Kociak całkowicie przeciętnego wzrostu, o smukłej, harmonijnej budowie ciała. Jednak na tym jego przeciętność się kończy, bo z każdym mijającym dniem, na krótkiej, gładkiej sierści Szafrana coraz wyraźniej widoczne są rzadko spotykane w lesie układy znaczeń. Zaczynając od początku, jego futerko podstawowo można uznać za białe, jednak z wieloma ciemniejszymi znaczeniami, pokrywającymi ostatecznie większą jego część.
Na głowie widoczna jest swego rodzaju, bardzo ciemna, prawie czarna „maska” idąca między oczami i pod każdym z nich osobna, dalej przeradzająca się w pręgi, podobny odcień mają także uczy. Oba jego boki pokrywają rozety, wyraźnie odcinające się od jasnego tła, ale nie tak ciemne jak znaczenia na pyszczku tu kolor zatrzyma się na etapie brązu z odpowiednimi przejaśnieniami w ich centrach. Również łapy i ogon objęte są pręgowaniem, najciemniejszym przy ich końcach, później stopniowo dopasowujące się do tych na tułowiu.
Na mordce dobrze odznacza się nosek i oczy, teraz w barwie typowej dla wszystkich kociąt, a później jasnoniebieskie.
To właściwie było skomplikowane pytanie. Bo tak, Szafran marzył o niezwykłych miejscach, w które będzie mógł iść i gdzie wszystko będzie idealnie. Jednak co dokładnie miało tam być? Jego wyobrażenia tak naprawdę nie szły aż tak daleko, nie był pewny czego konkretnie chce. - Wszystko, co jest najbardziej warte zobaczenia. – Dlatego jego odpowiedź również nie była zbyt konkretna. Skąd miał wiedzieć, co chciał zobaczyć jeśli nie miał pewności, co tam mogło jeszcze być? Może nie usłyszał by o czymś najlepszym, co mogło istnieć, tylko dlatego, że mógł nie mieć pojęcia, że coś takiego w ogóle istniało. Dlatego nie myślał o swojej odpowiedzi, jako przejawie tego, że tak naprawdę nie miał pojęcia czego pragnął, a jedynie tego, że nie chce odbierać sobie wszystkich możliwości.
Księżyce: 98 Mistrz: Węgorzowe Gardło / Płotkowy Potok Płeć: fajna [amab nb] Matka: Księżycowe Jezioro Ojciec: Skrzące Słowo Trwałe urazy: mutyzm wybiórczy
Przeciętnego wzrostu, chude, słabo umięśnione. Futro ma długie, srebrne czarne, klasycznie pręgowane. Na lewym boku pod futrem skrywa się długa blizna. Oczy zielone, nos ceglastoczerwony.
Melancholijny włóczęga o bardzo fragmentarycznej pamięci i łagodnym usposobieniu. Pogrążone w anhedonii, niepewne tego, czego samo chce, nawiedzane mrocznymi wspomnieniami, ukojenie odnajduje w syceniu swojego stałego wanderlust.
- Musisz zatem obejrzeć cały świat - uśmiechnęło się pod nosem słabo, kiedy pomyślało o tym, jak szeroką i nieoczywistą kategorią jest "wszystko, co warte zobaczenia". Zapewne dla niektórych dna przewróconych pustych śmietników na Osiedlu były równie warte obejrzenia, co bezchmurne niebo o poranku Pory Młodych Liści nad brzegiem Wielkiej Słonej Wody. Zapewne. Zguba nigdy nie widziało Wielkiej Słonej Wody, słyszało tylko o niej historie. Piękne historie. - Tylko na siebie uważaj. Koty umieją być strasznie okrutne.
somepeopleSMILE attheendoftheday 𝘀𝗼𝗺𝗲 𝗽𝗲𝗼𝗽𝗹𝗲 𝗹𝗮𝘂𝗴𝗵, 𝗶 𝘀𝘂𝗽𝗽𝗼𝘀𝗲 but to me there’s nothing
but gloom and despair that’sjusthowthestorygoes
Kociak całkowicie przeciętnego wzrostu, o smukłej, harmonijnej budowie ciała. Jednak na tym jego przeciętność się kończy, bo z każdym mijającym dniem, na krótkiej, gładkiej sierści Szafrana coraz wyraźniej widoczne są rzadko spotykane w lesie układy znaczeń. Zaczynając od początku, jego futerko podstawowo można uznać za białe, jednak z wieloma ciemniejszymi znaczeniami, pokrywającymi ostatecznie większą jego część.
Na głowie widoczna jest swego rodzaju, bardzo ciemna, prawie czarna „maska” idąca między oczami i pod każdym z nich osobna, dalej przeradzająca się w pręgi, podobny odcień mają także uczy. Oba jego boki pokrywają rozety, wyraźnie odcinające się od jasnego tła, ale nie tak ciemne jak znaczenia na pyszczku tu kolor zatrzyma się na etapie brązu z odpowiednimi przejaśnieniami w ich centrach. Również łapy i ogon objęte są pręgowaniem, najciemniejszym przy ich końcach, później stopniowo dopasowujące się do tych na tułowiu.
Na mordce dobrze odznacza się nosek i oczy, teraz w barwie typowej dla wszystkich kociąt, a później jasnoniebieskie.
Niestety pewnie tak było. A może na szczęście? Przynajmniej to znaczyło, że zawsze będzie miał nowe miejsca w które będzie mógł się udać, nigdy nie będzie musiał się nudzić.
Uznawał, że jakoś poradzi sobie ze wszystkimi kotami. Przecież większość z nich go zupełnie nie obchodziła, jak trafi na kogoś, kogo nie będzie lubić, po prostu poszuka lepszego towarzystwa. A jeśli będzie chodziło o skrzywdzenie w sposób całkowicie fizyczny, mógł uciec, umiał biegać całkiem szybko. Tak jak wtedy, gdy wyszedł z Obozu jako kociak i natrafił na łasicę. Skoro udało się wtedy, miał poczucie, jakby miało tak być zawsze.
Chyba czas było kończyć to spotkanie. Nie czuł, żeby miał się dowiedzieć wiele więcej od tego tajemniczego kota, więc po co jeszcze to robił? - Zapamiętam. – mruknął w odpowiedzi, chociaż nie brzmiąc jakby naprawdę przejął się otrzymaną radą – Do zobaczenia. Może w jakimś zupełnie innym miejscu. – dodał z lekkim uśmiechem. Jeśli oboje mogli mieć jeszcze cały świat do przejścia, jakie było szanse na to, że jeszcze kiedyś trafią? Pewnie niewielkie, ale jakieś zawsze istniały.
Masywny, o długiej puszystej sierści umasczonej na niebiesko. Jego oczy są szaroniebieskie (później bladozielone). W skrócie ideał kota.
Przymilny, flirciarz, uwielbia wszystko co piękne, nie wie co to przestrzeń osobista, siebie samego uważa za epigeum piękna, aczkolwiek nie jest egoistą, nie uważa że z tego powodu należy mu się więcej, że każdy inny to tylko brzydka miernota, on po prostu dobrze czuje się ze swoim wyglądem.
Szedł właśnie wzdłuż granicy z jednym z klanów. Piżmowy zapach wrzosu uzmysłowił mu, że był to najprawdopodobniej ten, który zwał się Wichrem. Co oznaczało, że do ziemi Nowego Świtu było bliżej niż dalej. Co prawda mógł obrać krótszą drogę poprzez Łan Rzepaku, jednakże wolał przedłużyć swój spacer. Rzecz jasna stęsknił się za domem, za rodziną, którą tam pozostawił, aczkolwiek nie zmuszało go to do pospiechu. Potrzebował napawać się zapachami lasu.
spory kocur o zgrabnej, rozwijającej się sylwetce, długiej, niebieskiej, tygrysiopręgowanej sierści z bielą i różnokolorowych oczach: prawie żółte, lewe lodowoniebieskie
Zdaje się, że kocur chce przeżyć całe życie dwa albo i trzy razy. Wszystko robi mocno, dużo, szybko. Przy tym twardo stąpa po ziemi, daleko mu do marzyciela. Energiczny, uwielbia wysiłek i wzywania. Towarzyski, otwarty i sympatyczny, jednak skłonny do skrajnych reakcji i emocji. Szybciej działa niż myśli, w gorącej wodzie kąpany, jego dwa motto życiowe to “pa na to” i “jakoś to będzie”. Mimo powierzchownej opryskliwości i niewyparzonego języka, młody Chaos nie ma złych zamiarów i nie szuka wrogów. Ważne, jak zostanie pokierowany i dalej ukształtowany, ma szansę się zmienić i wyrosnąć na dobrego, pełnego zapału i uporu wojownika.
Płocha Łapa, Topikowa Łapa (KR)
Nie można było powiedzieć o Chaosie, żeby szczególnie trzymał się terenów klanu Wichru. Pomiędzy nieczęstymi szkoleniami z Wydrzym Wąsem miał wolną łapę i wykorzystywał to na samodzielne treningi tężyzny fizycznej i zwyczajne włóczenie się w okolicy lub poza nią.
Tego dnia kroki zaprowadziły go w okolice niebieskiego, całkiem imponująco zbudowanego kocura, niepachnącego dla odmiany żadnym klanem. Ciekawe.
- Witam nieznajomego wędrowca! - zagadnął wesoło, z ładnym uśmiechem na przystojnym pysku, a jego różnokolorowe oczy błyskały życiem i szczerością. Zatrzymał się przy kocurze i z falującym lekko w powietrzu ogonem przyglądał mu się bez żadnego skrępowania. Samotnik wydał się synowi Ostrego Kolca dziwnie… egzotycznie intrygujący. Miał nadzieję, że trafił na chętnego do rozmowy osobnika.
Masywny, o długiej puszystej sierści umasczonej na niebiesko. Jego oczy są szaroniebieskie (później bladozielone). W skrócie ideał kota.
Przymilny, flirciarz, uwielbia wszystko co piękne, nie wie co to przestrzeń osobista, siebie samego uważa za epigeum piękna, aczkolwiek nie jest egoistą, nie uważa że z tego powodu należy mu się więcej, że każdy inny to tylko brzydka miernota, on po prostu dobrze czuje się ze swoim wyglądem.
Poruszył uszami, a wzrok zaraz potem przeniósł na zbliżającą się w jego kierunku postać. - Witam nieznajomego klanowicza. -Odpowiedział z lekko żartobliwym uśmiechem. Czując na sobie spojrzenie kocura pozwolił sobie uczynić dokładnie to samo. Skoro Obieżego można było nazwać egzotycznym, tak młodszego kolegę zdecydowanie majestatycznym. Imponującej wielkości kocur o jeszcze bardziej imponującym umaszczeniu. Najbardziej w oczy (co ciekawe!) rzucały się Raniuszkowemu potomkowi pręgi nieznajomego, praktycznie niewidoczne, a jednak odnajdujące się na nim niczym malowane przez prądy rzeczne małe strumyczki. I oczy. Oczy były niczym wisienka na czymś co dwunożni nazywali tortem. - Czy mógłbym poznać miano mojego kompana? Gdyż mniemam, że nie zostanę przepędzony niczym niepokojący wasze ziemię lis. Nie mam złych zamiarów. -Skłonił się lekko, gdy już oderwał wzrok od aparycji terminatora.
spory kocur o zgrabnej, rozwijającej się sylwetce, długiej, niebieskiej, tygrysiopręgowanej sierści z bielą i różnokolorowych oczach: prawie żółte, lewe lodowoniebieskie
Zdaje się, że kocur chce przeżyć całe życie dwa albo i trzy razy. Wszystko robi mocno, dużo, szybko. Przy tym twardo stąpa po ziemi, daleko mu do marzyciela. Energiczny, uwielbia wysiłek i wzywania. Towarzyski, otwarty i sympatyczny, jednak skłonny do skrajnych reakcji i emocji. Szybciej działa niż myśli, w gorącej wodzie kąpany, jego dwa motto życiowe to “pa na to” i “jakoś to będzie”. Mimo powierzchownej opryskliwości i niewyparzonego języka, młody Chaos nie ma złych zamiarów i nie szuka wrogów. Ważne, jak zostanie pokierowany i dalej ukształtowany, ma szansę się zmienić i wyrosnąć na dobrego, pełnego zapału i uporu wojownika.
Płocha Łapa, Topikowa Łapa (KR)
A więc takie opinie latały o klanowych kotach wśród samotników? Trochę to smutne.
- Ależ skąd, zupełnie nie dla mnie takie barbarzyńskie zachowania. - zapewnił Chaotyczna Łapa, który nie był chętny do krzywdzenia innych, a do przemocy w ogóle miał niechętny stosunek. Gdyby jego niebieski towarzyszy zamierzał w jakiś sposób naruszyć granicę, terminator z pewnością zacząłby od uprzejmej prośby, a następnie dopiero przystąpił do silniejszych środków perswazji. Na ten moment zapowiadało się na wyłącznie przyjemną rozmowę. - Chaotyczna Łapa - dodał, skłaniając na chwilę głowę w pełnym szacunku geście. Ciekawy kot, przeszło przez myśl kudłatemu kocurowi.
- Widzę, że klanowe zwyczaje nie są ci zupełnie obce. - zauważył, zaciekawiony. Liczył, że za chwilę usłyszy w odwecie imię swojego rozmówcy. Był ciekaw, czy powie mu ono coś na jego temat.
Księżyce: 51 Mistrz: Gadożerowy Szlak, Tupocząca Salamandra, Deszczowa Pogoda Płeć: Kotka Matka: Dzika Wiśnia Ojciec: Parzące Ziele Trwałe urazy: Rozcięcie wzdłuż prawego oczodołu, uszkodzona gałka oczną wraz z powieką - niewyraźnie widzi na to oko
Obniżenie statystyk:
na stałe: -1Zm
Pojedyńcze podłużne rozcięcie na prawym uchu.
Wysoka, szczupła o gładkiej, krótkiej niebieskiej sierści i błękitnych oczach. Lewa tylna łapa od palców do końca stopy jest biała. Z przyzwyczajenia mruży prawe oko.
Zaskroniec zdecydowanie dobrała sobie nienajlepsze koty do naśladowania. Pierwszym z nich jest jej kochany tatuś, Parzące Ziele. Podobnie jak on jest zarozumiała i zapatrzona w siebie, co więcej bardzo łatwo ją zdenerwować, chociażby najmniejszą błahostką. Nie waha się wówczas podnieść łapki na rozmówcę. Jednak w przeciwieństwie do kocura nie zniża się do rzucania dziecinnych obelg, jeśli już miałaby kogoś obrazić to zrobiłaby to w bardziej kreatywny sposób. Drugim wzrorem do naśladowania stała się pełna wdzięku, Wysoka Łodyga. Koteczka wzięła sobie do serca dbanie o swój wygląd, żeby w przyszłości móc dorównać starszej kocicy. Chodzi z dumnie uniesionym pyskiem, który nie zważa na otoczenie. Na innych patrzy z góry, nawet jeśli sama jest maleńka. Niemniej jednak bardzo kocha Dziką Wiśnie i docenia to, że tak o nią dba. Czarna kocica jest właściwie chyba jedynym kotem, wobec którego Zaskroniec stara się być bezinteresownie miła. Przy mamusi wydaje się prawdziwym aniołkiem.
Kroczyła sztywno przez wysokie trawy, aż do jej nozdrzy doszedł typowy dla ścigaczy królików smród, choć teraz powinna raczej nazywać to zapachem, skoro wiązała z nim swoją przyszłość. W normalnych okolicznościach przez myśl by jej nawet nie przeszło takowe rozwiązanie, ale głupie decyzje podejmowane przez jej niegdysiejszego przywódcę skłoniły ją do drastycznych środków. Dlaczego akurat wicher? Bo był jej to winny. W końcu to w tym klanie na świat przyszła ta wymówka dla kota, Pajęcza Łapa.
Będąc na granicy przysiadła nieopodal jakiegoś kamienia, pod łapami położyła gołębia, całkiem przyzwoitego jak na tę porę, miała być to swego rodzaju łapówka. Teraz wystarczyło poczekać na pojawienie się patrolu i rozmowę z ich przywódcą.
Księżyce: 85 Mistrz: Wydrzy Wąs ♥ Płeć: trans kotka (amab, silny zapach kwiatów i trawy) Matka: Wędrujące Światła ♥ Ojciec: Łabędzia Gwiazda, Roziskrzona Gwiazda (stary) Partner: :(
Wielka. Bura, pręgowanie ticked (w typie kota somalijskiego). Biała lewa tylna stopa, końcówka ogona, broda i cała szyja. Zielone oczy z niebieską plamką na lewym przy źrenicy.
Wesoła, głupia i naiwna. Słodki, pozytywny promyczek słońca. Kochliwa.
Wszechobecny śnieg nie był czymś, co kiedykolwiek przeszkadzało Świt. Skakanie w zaspy, tworzenie kocich sylwetek w głębokim puchu i trzaskanie nim w innych było świetną sprawą. Jego obecny brak jednak wcale nie wprawiał jej w smutek, ponieważ oznaczało to coraz bliższe nadejście Pory Nowych Liści, a co z nimi szło - oceanu kwiatów na łąkach. Brakowało jej ozdób w ogonie, które byłyby czymś innym niż starymi korzonkami czy topiącymi się soplami. Poza tym, kwiaty to był jeden z najpiękniejszych podarunków, jakie można było dać drugiej osobie (przynajmniej w jej mniemaniu). Azalia z pewnością by docenił.
Tym razem córka Roziskrzonej Gwiazdy wybrała się na spacer tylko i wyłącznie po to, by posłuchać ptasich treli. Dawno tego nie robiła, szczególnie przez to, że pora nie sprzyjała ich występowaniu. Ostatnio były jednak coraz częstsze i głośniejsze, więc wybrała się aż na granice. Może przy okazji zaliczy własny, pojedynczy patrol?
Najwidoczniej tak. Na pagórku dostrzegła nieznajomą, od której nie bił zapach żadnego z klanów. Do tego wyglądała tak, jakby urwała się z najdzikszych ziem niczyich. Nie było to jednak na tyle onieśmielające, by Świt nie przydreptała z szerokim uśmiechem na pyszczku.
- Cześć!! Jak się masz? Mam na imię Świt!! Świtająca Łapa! - przywitała się wesoło. - I jesteś na granicy z Klanem Wi- oh! - jęknęła smutno, gdy dostrzegła w końcu martwego gołębia na ziemi. Niedobrze. - Oh, biedne maleństwo! Oj, oj...Mam nadzieję, że bezpiecznie trafiłeś do Gwiezdnego Klanu, biedaczku...
I coulddance,I coulddance,I coulddance xxx watch medance,dance the nightaway my heartcould beburnin',but youwon'tsee iton my face watch medance,dancethe nightaway xxx ・*✧・゚:*uh-huh!*:・゚✧*・ I'llstill keepthe partyrunnin',not one hairout ofplace .・。.・゜✭・.・✫・゜・。.
Księżyce: 51 Mistrz: Gadożerowy Szlak, Tupocząca Salamandra, Deszczowa Pogoda Płeć: Kotka Matka: Dzika Wiśnia Ojciec: Parzące Ziele Trwałe urazy: Rozcięcie wzdłuż prawego oczodołu, uszkodzona gałka oczną wraz z powieką - niewyraźnie widzi na to oko
Obniżenie statystyk:
na stałe: -1Zm
Pojedyńcze podłużne rozcięcie na prawym uchu.
Wysoka, szczupła o gładkiej, krótkiej niebieskiej sierści i błękitnych oczach. Lewa tylna łapa od palców do końca stopy jest biała. Z przyzwyczajenia mruży prawe oko.
Zaskroniec zdecydowanie dobrała sobie nienajlepsze koty do naśladowania. Pierwszym z nich jest jej kochany tatuś, Parzące Ziele. Podobnie jak on jest zarozumiała i zapatrzona w siebie, co więcej bardzo łatwo ją zdenerwować, chociażby najmniejszą błahostką. Nie waha się wówczas podnieść łapki na rozmówcę. Jednak w przeciwieństwie do kocura nie zniża się do rzucania dziecinnych obelg, jeśli już miałaby kogoś obrazić to zrobiłaby to w bardziej kreatywny sposób. Drugim wzrorem do naśladowania stała się pełna wdzięku, Wysoka Łodyga. Koteczka wzięła sobie do serca dbanie o swój wygląd, żeby w przyszłości móc dorównać starszej kocicy. Chodzi z dumnie uniesionym pyskiem, który nie zważa na otoczenie. Na innych patrzy z góry, nawet jeśli sama jest maleńka. Niemniej jednak bardzo kocha Dziką Wiśnie i docenia to, że tak o nią dba. Czarna kocica jest właściwie chyba jedynym kotem, wobec którego Zaskroniec stara się być bezinteresownie miła. Przy mamusi wydaje się prawdziwym aniołkiem.
Długo nie musiała czekać, choć musiała przyznać, że nie było to to czego oczekiwała. Wygląda na to, że będzie musiała zadowolić się nie patrolem, a jednym kotem. Może to i lepiej, pojedyńczego kota łatwiej będzie przekonać do swojej historii. Taką przynajmniej miała nadzieję. Nie było czasu na zastanawianie się bo rdzawe futro było coraz bliżej i bliżej.
Wstała, gdy tylko kocur (sądząc po zapachu) był niemalże na wyciągnięcie łapy. Już po pierwszych jego słowach doszła do wniosku, że miała doczynienia z typem gaduły, a sądząc po uśmiechu również i optymisty. Takie się najłatwiej przekonuje, więc była w stanie przetrwać to spotkanie. Już otwierała pysk, żeby odpowiedzieć, gdy nagle z ust Świtającej Łapy wyrwał się jęk. Rzuciła jej zmieszane spojrzenie. Początkowo myślała, że chodzi mu o nią, ale najwyraźniej rozchodziło się o ptaka? Czy ona miała doczynienia z pchlim móżdżkiem? - Yhm. -Odchrząknęła, bo szczerze mówiąc była na tyle zbita z tropu, że początkowo nie wiedziała co powiedzieć.- Z pewnością nie zginął na marne, przyczyni sssię do dobra ogółu. -Musiała zagrać tak jak jej zagrali, a więc pożałować gołębia. Idiotyzm.- A więc mój noss mnie nie zawiódł, to rzeczywiście jest granica Klanu Wichru. Dobrze sssię sskłada, nazywam sssię Zaskrońcowa Łapa i wiesz, Świtająca Łapo, przyszłam tu, ponieważ chciałabym porozmawiać z waszą przywódczynią. -Prosto z mostu.
Księżyce: 85 Mistrz: Wydrzy Wąs ♥ Płeć: trans kotka (amab, silny zapach kwiatów i trawy) Matka: Wędrujące Światła ♥ Ojciec: Łabędzia Gwiazda, Roziskrzona Gwiazda (stary) Partner: :(
Wielka. Bura, pręgowanie ticked (w typie kota somalijskiego). Biała lewa tylna stopa, końcówka ogona, broda i cała szyja. Zielone oczy z niebieską plamką na lewym przy źrenicy.
Wesoła, głupia i naiwna. Słodki, pozytywny promyczek słońca. Kochliwa.
Może miała rację? Rzeczywiście, uśmiercane ptaki nie były uśmiercane dla zabawy, a żeby wyżywić Klan. Nie zmieniało to jednak podejścia Świt, która nie raz i nie dwa kradła ptasie truchła ze stosu, żeby je pogrzebać. Tak było jej ich szkoda! Szczególnie, gdy było tyle zwierząt, którymi żywiły się koty, wróble czy gołębie mogły sobie odpuścić. Ona odpuszczała! Nie chciała jednak nikomu nic zakazywać ani nakazywać, z tego też powodu postanawiała zmieniać tylko swoje podejście.
- O? A co byś chciała od mamy? Znaaaaczy Roziskrzonej Gwiazdy? - poprawiła się, przenosząc wzrok w pełni na niebieską koteczkę. Wyglądała dość niesamowicie. - Jeja, ale ty masz blizny. Musiałaś duuuużo przeżyć co? Ślicznie ci z nimi!! - blizny oznaczały przygody, a rdzawa była bardziej niż chętna na opowieści spoza Klanu!
I coulddance,I coulddance,I coulddance xxx watch medance,dance the nightaway my heartcould beburnin',but youwon'tsee iton my face watch medance,dancethe nightaway xxx ・*✧・゚:*uh-huh!*:・゚✧*・ I'llstill keepthe partyrunnin',not one hairout ofplace .・。.・゜✭・.・✫・゜・。.
Księżyce: 51 Mistrz: Gadożerowy Szlak, Tupocząca Salamandra, Deszczowa Pogoda Płeć: Kotka Matka: Dzika Wiśnia Ojciec: Parzące Ziele Trwałe urazy: Rozcięcie wzdłuż prawego oczodołu, uszkodzona gałka oczną wraz z powieką - niewyraźnie widzi na to oko
Obniżenie statystyk:
na stałe: -1Zm
Pojedyńcze podłużne rozcięcie na prawym uchu.
Wysoka, szczupła o gładkiej, krótkiej niebieskiej sierści i błękitnych oczach. Lewa tylna łapa od palców do końca stopy jest biała. Z przyzwyczajenia mruży prawe oko.
Zaskroniec zdecydowanie dobrała sobie nienajlepsze koty do naśladowania. Pierwszym z nich jest jej kochany tatuś, Parzące Ziele. Podobnie jak on jest zarozumiała i zapatrzona w siebie, co więcej bardzo łatwo ją zdenerwować, chociażby najmniejszą błahostką. Nie waha się wówczas podnieść łapki na rozmówcę. Jednak w przeciwieństwie do kocura nie zniża się do rzucania dziecinnych obelg, jeśli już miałaby kogoś obrazić to zrobiłaby to w bardziej kreatywny sposób. Drugim wzrorem do naśladowania stała się pełna wdzięku, Wysoka Łodyga. Koteczka wzięła sobie do serca dbanie o swój wygląd, żeby w przyszłości móc dorównać starszej kocicy. Chodzi z dumnie uniesionym pyskiem, który nie zważa na otoczenie. Na innych patrzy z góry, nawet jeśli sama jest maleńka. Niemniej jednak bardzo kocha Dziką Wiśnie i docenia to, że tak o nią dba. Czarna kocica jest właściwie chyba jedynym kotem, wobec którego Zaskroniec stara się być bezinteresownie miła. Przy mamusi wydaje się prawdziwym aniołkiem.
Zastrzygła uchem. Więc Lawendowa Gwiazda straciła wszystkie żywota, ciekawe tylko na jak długo przed jej powrotem na klanowe ziemie. Zresztą, nie ważne, nie to było teraz istotne, właśnie dowiedziała się, że jej nowy znajomy był potomkiem obecnej przywódczyni. Mogła to jakoś wykorzystać. - Ojej, gdybym wiedziała to pewnie lepiej bym sssię zaprezentowała, przepraszam za ptaka. -Wolała nie wracać do rozmowy o gołębiu, ale chciała pokazać się z jak najlepszej strony, szczególnie przed dzieckiem kota, o którego względy ma się zabiegać.- Dołączyć do waszego Klanu, cóż a przynajmniej o to poprosić. Jak Rozisskrzona Gwiazda zapatruję sssię na koty z zewnątrz? -Uznała, że nie warto bawić się w podchody i wprost przyznała jaki był jej cel. Poruszyła nerwowo ogonem, nie przepadała, gdy ktoś wprost wspominał o jej bliznach, a tym bardziej dziwnie się czuła, gdy ktoś uważał je za śliczne. Zresztą to chyba pierwszy raz, gdy ktoś je tak nazwał. - Obie zadały koty. -Poruszyła zranionym uchem- To zrobił mi samotnik, gdy żyłam jeszcze na osiedlu. Głupi myślał, że ukradnie mi zwierzynę, grubo ssię przeliczył, bo to on ssskończył nie tylko bez jedzenia. A to. -Wskazała łapą w stronę oka.- Jest powód, dla którego tutaj jestem. -Powstrzymała się przed prychnięciem na to wspomnienie.
Księżyce: 85 Mistrz: Wydrzy Wąs ♥ Płeć: trans kotka (amab, silny zapach kwiatów i trawy) Matka: Wędrujące Światła ♥ Ojciec: Łabędzia Gwiazda, Roziskrzona Gwiazda (stary) Partner: :(
Wielka. Bura, pręgowanie ticked (w typie kota somalijskiego). Biała lewa tylna stopa, końcówka ogona, broda i cała szyja. Zielone oczy z niebieską plamką na lewym przy źrenicy.
Wesoła, głupia i naiwna. Słodki, pozytywny promyczek słońca. Kochliwa.
- Hmm, nie przejmuj się. Jeśli chcesz to chętnie pomogę ci go pochować. Jeśli nie będziesz go...no wiesz...jeść - nawet mówienie o zjadaniu ptaków było dla niej średnio komfortowe, dlatego też wolała najpierw zaproponować mini pogrzeb dla zwierzątka. A nuż trafi tam gdzie koty z Klanów. O ile w ogóle inne zwierzęta trafiały do Gwiezdnego Klanu lub miały swoje odpowiedniki?
- Oh, nie jestem pewna. W ostatnim czasie raczej niewiele takich typowo samotników przychodziło. To znaczy, jasne, byli, ale wcześniej byli w Wichrze i jakoś tak wyszło że postanowili wrócić - a przynajmniej tak było z Mgiełką i Kurą. Kocięta były wyjątkiem, bo chyba były przyjmowane bez względu na przeszłość i rodowód. Tak po prawdzie to nie przyjmowali jakoś dużo kotów z granic, a przynajmniej nic jej o tym nie było wiadomo.
- Oja! Ale ty jesteś odważna! - skomplementowała kotkę. - Oh? Potrzebujesz pomocy medyka? - zapytała, zerkając na wskazane oko.
I coulddance,I coulddance,I coulddance xxx watch medance,dance the nightaway my heartcould beburnin',but youwon'tsee iton my face watch medance,dancethe nightaway xxx ・*✧・゚:*uh-huh!*:・゚✧*・ I'llstill keepthe partyrunnin',not one hairout ofplace .・。.・゜✭・.・✫・゜・。.
Księżyce: 51 Mistrz: Gadożerowy Szlak, Tupocząca Salamandra, Deszczowa Pogoda Płeć: Kotka Matka: Dzika Wiśnia Ojciec: Parzące Ziele Trwałe urazy: Rozcięcie wzdłuż prawego oczodołu, uszkodzona gałka oczną wraz z powieką - niewyraźnie widzi na to oko
Obniżenie statystyk:
na stałe: -1Zm
Pojedyńcze podłużne rozcięcie na prawym uchu.
Wysoka, szczupła o gładkiej, krótkiej niebieskiej sierści i błękitnych oczach. Lewa tylna łapa od palców do końca stopy jest biała. Z przyzwyczajenia mruży prawe oko.
Zaskroniec zdecydowanie dobrała sobie nienajlepsze koty do naśladowania. Pierwszym z nich jest jej kochany tatuś, Parzące Ziele. Podobnie jak on jest zarozumiała i zapatrzona w siebie, co więcej bardzo łatwo ją zdenerwować, chociażby najmniejszą błahostką. Nie waha się wówczas podnieść łapki na rozmówcę. Jednak w przeciwieństwie do kocura nie zniża się do rzucania dziecinnych obelg, jeśli już miałaby kogoś obrazić to zrobiłaby to w bardziej kreatywny sposób. Drugim wzrorem do naśladowania stała się pełna wdzięku, Wysoka Łodyga. Koteczka wzięła sobie do serca dbanie o swój wygląd, żeby w przyszłości móc dorównać starszej kocicy. Chodzi z dumnie uniesionym pyskiem, który nie zważa na otoczenie. Na innych patrzy z góry, nawet jeśli sama jest maleńka. Niemniej jednak bardzo kocha Dziką Wiśnie i docenia to, że tak o nią dba. Czarna kocica jest właściwie chyba jedynym kotem, wobec którego Zaskroniec stara się być bezinteresownie miła. Przy mamusi wydaje się prawdziwym aniołkiem.
Pochować? Teraz tym bardziej musiała powstrzymać się przed prychnięciem. Zdecydowanie miała doczynienia z pchlim móżdżkiem. - I tak nie był dla mnie, miałam go przekazać w łapy Rozissskrzonej Gwiazdy w prezencie, więc dlaczego nie? Ale umm, w ogóle nie jecie ptaków, to jakiś wasz zwyczaj? -Jeśli tak to będzie musiała poważnie przemyśleć swoją decyzję, bo było to zwyczajnie idiotyczne. Trzeba było jednak utrzymać dobrą twarz, nawet jeśli oznaczało to zmarnowanie dobrej zwierzyny. Ugh.
Wychodziło więc na to, że wichrowa przywódczyni miała nieco więcej oleju w głowie. Jasne, dla samej Zaskroniec, która była obcą nie mająca nich wspólnego z wichrem, a chcącą ubiegać się o miejsce w tym klanie było to dość kłopotliwe, jednakże był to również pewien plus. Nie wpuszczają byle kogo.
Uniosła dumnie pysk na zasłyszaną pochwałę, mogłaby słuchać tego więcej, w końcu jej się należało, tym bardziej że nie brzmiało to na puste słowa.- Dziękuję, osiedle nie jest najprzyjemniejszym miejscem, trzeba wiedzieć jak walczyć o ssswoje -Cóż, nie zawsze jej wychodziło, ale o tym Świt wiedzieć nie musiał.- Oh nie, to ssstara rana, zresztą nic nie da ssię z tym zrobić, nie poprawi ssię, a i nawet nie zarośnie, tak powiedziała Gwieździsty Nurt, ale dziękuję że pytasz. -Nie miała w zwyczaju dzielić się informacjami, szczególnie o swoim stanie, ale może w tym przypadku musiała być przynajmniej minimalnie szczera.
Księżyce: 85 Mistrz: Wydrzy Wąs ♥ Płeć: trans kotka (amab, silny zapach kwiatów i trawy) Matka: Wędrujące Światła ♥ Ojciec: Łabędzia Gwiazda, Roziskrzona Gwiazda (stary) Partner: :(
Wielka. Bura, pręgowanie ticked (w typie kota somalijskiego). Biała lewa tylna stopa, końcówka ogona, broda i cała szyja. Zielone oczy z niebieską plamką na lewym przy źrenicy.
Wesoła, głupia i naiwna. Słodki, pozytywny promyczek słońca. Kochliwa.
- Oh, nie nie! To takie moje...dziwactwo. Za bardzo je lubię, no wiesz, żywe - w sumie mogła nie zaczynać tematu. Wiedziała, jak inne koty reagowały na jej zachowania, więc nie zdziwiłaby się jakby samotniczka się niczym od nich nie różniła. Nie wprawiało to Świt w jakąś niepewność i dalej bardzo chętnie głosiłaby swoje zdanie i preferencje. Mogła jednak oszczędzić chwili zakłopotania innym. Szczególnie nowopoznanym.
- Łooo, osiedle?? - najwidoczniej wcześniej nie wyłapała tego słowa, ale przy tej wypowiedzi ją zaintrygowało. - Opowiesz mi o osiedlu? Jak tam jest? Jak wygląda ta...kraina? Jakie są koty? Czy drzewa tam mówią? Czy można pośpiewać z kwiatami czy tam w ogóle nie ma kwiatów?? - wszystkich tych rzeczy pewnie mogłaby się dowiedzieć od Azalii. Był taki mądry!! Sęk w tym, że tu i teraz go nie było, a Świt i tak prawdopodobnie zapomni części z tej rozmowy. - O, nie ma problemu! Ja do tej pory nie złapałam żadnej blizny - westchnęła. - W sumie to nie tak, że mi ich brak...Po prostu chciałabym przygody! Ale też kocham mój Klan i rodzinę i bym ich nie opuściła. Byłoby im smutno. A gdzie twoja rodzina, Zaskrońcowa Łapo? Nie możesz do nich wrócić? Na pewno tęsknią! Ja na ich miejscu totalnie bym tęskniła.
I coulddance,I coulddance,I coulddance xxx watch medance,dance the nightaway my heartcould beburnin',but youwon'tsee iton my face watch medance,dancethe nightaway xxx ・*✧・゚:*uh-huh!*:・゚✧*・ I'llstill keepthe partyrunnin',not one hairout ofplace .・。.・゜✭・.・✫・゜・。.