Z małego pisklęcia wyrosła na elegancką kocicę, ponadprzeciętnego wzrostu, o długich, smukłych łapach i wysublimowanej sylwetce. Wciąż okryta jest pięknym, nieskazitelnie czystym, białym futrem, które na mordce, łapach i ogonie obdarowane jest rudoczarną barwą (czarny szylkretowy point), rozpływającą się jak karmel z lekkim węglowym zabarwieniem po jej ciele. Palce u jej łap są białe, przerywając sielankę dwóch barw, jednak nie zaburza go na jej ogonie. Uszy, bardzo ekspresyjne i zawsze pokazujące prawdziwe emocje Przepiórki są czarne, przeplatane rdzawością.
Głębokie, błękitne oczy, przypominające kolor bezchmurnego nieba, osadzone są jak dwa kryształy szlachetne na jej pyszczku, którymi spogląda uważnie na świat - czy też z krytyką, gdy coś jej się nie spodoba, czy też zadowoleniem i uznaniem, gdy czemuś uda się trafić w jej gust. Mordka przyozdobiona jest różowym noskiem, na którym znajdują się czarne plamki.
Porusza się z gracją i powabnością, dba o swój wygląd i nie pozwoli, by ktokolwiek zobaczył ją chociażby z jednym kosmykiem futra nie na swoim miejscu. Jest jak prawdziwa dama, za którą się również uważa - na innych patrzy z góry, przenikając ich swoim wzrokiem. Ale jeśli zaskarbili sobie sympatię Przepiórczej Łapy - spoglądać będzie na nich jak na najśliczniejszy brylant!
Zdawać by się mogło, że Pohukująca Sowa i Bażancie Pióro w końcu zdołają odetchnąć, chociażby przy jednym z kociaków. Albowiem koteczka, gdyby tylko mogła - miałaby nad swoją głową anielską aureolę jako potwierdzenie swoich dobrych cech. Przepiórka jest ambitna i pragnąca wiedzy, zawsze z uwagą słuchając słów i opowieści rodziców, dopytując ich o szczegóły wojowniczego życia, chcąc od najmłodszych księżyców wypaść lepiej od wszystkich, a zwłaszcza swojego rodzeństwa. Przez to powoli rozkwita w niej narcystyczna osobowość - już teraz uważa się za lepszą, piękniejszą i fajniejszą od innych, każdemu wpychając to prosto w pysk i popadając w samozachwyt za każdym razem, gdy usłyszy pochwałę. Uwielbia słuchać komplementów, mrucząc przy tym z zadowoleniem i pozwalając sobie na chłonięcie ich jak gąbeczka.
Posiada krótką cierpliwość, łatwo się frustruje i denerwuje, co objawia się małymi łezkami w kącikach jej oczu oraz niezadowolonym tupaniem nóżką i trzepanie puszystym ogonem - wraz z niezrozumiałym mamrotaniem pod nosem, a czasami też rzucaniem zirytowanych słów piskliwym głosikiem.
Ma słabość do ładnych rzeczy - czy to kamyczków, czy piórek, mogąc przyglądać im się dłuższą chwilę i próbując dostrzec każdy z detali, który owy przedmiot zawiera i zachwycać się nim, jakoby był najpiękniejszym, co w życiu widziała.
Jak Śnieg mógł ją tak znieważyć? - pomyślała, uderzając ze złością ogonem o ziemię. Każdy normalny kot rzuciłby to nieporozumienie w niepamięć już dawno, ale nie ona. Co to, to nie! Tak samo jak ten cały Miodowa Łapa, wyśmiewając jej imię... z pewnością nie ma ani trochę odwagi zrobić tego, na co zdecydowała się teraz Przepióreczka, i potrafi tylko kłapać dziobem. Wystarczyło parę historii o niejakiej Grzmiącej Ścieżce, podsłyszanych od dorosłych, a za parę wschodów słońca pointka wyruszyła w jej poszukiwaniu.
Przemierzała tereny Klanu Wichru, piękne i budzące się po zimie do życia. Podziwiała krajobraz, otwierając szeroko mordkę w podziwie. Kto miał jej powiedzieć, że poza obozem było tak ślicznie?! I dlaczego tak długo była trzymana od tego wspaniałego widoku?! Na szczęście teraz będzie mogła podziwiać go zawsze.
Gdy dotarła do Grzmiącej Ścieżki... prawie omdlała.
Smród, niewyobrażalny smród wypełnił jej nozdrza, przez co odkaszlnęła paręnaście razy. To było tyle? Miała już zacząć narzekać, gdy tuż obok niej przemknął potwór, jeszcze bardziej przerażający, niż w opowieściach. Podskoczyła od razu i cofnęła się paręnaście kroków w tył, z szybko bijącym sercem. Powinna zawrócić? Ale jeszcze nic nie znalazła fajnego... a poza tym ścieżka już ucichła, nie zwiastując więcej niespodzianek. Może mogłaby gdzieś w pobliżu wyszperać jakąś padłą niedawno wiewiórkę, którą mogłaby uznać za efekt swojego polowania?
Futro Rudzika jest całe szare. Sierść kocura jest krótka. Budowa Rudzik jest najzwyklejsza choć kocur jest trochę bardziej postawny od przeciętnego kota. Nogi szarego są dość długie a oczy soczyście zielone. Uszy są dość duże. W jasnym świetle sierść kocura wydaje się jaśniejsza. Nos kocura jest czarny.
Żuraw jest wyluzowany ale energicznym kotem. Pomaga bardzo chętnie czym zdobywa przyjaźń innych kotów. Jest miły ale również asertywny. Nikt nawet największy naciągacz nie wmówi mu co chce a co nie chce. Nie potrafi gniewać się na innych bardzo długo ale ciągle coś tam pamięta kto mu coś zrobił. Jest dość zapominalski ale stara się pamiętać o wszystkim. Rzadko bywa arogancki tylko wtedy gdy się wkurza co również zdarza się rzadko. Niebieski ma duże pokłady cierpliwości. Kocur jest również bardzo gadatliwy i szczery. Kłamie bardzo rzadko a jeśli to zrobi najpóźniej dwa wschody słońca już to mówi kotu któremu skłamał. Żuraw lubi znajdować kryjówki i różne rzeczy do kolekcjonowania.
Poza tereny Nowego Świtu, nie wychodził ostatnio za często. Miał zbyt dużo spraw na głowie, tam wewnątrz, ich grupy. Dziś jednak kocur zrobił wyjątek i opuścił ich tereny. Zawędrował dość daleko (jak na niego) bo, aż do Grzmiącej Ścieżki. On również wędrując, podziwiał budzącą się do życia przyrodę. Zdołał nawet złapać małą, szarą, puchatą, ale, pulchną i nieostrożną wiewiórkę. W zasadzie nie wiedział, dlaczego tu idzie, ale, szedł. Z wiewiórka w mordce dotarł do Drogi Grzmotów. Smród nie był aż tak obrzydliwy, bowiem ciągle w pyszczku miał puchatą zdobycz co, znacznie tłumiło zapachy. Już miał zawrócić, gdy jego uwagę przykuła młodziutka tricolorka. Nie czuł dobrze jej zapachu, tak więc nie zorientował się oczywiście że młoda należy do grona Wichrzaków.
-Hej!- odłożył wiewiórkę na trawę tuz obok niego i podszedł bliżej Grzmiącej Ścieżki. Rozejrzał się dookoła, szukając potworów jednak teraz sytuacja wyglądała na opanowaną.
Z małego pisklęcia wyrosła na elegancką kocicę, ponadprzeciętnego wzrostu, o długich, smukłych łapach i wysublimowanej sylwetce. Wciąż okryta jest pięknym, nieskazitelnie czystym, białym futrem, które na mordce, łapach i ogonie obdarowane jest rudoczarną barwą (czarny szylkretowy point), rozpływającą się jak karmel z lekkim węglowym zabarwieniem po jej ciele. Palce u jej łap są białe, przerywając sielankę dwóch barw, jednak nie zaburza go na jej ogonie. Uszy, bardzo ekspresyjne i zawsze pokazujące prawdziwe emocje Przepiórki są czarne, przeplatane rdzawością.
Głębokie, błękitne oczy, przypominające kolor bezchmurnego nieba, osadzone są jak dwa kryształy szlachetne na jej pyszczku, którymi spogląda uważnie na świat - czy też z krytyką, gdy coś jej się nie spodoba, czy też zadowoleniem i uznaniem, gdy czemuś uda się trafić w jej gust. Mordka przyozdobiona jest różowym noskiem, na którym znajdują się czarne plamki.
Porusza się z gracją i powabnością, dba o swój wygląd i nie pozwoli, by ktokolwiek zobaczył ją chociażby z jednym kosmykiem futra nie na swoim miejscu. Jest jak prawdziwa dama, za którą się również uważa - na innych patrzy z góry, przenikając ich swoim wzrokiem. Ale jeśli zaskarbili sobie sympatię Przepiórczej Łapy - spoglądać będzie na nich jak na najśliczniejszy brylant!
Zdawać by się mogło, że Pohukująca Sowa i Bażancie Pióro w końcu zdołają odetchnąć, chociażby przy jednym z kociaków. Albowiem koteczka, gdyby tylko mogła - miałaby nad swoją głową anielską aureolę jako potwierdzenie swoich dobrych cech. Przepiórka jest ambitna i pragnąca wiedzy, zawsze z uwagą słuchając słów i opowieści rodziców, dopytując ich o szczegóły wojowniczego życia, chcąc od najmłodszych księżyców wypaść lepiej od wszystkich, a zwłaszcza swojego rodzeństwa. Przez to powoli rozkwita w niej narcystyczna osobowość - już teraz uważa się za lepszą, piękniejszą i fajniejszą od innych, każdemu wpychając to prosto w pysk i popadając w samozachwyt za każdym razem, gdy usłyszy pochwałę. Uwielbia słuchać komplementów, mrucząc przy tym z zadowoleniem i pozwalając sobie na chłonięcie ich jak gąbeczka.
Posiada krótką cierpliwość, łatwo się frustruje i denerwuje, co objawia się małymi łezkami w kącikach jej oczu oraz niezadowolonym tupaniem nóżką i trzepanie puszystym ogonem - wraz z niezrozumiałym mamrotaniem pod nosem, a czasami też rzucaniem zirytowanych słów piskliwym głosikiem.
Ma słabość do ładnych rzeczy - czy to kamyczków, czy piórek, mogąc przyglądać im się dłuższą chwilę i próbując dostrzec każdy z detali, który owy przedmiot zawiera i zachwycać się nim, jakoby był najpiękniejszym, co w życiu widziała.
Za to Przepiórka... o pojęciu Nowego Świtu nie miała pojęcia. A i wiadomości o Pożodze wlatywały jej jednym uchem, a wylatywały drugim - piąty klan nie miał sensu, poza tym podobno już czmychnęli gdzieś, przynajmniej z tego co mówiła mama... więc dlaczego miałaby się przejmować? Wzruszyłaby barkami na samą taką myśl, gdyby teraz się tym przejmowała.
Wokół było mnóstwo żab, podskakujących, zanim pointka zdołała je złapać w zęby. Dlaczego nikt nie wysilił się, by nauczyć ją wpierw polowania?! To najważniejsza umiejętność w życiu kota, jak miałaby sobie poradzić, gdyby Wicher nagle spłonął? Tragedia, naprawdę tragedia! Nikt nie myślał o tym, by uczyć terminatorów najważniejszych kwestii?!
Podskoczyła w przestrachu, słysząc czyjś głos. To koniec, wpadła - na pewno wszyscy dowiedzieli się już, że wyszła bez dorosłego z obozu... dopóki nie podniosła wzroku i nie zobaczyła nieznajomego. Trochę wyglądał z daleka jak Lawendowa Gwiazda... może to ona w przebraniu?
- Rudzik? Ale żeeee... Rudzikowa Łapa, czy Rudzikowe... Coś? - podniosła brew, nie przedstawiając się jeszcze. Ostrożności nigdy za wiele... chciałaby być kojarzona w całym lesie ze swojego piękna, jednak osobnik był kocurem. A z takimi to nigdy niewiadomo! Ciekawe, z jakiego Klanu był... - Chciałam zobaczyć potwory... ale tylko jeden się pojawił. - miauknęła niewinnie, nasycając swoją wypowiedź nutą zawiedzenia. Były przerażające, to prawda... ale jako honorowa przyszła wojowniczka nie powinna bać się czegokolwiek!
Futro Rudzika jest całe szare. Sierść kocura jest krótka. Budowa Rudzik jest najzwyklejsza choć kocur jest trochę bardziej postawny od przeciętnego kota. Nogi szarego są dość długie a oczy soczyście zielone. Uszy są dość duże. W jasnym świetle sierść kocura wydaje się jaśniejsza. Nos kocura jest czarny.
Żuraw jest wyluzowany ale energicznym kotem. Pomaga bardzo chętnie czym zdobywa przyjaźń innych kotów. Jest miły ale również asertywny. Nikt nawet największy naciągacz nie wmówi mu co chce a co nie chce. Nie potrafi gniewać się na innych bardzo długo ale ciągle coś tam pamięta kto mu coś zrobił. Jest dość zapominalski ale stara się pamiętać o wszystkim. Rzadko bywa arogancki tylko wtedy gdy się wkurza co również zdarza się rzadko. Niebieski ma duże pokłady cierpliwości. Kocur jest również bardzo gadatliwy i szczery. Kłamie bardzo rzadko a jeśli to zrobi najpóźniej dwa wschody słońca już to mówi kotu któremu skłamał. Żuraw lubi znajdować kryjówki i różne rzeczy do kolekcjonowania.
Zaśmiał się, obserwując uroczą, młodą kotkę. Miała może na oko, 10 księżycy, tyle by jej przynajmniej dał. Na pewno nie była dorosła, tego był pewien.
-Po prostu Rudzik, nic więcej- uśmiechnął się, ale, zaczął się również nieco niepokoić. Kotka coraz mniej przypominała mu na samotnika, zwłaszcza jak odłożył wcześniej wiewiórkę i odzyskał węch.
-Umiesz polować?- zamruczał patrząc na jej dość niechlujne postępy z żabami. Jak chodzi, o polowanie wydawała mu się całkowitą nowicjuszką. Na wzmiankę o potworach jeszcze raz rozejrzał się wokół. Pusto. -One są bardzo niebezpieczne wiesz? Jeden po tobie przejedzie i albo umrzesz, albo zostaniesz kaleką do końca życia- mruknął podchodząc bliżej drugiej strony Grzmiącej Ścieżki. Zamachał ogonem i skoczył z wysuniętymi pazurami, łapiąc od razu jedną z żab. Jej pobratymcy rozproszyli się, ale, mimo to ciągle było ich tu więcej niż dużo.
Z małego pisklęcia wyrosła na elegancką kocicę, ponadprzeciętnego wzrostu, o długich, smukłych łapach i wysublimowanej sylwetce. Wciąż okryta jest pięknym, nieskazitelnie czystym, białym futrem, które na mordce, łapach i ogonie obdarowane jest rudoczarną barwą (czarny szylkretowy point), rozpływającą się jak karmel z lekkim węglowym zabarwieniem po jej ciele. Palce u jej łap są białe, przerywając sielankę dwóch barw, jednak nie zaburza go na jej ogonie. Uszy, bardzo ekspresyjne i zawsze pokazujące prawdziwe emocje Przepiórki są czarne, przeplatane rdzawością.
Głębokie, błękitne oczy, przypominające kolor bezchmurnego nieba, osadzone są jak dwa kryształy szlachetne na jej pyszczku, którymi spogląda uważnie na świat - czy też z krytyką, gdy coś jej się nie spodoba, czy też zadowoleniem i uznaniem, gdy czemuś uda się trafić w jej gust. Mordka przyozdobiona jest różowym noskiem, na którym znajdują się czarne plamki.
Porusza się z gracją i powabnością, dba o swój wygląd i nie pozwoli, by ktokolwiek zobaczył ją chociażby z jednym kosmykiem futra nie na swoim miejscu. Jest jak prawdziwa dama, za którą się również uważa - na innych patrzy z góry, przenikając ich swoim wzrokiem. Ale jeśli zaskarbili sobie sympatię Przepiórczej Łapy - spoglądać będzie na nich jak na najśliczniejszy brylant!
Zdawać by się mogło, że Pohukująca Sowa i Bażancie Pióro w końcu zdołają odetchnąć, chociażby przy jednym z kociaków. Albowiem koteczka, gdyby tylko mogła - miałaby nad swoją głową anielską aureolę jako potwierdzenie swoich dobrych cech. Przepiórka jest ambitna i pragnąca wiedzy, zawsze z uwagą słuchając słów i opowieści rodziców, dopytując ich o szczegóły wojowniczego życia, chcąc od najmłodszych księżyców wypaść lepiej od wszystkich, a zwłaszcza swojego rodzeństwa. Przez to powoli rozkwita w niej narcystyczna osobowość - już teraz uważa się za lepszą, piękniejszą i fajniejszą od innych, każdemu wpychając to prosto w pysk i popadając w samozachwyt za każdym razem, gdy usłyszy pochwałę. Uwielbia słuchać komplementów, mrucząc przy tym z zadowoleniem i pozwalając sobie na chłonięcie ich jak gąbeczka.
Posiada krótką cierpliwość, łatwo się frustruje i denerwuje, co objawia się małymi łezkami w kącikach jej oczu oraz niezadowolonym tupaniem nóżką i trzepanie puszystym ogonem - wraz z niezrozumiałym mamrotaniem pod nosem, a czasami też rzucaniem zirytowanych słów piskliwym głosikiem.
Ma słabość do ładnych rzeczy - czy to kamyczków, czy piórek, mogąc przyglądać im się dłuższą chwilę i próbując dostrzec każdy z detali, który owy przedmiot zawiera i zachwycać się nim, jakoby był najpiękniejszym, co w życiu widziała.
Może była młoda, ale na pewno nie głupia! Czy gdyby była głupia, to wyszłaby na zewnątrz, poza obóz, udowadniać swoją odwagę? No właśnie! To taki Śnieg był głupi, że nie korzystał z tego, co oferował mu świat... no, ale to jego strata, ona będzie korzystała z życia i z nowozdobytych wolności tyle, ile tylko się da, a nawet jeszcze więcej. I będzie zdobywała doświadczenie nie tylko na treningach, ale i od innych kotów... dzięki temu będzie wiedziała więcej, jeszcze szybciej, co przybliży ją do bycia mianowaną! Ktoś powinien pogłaskać ją po główce, za taki cudowny pomysł.
- Ooh, więc pewnie jesteś takim podróżnikiem, prawda? Wiele o nich słyszałam! Byłeś w jakichś miejscach, które zapierały dech w piersi? - może był kimś takim jak ojciec Kaczuszki i Brzózki? Wtedy to byłoby ciekawe! A może nawet się znali...? Bo raczej Rudzik ojcem owych przyjaciółek nie był - od razu zauważyła to po jego zwyczajnych uszach, które w żadnym stopniu nie były kręcone.
Spojrzała z zaskoczeniem, jak Rudzik z łatwością poluje na żabę i poczuła ukłucie zazdrości. Może jej powie co nieco na ten temat? I wtedy pochwaliłaby się Jodłowej Gałązce... i o wiele szybciej mogłaby zabłysnąć w klanie, że poluje tak dobrze i tak sprawnie! Dzisiejsze wyjście zaczynało być coraz bardziej intrygujące, jak i owocne.
- Mmm... właśnie... niezbyt. Coś tam poniekąd wiem... ale zwierzyna zawsze przede mną ucieka. - powiedziała niewinnie, lekko rysując pazurem po ziemi. Nie chciała przyznawać się do swojej niewiedzy, zwłaszcza przed k o c u r e m, ale jeśli miało jej to dać korzyści w postaci nowej wiedzy, więc czemu nie? I tak nie był z Wichru... to nikt nie będzie wiedział. - Oh? Kaleką... niedobrze, niedobrze... A zatrzymują się kiedykolwiek? - bo w sumie jedyne jakie je widziała, to kiedy goniły z zawrotną prędkością... nie dziwiła się, że potrafiłoby z łatwością zdjąć kota z tego świata.
Futro Rudzika jest całe szare. Sierść kocura jest krótka. Budowa Rudzik jest najzwyklejsza choć kocur jest trochę bardziej postawny od przeciętnego kota. Nogi szarego są dość długie a oczy soczyście zielone. Uszy są dość duże. W jasnym świetle sierść kocura wydaje się jaśniejsza. Nos kocura jest czarny.
Żuraw jest wyluzowany ale energicznym kotem. Pomaga bardzo chętnie czym zdobywa przyjaźń innych kotów. Jest miły ale również asertywny. Nikt nawet największy naciągacz nie wmówi mu co chce a co nie chce. Nie potrafi gniewać się na innych bardzo długo ale ciągle coś tam pamięta kto mu coś zrobił. Jest dość zapominalski ale stara się pamiętać o wszystkim. Rzadko bywa arogancki tylko wtedy gdy się wkurza co również zdarza się rzadko. Niebieski ma duże pokłady cierpliwości. Kocur jest również bardzo gadatliwy i szczery. Kłamie bardzo rzadko a jeśli to zrobi najpóźniej dwa wschody słońca już to mówi kotu któremu skłamał. Żuraw lubi znajdować kryjówki i różne rzeczy do kolekcjonowania.
-Można tak powiedzieć, teraz jednak jestem bardziej w okolicy. A jak chodzi o różne fascynujące miejsca to chyba nie... zresztą nie wiem co dla ciebie jest interesujące! Na przykład byłem w mieście dwunogów, dużo większym niż to małe osiedle tu, w pobliżu. Mi nie podobało się tam jakoś bardzo, może dlatego że tam dorastałem, ale, to wszystko tylko kwestia gustu.- może kiedyś jej powie o tym, że należy do Nowego Świtu. Teraz jednak tego nie zrobił, bo kotka, owszem była urocza, ale, coraz bardziej wydawało mu się, że należy do któregoś z klanów a tego, że mieszkają z Nowym Świtem tuż obok powiedzieć im nie zamierzał. Teraz za to uśmiechnął się i powiedział- -Też kiedyś nie umiałem polować na zwierzynę, to tylko kwestia wprawy a i pamiętanie o paru zasadach.
-Nawet bardzo niedobrze. Pomyśl: nie możesz biegać a twoje tylne łapy ciągną się za tobą po ziemi...- potrząsnął lekko łebkiem, chcąc odegnać od siebie złe myśli. Wrócił więc do odpowiedzenia na jej kolejne pytanie- Aha! Gdy zatrzymują się to najczęściej są niegroźne, wtedy chyba śpią... W każdym razie jak się budzą lub są na nogach zawsze wydają te głośne dźwięki więc, łatwo się możesz zorientować czy taki jest niebezpieczny akurat czy nie. W mieście dwunogów jest sporo takich śpiących, na osiedlu zresztą też.
Z małego pisklęcia wyrosła na elegancką kocicę, ponadprzeciętnego wzrostu, o długich, smukłych łapach i wysublimowanej sylwetce. Wciąż okryta jest pięknym, nieskazitelnie czystym, białym futrem, które na mordce, łapach i ogonie obdarowane jest rudoczarną barwą (czarny szylkretowy point), rozpływającą się jak karmel z lekkim węglowym zabarwieniem po jej ciele. Palce u jej łap są białe, przerywając sielankę dwóch barw, jednak nie zaburza go na jej ogonie. Uszy, bardzo ekspresyjne i zawsze pokazujące prawdziwe emocje Przepiórki są czarne, przeplatane rdzawością.
Głębokie, błękitne oczy, przypominające kolor bezchmurnego nieba, osadzone są jak dwa kryształy szlachetne na jej pyszczku, którymi spogląda uważnie na świat - czy też z krytyką, gdy coś jej się nie spodoba, czy też zadowoleniem i uznaniem, gdy czemuś uda się trafić w jej gust. Mordka przyozdobiona jest różowym noskiem, na którym znajdują się czarne plamki.
Porusza się z gracją i powabnością, dba o swój wygląd i nie pozwoli, by ktokolwiek zobaczył ją chociażby z jednym kosmykiem futra nie na swoim miejscu. Jest jak prawdziwa dama, za którą się również uważa - na innych patrzy z góry, przenikając ich swoim wzrokiem. Ale jeśli zaskarbili sobie sympatię Przepiórczej Łapy - spoglądać będzie na nich jak na najśliczniejszy brylant!
Zdawać by się mogło, że Pohukująca Sowa i Bażancie Pióro w końcu zdołają odetchnąć, chociażby przy jednym z kociaków. Albowiem koteczka, gdyby tylko mogła - miałaby nad swoją głową anielską aureolę jako potwierdzenie swoich dobrych cech. Przepiórka jest ambitna i pragnąca wiedzy, zawsze z uwagą słuchając słów i opowieści rodziców, dopytując ich o szczegóły wojowniczego życia, chcąc od najmłodszych księżyców wypaść lepiej od wszystkich, a zwłaszcza swojego rodzeństwa. Przez to powoli rozkwita w niej narcystyczna osobowość - już teraz uważa się za lepszą, piękniejszą i fajniejszą od innych, każdemu wpychając to prosto w pysk i popadając w samozachwyt za każdym razem, gdy usłyszy pochwałę. Uwielbia słuchać komplementów, mrucząc przy tym z zadowoleniem i pozwalając sobie na chłonięcie ich jak gąbeczka.
Posiada krótką cierpliwość, łatwo się frustruje i denerwuje, co objawia się małymi łezkami w kącikach jej oczu oraz niezadowolonym tupaniem nóżką i trzepanie puszystym ogonem - wraz z niezrozumiałym mamrotaniem pod nosem, a czasami też rzucaniem zirytowanych słów piskliwym głosikiem.
Ma słabość do ładnych rzeczy - czy to kamyczków, czy piórek, mogąc przyglądać im się dłuższą chwilę i próbując dostrzec każdy z detali, który owy przedmiot zawiera i zachwycać się nim, jakoby był najpiękniejszym, co w życiu widziała.
Czyli zgadła! Od razu napuszyła się dumnie ze swojego osiągnięcia, pozwalając Rudzikowi na mówienie dalej. Ma szczęście, że miał interesujące historie, a pointka zauważyła w nim potencjał na swoje źródło wiedzy - inaczej z pewnością zaczęłaby już wracać z marudzeniem do obozu, zawiedziona, że tylko zmarnowała sobie dzień. Nie interesowała się dalej, skąd pochodzi kocur... może kiedyś dowie się czegoś więcej, ale z drugiej strony... co ją obchodziło, skąd pochodzi jakiś futrzasty włóczęga?
- Miasto dwunogów? Osiedle? Co to takiego? - zapytała, unosząc brwi do góry. Brzmiały... intrygująco. Czy były daleko? Czy Przepiórka dałaby pobiec tam zobaczyć jak to wygląda, zanim ktoś by ją złapał? Czekała na odpowiedź szarofutrego, zadając jeszcze kolejne pytanie. Musi wykorzystać tę sytuację na tyle, ile tylko może! - Jest tylko parę zasad? Jest jakaś, która jest najważniejsza? - każda ciekawostka jej się przyda! Nie będzie wybrzydzać... zawsze chociażby jedna nowa wiadomość to o wiele więcej, niż wie jej rodzeństwo. Ah, już mogła poczuć na języku smak składanej przysięgi.
- Żeby takie ryczące potwory też potrafiły spać? Huh, śmieszne! Ale to też się przekłada na koty... nawet jak ktoś się dużo drze, to później i tak śpi jak niewiniątko. - zaczęła paplać, wzdrygając się na samą myśl o kalectwie. Nieważne, jakby zaczynało jej odbijać... będzie ostrożna, żeby przypadkiem nie skończyć jako pół-działający kot. Jakież to byłoby ośmieszające! Nie mogła nawet o tym myśleć.
Futro Rudzika jest całe szare. Sierść kocura jest krótka. Budowa Rudzik jest najzwyklejsza choć kocur jest trochę bardziej postawny od przeciętnego kota. Nogi szarego są dość długie a oczy soczyście zielone. Uszy są dość duże. W jasnym świetle sierść kocura wydaje się jaśniejsza. Nos kocura jest czarny.
Żuraw jest wyluzowany ale energicznym kotem. Pomaga bardzo chętnie czym zdobywa przyjaźń innych kotów. Jest miły ale również asertywny. Nikt nawet największy naciągacz nie wmówi mu co chce a co nie chce. Nie potrafi gniewać się na innych bardzo długo ale ciągle coś tam pamięta kto mu coś zrobił. Jest dość zapominalski ale stara się pamiętać o wszystkim. Rzadko bywa arogancki tylko wtedy gdy się wkurza co również zdarza się rzadko. Niebieski ma duże pokłady cierpliwości. Kocur jest również bardzo gadatliwy i szczery. Kłamie bardzo rzadko a jeśli to zrobi najpóźniej dwa wschody słońca już to mówi kotu któremu skłamał. Żuraw lubi znajdować kryjówki i różne rzeczy do kolekcjonowania.
Przepiórka wydawała mu się niezwykle urocza i słodka. Ale, jednocześnie była dość młoda i była sama... Towydało mu się dziwne, klany chyba nie puszczajają młodych uczniów na samodzielne wyprawy, prawda? -Miasto Dwunogów to miejsce pełne wielu ich gniazd, przypominajacych duże szare bloki. Jest tam oczywiście dużo Dwunogów ale, po za tym jest też duże szczurów, śmieci dwunogów, trochę drzew i mini zbiorniki wodne.
A osiedle to dużo przyjemniejsze miejsce, jest mniejsze ale, cichsze i w ogóle spokojniejsze. Domy Dwunogów są tam mniejsze i trochę inne, według mnie o wiele lepsze niż te giganty w Mieście. Coś jeszcze chcesz wiedzieć? - po tej dawce informacji uśmiechnął się raz jeszcze.
-Wiesz, wydane mi się że wszystkie są ważne... Znaczy, jest pare takich których używa się przy każdym polowaniu, to jest: musisz zrównać głowę i ogon z linią grzbietową, podchodzi zwierzynę pod wiatr, pilnować by brzuch był blisko ziemi a, i jeszcze musisz patrzeć pod łapy by na nic nie nadepnąć.- mrugnął do niej porozumiewawczo. -Do tego jeszcze dochodzi pare zasad które stosujesz na konkretny rodzaj zwierząt a i w tym pomaga ten tekst: Mysz cię wyczuje, królik usłyszy a ptak zobaczy. Jest to dość łatwe do zrozumienia, no wiesz- po prostu gdy polujesz na węże, myszy i krety musisz przenieść swój ciężar na tylne łapy, aby nie wyczuły one drgań podłoża. Gdy podchodzisz króliki lub zające, musisz ściszyć oddech by cię nie usłyszały. No a jak polujesz na ptaki to muszisz być gotowa w każdej chwili stanąć całkowicie bez ruchu. - Rudzik trajkotał jak najęty, szczęśliwy z możliwości podzielenia się z młodą swoją wiedzą.
Słysząc kolejne pytania zachichotał i natychmiast odpowiedział - A raczej! No, ale po za tym chyba za bardzo nie jesteśmy do nich podobni no nie?- wyszczerzył się. I wtedy przypomniał sobie że nawet nie zna imienia młodej! - Jeśli mogę spytać, jak masz na imię?- to raczej nie było niegrzeczne, prawda? Po prostu chciał wiedzieć jak ma się do niej zwracać, a i on się przecież przedstawił.
Z małego pisklęcia wyrosła na elegancką kocicę, ponadprzeciętnego wzrostu, o długich, smukłych łapach i wysublimowanej sylwetce. Wciąż okryta jest pięknym, nieskazitelnie czystym, białym futrem, które na mordce, łapach i ogonie obdarowane jest rudoczarną barwą (czarny szylkretowy point), rozpływającą się jak karmel z lekkim węglowym zabarwieniem po jej ciele. Palce u jej łap są białe, przerywając sielankę dwóch barw, jednak nie zaburza go na jej ogonie. Uszy, bardzo ekspresyjne i zawsze pokazujące prawdziwe emocje Przepiórki są czarne, przeplatane rdzawością.
Głębokie, błękitne oczy, przypominające kolor bezchmurnego nieba, osadzone są jak dwa kryształy szlachetne na jej pyszczku, którymi spogląda uważnie na świat - czy też z krytyką, gdy coś jej się nie spodoba, czy też zadowoleniem i uznaniem, gdy czemuś uda się trafić w jej gust. Mordka przyozdobiona jest różowym noskiem, na którym znajdują się czarne plamki.
Porusza się z gracją i powabnością, dba o swój wygląd i nie pozwoli, by ktokolwiek zobaczył ją chociażby z jednym kosmykiem futra nie na swoim miejscu. Jest jak prawdziwa dama, za którą się również uważa - na innych patrzy z góry, przenikając ich swoim wzrokiem. Ale jeśli zaskarbili sobie sympatię Przepiórczej Łapy - spoglądać będzie na nich jak na najśliczniejszy brylant!
Zdawać by się mogło, że Pohukująca Sowa i Bażancie Pióro w końcu zdołają odetchnąć, chociażby przy jednym z kociaków. Albowiem koteczka, gdyby tylko mogła - miałaby nad swoją głową anielską aureolę jako potwierdzenie swoich dobrych cech. Przepiórka jest ambitna i pragnąca wiedzy, zawsze z uwagą słuchając słów i opowieści rodziców, dopytując ich o szczegóły wojowniczego życia, chcąc od najmłodszych księżyców wypaść lepiej od wszystkich, a zwłaszcza swojego rodzeństwa. Przez to powoli rozkwita w niej narcystyczna osobowość - już teraz uważa się za lepszą, piękniejszą i fajniejszą od innych, każdemu wpychając to prosto w pysk i popadając w samozachwyt za każdym razem, gdy usłyszy pochwałę. Uwielbia słuchać komplementów, mrucząc przy tym z zadowoleniem i pozwalając sobie na chłonięcie ich jak gąbeczka.
Posiada krótką cierpliwość, łatwo się frustruje i denerwuje, co objawia się małymi łezkami w kącikach jej oczu oraz niezadowolonym tupaniem nóżką i trzepanie puszystym ogonem - wraz z niezrozumiałym mamrotaniem pod nosem, a czasami też rzucaniem zirytowanych słów piskliwym głosikiem.
Ma słabość do ładnych rzeczy - czy to kamyczków, czy piórek, mogąc przyglądać im się dłuższą chwilę i próbując dostrzec każdy z detali, który owy przedmiot zawiera i zachwycać się nim, jakoby był najpiękniejszym, co w życiu widziała.
Może i nie puszczają... ale kim była Przepiórka, by słuchać się zasad postanowionych przez dorosłych? Potrzebowała czasem się rozerwać, zrobić coś ryzykownego, żyła adrenaliną, akcją - nie zniosłaby, gdyby miała cały czas siedzieć na tyłku i nic nie robić! To nie było dla niej, potrzebowała trenować swoje ciało i sprawić, by było jednocześnie umięśnione, ale i zgrabne, zwinne, zawsze gotowe do skoku lub ataku. Następnym razem jak zobaczy się z Jodłową Gałązką na treningu, to mistrzyni na pewno dostrzeże, jak dobrze zbudowana jest jej najlepsza uczennica!
- Oh, te Dwunogi brzmią jak naprawdę skomplikowane stworzenia! Chyba naprawdę nie chciałabym się na takiego natknąć... A ty spotkałeś jakiegoś Dwunoga? Jak się zachowywał tak... na żywo? - westchnęła, choć w jej głowie już zaczynały rodzić się wyobrażenia, co mogłaby zrobić w przypadku spotkania owego Dwunoga... może mogłaby się wślizgnąć do tych ich domów, może coś podkraść i przynieść jako dowód swojej odwagi! A skoro Rudzik zapytał, czy chce wiedzieć coś jeszcze, to zapytała, ha! - Słodka myszy, dużo tych zasad...! Czy nie można po prostu, od tak o, skoczyć i coś upolować? Naprawdę myszy i cała reszta bandy są takie inteligentne, że trzeba się tyle dla nich starać? - mówiąc to, spróbowała skoczyć na malutką żabę w pobliżu, która od razu na widok młodej terminatorki odskoczyła daleko od niej. No cóż... może kocur miał rację co do tych zasad, choć nie chciała się do tego przyznawać.
Na pytanie o imię spojrzała na kocura i uchyliła lekko mordkę, zamykając ją po chwili. Fakt, nie przedstawiła się... ale czy chciała mu zdradzać swoje prawdziwe imię? Jeśli spotkałby kogoś innego z Wichru i powiedziałby im, że widział tu taką kolorową kotkę Przepiórkę... mistrzyni sprałaby zrobiłaby z jej tyłka jesień średniowiecza, jak nie gorzej! Dlatego też po chwili przyszedł jej pomysł, jakże cudowny pomysł, by... skłamać. Ot co, może przecież określać się inaczej, niż imieniem nadanym po przyjściu na świat!
- Mów mi Słowik! - powiedziała radośnie, szczerząc zęby. O, brzmiało nawet nieźle! Może powinna poprosić Lawendową Gwiazdę o zmianę imienia? Nie, przyzwyczaiła się do Przepiórki... było eleganckie, śliczne! A Słowik... może być jej tajemniczym, równie urzekającym alter ego, które będzie służyło do przedstawiania się w takich sytuacjach, jak ta. Poza tym... słowiki też pięknie śpiewały, więc również były w tym podobne do niej samej!
Futro Rudzika jest całe szare. Sierść kocura jest krótka. Budowa Rudzik jest najzwyklejsza choć kocur jest trochę bardziej postawny od przeciętnego kota. Nogi szarego są dość długie a oczy soczyście zielone. Uszy są dość duże. W jasnym świetle sierść kocura wydaje się jaśniejsza. Nos kocura jest czarny.
Żuraw jest wyluzowany ale energicznym kotem. Pomaga bardzo chętnie czym zdobywa przyjaźń innych kotów. Jest miły ale również asertywny. Nikt nawet największy naciągacz nie wmówi mu co chce a co nie chce. Nie potrafi gniewać się na innych bardzo długo ale ciągle coś tam pamięta kto mu coś zrobił. Jest dość zapominalski ale stara się pamiętać o wszystkim. Rzadko bywa arogancki tylko wtedy gdy się wkurza co również zdarza się rzadko. Niebieski ma duże pokłady cierpliwości. Kocur jest również bardzo gadatliwy i szczery. Kłamie bardzo rzadko a jeśli to zrobi najpóźniej dwa wschody słońca już to mówi kotu któremu skłamał. Żuraw lubi znajdować kryjówki i różne rzeczy do kolekcjonowania.
Był bardzo zadowolony że, może posłużyć się młodej za wzrór... czy coś w tym stylu. Za kogoś kto posłuży jej jako źródło informacji i wiedzy. - No ba! Serio dziwniejszych istot nie znajdziesz. No, są dość niebezpieczni. Kiedyś, mnie złapali, założyli kolory pasek na szyję i karmili szczurzymi bobkami. Ale, za mądrzy to oni nie byli- uwierzyli mi że, jak dadzą mi wychodzić na dwór to nie zwieje, hah! A najlepsze jest to że, tamten pasek był za luźny i poprostu go zrzuciłem- nie chciał jakoś bardzo się przechwalać ale, każda informacja o Dwunogach mogła się młodej przydać. Nie wiedział do czego lecz, to ona tu zadaje pytania, a on- odpowiada. - Jak się zachowywali, powiadasz? Dziwnie i jeszcze raz- dziwnie! Są Dwunodzy samce i samiczki, no i osobniki młodociane oczywiście. Samiczki mają wyższe głosy, a samczyki- niższe. Ci pierwsi, najczęściej mają dłuższe futro na głowie. A, i zapomniałem- mają futro tylko na głowie lub pysku. Znaczy, tylko samczyki mają sierść na pyszczku...
Jak chodzi o zachowanie, to niektórzy chcą zrobić z kotów swoje pupile czy coś w ten deseń... Ale, wiesz, łatwo się od takich uwolnić, a zawsze można im też coś ciekawego zwędzić- puścił do młodej oczko- Apropos brania, są też tacy, co zostawiają, nam kotom, jakieś smaczne kąski. Czasami są to te głupie mysie bobki ale, czasami trafi się coś pysznego, coś czego nie złapiesz samemu- Rudzik oblizał wąsy. Ah, jasne myszy i inne ptaszki były bardzo dobre ale, od czasu do czasu taki przysmak też jest okej- No i zostali nam jeszcze jedni dwunodzy... Oh, od tych trzymaj się lepiej z daleka. Ci to albo próbują za nami ganiać albo, w nas czymś rzucać. W tej grupie jest najwięcej młodocianych osobników- odetchnął. Sporo informacji. I pewnie znalazłoby się tego jeszcze więcej ale, to powie w swoim czasie. Nie chciał robić młodej mętliku w głowie od nadmiaru faktów z życia Dwunogów.
Zachichotał ale, bardzo cicho by młodej nie denerwować. Nie chciał się z niej naśmiewać, a tak właśnie mogła to odebrać, więc po prostu odpowiedział na kolejne pytanie. - Nie, jasne możesz spróbować ale, nie radze. To zazwyczaj kończy się tak że, po prostu ucieka ci obiad!
Uh, czy są inteligentne to nie wiem. Ale, raczej tak bo inaczej nie mielibyśmy problemu ze złapaniem piszczów i spółki- uśmiechnął się. Kotka była naprawdę słodka i miła. Chociaż, bardzo młoda. Oh, jak to dobrze że, trafiła na takiego kochanego kota jak Rudzik! Ktoś inny przecież mógłby zrobić jej krzywdę. Chyba powinna bardziej uważać w tym okrutnym świecie...
Jednoczłonowe imię go zaskoczyło. Sądził że, kotka należy do któregoś z Klanów... Chociaż, może jednak to z tamtąd pochodzi ale, jest tu bez wiedzy mentorki czy rodziców, i nie chce by ktoś ją znalazł? W takim razie, Rudzik będzie milczał jak grób! - Spoko, Słowik- puścił do niej oczko, i uśmiechnął się.
Nigdy go nie lubiła, był irytujący. A ostatnio słyszała go wszędzie. Ostatnio dużo rzeczy ją irytowało. Wszystko, ten mały krzew w obozie, który był tam od zawsze, żwir, który nigdy jej nie przeszkadzał, a teraz stał się jakoś nieprzyjemny. Każdy pysk w obozie, każdy, kto należał do klanu rzeki, choć to akurat irytowało ją od zawsze.
Klan był od zawsze jej priorytetem. Jedyną wartością, którą stawiała nad samą siebie. Jedynym, za co byłaby w stanie oddać życie, czymś najważniejszym, czymś, bez czego nie wyobrażała sobie życia. Ale miała wrażenie, że już od dłuższego czasu nie należy do Klanu Rzeki. Klanu Rzeki nie było, nie było tego, czym była tak bardzo zafascynowana gdy była dzieckiem, nie było tego, za co była w stanie oddać życie jako młoda wojowniczka. Klan Rzeki skończył się wraz z Czerwoną Gwiazdą, wraz z odejściem Ćmiej Gwiazdy, na którą tak bardzo liczyła. Której ufała, że to wszystko będzie wyglądać tak samo, pomimo braku dawnej, popielatej przywódczyni. Tyle, że wszystko poszło nie tak, a światełko bardzo szybko zaczęło gasnąć, na tyle, że Bawełniana Nić okłamywała samą siebie, mówiąc, że jej wiara i oddanie klanowi było takie samo jak wcześniej. Nie było.
Wszystkie wartości, jakie wyznawała kremowa wojowniczka w swoim życiu, były złe. Choć gdyby ją zapytano, nigdy by tego nie przyznała. Całe życie uważała, że nie potrzebowała nikogo w swoim życiu. Kłamstwo. Potrzebowała, bo koty opierały się na kontaktach społecznych. Samotność to najgorsze, co mogło ją spotkać. A spotkało, na własne życzenie, bo zaślepiona w sobie mówiła, że przyjaciele są jej zbędni. Tak straciła Mętną Łapę, Płonące Niebo czy Brązowy Pysk, Oleandrową Łapę i Węgorzowe Gardło. Mówiła, że rodzina była jej zbędna, więc już od kilkudziesięciu księżycy nie rozmawiała z Zbożowym Kłosem, Żołędziową Cętką, Słonym Wiatrem czy Żbikiem, gdy jeszcze miała do tego okazję. Tak straciła Płotkowy Potok, kimkolwiek dla niej była. Bo przez całe życie myślała, że wrogiem, kimś, kto jej chciał zaszkodzić. Teraz wiedziała, że tak nie było, ale nie byłaby w stanie przyznać się do błędu. Ani przed sobą, ani przed nikim innym, zwłaszcza Płotką.
Była nieobecna w klanie. Często wychodziła, bo nie miała z kim rozmawiać. Często wychodziła, bo nie czuła się już częścią rzeki, trenowanie terminatorów nie sprawiało jej przyjemności. Nie mogła jednak odejść, bo od zawsze gardziła takim zachowaniem. Odejście równało się z poddaniem. Odejście pokazałoby, że jest słaba, byłoby poniżeniem. I przerażał ją fakt, że powoli przestało ją obchodzić to, czy rzeczywiście ktoś gardziłby nią, gdyby tak zrobiła. Nagle przestało jej zależeć na opinii w klanie, pomimo, że kiedyś to było najważniejsze. Ale nie uciekła, bo wewnętrzna blokada przed takim zachowaniem wypalała ją od środka. Nie mogła.
Nierzadko była nad Grzmiącą Ścieżką. Już się jej nie bała, tak, jak na treningu z Płotkowym Potokiem. Teraz wiedziała, że szylkretowa kotka nigdy nie zrobiła tego, by ją przestraszyć. Chciała ją nauczyć, że ścieżka była zła, a potwory niebezpieczne. Nigdy też specjalnie nie spłoszyła jej ryb, obie te rzeczy były błędami młodej Bawełnianej Łapy. Ale wtedy była zbyt pyskata, by wysłuchać mistrzyni i jej tłumaczeń co do tych spraw, a Płotka była za miękka i za mało pewna siebie, by przemówić do córki Słonego Wiatru. Teraz też siedziała nad Grzmiącą Ścieżką, obserwowała potwory dwunożnych, których dziś było niespotykanie dużo. Warkot rozlegał w jej uszach i, o dziwo, ten dźwięk jej nie irytował. Jedyna rzecz, która jej nie irytowała. Była w tym samym miejscu, co kilkadziesiąt księżycy temu z Płotką. Tylko jej brakowało. Ale nic dziwnego, ze Bawełna była sama, w końcu to ona uznała, że lepiej jej było w samotności.
Czarny potwór. Warkot. Szary potwór. Warkot. Znowu czarny, znowu warkot. Potwory dwunożnych były przewidywalne. Wszystkie w tych samych kolorach, wszystkie wydawały ten sam dźwięk. Wszystkie przejeżdżały w jednej linii, więc Bawełniana Nić idealnie wiedziała, w którym miejscu przejedzie, z jaką prędkością znajdzie się na samym końcu. Wiedziała, jak przejść na drugą stronę, by uniknąć zderzenia. Potrafiła sobie znaleźć ten bezpieczny moment, martwy punkt, gdzie była przez niebezpieczne bydło niedosięgalna. Tyle, że teraz wchodząc na drogę, nie obserwowała już potworów. Nie szukała z stresem momentu, w którym tylko przemknie na drugą stronę i będzie bezpieczna. W zasadzie, to sama nie wiedziała co robiła. Po prostu stała na wilgotnym asfalcie, patrzyła, jak światła zaczynają irytująco atakować jej zielone oczy, jak zaczynają ją oślepiać, zmuszać do zmrużenia. Potem usłyszała pisk opon, co było nowym dźwiękiem. Wcześniej go nie słyszała. I był irytujący. Gwiazdy, czemu wszystko było takie irytujące. Potem kolejny nowy dźwięk. Był tak głośny, że aż się zlękła, potwór chyba na nią ryczał. Krzyczał, chciał ją przestraszyć, by odeszła na bok. Ale nie odeszła, choć sama nie wiedziała czemu. Nie wiedziała co robiła. Nie wiedziała co się dzieje.
Nie została przejechana czy zmasakrowana. Jej ciało nie zostało zmiażdżone przez koła samochodu, choć było bardzo blisko, by rzeczywiście tak się stało. Tyle, że potwór, który ją uderzył, był na tyle niski, że jedynie co zrobił, to z impetem zderzył się swoim pancerzem z jej kremowym futrem. Jechał szybko, bo pomimo wcześniejszego pisku opon, nie zmniejszył swojej prędkości tak, by obyło się bez świstu. Bawełniana Nić została brutalnie odrzucona przez siłę naciskową tego, co się stało. Nie miała już szansy wiedzieć, co było dalej. Z jej pyska leciała strużka krwi, a wnętrzności w jej ciele poprzestawiały się trzydzieści trzy razy przez niesamowicie mocny nacisk fizyczny, jaki spadł na jej ciało. Nagle jednak okazało się, że nic ją nie irytuje. Ani śpiew, ani krewy, ani nawet wizja, że w obozie jest ten niewygodny żwirek, który wbijał jej się w łapy. Nie irytował ją warkot samochodu, który zatrzymał się przy niej. Nie irytowali ją dwunożni, młode małżeństwo, które spanikowane i bardzo przejęte jej stanem biegali wokół niej, myśląc, co dalej. Chyba nie chcieli, by tak to się stało. Bawełna... chyba też nie chciała. Nie wiedziała.
Samobójstwo. Gdyby ktoś jej powiedział, że to właśnie zrobiła, wyśmiałaby go. Nie podjęła się próby. Choć może i się podjęła? Nie wiedziała. Nic nie wiedziała. I przestawała też widzieć, przestawała oddychać. Przestawało ją to wszystko irytować. Jednak świat był bardzo ładny. Kolorowy, był taki, jakim go widziała gdy była mała. Nagle wszystko zaczęło być spokojne, a Bawełniana Nić zaczęła żałować, że nie mogła żyć w takim świecie. Szkoda, że zrobił się taki dopiero teraz. Gdy nie była w stanie otworzyć oczu, wstać, pójść dalej. Szkoda, że już nie mogła. Ale nie popełniła samobójstwa. Samobójstwo było oznaką słabości, było czymś, za co mogła zostać poniżana. Choć co ją teraz to obchodziło? Czemu dopiero teraz przestała interesować się tym, że ktoś mógłby uznać ją za niekompetentną, głupią? Może taka była. Może mieli rację. I co z tego? Co ją to teraz obchodziło?
W zasadzie, to miała to głęboko w nosie. Choć jednym się jeszcze przejmowała. Nawet teraz, gdy przed sobą widziała bardzo jaśniutką poświatę, łunę, jakby widziała przed sobą gwiazdy. Może widziała? Nie wiedziała. Ale przejmowała się, bo jedna rzecz nie dawała jej spokoju. Płotkowy Potok chyba jej nie lubiła. Och, na pewno jej nie lubiła. Szkoda. Bawełniana Łapa, gdy jeszcze miała tak na imię, bardzo chciała być chwalona przez mistrzynię, choć nigdy jej tego nie pokazała, nie powiedziała. Chciała, żeby szylkretka ją doceniła. I pewnie by to zrobiła, gdyby Bawełna nie zachowywała się tak Bawełnowato. Szkoda. Gdyby teraz mogła, pewnie nie przeprosiłaby Płotkowego Potoku. Nie przeprosiłaby, bo miałaby za dużo dumy w sobie. Jak zawsze. Zresztą, wojowniczka chyba nie chciała od niej przeprosin. Po co. Nawet jeśli usłyszałaby przeprosiny, nie miała powodów by jej wybaczać. Nie wybaczyłaby, prawda?
Księżyce: 47 Mistrz: Płotkowy Potok, Wiewiórczy Skok Płeć: Kocur Zaimki: on/jego Matka: Ślimacza Muszla* [NPC] Ojciec: Ostowy Kolec* [NPC] Trwałe urazy: brak lewego oka
Kocur ma umaszczenie czarne srebrne pręgowane. Jego futro jest długie jasnoszare z ciemniejszymi pręgami oraz trochę jaśniejszą szyją, pyszczkiem i brzuszkiem. Uszy ma długie, a pozostałe oko złotawe. Kwiat jest duży wzdłuż, wszerz oraz wzwyż, jak taki potężny klocek. Od kiedy zaczął trening jego mięśnie się uwydatniły i syn Ślimaczej Muszli zrobił się silniejszy, a do tego wygląda całkiem pokaźnie już z daleka.
Kwiat w dalszym ciągu jest precyzyjny, punktualny i obowiązkowy, jednak z czasem intensywność tych cech zaczęła opadać i stanęła na chyba całkiem znośnym dla innych poziomie. Po tym co zrobił mu Czarna Łapa, po zaginięciu matki i śmierci ojca, syn Ślimaczej Muszli wyciągnął trochę lekcji z życia po swojemu. Przede wszystkim uznał, że te wszystkie trudności, które los rzucał mu pod nogi miały na celu zahartować jego ducha aby Kwiatka nic nie mogło odciągnąć od celu, który ten sobie postawi. Zaczął też wierzyć, że świat urządzony jest w sposób racjonalny i że z każdej sytuacji można wyjść w jakiś sposób pozytywnie jeśli tylko się o to postara, a on po prostu w przeszłości popełniał błąd za błędem przez swoje narwaństwo i dlatego tak skończył jak skończył. To sprawiło, że się uspokoił i bardziej myśli o swoich słowach, jednak nie sprawiło że stał się milszy niż wcześniej. Jeśli chodzi o intensywność upartości co do jego przekonań to w tym przypadku nic się nie zmieniło, tak samo z jedzeniem.
Ostatnio nie czuł się zbyt dobrze. Wszystko co się stało odcisnęło na nim w jakimś stopniu swoje piętno. Najbardziej jednak nie mógł cały czas przeżyć utraty obojga rodziców. W Klanie też raczej jakoś wielce lubiany nie był, miał raczej więcej wrogów niż przyjaciół, więc zwykle szlajał się wszędzie sam. Teraz wyszło na to, że również z obozu wyszedł sam. Miał zamiar zapolować gdzieś niedalego Grzmiącej Ścieżki i to stało się jego przekleństwem. W zamyśleniu wyszedł gdzieś poza tereny Klanu Rzeki, nawet nie zdając sobie z tego sprawy. Może jakby ktoś z nim był to by mu palnął przez łeb, że się zapomniał, ale że Kwitnące Wzgórze był sam to nie miał kto tego zrobić. Zorientował się kiedy było już zbyt późno. Usłyszał dźwięk potwora. Głośny, donośny, który zmroził mu krew w żyłach i sprawił, że srebrny kocur zamarł w miejscu... i to spowodowało jego koniec. Potrącony wylądował gdzieś na przydrożnej ziemi i już nie wstał. Po prostu zabrakło mu na to sił. Kwitnące Wzgórze poddał się i zwyczajnie odszedł na Srebrną Skórkę, mając nadzieję że może chociaż ujrzy tam swoich rodziców.
//zt
✭✭✭✭
Gotta gohard(gotta go hard) I ain't got time to waste(I ain't gottime) I gotta gohigh(gotta go high) I gotta elevate(I gotta elevate)
Księżyce: 113 Mistrz: Kornikowy Konar! | Łabędzia Gwiazda Płeć: kotka Matka: Zachodzące Światło Ojciec: Kornikowy Konar Trwałe urazy: brak tylnej, lewej łapy (-2zr, -2sz na stałe)
wysoka, krótkowłosa, orientalna, czekoladowa kotka o pomarańczowych oczach, brak tylnej lewej łapy
Piórko straciła swoją energię. Tak duża ilość śmierci niezwykle ją przytłoczyła - stała się przez to wyciszona, nieco wycofana. Straciła również swoją pewność siebie - raczej już nie podchodzi do kotów sama z siebie. Po prostu czeka, aż ktoś podejdzie do niej albo w ogóle nie podejdzie. Nie jest pewna swoich kroków, boi się podejmować jakieś drastyczniejsze kroki. Zaczęła też uważać się za szkaradną oraz nieprzydatną przez to, iż straciła łapę. Był to główny powód, przez który nie wracała do klanu. Nie chciała być ciężarem dla klanowiczów.
Mimo to, gdy już złapie z kimś dobry kontakt, to bardzo troszczy się o drugiego kota. Zaczyna też wtedy nieco bardziej się otwierać i rozmawiać. Nie tak dużo jak kiedyś, ale zawsze coś!
- KWIAAAATEK! - czekoladowa kotka musiała przyznać, że naprawdę martwiła się o kocura. Od dwóch wschodów słońca nie widziała go w obozie, nie widziała go też nigdzie na terenach, a jego zapach powoli wietrzał. Już nie wiedziała, co powinna zrobić, więc uznała, że czas na poszukiwania. Z dnia na dzień było coraz bardziej pochmurne - deszcz zmywał zapachy, a ona nie chciała, aby wszystko się ulotniło.
Pierwsze krople deszczu zaczęły spadać z nieba. Piórko była już na tropie - który co jakiś czas niestety gubiła - kocura. Martwiła się już na dobre, gdy udało jej się znaleźć zwietrzały zapach na granicy z Topiołkami. Bała się, że kocur może zdecydował się odejść z klanu… Ale… przecież byli przyjaciółmi! Kostek twierdził, że może jednak kimś więcej i szczerze to ona sama nie do końca w pewnym momencie wiedziała. To jednak nie było istotne! Czekoladowa córka Kornika uznała, że kiedy go znajdzie, to zdecyduje się z nim to wszystko wyjaśnić. Tak na wszelki wypadek! Czuła się źle z tym, że nie robili jeszcze o tyyyylu rzeczach. Przecież mogli się razem wybrać na ryby, złowili by razem szczupaka, mogliby porozmawiać o kwiatkach, gdy już przyszłaby Pora Nowych Liści, a wcześniej urządzili by spacer podczas padającego śniegu. Pora Nagich Drzew była przecież taka piękna i cudowna! I mogliby rzucać się śniegiem i łapać płatki śniegu. Mieli jeszcze dużo rzeczy do obgadania i robienia! Musiała go znaleźć! W każdym razie przecież on musiał jej powiedzieć, jeśli zamierzał odejść, skoro byli przyjaciółmi.
- KWIAAAAAAAATEEEEK! KWIAAAATEK! KWIAAAATEKKWIATUSZKUKWIATKUUU! - nawoływała, rozglądając się dookoła. Do jej nozdrzy dopadł tylko obrzydliwy zapach Grzmiącej Ścieżki, który tłumił pozostałe zapachy. Z przestróg mamy i taty wiedziała, że na Grzmiącej Ścieżce trzeba niezwykle uważać na biegające po niej potwory. Poza tym nie zamierzała jej przekraczać - nie dzisiaj, bo deszcz padał coraz bardziej. Mimo wszystko zamierzała przejść się wzdłuż czarnej ścieżki.
- KWIAAAAATEK! - czekoladowe futro zaczęło przylegać do jej ciała jeszcze bardziej, niż zazwyczaj. Piórko szła przed siebie, zaglądając też do rowu, który znajdował się obok.
- KWIA… - urwała, zamierając w miejscu, gdy w rowie zauważyła znajome futro. Ruszyła w jego stronę, odsuwając swoje najgorsze myśli - od kociaka była niepoprawną optymistką. Prawdopodobnie, mimo tego, że ciało kocura było nienaturalnie wygięte, nie zamierzała dopuścić do siebie tej jednej myśli.
Czekoladka zeszła do rowu, powstrzymując nie tylko swoje myśli ale również i łzy, które powoli pojawiały się w jej oczach.
- Ej, Kwiatek… Weź wstawaj! Musimy wrócić do obozu bo będziesz chory i ja wiem, że Cis cię wyleczy, Barwinek też ale nie chcę, abyś był chory, bo musimy jeszcz zrobić dużo rzeczy razem! Poza tym musimy porozmawiać, bo nie wiem co zrobisz, gdy to usłyszysz, ale ktoś mnie się zapytał, czy my może nie jesteśmy kimś więcej niż przyjaciółmi, ale nie wiedziałam co odpowiedzieć, bo ja ci nie mówiłam, aby podoba mi się Skrzące Słowo, ale on jest z Księżycowym Jeziorem no i mają już drugi miot kociąt, a poza tym to ty mi też się no… trochę podobasz. W sensie jesteś naprawdę bardzo przystojny! No i się przyjaźnimy i w ogóle, więc no, chyba, że nie chcesz się przyjaźnić ale jak chcesz to też fajnie i w ogóle to no…. Kwiatek proszę odpowiedz mi… Kwiatek… ja nie chcę krzyczeć, bo wiem, że tego nie lubisz, ale nie ignoruj mnie, proszę… - podeszła jeszcze bliżej, a łzy zaczynały powoli płynąć po jej policzkach, mieszając się z kroplami deszczu. Położyła łapę na jego barku, potrząsając nim mocno.
- Kwiatek… KWIATEK. KWIATEKPROSZĘWSTAŃICHODŹMYDOOBOZU! - krzyknęła, nachylając się. Łudziła się, że za chwilę wstanie i znowu powie, aby nie krzyczała, bo jest za głośno. I może odpowie coś na jej pytanie, ale nic takiego się nie stało. Dalej tam leżał, nieruchomy, zimny, umorusany we krwi i mokry.
Piórko zadrżała i pierwszy raz w życiu poczuła się… bezsilna. Nie umiała nawet wydusić z siebie słowa, a jedynie zalała się łzami, padając na podłoże i wtulając się w jego futro. On nie mógł… nie mógł… nie, to nie była prawda. Wypierała to tak bardzo, jak tylko potrafiła, a mimo to dalej leżała, wtulając się w jego futro i płacząc. Cały jej ten naiwny świat, którego nie burzyła, mimo swojego wieku, nagle po prostu runął. Wpadł do Grzmiącej Rzeki i w niej utonął. Tej nieszczęsnej rzeki, której Kwiatek tak bardzo nie lubił…
Nie zauważyła, że w okolicy leżało drugie ciało, które było tam zdecydowanie dłużej, niż te, należące do Kwiatka. W każdym razie nie od razu, a dopiero po długich chwilach spędzonych w deszczu i płaczu. Dopiero po chwili zdecydowała się do niego podejść na drżących łapach, aby uświadomić sobie, że była to Bawełniana Nić.
Gdy przestało padać, udała się w stronę granicy, aby poczekać na patrol. Potrzebowała pomocy w przetransportowaniu zmarłych… Chociaż najchętniej to po prostu pozostałaby z Kwiatkiem i nie zostawiała go samego. Nigdy nie powinna tego robić, obwiniała się za to… Może gdyby zamiast o zbieraniu kamyków pomyślała, aby zabrać go ze sobą to by do tego nie doszło? Najprawdopodobniej tak. Jedno było jednak pewna.
Czuła się winna śmierci Kwiatka i była niemalże pewna, że mogła temu zapobiec. Była okropną przyjaciółką. Była okropnym… kimkolwiek, kim była dla Kwiatka… Jeśli w ogóle kimkolwiek była.
[zt —> pogrzeb]
Every night in my dreams
I see you, I feel you That is how I know you go on
Far across the distance
And spacesbetween us You have come to show you go on
Wysoki kocur, który wyraźnie, choć niechętnie, góruje nad zdecydowaną większością napotkanych kotów. Cóż, przynajmniej w tym jednym zakresie, bowiem nie może pochwalić się silną, dobrze zbudowaną sylwetką: jest raczej dość słaby, smukły, z ledwo widocznie zaznaczonymi mięśniami. Jego ciało okala krótkie, czarne futerko, zadbane, z każdym jednym włosem dokładnie ułożonym. Czerń mieni się, stanowiąc największy atut swojego właściciela. Tylko jeden fragment jego futra postanowił zbuntować się i przerwać harmonijną całość; strzępka białych włosów, wyrastająca z dolnej, tylnej części lewego ucha stanowi jedną z bardziej charakterystycznych rzeczy w wyglądzie kocura. Drugą są oczy, lekko skośne, żółte, popadające delikatnie w pomarańcz. Trzecią jest jego lekko klinowaty nos, otulony długimi, prostymi czarnymi i białymi wibrysami. Czwartą, ostatnią, jednocześnie też będącą nieprzyjemną pamiątką, jest jego krok: dość kulawy, bowiem jego prawa, przednia łapa jest zesztywniała i mało ruchliwa. Przez jej większość długości rozciąga się blizna od zewnętrznej strony.
Potrafi sprawiać wrażenie poukładanego, rozgarniętego kocura, choć w rzeczywistości jest w środku rozbity na kawałeczki, których od wypadku nie potrafi na nowo ułożyć w całość, nawet jeśli pozornie znalazł dla siebie miejsce i zdążył się pogodzić z utraconym życiem. Życiem, którego nie pamięta; nie pamięta dawnego imienia, pochodzenia, własnych rodziców, rodzeństwa. Zdaje się być dość melancholijnym kotem, prawdopodobnie przez fakt, iż czuje, że czegoś mu brakuje, jakby za czymś tęsknił. Lete jest kotem całkiem kulturalnym, łagodnym względem innych, całkiem wyrozumiały i skory do słuchania; ciekawią go jego rozmówcy. Sam nie lubi mówić zbyt wiele, szczególnie nie o sobie. Najwięcej mówi do siebie, we własnej głowie. Uważa, że otrzymał od życia wystarczającą pomoc i zdany jest przede wszystkim na siebie, nawet jeśli nie zawsze sobie radzi. Indywidualista. Zraził się do bliższych relacji, więc stara się ich unikać, zamykając własne serce przed każdym - stopniowo zamknął się też na najbliższych. Bardzo często zmęczony, trawiony bezsennością i chronicznymi bólami głowy.
jaszczurza łapa (kr), mimoza (s)
_____
Ryk samochodu wgryza mi się w głowę, gdy podmuch wywołany jego pędem targa moim futrem. Kiedyś przerażały mnie te giganty. Strach paraliżował moje ciało na choćby ich odgłos z oddali. Ślepłem na widok świateł. Dzisiaj już wiem, by na nie nie patrzeć. Niektórzy samochody nazywają potworami i, cóż, być może mieli rację, zależnie jak na to spojrzeć; w końcu były jedynie sterowane przez ludzi. Chociaż oni z pewnością mogli na takie miano zasłużyć. Nie boję się samochodów. Boję się jedynie tych, którzy nimi kierują.
Wzdycham ciężko. Chyba nie mam siły iść dalej, by kontynuować swojej przechadzki. Zawsze mógłbym spać tutaj, w rowie, poniekąd schowany przed zimnem, ale to raczej nienajlepszy pomysł. Z drugiej strony powrót do legowiska zajmował ponad połowę dnia, a już było ciemno. Pozostaje mi zatem siedzieć i nabierać sił na drogę powrotną, wszystko w towarzystwie od czasu do czasu pędzących samochodów. Cofam się nieco od skraju drogi i układam ostrożnie na śniegu, owijając się ogonem.
/brzuska
♱I thinkIMSCAREDof all the signs♱ DONTEVERleave meALONEatNIGHT 《 I thinkIMSCARED,I haveNOTIME 》 ISCREAMout loudJUSTto see ifIMALIVE
Krótkie, jednolite, szare futerko. Zielono-żółte oczy. Wysoka jak brzoza...
... głupia jak koza. Kabelki w mózgu nie do końca stykają i czasem jej wychodzi to na dobre, a czasem jak zwykle, czyli źle.
Karasiowa Ość [GK] i żywi przyjaciele
Trop Przepiórki mieszał się z psim smrodem i zahaczał o Grzmiącą Ścieżkę, na której znikał bez śladu. Gdy dzisiaj Brzózka zbliża się do ciemnej nawierzchni nie czuje już nic poza zwyczajowym gryzącym smrodem. Nie wpływa to znacząco na jej motywację – początkowy plan nie ulega zmianie. Rusza truchtem wzdłuż drogi, po bezpiecznej stronie rowu, bo Potwory są absurdalnie żywe. Mija z sześć sztuk nim dociera na wysokość końca terenów Klanu Rzeki. To jest nowy rekord. Chyba. Nie jest do końca pewna, bo normalnie nie zwraca na to większej uwagi i nie przelicza ryczących istot. Dzisiaj jest inaczej, wydarzenia na Grzmiącej Ścieżce mogą podsunąć jej jakiś trop odnośnie zaginięcia przyjaciółki, tego co się jej przydarzyło i w ogóle.
Zmierzch zapada szybko w ostatnim czasie, ale śnieg pokrywający lwią część krajobrazu znacznie zwiększa widoczność. Właśnie za sprawą białego puchu, Brzózka dostrzega ciemny kształt z uszkami blisko rowu. Odruchowo ugina łapy, przywierając bardziej do śniegu i obniża łeb. Prędko dociera do niej, że ma przed sobą kota. Niezbyt ruchliwego.
– Wszystko w porządku? – pyta dość głośno, bo trzyma się te bezpieczne dwa susy od nieznajomego. Nie wyczuwa od niego krwi, ale kto wie, może i tak oberwał od Potwora? Taki zwinięty kot nie sprawia najlepszego wrażenia. Nie w takim miejscu.