrazek: IFwD875.png]
they tell me that im special, i smile and shake my head
ill give them stories to tell friends about the things i said
they let me lie to them and dont feel like theyve been misled
they give so much to me, im losing touch, get me?
served on a silver platter, ask for seconds, they just let me
LVL 3 85 / 200
MedLVL 0 0 / 100
9
Siła
S
9
Zręczność
Zr
8
Szybkość
Sz
7
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
40
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
-Można tak powiedzieć, teraz jednak jestem bardziej w okolicy. A jak chodzi o różne fascynujące miejsca to chyba nie... zresztą nie wiem co dla ciebie jest interesujące! Na przykład byłem w mieście dwunogów, dużo większym niż to małe osiedle tu, w pobliżu. Mi nie podobało się tam jakoś bardzo, może dlatego że tam dorastałem, ale, to wszystko tylko kwestia gustu.- może kiedyś jej powie o tym, że należy do Nowego Świtu. Teraz jednak tego nie zrobił, bo kotka, owszem była urocza, ale, coraz bardziej wydawało mu się, że należy do któregoś z klanów a tego, że mieszkają z Nowym Świtem tuż obok powiedzieć im nie zamierzał. Teraz za to uśmiechnął się i powiedział-
-Też kiedyś nie umiałem polować na zwierzynę, to tylko kwestia wprawy a i pamiętanie o paru zasadach.

-Nawet bardzo niedobrze. Pomyśl: nie możesz biegać a twoje tylne łapy ciągną się za tobą po ziemi...- potrząsnął lekko łebkiem, chcąc odegnać od siebie złe myśli. Wrócił więc do odpowiedzenia na jej kolejne pytanie- Aha! Gdy zatrzymują się to najczęściej są niegroźne, wtedy chyba śpią... W każdym razie jak się budzą lub są na nogach zawsze wydają te głośne dźwięki więc, łatwo się możesz zorientować czy taki jest niebezpieczny akurat czy nie. W mieście dwunogów jest sporo takich śpiących, na osiedlu zresztą też.
[Obrazek: 1otsvxI.png]
LVL 2 80 / 150
MedLVL 0 0 / 100
7
Siła
S
6
Zręczność
Zr
6
Szybkość
Sz
7
Zmysły
Zm
65
Punkty Życia
HP
45
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Czyli zgadła! Od razu napuszyła się dumnie ze swojego osiągnięcia, pozwalając Rudzikowi na mówienie dalej. Ma szczęście, że miał interesujące historie, a pointka zauważyła w nim potencjał na swoje źródło wiedzy - inaczej z pewnością zaczęłaby już wracać z marudzeniem do obozu, zawiedziona, że tylko zmarnowała sobie dzień. Nie interesowała się dalej, skąd pochodzi kocur... może kiedyś dowie się czegoś więcej, ale z drugiej strony... co ją obchodziło, skąd pochodzi jakiś futrzasty włóczęga?

- Miasto dwunogów? Osiedle? Co to takiego? - zapytała, unosząc brwi do góry. Brzmiały... intrygująco. Czy były daleko? Czy Przepiórka dałaby pobiec tam zobaczyć jak to wygląda, zanim ktoś by ją złapał? Czekała na odpowiedź szarofutrego, zadając jeszcze kolejne pytanie. Musi wykorzystać tę sytuację na tyle, ile tylko może! - Jest tylko parę zasad? Jest jakaś, która jest najważniejsza? - każda ciekawostka jej się przyda! Nie będzie wybrzydzać... zawsze chociażby jedna nowa wiadomość to o wiele więcej, niż wie jej rodzeństwo. Ah, już mogła poczuć na języku smak składanej przysięgi.

- Żeby takie ryczące potwory też potrafiły spać? Huh, śmieszne! Ale to też się przekłada na koty... nawet jak ktoś się dużo drze, to później i tak śpi jak niewiniątko. - zaczęła paplać, wzdrygając się na samą myśl o kalectwie. Nieważne, jakby zaczynało jej odbijać... będzie ostrożna, żeby przypadkiem nie skończyć jako pół-działający kot. Jakież to byłoby ośmieszające! Nie mogła nawet o tym myśleć.
[Obrazek: IFwD875.png]
they tell me that im special, i smile and shake my head
ill give them stories to tell friends about the things i said
they let me lie to them and dont feel like theyve been misled
they give so much to me, im losing touch, get me?
served on a silver platter, ask for seconds, they just let me
LVL 3 85 / 200
MedLVL 0 0 / 100
9
Siła
S
9
Zręczność
Zr
8
Szybkość
Sz
7
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
40
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Przepiórka wydawała mu się niezwykle urocza i słodka. Ale, jednocześnie była dość młoda i była sama... Towydało mu się dziwne, klany chyba nie puszczajają młodych uczniów na samodzielne wyprawy, prawda?
-Miasto Dwunogów to miejsce pełne wielu ich gniazd, przypominajacych duże szare bloki. Jest tam oczywiście dużo Dwunogów ale, po za tym jest też duże szczurów, śmieci dwunogów, trochę drzew i mini zbiorniki wodne.
A osiedle to dużo przyjemniejsze miejsce, jest mniejsze ale, cichsze i w ogóle spokojniejsze. Domy Dwunogów są tam mniejsze i trochę inne, według mnie o wiele lepsze niż te giganty w Mieście. Coś jeszcze chcesz wiedzieć?
- po tej dawce informacji uśmiechnął się raz jeszcze.

-Wiesz, wydane mi się że wszystkie są ważne... Znaczy, jest pare takich których używa się przy każdym polowaniu, to jest: musisz zrównać głowę i ogon z linią grzbietową, podchodzi zwierzynę pod wiatr, pilnować by brzuch był blisko ziemi a, i jeszcze musisz patrzeć pod łapy by na nic nie nadepnąć.- mrugnął do niej porozumiewawczo.
-Do tego jeszcze dochodzi pare zasad które stosujesz na konkretny rodzaj zwierząt a i w tym pomaga ten tekst: Mysz cię wyczuje, królik usłyszy a ptak zobaczy. Jest to dość łatwe do zrozumienia, no wiesz- po prostu gdy polujesz na węże, myszy i krety musisz przenieść swój ciężar na tylne łapy, aby nie wyczuły one drgań podłoża. Gdy podchodzisz króliki lub zające, musisz ściszyć oddech by cię nie usłyszały. No a jak polujesz na ptaki to muszisz być gotowa w każdej chwili stanąć całkowicie bez ruchu. - Rudzik trajkotał jak najęty, szczęśliwy z możliwości podzielenia się z młodą swoją wiedzą.

Słysząc kolejne pytania zachichotał i natychmiast odpowiedział - A raczej! No, ale po za tym chyba za bardzo nie jesteśmy do nich podobni no nie?- wyszczerzył się. I wtedy przypomniał sobie że nawet nie zna imienia młodej!
- Jeśli mogę spytać, jak masz na imię?- to raczej nie było niegrzeczne, prawda? Po prostu chciał wiedzieć jak ma się do niej zwracać, a i on się przecież przedstawił.
[Obrazek: 1otsvxI.png]
LVL 2 80 / 150
MedLVL 0 0 / 100
7
Siła
S
6
Zręczność
Zr
6
Szybkość
Sz
7
Zmysły
Zm
65
Punkty Życia
HP
45
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Może i nie puszczają... ale kim była Przepiórka, by słuchać się zasad postanowionych przez dorosłych? Potrzebowała czasem się rozerwać, zrobić coś ryzykownego, żyła adrenaliną, akcją - nie zniosłaby, gdyby miała cały czas siedzieć na tyłku i nic nie robić! To nie było dla niej, potrzebowała trenować swoje ciało i sprawić, by było jednocześnie umięśnione, ale i zgrabne, zwinne, zawsze gotowe do skoku lub ataku. Następnym razem jak zobaczy się z Jodłową Gałązką na treningu, to mistrzyni na pewno dostrzeże, jak dobrze zbudowana jest jej najlepsza uczennica!

- Oh, te Dwunogi brzmią jak naprawdę skomplikowane stworzenia! Chyba naprawdę nie chciałabym się na takiego natknąć... A ty spotkałeś jakiegoś Dwunoga? Jak się zachowywał tak... na żywo? - westchnęła, choć w jej głowie już zaczynały rodzić się wyobrażenia, co mogłaby zrobić w przypadku spotkania owego Dwunoga... może mogłaby się wślizgnąć do tych ich domów, może coś podkraść i przynieść jako dowód swojej odwagi! A skoro Rudzik zapytał, czy chce wiedzieć coś jeszcze, to zapytała, ha! - Słodka myszy, dużo tych zasad...! Czy nie można po prostu, od tak o, skoczyć i coś upolować? Naprawdę myszy i cała reszta bandy są takie inteligentne, że trzeba się tyle dla nich starać? - mówiąc to, spróbowała skoczyć na malutką żabę w pobliżu, która od razu na widok młodej terminatorki odskoczyła daleko od niej. No cóż... może kocur miał rację co do tych zasad, choć nie chciała się do tego przyznawać.

Na pytanie o imię spojrzała na kocura i uchyliła lekko mordkę, zamykając ją po chwili. Fakt, nie przedstawiła się... ale czy chciała mu zdradzać swoje prawdziwe imię? Jeśli spotkałby kogoś innego z Wichru i powiedziałby im, że widział tu taką kolorową kotkę Przepiórkę... mistrzyni sprałaby zrobiłaby z jej tyłka jesień średniowiecza, jak nie gorzej! Dlatego też po chwili przyszedł jej pomysł, jakże cudowny pomysł, by... skłamać. Ot co, może przecież określać się inaczej, niż imieniem nadanym po przyjściu na świat!

- Mów mi Słowik! - powiedziała radośnie, szczerząc zęby. O, brzmiało nawet nieźle! Może powinna poprosić Lawendową Gwiazdę o zmianę imienia? Nie, przyzwyczaiła się do Przepiórki... było eleganckie, śliczne! A Słowik... może być jej tajemniczym, równie urzekającym alter ego, które będzie służyło do przedstawiania się w takich sytuacjach, jak ta. Poza tym... słowiki też pięknie śpiewały, więc również były w tym podobne do niej samej!
[Obrazek: IFwD875.png]
they tell me that im special, i smile and shake my head
ill give them stories to tell friends about the things i said
they let me lie to them and dont feel like theyve been misled
they give so much to me, im losing touch, get me?
served on a silver platter, ask for seconds, they just let me
LVL 3 85 / 200
MedLVL 0 0 / 100
9
Siła
S
9
Zręczność
Zr
8
Szybkość
Sz
7
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
40
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Był bardzo zadowolony że, może posłużyć się młodej za wzrór... czy coś w tym stylu. Za kogoś kto posłuży jej jako źródło informacji i wiedzy.
- No ba! Serio dziwniejszych istot nie znajdziesz. No, są dość niebezpieczni. Kiedyś, mnie złapali, założyli kolory pasek na szyję i karmili szczurzymi bobkami. Ale, za mądrzy to oni nie byli- uwierzyli mi że, jak dadzą mi wychodzić na dwór to nie zwieje, hah! A najlepsze jest to że, tamten pasek był za luźny i poprostu go zrzuciłem- nie chciał jakoś bardzo się przechwalać ale, każda informacja o Dwunogach mogła się młodej przydać. Nie wiedział do czego lecz, to ona tu zadaje pytania, a on- odpowiada.
- Jak się zachowywali, powiadasz? Dziwnie i jeszcze raz- dziwnie! Są Dwunodzy samce i samiczki, no i osobniki młodociane oczywiście. Samiczki mają wyższe głosy, a samczyki- niższe. Ci pierwsi, najczęściej mają dłuższe futro na głowie. A, i zapomniałem- mają futro tylko na głowie lub pysku. Znaczy, tylko samczyki mają sierść na pyszczku...
Jak chodzi o zachowanie, to niektórzy chcą zrobić z kotów swoje pupile czy coś w ten deseń... Ale, wiesz, łatwo się od takich uwolnić, a zawsze można im też coś ciekawego zwędzić
- puścił do młodej oczko- Apropos brania, są też tacy, co zostawiają, nam kotom, jakieś smaczne kąski. Czasami są to te głupie mysie bobki ale, czasami trafi się coś pysznego, coś czego nie złapiesz samemu- Rudzik oblizał wąsy. Ah, jasne myszy i inne ptaszki były bardzo dobre ale, od czasu do czasu taki przysmak też jest okej- No i zostali nam jeszcze jedni dwunodzy... Oh, od tych trzymaj się lepiej z daleka. Ci to albo próbują za nami ganiać albo, w nas czymś rzucać. W tej grupie jest najwięcej młodocianych osobników- odetchnął. Sporo informacji. I pewnie znalazłoby się tego jeszcze więcej ale, to powie w swoim czasie. Nie chciał robić młodej mętliku w głowie od nadmiaru faktów z życia Dwunogów.

Zachichotał ale, bardzo cicho by młodej nie denerwować. Nie chciał się z niej naśmiewać, a tak właśnie mogła to odebrać, więc po prostu odpowiedział na kolejne pytanie.
- Nie, jasne możesz spróbować ale, nie radze. To zazwyczaj kończy się tak że, po prostu ucieka ci obiad!
Uh, czy są inteligentne to nie wiem. Ale, raczej tak bo inaczej nie mielibyśmy problemu ze złapaniem piszczów i spółki
- uśmiechnął się. Kotka była naprawdę słodka i miła. Chociaż, bardzo młoda. Oh, jak to dobrze że, trafiła na takiego kochanego kota jak Rudzik! Ktoś inny przecież mógłby zrobić jej krzywdę. Chyba powinna bardziej uważać w tym okrutnym świecie...

Jednoczłonowe imię go zaskoczyło. Sądził że, kotka należy do któregoś z Klanów... Chociaż, może jednak to z tamtąd pochodzi ale, jest tu bez wiedzy mentorki czy rodziców, i nie chce by ktoś ją znalazł? W takim razie, Rudzik będzie milczał jak grób!
- Spoko, Słowik- puścił do niej oczko, i uśmiechnął się.
[Obrazek: 1otsvxI.png]
LVL 2 80 / 150
MedLVL 0 0 / 100
7
Siła
S
6
Zręczność
Zr
6
Szybkość
Sz
7
Zmysły
Zm
65
Punkty Życia
HP
45
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Śpiew.

Nigdy go nie lubiła, był irytujący. A ostatnio słyszała go wszędzie. Ostatnio dużo rzeczy ją irytowało. Wszystko, ten mały krzew w obozie, który był tam od zawsze, żwir, który nigdy jej nie przeszkadzał, a teraz stał się jakoś nieprzyjemny. Każdy pysk w obozie, każdy, kto należał do klanu rzeki, choć to akurat irytowało ją od zawsze.

Klan był od zawsze jej priorytetem. Jedyną wartością, którą stawiała nad samą siebie. Jedynym, za co byłaby w stanie oddać życie, czymś najważniejszym, czymś, bez czego nie wyobrażała sobie życia. Ale miała wrażenie, że już od dłuższego czasu nie należy do Klanu Rzeki. Klanu Rzeki nie było, nie było tego, czym była tak bardzo zafascynowana gdy była dzieckiem, nie było tego, za co była w stanie oddać życie jako młoda wojowniczka. Klan Rzeki skończył się wraz z Czerwoną Gwiazdą, wraz z odejściem Ćmiej Gwiazdy, na którą tak bardzo liczyła. Której ufała, że to wszystko będzie wyglądać tak samo, pomimo braku dawnej, popielatej przywódczyni. Tyle, że wszystko poszło nie tak, a światełko bardzo szybko zaczęło gasnąć, na tyle, że Bawełniana Nić okłamywała samą siebie, mówiąc, że jej wiara i oddanie klanowi było takie samo jak wcześniej. Nie było.

Wszystkie wartości, jakie wyznawała kremowa wojowniczka w swoim życiu, były złe. Choć gdyby ją zapytano, nigdy by tego nie przyznała. Całe życie uważała, że nie potrzebowała nikogo w swoim życiu. Kłamstwo. Potrzebowała, bo koty opierały się na kontaktach społecznych. Samotność to najgorsze, co mogło ją spotkać. A spotkało, na własne życzenie, bo zaślepiona w sobie mówiła, że przyjaciele są jej zbędni. Tak straciła Mętną Łapę, Płonące Niebo czy Brązowy Pysk, Oleandrową Łapę i Węgorzowe Gardło. Mówiła, że rodzina była jej zbędna, więc już od kilkudziesięciu księżycy nie rozmawiała z Zbożowym Kłosem, Żołędziową Cętką, Słonym Wiatrem czy Żbikiem, gdy jeszcze miała do tego okazję. Tak straciła Płotkowy Potok, kimkolwiek dla niej była. Bo przez całe życie myślała, że wrogiem, kimś, kto jej chciał zaszkodzić. Teraz wiedziała, że tak nie było, ale nie byłaby w stanie przyznać się do błędu. Ani przed sobą, ani przed nikim innym, zwłaszcza Płotką.

Była nieobecna w klanie. Często wychodziła, bo nie miała z kim rozmawiać. Często wychodziła, bo nie czuła się już częścią rzeki, trenowanie terminatorów nie sprawiało jej przyjemności. Nie mogła jednak odejść, bo od zawsze gardziła takim zachowaniem. Odejście równało się z poddaniem. Odejście pokazałoby, że jest słaba, byłoby poniżeniem. I przerażał ją fakt, że powoli przestało ją obchodzić to, czy rzeczywiście ktoś gardziłby nią, gdyby tak zrobiła. Nagle przestało jej zależeć na opinii w klanie, pomimo, że kiedyś to było najważniejsze. Ale nie uciekła, bo wewnętrzna blokada przed takim zachowaniem wypalała ją od środka. Nie mogła.

Nierzadko była nad Grzmiącą Ścieżką. Już się jej nie bała, tak, jak na treningu z Płotkowym Potokiem. Teraz wiedziała, że szylkretowa kotka nigdy nie zrobiła tego, by ją przestraszyć. Chciała ją nauczyć, że ścieżka była zła, a potwory niebezpieczne. Nigdy też specjalnie nie spłoszyła jej ryb, obie te rzeczy były błędami młodej Bawełnianej Łapy. Ale wtedy była zbyt pyskata, by wysłuchać mistrzyni i jej tłumaczeń co do tych spraw, a Płotka była za miękka i za mało pewna siebie, by przemówić do córki Słonego Wiatru. Teraz też siedziała nad Grzmiącą Ścieżką, obserwowała potwory dwunożnych, których dziś było niespotykanie dużo. Warkot rozlegał w jej uszach i, o dziwo, ten dźwięk jej nie irytował. Jedyna rzecz, która jej nie irytowała. Była w tym samym miejscu, co kilkadziesiąt księżycy temu z Płotką. Tylko jej brakowało. Ale nic dziwnego, ze Bawełna była sama, w końcu to ona uznała, że lepiej jej było w samotności.

Czarny potwór. Warkot. Szary potwór. Warkot. Znowu czarny, znowu warkot. Potwory dwunożnych były przewidywalne. Wszystkie w tych samych kolorach, wszystkie wydawały ten sam dźwięk. Wszystkie przejeżdżały w jednej linii, więc Bawełniana Nić idealnie wiedziała, w którym miejscu przejedzie, z jaką prędkością znajdzie się na samym końcu. Wiedziała, jak przejść na drugą stronę, by uniknąć zderzenia. Potrafiła sobie znaleźć ten bezpieczny moment, martwy punkt, gdzie była przez niebezpieczne bydło niedosięgalna. Tyle, że teraz wchodząc na drogę, nie obserwowała już potworów. Nie szukała z stresem momentu, w którym tylko przemknie na drugą stronę i będzie bezpieczna. W zasadzie, to sama nie wiedziała co robiła. Po prostu stała na wilgotnym asfalcie, patrzyła, jak światła zaczynają irytująco atakować jej zielone oczy, jak zaczynają ją oślepiać, zmuszać do zmrużenia. Potem usłyszała pisk opon, co było nowym dźwiękiem. Wcześniej go nie słyszała. I był irytujący. Gwiazdy, czemu wszystko było takie irytujące. Potem kolejny nowy dźwięk. Był tak głośny, że aż się zlękła, potwór chyba na nią ryczał. Krzyczał, chciał ją przestraszyć, by odeszła na bok. Ale nie odeszła, choć sama nie wiedziała czemu. Nie wiedziała co robiła. Nie wiedziała co się dzieje.

Nie została przejechana czy zmasakrowana. Jej ciało nie zostało zmiażdżone przez koła samochodu, choć było bardzo blisko, by rzeczywiście tak się stało. Tyle, że potwór, który ją uderzył, był na tyle niski, że jedynie co zrobił, to z impetem zderzył się swoim pancerzem z jej kremowym futrem. Jechał szybko, bo pomimo wcześniejszego pisku opon, nie zmniejszył swojej prędkości tak, by obyło się bez świstu. Bawełniana Nić została brutalnie odrzucona przez siłę naciskową tego, co się stało. Nie miała już szansy wiedzieć, co było dalej. Z jej pyska leciała strużka krwi, a wnętrzności w jej ciele poprzestawiały się trzydzieści trzy razy przez niesamowicie mocny nacisk fizyczny, jaki spadł na jej ciało. Nagle jednak okazało się, że nic ją nie irytuje. Ani śpiew, ani krewy, ani nawet wizja, że w obozie jest ten niewygodny żwirek, który wbijał jej się w łapy. Nie irytował ją warkot samochodu, który zatrzymał się przy niej. Nie irytowali ją dwunożni, młode małżeństwo, które spanikowane i bardzo przejęte jej stanem biegali wokół niej, myśląc, co dalej. Chyba nie chcieli, by tak to się stało. Bawełna... chyba też nie chciała. Nie wiedziała.

Samobójstwo. Gdyby ktoś jej powiedział, że to właśnie zrobiła, wyśmiałaby go. Nie podjęła się próby. Choć może i się podjęła? Nie wiedziała. Nic nie wiedziała. I przestawała też widzieć, przestawała oddychać. Przestawało ją to wszystko irytować. Jednak świat był bardzo ładny. Kolorowy, był taki, jakim go widziała gdy była mała. Nagle wszystko zaczęło być spokojne, a Bawełniana Nić zaczęła żałować, że nie mogła żyć w takim świecie. Szkoda, że zrobił się taki dopiero teraz. Gdy nie była w stanie otworzyć oczu, wstać, pójść dalej. Szkoda, że już nie mogła. Ale nie popełniła samobójstwa. Samobójstwo było oznaką słabości, było czymś, za co mogła zostać poniżana. Choć co ją teraz to obchodziło? Czemu dopiero teraz przestała interesować się tym, że ktoś mógłby uznać ją za niekompetentną, głupią? Może taka była. Może mieli rację. I co z tego? Co ją to teraz obchodziło?

W zasadzie, to miała to głęboko w nosie. Choć jednym się jeszcze przejmowała. Nawet teraz, gdy przed sobą widziała bardzo jaśniutką poświatę, łunę, jakby widziała przed sobą gwiazdy. Może widziała? Nie wiedziała. Ale przejmowała się, bo jedna rzecz nie dawała jej spokoju. Płotkowy Potok chyba jej nie lubiła. Och, na pewno jej nie lubiła. Szkoda. Bawełniana Łapa, gdy jeszcze miała tak na imię, bardzo chciała być chwalona przez mistrzynię, choć nigdy jej tego nie pokazała, nie powiedziała. Chciała, żeby szylkretka ją doceniła. I pewnie by to zrobiła, gdyby Bawełna nie zachowywała się tak Bawełnowato. Szkoda. Gdyby teraz mogła, pewnie nie przeprosiłaby Płotkowego Potoku. Nie przeprosiłaby, bo miałaby za dużo dumy w sobie. Jak zawsze. Zresztą, wojowniczka chyba nie chciała od niej przeprosin. Po co. Nawet jeśli usłyszałaby przeprosiny, nie miała powodów by jej wybaczać. Nie wybaczyłaby, prawda?

Prawda, Płotkowy Potoku?

zt</3
[Obrazek: C9NaquQ.png]
LVL 4 235 / 300
MedLVL 0 0 / 100
12
Siła
S
11
Zręczność
Zr
8
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Ostatnio nie czuł się zbyt dobrze. Wszystko co się stało odcisnęło na nim w jakimś stopniu swoje piętno. Najbardziej jednak nie mógł cały czas przeżyć utraty obojga rodziców. W Klanie też raczej jakoś wielce lubiany nie był, miał raczej więcej wrogów niż przyjaciół, więc zwykle szlajał się wszędzie sam. Teraz wyszło na to, że również z obozu wyszedł sam. Miał zamiar zapolować gdzieś niedalego Grzmiącej Ścieżki i to stało się jego przekleństwem. W zamyśleniu wyszedł gdzieś poza tereny Klanu Rzeki, nawet nie zdając sobie z tego sprawy. Może jakby ktoś z nim był to by mu palnął przez łeb, że się zapomniał, ale że Kwitnące Wzgórze był sam to nie miał kto tego zrobić. Zorientował się kiedy było już zbyt późno. Usłyszał dźwięk potwora. Głośny, donośny, który zmroził mu krew w żyłach i sprawił, że srebrny kocur zamarł w miejscu... i to spowodowało jego koniec. Potrącony wylądował gdzieś na przydrożnej ziemi i już nie wstał. Po prostu zabrakło mu na to sił. Kwitnące Wzgórze poddał się i zwyczajnie odszedł na Srebrną Skórkę, mając nadzieję że może chociaż ujrzy tam swoich rodziców.

//zt
✭✭✭✭

Gotta go hard (gotta go hard)
I ain't got time to waste (I ain't got time)
I gotta go high (gotta go high)
I gotta elevate (I gotta elevate)

✭✭✭✭
LVL 3 120 / 200
MedLVL 0 0 / 100
8
Siła
S
9
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
6
Zmysły
Zm
70
Punkty Życia
HP
50
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
- KWIAAAATEK! - czekoladowa kotka musiała przyznać, że naprawdę martwiła się o kocura. Od dwóch wschodów słońca nie widziała go w obozie, nie widziała go też nigdzie na terenach, a jego zapach powoli wietrzał. Już nie wiedziała, co powinna zrobić, więc uznała, że czas na poszukiwania. Z dnia na dzień było coraz bardziej pochmurne - deszcz zmywał zapachy, a ona nie chciała, aby wszystko się ulotniło.
Pierwsze krople deszczu zaczęły spadać z nieba. Piórko była już na tropie - który co jakiś czas niestety gubiła - kocura. Martwiła się już na dobre, gdy udało jej się znaleźć zwietrzały zapach na granicy z Topiołkami. Bała się, że kocur może zdecydował się odejść z klanu… Ale… przecież byli przyjaciółmi! Kostek twierdził, że może jednak kimś więcej i szczerze to ona sama nie do końca w pewnym momencie wiedziała. To jednak nie było istotne! Czekoladowa córka Kornika uznała, że kiedy go znajdzie, to zdecyduje się z nim to wszystko wyjaśnić. Tak na wszelki wypadek! Czuła się źle z tym, że nie robili jeszcze o tyyyylu rzeczach. Przecież mogli się razem wybrać na ryby, złowili by razem szczupaka, mogliby porozmawiać o kwiatkach, gdy już przyszłaby Pora Nowych Liści, a wcześniej urządzili by spacer podczas padającego śniegu. Pora Nagich Drzew była przecież taka piękna i cudowna! I mogliby rzucać się śniegiem i łapać płatki śniegu. Mieli jeszcze dużo rzeczy do obgadania i robienia! Musiała go znaleźć! W każdym razie przecież on musiał jej powiedzieć, jeśli zamierzał odejść, skoro byli przyjaciółmi.
- KWIAAAAAAAATEEEEK! KWIAAAATEK! KWIAAAATEKKWIATUSZKUKWIATKUUU! - nawoływała, rozglądając się dookoła. Do jej nozdrzy dopadł tylko obrzydliwy zapach Grzmiącej Ścieżki, który tłumił pozostałe zapachy. Z przestróg mamy i taty wiedziała, że na Grzmiącej Ścieżce trzeba niezwykle uważać na biegające po niej potwory. Poza tym nie zamierzała jej przekraczać - nie dzisiaj, bo deszcz padał coraz bardziej. Mimo wszystko zamierzała przejść się wzdłuż czarnej ścieżki.
- KWIAAAAATEK! - czekoladowe futro zaczęło przylegać do jej ciała jeszcze bardziej, niż zazwyczaj. Piórko szła przed siebie, zaglądając też do rowu, który znajdował się obok.
- KWIA… - urwała, zamierając w miejscu, gdy w rowie zauważyła znajome futro. Ruszyła w jego stronę, odsuwając swoje najgorsze myśli - od kociaka była niepoprawną optymistką. Prawdopodobnie, mimo tego, że ciało kocura było nienaturalnie wygięte, nie zamierzała dopuścić do siebie tej jednej myśli.
Czekoladka zeszła do rowu, powstrzymując nie tylko swoje myśli ale również i łzy, które powoli pojawiały się w jej oczach.
- Ej, Kwiatek… Weź wstawaj! Musimy wrócić do obozu bo będziesz chory i ja wiem, że Cis cię wyleczy, Barwinek też ale nie chcę, abyś był chory, bo musimy jeszcz zrobić dużo rzeczy razem! Poza tym musimy porozmawiać, bo nie wiem co zrobisz, gdy to usłyszysz, ale ktoś mnie się zapytał, czy my może nie jesteśmy kimś więcej niż przyjaciółmi, ale nie wiedziałam co odpowiedzieć, bo ja ci nie mówiłam, aby podoba mi się Skrzące Słowo, ale on jest z Księżycowym Jeziorem no i mają już drugi miot kociąt, a poza tym to ty mi też się no… trochę podobasz. W sensie jesteś naprawdę bardzo przystojny! No i się przyjaźnimy i w ogóle, więc no, chyba, że nie chcesz się przyjaźnić ale jak chcesz to też fajnie i w ogóle to no…. Kwiatek proszę odpowiedz mi… Kwiatek… ja nie chcę krzyczeć, bo wiem, że tego nie lubisz, ale nie ignoruj mnie, proszę… - podeszła jeszcze bliżej, a łzy zaczynały powoli płynąć po jej policzkach, mieszając się z kroplami deszczu. Położyła łapę na jego barku, potrząsając nim mocno.
- Kwiatek… KWIATEK. KWIATEKPROSZĘWSTAŃICHODŹMYDOOBOZU! - krzyknęła, nachylając się. Łudziła się, że za chwilę wstanie i znowu powie, aby nie krzyczała, bo jest za głośno. I może odpowie coś na jej pytanie, ale nic takiego się nie stało. Dalej tam leżał, nieruchomy, zimny, umorusany we krwi i mokry.
Piórko zadrżała i pierwszy raz w życiu poczuła się… bezsilna. Nie umiała nawet wydusić z siebie słowa, a jedynie zalała się łzami, padając na podłoże i wtulając się w jego futro. On nie mógł… nie mógł… nie, to nie była prawda. Wypierała to tak bardzo, jak tylko potrafiła, a mimo to dalej leżała, wtulając się w jego futro i płacząc. Cały jej ten naiwny świat, którego nie burzyła, mimo swojego wieku, nagle po prostu runął. Wpadł do Grzmiącej Rzeki i w niej utonął. Tej nieszczęsnej rzeki, której Kwiatek tak bardzo nie lubił…
Nie zauważyła, że w okolicy leżało drugie ciało, które było tam zdecydowanie dłużej, niż te, należące do Kwiatka. W każdym razie nie od razu, a dopiero po długich chwilach spędzonych w deszczu i płaczu. Dopiero po chwili zdecydowała się do niego podejść na drżących łapach, aby uświadomić sobie, że była to Bawełniana Nić.
Gdy przestało padać, udała się w stronę granicy, aby poczekać na patrol. Potrzebowała pomocy w przetransportowaniu zmarłych… Chociaż najchętniej to po prostu pozostałaby z Kwiatkiem i nie zostawiała go samego. Nigdy nie powinna tego robić, obwiniała się za to… Może gdyby zamiast o zbieraniu kamyków pomyślała, aby zabrać go ze sobą to by do tego nie doszło? Najprawdopodobniej tak. Jedno było jednak pewna.
Czuła się winna śmierci Kwiatka i była niemalże pewna, że mogła temu zapobiec. Była okropną przyjaciółką. Była okropnym… kimkolwiek, kim była dla Kwiatka… Jeśli w ogóle kimkolwiek była.

[zt —> pogrzeb]
Every night in my dreams
I see you, I feel you
That is how I know you go on
Far across the distance
And spaces between us
You have come to show you go on

[Obrazek: dcar0ad-49bc59a6-3143-4093-af7a-3164ce60...0ssmG2DjXE]
LVL 4 20 / 300
MedLVL 0 0 / 100
8
Siła
S
255
Zręczność
Zr
79
Szybkość
Sz
7
Zmysły
Zm
85
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
_____

Ryk samochodu wgryza mi się w głowę, gdy podmuch wywołany jego pędem targa moim futrem. Kiedyś przerażały mnie te giganty. Strach paraliżował moje ciało na choćby ich odgłos z oddali. Ślepłem na widok świateł. Dzisiaj już wiem, by na nie nie patrzeć. Niektórzy samochody nazywają potworami i, cóż, być może mieli rację, zależnie jak na to spojrzeć; w końcu były jedynie sterowane przez ludzi. Chociaż oni z pewnością mogli na takie miano zasłużyć. Nie boję się samochodów. Boję się jedynie tych, którzy nimi kierują.

Wzdycham ciężko. Chyba nie mam siły iść dalej, by kontynuować swojej przechadzki. Zawsze mógłbym spać tutaj, w rowie, poniekąd schowany przed zimnem, ale to raczej nienajlepszy pomysł. Z drugiej strony powrót do legowiska zajmował ponad połowę dnia, a już było ciemno. Pozostaje mi zatem siedzieć i nabierać sił na drogę powrotną, wszystko w towarzystwie od czasu do czasu pędzących samochodów. Cofam się nieco od skraju drogi i układam ostrożnie na śniegu, owijając się ogonem.

/brzuska
[Obrazek: dcpzo54-a3af7d73-aca4-4818-b477-9bec634a...ofUSd-O5NA]
♱ I think IM SCARED of all the signs ♱
DONT EVER leave me ALONE at NIGHT
[Obrazek: d6gukm6-bbeaa3e7-2dd0-440a-90a5-624ca80d...s0CEbY9Two]
《 I think IM SCARED, I have NO TIME 》
I SCREAM out loud JUST to see if IM ALIVE
LVL 1 5 / 100
MedLVL 0 0 / 100
5
Siła
S
6
Zręczność
Zr
4
Szybkość
Sz
4
Zmysły
Zm
65
Punkty Życia
HP
35
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Trop Przepiórki mieszał się z psim smrodem i zahaczał o Grzmiącą Ścieżkę, na której znikał bez śladu. Gdy dzisiaj Brzózka zbliża się do ciemnej nawierzchni nie czuje już nic poza zwyczajowym gryzącym smrodem. Nie wpływa to znacząco na jej motywację – początkowy plan nie ulega zmianie. Rusza truchtem wzdłuż drogi, po bezpiecznej stronie rowu, bo Potwory są absurdalnie żywe. Mija z sześć sztuk nim dociera na wysokość końca terenów Klanu Rzeki. To jest nowy rekord. Chyba. Nie jest do końca pewna, bo normalnie nie zwraca na to większej uwagi i nie przelicza ryczących istot. Dzisiaj jest inaczej, wydarzenia na Grzmiącej Ścieżce mogą podsunąć jej jakiś trop odnośnie zaginięcia przyjaciółki, tego co się jej przydarzyło i w ogóle.
Zmierzch zapada szybko w ostatnim czasie, ale śnieg pokrywający lwią część krajobrazu znacznie zwiększa widoczność. Właśnie za sprawą białego puchu, Brzózka dostrzega ciemny kształt z uszkami blisko rowu. Odruchowo ugina łapy, przywierając bardziej do śniegu i obniża łeb. Prędko dociera do niej, że ma przed sobą kota. Niezbyt ruchliwego.
– Wszystko w porządku? – pyta dość głośno, bo trzyma się te bezpieczne dwa susy od nieznajomego. Nie wyczuwa od niego krwi, ale kto wie, może i tak oberwał od Potwora? Taki zwinięty kot nie sprawia najlepszego wrażenia. Nie w takim miejscu.
[Obrazek: LjmRGjf.png]
LVL 6 75 / 500
MedLVL 0 0 / 100
19
Siła
S
19
Zręczność
Zr
6
Szybkość
Sz
7
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
70
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości