Logo Artemidy
Pęknięta Skała
Gdyby tylko Jezioro wiedziała co Ryś czuł. Co czuł kiedy mówił to wszystko, a mówił wiele. Mówił całym sercem, mówił tylko prawdę, mówił w większości to, co mu na język przyszło. Ale mówił prawdę. Co czuł? Czuł się okropnie, bo wiedział, że jest spisany na straty. Czuł, jak kolec się owija wokół jego ciała, wokół łap i wszystkiego, co tylko mógł czuć. Czuł, jakby ziemia oblepiała go z każdej strony, wciągając go głębiej i głębiej. Czuł, jak robił się lekki, a w głowie wirowało z każdym wypowiedzianym przez niego słowem. Czuł tak wiele, tak wiele, że trudno to wszystko opisać. Kotłowało się w nim, gotowało. Widział, że Jezioro nie chciała tego słyszeć, wiedział, że mógł się powstrzymać, ale po prostu nie mógł. Mógł to wszystko zatrzymać dla siebie, ale po czasie to się po prostu wylało. I tak już Jezioro mogła coś poczuć od niego, że coś jest nie tak jak trzeba, na poprzednim ich spotkaniu.
Podniósł uszy i zapłakane ślepia na Księżycowe Jezioro, gdy tylko się odezwała. Pomyśleć... pomyśleć o czym? Źrenice kocura zwęziły się. Błękitny wzrok skakał po ciele kocicy, szukając odpowiedzi. Przełknął ciężką ślinę i złapał się za futro na klatce piersiowej. Poczuł, jak go tam kłuje coś, a była to nadzieja. Nadzieja, która się odrodziła, zmartwychwstała, mimo tego, że Ryś ją tak nieudolnie zabijał. Pokręcił głową na boki. Wiedział przecież, obydwoje wiedzieli, że Jezioro musi być ze Skrą, a nie z nim. Że to z nim będzie szczęśliwa, a nie z pałętającym się po świecie wojownikiem z Wichru. Szargało nim jak wiatrem w środku, czuł się jak chorągiewka, która wraz z podmuchami ostrego wiatru raz machała w te, raz we w te. Czuł się, jakby zaraz coś go miało w środku rozerwać, jakby coś się w nim nowego rodziło.
- Ale ty nie masz o czym myśleć, Jezioro - wypluł w końcu, zalewając się przy tym łzami. Patrzył się na nią zdezorientowany i pokręcił znowu głową na boki, jakby chcąc się pozbyć muchy, która latała wokół jego uszu. Nic takiego nie było, po prostu Rysi Pomruk chciał odrzucić jej słowa, ale już było za późno. Nowa iskra nadziei zapłonęła, mimo tego, że miała już w ogóle nie powstawać. Mimo tego, że nadzieja już dawno nie miała prawa w nim żyć. - Przecież... ty mnie nie kochasz, ty mnie nie lubisz tak jak ja ciebie, nie masz o czym myśleć. Ty... proszę nie rób mi tego... nie myśl o niczym, nie myśl o mnie, zapomnij o mnie, błagam... - powiedział cicho, wątłym głosem, wlepiając cały czas ślepia w kocicę przed nim. Z niebieskich oczu cały czas napływało więcej łez. Chciał wyprzeć to z siebie, chciał wyprzeć tą idiotyczną nadzieję, że może im się uda. Nie może się udać, Jezioro kocha kogoś innego, czemu to powiedziała? Strzepnął uchem, kiedy wojowniczka dotknęła jego polika łapką, aby wytrzeć z łez. Mizerne oczy były cały czas wlepione w jej pysk. Zauważył, że w jej zielonych jak liście oczy też zaczęły się zbierać łzy. Pokręcił delikatnie łbem na jej słowa, ale nie odrywając głowy od łapy nieszczęśliwej miłości.
- Nie jesteś... jesteś ostatnim kotem, o którym mógłbym tak powiedzieć - odparł słabo, nadal się na nią patrząc. Patrzył jak kotka odchodzi, jak się do niego uśmiecha przez łzy. On sam zaczął widzieć świat jak przez mgłę, bo słone krople zagrodziły mu przejrzysty widok. Przełknął ślinę i pokręcił głową znowu na boki, tym razem, aby się pozbyć łez ze ślepi. Patrzył jak odchodzi, nie potrafił nic powiedzieć. Postarał się delikatnie uśmiechnąć. Kąciki jego ust drgały, aby finalnie upaść. Nie potrafił.
- Postaram się - wyjąkał słabo. Chciał ją zatrzymać przy sobie, pobiec, aby ją przytulić, aby znaleźć w jej osobie ukojenie. Chciał ją jeszcze przy sobie mieć, ale nie mógł się ruszyć z miejsca. Chciał chociaż przez tą noc udawać, że może znaleźć w Jezioro oparcie, znaleźć pomoc i ciepło, którego mu tak brakowało. Przełknął znowu ślinę. Zamrugał i już jej nie było. - Do widzenia - szepnął już sam do siebie, po czym upewniając się, że nie ma nikogo, skulił się na śniegu. Wojownik wydał z siebie okropny krzyk, jakby mu ogon odrywali. Bo w sumie czuł się też, jakby coś mu świat oderwał, kawałek jego samego. Świeże łzy spadały coraz szybciej na ziemię, nie znając końca. Bo nie znały. Łzy topiły śnieg, po czym kocur poderwał się szybko. Świat wokół niego zawirował, a kocur upadł na ziemię, jak liść na powłokę jeziora. Zemdlał.

Po chwili, a przynajmniej tak się wichrzakowi wydawało, leżakowania wojownik się obudził, orając pazurami śnieg. Jego wszystkie mięśnie przepełniało zimno, a w kościach huczał mroźny huragan. Podniósł łeb, aby zobaczyć księżyc, który już się prawie chował za horyzontem. Podniósł się ciężko i spoglądnął jeszcze w miejsce, gdzie zniknęła Księżycowe Jezioro. Po jego polikach znowu zaczęły ciec łzy, ale teraz był cicho, jak myszka. Postał chwilę w miejscu jak posąg, po czym zaczął kierować swoje ciężkie kroki w stronę Wichrowych terenów, aby tam się położyć w ciepłym legowisku.

[zt ;w;]
≡ podobno w Rzymie napadało gradu aż po kolana ≡
w Japonii wiśnie zakwitły o dwie pory roku wcześniej
a ja tęsknię a ja tęsknię a ja ciągle tęsknię
LVL 4 35 / 300
MedLVL 0 0 / 100
12
Siła
S
8
Zręczność
Zr
10
Szybkość
Sz
9
Zmysły
Zm
70
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Nie spodziewał się szybkiego powrotu Skocznego Kroku, jego ojca i Zmarzniętej Łapy z patrolu, ci wparowali do obozu, od razu kierując się w jego stronę i nie wyglądało to, jakby mieli mu złożyć raport. Przynieśli mu wiadomość od Ćmiej Gwiazdy. Z Klanem Rzeki nigdy nie mieli szczególnie ciepłych relacji były one raczej… neutralne, o. Zdziwił się chęcią podjęcia rozmów ze strony kotki, która niedawno objęła posadę Gwiazdy po swojej zmarłej poprzedniczce. Cóż, przynajmniej nie on teraz był najświeższy w tej fusze. Oddelegował Zmarzniętą Łapę, woląc go nie narażać, a sam wziął ze sobą wcześniej wymienionego Iglasty Grzbiet i Skoczny Krok, udając się na miejsce spotkania. Zastanawiał się, czego miało się ono tyczyć, miał pewne podejrzenia, ale wolał nie wyobrażać sobie za dużo. Kiedy dostrzegł Rzeczniaków, wyprostował się, zwalniając kroku, upewniając się własnym nosem, czy aby na pewno ma do czynienia z Klanem Rzeki i, cóż, woń ryb utwierdzała go w przekonaniu, że tak właśnie było.
– Ćmia Gwiazdo – przywitał się, kulturalnym kiwnięciem łba. Czarna była… mała, drobna, ale nie wyglądała na słabą, widział ją na zgromadzeniu, choć nie przywiązywał wcześniej do jej osoby tak wielkiej uwagi. Sam Polny prezentował się natomiast o wiele postawniej od niej, choć wcale nie należał do wysokich kotów, tak futro zdecydowanie dodawało mu objętości i, nie ukrywajmy, szerokości. Skinął głową dwóm wojownikom, którzy przyszli jej towarzyszyć, głupotą byłoby wybranie się samotnie. – Pilna sprawa brzmi, jak bardzo poważna sprawa, o co chodzi? – zapytał, chcąc jak najszybciej przejść do sedna całej sprawy, miał nadzieję na rozwianie wszelkich wątpliwości, bo sam snuł już potencjalne istotne tematy do rozmów, z jakimi mogła przyjść przywódczyni. Trzepnął rozerwanym uchem, czekając cierpliwie.

ʙʀᴇᴀᴛʜɪɴ` ɪɴ, ʙʀᴇᴀᴛʜɪɴ` ᴏᴜᴛ
ʜᴏᴡ ʏᴏᴜ ʙᴇᴇɴ? Yᴏᴜ sᴇᴛᴛʟᴇᴅ ᴅᴏᴡɴ?
ʏᴏᴜ ғᴇᴇʟɪɴ` ʀɪɢʜᴛ? Yᴏᴜ ғᴇᴇʟɪɴ` ᴘʀᴏᴜᴅ?
ʜᴏᴡ ᴀʀᴇ ʏᴏᴜʀ ᴋɪᴅs? Wʜᴇʀᴇ ᴀʀᴇ ᴛʜᴇʏ ɴᴏᴡ?

ʏᴏᴜ ʙᴜɪʟᴅ ᴀ ʙᴏᴀᴛ, ʏᴏᴜ ʙᴜɪʟᴅ ᴀ ʟɪғᴇ
ʏᴏᴜ ʟᴏsᴇ ʏᴏᴜʀ ғʀɪᴇɴᴅs, ʏᴏᴜ ʟᴏsᴇ ʏᴏᴜʀ ᴡɪғᴇ


LVL 9 165 / 500
MedLVL 0 0 / 100
29
Siła
S
15
Zręczność
Zr
11
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
100
Punkty Życia
HP
80
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Dał swoim wojownikom znak, aby się wycofali, pozwolili dwójce Gwiazd porozmawiać w cztery oczy. Ćmia Gwiazda chciała prywatności, więc będzie ją miała, poza tym, Polnemu wygodniej było rozmawiać z jednym kotem, bez uczucia bycia obserwowanym przez innych, zwłaszcza obcych wojowników z Klanu Rzeki. Nie obawiał się jakichkolwiek problemów, nie przyszli tu się kłócić, a jedynie… porozmawiać, taką miał przynajmniej nadzieję. Temat Pożogi był oczywisty, a jednak Polny mimowolnie starał się go odpychać ze wszystkich sił, mając nadzieję, że to coś innego. Mylił się. Słuchał jej uważnie, przysiadłszy na tylnych łapach, bo coś czuł, że spędzą tu trochę czasu. Sojusz z Lawendową Gwiazdą? Wiedział, że Wichrowa przywódczyni była łagodna i uległa, pokazała to na Zgromadzeniu, ale nie sądził, że tak szybko przyjmie propozycję Rojsta, zwłaszcza, że pewnie pierwszy raz w życiu się z nim spotkała. Zacisnął usta w wąską kreskę, a kiedy zaprzestała mówić, postanowił się odezwać.
– Do mnie przyszedł jako pierwszy, z dwoma… wspólnikami. Stwierdził, że nie chce się wpraszać do naszej wspólnej egzystencji, że nie chce błogosławieństwa Gwiazdnych, że będzie nas informował o potencjalnych zagrożeniach. Wyjaśniam to tu i teraz, aby nie było niedomówień, bo nie wiem, jak wiele wiesz, nie nawiązałem z nim sojuszu, obiecałem jedynie, że żaden członek mojego Klanu nie podniesie na nich łapy bez powodu, bo nie chcę zbędnych konfliktów. Podczas ceremonii powiadomiłem moich klanowiczów o Pożodze, nie byli zadowoleni, ha, co się dziwić, też im nie ufam, kazałem zwiększyć częstotliwość patroli przy Czarnym Ogonie, gdyż jest on naszą granicą z Pożogą. Nie wiem, co Rojst ci nagadał, nie wiem, co ci o mnie powiedział, ale podejrzewam, że zmieniał swoje słowa i obietnice w zależności od tego, z którą Gwiazdą rozmawiał, bo nie wydaje mi się, że Lawenda jest na tyle… łatwowierna, aby poszła za pierwszym lepszym kotem, który zaproponuje jej pomoc – mówił spokojnie, ale żywo, nie czuł potrzeby oficjalizowania swoich wypowiedzi, byli tu tylko we dwójkę. Z resztą, skomplikowane słowa były w tym momencie zbędne, to nie była misja dyplomatyczna, a.. rozmowa, próba poradzenia sobie z problemem, który, zdaje się, dotknął wszystkie Klany. Słuchał. Uważnie, z lekko zmrużonymi powiekami, kiedy Ćma mówiła o zwierzynie, ale… nie sądził, że ta wizja może się ziścić, w najczarniejszym scenariuszu, owszem.
– Niezbyt bezpieczne jest wiązanie sojuszu z kimś, kogo się w ogóle nie zna i widzi pierwszy raz na oczy – stwierdził i pokusił się wzruszyć ramionami. Szkoda, że Lawenda o tym nie pomyślała, nie pomyślała, jak nieprzyjemne konsekwencje może mieć dla niej odwrócenie się od pozostałych Klanów i zaufanie obcej grupie. – Nie chcę rozlewu krwi, tak jak ty, nie chcę wyganiać ich stamtąd siłą, bo to Tereny Niczyje, mają prawo tam mieszkać, owszem, ale nie możemy zostawić ich samym sobie, kiedy ewidentnie chcą wchodzić z nami w interakcje i chcą nas naśladować, bez Gwiezdnych, bez prawdziwego kodeksu, bez naszych imion i tradycji – mówił dalej, nie spuszczając wzroku z blado żółtych ślepi drobnej, czarnej kotki. – Sądzę, że jeżeli będzie im brakować zwierzyny, rozszerzą swoje terytorium bardziej na Tereny Niczyje, nie zaryzykują atakiem na duży Klan, który może ich zgnieść i odeprzeć. Choć… desperacja może zrobić swoje – nie chciał nawet myśleć o ewentualnym poważnym konflikcie z Pożogą, bo faktycznie, to oni byliby brani na cel jako pierwsi, to oni mieliby najwięcej problemów i ucierpieli by najbardziej. Wypuścił powietrze z nozdrzy, a jego wzrok złagodniał.
– Nie mam dzieci – stwierdził cicho, ale wystarczająco, aby kocica usłyszała. – Rozumiem cię, każdy przywódca chce się troszczyć o dobro swojego Klanu, o przyszłość najmłodszych pokoleń. Ja nie chcę nawoływać do wojny, nienawidzę przemocy, ale zwykłym “proszę” ich nie wykurzymy – mruknął – zamieniam się w słuch, Ćmo – zakończył, prostując się i czekając. Miała jakiś plan, a on chciał ten plan poznać. I w duchu liczył, że będzie to plan wykonalny.

ʙʀᴇᴀᴛʜɪɴ` ɪɴ, ʙʀᴇᴀᴛʜɪɴ` ᴏᴜᴛ
ʜᴏᴡ ʏᴏᴜ ʙᴇᴇɴ? Yᴏᴜ sᴇᴛᴛʟᴇᴅ ᴅᴏᴡɴ?
ʏᴏᴜ ғᴇᴇʟɪɴ` ʀɪɢʜᴛ? Yᴏᴜ ғᴇᴇʟɪɴ` ᴘʀᴏᴜᴅ?
ʜᴏᴡ ᴀʀᴇ ʏᴏᴜʀ ᴋɪᴅs? Wʜᴇʀᴇ ᴀʀᴇ ᴛʜᴇʏ ɴᴏᴡ?

ʏᴏᴜ ʙᴜɪʟᴅ ᴀ ʙᴏᴀᴛ, ʏᴏᴜ ʙᴜɪʟᴅ ᴀ ʟɪғᴇ
ʏᴏᴜ ʟᴏsᴇ ʏᴏᴜʀ ғʀɪᴇɴᴅs, ʏᴏᴜ ʟᴏsᴇ ʏᴏᴜʀ ᴡɪғᴇ


LVL 9 165 / 500
MedLVL 0 0 / 100
29
Siła
S
15
Zręczność
Zr
11
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
100
Punkty Życia
HP
80
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Nieprzyjemny, niezauważalny dla kociego oka, zimny dreszcz przeszył silne ciało Cienistego Przywódcy, kiedy usłyszał o tym, co przywódca Pożogi przekazał Ćmie. Tak, jak podejrzewał, jego myśli były poprawne, a szkoda, bardzo chciał wierzyć w to, że się mylił.
– A więc to tak – stwierdził przez ściśnięte zęby, marszcząc nos, czując, że kark mu sztywnieje i w tamtym momencie zdał sobie sprawę z fałszywości Rojsta, z tego, jakim ogromnym manipulatorem był. Cofnął uszy, przyciskając je do czaszki. Czuł się jak ostatni baran, niczym kocię wykorzystane przez dorosłego, zaproponował mu pokojowe relacje, obiecał, że ze strony jego klanowiczów nie czeka go żadna krzywda, a on stwierdził, że “Wicher zasłużył na więcej”? Nie zamierzał dodawać czegokolwiek do swojej wypowiedzi, przemilczał ją, z goryczą w sercu.
– Zaraz, czekał na ciebie… na granicy. Z Wichrowymi wojownikami… w miejscu gdzie stykały się tereny Klanu Rzeki i Terenów Niczyich? – zagaił, unosząc jedną z ciemnych brwi wysoko ku górze. Po jakiego Groma Lawenda ryzykowałaby bezpieczeństwo swoich kotów? Rojst nie był jednoksiężycowym kociakiem, miał łapy, silne i długie łapy, umiał chodzić, sam mógł podejść do granicy, poza tym, gdzie podziali się ci jego wspólnicy, z którymi był na spotkaniu z nim i Wirującym Piórem? Coś mu śmierdziało, capiło wręcz okropecznie i liczył, że Ćma mu wszystko wyjaśni.
– To śmiała propozycja – skwitował krótko. Rzeczna przywódczyni miała starannie obmyślony plan, była pewna swoich działań i, z pewnością należała do mądrych kotów. Pozwolił sobie wyrazić swoje zdanie na temat jej strategii, która, byłaby zapewne świetna, idealna, niemożliwa do poniesienia klęski, gdyby nie fakt, że istniało ryzyko, że jeden Klan obróci się przeciwko nim. I to ten, z którym oboje graniczyli. – Lawenda może być przeciwko nam, bo będzie czuła się zdradzona, to oczywiste, ale nie mogę uwierzyć w to, że cały jej Klan radował się tym sojuszem, niemożliwe, aby tak było. Dobrze wiesz, Ćmo, że koty są różne, a te, które Lawenda zdecyduje się wziąć ze sobą, aby pomóc Pożodze - będą za nią w pełni, będą, być może, również omotani przez Rojsta – stwierdził, całkiem poważnie. I nie, nie sądził, że Lawendowa Gwiazda i wojownicy, którzy się z nią zgadzali, byli głupi, bo o nikim tak nie myślał, byli… zagubieni, niepewni i łatwowierni, a to bardzo negatywne cechy.
– Chciałbym wierzyć w to, że może się udać, naprawdę – mruknął z żalem, przyglądając się drobnej Gwieździe. Och, dlaczego to on musiał mierzyć się z tymi wszystkimi problemami? Gdyby zamiast niego stała tu Płomykówka, albo Krogulec, wszystko byłoby prostsze, wiedziałyby, co robić, jak zagrać, aby ugrać zwycięstwo, a zamiast tego musiał kombinować on, on, który nigdy nie interesował się polityką, on, który nigdy w życiu nie brał udziału w konfliktach, który stronił od nich, jak od ognia, a teraz musiał działać.

ʙʀᴇᴀᴛʜɪɴ` ɪɴ, ʙʀᴇᴀᴛʜɪɴ` ᴏᴜᴛ
ʜᴏᴡ ʏᴏᴜ ʙᴇᴇɴ? Yᴏᴜ sᴇᴛᴛʟᴇᴅ ᴅᴏᴡɴ?
ʏᴏᴜ ғᴇᴇʟɪɴ` ʀɪɢʜᴛ? Yᴏᴜ ғᴇᴇʟɪɴ` ᴘʀᴏᴜᴅ?
ʜᴏᴡ ᴀʀᴇ ʏᴏᴜʀ ᴋɪᴅs? Wʜᴇʀᴇ ᴀʀᴇ ᴛʜᴇʏ ɴᴏᴡ?

ʏᴏᴜ ʙᴜɪʟᴅ ᴀ ʙᴏᴀᴛ, ʏᴏᴜ ʙᴜɪʟᴅ ᴀ ʟɪғᴇ
ʏᴏᴜ ʟᴏsᴇ ʏᴏᴜʀ ғʀɪᴇɴᴅs, ʏᴏᴜ ʟᴏsᴇ ʏᴏᴜʀ ᴡɪғᴇ


LVL 9 165 / 500
MedLVL 0 0 / 100
29
Siła
S
15
Zręczność
Zr
11
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
100
Punkty Życia
HP
80
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
– … – z jego nozdrzy wyrwał się tylko cichy świst. Nie mógł uwierzyć w to, co właśnie usłyszał. Samotnicy nie mieli prawa wejść na tereny Czterech Klanów, a Lawenda swoją decyzją pokazała, że nie szanuje własnych granic, mało tego, nie szanuje Czterech Dębów i, co najważniejsze, złamała kodeks. Krew w nim wrzała jak woda, a żuchwa zacisnęła na szczęce z taką mocą, że czuł ból dziąseł. – Olała kodeks… jakby zupełnie nie istniał… – wycisnął, marszcząc pysk, a górne wargi uniosły się lekko, ukazując niewielką część białych, lśniących kłów. Był zły, był rozeźlony irracjonalnymi działaniami Wichrowej Przywódczyni, która nie zdawała sobie sprawy ze skali niebezpieczeństwa. Słuchał jej dalej, nie przerywając nawet najcichszym westchnieniem. On nie lubił słowa “oczyszczenie” nie brzmiało mu w głowie dobrze, ale zgadzał się z Ćmą, zgadzał się, że to od nich zależało, jak potoczą się dalsze sprawy, mieli w swoich łapach moc do zmian, byli Gwiazdami, mogli robić to, co uważali za słuszne, a dbanie o dobro Klanu zawsze było słuszne i jeśli mieli okazję zapewnić bezpieczeństwo bez rozlewu krwi - musieli spróbować i przygotować się na najgorszy scenariusz, czyli wojnę. Spojrzał na nią, chyba najpoważniejszym wzrokiem, na jaki kiedykolwiek udało mu się zmusić.
– Możecie – i nie zamierzał pytać, co będą z tego mieli. Doskonale wiedział, co chcieli osiągnąć, chronić Klany, chronić te tereny, bo ich spokój i bezpieczeństwo zostały zakłócone. – Klan Cienia wam pomoże i nie wycofa się, jeśli trzeba będzie podjąć bardziej… radykalne kroki – dodał pewnym tonem, a powywijane wibrysy zadrżały lekko. Czy to był pierwszy sojusz, jaki Klan Cienia zawarł od zapewne wielu, wielu księżyców? Możliwe, właściwie, to bardzo prawdopodobne. Poczuł… spokój, dziwny spokój, który zaraz zamienił się w satysfakcję. Był pewien, że jego klanowicze będą zadowoleni z sojuszu, a przynajmniej taką miał nadzieję, sami chcieli ich wykurzyć, więc miał nadzieję, że nie będą teraz psioczyć, a jeśli będą - będzie musiał pokazać im, że się chyba troszeczkę zapędzają i nie doceniają jego starań.

ʙʀᴇᴀᴛʜɪɴ` ɪɴ, ʙʀᴇᴀᴛʜɪɴ` ᴏᴜᴛ
ʜᴏᴡ ʏᴏᴜ ʙᴇᴇɴ? Yᴏᴜ sᴇᴛᴛʟᴇᴅ ᴅᴏᴡɴ?
ʏᴏᴜ ғᴇᴇʟɪɴ` ʀɪɢʜᴛ? Yᴏᴜ ғᴇᴇʟɪɴ` ᴘʀᴏᴜᴅ?
ʜᴏᴡ ᴀʀᴇ ʏᴏᴜʀ ᴋɪᴅs? Wʜᴇʀᴇ ᴀʀᴇ ᴛʜᴇʏ ɴᴏᴡ?

ʏᴏᴜ ʙᴜɪʟᴅ ᴀ ʙᴏᴀᴛ, ʏᴏᴜ ʙᴜɪʟᴅ ᴀ ʟɪғᴇ
ʏᴏᴜ ʟᴏsᴇ ʏᴏᴜʀ ғʀɪᴇɴᴅs, ʏᴏᴜ ʟᴏsᴇ ʏᴏᴜʀ ᴡɪғᴇ


LVL 9 165 / 500
MedLVL 0 0 / 100
29
Siła
S
15
Zręczność
Zr
11
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
100
Punkty Życia
HP
80
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Pełnia księżyca brzmiała w porządku, było to dosyć czasu, aby wszystko dokładnie zaplanować i ułożyć, zarówno, jeśli chodziło o ułożenie planu działania, jak i… po prostu poukładania sobie tego w głowie.
– W porządku, w tym czasie oboje zwołamy u siebie zebrania i ogłosimy wieść o sojuszu – stwierdził na wydechu, spokojnie. Ciekawe, jak Cieniści zareagują na wieść o sojuszu, większość pewnie będzie zadowolona z faktu, że Pożoga zniknie, jednak czy równie zadowoleni będą ze współpracy z Klanem Rzeki? Tego powiedzieć już nie mógł, ale pozostawało być dobrej myśli. Rozchylił okrągło zakończone uszy i spojrzał na drobną, niską Gwiazdę. – Mam nadzieję, że posłuchał, jednak… powinniśmy zawsze brać pod uwagę także najgorszy scenariusz, mogą być też przygotowani na to, że przyjdziemy i zastawią na nas jakąś zasadzkę – powiedział. Rojst nie wiedział, kiedy i czy w ogóle ktokolwiek na nich “napadnie” ale nie był głupi i mógł się tego w pełni spodziewać, dlatego przygotowanie się z jego strony byłoby bardzo prawdopodobne. Wciąż dodatkowo nie mieli pojęcia o liczebności Pożogi, nie wiedzieli, czy to tylko kilka kotów, czy może kilkanaście, nie znali ich wieku, więc wszyscy mogli być dorośli, silni i zaprawieni w bojach, dlatego należało być ostrożnym i działać mądrze, bez niepotrzebnej brawury. Zainteresował się słowami Ćmy, lekko przechylił łeb na bok z zaciekawieniem.
– Mogę wiedzieć, jak miała na imię? – zapytał. Nie chciał być nachalny, jednak, skoro Rzeczniaczka sama rozpoczęła ten temat, to chyba nie będzie miała teraz jakichkolwiek obiekcji do kontynuowania go?

ʙʀᴇᴀᴛʜɪɴ` ɪɴ, ʙʀᴇᴀᴛʜɪɴ` ᴏᴜᴛ
ʜᴏᴡ ʏᴏᴜ ʙᴇᴇɴ? Yᴏᴜ sᴇᴛᴛʟᴇᴅ ᴅᴏᴡɴ?
ʏᴏᴜ ғᴇᴇʟɪɴ` ʀɪɢʜᴛ? Yᴏᴜ ғᴇᴇʟɪɴ` ᴘʀᴏᴜᴅ?
ʜᴏᴡ ᴀʀᴇ ʏᴏᴜʀ ᴋɪᴅs? Wʜᴇʀᴇ ᴀʀᴇ ᴛʜᴇʏ ɴᴏᴡ?

ʏᴏᴜ ʙᴜɪʟᴅ ᴀ ʙᴏᴀᴛ, ʏᴏᴜ ʙᴜɪʟᴅ ᴀ ʟɪғᴇ
ʏᴏᴜ ʟᴏsᴇ ʏᴏᴜʀ ғʀɪᴇɴᴅs, ʏᴏᴜ ʟᴏsᴇ ʏᴏᴜʀ ᴡɪғᴇ


LVL 9 165 / 500
MedLVL 0 0 / 100
29
Siła
S
15
Zręczność
Zr
11
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
100
Punkty Życia
HP
80
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Kojarzył Bóbr, z tego, co wiedział, była siostrą Ostrej i Wirującego Pióra, a więc córką Krogulczej Gwiazdy. Kiwał niemo głową, słuchając Ćmy, jednak kiedy usłyszał o jakiejś samotniczce, zamarł i spojrzał na krótkowłosą z nieodgadnionym wyrazem pyska.
– Dezerterka…? – powtórzył, ze skonfundowaniem marszcząc brwi. Nie był pewien, o kim Gwiazda mówiła, ale… fakt, że było to kilkadziesiąt księżyców temu sprawiał, że i tak pewnie by nie zapamiętał tego imienia. Sprawami Klanu zaczął się interesować bardziej, kiedy został zastępcą, wcześniej nie mieszał się jakkolwiek w konflikty i problemy wewnętrzne. Zmrużył zielono-żółte ślepia i owinął puszystym ogonem masywne łapy, spoglądając na nią ze spokojem. Musiała być dla niej bardzo dobrą przyjaciółką, skoro wspominała o niej tak dawno po jej zaginięciu. – To musiało być bardzo dawno temu, Bobrzego Kła nie ma w Klanie Cienia… jeśli się nie mylę, od ponad trzydziestu księżyców, ślad po niej nagle się urwał, przepadła – powiedział, choć czarna, drobna kotka już dawno się pewnie o tym przekonała. – Choć, patrząc na twój opis, wnioskuję, że nie tak łatwo było ją pokonać, może porwali ją dwunożni, to całkiem prawdopodobne – parsknął, siląc się na subtelny uśmiech. Silne koty miały często równie silną wolę do przeżycia, a Bóbr kojarzył z widzenia, choć nigdy z nią nie rozmawiał. Wielka i masywna, zdecydowanie większa niż on sam. – Była mistrzynią mojej siostry, Gronostajowego Skoku – dodał jeszcze, bo przypomniał sobie o tym dopiero teraz.

ʙʀᴇᴀᴛʜɪɴ` ɪɴ, ʙʀᴇᴀᴛʜɪɴ` ᴏᴜᴛ
ʜᴏᴡ ʏᴏᴜ ʙᴇᴇɴ? Yᴏᴜ sᴇᴛᴛʟᴇᴅ ᴅᴏᴡɴ?
ʏᴏᴜ ғᴇᴇʟɪɴ` ʀɪɢʜᴛ? Yᴏᴜ ғᴇᴇʟɪɴ` ᴘʀᴏᴜᴅ?
ʜᴏᴡ ᴀʀᴇ ʏᴏᴜʀ ᴋɪᴅs? Wʜᴇʀᴇ ᴀʀᴇ ᴛʜᴇʏ ɴᴏᴡ?

ʏᴏᴜ ʙᴜɪʟᴅ ᴀ ʙᴏᴀᴛ, ʏᴏᴜ ʙᴜɪʟᴅ ᴀ ʟɪғᴇ
ʏᴏᴜ ʟᴏsᴇ ʏᴏᴜʀ ғʀɪᴇɴᴅs, ʏᴏᴜ ʟᴏsᴇ ʏᴏᴜʀ ᴡɪғᴇ


LVL 9 165 / 500
MedLVL 0 0 / 100
29
Siła
S
15
Zręczność
Zr
11
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
100
Punkty Życia
HP
80
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Na słowa o dezerterce, Polny zastrzygł uszami, jednak postanowił nie kontynuować tematu, nie miał po co. Nie znał imienia tej samotniczki, która kiedyś należała do Klanu Cienia, a skoro Ćma mu go nie wyjawiła, to zapewne sama nie wiedziała.
– Mhm, Gronostaj przez jakiś czas nie było w Klanie, wróciła kilka księżyców temu – dodał, wyjaśniając po krótce, że siostra także zaginęła, ale udało jej się powrócić do domu. To samo mogło stać się z Bóbr, może została porwana i wywieziona tak daleko, że nie była w stanie znaleźć drogi powrotnej? Bardzo możliwe i równie możliwe jest to, że jeszcze kiedyś Polny zobaczy szylkretową wojowniczkę na granicach. – Kawkę – powtórzył, a na jego pysk mimowolnie wlał się uśmiech. Co za cudowna gra słów – chętnie – przystał na jej propozycję z lekkim skinieniem szerokiego, masywnego łba. Tak samo nie miał problemów z tym, aby pozwolić Ćmiej Gwieździe i jej wojownikom przejść wzdłuż granicy Cienia i Wichru, oczywiście, że takie rozwiązanie było najlpesze i najszybsze, powinno takie być, powinni działać szybko, powinni działać przede wszystkim mądrze i rozsądnie. Najgorsze w tym wszystkim było to, że zupełnie nie miał pojęcia, czego się spodziewać ze strony Pożogi. Nie wiedział, co Rojst zamierzał zrobić, nie wiedział, czy odszedł, czy pozostał w swoim obozie razem z poplecznikami. Cóż, czas na zamartwianie się jeszcze będzie.
– Do zobaczenia, Ćmia Gwiazdo, oby wszystko zakończyło się dobrze i bez rozlewu krwi. Niech Gwiezdny Klan oświetla twoją ścieżkę – pożegnał się z czarną, drobną kotką uprzejmym skinieniem głowy. Och, z pewnością, kiedy wróci do obozu, pogrąży się w myślach i zapewne spędzi na tym całą długą noc. Po pożegnaniu odwrócił się powoli, wracając do swoich wojowników. Kątem oka spojrzał jeszcze na Ćmę i jej towarzyszy, zastanawiając się, czy Cień i Rzeka rzeczywiście dadzą sobie radę wygonić Pożogę i czy nie będą mieli problemów z Klanem Wichru.

zt

ʙʀᴇᴀᴛʜɪɴ` ɪɴ, ʙʀᴇᴀᴛʜɪɴ` ᴏᴜᴛ
ʜᴏᴡ ʏᴏᴜ ʙᴇᴇɴ? Yᴏᴜ sᴇᴛᴛʟᴇᴅ ᴅᴏᴡɴ?
ʏᴏᴜ ғᴇᴇʟɪɴ` ʀɪɢʜᴛ? Yᴏᴜ ғᴇᴇʟɪɴ` ᴘʀᴏᴜᴅ?
ʜᴏᴡ ᴀʀᴇ ʏᴏᴜʀ ᴋɪᴅs? Wʜᴇʀᴇ ᴀʀᴇ ᴛʜᴇʏ ɴᴏᴡ?

ʏᴏᴜ ʙᴜɪʟᴅ ᴀ ʙᴏᴀᴛ, ʏᴏᴜ ʙᴜɪʟᴅ ᴀ ʟɪғᴇ
ʏᴏᴜ ʟᴏsᴇ ʏᴏᴜʀ ғʀɪᴇɴᴅs, ʏᴏᴜ ʟᴏsᴇ ʏᴏᴜʀ ᴡɪғᴇ


LVL 9 165 / 500
MedLVL 0 0 / 100
29
Siła
S
15
Zręczność
Zr
11
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
100
Punkty Życia
HP
80
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Po przebytej, dość uciążliwej chorobie, potrzebowałem momentu oddechu. Dlatego unikając spojrzeń swoich współklanowiczów po prostu odszedłem, nie zamierzając szybko wracać. Unikałem obowiązków, może. Może bardzo tak. I może niektórzy mogli patrzeć na mnie przez to dość krzywo, ale... nie miałem siły na nic. Czułem się, jakbym w lecznicy Lśniącej Sadzawki postarzał się o przynajmniej sto księżycy. I chociaż tak nie było, to nierozruszane kości czasami strzelały!
Dlatego też zamierzałem ruszyć tyłek z miejsca i przejść się gdzieś. Problem był taki, że nie wiedziałem gdzie. Po granicach, Gwiezdny Klan wie co by mi zrobiła Lawendowa Gwiazda, gdyby się dowiedziała, że się szlajam po terenach, zamiast pracować, a za granice, na tereny Niczyje... nie miałem po co. Od dawna nie widziałem Osy. Ostatnie nasze spotkanie było przy tym, gdy Lśniąca Sadzawka ją leczyła, a po tym jakby znikła. Mimo wszystko miałem szczerą nadzieję, że u niej jest wszystko dobrze. Że wyzdrowiała. Nie miałbym jej unikania mnie za złe za to, jak ją potraktowałem podczas owego leczenia. Nic dziwnego.
Nim się obejrzałem, znalazłem się niedaleko Czterech Dębów. Stanąłem w miejscu, kiedy moja kita nerwowo podrygiwała w miejscu. Miejsce to, gdy tylko się zbliżałem, napełniało mnie ciepłym, nawet wręcz gorącym uczuciem, które jednocześnie zalegało w moich płucach powodując, że tonę. Strzeliłem uchem, zanim zbliżyłem się do miejsca moich zbrodni. Po kilku krokach przystanąłem obok Pękniętej Skały. Trąciłem ją delikatnie ogonem, zaraz po tym rozglądając się dookoła.
Te słodkie, jak i te bardziej gorzkie wspomnienia znajdowały się tutaj. Jakbym je może nawet słyszał. Jakby były wczoraj, jakbym wracał zasypany tym śniegiem do obozu. Zaraz jednak moje ślepia powędrowały w stronę terytoriów mojego Klanu.
Na szczęście w obozie miałem kogoś, kto pomógł mi wrócić na ziemię.

[ah shiet here we go again. zioro]
≡ podobno w Rzymie napadało gradu aż po kolana ≡
w Japonii wiśnie zakwitły o dwie pory roku wcześniej
a ja tęsknię a ja tęsknię a ja ciągle tęsknię
LVL 4 35 / 300
MedLVL 0 0 / 100
12
Siła
S
8
Zręczność
Zr
10
Szybkość
Sz
9
Zmysły
Zm
70
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Chciał iść do Czterech Dębów jak najszybciej, aby na własne oczy ujrzeć wielkie jaszczury. Musiał przyznać, choć nie na głos, że czuł ciekawość, dziecinną, kocięcą ciekawość. Szczytem głupoty byłoby jednak, gdyby poszedł na miejsce sam. Wirujące Pióro zgodził się od razu towarzyszyć mu w tej “wyprawie”. Kiedy dotarli na miejsce, Polny przystanął, cały napięty niczym cięciwa łuku, węsząc uważnie, a potem spojrzał na swojego zastępcę.
– Nie oddalajmy się od siebie, dobra? – mruknął w jego kierunku, całkiem poważnie, rozglądając się po najbliższej okolicy. – I wołaj, gdybyś coś wyczuł – dodał, biorąc głęboki wdech, a potem ruszył ostrożnie, uginając lekko łapy. Serce łomotało mu w klatce piersiowej jak oszalałe, bo kompletnie nie wiedział, czego się spodziewać. Każdy lis był taki sam, większy czy mniejszy, ale jaszczury? Słyszał, że były to różne okazy, co tylko potęgowało jego stres. Oddychał głęboko, starając się uspokoić samego siebie i swoje myśli. Jego nos, uszy i oczy pracowały teraz na najwyższych obrotach.

Wirek, a potem mg

ʙʀᴇᴀᴛʜɪɴ` ɪɴ, ʙʀᴇᴀᴛʜɪɴ` ᴏᴜᴛ
ʜᴏᴡ ʏᴏᴜ ʙᴇᴇɴ? Yᴏᴜ sᴇᴛᴛʟᴇᴅ ᴅᴏᴡɴ?
ʏᴏᴜ ғᴇᴇʟɪɴ` ʀɪɢʜᴛ? Yᴏᴜ ғᴇᴇʟɪɴ` ᴘʀᴏᴜᴅ?
ʜᴏᴡ ᴀʀᴇ ʏᴏᴜʀ ᴋɪᴅs? Wʜᴇʀᴇ ᴀʀᴇ ᴛʜᴇʏ ɴᴏᴡ?

ʏᴏᴜ ʙᴜɪʟᴅ ᴀ ʙᴏᴀᴛ, ʏᴏᴜ ʙᴜɪʟᴅ ᴀ ʟɪғᴇ
ʏᴏᴜ ʟᴏsᴇ ʏᴏᴜʀ ғʀɪᴇɴᴅs, ʏᴏᴜ ʟᴏsᴇ ʏᴏᴜʀ ᴡɪғᴇ


LVL 9 165 / 500
MedLVL 0 0 / 100
29
Siła
S
15
Zręczność
Zr
11
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
100
Punkty Życia
HP
80
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Puchacz wyjątkowo był zaciekawiony wieściami, które przyniosły patrole. Wielkie, lśniące ślepia, jaszczury, które zawładnęły Czterema Dębami? No, to trzeba było zobaczyć, czyż nie? Korciło go, by powiedzieć pewnego dnia Polnej Gwieździe, że weźmie jakiś patrol, i pójdzie to sprawdzić, bo naprawdę, naprawdę chciał to zrobić. Może nawet z jakimś powalczyć? Ach, kości mu się już normalnie zastały od długiego czasu, kiedy ostatnio walczył z jakimś drapieżnikiem, więc szkoda zmarnować taką okazję! A, cóż, okazało się, iż to przywódca pierwszy uznał, że trzeba to sprawdzić. No więc, Puchacz od razu się zgodził, oczywiście, argumentując to bezpieczeństwem klanu, terminatorów, bo wiedział, że co niektórzy pewnie ostrzyli na to kły i pazury.
- W porządku, będę wył niczym zarzynany królik - przytaknął przywódcy, lekko strzygąc uszami. Następnie ruszył w przeciwnym kierunku co Polny, uważnie się rozglądając, szczególną uwagę jednak posyłając ku Czterem Dębom i ich korzeniom, pod którymi mogły się kryć te olbrzymie jaszczury, gotowe rozszarpać ich jednym kłapnięciem szczęk... podobno.
[Obrazek: v3KIHAQ.png]
LVL 7 335 / 500
MedLVL 0 0 / 100
23
Siła
S
12
Zręczność
Zr
11
Szybkość
Sz
11
Zmysły
Zm
90
Punkty Życia
HP
70
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Cztery drzewa oblężone były ilością większych oraz mniejszych gadów. Ślady na całym ich terenie zacierały się, krzyżując z kolejnymi. Widać jednak było parę wyraźniejszych śladów, które prowadziły Polną Gwiazdę przez siebie. Osobnik ten był średnich rozmiarów, pozostawiając za sobą głębokie ślady, w porównaniu do innych widocznych przed oczami przywódcy Klanu Cienia. Śladom towarzyszył również zapach, który łatwo można było skojarzyć z gadem. Tylko czy Polna Gwiazda się zdecyduje na to od razu, czy może nie?

Polna Gwiazda: lvl: 6 | S: 20 | Zr: 16 | Sz: 8 | Zm: 7 | HP: 85 | W: 65

Zaś Wirujące Pióro, również widząc przed sobą ślady, nie był w stanie jednak rozróżnić żadnego świeższego śladu. Zamiast tego, bury zastępca poczuł w powietrzu inny zapach. Przed Wirującym Piórem leżało... piórko. Rozglądając się dalej mógł ich zauważyć jeszcze parę, a centralnie przed nim, oddalone o paręnaście lisich ogonów odległości pomiędzy jedną z wielu wnęk pękniętego głazu, wokół którego przywódca i zastępca poszukiwali lśniącookich gadów, znajdował się samotny ptak. Kuropatwa, dokładniej mówiąc, wtulona w samą siebie, odcięta od drogi ucieczki mogła być szybkim śniadaniem (obiadem? kolacją?) dla dwóch kocurów przed nieuniknioną chyba walką z jaszczurkami. Chyba, że Wirek zdecyduje się szukać dalej, albo zostawić ptaka w spokoju.

Wirujące Pióro: lvl: 6 | S: 20 | Zr: 11 | Sz: 10 | Zm: 10 | HP: 85 | W: 65
[Obrazek: k2n2s6P.png]
what a glorious feeling!
i'm happy again!
° i'm laughing of clouds °
= so
dark up above =
the s u n is in my heart
and I am ready for love!
LVL 5 85 / 400
MedLVL 1 80 / 200
11
Siła
S
12
Zręczność
Zr
14
Szybkość
Sz
9
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Zapach, jaki dostał się do jego nozdrzy, spowodował zjeżenie sierści na karku i ogonie Cienistego przywódcy. Zmarszczył nos, przyglądając się mocniej zaznaczonym śladom na ziemi. Póki co jeszcze nie widział jaszczura, a trop mógł okazać się fałszywy, więc nie zdecydował się wołać Wirującego Pióra. Ruszył tropem, powoli i ostrożnie, rozglądając się dookoła, co by nie zostać zaatakowanym z jakiejkolwiek strony. Musiał mieć się na baczności, jednocześnie nasłuchując ewentualnego wołania swojego zastępcy. Miał nadzieję, że nie natkną się na więcej niż jednego gada, w takim wypadku mieliby utrudnione zadanie, niemniej jednak najpierw chciał sprawdzić, czy na końcu śladów, jakie znalazł, krył się jaszczur.

ʙʀᴇᴀᴛʜɪɴ` ɪɴ, ʙʀᴇᴀᴛʜɪɴ` ᴏᴜᴛ
ʜᴏᴡ ʏᴏᴜ ʙᴇᴇɴ? Yᴏᴜ sᴇᴛᴛʟᴇᴅ ᴅᴏᴡɴ?
ʏᴏᴜ ғᴇᴇʟɪɴ` ʀɪɢʜᴛ? Yᴏᴜ ғᴇᴇʟɪɴ` ᴘʀᴏᴜᴅ?
ʜᴏᴡ ᴀʀᴇ ʏᴏᴜʀ ᴋɪᴅs? Wʜᴇʀᴇ ᴀʀᴇ ᴛʜᴇʏ ɴᴏᴡ?

ʏᴏᴜ ʙᴜɪʟᴅ ᴀ ʙᴏᴀᴛ, ʏᴏᴜ ʙᴜɪʟᴅ ᴀ ʟɪғᴇ
ʏᴏᴜ ʟᴏsᴇ ʏᴏᴜʀ ғʀɪᴇɴᴅs, ʏᴏᴜ ʟᴏsᴇ ʏᴏᴜʀ ᴡɪғᴇ


LVL 9 165 / 500
MedLVL 0 0 / 100
29
Siła
S
15
Zręczność
Zr
11
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
100
Punkty Życia
HP
80
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Normalnie by się cieszył z tego, że wyczuł kuropatwę. Duży, dość łatwy łup, jeśli się dobrze zakradło, i niemal cała kociarnia byłaby w stanie się najeść i jeszcze dla starszyzny by zostało. Ale, chwilowo miał ważniejsze rzeczy do roboty, niż polowanie. Jego celem było namierzenie i, możliwie, zlikwidowanie wielkiego jaszczura, jednego z wielu, które prawdopodobnie się tu zalęgły. Tak więc, tylko spojrzał na kuropatwę, a jego zastanowienie trwało zaledwie moment, bo już po chwili ruszył dalej, ignorując ptaka, i szukając śladów zapachowych czegoś bardziej... interesującego.
[Obrazek: v3KIHAQ.png]
LVL 7 335 / 500
MedLVL 0 0 / 100
23
Siła
S
12
Zręczność
Zr
11
Szybkość
Sz
11
Zmysły
Zm
90
Punkty Życia
HP
70
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Jaszczurki były czymś nietypowym dla Klanowych Kotów. Jasne, zdarzało się zobaczyć te mniejsze na terenach raz na jakiś czas, jednak nigdy nie były to tak wielkie tyrany. Ślad, jaki znalazł Polna Gwiazda po chwili doprowadził go do tego, czego szukał. Zwierzę znajdujące się przed kocurem było sporych rozmiarów, między dwoma a trzema długościami lisich ogonów, o monochromatycznym ubarwieniu. Czarne łuski układały się we wzory podobne do tych na bokach obu poszukujących kocurów, z daleka wyglądające jak pręgi określane jako tygrysie. Zwierzę przed nim uważnie obserwowało teren, leniwymi oczami spoglądając wokół siebie, nie zauważając jeszcze wojownika, co mogło być dobrym pretekstem do próby podejścia gada niezauważenie, a więc wykorzystując element zaskoczenia.

Polna Gwiazda: S: 20 | Zr: 16 | Sz: 8 | Zm: 7 | HP: 85 | W: 65
○ wykorzystane przerzuty: 0/5
Teju: S: 22 | Zr: 23 | Sz: 19 | W: 65 | HP: 85

Wirujące Pióro zdecydował się więc na kroczenie dalej przed siebie, pozostawiając kuropatwę przy życiu. Ptak, dopiero po chwili zauważając sylwetkę kota wzdrygnął się, widząc jednak, że go oszczędza, pozostał w miejscu obserwując odchodzącego Wirujące Pióro. Mówiąc już o kocurze... wystarczyło odejść parę kroków, by znaleźć ciekawy ślad na ziemi. Podobnie jak wcześniej Polna Gwiazda, bury zastępca znalazł na swojej drodze nietypowe odciski, które prowadziły go przed siebie. Była to jakaś jaszczurka, to było pewne... ale odciski wydawały się o dużo za małe. Dziwne.

Wirujące Pióro: | S: 20 | Zr: 11 | Sz: 10 | Zm: 10 | HP: 85 | W: 65
○ wykorzystane przerzuty: 0/5
and ya know, ya know, ya know, xlife can be beautiful
you hope, you dream, you pray, and you get your way!
ask me xhow xit feels xlooking xlike xhell xon wheels

。.。:+♡ my god, it's beautiful! ♡+:。.。
LVL 3 80 / 200
MedLVL 0 0 / 100
11
Siła
S
8
Zręczność
Zr
8
Szybkość
Sz
6
Zmysły
Zm
65
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości