Księżyce: 150 Mistrz: Ćmia Gwiazda, Kos Płeć: kocur Matka: Pajęcza Noga Ojciec: Gęsiopióry Trwałe urazy: oddziobana 1/3 nosa, rozerwany pysk i policzek, oba z lewej strony
Ogromny, piękny kocur. Prezentuje się urokliwie, porusza z gracją. Ma chude, gibkie ciało z zarysem silnych mięśni, jego nogi są długie, a krótka, czarna sierść o głębokim odcieniu i oleistym połysku przylega do ciała. Oczy ma ognistopomarańczowe, uszy spore, nos prosty, ogon długi i cienki jak bicz.
Jest bardzo bystry. Zna swoją wartość, lubi być w centrum uwagi i nie brakuje mu pewności siebie, łatwo przejmuje stery. Ukrywa emocje, panuje nad mimiką i mową ciała, jest czujnym obserwatorem, a każdy jego ruch jest efektem dokładnych kalkulacji. Zdarza mu się jednak działać impulsywnie, szczególnie pod wpływem silnych emocji. Jest bardzo ambitny i ekscytują go wyzwania wymagające wysiłku. Ma problem z kontrolowaniem złości, w starciach jest bardzo brutalny.
Powracające Echo [MGBG]
Bezruch, jaki panował dookoła, brak nowych tropów, uspokoiły go. Spojrzał na trupy jeleni. Nie widział ich wcześniej, ale słyszał o wielkich ciałach, które zostały odkryte pod Czterema Dębami. Zapatrzył się w nie. Śmierdziały. Pierwszy raz widział tak wielką padlinę. Znacznie większe od kota, mógłby wczołgać się do ich brzuchów. Było w tym widoku coś, co go fascynowało.
Zbliżył się do ciał i zauważył, że w obok nich nie wypatrzy niczego. Podążając za impulsem położył się przy jednym z gnijących jeleni i wytarł futro w wilgotne szczątki. Powoli zaczynał myśleć o tym, by wracać do śladu wielkiej żmii. Musiała znać już zapach leżących tu jeleni. Być może byłaby mniej nim zainteresowana.
Podniósł się i zaczął wracać, wciąż bacznie rozglądając się i sprawdzając ziemię.
Drobna i żylasta, o krótkim, szorstkawym futrem w kremowym kolorze, z wyraźnym klasycznym pręgowaniem. Łeb klinowaty, lekko kanciasty, z oczami ciepłej barwy żywego brązu. Nos i poduszeczki łap cieliste. Kilka ukrytych pod sierścią szram i łyse zgrubienie na lewej przedniej łapie po złamanym nadgarstku. Świeże blizny po czterech długich cięciach po obu stronach grzbietu i gęstych ranach na jej przeżutych przez psa udach. Wszystkie poznaczone doskonale widocznymi sznytami. Porusza się nieco sztywno, wciąż nie zdążyła przyzwyczaić się do otrzymanych ran.
Już przestało obchodzić ją to, czy świat jej nienawidzi. Jeżeli zostanie do tego zmuszona, to siłą wyszarpie mu rzeczy jej drogie. Nie potrafi z czystym sumieniem oddać się strachowi, tak jak robiła to kiedyś. Porzuciła większość ze swoich płonnych rojeń i straciła nawyk planowania każdej interakcji z otoczeniem; stała się bardziej praktyczna i beznamiętna, być może nabrała odwagi. Wciąż nie wierzy w dobre zamiary obcych i nie potrafi w pełni nikomu zaufać, nawet sobie. Mimo to, toczy się przez życie z dziwacznym spokojem, jakby przestała martwić się tym, że jej osoba nie dorasta do wpajanych jej od kocięctwa ideałów. OR DOES SHE?
Fairy [NŚ]; Gryząca Łapa [Z]
Od teraz czarny kocur emanował smrodem solidnie rozkładającego się jelenia. Zdawało się, że nawet ptaki przed nim umykają. Mógł obserwować pusty, spokojny krajobraz i napawać się ciszą.
Księżyce: 150 Mistrz: Ćmia Gwiazda, Kos Płeć: kocur Matka: Pajęcza Noga Ojciec: Gęsiopióry Trwałe urazy: oddziobana 1/3 nosa, rozerwany pysk i policzek, oba z lewej strony
Ogromny, piękny kocur. Prezentuje się urokliwie, porusza z gracją. Ma chude, gibkie ciało z zarysem silnych mięśni, jego nogi są długie, a krótka, czarna sierść o głębokim odcieniu i oleistym połysku przylega do ciała. Oczy ma ognistopomarańczowe, uszy spore, nos prosty, ogon długi i cienki jak bicz.
Jest bardzo bystry. Zna swoją wartość, lubi być w centrum uwagi i nie brakuje mu pewności siebie, łatwo przejmuje stery. Ukrywa emocje, panuje nad mimiką i mową ciała, jest czujnym obserwatorem, a każdy jego ruch jest efektem dokładnych kalkulacji. Zdarza mu się jednak działać impulsywnie, szczególnie pod wpływem silnych emocji. Jest bardzo ambitny i ekscytują go wyzwania wymagające wysiłku. Ma problem z kontrolowaniem złości, w starciach jest bardzo brutalny.
Powracające Echo [MGBG]
Nie było nawet zwierzyny. Potwory musiały ją albo przepłoszyć, albo pożreć. To nie byłaby dobra wiadomość dla Klanów. Dziwne drapieżniki zakradające się na ich tereny i ogałacające je ze zwierzyny mogły doprowadzić do tragedii. Na szczęście były ich tylko dwa… o ile naprawdę nie znajdzie ich więcej. Podszedł w stronę zarośli blisko granicy Klanu Rzeki i wsadził w nie głowę, by sprawdzić czy i tam niczego nie ma.
Drobna i żylasta, o krótkim, szorstkawym futrem w kremowym kolorze, z wyraźnym klasycznym pręgowaniem. Łeb klinowaty, lekko kanciasty, z oczami ciepłej barwy żywego brązu. Nos i poduszeczki łap cieliste. Kilka ukrytych pod sierścią szram i łyse zgrubienie na lewej przedniej łapie po złamanym nadgarstku. Świeże blizny po czterech długich cięciach po obu stronach grzbietu i gęstych ranach na jej przeżutych przez psa udach. Wszystkie poznaczone doskonale widocznymi sznytami. Porusza się nieco sztywno, wciąż nie zdążyła przyzwyczaić się do otrzymanych ran.
Już przestało obchodzić ją to, czy świat jej nienawidzi. Jeżeli zostanie do tego zmuszona, to siłą wyszarpie mu rzeczy jej drogie. Nie potrafi z czystym sumieniem oddać się strachowi, tak jak robiła to kiedyś. Porzuciła większość ze swoich płonnych rojeń i straciła nawyk planowania każdej interakcji z otoczeniem; stała się bardziej praktyczna i beznamiętna, być może nabrała odwagi. Wciąż nie wierzy w dobre zamiary obcych i nie potrafi w pełni nikomu zaufać, nawet sobie. Mimo to, toczy się przez życie z dziwacznym spokojem, jakby przestała martwić się tym, że jej osoba nie dorasta do wpajanych jej od kocięctwa ideałów. OR DOES SHE?
Fairy [NŚ]; Gryząca Łapa [Z]
Zarośla skrywały trop, który kocur napotkał już wcześniej - ten przypominający nieco rozmazaną łapę gigantycznej jaszczurki zwinki, przyozdobiony zapachem ostrym i gryzącym, charakterystcznym dla potężnego drapieżnika, którego naturalne środowisko z pewnością nie przypominało jesiennych łąk i kociego lasu. Być może nawet należał do tego samego zwierzęcia.
Księżyce: 150 Mistrz: Ćmia Gwiazda, Kos Płeć: kocur Matka: Pajęcza Noga Ojciec: Gęsiopióry Trwałe urazy: oddziobana 1/3 nosa, rozerwany pysk i policzek, oba z lewej strony
Ogromny, piękny kocur. Prezentuje się urokliwie, porusza z gracją. Ma chude, gibkie ciało z zarysem silnych mięśni, jego nogi są długie, a krótka, czarna sierść o głębokim odcieniu i oleistym połysku przylega do ciała. Oczy ma ognistopomarańczowe, uszy spore, nos prosty, ogon długi i cienki jak bicz.
Jest bardzo bystry. Zna swoją wartość, lubi być w centrum uwagi i nie brakuje mu pewności siebie, łatwo przejmuje stery. Ukrywa emocje, panuje nad mimiką i mową ciała, jest czujnym obserwatorem, a każdy jego ruch jest efektem dokładnych kalkulacji. Zdarza mu się jednak działać impulsywnie, szczególnie pod wpływem silnych emocji. Jest bardzo ambitny i ekscytują go wyzwania wymagające wysiłku. Ma problem z kontrolowaniem złości, w starciach jest bardzo brutalny.
Powracające Echo [MGBG]
Wciągnął powietrze głęboko do płuc. W pierwszej chwili pomyślał, że widzi trop tego samego zwierzęcia. Po chwili dotarło do niego, że mogło być inaczej. Być może stworów było więcej. Inną opcją było to, że ten trop był starszy, niż ten poprzedni, bo zając pachniał świeżo.
Teraz ciężko było mu zdecydować, co robić dalej. Szukać? Wracać tam, gdzie znalazł poprzednie tropy? Wtedy wpadła mu do głowy myśl. Zaczął podążać w przeciwnym kierunku, tam, skąd przyszło zwierzę. Chciał znaleźć miejsce, z którego przybył stwór. Nie mogło był przypadkiem, że drapieżniki pojawiły się tutaj równocześnie. Jeśli pójdzie w tym kierunku, być może dowie się, czy stworów na pewno nie ma więcej.
Drobna i żylasta, o krótkim, szorstkawym futrem w kremowym kolorze, z wyraźnym klasycznym pręgowaniem. Łeb klinowaty, lekko kanciasty, z oczami ciepłej barwy żywego brązu. Nos i poduszeczki łap cieliste. Kilka ukrytych pod sierścią szram i łyse zgrubienie na lewej przedniej łapie po złamanym nadgarstku. Świeże blizny po czterech długich cięciach po obu stronach grzbietu i gęstych ranach na jej przeżutych przez psa udach. Wszystkie poznaczone doskonale widocznymi sznytami. Porusza się nieco sztywno, wciąż nie zdążyła przyzwyczaić się do otrzymanych ran.
Już przestało obchodzić ją to, czy świat jej nienawidzi. Jeżeli zostanie do tego zmuszona, to siłą wyszarpie mu rzeczy jej drogie. Nie potrafi z czystym sumieniem oddać się strachowi, tak jak robiła to kiedyś. Porzuciła większość ze swoich płonnych rojeń i straciła nawyk planowania każdej interakcji z otoczeniem; stała się bardziej praktyczna i beznamiętna, być może nabrała odwagi. Wciąż nie wierzy w dobre zamiary obcych i nie potrafi w pełni nikomu zaufać, nawet sobie. Mimo to, toczy się przez życie z dziwacznym spokojem, jakby przestała martwić się tym, że jej osoba nie dorasta do wpajanych jej od kocięctwa ideałów. OR DOES SHE?
Fairy [NŚ]; Gryząca Łapa [Z]
Ślad, w końcu. Ślepiom kocura ukazał się gigantyczny ślad łapy o pięciu długich palcach i wielkich szponach. Pełen trop człapiącego powoli zwierzęcia odciśnięty był w lepkiej ziemi tuż przy rzecznej granicy, podążając ku Czterem Dębom, tak jak i te poprzednie.
Księżyce: 150 Mistrz: Ćmia Gwiazda, Kos Płeć: kocur Matka: Pajęcza Noga Ojciec: Gęsiopióry Trwałe urazy: oddziobana 1/3 nosa, rozerwany pysk i policzek, oba z lewej strony
Ogromny, piękny kocur. Prezentuje się urokliwie, porusza z gracją. Ma chude, gibkie ciało z zarysem silnych mięśni, jego nogi są długie, a krótka, czarna sierść o głębokim odcieniu i oleistym połysku przylega do ciała. Oczy ma ognistopomarańczowe, uszy spore, nos prosty, ogon długi i cienki jak bicz.
Jest bardzo bystry. Zna swoją wartość, lubi być w centrum uwagi i nie brakuje mu pewności siebie, łatwo przejmuje stery. Ukrywa emocje, panuje nad mimiką i mową ciała, jest czujnym obserwatorem, a każdy jego ruch jest efektem dokładnych kalkulacji. Zdarza mu się jednak działać impulsywnie, szczególnie pod wpływem silnych emocji. Jest bardzo ambitny i ekscytują go wyzwania wymagające wysiłku. Ma problem z kontrolowaniem złości, w starciach jest bardzo brutalny.
Powracające Echo [MGBG]
To, co zobaczył tym razem sprawiło, że futro na jego grzbiecie stanęło dęba. Zaczerpnął głośno powietrza. Potwór. Zobaczył ślad potwora. Najprawdziwszego potwora. Potwory wtargnęły na tereny czterech Klanów, najprawdziwsze olbrzymy, takie, z jakim kotom jeszcze nigdy nie zdarzyło się mierzyć.
Zatrzymał się nad śladami. Stwór był ciężki, pozostawił głębokie dziury w miękkim podłożu, a jego pazury musiały być wielkie. Czy chciałby znaleźć się w zasięgu jego wzroku? Nie. Zdecydowanie nie.
...Czy chciał próbować się z nimi mierzyć? Nigdy. To była pewna śmierć i to śmierć nie tylko dla niego, ale prawdopodobnie dla każdego, kto zdecyduje się stawić im czoła. I w jednej sekundzie podjął decyzję. Potwory i Kwitnąca Łapa. Śmierć i ryzyko kary. Barwna Woda pytał go o ranę, którą zadał srebrnemu terminatorowi. Coś wiedział i cokolwiek to było - wiedział za dużo. Bardzo prawdopodobnym było to, że Kwitnąca Łapa, mimo gróźb, zdecydował się wyjawić tożsamość sprawcy. Jeśli tak - w Klanie nic dobrego już na niego nie czekało. A nawet gdyby wciąż drżał ze strachu przed Czarną Łapą, śmierć, w postaci potworów, sama zakradnie się wkrótce do obozu. Trzeba było ratować to, co jeszcze się dało – siebie.
Spojrzał w bok, na tereny Klanu Rzeki. Czy żal był tym, co powinien czuć? Zostawiał za sobą matkę i ojca, braci i siostrę. Znikał z ziem, na których się urodził, na których spędził całe swoje życie. Na których nie było już Słowika. Słowik zniknął, nie wrócił, ślad po nim zaginął. Opuścił Klan Rzeki, rodzinę, opuścił jego. Dokładnie tak, jak teraz zamierzał zrobić Czarna Łapa. Nie, nie Czarna Łapa. Czarna Wrona – pomyślał. I zerwał się do biegu.
W pełnym galopie przebiegł przez granicę Klanu Wichru. Tam ziemie będą suche, ślady ciężkie do wytropienia, jeśli nie zupełnie niemożliwe. Nie powinien zwrócić niczyjej uwagi, ani Klanu Rzeki, ani Klanu Wichru. Pędził na złamanie karku, przecinając zielone łąki, zarośla, a w końcu Szare Topole. Wreszcie dotarł do Grzmiącej Ścieżki. Znał jej obrzydliwy, ostry zapach. Wiedział, że ta woń na pewno przykryje wszystko, co mogło pozostać z jego zapachu.
Czarny srebrny pręgowany klasycznie z bielą | Długie futro, pędzelki na uszach | intensywnie żółte oczy | Umięśniona sylwetka, długie futro powiększa go optycznie
uparty, acz spokojny, stara się zawsze przemyśleć swoje decyzje
Bukowa Łapa, Mysia Łapa [nkt] Rysia Łapa [KG]
W pierwszej chwili pewnie pomyślicie, skąd on się tu wziął, skoro jest SAMOTNIKIEM? A żeby tu dojść, trzeba przejść przez tereny należące do klanów. No, mimo wyczuwalnego zapachu rzeczniaków jakoś udało mu się przemknąć przez tamte tereny. Na pewno zostawił po sobie jakiś odór, bo w niczym się nie tarzał ani nic, ale ważne że już tam nie jest. O tym, jak on później wróci właśnie pozostanie mu do pomyślenia w momencie, w którym będzie musiał już odejść. Oby znów mu się poszczęściło jak poprzednim razem, i oby nie został przez kogokolwiek wtedy złapany. Bo nawet nie chciał wiedzieć, jakby to się mogło skończyć, hmm? On sądził że raczej źle. Słyszał też o tych wielkich jaszczurach kręcących się właśnie w tym okolicach. Byleby ich nie napotkał.
Zboże jest małym kotem. Ba, wręcz jednym z najmniejszych. Ewidentnie wdało się w mamę ze swoją wielkością, bo pomimo swojego wieku wciąż wygląda jak taki ledwo co terminatorski podrostek. A jakby tego brakowało to jej drugą właściwością jest to, że jest długie i wąskie. Długie kościste łapy na długim tułowiu, z długim ogonem który wiecznie sterczy do góry. Pewnie gdyby nie jej intensywnie rude krótkie futro, pokryte tygrysimi pręgami, to by łatwo po prostu rozpłynęło się w powietrzu od swojej mikrości.
Za to mordę ma dość zwykłą, z takimi o typowymi bursztynowymi oczami, różowym nosem i białymi wąsami. Pewną dozę ciekawości do wyglądu Zboża dodaje brak lewego ucha. Kiedyś było uszczerbione, ale ostatecznie Zboże miało pecha by stracić je zupełnie. Gdzieś pod futrem schowana jest cała gama blizn, które Zboże zawdzięcza samotnikom mieszkającym na osiedlu dwunogów, ale nie są to blizny na tyle duże, by dało się je łatwo zauważyć. Ot, w paru miejscach jej futro jest odrobinę mniej gęste, to tyle.
Ktoś mógłby pomyśleć, że sekretnym planem na życie Zboża jest sprawianie kłopotów. Nie jest to prawdą, bo ono nie planuje tych kłopotów, co nie zmienia faktu, że te kłopoty jakby się jej trzymały. Wszędzie łazi, wszędzie szuka, jest głośne i gadatliwe, a w jej głowie roi się tysiące myśli na minutę. Ale tych wszystkich myśli nie wypowiada, o nie. Trzyma je dla siebie, bo trochę ich za dużo by to wszystko powiedzieć. Z tego co myśli wylewa się na świat tylko co nieco, sprawiając niekiedy wrażenie, jakby przeskoczyło od jednej myśli do drugiej znienacka, ale to nieprawda, po prostu rozmówca nie miał dostępu do jej całego toku myślowego. Mimo tego zewnętrznie miłego obrazu jaki Zboże kreuje, ma ono tendencje do kłamania by zyskać na swoim. Ma też tendencje do wybuchów złości i kumulowania w sobie wszystkiego co najgorsze. Stara się nie pokazywać światu tego wszystkiego tylko dlatego, że żyje w przekonaniu, że więcej zyska wciąż udając nieco głupie i urocze Zboże, jakim było dawniej.
Pochmurny Sen || Poczerniała Łapa, Polna Łapa, Rosiczka
Zboże kręciło się po okolicy bo czemu miałoby się nie kręcić? Lubiło się kręcić, a po powrocie do domu uważnie zwiedzało każdy zakątek terenów klanowych, jakby chcąc przekonać samą siebie, że wcale nie jest to tylko taka wielka klatka, ale przestrzeń która daje dużo możliwości.
Także tego mroźnego dnia wybrało się w okolicę czterech dębów. Z pewną ostrożnością, bo przecież słyszało o jaszczurach i nie chciało dać się zjeść, ale wybrało się żeby ogarnąć okolicę. Kto wie, może jeszcze jakieś przymrożone kwiatki znajdzie? Ale to co znalazło to odór kota, który nijak nie pasował do czterech klanów. W pierwszym momencie zrobiło zdziwioną minę. Kto był tak głupi, by wejść w sam środek wyraźnie oznaczonych terenów? W drugim momencie przybrało jednak przyjazny wyraz pyska i zajęło się szukaniem owego kota. W końcu jeśli ma do czynienia z jakimś idiotą to może się chociaż zabawić.
Gdy w końcu jej oczom ukazał się jakiś kot uśmiechnęło się miło i nie podchodząc zbyt blisko zawołało:
- Dzień dobry! Co cię tutaj sprowadza?
MYDRESSISONFIRE
⭑ ⭑ ⭑ ⭑ andIhurlmyself,Ihealmyself,Idragmyself xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxlikearugintherain andmySAINTsheisdancing aseverystepIchoosetotakebeginsto begins to set the world aflame
Czarny srebrny pręgowany klasycznie z bielą | Długie futro, pędzelki na uszach | intensywnie żółte oczy | Umięśniona sylwetka, długie futro powiększa go optycznie
uparty, acz spokojny, stara się zawsze przemyśleć swoje decyzje
Bukowa Łapa, Mysia Łapa [nkt] Rysia Łapa [KG]
No... idiotyczne jego zachowanie faktycznie było, dobrze sobie z tego sprawę zdawał, a jednak tu przyszedł. I siedział tak, jakby nigdy nic.
Nie spodziewał się też (głupie, no nie? To oczywiste że ktoś by go znalazł po jakimś czasie). W pierwszej chwili usłyszał po prostu zwyczajne kroku, które też zignorował, ale gdy zaczęły z każdą chwilą robić się coraz głośniejsze, podniósł swoje uszy, marszcząc przy tym brwi. Zaczął uważanie rozglądać się wokół, by wyłapać jakikolwiek ruch. I nie musiał długo czekać, bo niedługo potem dostrzegł rudą sylwetkę, od której... wyczuwał zapach Klanu Rzeki. Huh. Kompletnie nie kojarzył tego kota. Może pojawił się w Klanie po jego odejściu? Jest to bardzo możliwe, ale lepiej się zapytać, tak o, dla pewności.
— Dzień dobry. Spaceruję. — odpowiedział krótko, kolejno przewrócił swoją głowę w bok. — Hej, nie masz nic przeciwko, bym zadał Ci pewne pytanie? Nie? Okej. Zapytam od razu. Ty pochodzisz z Klanu Rzeki, prawda?
Zboże jest małym kotem. Ba, wręcz jednym z najmniejszych. Ewidentnie wdało się w mamę ze swoją wielkością, bo pomimo swojego wieku wciąż wygląda jak taki ledwo co terminatorski podrostek. A jakby tego brakowało to jej drugą właściwością jest to, że jest długie i wąskie. Długie kościste łapy na długim tułowiu, z długim ogonem który wiecznie sterczy do góry. Pewnie gdyby nie jej intensywnie rude krótkie futro, pokryte tygrysimi pręgami, to by łatwo po prostu rozpłynęło się w powietrzu od swojej mikrości.
Za to mordę ma dość zwykłą, z takimi o typowymi bursztynowymi oczami, różowym nosem i białymi wąsami. Pewną dozę ciekawości do wyglądu Zboża dodaje brak lewego ucha. Kiedyś było uszczerbione, ale ostatecznie Zboże miało pecha by stracić je zupełnie. Gdzieś pod futrem schowana jest cała gama blizn, które Zboże zawdzięcza samotnikom mieszkającym na osiedlu dwunogów, ale nie są to blizny na tyle duże, by dało się je łatwo zauważyć. Ot, w paru miejscach jej futro jest odrobinę mniej gęste, to tyle.
Ktoś mógłby pomyśleć, że sekretnym planem na życie Zboża jest sprawianie kłopotów. Nie jest to prawdą, bo ono nie planuje tych kłopotów, co nie zmienia faktu, że te kłopoty jakby się jej trzymały. Wszędzie łazi, wszędzie szuka, jest głośne i gadatliwe, a w jej głowie roi się tysiące myśli na minutę. Ale tych wszystkich myśli nie wypowiada, o nie. Trzyma je dla siebie, bo trochę ich za dużo by to wszystko powiedzieć. Z tego co myśli wylewa się na świat tylko co nieco, sprawiając niekiedy wrażenie, jakby przeskoczyło od jednej myśli do drugiej znienacka, ale to nieprawda, po prostu rozmówca nie miał dostępu do jej całego toku myślowego. Mimo tego zewnętrznie miłego obrazu jaki Zboże kreuje, ma ono tendencje do kłamania by zyskać na swoim. Ma też tendencje do wybuchów złości i kumulowania w sobie wszystkiego co najgorsze. Stara się nie pokazywać światu tego wszystkiego tylko dlatego, że żyje w przekonaniu, że więcej zyska wciąż udając nieco głupie i urocze Zboże, jakim było dawniej.
Pochmurny Sen || Poczerniała Łapa, Polna Łapa, Rosiczka
Zboże zamrugało nie tracąc przyjaznego wyrazu twarzy. Czy ten ktoś... Zupełnie nie ogarniał sytuacji? Ok, to było wysoce zabawne, wysoce głupie i Zboże musiało się mocno powstrzymywać by nie wybuchnąć śmiechem od razu. No bo? Co to miało być niby, ktoś sobie wchodzi w środek terenów klanowych, widzi że ktoś nadchodzi z obszaru terenów klanu, i zadaje pytanie czy ten ktoś jest z klanu rzeki? No dobra, to zabawa tą sytuacją będzie zabawniejsza niż Zbożu się wydawało. Porzuciło szybko pomysł szlifowania umiejętności manipulacji, na rzecz zwyczajnie absurdalnych kłamstw, zastanawiając się co wyjdzie z takiego podejścia.
- Nie. Klan Rzeki wyprowadził się przedwczoraj. My tu jesteśmy nowi i jesteśmy z Klanu Złotej Rybki. A co, chciałeś coś od rzeczniaków?
Ani drgnięcia na pysku Zboża. Uprzejmy uśmiech, rzeczowe informacje. Być może Zboże wyglądało przy tym głupkowato, ale tak szczerze? Zboże zazwyczaj tak wyglądało, więc nie miało to większego znaczenia.
MYDRESSISONFIRE
⭑ ⭑ ⭑ ⭑ andIhurlmyself,Ihealmyself,Idragmyself xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxlikearugintherain andmySAINTsheisdancing aseverystepIchoosetotakebeginsto begins to set the world aflame
Po jednej babci imię - po drugiej wygląd. Bowiem widocznie wdała się bardziej w Ciemną Toń, niż któregokolwiek z rodziców. Jej szata bowiem jest długa, w całości czarna, bez ani grama białego znaczenia. Taka, o, zwykła. I, podobnie jak rodzicielka jej ojca jest smukłą, przeciętnego wzrostu kotką, nieprzesadnie niską, ale również nieprzesadnie wysoką. Jest dumną posiadaczką złotych, skrzących się radośnie oczu. Dba o swój wygląd, o to, by na sierści nie znalazło się ani grama nieczystości, acz, jeśli akurat dobrze się bawi, czy spaceruje, to nie robi jej to różnicy czy wygląda ładnie, czy średnio.
Leniwa, ale sympatyczna, choć uparta i czasami wredna
Wreszcie zrobiło się znów cieplej - choć nadal miała wiele do zarzucenia pogodzie - więc mogła częściej wychodzić z obozu. Znaczy, nie, żeby całą Porę Nagich Drzew przesiedziała w obozie i zaczęła wychodzić dopiero pod jej koniec, jak tylko śnieg zaczął topnieć i zrobiło się chociaż odrobinę cieplej, ale teraz miała do tego większą ochotę. I motywację.
Dzisiaj na przykład postanowiła przejść się w kierunku Czterech Dębów, przy których dawno nie miała okazji przebywać. Pamiętała bowiem, jak to Polna Gwiazda ostrzegał przed jaszczurami, które tam krążyły i choć nie bała się ich specjalnie (bo co, jaszczurki były aż tak olbrzymie, by się ich bać?). Nawet jeśli były większych rozmiarów niż to, co lądowało na stosie zwierzyny, to zapewne były powolne i dałaby radę im uciec. Teraz jednak, od paru księżyców, jeśli się nie myliła, nie słyszała o nowych przypadkach naruszenia przez nie granic, wieść o nich zaginęła - więc czemu nie skorzystać i się nie przejść, prawda?
Zresztą, pamiętała też o Szumiącej Łapie, który grzecznie wyjaśnił jej o tym, że przebywa na terenach Rzeki i odprowadził ją na samą granicę skąd szybko czmychnęła do obozu. Chciała go za to oficjalnie przeprosić, pogadać z nim chwilę i przede wszystkim dowiedzieć się, czy jest już wojownikiem - był dużo starszy od niej, więc podejrzewała, że w końcu mu się to udało. Znaczy, nie wiedziała ile konkretnie księżyców jest starszy od niej, ale na pewno nie miał wtedy liczby zbliżonej do 6, jak ona!
Dlatego też początkowo kręciła się bez celu po terenie Czterech Dębów wypatrując sygnałów, że kiedyś faktycznie były tu jakieś wielkie jaszczury, przez które Polna Gwiazda stracił niemal cały ogon, a następnie zaczęła się kręcić blisko granicy z rzeką, mając mikro nadzieję, że akurat kocur wybrał się na jakiś patrol. Może szczęście jej dzisiaj dopisuje?
Długowłosy czarny dymny kocur z bielą o dość wysokiej sylwetce. Nie jest czołgiem ale też nie jest sosenką na cienkich łapach. Jego sierść wygląda jak jakaś mieszanka żwiru, przez źle wypigmentowaną czerń z bielą na przednich łapach i piersi. Na pysku ma osadzone oczy w kształcie migdałów o pomarańczowo matowy odcień, który w zależności od światła padającego na niego - może mieć delikatny żółty odcień.
Ten mały gagatek dopiero się urodził, i jego charakter to tak naprawde chłonna gąbka, która wciąż się kształtuje. Widać jednak już na ten moment pare rzeczy, na których ten będzie opierać fundamenty. Ruczaj jest dość energiczny i mimo iż stara się być grzeczny, posłuszny by matka jak i ojciec nie musieli się na niego denerwować, to po prostu nie umie momentami usiedzieć w miejscu przez swoją ciekawość.
Ciekawość która pewnie nie raz sprawi że wlezie w miejsce w którym nie powinien być i ściągnie na siebie problemy, lub chociaż dostanie po uszach. Co do rodzeństwa, kocurek jest dość mocno do nich przywiązany. Najchętniej by z nimi chodził wszędzie gdzie tylko możliwe. Jesli ktoś doczepi się do któregoś z nich, będzie pierwszym który przyleci by dać z bani delikwentowi. Oraz... lubi ładne rzeczy. Naprawdę lubi wszelkiego rodzaju kolorowe kamyczki, pióra oraz inne znaleziska które może znaleźć wokół siebie. Bo po prostu mu się spodobały to je skitra gdzieś by nikt nie znalazł, by po czasie się nimi pochwalić. Tak Sroka na błyskotki.
Można powiedzieć że się troche wymineli. Ruczaj buszował na całego w kwiatkowych zasobach czterech drzew, gdy Kukułka ruszała w stronę rzecznej granicy. Więc zamiast pojawić się od strony rzecznych terenów, pstrokata sylwetka pojawiła się od strony dębów. Z dużą ilością łodyg zakończonych kolorowymi pączkami w pysku.
Szedł spokojnie przed siebie, przystając na sekundę na widoku czarnej postaci. Była znajoma, ale jednocześnie nie. Może gdyby nie fakt że spotkał Kukułkę gdy ta była dopiero co młodzikiem po ceremoni, może by rozpoznał od razu że kocica przed nim to nie kociak sprzed parunastu księżyców.
- Mogę w czymś pomóc - Miauknął, gdy podszedł nieco bliżej, zaraz po tym jak odłożył kwiatki na bok.
Po jednej babci imię - po drugiej wygląd. Bowiem widocznie wdała się bardziej w Ciemną Toń, niż któregokolwiek z rodziców. Jej szata bowiem jest długa, w całości czarna, bez ani grama białego znaczenia. Taka, o, zwykła. I, podobnie jak rodzicielka jej ojca jest smukłą, przeciętnego wzrostu kotką, nieprzesadnie niską, ale również nieprzesadnie wysoką. Jest dumną posiadaczką złotych, skrzących się radośnie oczu. Dba o swój wygląd, o to, by na sierści nie znalazło się ani grama nieczystości, acz, jeśli akurat dobrze się bawi, czy spaceruje, to nie robi jej to różnicy czy wygląda ładnie, czy średnio.
Leniwa, ale sympatyczna, choć uparta i czasami wredna
Na początku w ogóle nie zauważyła obecności za sobą, kręcąc się w sumie już bez celu, ot, przyglądając się kępom traw, czy kamieniom, szukając łusek, które zostały po wielkich gadach, które mogłaby pokazać komuś młodszemu i powiedzieć, że sama się przyczyniła do zniknięcia tego obrzydlistwa, gdy usłyszała za sobą głos, czego się w sumie nie spodziewała! Odwróciła się natychmiast, starając się na mordce nie pokazać, że się zaskoczyła, acz nie zdążyła powstrzymać ogona, który parę razy drgnął nerwowo, nim nie ruszył gwałtownie w górę, widząc z kim ma do czynienia.
- Ruczaj~! Cześć! - przywitała się wesoło, nieświadoma tego, że kocur mógł jej początkowo nie rozpoznać, bo w końcu sporo się zmieniła od czasu, gdy miała swoją ceremonię na wojownika. Przede wszystkim minęło jakieś 20 księżyców od tego czasu, jakby nie patrzeć! Nie była już wyrośniętym kociakiem, który nie wie gdzie znajdują się granicę i jest w stanie przypadkiem przekroczyć tę rzeczną, a dorosłą terminatorką, która już wiedziała jakich części lasu unikać. - W sumie, trochę miałam nadzieję, że spotkam właśnie ciebie - dodała wesoło, posyłając w jego stronę promienny uśmiech. W zasadzie był jedynym znanym jej rzeczniakiem, no i lubiła go za to, że swego czasu nie robił dymu z niczego, tylko faktycznie odprowadził ją na spokojnie na granicę. - Właściwie, to po prostu chciałam zobaczyć, czy nie kręcą się tutaj jakieś jaszczury, a jak znalazłam się na granicy z Rzeką, to przypomniałam sobie o tobie i uznałam, że fajnie będzie cię spotkać - uzupełniła. - Co tam u ciebie? Już jesteś wojownikiem? - zagadnęła niewinnie.
Terminator → Kotka nie przypomina już małej, puchatej kulki. Przez te wszystkie księżyce zdążyła urosnąć i nabrać nieco masy. Nadal ma długie, "sarnie" łapy po rodzicach. Dzięki temu sprawia wrażenie, że jest wysoka. Tak naprawdę, to Zmierzch można spokojnie zaliczyć do grona średnich kocic. Poza tym prawdziwą sylwetkę skrywa pod gęstym futrem. Kolorystyka kotki pozostała prawie bez zmian. Grzbiet (ok. 3/4), łepek, łapy czy ogon w większości mają odcień tzw. ciemny niebieski. Resztę ciała podchodzi pod śnieżny biały np. brzuch, pyszczek z policzkami, skarpetki na łapach, pojedyncze punkty w ogonie czy klatka piersiowa. Natomiast wśród sierści młodej można dostrzec także nieco rudości. Ledwo, bo ledwo, ale jednak... Najwyraźniej wychodzi z niej krew "Skrzącego Słowa" oraz przynależność do szylkret. Sama sylwetka kocicy jest dość smukła. Nie można powiedzieć, żeby była gruba. Jednak brakuje jej również wyćwiczonych partii mięśniowych. Przynajmniej oczy Zmierzch przybrały barwę złota, a obwódka wokół nosa stała się lekko czarna. Dodatkowo czarne, klasyczne pręgi są lepiej widoczne niż poprzednio. Stanowią elegancki dodatek na grzbiecie, łapach czy pyszczku kotki. Natomiast kocica najbardziej ucieszona jest z długiego, puszystego ogona, ostrych, wojowniczych pazurów, jak również kłów.
Spotkanie z różnymi kotami sprawiło, że Zmierzch nieco się zmieniła. Nadal przypomina "żywe srebro", jednak nabrała sporo ogłady. Doskonale wie kiedy może zabrać głos, a kiedy lepiej coś przemilczeć. Choć zawsze stara się być szczera i zgodna sama ze sobą. Zyskała też trochę wewnętrznego spokoju, szczyptę cierpliwość, jak również umiejętność słuchania. Dzięki temu jej zadawanie pytań kończy się przyjaznymi rozmowami oraz nowymi znajomościami. Kotka obecnie rozumie, że nie wszystko bywa czarne bądź białe. Według niej istnieją różne kolory prawdy, poznania, historii. Dlatego nigdy nie ocenia żadnego kota powierzchownie. Dla Zmierzch liczą się bardziej czyny, gesty, chęci. Słodkie słówka wpuszcza jednym uchem, a drugim wypuszcza. Nadal bardzo kocha rodziców oraz braci. Mimo wszystko odpuściła sobie udawadnianie czegokolwiek, komukolwiek. Zrozumiała, dzięki Łabędziej Szyi, że może być po prostu sobą. Obecnie Zmierzch szuka własnej ścieżki pośród Klanu Rzeki. Chciałabym już jakoś pomagać, ale równocześnie daje sobie czas. Jeśli chodzi o nauki, to przykłada do nich sporą wagę. Bardziej dla siebie oraz samorozwoju. Poza tym w wolnym czasie młoda nadal lubi słuchać opowieści odnośnie dawnych kotów, kocic Klanu Rzeki. Jakiś sentyment jej pozostał...
Cztery Dęby były naprawdę magicznym, jak również unikalnym miejscem. Co z tego, że Gwiezdni rzadko tutaj bywali. Chodziło po prostu o samo drzewo oraz roślinność wokół. Poza tym świadomość, że teren nie należał do nikogo wystarczyła. Zmierzchowa Łapa postanowiła tutaj wrócić. Może kierowały nią emocje, a może ciekawość. W końcu od poprzedniej wycieczki minęło sporo czasu. Wcześniej dopiero nadchodziła "Pora Młodych Liści", a teraz królowała "Pora Zielonych Liści". Zapewne Mistrz Łabędź bardzo by się zawiódł albo zamartwiał. W końcu niewiele wiedziała o pojedynkach. Lepiej również nie wspominać o odgonieniu drapieżnika. Rodzice najpewniej byliby źli, ale trudno! Kotka potrzebowała tego spaceru. Choć wędrówka spowodowała ogólny spadek formy. Dlatego Zmierzchowa Łapa zatrzymała się blisko "Samotnego Kamienia". Końcówka ogona drgała lekko bardziej z niecierpliwości niż zdenerwowania. Koteczka miała bok przylgnięty do skały dla ochłody. Natomiast głowę położyła bezpośrednio na kamieniu. Próbowała wyłapać jakiś zapach albo dźwięk. Kto tam wie... Może znajdzie jakieś kwiaty dla Szafirka, Raniusza i Jaśminka. Ewentualnie zobaczy te magiczne "motyle". Chwilowo córka Skrzącego Słowa wolała korzystać z uroków natury. Później będzie myślała nad konsekwencjami swego czynu. O ile będzie jej dane...
/Jaśniejący Płomień
Wszystkoto co mam, wszystkoto co mam To tanadzieja,żeżyciemnieposkleja ꧁⸺Dziśodchodzęsam, dziś odchodzęsam⸺ ꧂ Jużniezawrócęto wszystkodziśporzucę Ja sięzarzekam,uciekamdośćmamprzeznaczenia [Po cozwlekać,czekać gdy sięnicniezmienia] Mojamama, mówiłaostatniaumieranadzieja...