czarny lynx point pręgowany klasycznie z białymi znaczeniami na pysku, piersi, brzuchu i łapach / Będąc córką przeciętnego wzrostu rodziców, nie wyróżnia się z tłumu swoimi gabarytami - jest nieduża i delikatnej budowy. Gładkie, krótkie futerko ciemnieje z każdym księżycem, przybierając coraz wyraźniejsze barwy szarości i beżu. Proces ten najmocniej widać na ogonie, już od jego nasady, uszach oraz mordce wkoło oczu, gdzie wyraźnie rysują się grafitowe, klasyczne pręgi. Nietykalna pozostaje natomiast biel na znaczeniach, które zabierają sporo przestrzeni na ciele Ziółka - biały jest jej pyszczek, wraz z szeroką strzałką między oczami, szyja, pierś oraz brzuch, a także wszystkie cztery łapki, przy czym lewa przednia skarpetka jest podciągnięta prawie po sam łokieć. Na tle jasnej mordki wyróżnia się czarny nosek, z ciemnoróżową plamką pośrodku, a podobnie nakrapiane są poduszeczki łap. Ciemne uszy kończą grafitowe pędzelki. Bystre oczy koteczki mają chłodny kolor błękitu.
Ziółko wcale nie chce sprawiać kłopotów, ale one jakoś nie pytają jej o zdanie. Jak to mówią - dobrymi chęciami są wyłożone ścieżki w Ciemnym Lesie. Dość poważnie traktuje nadzieje rodziców i zamierza zostać wspaniałą i silną wojowniczką, chociaż niekoniecznie urodziła się z wymarzonym do tego charakterem. Tak naprawdę jest wrażliwa i subtelna, a przepychanki wydają się jej przykrą koniecznością niż świetną zabawą. Zgrywa znacznie bardziej hardą niż czuje się w rzeczywistości, nierzadko maskując krzykiem swoje obawy. Potrzebuje trochę czasu, by poczuć się swobodnie w czyimś towarzystwie, chociaż stara się nie zdradzać ze swoją nieśmiałością. Generalnie trochę z niej taki ślimaczek - twarda skorupka, skrywa miękkie wnętrze.
Każdy się czegoś bał. Drewno rzeki oraz prądów, a Ziółko tego, że nigdy nie skończy treningu, niczym nie zaznaczy się w świecie i będzie tylko zmartwieniem i ciężarem dla swojej rodziny. I też nie zamierzała tego kocurkowi, ani nikomu innemu mówić. Miała nadzieję, że kiedyś się obudzi się w Jałowcowym Gąszczu i będą to już przeszłe zmartwienia.
- No tak. - Bąknęła, kontynuując tę elokwentną wymianę zdań. W sumie była trochę zdziwiona, że żaden z Wichrzaków nie wpadł do tej pory na pomysł, by poprosić zaprzyjaźnionego Rzeczniaka o naukę pływania. Nie istniały takie przyjaźnie? Czy może wisiała jakaś niewypowiedziana zasada, że tylko koty z Rzeki pływały i nikt nie ważył się jej złamać, nawet jak rozwiązanie było w zasięgu łapy? Dziwne.
- Nie, to nie prawda. - Uśmiechnęła się lekko w odpowiedzi na tę plotkę. - Jemy też inne rzeczy, po za tym w Porze Nagich Drzew trudno łowić. - Wyjaśniła krótko. Pewnie daliby radę wyżyć, posiłkując się zapasami i pojedynczymi zdobyczami, ale byłoby ciężko .
Bury tygrysio pręgowany kociak z bielą na pyszczku, gardle, piersi i brzuchu oraz białymi skarpetkami. || pełny w kp.
Jednym słowem: zahukany. Dwoma: niepewny siebie. Wydaje się być cały czas zagubiony, jakby nie do końca wiedział, gdzie się znajduje i co powinien zrobić, czego dokładnie się od niego oczekuje. Nawet w tak młodym wieku bez ustanku koryguje swoje ruchy i mowę ciała, bezskutecznie starając się nie wyglądać na tak wewnętrznie rozdygotanego jak faktycznie jest. Ciągle zestresowany, czasami wręcz na skraju płaczu, mimo wszystko stara się być tak silny i dzielny, jak rodzice chcą, żądają, aby był - z bardzo różnym skutkiem. Jaki będzie to miało na niego wpływ - okaże się pewnie w niedalekiej przyszłości, bo w tym momencie więcej zwyczajnie powiedzieć się nie da. Ot, mało pewny siebie kociak.
- A-ach - zająknął się ze wstydu. Wyszedł na głupka, na pewno. Albo co najmniej na kogoś bez odrobiny chociaż wyczucia. - Wybacz, nie chciałem cię urazić. - Uśmiechnął się lekko, prawie przepraszająco, chociaż nie wiedział, czy kotka była w stanie to zauważyć. Otworzył już pysk, aby powiedzieć coś jeszcze, choćby dla zamaskowania ewentualnego niesmaku po jego poprzednim pytaniu, ale w tym samym momencie usłyszał okrzyk, który brzmiał tylko tak, jak Klekoczący Bocian potrawił brzmieć, przeplatany odgłosem ośmiu łap uderzających o ziemię. Głowa Drewna właściwie automatycznie odwróciła się w tamtą stronę, akurat aby zobaczyć, jak w jego kierunku pędzi dwójka wojowników, z którymi wyszedł na patrol. Najwyraźniej w końcu zorientowali się, że zgubili gdzieś najmłodszego członka grupy Uszy same powędrowały mu w dół, bowiem instynktownie oczekiwał bury za zostawanie z tyłu oraz taplanie się w błocie, czy nawet spoufalanie się z kimś z innego klanu - chociaż tylko krzyczeli do siebie przez rzekę! - ale nie. Nastąpiła krótka wymiana wesołych okrzyków, powitań, przeprosin, uprzejmości, wszystko właściwie z pysków Bociana oraz Polany, podczas gdy Drewno stał i wyglądał trochę jak zbity kociak. Ledwo się zorientował, że Klekoczący zaczął go powoli, delikatnie popychać w stronę obozu, a Trawiasta wkrótce dołączyła do młodszego kolegi.
- Miłego dnia, Zielna Łapo! - Zdążył jeszcze zawołać Drewniana Łapa, odprowadzany przez dwójkę wojowników prosto do obozu.
//zt.
x
I alwayssimplify thisall thetime somehowI thinkthatI'm alone I wake upevery dayandchangemy mind ✧*̥ ˚xgoodmorningx*̥ ˚✧ I'vebeen herebeforethe warning it opensupthe door and now I'm falling ﹉﹊﹉﹊﹉﹊﹉
Jeden, wielki, liliowy olbrzym o żółto-pomarańczowych oczach. Ma wielkie, trójkątne uszy oraz szarawy nosek, który jest największym kompleksem malucha.
Cis jest kupą czystej energii, chęci do zabawy i empatycznego podejścia do innych. Aż nadto odważny, przez co niepotrzebnie pakuje się w kłopoty, których mógł sprytnie uniknąć. Gdyby myślał. A on najpierw robi, później myśli, niestety. Zawsze stawi się za rodziną, zawsze pomoże słabszemu, zawsze się pobawi, zawsze przegada cię tak, że z negatywnego podejścia do niego zmieni się w ten pozytywny. Patrzy na wszystko i wszystkich bardzo optymistycznie i nawet w kiepskiej sytuacji zrobi wszystko, by pojawiła się ta chwila śmiechu i dobrego humoru.
Jego długie, smukłe tłowie ruszało się swobodnie na boki, gdy dreptał sobie wzdłuż granicy. Nie miał pojęcia co tutaj robił, ale Cis stwierdził, że w momencie dobycia nowej rangi musiał coś zmienić w swoim życiu. Wcześniej nie wychodził często poza obóz, na pewno nie sam, głównie dlatego, że był zbyt zajęty tym, co działo się w Królikarni. Jeszcze wtedy był tylko jeden kot, wśród trzech, który był w pełni rozgarnięty i doedukowany, on z Rybołów poruszali się jeszcze nieco niepewnie, nieco chaotycznie, przez co zostawienie jej samej sobie byłoby po prostu nie na miejscu. Później, już gdy czuli się komfortowo i pewnie w lecznicy, przygniotły ich obowiązki związane z kończeniem treningu, więc również nie było na to czasu. Teraz jednak było inaczej. Cisowa Gałązka czuł się dorosły, czuł się też spokojny jeżeli chodziło o pozostawienie Królikarnii jedynie Rybołów i Barwinkowi, wierzył, że niebieska kotka była na tym etapie, że sama poradziłaby sobie równie dobrze co i z towarzystwem. Postanowił więc korzystać z tego ile wlezie, tak więc też doprowadził do tego, że przynajmniej dwa razy w tygodniu odwiedzał granicę, choćby dla samego patrolu, dla samego spaceru, a nuż może znajdzie coś ciekawego, może spotka, może wypatrzy zioła?
Miód, wbrew pozorom, wcale nie wygląda miodowo. Jako kocię wyróżnia się na tle swojego rodzeństwa, pokrytego jasnymi barwami mleka czy chmur burzowych, swoją węgielną sylwetką. Czarne futro urośnie w przyszłości długie i aksamitne, pojawią się frędzelki na uszach, a cała sylwetka będzie długa i dostojna. Gdy oczy w końcu się wybarwią pokażą światu barwę zachodzącego słońca, ciepłą lecz odległą. Ale na razie Miód jest tylko małą czarną kulką o czarnym nosku i czarnych poduszeczkach, który po prostu daje nadzieję, że wyrośnie na silnego kocura.
Miód jest spokojny. Nie kwapi się do rześkich zabaw ze swoim rodzeństwem, czy zbyt głośnego zachowania. Woli być trochę bardziej na uboczu niż narażać się na nadmiar bodźców. Ma wrażliwy słuch, co w połączeniu z synestezją która sprawia że widzi dźwięki, daje kociaka którego łatwo przeciążyć samą rozmową. Z drugiej strony jednak nie jest milczkiem. Lubi rozmawiać z innymi, przebywać z mamą i rodzeństwem, poznawać nowe koty. Zwyczajnie potrzebuje trochę więcej przestrzeni dla siebie.
Pochmurny Sen || Zbożowy Kłos, Miraż
Miód lubił samotnie włóczyć się po terenach, z dala od obozowego szumu i przeplatających się kolorów. Poza obozem kolory dźwięków były jakby łagodniejsze, bardziej rozprzestrzenione, nie atakowały tak bardzo, nie były problemem i nie były w jednym skupisku. Coraz zimniejsza pogoda i niesamowity widok białego śniegu wcale mu nie przeszkadzał tak jak sądził ze będzie przeszkadzać - biel raziła w oczy, ale słońce nie świeciło na tyle ostro, by to potęgować bardziej niż przy zwyczajnych dniach ciepłych pór. Za to chłód wypłaszał zwierzynę, a mniejsza ilość zieleni mniej szumiała. Podobała mu się ta pora to też i był w dobrym nastroju chodząc po terenach i szukając być może ziół, które mógłby przynieść do obozu.
Łapy zaprowadziły go aż na granice, co zdarzało mu się dość często, zupełnie jakby gnał w poszukiwaniu nieznanego, innego, ciekawego. Nie przeszkadzało mu to, bo zdarzało się, że działy się wtedy interesujące rzeczy. I tak tego dnia się stało - prócz zapachów mokrej ryby i błękitów nadciągających znad terenów Klanu Rzeki wyczuł też zapach jednego, konkretnego kota. Zaciekawiony postawił uszy i ruszył granicą w kierunku tego zapachu, aż zobaczył młodego kocura o ciekawym wyglądzie, który szedł granicą w przeciwnym kierunku.
- Dzień dobry - odezwał się Miód, wciąż z pewnej odległości. - Miły mamy dzień.
Kocur którego widział pachniał nie tylko Klanem Rzeki, ale też i lecznicą i ziołami. Czyżby Miód spotkał jednego z medyków? Raczej nie był to Barwna Woda, bo ojca Miód by raczej rozpoznał... Ale może był to jeden z tych nowo mianowanych, o których ostatnio dotarły wieści do klanu? Ciekawe, ciekawe, był bardzo ciekaw tego, co się teraz zdarzy.
Księżyce: 126 Mistrz: Niedźwiedzi Kieł [*] Płeć: kotka Matka: Wydmowy Wiatr [*] Ojciec: kto? (Głogowy Cień) [*] Trwałe urazy: szpetna, ogromna i rozległa blizna na szyi po pazurach borsuka, rozciągająca się od prawej strony żuchwy aż do okolic lewego barku; ślady psich kłów na karku
Księżyce: 126 Mistrz: Niedźwiedzi Kieł [*] Płeć: kotka Matka: Wydmowy Wiatr [*] Ojciec: kto? (Głogowy Cień) [*] Trwałe urazy: szpetna, ogromna i rozległa blizna na szyi po pazurach borsuka, rozciągająca się od prawej strony żuchwy aż do okolic lewego barku; ślady psich kłów na karku
Z wiecznie nierozgarniętej kupy futra stała się naprawdę śliczną kotką! Posiada długie rudo-bure futro wraz z tygrysimi pręgami, o które bardzo dba w wolnym czasie. Widnieje na nim również kilka białych znaczeń, a mianowicie na brodzie, końcówkach łap i brzuchu. Wzrostem nie dominuje, choć jest trochę wyższa od przeciętnego kota. Z figury jest trochę chuda, jednak przez puchate futro na pierwszy rzut oka wydaje się że jest wręcz odwrotnie. W jej charakterystycznych bursztynowych oczach często widać iskierki. Idealnie wraz z nimi komponują się spore uszka oraz długie białe wibrysy.
Jej wieczna energia zdecydowanie przygasła, pozostawiając za sobą inną Płotkę, niż za czasów, gdy była wszystkiego ciekawym terminatorem, mimo tego w jej oczach często znajdują się iskierki, a na pyszczku widnieje ciepły uśmiech. Wciąż jest gadatliwa i chętna do poznawania nowych rzeczy. Będąc u dwunożnych, miała aż nadto czasu do namysłu i zregenerowania się. Nie wróciła do marzenia, by zostać przywódczynią, jednak chce dać z siebie wszystko jako wojownik. Najważniejsza jest dla niej rodzina i przyjaciele, to oni jako jedyni są dla niej cenniejsi niż klan czy własne życie.
Śnieg śnieg śnieg! Może i wojowniczce brakowało tylko obiegu pór do bycia w starszyźnie, ale to nie blokowało jej kocięcej radości, gdy tylko zobaczyła, że z wczorajszej ciapy zrobiło się dość śnieżnie, w niektórych miejscach wręcz sięgając jej do brzucha! Obieg pór temu była zamknięta w legowisku dwunożnych z jedyną możliwością patrzenia na śnieg za magiczną barierą nazywaną oknem, więc podczas obecnej pory nagich drzew musiała to nadrobić. Nie miała dzisiaj zaplanowanych treningów, więc drobny spacer podziwiając piękne widoki nikomu nie zaszkodzi.
I wojowniczka doczłapała się aż tutaj. Granica przez śnieg nie była aż tak mocno wyczuwalna, jednak można ją było idealnie zobaczyć. Dwie wydeptane ścieżki, jedna przez rzeczny patrol a druga przez wichrowy. Nikogo nie było chyba w pobliżu, a jako że w szylkretce obudził się wewnętrzny kociak, to musiała kontynuować swój spacer stawiając kroki dokładnie tam, gdzie już ktoś wcześniej je stawił. Dla takich chwil można żyć!
// Różana Łapa <3!
≺☉)͜͡˒ ⋊
lady,runningdownto theriptide taken awayto thedarkside i wannabe yourleft-handman i loveyouwhen you'resingingthat song and I gota lumpin mythroat 'causeyou're gonnasingthe wordsw r o n g
Księżyce: 110 Mistrz: Rogaty Cios Płeć: trans kocur Matka: trawiasta polana Ojciec: wietrzny dzień Partner: [primadonna girl playing in the background]
Księżyce: 110 Mistrz: Rogaty Cios Płeć: trans kocur Matka: trawiasta polana Ojciec: wietrzny dzień Partner: [primadonna girl playing in the background]
Przeciętny obserwator z pewnością może popatrzeć na Różę i zacząć zastanawiać się, czemu ten jeszcze zawraca sobie głowę chodzeniem i zamiast tego nie zacznie się po ziemi toczyć - przy jego sylwetce z pewnością byłoby to o wiele bardziej efektywne. Róża za to gdyby to usłyszał, z pewnością śmiertelnie by się obraził. Nie jego winą jest, że Gwiezdni nie pobłogosławili go darem wzrostu! Ale owszem, prawda jest taka, że do najwyższych Róża nie należy, chociaż nie przesadzajmy, mikrusem też nie jest. Ot, średni. Łapki ma krępe a długie, puchate futro nadaje mu wygląd wyjątkowo... okrągły. Gdzieś spomiędzy całego tego futra wyzierają małe trójkąty uszu i całkiem zgrabny pyszczek z piwnymi oczami i nosem, ciemnoróżowym poza jedną jaśniejszą plamką.
Jego futerko to mieszanka trzech barw - białego, kremowego i niebieskiego. Białe są pyszczek, szyja, brzuch i łapy (poza dwoma niebieskimi plamami na obu przednich łapach, tuż nad kryzą oraz jednym niebieskim palcem u lewej łapy). Całą resztę ciała pokrywają dwa pozostałe kolory, mieszając się ze sobą bez większego składu i ładu. Warto przy tym zaznaczyć, że o futerko swoje bardzo dba, ciągle je czyści i układa, w dodatku często tarza się w kwiatkach, by roztaczać dookoła siebie delikatną kwiatową woń.
Tak jak matka jest raczej pogodny i przyjacielsko nastawiony. Nie stroni od towarzystwa innych kotów i lubi ucinać sobie z nimi pogawędki. Jest przy tym bardzo elegancki, czarujący i słodki jak miód. Wszystko pięknie, prawda? No cóż. Głównym problemem Róży jest jego wybujałe ego. Zapatrzony w siebie, uważa się za ósmy cud świata. Oczywiście nie ma zamiaru wyrzucać tego innym kotom - nie każdy może być takim Różą, poza tym takie gorsze koty też są potrzebne. W końcu musi mieć jakieś tło na którym może błyszczeć, prawda? Niestety, nawet jeśli świadomie nie chce robić nikomu przykrości (o ile ten sobie na to nie zasłużył, oczywiście), ma tendencję do traktowania wszystkich dookoła dosyć protekcjonalnie, przez co nie raz zdaża mu się palnąć coś, co przypadkiem obrazi rozmówcę. Czy będzie chociaż gotów dzielnie ponieść konsekwencje swoich akcji? Oczywiście, że nie! Jeśli już ucieknie i spróbuje schować się za kimś, kto może wyciągnąć go z kłopotów. Nie ma przy tym żadnych zahamowań przed przedstawianiem wydarzeń w taki sposób, by zawsze wyjść na niewinnego aniołka.
Jego ojciec chciałby, by Róża został dobrym wojownikiem. I on sam też chciałby nim zostać. Naprawdę! Po prostu jakoś tak wyszło, że księżyce spędzone w lecznicy przyzywczaiły go do leżenia i obijania się i... nie bardzo ma ochotę to zmienić. Lubi nic nie robić i lubi, kiedy inni robią za niego rzeczy. A poza tym bycie wojownikiem wymaga robienia rzeczy, które mogłyby zbrudzić jego idealne futerko a tego znieść już nie może.
czereśniowa gałązka, gorzka łapa [krz]
Technicznie rzecz biorąc, nikt nigdy nie powiedział Róży, że może opuszczać Obóz. Nikt nigdy też nie powiedział, że [i]nie może[i] tego robić a w głowie Róży brak zakazu był równy zgodzie. Znudzony do cna spędzaniem swoich dni w tym samym miejscu postanowił wybrać się na małą wycieczkę. Nikt go nie zatrzymywał, być może uznając go za bardziej kompetentnego, niż w rzeczywistości był.
Okazało się, że cała ta wycieczka była katastrofalnym pomysłem. Śniegu było więcej, niż się spodziewał; był zimny (kto by się spodziewał!), mokry i niekomfortowo zlepiał futerko Róży. Bleh. Mleh. Co to w ogóle za pomysły!
Parł przez śnieg z trudem wołu orzącego pole, naburmuszony na cały świat i swoje własne głupie pomysły. A ponieważ było to za mało cierpienia (i ponieważ Róża miał tendencję do patrzenia gdzieś w niebo zamiast pod łapy), wdepnął w kałużę szaroburego błota. Mlasnęło pod jego ciężarem, zasysając łapę kocurka jak jakiś zdradziecki lej.
- Ojej! - wyrwało mu się. - Pomocy! Pomocy! Chyba się tu topię! - zawołał tak, jak gdyby tkwił po szyję w ruchomych piaskach, a nie jedynie wdepnął w dosyć śliskie błoto.
bestbelieve imstillbejeweled wheniwalki n t otheroom icanstillmakethewholeplace✰shimmer✰
Księżyce: 126 Mistrz: Niedźwiedzi Kieł [*] Płeć: kotka Matka: Wydmowy Wiatr [*] Ojciec: kto? (Głogowy Cień) [*] Trwałe urazy: szpetna, ogromna i rozległa blizna na szyi po pazurach borsuka, rozciągająca się od prawej strony żuchwy aż do okolic lewego barku; ślady psich kłów na karku
Księżyce: 126 Mistrz: Niedźwiedzi Kieł [*] Płeć: kotka Matka: Wydmowy Wiatr [*] Ojciec: kto? (Głogowy Cień) [*] Trwałe urazy: szpetna, ogromna i rozległa blizna na szyi po pazurach borsuka, rozciągająca się od prawej strony żuchwy aż do okolic lewego barku; ślady psich kłów na karku
Z wiecznie nierozgarniętej kupy futra stała się naprawdę śliczną kotką! Posiada długie rudo-bure futro wraz z tygrysimi pręgami, o które bardzo dba w wolnym czasie. Widnieje na nim również kilka białych znaczeń, a mianowicie na brodzie, końcówkach łap i brzuchu. Wzrostem nie dominuje, choć jest trochę wyższa od przeciętnego kota. Z figury jest trochę chuda, jednak przez puchate futro na pierwszy rzut oka wydaje się że jest wręcz odwrotnie. W jej charakterystycznych bursztynowych oczach często widać iskierki. Idealnie wraz z nimi komponują się spore uszka oraz długie białe wibrysy.
Jej wieczna energia zdecydowanie przygasła, pozostawiając za sobą inną Płotkę, niż za czasów, gdy była wszystkiego ciekawym terminatorem, mimo tego w jej oczach często znajdują się iskierki, a na pyszczku widnieje ciepły uśmiech. Wciąż jest gadatliwa i chętna do poznawania nowych rzeczy. Będąc u dwunożnych, miała aż nadto czasu do namysłu i zregenerowania się. Nie wróciła do marzenia, by zostać przywódczynią, jednak chce dać z siebie wszystko jako wojownik. Najważniejsza jest dla niej rodzina i przyjaciele, to oni jako jedyni są dla niej cenniejsi niż klan czy własne życie.
Melodyjnie stawiała kroki, czerpiąc jak najwięcej frajdy z tej głupiej czynności. Było zimno, może nawet trochę zaczynały ją łapy szczypać, ale to nic dla kota z klanu rzeki. Czasem trzeba było wytrzymać dłużej z łapami w zzzimnej wodzie, by dostać w nagrodę smakowitą rybę! No ale sielanka nie trwała długo, bo do uszu kotki dobiegł jakiś pisk, a chwilę później wołania o pomoc. O gwiezdni! Wojowniczka bez zastanowienia popędziła w stronę krzyków, no ale nie mogła do niego całkowicie dotrzeć, bo głupia granica! Nie było czasu się zastanawiać, kotka podjęła niemalże natychmiastową decyzję - przekroczy ją. Nigdy nie postawiła nawet paluszka na teren innego klanu, ale co innego miała zrobić? Przecież jeśli nie sprawdzi co się dzieje to może mieć kota na sumieniu!
Kilka długich susów przez śnieg i kotka znalazła się przy ofierze. Widząc jak się babra, wierzga czy cokolwiek tam robił w głowie wojowniczki zaświtała tylko jedna opcja, trzeba go wyciągnąć! I to też zrobiła, wsunęła pyszczek pod brzuch kocura i korzystając ze swojej siły, jednym sprawnym ruchem odrzuciła go gdzieś na bok, na może zimny, ale bezpieczny śnieg. Była teraz cała w błocie, ale to chyba jeden z mniejszych problemów, jakie teraz na siebie sprowadziła. Szybko otrzepała z siebie to co mogła i przyjrzała się kocurowi. - Na Gwiezdnych co się stało?! Wszystko dobrze? Jesteś cały? - Żadnych widocznych ran, jak dobrzee! W razie czego jeszcze przeczesała wzrokiem okolice, jednak no oprócz śladów, jakie zostawił kocur na śniegu nic podejrzanego nie wyczaiła. Żadnego drapieżnika, samotnika, czy cokolwiek innego, huh. Czekajcie, czekajcie, nie mówcie, że... Młody się wyłącznie poślizgnął, zacząć drzeć i wojowniczka niepotrzebnie spanikowała...
≺☉)͜͡˒ ⋊
lady,runningdownto theriptide taken awayto thedarkside i wannabe yourleft-handman i loveyouwhen you'resingingthat song and I gota lumpin mythroat 'causeyou're gonnasingthe wordsw r o n g
Księżyce: 110 Mistrz: Rogaty Cios Płeć: trans kocur Matka: trawiasta polana Ojciec: wietrzny dzień Partner: [primadonna girl playing in the background]
Księżyce: 110 Mistrz: Rogaty Cios Płeć: trans kocur Matka: trawiasta polana Ojciec: wietrzny dzień Partner: [primadonna girl playing in the background]
Przeciętny obserwator z pewnością może popatrzeć na Różę i zacząć zastanawiać się, czemu ten jeszcze zawraca sobie głowę chodzeniem i zamiast tego nie zacznie się po ziemi toczyć - przy jego sylwetce z pewnością byłoby to o wiele bardziej efektywne. Róża za to gdyby to usłyszał, z pewnością śmiertelnie by się obraził. Nie jego winą jest, że Gwiezdni nie pobłogosławili go darem wzrostu! Ale owszem, prawda jest taka, że do najwyższych Róża nie należy, chociaż nie przesadzajmy, mikrusem też nie jest. Ot, średni. Łapki ma krępe a długie, puchate futro nadaje mu wygląd wyjątkowo... okrągły. Gdzieś spomiędzy całego tego futra wyzierają małe trójkąty uszu i całkiem zgrabny pyszczek z piwnymi oczami i nosem, ciemnoróżowym poza jedną jaśniejszą plamką.
Jego futerko to mieszanka trzech barw - białego, kremowego i niebieskiego. Białe są pyszczek, szyja, brzuch i łapy (poza dwoma niebieskimi plamami na obu przednich łapach, tuż nad kryzą oraz jednym niebieskim palcem u lewej łapy). Całą resztę ciała pokrywają dwa pozostałe kolory, mieszając się ze sobą bez większego składu i ładu. Warto przy tym zaznaczyć, że o futerko swoje bardzo dba, ciągle je czyści i układa, w dodatku często tarza się w kwiatkach, by roztaczać dookoła siebie delikatną kwiatową woń.
Tak jak matka jest raczej pogodny i przyjacielsko nastawiony. Nie stroni od towarzystwa innych kotów i lubi ucinać sobie z nimi pogawędki. Jest przy tym bardzo elegancki, czarujący i słodki jak miód. Wszystko pięknie, prawda? No cóż. Głównym problemem Róży jest jego wybujałe ego. Zapatrzony w siebie, uważa się za ósmy cud świata. Oczywiście nie ma zamiaru wyrzucać tego innym kotom - nie każdy może być takim Różą, poza tym takie gorsze koty też są potrzebne. W końcu musi mieć jakieś tło na którym może błyszczeć, prawda? Niestety, nawet jeśli świadomie nie chce robić nikomu przykrości (o ile ten sobie na to nie zasłużył, oczywiście), ma tendencję do traktowania wszystkich dookoła dosyć protekcjonalnie, przez co nie raz zdaża mu się palnąć coś, co przypadkiem obrazi rozmówcę. Czy będzie chociaż gotów dzielnie ponieść konsekwencje swoich akcji? Oczywiście, że nie! Jeśli już ucieknie i spróbuje schować się za kimś, kto może wyciągnąć go z kłopotów. Nie ma przy tym żadnych zahamowań przed przedstawianiem wydarzeń w taki sposób, by zawsze wyjść na niewinnego aniołka.
Jego ojciec chciałby, by Róża został dobrym wojownikiem. I on sam też chciałby nim zostać. Naprawdę! Po prostu jakoś tak wyszło, że księżyce spędzone w lecznicy przyzywczaiły go do leżenia i obijania się i... nie bardzo ma ochotę to zmienić. Lubi nic nie robić i lubi, kiedy inni robią za niego rzeczy. A poza tym bycie wojownikiem wymaga robienia rzeczy, które mogłyby zbrudzić jego idealne futerko a tego znieść już nie może.
czereśniowa gałązka, gorzka łapa [krz]
Wierzgał się w tym błocie jakby jego życie rzeczywiście było na szali, spanikowany bardziej, niż było to adekwatne do sytuacji. Ale naprawdę, musicie go wszyscy zrozumieć — jego położenie było naprawdę tragiczne. Nie dość, że było mu zimno, to jeszcze czuł, jak to okropne, mokre błoto lepi mu się do futra! Ble i fuj! Już płakał na samą myśl, że będzie musiał to później wyczyścić. Przecież to mu cały dzień zajmie!
Zajęty sobą, nawet nie zauważył nadbiegającej pomocy aż ta nie wyrzuciła go w powietrze. Pisnął, całkiem przekonany, że swoimi krzykami przywołał jakiegoś drapieżnika i teraz rzeczywiście nadszedł jego koniec. Sapnął, lądując na bezlitośnie zimnym śniegu. Przez moment leżał w bezruchu, powieki szczelnie zaciśnięte, przygotowując się na rychłą śmierć. Co za tragedia, co za tragedia! Był przecież tak piękny i tak młody — nie zasłużył na taki los. Czy Gwiezdni naprawdę nie mieli ani grama litości?
...szpony i kły, których tak się obawiał, nie nadeszły. Zamiast tego usłyszał tylko zupełnie koci głos. Oh. Czyli to jednak była pomoc, nie atak? — Ja... Uh... — wykrztusił. Powoli otworzył oczy i dźwignął się na łapy, otrzepując ze śniegu prawie jak pies. Ble. Ptfu. Okropieństwo, naprawdę.
Przeniósł wzrok na kotkę — wyglądała dosyć staro i pachniała obco, więc Róża postanowił nie przejmować się zbytnio tym, że sam wygląda jak zmokły szczur. Nie była nikim ważnym. — Trochę się poślizgnąłem i wpadłem w błoto i nie mogłem wyjść. To było straszne! Bardzo dziękuję, że mi pomogłaś, chociaż mogłaś być trochę delikatniejsza. Przez moment myślałem, że to jakiś lis czy coś takiego.
bestbelieve imstillbejeweled wheniwalki n t otheroom icanstillmakethewholeplace✰shimmer✰
odrobinę wyższy niż przeciętny kot; smukła budowa ciała; umaszczenie bure ticked; zawsze ułożone i czyste, długie futro; białe znaczenia na pysku, brodzie i kawałku szyi; białe skarpetki na przednich łapach; lewe oko zielone, prawe niebieskie; ciemnoczerwony nos
Właśnie uciekł mu bażant. Wcześniejsza próba z królikiem również zakończyła się fiaskiem. To nie przykre zrządzenie losu, a głupie pomyłki, przez które bury obecnie pluje sobie w brodę. Doprowadzanie się do pionu, przypominanie sobie o skupieniu zdaje się nie mieć na niego żadnego wpływu, jakby jego ciało postanowiło się zbuntować i nie wykonywać najprostszych poleceń swojego właściciela. Jaśniejący Płomień jest sfrustrowany, ale też zaczyna czuć zmęczenie bezowocnym kręceniem się w koło - podchodzenie zwierzyny swoją drogą, trzeba ją najpierw jeszcze znaleźć.
Wyprostowany, nie siląc się na pozycję łowiecką czy inne środki ostrożności, opuszcza Kotlinkę i idzie przed siebie, czyli, tak się składa, w kierunku granicy z Klanem Rzeki. Wróci do polowania po przerwie, podczas której odzyska utracony spokój. Chociaż na razie na próżno doszukiwać się jego oznak; wojownik odnajduje się nagle na Błotnistych Ścieżkach i by powiedzieć, że zadowala go obrana przez siebie droga, należałoby odznaczać się specyficznym poczuciem humoru. Ze zmarszczonymi brwiami rozgląda się szybko, aż nie koncentruje się na jednej z większych skałek. Wskakuje na nią, siada, po czym spojrzeniem lustruje okolicę. Może jednak uda mu się wypatrzeć godną pogoni zwierzynę, bo raczej na bezproblemowe odłowienie nie ma co się nastawiać.
.
»IheardfromGodtoday« . . . . . . . . . . . . . . . . . . . and shesounded.just【 like me 】 WhathaveIdone?. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . ⤷ And.w h o.haveIbecome? ◈ I saw 【 the devil 】today and he lookeda lotlike me◈ ◈Arms wide open... . . . . . .. . . .【 I stand alone 】◈
I'm【 no hero 】and I'm notmade ofstone ✦•······················•✦•······················•✦
┏ .rightorwrong. ┓ ┗ I can hardly tell ┛ I'm on the wrong side of Heaven. . . . . . . . . . . . . . . . . . and the righteous side of Hell
Terminator → Kotka nie przypomina już małej, puchatej kulki. Przez te wszystkie księżyce zdążyła urosnąć i nabrać nieco masy. Nadal ma długie, "sarnie" łapy po rodzicach. Dzięki temu sprawia wrażenie, że jest wysoka. Tak naprawdę, to Zmierzch można spokojnie zaliczyć do grona średnich kocic. Poza tym prawdziwą sylwetkę skrywa pod gęstym futrem. Kolorystyka kotki pozostała prawie bez zmian. Grzbiet (ok. 3/4), łepek, łapy czy ogon w większości mają odcień tzw. ciemny niebieski. Resztę ciała podchodzi pod śnieżny biały np. brzuch, pyszczek z policzkami, skarpetki na łapach, pojedyncze punkty w ogonie czy klatka piersiowa. Natomiast wśród sierści młodej można dostrzec także nieco rudości. Ledwo, bo ledwo, ale jednak... Najwyraźniej wychodzi z niej krew "Skrzącego Słowa" oraz przynależność do szylkret. Sama sylwetka kocicy jest dość smukła. Nie można powiedzieć, żeby była gruba. Jednak brakuje jej również wyćwiczonych partii mięśniowych. Przynajmniej oczy Zmierzch przybrały barwę złota, a obwódka wokół nosa stała się lekko czarna. Dodatkowo czarne, klasyczne pręgi są lepiej widoczne niż poprzednio. Stanowią elegancki dodatek na grzbiecie, łapach czy pyszczku kotki. Natomiast kocica najbardziej ucieszona jest z długiego, puszystego ogona, ostrych, wojowniczych pazurów, jak również kłów.
Spotkanie z różnymi kotami sprawiło, że Zmierzch nieco się zmieniła. Nadal przypomina "żywe srebro", jednak nabrała sporo ogłady. Doskonale wie kiedy może zabrać głos, a kiedy lepiej coś przemilczeć. Choć zawsze stara się być szczera i zgodna sama ze sobą. Zyskała też trochę wewnętrznego spokoju, szczyptę cierpliwość, jak również umiejętność słuchania. Dzięki temu jej zadawanie pytań kończy się przyjaznymi rozmowami oraz nowymi znajomościami. Kotka obecnie rozumie, że nie wszystko bywa czarne bądź białe. Według niej istnieją różne kolory prawdy, poznania, historii. Dlatego nigdy nie ocenia żadnego kota powierzchownie. Dla Zmierzch liczą się bardziej czyny, gesty, chęci. Słodkie słówka wpuszcza jednym uchem, a drugim wypuszcza. Nadal bardzo kocha rodziców oraz braci. Mimo wszystko odpuściła sobie udawadnianie czegokolwiek, komukolwiek. Zrozumiała, dzięki Łabędziej Szyi, że może być po prostu sobą. Obecnie Zmierzch szuka własnej ścieżki pośród Klanu Rzeki. Chciałabym już jakoś pomagać, ale równocześnie daje sobie czas. Jeśli chodzi o nauki, to przykłada do nich sporą wagę. Bardziej dla siebie oraz samorozwoju. Poza tym w wolnym czasie młoda nadal lubi słuchać opowieści odnośnie dawnych kotów, kocic Klanu Rzeki. Jakiś sentyment jej pozostał...
Wielkimi krokami nadchodziła wiosna. Promienie słońca ogrzewały przyjemnie futerko, a dzień zdawał się dłuższy. Przybywało ptaków oraz ogólnej zwierzyny. Natomiast rośliny prowadziły ze sobą konkurs na coraz to piękniejsze liście. Przynajmniej tak odbierała zmiany w otoczeniu Zmierzchająca Nadzieja. Kotka czuła się już na tyle dobrze, że pomagała patrolować okolice. Akurat przypadła jej wspólna część z Klanem Wichru. Srebrna zastanawiała się kogo tym razem spotka. Brzozową Łapę? Kocia wydawała się całkiem sympatyczna, ale chodząca z głową w chmurach. Azalię? Ten kocur natomiast niby ze wszystkiego kpił, jednak przekazał jej sporo wiedzy odnośnie kwiatów. Zmierzch równie dobrze mogłaby przejść całość bez towarzystwa. Ogólny spokój także sobie ceniła. Wtedy podziwiała przyrodę, słuchała śpiewu ptaków, wdychała okoliczne zapachy, wspominała stare dzieje... Niespodziewanie, jakby Gwiezdni słuchali jej myśli, wiatr przyniósł dziwnie znajomy zapach. Koteczka wiedziała, że należał do obcego kota. Drapieżniki czy zwierzyna pachniały inaczej. Zaraz potruchtała w tamtym kierunku. Im bliżej była, tym czuła dziwne zmieszanie. Niby woń znajoma, ale... Łapy chciały przyspieszyć, ale... Wtedy na horyzoncie dostrzegła kępkę znajomego futra. Czy na pewno?
-Cześć! Nie sądziłam, że wpadniemy na siebie po tylu księżycach...- Kotka mruknęła nieco głośniej. Chciała się upewnić, że miała do czynienia z Wichrzakiem. Jaśniejący Płomień czy ktoś podobny? Może ktoś z jego rodziny? W każdym razie Zmierzch zwolniła kroku, żeby uspokoić swoje emocje. Gdyby miała ludzką twarz, to jej policzki przypominałby lekko zaróżowione płatki róż. Tym razem jednak nie była młodą kotką! Tym razem wiedziała coś na temat kociego życia! Tym razem mogła pochwalić się Wojowniczym imieniem!
Wszystkoto co mam, wszystkoto co mam To tanadzieja,żeżyciemnieposkleja ꧁⸺Dziśodchodzęsam, dziś odchodzęsam⸺ ꧂ Jużniezawrócęto wszystkodziśporzucę Ja sięzarzekam,uciekamdośćmamprzeznaczenia [Po cozwlekać,czekać gdy sięnicniezmienia] Mojamama, mówiłaostatniaumieranadzieja...
odrobinę wyższy niż przeciętny kot; smukła budowa ciała; umaszczenie bure ticked; zawsze ułożone i czyste, długie futro; białe znaczenia na pysku, brodzie i kawałku szyi; białe skarpetki na przednich łapach; lewe oko zielone, prawe niebieskie; ciemnoczerwony nos
Zwierzyny ani widu, ani słychu, lecz mimo to wkrótce oczy Jaśniejącego Płomienia zostają zaczepione przez ruch w oddali. Czujnie, choć bez zbędnego pośpiechu przenosi wzrok na jego źródło, którym okazuje się patrolująca granicę rzeczniaczka. A przynajmniej to ten najprawdopodobniejszy scenariusz, gdy przez kolejne upływające uderzenia serca przemierzana przez nią trasa nie odbiega nadto od niewidzialnej linii rozdzielającej terytoria obu klanów.
I z początku postać nie różni się zbyt wiele od nieświadomej zagrożenia zwierzyny, bo w przeciwieństwie do niej, nieruchomy wojownik nie rzuca się w oczy nawet mimo braku gęstych zarośli wokoło, które mogłyby zamaskować jego obecność. Ale to niedługo się zmienia; wiatr nie działa na jego korzyść i nie odwodzi zapachu od czujnej patrolującej. Płomień bez większych emocji przygląda się jej, truchtem skracającej dystans; nie będzie przecież rezygnować z kąpieli w promieniach słońca przez to, że został na niej przyłapany. To jeszcze nic nielegalnego.
- O, to ty - odpowiada na przywitanie. Rzeczywiście, mieli kiedyś okazję zamienić słowo, pamięta jak przez mgłę, ale było. Raczej bliżej niż dalej pełnego obiegu pór temu. - Co słychać? Dalej pałętasz się po granicach w pojedynkę, jak widzę?
.
»IheardfromGodtoday« . . . . . . . . . . . . . . . . . . . and shesounded.just【 like me 】 WhathaveIdone?. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . ⤷ And.w h o.haveIbecome? ◈ I saw 【 the devil 】today and he lookeda lotlike me◈ ◈Arms wide open... . . . . . .. . . .【 I stand alone 】◈
I'm【 no hero 】and I'm notmade ofstone ✦•······················•✦•······················•✦
┏ .rightorwrong. ┓ ┗ I can hardly tell ┛ I'm on the wrong side of Heaven. . . . . . . . . . . . . . . . . . and the righteous side of Hell
Terminator → Kotka nie przypomina już małej, puchatej kulki. Przez te wszystkie księżyce zdążyła urosnąć i nabrać nieco masy. Nadal ma długie, "sarnie" łapy po rodzicach. Dzięki temu sprawia wrażenie, że jest wysoka. Tak naprawdę, to Zmierzch można spokojnie zaliczyć do grona średnich kocic. Poza tym prawdziwą sylwetkę skrywa pod gęstym futrem. Kolorystyka kotki pozostała prawie bez zmian. Grzbiet (ok. 3/4), łepek, łapy czy ogon w większości mają odcień tzw. ciemny niebieski. Resztę ciała podchodzi pod śnieżny biały np. brzuch, pyszczek z policzkami, skarpetki na łapach, pojedyncze punkty w ogonie czy klatka piersiowa. Natomiast wśród sierści młodej można dostrzec także nieco rudości. Ledwo, bo ledwo, ale jednak... Najwyraźniej wychodzi z niej krew "Skrzącego Słowa" oraz przynależność do szylkret. Sama sylwetka kocicy jest dość smukła. Nie można powiedzieć, żeby była gruba. Jednak brakuje jej również wyćwiczonych partii mięśniowych. Przynajmniej oczy Zmierzch przybrały barwę złota, a obwódka wokół nosa stała się lekko czarna. Dodatkowo czarne, klasyczne pręgi są lepiej widoczne niż poprzednio. Stanowią elegancki dodatek na grzbiecie, łapach czy pyszczku kotki. Natomiast kocica najbardziej ucieszona jest z długiego, puszystego ogona, ostrych, wojowniczych pazurów, jak również kłów.
Spotkanie z różnymi kotami sprawiło, że Zmierzch nieco się zmieniła. Nadal przypomina "żywe srebro", jednak nabrała sporo ogłady. Doskonale wie kiedy może zabrać głos, a kiedy lepiej coś przemilczeć. Choć zawsze stara się być szczera i zgodna sama ze sobą. Zyskała też trochę wewnętrznego spokoju, szczyptę cierpliwość, jak również umiejętność słuchania. Dzięki temu jej zadawanie pytań kończy się przyjaznymi rozmowami oraz nowymi znajomościami. Kotka obecnie rozumie, że nie wszystko bywa czarne bądź białe. Według niej istnieją różne kolory prawdy, poznania, historii. Dlatego nigdy nie ocenia żadnego kota powierzchownie. Dla Zmierzch liczą się bardziej czyny, gesty, chęci. Słodkie słówka wpuszcza jednym uchem, a drugim wypuszcza. Nadal bardzo kocha rodziców oraz braci. Mimo wszystko odpuściła sobie udawadnianie czegokolwiek, komukolwiek. Zrozumiała, dzięki Łabędziej Szyi, że może być po prostu sobą. Obecnie Zmierzch szuka własnej ścieżki pośród Klanu Rzeki. Chciałabym już jakoś pomagać, ale równocześnie daje sobie czas. Jeśli chodzi o nauki, to przykłada do nich sporą wagę. Bardziej dla siebie oraz samorozwoju. Poza tym w wolnym czasie młoda nadal lubi słuchać opowieści odnośnie dawnych kotów, kocic Klanu Rzeki. Jakiś sentyment jej pozostał...
Tym razem kotka nie zmierzała podchodzić zbyt blisko. Szanowała przestrzeń osobistą każdego kota. Dlatego podbiegła na tyle, żeby nie musieli krzyczeć czy głośniej mówić. Dopiero wtedy usiadła wśród traw, jednocześnie zarywając łapy swoim ogonem. Po co zwracać czyjąś uwagę albo przyciągać kłopoty, prawda? Zmierzch spojrzała w kierunku granicy z Wichrem. Czasami żałowała, że każdy musiał siedzieć w swoim zakątku. Nadal ciekawiło ją jak wyglądały pozostałe ziemie Klanów. Następnie zerknęła na Jaśniejącego Płomienia. Uśmiechnęła się lekko...
-Nie jestem w pojedynkę. Koleżanka poszła zapolować. Ustaliłyśmy wcześniej gdzie się spotkamy i kiedy. Wypadło nam patrolowanie granicy, ale ona lubi ćwiczyć swoje umiejętności na piszczkach...- Kotka odpowiedziała spokojnie. Teraz mogła stawić mu czoła jak równy z równym! Tytuł Wojowniczki przecież do czegoś zobowiązywał. Zresztą nie musiała mu zbyt wiele zdradzać, ale chciała... Oby tylko Łabędź znów jej potem nie okrzyczał.
-Teraz mam nowe imię, czyli Zmierzchająca Nadzieja...- W jej głosie zabrzmiała nutka dumy. Przywódca Klanu Rzeki, jej Mistrz, wiedział jakie imię jej nadać. Kotka była zachwycona jego brzmieniem. Zresztą oznaczało tak dużo. Dla postronnych kotów nadzieję na mistrza, na młode pokolenie, na nowy start. Dla nich nadzieję na przyjaźń, na zrozumienie, na dobry los od Gwiezdnych. Zmierzch jednak zachowała te uwagi dla siebie. Patrzyła z ciekawością na swojego rozmówcę. Czego oczekiwała? Pochwały? Przecież był dorosłym kotem! Co mógł jej powiedzieć? Gratulacje i tyle... Zmierzch ponownie odkryła, że sama siebie nie rozumie i chyba nigdy nie zrozumie.
Wszystkoto co mam, wszystkoto co mam To tanadzieja,żeżyciemnieposkleja ꧁⸺Dziśodchodzęsam, dziś odchodzęsam⸺ ꧂ Jużniezawrócęto wszystkodziśporzucę Ja sięzarzekam,uciekamdośćmamprzeznaczenia [Po cozwlekać,czekać gdy sięnicniezmienia] Mojamama, mówiłaostatniaumieranadzieja...
odrobinę wyższy niż przeciętny kot; smukła budowa ciała; umaszczenie bure ticked; zawsze ułożone i czyste, długie futro; białe znaczenia na pysku, brodzie i kawałku szyi; białe skarpetki na przednich łapach; lewe oko zielone, prawe niebieskie; ciemnoczerwony nos
Dwukolorowe oczy otwierają się ciut szerzej. Rzeczniaczka się uśmiecha, to nie jest typowa reakcja na jego widok manifestowana przez koty, które miały okazję wcześniej zamienić z nim słowo. Ale podejrzenia, że jest lekko odklejona, miał już wcześniej, więc może chyba traktować to jako potwierdzenie. Głośniej wydmuchuje powietrze przez nos, subtelnie unosząc kąciki warg.
- Ona trenuje, ty odwalasz obowiązek za was dwie, rozumiem - stwierdza z kiwnięciem głowy, ale po rozbawionym tonie da się wywnioskować, że nie mówi na serio. Nie żeby nie było w jego słowach okrucha prawdy, niemniej daleko mu do krytyki obranej przez nie strategii. - To gdzie macie spotkać się ponownie? Zmierzchająca Nadzieja. Z lekka zawiewa patetyzmem, chociaż kim on jest, by oceniać; Lawendowa Gwiazda nadała mu imię Jaśniejący Płomień, co na tle jakichś Splątanych Wąsów, Klekoczących Bocianów czy innych Zajęczych Uszu wypada dość śmiesznie. Idzie się do tego przyzwyczaić.
- Gratuluję awansu. - Gdyby mógł, uścisnąłby jej łapę. Niebycie wiecznym terminatorem to osiągnięcie, które wydaje się znajdować poza zasięgiem co poniektórych. - Koniec bycia pouczanym przez byle wojownika, hm? Brońcie gwiezdni nie wychodź z obozu; wyjdź z obozu, przynieś mchu; załatw to, ogarnij tamto. Chyba że tęskno ci do terminatorskich czasów?
.
»IheardfromGodtoday« . . . . . . . . . . . . . . . . . . . and shesounded.just【 like me 】 WhathaveIdone?. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . ⤷ And.w h o.haveIbecome? ◈ I saw 【 the devil 】today and he lookeda lotlike me◈ ◈Arms wide open... . . . . . .. . . .【 I stand alone 】◈
I'm【 no hero 】and I'm notmade ofstone ✦•······················•✦•······················•✦
┏ .rightorwrong. ┓ ┗ I can hardly tell ┛ I'm on the wrong side of Heaven. . . . . . . . . . . . . . . . . . and the righteous side of Hell
Terminator → Kotka nie przypomina już małej, puchatej kulki. Przez te wszystkie księżyce zdążyła urosnąć i nabrać nieco masy. Nadal ma długie, "sarnie" łapy po rodzicach. Dzięki temu sprawia wrażenie, że jest wysoka. Tak naprawdę, to Zmierzch można spokojnie zaliczyć do grona średnich kocic. Poza tym prawdziwą sylwetkę skrywa pod gęstym futrem. Kolorystyka kotki pozostała prawie bez zmian. Grzbiet (ok. 3/4), łepek, łapy czy ogon w większości mają odcień tzw. ciemny niebieski. Resztę ciała podchodzi pod śnieżny biały np. brzuch, pyszczek z policzkami, skarpetki na łapach, pojedyncze punkty w ogonie czy klatka piersiowa. Natomiast wśród sierści młodej można dostrzec także nieco rudości. Ledwo, bo ledwo, ale jednak... Najwyraźniej wychodzi z niej krew "Skrzącego Słowa" oraz przynależność do szylkret. Sama sylwetka kocicy jest dość smukła. Nie można powiedzieć, żeby była gruba. Jednak brakuje jej również wyćwiczonych partii mięśniowych. Przynajmniej oczy Zmierzch przybrały barwę złota, a obwódka wokół nosa stała się lekko czarna. Dodatkowo czarne, klasyczne pręgi są lepiej widoczne niż poprzednio. Stanowią elegancki dodatek na grzbiecie, łapach czy pyszczku kotki. Natomiast kocica najbardziej ucieszona jest z długiego, puszystego ogona, ostrych, wojowniczych pazurów, jak również kłów.
Spotkanie z różnymi kotami sprawiło, że Zmierzch nieco się zmieniła. Nadal przypomina "żywe srebro", jednak nabrała sporo ogłady. Doskonale wie kiedy może zabrać głos, a kiedy lepiej coś przemilczeć. Choć zawsze stara się być szczera i zgodna sama ze sobą. Zyskała też trochę wewnętrznego spokoju, szczyptę cierpliwość, jak również umiejętność słuchania. Dzięki temu jej zadawanie pytań kończy się przyjaznymi rozmowami oraz nowymi znajomościami. Kotka obecnie rozumie, że nie wszystko bywa czarne bądź białe. Według niej istnieją różne kolory prawdy, poznania, historii. Dlatego nigdy nie ocenia żadnego kota powierzchownie. Dla Zmierzch liczą się bardziej czyny, gesty, chęci. Słodkie słówka wpuszcza jednym uchem, a drugim wypuszcza. Nadal bardzo kocha rodziców oraz braci. Mimo wszystko odpuściła sobie udawadnianie czegokolwiek, komukolwiek. Zrozumiała, dzięki Łabędziej Szyi, że może być po prostu sobą. Obecnie Zmierzch szuka własnej ścieżki pośród Klanu Rzeki. Chciałabym już jakoś pomagać, ale równocześnie daje sobie czas. Jeśli chodzi o nauki, to przykłada do nich sporą wagę. Bardziej dla siebie oraz samorozwoju. Poza tym w wolnym czasie młoda nadal lubi słuchać opowieści odnośnie dawnych kotów, kocic Klanu Rzeki. Jakiś sentyment jej pozostał...
Tym razem rozmowa szła dość gładko. Zmierzchająca Nadzieja była zaskoczona pozytywnym odbiorem. Jaśniejący Płomień nawet zażartował. Chyba... Przynajmniej tak kotka wolała myśleć. Ostatnio miała już zbyt dużo przykrości. Dzięki temu uśmiechnęła się bardziej przyjaźnie. Natomiast początkowa mieszanina emocji gdzieś uciekła. Kotka rozluźniła się, jednocześnie podłapując dobry humor swojego rozmówcy.
-Zazwyczaj spotykamy się przed Bobrzą Tamą. Generalnie nie przeszkadza mi to. Lepiej ćwiczyć niż zapomnieć o ruchu. Czasem jeden skok może ocalić skórę.- Zmierzch odpowiedziała dość gładko. Przynajmniej tak uważała. Szczególnie, gdy księżyce mijały nieubłaganie. Najgorzej się rozleniwić i usiąść na laurach. Tymczasem gratulacje od kocura sprawiły, że kotka nieco się zawstydziła. Spojrzała zaraz na swoje łapy. Niby nic wielkiego, ale jednak miło. Potem Płomień zadał dość ciekawe pytanie. Zmierzch położyła uszy po sobie. Taki odruch niż cokolwiek innego. Chwilę później podniosła wzrok.
-To nie tak... Ja doceniam rady Wojowników. Szczególnie tych starszych od siebie. W końcu hasam po świecie mniej ksieżycy od nich. Zresztą lubię pomagać, bo można usłyszeć historie odnośnie Gwiezdnych, dawnych wojowników czy ciekawych spotkaniach. Wiem, że brzmi to nieco naiwnie. Mimo wszystko miło znać swoje korzenie i skąd się pochodzi. Warto docenić korzenie, bo one też kształtują nieco to kim jesteśmy.- Jeżeli srebrna brzmiała teraz jak kociaki, to trudno. Ona doceniała wszystkie opowieści. Dzięki temu wiedziała kim chce zostać. Była znów ciekawa odpowiedzi kocura.
Wszystkoto co mam, wszystkoto co mam To tanadzieja,żeżyciemnieposkleja ꧁⸺Dziśodchodzęsam, dziś odchodzęsam⸺ ꧂ Jużniezawrócęto wszystkodziśporzucę Ja sięzarzekam,uciekamdośćmamprzeznaczenia [Po cozwlekać,czekać gdy sięnicniezmienia] Mojamama, mówiłaostatniaumieranadzieja...
odrobinę wyższy niż przeciętny kot; smukła budowa ciała; umaszczenie bure ticked; zawsze ułożone i czyste, długie futro; białe znaczenia na pysku, brodzie i kawałku szyi; białe skarpetki na przednich łapach; lewe oko zielone, prawe niebieskie; ciemnoczerwony nos
Mimowolnie zerka na lewo, w stronę, w którą należałoby pójść, chcąc dotrzeć do Czterech Dębów. To w tym kierunku prawdopodobnie poszłaby Zmierzchająca Nadzieja, gdyby nie zatrzymała się tutaj. Czyli gdzieś tam, za miejscem Zgromadzeń, musi znajdować się niejaka Bobrza Tama. Nie, żeby Jaśniejący Płomień kiedykolwiek ją widział, oczywiście. Nie jego rejony.
- Mm, prawda - przyznaje lekko. A czasami tego skoku nie udaje się wykonać, nawet nie ze względu na niedoszlifowane umiejętności, a zwykłe zrządzenie losu. Ot, poświęcasz życie na coś, co ma poprawić (albo przynajmniej wydłużyć) twoje życie, tymczasem jeden głupi przypadek okazuje się mieć większą siłę sprawczą. Czy to znaczy, że nie należy się starać? Absolutnie nie, to skrajny idiotyzm. Znaczy to tyle, że reguły tej gry nigdy nie były i nie będą sprawiedliwe. Jednak zaakceptowanie regulaminu rozgrywki jest odgórnie narzucone, głupie opieranie się im nie ma sensu. Takie życie. - Chociaż niektórzy lubią testować swoje szczęście. I co zabawniejsze, dobrze na tym wychodzą. Osobiście nie mój sposób postępowania, ale co kto lubi.
Krzywi się lekko słysząc o poznawaniu swoich korzeni. Wie, jak wyglądają te jego - pognite, i najlepiej, aby pozostawały głęboko pod ziemią. Nic godnego zgłębiania ani, tym bardziej, dumy.
- Mówisz? I co takiego powiedziały ci te twoje korzenie? - drąży, nie starając się w pełni zatuszować zgryźliwości, niemniej szczerze zainteresowany, co rozmówczyni może mieć do powiedzenia w tej kwestii; zdradzają to wysoko postawione uszy oraz spojrzenie skoncentrowane na srebrnej mordce. - Kim jesteś?
.
»IheardfromGodtoday« . . . . . . . . . . . . . . . . . . . and shesounded.just【 like me 】 WhathaveIdone?. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . ⤷ And.w h o.haveIbecome? ◈ I saw 【 the devil 】today and he lookeda lotlike me◈ ◈Arms wide open... . . . . . .. . . .【 I stand alone 】◈
I'm【 no hero 】and I'm notmade ofstone ✦•······················•✦•······················•✦
┏ .rightorwrong. ┓ ┗ I can hardly tell ┛ I'm on the wrong side of Heaven. . . . . . . . . . . . . . . . . . and the righteous side of Hell