Logo Artemidy
Krzak Bzu
cztery dęby bardzo mu się spodobały i dlatego pojawiał się tu dość często o dla własnej przyjemności. Dzisiaj dzień był chłodny i wietrzny ale kotu z tak grubym futrem nie przeszkadzało. Dlatego usiadł przy drzewie i odchrząknął głośno bliżej granicy z klanem wichru, chcąc dopaść jakąś długołapą najlepiej pannę, chociaż panem by nie pogardził, bo dodaje to życiu smaku.

\ktokolwiek
cześć jestem Adam
LVL 1 0 / 100
MedLVL 0 0 / 100
9
Siła
S
6
Zręczność
Zr
2
Szybkość
Sz
3
Zmysły
Zm
60
Punkty Życia
HP
40
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Czasami pasowało się przejść z kimś co nie narzekał na ciągłe marudzenie i niechęć burego wojownika, co w dzisiejszym dniu w miarę mu się udało. Został wysłany na mały patrol wraz z popielatą córką Trzcinowej Sadzawki z którą, o dziwo, nie narzekał. Jej towarzystwo było milsze od prawie każdego innego, bo wytrzymywała go, nawet gdy podczas wcześniejszej nocy nie spał, a w poprzedniej zdrzemną się tylko chwilę. Tak więc zebrali się podczas górowania słońca aby wyjść i sprawdzić co tam dzieje się przy granicy Klanu Wichru, podczas gdy również mogli odnowić znaki na niej. Z tego co wiedział nie powinno być innego patrolu w tym samym, miejscu, chyba że ktoś by się wybrał na samotny patrol, w co wątpił, jako iż chmury groziły deszczem a wiatr wyglądał na oburzony, wiejąc mocno.
Większość drogi przeszli milcząc, od czasu do czasu kocur odzywał się jakby cokolwiek mu przyszło do głowy, co zazwyczaj brzmiało jakby nic tylko narzekał na brak snu i twierdził, że żadnych chwastów od cienistej medyczki nie będzie brał, bo pewnie w końcu on sam znajdzie sobie sposób do spania. Sam znajdzie sobie jakąś kocimiętkę czy coś, bo jak na razie wycieńczanie się nie przynosiło pozytywnych skutków, tylko odwrotne działanie, i na następny dzień był bardziej podirytowany niż poprzedniego. Po jakimś czasie doszli do Czterech Dębów, gdzie mieli zacząć oznakowywanie tej części granicy. Zobaczył zaś coś, co go nieźle zdziwiło, mianowicie syna Kukułczego Jaja który siedział sobie beztrosko, niby na ziemiach niczyich, lecz za czyim pozwoleniem? Czy on cokolwiek umiał? Nie wątpił w zdolność Błyskawicowego Blasku, lecz był za głupi aby zapuszczać się aż tak daleko.
Szturchną wyższą od niego wojowniczkę, z pewną złością w ślepiach które skupił na niej. Jak śmiał tak się narażać. Jego wyraz pyska mówił o wszystkim, nie był zadowolony z tego co widział i miał zamiar to omówić z Popielnym Żarem.
- Widzisz go? Jakiś lisi bobek, na osty i ciernie, czy czeka aż ktoś go zatłucze? - Burkną, zjeżając sierść na karku. Miał pewien odrzut co do pozwalania terminatorów którzy nie umieją się bronić łazić po terenach, a co dopiero zapuścić się tak daleko. - Dopiero co został mianowany terminatorem i już myśli, że mu wolno łazić po terenach, ściągnijmy go na ziemię - stwierdził w kierunku wojowniczki, oczekując że się zgodzi na jego plan. Na czym on polegał? Na zrobieniu czegokolwiek trzeba aby go wytargać z tego stanu wyższości nad innymi. Oczywiście, miał jeszcze zamiar zakomunikować to swojemu byłemu podopiecznym żeby użył trochę swojego charakterku i zadał karę, w końcu to nie był terminator syna Króliczego Pląsu.

// Jeszcze proszę czekać na Ms. Popiel ;)
LVL 4 35 / 300
MedLVL 0 0 / 100
13
Siła
S
7
Zręczność
Zr
6
Szybkość
Sz
9
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Wspólny patrol w towarzystwie Mroźnego? Nie był to wcale tak głupi pomysł. Miała wrażenie, że po ich ostatniej dość...odległej rozmowie ich relacja nieco się poprawiła pod względem tolerancji na siebie. Już nie czuła się wiecznie atakowana z jego strony bezpodstawnym chłodem, wyczuwając niechęć - teraz po prostu akceptowała to jako jego osobliwy charakter. Dlatego, kiedy została wyznacza do patrolu wraz z synem Króliczego Pląsu nie protestowała z przyjemnym uśmiechem zgodziła się. Takim oo sposobem wyszli w swoim towarzystwie z obozu, kierując kroki w stronę pierwszej granicy, jak się okazało padło na granice z Klanem Wichru. Nie rozmawiali za wiele, nie przeszkadzało to jednak Popielnemu Żarowi, która o dziwo znosiła tę ciszę ze spokojem. Od czasu do czasu wymienili kilka słów, najczęściej to Buk marudził na różne rzeczy. A to zły sen, a to niechęć do jedzenia ziół od Ciernistego Kwiatu...Były to błahe sprawy, którymi wymieniały się zazwyczaj koty a niebiesko-kremowa koteczka przyjmowała to z uśmiechem na pyszczku. Po oznakowaniu granicy i przejściu standardowej trasy ich łapy skierowały się w stronę Czterech Dębów - miejsca, którego wojowniczka tak dawno nie odwiedzała, chociaż było to w pewnym czasie dość...częste miejsce jej pobytu. Teraz jednak wolała Senny Ruczaj czy inne miejsca przy Wichrowych ziemiach. Tak jakoś bardziej ją tam ciągnęło niż tutaj. Miała nadzieje na spokojny obchód, jednak Przodkowie chcieli inaczej, zsyłając im przed łapy syna Chrzanowego Korzenia, brata Zamglonej Łapy a...no cóż, terminatora Popielnego Żaru, Zmarszczyła zaskoczona brwi, kiedy dojrzała kremowe, długie futerko siedzące sobie beztrosko niedaleko Wichrowych oznaczeń. Co on tam robi, chwile po mianowaniu?. Poczuła szturchnięcie, kierując najpierw ucho w stronę niższego, a potem już cały pyszczek na którym malowało się zaniepokojenie i zmartwienie, w przeciwieństwie do złości kipiącej w oczach Buka. Górowała troszeczkę nad swoim kompanem, w czym pomagały jej długie, szczupłe łapy, jednak nie to było tu najważniejsze. Ogon drgnął jej delikatnie a ta westchnęła bezgłośnie. Czyżby były terminator Mroźnego Serca, nie umiał upilnować swojego?
xx- Widzę widzę, jak mogłabym go nie zauważyć - odparła cicho w jego kierunku, wywracając niezauważalnie ślepiami, nie spuszczając wzroku z siedzącej sylwetki. - Może chciał zasmakować granic po mianowaniu? To go jednak nie usprawiedliwia, że przyszedł aż tu! - dodała ostatecznie i jej krótka sierść nieznacznie się poruszyła. Było chłodno i dżdżyście. Nie chciała spędzać tu dłuższego czasu niż powinna, dlatego bez większych wątpliwości skinęła burasowi łbem, zgadzając się z jego planem. Bez skrępowania ruszyła w stronę terminatora, a kiedy była już za nim, odchrząknęła znacząco, jednak je głos jak zwykle był delikatny i bardziej troskliwy niżeli ostry i karcący. Od grania złego policjanta, był tutaj Buk.
xx- Bycza Łapo, co ty tutaj robisz tak daleko od obozu, raptem chwile po twoim mianowaniu?
[Obrazek: G8fdk5X.gif]
LVL 5 240 / 400
MedLVL 0 0 / 100
10
Siła
S
15
Zręczność
Zr
12
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
To czego nauczył się Mrucząca Łapa było że lepiej trzymać się w okolicy patoli, póki nadal nie umiał zbyt dobrze walczyć. Rana zasadniczo wyglądała czysto, gdy opatrunek został zdjęty jakiś czas temu. Teraz czuł na razie głównie swędzenie, jak to się dzieje podczas gojenia. Kocur zdecydował się dołączyć dzisiejszego dnia do patrolu, "przyklejając się" do swojego ojca, nie dając się spławić. Po tym jak Lodowa Skóra zaakceptował w końcu fakt że nie uwolni się dzisiaj od swojego przerośniętego kociaka, razem wyruszyli sprawdzić granicę przylegającą do Klanu Rzeki. Trochę to zajęło, nie szczególnie szybkim marszem, by oszczędzać siły gdyby coś się jednak wydarzyło. Jednak nic do tej pory się nie stało. Gdy dotarli do kawałka granicy oddzielającego Cztery dęby od terenów klanu, starszy kocur postanowił udać się na krótkie polowanie, uprzedzając że będzie w okolicy. Mrucząca Łapa myślał nad tym, jednak miał okazję zwiedzić miejsce w którym nigdy jeszcze nie był. Cztery dęby o których słyszał już nie raz, jednak w sumie nigdy nie znalazł się zbyt blisko tego miejsca. Teraz mógł się rozejrzeć.

/Śliwka z Rzeki. :3/
[Obrazek: 1lsf8b4.png]
LVL 2 150 / 150
MedLVL 0 0 / 100
6
Siła
S
8
Zręczność
Zr
5
Szybkość
Sz
5
Zmysły
Zm
65
Punkty Życia
HP
45
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Znowu padło na Cztery Dęby! Czy to już jakaś obsesja? Nie. Śliwkowa Łapa po prostu lubiła tu przychodzić i chociaż miała z tym miejscem wiele nieprzyjemnych wspomnień, tak też trafiały się o wiele przyjemniejsze. Zawsze jak wkraczała na ziemię okoliczne wielkim drzewom, miała gdzieś z tyłu głowy wrzask Okoniowego Ogona, która nawoływała ją aby wróciła na tereny i nie szlajała się gdzie popadnie prosto w paszczę drapieżników. Czarno-biała bardzo za tym tęskniła, jednak już mniej. Wiedziała, że ciotka jest teraz w lepszym miejscu i powinna zajmować się żywymi, a nie ciągle opłakiwać zmarłych. Tak własnie znowu trafiła pod Cztery Dęby. Znała ziemie swojego klanu chyba już na pamięć dzięki spacerom i polowaniom u boku Kosowej Pieśni. Czarna wojowniczka zdecydowanie stawiała na to, by jej trzecia córka była wysportowana, zwinna i wiedziała gdzie się znajduje. Między innymi dlatego zielonooka już nieco mniej obawiała się samotnych spacerów bez wiedzy matki, bądź szczątkowej. Można powiedzieć, że ten spacer teraz miał o wiele większe znaczenie niż poprzednie. Wtedy chodziła by poznawać, odkrywać nowe miejsca i koty. Teraz? Teraz potrzebowała w samotności przemyśleć kilka spraw.

Trzeba pomyśleć jak podejść do Sokoła. Co powiedzieć i jak!

Tak, zdecydowanie potrzebowała na to planu. Rozmowa z Chaber otworzyła jej oczy na kilka spraw; jedną z nich była ta, że zwyczajnie się mazgai jak kocię. Nie powinna się tak zachowywać, bowiem tylko pogorsza swoją sytuacje. Gorzej dla niej, że zwyczajnie w świecie nie potrafiła reagować inaczej. Niebiesko-biały syn Jastrzębiego Szponu na każdym kroku ją ranił. To syknięciem, to zimnym spojrzeniem a to nawet i obelgą w jej kierunku. To wszystko wbijało coraz to większe szpilki w jej młode serduszko, a ta z coraz większym przerażeniem zdawała sobie sprawę ze swoich dziwacznych uczuć do wcześniej wspomnianego kocura. Słowa pierworodnej Kosowej Pieśni utwierdziły Owocówkę w dość niewygodnym przekonaniu; zauroczyła się. Bo...tak to się nazywało, tak? Westchnęła i przysiadła pod rozłożystym bzem, zerkając na jego pożółkłe już liście i leniwie opadające na nie malutkie kropelki mżawki. Nie może się tak kulić i poddawać. Musi w końcu być silna! Nie ma 6 księżyców, jest już dorosła i prawie że kończy trening.

Dlatego powinnaś wziąć się w garść i podejść do niego, walnąć łapą w ziemię i mówić! Szkoda, że to niemożliwe...
.................€€
...................€
.............................tak tęsknię za twoim spojrzeniem, tym wymyślonym, którego nigdy, nigdy nie było
.............................tak tęsknię za twoim dotykiem, tym wymyślonym, którego nigdy, nigdy nie było


.........................................................€€ €€ €€ €€ ll

.............................tak tęsknię za twoją czułością, tą wymyśloną, a której nigdy, nigdy nie było
.............................tak tęsknię za twoim głosem, tym wymyślonym, którego nigdy, nigdy nie było

.........................................l l l
LVL 5 65 / 400
MedLVL 0 0 / 100
9
Siła
S
16
Zręczność
Zr
12
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Chociaż nie było to niezwykłe, że mógł spotkać kogoś innego w miejscu jak to, to prawdę mówiąc nie spodziewał się. Jego uszy drgnęły, słysząc szelest uschłych liści, zdradzający czyjąś obecność. Potem pojawił się ten zapach, którego nie mógłby dokładnie opisać. Wiedział jedynie że czuł go w mniejszej intensywności całą drogę przez granicę. Nie zbyt przyjemna woń rybojadów. Czy był to zapach ryb, czy czegoś innego!? Nie wiedział, nigdy nie jedząc dotąd ryby. Mrucząca Łapa dotąd nigdy nie spotkał kota z innego klanu, więc obcy osobnik wzbudził u niego zainteresowanie. Kocur skoczył na jeden z większych kamieni by się rozejrzeć, wtedy dostrzegł sylwetkę. Jak zapach stał się wyraźniejszy, rozpoznał że to kotka. Obserwował ją dłuższą chwilę, nie będąc pewnym czy go zauważyła. Zastanawiało go czy powinien się odezwać. Był ostrożny, nie będąc pewnym jak może zachować się kocica, ale mimo to bardzo ciekawski. - Ktoś ty? - Zapytał w końcu, ujawniając swoją obecność, zapominając trochę o manierach. Pierwszy raz rozmawiał z kimś, kto był rzeczywiście mu obcy. Chociaż Mruczek nie z wszystkimi klanowiczami miał bliższe relacje, każdego znał przynajmniej z widzenia. Kocur nie wyrażał wrogości w swoim tonie, może bardziej zdziwienie.
[Obrazek: 1lsf8b4.png]
LVL 2 150 / 150
MedLVL 0 0 / 100
6
Siła
S
8
Zręczność
Zr
5
Szybkość
Sz
5
Zmysły
Zm
65
Punkty Życia
HP
45
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Śliwka długo siedziała i rozmyślała nad zmianą w swoim zachowaniu. Tym, jak powinna rozmawiać z Sokołem, jak powinna nieco zmodyfikować swój dobór słów i reakcji na rzucane w jej kierunku obelgi i nieprzychylne spojrzenia. Musiała w końcu się czegoś takiego nauczyć! Szkoda, że pojęła to tak późno. Bawiąc się opadłym z bzu liściem, delikatnie nim szurając po leśnej ściółce nagle zastygła, słysząc inny, głośniejszy szelest. Uniosła wzrok znak pożółkłego, mizernego w rozmiarach liścia i rozejrzała się - ktoś tu był? Na samym początku nie dostrzegła sprawcy szelestów, dopiero kiedy do jej nakrapianego noska wpadł dziwnie znajomy zapach Klanu Wichru...Sierść jej się uniosła na karku a źrenice w zielonych ślepiach zmniejszyły.

Tam na kamieniu!

Wrzasnął znajomy głos w głowie, kiedy Śliwka w końcu dojrzała Mruczącą Łapę, posyłającego jej zaskoczone i zainteresowane spojrzenie. Potem też padło pytanie. Nie było ono ani wypowiedziane agresywnie, ani tym bardziej wrogo. Było czuć w nim zainteresowanie. Krótkawy, czarny ogon podrygiwał u boku Owocówki niespokojnie a język w jej pyszczku jakby zanikł. Po ostatnim spotkaniu kota z innego klanu, jej życie wywróciło się do góry nogami i...Czy to dobry pomysł, by znowu wdawała się z kimś w rozmowę? Tym bardziej kocurem? Z innej strony...Sokół już nie wpadnie, nie nakrzyczy na nią i nie obrazi się bardziej, niż jest teraz. Pod tym względem jej nic nie groziło, jednak zastanawiała się, czy aby to na pewno coś pozytywnego. Przełknęła ciężko ślinę i uciekła wzrokiem gdzieś na bok, wbijając go z powrotem w liść. A może to dobra chwila, by przećwiczyć nowy styl rozmowy? Może powinna w końcu się otworzyć, zgrywać pewną siebie, otwartą i na pewno nie taką galaretę emocjonalną jaką jest teraz. Będzie to bardzo trudne, jednak... Musi spróbować! Takim oto sposobem na pyszczek czarno-białej wpłynęła pierwsza maska. Uśmiechnęła się subtelnie i delikatnie podnosząc się na równe łapy, podchodząc do kamienia na którym ustawił się Mrucząca Łapa i przekręciła łepek na bok. Zaczynamy gre...
xx- Jestem Śliwkowa Łapa, z Klanu Rzeki. A ty? - miauknęła z zaciekawieniem, opierając się przednimi łapami o owy kamień, nieco się wyciągając by móc bliżej zobaczyć całego, białego kocurka. Czy widziała kiedykolwiek takiego kota? Nie! Sama miała niby jakieś tam białe łaty...Jednak w większości dominowała u niej czerń. Spotkanie kota o takim ubarwieniu było ciekawe i bez zakładania maski pewności siebie. Małe, trójkątne uszy podrygiwały jej w delikatnych gestach zainteresowania, jednak w oczach można było dojrzeć niepewność.

Dobrze idzie, nie sknoć tego teraz...
.................€€
...................€
.............................tak tęsknię za twoim spojrzeniem, tym wymyślonym, którego nigdy, nigdy nie było
.............................tak tęsknię za twoim dotykiem, tym wymyślonym, którego nigdy, nigdy nie było


.........................................................€€ €€ €€ €€ ll

.............................tak tęsknię za twoją czułością, tą wymyśloną, a której nigdy, nigdy nie było
.............................tak tęsknię za twoim głosem, tym wymyślonym, którego nigdy, nigdy nie było

.........................................l l l
LVL 5 65 / 400
MedLVL 0 0 / 100
9
Siła
S
16
Zręczność
Zr
12
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Nie był pewny co pierwsze wydało jego obecność. Dźwięk, czy też powiew wiatru znoszący zapach na kocicę. Jednak w każdym razie i tak nie zależało mu aż tak bardzo na zostaniu niedostrzeżonym. Kocica nie wydawała się być większym zagrożeniem. Kocur chwilowo zerknął w stronę skąd przyszedł, wypatrując czy jego ojciec był gdzieś w pobliżu. Wolał przynajmniej wiedzieć, w razie czego. Co prawda nie wyczuwał zagrożenia, ale ko wie...borsuki mogły być wszędzie.
Mrucząca Łapa skupił uwagę na kocicy. Nie spodziewał się że będzie aż tak zaoferowana jego towarzystwem, tym bardziej że do tej pory wydawała się dość płochliwa. Mógł to odczuć. - Wich...Mrucząca Łapa, z klanu Wichru. - Kocur poczuł się jakby język mu się chwilowo splątał, niemal ogłaszając że jest "Wichrową Łapą z Klanu Mruczu". Za bardzo się zamyślił, siedząc na tym kamieniu.

/Sorry że taki krótki gniot w stosunku do twojego./
[Obrazek: 1lsf8b4.png]
LVL 2 150 / 150
MedLVL 0 0 / 100
6
Siła
S
8
Zręczność
Zr
5
Szybkość
Sz
5
Zmysły
Zm
65
Punkty Życia
HP
45
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Mrucząca Łapa...ciekawe imię

Płochliwa? To dobre określenie na Śliwkową Łapę. Tym bardziej po ostatnich wydarzeniach z Sokolą Łapą i Płonącym Lasem, którego miała zamiar już nigdy nie spotkać. Czuła się dziwacznie przez rozmowę z nim, a przez to jego całe przysunięcie się do niej bez większego powodu pokłóciła się ze swoim przyjacielem.Miała nadzieje, że teraz kiedy ćwiczyła jakkolwiek pewność siebie do starcia ze starszym kocurem, ten nie wypadnie z krzaków i nie wkopie jej jeszcze bardziej. Wtedy, to nawet zgrywanie pewnej siebie jej nie pomoże w odbudowaniu zaufania. Poruszyła uszami, wyłapując imię białego, który również zdawał się w tym momencie nieco zestresowany. Plątał mu się przynajmniej język i chwile jej zajęło zrozumienie jego imienia. Na całe szczęście, słuch miała dobry! Nie widziała w nim zagrożenia, chociaż ostrożność i tak szeptała jej, aby zachowała odpowiedni dystans i...W razie potrzeby jak najszybciej zwiewała na Rzeczne tereny. No, ale cóż; to już drugi kocurek z Klanu Wichru spotkany na tych ziemiach. Tyle, że w o wiele sympatyczniejszych okolicznościach.
xx- W takim razie, Mrucząca Łapo - miauknęła, uśmiechając się nieco szerzej i pogodniej w jego kierunku, nadal opierając się o kamień, na którym to siedział. - Miło mi cię poznać! Przyszedłeś tutaj...sam? - czuła się dziwacznie będąc tą, która rozkręca konwersacje. Przełknęła ciężej ślinę, nieprzyzwyczajona zupełnie do takiego dialogu. To zazwyczaj ona była tak pytana, albo przynajmniej takie rzeczy zauważała. Miała tendencje do wyolbrzymiania, więc mogła się mylić. Jej czarny ogonek delikatnie się poruszył a uszy nastawiły zaciekawione.

Całkiem sympatyczny. Przynajmniej w zbliżonym wieku, nie tak jak Wronie Serce czy Lawendowy Kwiat. Może znajdziesz z nim więcej tematów i poćwiczysz pewność siebie?
.................€€
...................€
.............................tak tęsknię za twoim spojrzeniem, tym wymyślonym, którego nigdy, nigdy nie było
.............................tak tęsknię za twoim dotykiem, tym wymyślonym, którego nigdy, nigdy nie było


.........................................................€€ €€ €€ €€ ll

.............................tak tęsknię za twoją czułością, tą wymyśloną, a której nigdy, nigdy nie było
.............................tak tęsknię za twoim głosem, tym wymyślonym, którego nigdy, nigdy nie było

.........................................l l l
LVL 5 65 / 400
MedLVL 0 0 / 100
9
Siła
S
16
Zręczność
Zr
12
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Kocur rozluźnił się, zaczynając nawet trochę cieszyć się towarzystwem. Jego pierwsze spotkanie z "obcym" szło jak na razie całkiem przyjemnie. Nie wiedział właściwie czego kocica mogła tutaj szukać. Patrząc na jej wiek...być może jest tak jak on terminatorem który jeszcze nie opuszczał terenów i chciał zobaczyć to miejsce? - Nie do końca, Przechodziliśmy patrolem i rozdzieliliśmy się, bo mój ojciec chciał zapolować. Więc ja przyszedłem przyjrzeć się Czterem Dębom. - Wyjaśnił. Trzepnął puchatą kitą o kamień i ziemię, dość podekscytowany że znalazł się w nowej sytuacji. Ostatnimi czasy dość długo siedział w obozie, ze względu na ranę, co było naprawdę nużące po jakimś czasie. Był zdecydowanie kocurem który nie lubił siedzieć bezczynnie w jednym miejscu.
- Ty też ustanawiasz patrol, czy po prostu spacerujesz? - Nie sądził by kocica przyszła tu polować. W końcu była z Klanu Rzeki, oni chyba mieli także sporo ziem do polowania. Nie byłoby raczej zatem potrzeby opuszczania ich tylko dla zwierzyny.
[Obrazek: 1lsf8b4.png]
LVL 2 150 / 150
MedLVL 0 0 / 100
6
Siła
S
8
Zręczność
Zr
5
Szybkość
Sz
5
Zmysły
Zm
65
Punkty Życia
HP
45
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Wysłuchała kocurka do końca i skinęła mu łebkiem, odpychając się od kamienia i siadając naprzeciwko niego. Owinęła białe łapy ogonem i obserwowała rozmówcę jak się rozluźnia. Był to dobry znak! Najwyraźniej nie stanowiła dla niego zagrożenia. Nie chciała nawet! Śliwka po prostu... Ćwiczyła. Nawet z mordki wyglądała na tą nieśmiałą i cichą. Nie była Chaber czy Nurt, które pewnie albo zagadałyby kocurka na śmierć albo zaatakowały tak dla zabawy aby pokazać siłę i pracę swoich mięśni. Owocówka taka nie była.
xx- O... - miauknęła z uśmiechem, wyciągając lekko szyję i zaglądając za Mruczka jakby chciała dojrzeć czy też jego ojciec za nim nie przyszedł i nie próbował je okrzyczeć czy zaatakować. Trzepnęła uchem wracając do białej sylwetki terminatora kiedy upewniła się, że żaden dodatkowy Wichrzak nie zmierza w ich kierunku.
xx- Ja tu na spacer - odparła po chwili nieco speszona, że nie dosłyszała wyraźnie pytania za pierwszym razem. Odchrząknęła cichutko i zmusiła się do kontynuacji. - Lubiłam tu zawsze przychodzić z ciotką. Dobrze...dobrze mi się tutaj myśli - Nie była dużo młodsza od niego. Nawet jak miała mniej księżyców na karku wymykała się na spacery z Okoniowym Ogonem. Widziała całkiem sporo! Nie koniecznie w tym uczestnicząc. Cztery Dęby w gruncie rzeczy były pozytywnym wspomnieniem. Dlatego właśnie tu przyszła próbować swojej otwartości.
Jak jej szło?

Zaskakująco dobrze
.................€€
...................€
.............................tak tęsknię za twoim spojrzeniem, tym wymyślonym, którego nigdy, nigdy nie było
.............................tak tęsknię za twoim dotykiem, tym wymyślonym, którego nigdy, nigdy nie było


.........................................................€€ €€ €€ €€ ll

.............................tak tęsknię za twoją czułością, tą wymyśloną, a której nigdy, nigdy nie było
.............................tak tęsknię za twoim głosem, tym wymyślonym, którego nigdy, nigdy nie było

.........................................l l l
LVL 5 65 / 400
MedLVL 0 0 / 100
9
Siła
S
16
Zręczność
Zr
12
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Mruczek był kocurem zdecydowanie chętnym do potyczek i nie wahałby się zaatakować sprowokowany. Lubił wyzywać innych do walki, jednakże z doświadczenia nauczył się że nie każdy tego chce. Tym bardziej w przypadku nieznanego kota z innego klanu musiał zachować ostrożność, inaczej mógłby narobić dużo kłopotów, a ich mu już chyba wystarczyło w ostatnim czasie.
Na szczęście obojgu, wyglądało na to że byli sami. Co prawda Lodowa Skóra raczej nie zagroziłby kocicy, póki nie okazywała złych intencji. W końcu byli na neutralnym terenie. Czego prędzej byłoby można się spodziewać, to pytania w stylu: "Co znowu odwaliłeś?", jako że biały wojownik chyba zdecydował się odnosić do Mruczka, jak do nieposłusznego kociaka. Zwłaszcza po tym "wspaniałym" pomyśle by samotnie pójść na polowanie, bez większej wiedzy i doświadczenia na temat walki. W sumie nie mylił się tak bardzo, gdyż Mrucząca Łapa nadal często przypominał zachowaniem nadpobudliwe i nierozsądne kocię.
- Och, więc często tu przychodzisz? - Zapytał z zainteresowaniem. Biorąc pod uwagę że udało im się nawiązać jakąkolwiek konwersację, to chyba szło jej nie najgorzej. Mrucząca Łapa zazwyczaj miał pewne problemy z porozumiewaniem się z kimś, kto sprawia wrażenie jakby się go bał. Od kocicy odczuwał jakby trochę napięcia, jednak nie wycofywała się. Biały rozejrzał się po okolicy. Złote liście zdobiły drzewa, co jakiś czas pojedynczo opadając. Dopiero teraz zauważył że jakiś czas temu słońce wyszło zza chmur, co było coraz rzadsze z biegiem dni. - Całkiem tu kolorowo o tej porze, patrząc na te wszystkie liście. - Rozejrzał się pośród złotych i czerwonawych listków leżących na ziemi. Mógł nawet dostrzec pojedyncze żołędzie.
[Obrazek: 1lsf8b4.png]
LVL 2 150 / 150
MedLVL 0 0 / 100
6
Siła
S
8
Zręczność
Zr
5
Szybkość
Sz
5
Zmysły
Zm
65
Punkty Życia
HP
45
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
xx— Można tak powiedzieć — miauknęła wzruszając delikatnie brakami z przyjaznym uśmiechem nie spuszczając wzroku zielonych ślepi z rozmówcy. Byłoby niegrzecznie nie utrzymywać z nim chociaż częściowego kontaktu wzrokowego. Tym bardziej, że był jej dość potrzebny jakby nie patrzeć. Jak nie odważy się spojrzeć w oczy obcego Wichrzaka to tym bardziej nie uda jej się to z Sokołem. Na samą myśl o swojej porażce westchnęła niesłyszalne a jej ogon drgnął niespokojnie. — Zaskakująco często tu bywałam. Raz przez przypadek, raz już całkowicie świadomie wymknęłam się z obozu całkiem sama bez wiedzy mojej ma- mentorki — Nie było się czym chwalić, jednak Śliwka w spokoju podjęła owy temat. Nikt nie widział o jej samotnych wyprawach oprócz Sokolej Łapy, Chaber i...i to chyba tyle. Może powiedziałaby jeszcze Mrozikowi, jednak ten tak ciężko trenował jak i ona, że po prostu jedynym miejscem gdzie się spotykali to Złączone Drzewa będące legowiskiem terminatorów. Nie chciała tym jednak denerwować Kos, której bardzo zależało na bezpieczeństwie córki. Na całe szczęście, czarno-biała Owocówka nie wychodziła tak centralnie na Ziemię Niczyje. Ograniczała się że swoją ciekawością do Czterech Dębów. Nie miała jeszcze odwagi by wybrać się gdzieś dalej. Planowała taki wypad już jak zostanie wojownikiem, jednak...Z kimś u boku! Nie tylko uwagę Mruczka przykuło wysuwające się słońce. Jego promienie, przebijające się przez coraz to rzadszą koronę tutejszych drzew na moment oślepiły Śliwkę na co ona zmrużyła ślepia. Liście które już opadły z drzew we wszelakich kolorach zdawały się tworzyć iście barwny dywan na leśnej ściółce. Można było dojrzeć żółć, czerwień, pomarańcz, brąz i ciemniejszą zieleń - naprawdę bardzo ładny widok!
xx— Bardzo ładnie — dorzuciła, zerkając w kierunku białego syna Lodowej Skórki. Wtedy też żółty liść oderwał się z gałązki i spadł prosto na grzbiet Śliwkowej Łapy.

ATAKUJĄ NAS

Na reakcję długo nie trzeba było czekać. Zjeżyła się cała i podjęła przestrodze a zrywając się na równe łapy i odskoczyła jak najdalej zrzucając agresora w postaci martwego listka na ziemię.
.................€€
...................€
.............................tak tęsknię za twoim spojrzeniem, tym wymyślonym, którego nigdy, nigdy nie było
.............................tak tęsknię za twoim dotykiem, tym wymyślonym, którego nigdy, nigdy nie było


.........................................................€€ €€ €€ €€ ll

.............................tak tęsknię za twoją czułością, tą wymyśloną, a której nigdy, nigdy nie było
.............................tak tęsknię za twoim głosem, tym wymyślonym, którego nigdy, nigdy nie było

.........................................l l l
LVL 5 65 / 400
MedLVL 0 0 / 100
9
Siła
S
16
Zręczność
Zr
12
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Kocur starał się słuchać, jednak liście spadające co jakiś czas pod jego łapy i na jego białe futro, co jakiś czas rozpraszając jego uwagę. Nie patrząc bezpośrednio na nią, nie zauważył nerwowych tików, gdy Śliwkowa Łapa rozważała własne problemy życiowe. Nie żeby to był jego problem. - Można to nazwać wymknięciem, jeżeli byłaś już terminatorem? Skoro miałaś mistrza... - Zauważył trochę rozbawiony. Z tego co wiedział nie było zasady by terminatorzy zmuszeni byli trzymać się jedynie swoich ziem. Nikt nie miał z tym raczej problemu, póki nie olewali przez to swoich obowiązków...lub nie wszczynali konfliktów. Szczerze to Śliwka nie wyglądała mu na typ który mógłby stanowić poważne problemy, no chyba że to tylko jego brak doświadczenia. W końcu Mruczek nie był nawet wojownikiem.
Chwila spokoju trwała, kiedy oba koty mogły cieszyć się widokiem i ciepłym promieniami, do momentu gdy ktoś wyraźnie przeraziło Śliwkową Łapę. Syn Lodowej Skóry przeniósł na nią spojrzenie, wyraźnie zaskoczony. - Coś się stało? - Zamrugał pytając, przy czym można było zauważyć że musiał tłumić śmiech, na ten nagły podskok. Jednakże jednocześnie jego uszy starały się oddzielić pojedyncze dźwięki, a nos węszył w poszukiwaniu możliwego zagrożenia. Wolał żeby sytuacja z borsukiem się nie powtórzyła.
[Obrazek: 1lsf8b4.png]
LVL 2 150 / 150
MedLVL 0 0 / 100
6
Siła
S
8
Zręczność
Zr
5
Szybkość
Sz
5
Zmysły
Zm
65
Punkty Życia
HP
45
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
xx— No, można... — miauknęła unosząc delikatnie brew i poruszając przy tym uszami z lekkim zdziwieniem. — W klanie Wichru terminatorom wolno tak po prostu wychodzić z obozu bez niczyjej opieki? — dodała jeszcze, nie mogąc uwierzyć, że Mruczek bez nikogo u boku tu mógłby przyjść. Kosowa Pieśń pewnie ukręciłaby jej uszy, gdyby dowiedziała się gdzie tez jej córka już była i to sama. Pewnie za spacerki u boku Sokolej Łapy nie byłaby zła. W końcu niebiesko-biały był starszy i o więcej bardziej dojrzały a co za tym idzie; rozważniejszy niż Śliwka. Pilnował jej zawsze na takich spacerach i nawet ocalił jej palec przed poważniejszymi ranami! Chociaż do tej, która pozostawiła blizny, przyłożył się sam. Nie do końca rozumiała podejścia białego kocura, jednak nie zamierzała go w żaden sposób podważać. W jej osobistym pojęciu ''wymknięcia'' było zawarte, że robiła to bez wiedzy kogoś starszego. Na którymś dniu treningu, chyba na pierwszym; Kosowa Pieśń poprosiła ją, aby nie chodziła nigdzie sama. Zazwyczaj się tego trzymała. Były wyjątki, takie jak ten - jednak zdarzało się to rzadko. Co ciekawe, zawsze podczas tych samotnych wypraw aby poznać nowe miejsca w obrębie własnego terenu, musiała spotykać nowe koty. Jedno takie spotkanie nie zakończyło się szczególnie ciekawie...Oh! Ile razy ona jeszcze o tym wspomni?

Ile tego nie wspomnisz, to jest ważniejsze pytanie

Wtedy też nastąpił niespodziewany atak suchego liścia, który musiał spaść akurat na Śliwkową Łapę, która jak na siebie przystało; od razu spanikowała. Cala zjeżona odskoczyła kawałek na bok, sprawiając, że Mrucząca Łapa na pewno usiał się za czterech wewnątrz siebie. Nawet nie chciała pomyśleć, jaki to był wstyd! Zamrugała i zaczerwieniła się pod czarno-białą sierścią odchrząkując cichutko. No własnie, czy coś się stało? Dopiero po bolesnych uderzeniach serca spowodowanych uderzeniem strachu, zrozumiała, że winowajcą jej przyspieszonego tętna jest - żółty liść.
xx— N-nic..tylko ten...liść n-na mnie spadł i być ja za-zaskoczona — udało jej się jakoś wymamrotać pod nosem, po czym usiadła, zaczynając wygładzać sobie sierść na piersi oraz karku, bo wyglądała jak nastroszony, łaciaty gołąb!
.................€€
...................€
.............................tak tęsknię za twoim spojrzeniem, tym wymyślonym, którego nigdy, nigdy nie było
.............................tak tęsknię za twoim dotykiem, tym wymyślonym, którego nigdy, nigdy nie było


.........................................................€€ €€ €€ €€ ll

.............................tak tęsknię za twoją czułością, tą wymyśloną, a której nigdy, nigdy nie było
.............................tak tęsknię za twoim głosem, tym wymyślonym, którego nigdy, nigdy nie było

.........................................l l l
LVL 5 65 / 400
MedLVL 0 0 / 100
9
Siła
S
16
Zręczność
Zr
12
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości