Księżyce: 85 Mistrz: Wydrzy Wąs ♥ Płeć: trans kotka (amab, silny zapach kwiatów i trawy) Matka: Wędrujące Światła ♥ Ojciec: Łabędzia Gwiazda, Roziskrzona Gwiazda (stary) Partner: :(
Wielka. Bura, pręgowanie ticked (w typie kota somalijskiego). Biała lewa tylna stopa, końcówka ogona, broda i cała szyja. Zielone oczy z niebieską plamką na lewym przy źrenicy.
Wesoła, głupia i naiwna. Słodki, pozytywny promyczek słońca. Kochliwa.
Piękny unik ze strony Bagno sprawił, że Świt ponownie wylądowała na ziemi. Tym razem jednak nie zamierzała już atakować. Podwinęła łapy, na znak że się poddaje.
- Jacie, ty to się fajnie bijesz. Dobrze was tam uczą w Cieniu, co nie? W sumie to jesteś pierwszą Cienistą, którą spotykam. Każdy u was taki sprawny? - uśmiechnęła się wesoło, przechodząc do pozycji siedzącej. Musiała sobie jeszcze dodatkowo wymasować szyję i gardło po siniakach, które jej sprezentowała bura koteczka.
I coulddance,I coulddance,I coulddance xxx watch medance,dance the nightaway my heartcould beburnin',but youwon'tsee iton my face watch medance,dancethe nightaway xxx ・*✧・゚:*uh-huh!*:・゚✧*・ I'llstill keepthe partyrunnin',not one hairout ofplace .・。.・゜✭・.・✫・゜・。.
Czarny, długowłosy kocur o niebieskich oczach. Od lewej strony pysku biel - plama nachodzi mu na oko, mordkę, ciągnie się aż do czoła, a potem przechodzi na pierś. Biel pojawia się także na palcach jego tylnych łap.
Manipulant, arogant, narcyz, cham, zawsze musi być po jego myśli, a jak nie to problem, ale przy okazji tchórz
Dni Lisa szły spokojnie. Zbyt spokojnie. Nie rozmawiał jeszcze z Psem o zmianie mistrza, ale to kwestia... nie wiedział, może paru godzin. Dziś może do niego jeszcze podejść i z nim pogadać. Najpewniej dokładnie tak to rozegra. Teraz chyba chodził i myślał, jak mógłby to ugryźć. Samotne wyjścia tak daleko były już swego rodzaju normą. Robił to kiedykolwiek miał ochotę... bo co mu szkodziło?
Tym razem jednak natrafił na towarzystwo. Kotka, może ciut starsza... może nie. Z daleka trudno powiedzieć. Nie wiedział, czy go zauważyła. Nie wiedział, jak zagadać. Pewnie jest na patrolu. Poza tym, czy interesowało go gadanie? Narzucanie się? Nie. Jeśli ktoś chciał jego uwagi, niech sam o nią poprosi.
Księżyce: 61 Mistrz: Traszkowy Grzbiet Płeć: Kotka Matka: Księżycowe Wzgórze Ojciec: Słoneczny Brzeg Partner: Gwiezdny Klan :D Trwałe urazy: Mowa się poprawiła, ale cały czas sprawia duże trudności bo stan umysłowy kotki nie pozwala na pełną sprawność w tym zakresie. Zacięcia przy każdym słowie, częste łapanie oddechu i większy wysiłek przy dłuższych wypowiedziach lub bardziej skomplikowanych słowach. W gorsze dni, zwłaszcza przy zdenerwowaniu możliwy regres do wcześniejszego sposobu mówienia. Nadal może wpadać w złość, gdy ktoś krytykuje jej mowę, ale teraz potrafi nad tym zapanować.
Księżyce: 61 Mistrz: Traszkowy Grzbiet Płeć: Kotka Matka: Księżycowe Wzgórze Ojciec: Słoneczny Brzeg Partner: Gwiezdny Klan :D Trwałe urazy: Mowa się poprawiła, ale cały czas sprawia duże trudności bo stan umysłowy kotki nie pozwala na pełną sprawność w tym zakresie. Zacięcia przy każdym słowie, częste łapanie oddechu i większy wysiłek przy dłuższych wypowiedziach lub bardziej skomplikowanych słowach. W gorsze dni, zwłaszcza przy zdenerwowaniu możliwy regres do wcześniejszego sposobu mówienia. Nadal może wpadać w złość, gdy ktoś krytykuje jej mowę, ale teraz potrafi nad tym zapanować.
Wielka, wręcz ogromna kotka o zdrowym ciele i dużych łapach. Aż co poniektórzy mogliby się zastanawiać jakim cudem Księżycowe Wzgórze zdołała bezproblemowo urodzić taką olbrzymkę. A jednak tak właśnie się stało. Bijąca Niedźwiedzica ma futro o długim włosie w umaszczeniu czarnym złotym, często bywa ono jednak w nieładzie z powodu wszczynania przez nią nieustannych przepychanek i walk. Baza samicy jest złota. Z kolei na głowie, grzbiecie i ogonie kotki znajduje się ciemnoszary nalot, ma ona klasyczne pręgi na ciele w nieco ciemniejszym rudo-złocistym odcieniu, a także czarne pręgi na głowie i czarną końcówkę ogona. Typ jej pyszczka jest europejski, średniej długości, a więc niestety nie tak cudownie płaski jak u jej ojca, przez co samica bardzo nad tym boleje. Z kolei jej nos jest nieduży i ma różowy kolor. Nie licząc białego podbrzusza z oczywiście trochę krótszym i bardziej miękkim włosem, niż jej grzbietowe futro, mordka kotki i jej pierś także mają biały kolor. Bijąca Niedźwiedzica, podobnie jak i wiele innych kotów, posiada też białe „skarpetki” na łapach. Na przednich sięgają jej one do nadgarstków, zaś na tylnych do pięt. Uszy kotki są lekko zaokrąglone i dość obficie porośnięte futrem, a jej ogon długi i puszysty, choć stan jego zadbania też nieraz pozostawia wiele do życzenia, gdyż samica zdecydowanie więcej myśli o bójkach i szarpaninach, niż o swoim wyglądzie. Bijąca Niedźwiedzica jako kocię miała niebieskie oczy, zaś teraz w dorosłym wieku posiadają one piękną zieloną barwę. Kotka ma obecnie 46cm wysokości w kłębie, 104cm długości ciała razem z puchatym ogonem i waży 10kg.
Na co dzień spokojna, dojrzała kotka, ale nie stroni od walk kiedy ma ku temu okazję, choć już jako dorosła podchodzi do nich w sposób bardziej przemyślany. Nie wszczyna konfliktów bez wyraźnego i wystarczająco poważnego powodu oraz twardo trzyma się ustalonych reguł. Mimo, że nie jest zbyt bystra, a jej maniery często mogą pozostawiać wiele do życzenia przestrzega Kodeksu Wojownika i jest oddana Gwiezdnemu Klanowi. Jednak największym priorytetem jest dla niej dobro Klanu Wichru, wobec którego pozostaje lojalna i gotowa poświęcić własne życie. Mimo problemów z mówieniem i przyswajaniem nowych informacji panuje nad swoimi emocjami i nie poddaje się już napadom furii jak dawniej. Dla swojej rodziny jest bardzo opiekuńcza, choć ciągłe lizanie przez nią po głowie i uszach może czasami bywać dla niektórych uciążliwe. Samica kocha ich jednak całym swoim sercem i za nimi wskoczyłaby nawet w ogień. Zresztą i tak jest bardzo odważna, to wręcz ryzykantka, bo jeżeli na polowaniu natknie się na drapieżnika to nigdy nie będzie uciekać, ani wzywać pomocy. Nieustraszenie stanie do walki i nie odpuści do samego końca, by chronić bezpieczeństwa klanu.
Zaczęła wychodzić na patrole kiedy tylko stało się to możliwe i z niezwykłą starannością obserwowała wszystko, co działo się na granicy na całej jej długości nie chcąc przeoczyć żadnego wroga, który mógłby nagle zaatakować Klan Wichru. Jednak żadnego wroga nie było, co nawet trochę rozczarowało rozczochraną olbrzymkę, bo nie miała żadnej okazji by wykazać się swoimi umiejętnościami walki oraz bohaterstwem. Młody kocur, który pojawił się po stronie Klanu Cienia, ani nie wyglądał jej na potężnego przeciwnika, ani nawet nie robił nic, za co mogłaby stoczyć z nim pojedynek. Pewnie nawet się jej przestraszy i ucieknie w podskokach do obozu na sam widok jej ostrych kłów i pazurów, nie było sensu się przed nim popisywać. Kotka podeszła jednak w jego stronę energicznym zdecydowanym krokiem i stanęła wyprostowana na wprost niego prezentując swą siłę oraz gotowość do ataku gdyby złamał obowiązujące ich zasady. - Witać. Terytorium Klan Wichru być tu. – rzekła grzecznym i stanowczym tonem, przypatrując mu się. - Bijąca Łapa klan bronić przed wróg. Ty wróg nie być, prawda? – zagadnęła jeszcze dla upewnienia.
Czarny, długowłosy kocur o niebieskich oczach. Od lewej strony pysku biel - plama nachodzi mu na oko, mordkę, ciągnie się aż do czoła, a potem przechodzi na pierś. Biel pojawia się także na palcach jego tylnych łap.
Manipulant, arogant, narcyz, cham, zawsze musi być po jego myśli, a jak nie to problem, ale przy okazji tchórz
I poprosił, ale tak, że książę aż musiał się zatrzymać. Wpierw szok, później pogarda. Trzepnął uchem, skrzywił się pod nosem. - Nie wiem jak u was, ale my nie musimy mówić jakby ktoś rzucał nam kamieniami o głowę - prychnął, kiedy to jego ogon jak bicz uderzył o ziemię. Żartowała sobie z niego czy jak? Wariatka. Bezwstydna, paskudna wariatka, co chciała i z niego robić wariata. - Wiem, że tam jest Klan Wichru. Nie chcę nic mówić, ale w Klanie Cienia, koty są uczone podstaw życia w lesie. U was nie uczą nawet podstaw wypowiedzi, jak sądzę po tym co mówisz.
Dodał, niewiele milej. Nie miał zamiaru traktować kogoś dobrze, a tym bardziej w chwili kiedy robiono z niego pajaca. Niemniej, jej pytania obiły się echem. Jedynym wrogiem Klanu Wichru - z punktu widzenia Czaszki - była inteligencja.
Księżyce: 61 Mistrz: Traszkowy Grzbiet Płeć: Kotka Matka: Księżycowe Wzgórze Ojciec: Słoneczny Brzeg Partner: Gwiezdny Klan :D Trwałe urazy: Mowa się poprawiła, ale cały czas sprawia duże trudności bo stan umysłowy kotki nie pozwala na pełną sprawność w tym zakresie. Zacięcia przy każdym słowie, częste łapanie oddechu i większy wysiłek przy dłuższych wypowiedziach lub bardziej skomplikowanych słowach. W gorsze dni, zwłaszcza przy zdenerwowaniu możliwy regres do wcześniejszego sposobu mówienia. Nadal może wpadać w złość, gdy ktoś krytykuje jej mowę, ale teraz potrafi nad tym zapanować.
Księżyce: 61 Mistrz: Traszkowy Grzbiet Płeć: Kotka Matka: Księżycowe Wzgórze Ojciec: Słoneczny Brzeg Partner: Gwiezdny Klan :D Trwałe urazy: Mowa się poprawiła, ale cały czas sprawia duże trudności bo stan umysłowy kotki nie pozwala na pełną sprawność w tym zakresie. Zacięcia przy każdym słowie, częste łapanie oddechu i większy wysiłek przy dłuższych wypowiedziach lub bardziej skomplikowanych słowach. W gorsze dni, zwłaszcza przy zdenerwowaniu możliwy regres do wcześniejszego sposobu mówienia. Nadal może wpadać w złość, gdy ktoś krytykuje jej mowę, ale teraz potrafi nad tym zapanować.
Wielka, wręcz ogromna kotka o zdrowym ciele i dużych łapach. Aż co poniektórzy mogliby się zastanawiać jakim cudem Księżycowe Wzgórze zdołała bezproblemowo urodzić taką olbrzymkę. A jednak tak właśnie się stało. Bijąca Niedźwiedzica ma futro o długim włosie w umaszczeniu czarnym złotym, często bywa ono jednak w nieładzie z powodu wszczynania przez nią nieustannych przepychanek i walk. Baza samicy jest złota. Z kolei na głowie, grzbiecie i ogonie kotki znajduje się ciemnoszary nalot, ma ona klasyczne pręgi na ciele w nieco ciemniejszym rudo-złocistym odcieniu, a także czarne pręgi na głowie i czarną końcówkę ogona. Typ jej pyszczka jest europejski, średniej długości, a więc niestety nie tak cudownie płaski jak u jej ojca, przez co samica bardzo nad tym boleje. Z kolei jej nos jest nieduży i ma różowy kolor. Nie licząc białego podbrzusza z oczywiście trochę krótszym i bardziej miękkim włosem, niż jej grzbietowe futro, mordka kotki i jej pierś także mają biały kolor. Bijąca Niedźwiedzica, podobnie jak i wiele innych kotów, posiada też białe „skarpetki” na łapach. Na przednich sięgają jej one do nadgarstków, zaś na tylnych do pięt. Uszy kotki są lekko zaokrąglone i dość obficie porośnięte futrem, a jej ogon długi i puszysty, choć stan jego zadbania też nieraz pozostawia wiele do życzenia, gdyż samica zdecydowanie więcej myśli o bójkach i szarpaninach, niż o swoim wyglądzie. Bijąca Niedźwiedzica jako kocię miała niebieskie oczy, zaś teraz w dorosłym wieku posiadają one piękną zieloną barwę. Kotka ma obecnie 46cm wysokości w kłębie, 104cm długości ciała razem z puchatym ogonem i waży 10kg.
Na co dzień spokojna, dojrzała kotka, ale nie stroni od walk kiedy ma ku temu okazję, choć już jako dorosła podchodzi do nich w sposób bardziej przemyślany. Nie wszczyna konfliktów bez wyraźnego i wystarczająco poważnego powodu oraz twardo trzyma się ustalonych reguł. Mimo, że nie jest zbyt bystra, a jej maniery często mogą pozostawiać wiele do życzenia przestrzega Kodeksu Wojownika i jest oddana Gwiezdnemu Klanowi. Jednak największym priorytetem jest dla niej dobro Klanu Wichru, wobec którego pozostaje lojalna i gotowa poświęcić własne życie. Mimo problemów z mówieniem i przyswajaniem nowych informacji panuje nad swoimi emocjami i nie poddaje się już napadom furii jak dawniej. Dla swojej rodziny jest bardzo opiekuńcza, choć ciągłe lizanie przez nią po głowie i uszach może czasami bywać dla niektórych uciążliwe. Samica kocha ich jednak całym swoim sercem i za nimi wskoczyłaby nawet w ogień. Zresztą i tak jest bardzo odważna, to wręcz ryzykantka, bo jeżeli na polowaniu natknie się na drapieżnika to nigdy nie będzie uciekać, ani wzywać pomocy. Nieustraszenie stanie do walki i nie odpuści do samego końca, by chronić bezpieczeństwa klanu.
Zamarła na chwilę w miejscu, a jej oczy otworzyły się szeroko w panice, gdy tylko Lisi wypowiedział pierwsze zdanie. - Błagać…nie! Coś złego dziać się! – jęknęła jakby ją mocno uderzył i zacisnęła powieki na próżno usiłując powstrzymać znajome charczenie w gardle i pianę wypływającą na jej pyszczek. Niestety na próżno, Cienisty mówił dalej, a jego słowa na dobre zbudziły w niej rozjuszoną bestię, wyłączając wszelki rozsądek jaki jeszcze zdołał się uchować w jej tępawym łbie. Jej ciało drżało, grzbiet wygiął się gwałtownie w łuk, a futerko zjeżyło tak mocno, że sprawiała wrażenie dwa razy większej, niż w rzeczywistości. Otworzyła oczy nabiegłe łzami i krwią, a jej spojrzenie pełne wściekłości i wewnętrznego bólu wyrażało jedynie chęć bezlitosnego mordu na terminatorze. Już nawet nie próbowała nic mówić, a jedynie wydała z siebie głośny ni to ryk ni to wycie…w każdym bądź razie owe odgłosy z pewnością nie wróżyły dla Lisiego nic dobrego, tym bardziej że kły kotki odsłoniły się w całości aż do dziąseł, a jej pazury były wysunięte na całą ich długość. Nie zważając na nic, na żadne obowiązujące na granicy reguły bez jakiegokolwiek wahania rzuciła się tak po prostu wręcz na oślep gwałtownie ku Cienistemu, aby rozerwać go na strzępy. Zanim jednak Bijąca Łapa w ataku furii mogła przekroczyć granicę i wywołać tym samym konflikt z Klanem Cienia w samą porę została zatrzymana w miejscu przez czyjeś silne łapy, które skutecznie zablokowały jej atak i dalsze próby dosięgnięcia kłami i pazurami tamtego terminatora. Przez chwilę złocista miotała się jeszcze w mocnym uścisku wojownika charcząc i tocząc pianę z pyszczka. W końcu jednak jej nos rozpoznał znajomy zapach Wichru i spojrzała na trzymającego ją kocura nieprzytomnie mrugając kilka razy oczami. Widać, że starała się jakoś na nowo dopuścić swój zwykły tępawy umysł do głosu, choć przychodziło jej to z trudem.
Czarny, długowłosy kocur o niebieskich oczach. Od lewej strony pysku biel - plama nachodzi mu na oko, mordkę, ciągnie się aż do czoła, a potem przechodzi na pierś. Biel pojawia się także na palcach jego tylnych łap.
Manipulant, arogant, narcyz, cham, zawsze musi być po jego myśli, a jak nie to problem, ale przy okazji tchórz
Top pięć rzeczy, których by się nie spodziewał. Numer jeden - to. Drgnął od razu do uskoku, gdy tylko zaczęło się coś dziać, ale ku szczęściu Gwiezdnych, wszystko miało się zatrzymać od razu, bo przyszedł ktoś na pomoc. Szok i adrenalina nadal w nim buzowały, a on, jak stoi jak stał gotowy do ucieczki. - WATRIATKA. IDIOTKA, LISIE ŁAJNO, ZAATAKOWAŁA MNIE ZA TO ŻE PRZECHODZIŁEM. BEZWARTOŚCIOWY LISI BOBEK, PILNUJCIE TAKICH WARIATÓW W TYM KLANIE, GWIEZDNI. MOGĘ WAM OBIECAĆ, ŻE PSIA GWIAZDA DOWIE SIĘ O TYM, ŻE WTARGNĘŁA NA TEREN KLANU I CHCIAŁA MNIE ZABIĆ. MOŻECIE BYĆ PEWNI, ŻE KLAN WICHRU ZA TO UCIERPI. A TY, PSYCHOLU, PILNUJ SIĘ BO KIEDYŚ KTOŚ BĘDZIE CHCIAŁ ZABIĆ CIEBIE - wyryczał drżąco. - JAK MOŻECIE W OGÓLE POZWALAĆ SOBIE NA TO, ŻEBY TAKIE KOTY WYCHODZIŁY Z OBOZU?! TO NIEODPOWIEDZIALNE, GŁUPIE. JESTEŚCIE NORMALNI? ONA NIE JEST, KTO NORMALNY ATAKUJE KOGOKOLWIEK NA GRANICY, ZA TO ŻE TU JEST?!
Dorzucił, chwilę dając sobie na to żeby szum w głowie ustał. A potem, nie zważając na nic, wziął nogi za pas i uciekł. Dość, koniec. Na pewno tego nie zostawi tak o.
Księżyce: 125 Mistrz: Roziskrzona Noc <3 Płeć: kocur Zaimki: on/jego Matka: Roziskrzona Noc ♥ † Rodzic: Jaśniejący Płomień ♥ † (wujo) Partner: frajer (Kwitnący Jaśmin) Trwałe urazy: średniej wielkości blizna na prawej przedniej łapie po otwartym złamaniu kości promieniowej, często przykryta futrem; ślady (lisich) zębów na prawym barku
Urazy mechaniczne: wcześniejsze obniżenie statystyk z racji wieku – pierwszy spadek przy 90k, drugi przy 100k (powód: złamanie otwarte po pelikanie)
Księżyce: 125 Mistrz: Roziskrzona Noc <3 Płeć: kocur Zaimki: on/jego Matka: Roziskrzona Noc ♥ † Rodzic: Jaśniejący Płomień ♥ † (wujo) Partner: frajer (Kwitnący Jaśmin) Trwałe urazy: średniej wielkości blizna na prawej przedniej łapie po otwartym złamaniu kości promieniowej, często przykryta futrem; ślady (lisich) zębów na prawym barku
Urazy mechaniczne: wcześniejsze obniżenie statystyk z racji wieku – pierwszy spadek przy 90k, drugi przy 100k (powód: złamanie otwarte po pelikanie)
Wielki kocur o masywnej budowie, którą zawdzięcza nie tylko genom, ale i mięśniom. Długie kłaki powiększają go jeszcze bardziej, szczególnie te przy szyi tworzące swego rodzaju grzywę. Niebieskie futro rozczochrane na każdą stronę, zadbane tyle o ile, byleby by było. Okrągłe oczy na sporawym lekko płaskim pyszczku, skrzące się na pomarańcz wymieszany z brązem. Czarny nosek, białe wibrysy, wszystko na swoim miejscu.
Dorósł, zmienił się, a mimo to trudno zauważyć jakąś zmianę. Wewnątrz jest smutniejszy, poważniejszy, melancholijny, a dla reszty świata stara się jednak być szczęśliwy, wesoły i podnoszący na duchu. Stracił wiele, zyskał wiele, ma wiele, ma mało, ciężko mu nawigować w życiu, które potrafi być tak nieprzewidywalne. Zrozumiał ile stracił dla klanu, który kocha, ale czy powinien zaprzepaszczać swoje życie bez zastanowienia? Stara się zbudować nową pewność siebie, odbudować stare cząstki siebie, które gdzieś zniknęły. Samotność jest jego najbliższym kompanem, doskwiera mu to, przeszkadza, chce to zmienić. Musi to zmienić, bo powoli wszystko go pochłania. Nie da się tego jednak zauważyć na pierwszy rzut oka, a on usilnie będzie dla każdego oparciem, jeśli tylko będzie musiał.
Wychodząc z obozu raczej nie spodziewał się, że pierwsze na co natrafi na granicy z Cieniem to będzie akcja… chociaż czy można nazwać to akcją? Kotka napuszyła się i widać było, że trzęsła czy to od łez, czy od złości, a on cóż - wolał zapobiegać, niż potem świecić oczami. Nie wiedział jakim cudem znalazł się tak blisko kotki, ale najwyraźniej klan Wichru uwielbiał się rzucać na koty, co przyjął z goryczą i niesmakiem, ale skupił się w pełni na złotym futrze. Ryk kocicy odbił mu się po uszacH. Złapał ją łapami, bo spod zębów mu uciekła i przygniótł ją do ziemi swoim ciałem, starając się opanować obudzone w niej szaleństwo. Trochę go przerażało, że kotka się tak zachowywała, ale… były dwie strony tej historii, prawda? Chociaż czy można było to nazwać przerażeniem, kiedy się nie bał? Był to chyba niepokój. Niepokój co się dzieje z klanem Wichru ostatnio.
– Uspokój się już – ryknął mocno i spojrzał ostro na pysk kotki. – A Ty nie uważaj co mówisz. Chętnie pogadam z Psią Gwiazdą jeśli zajdzie potrzeba. – rzucił równie dosadnie i zmierzył wzrokiem młodzika, który miał prawo się wystraszyć, ale aktualnie musiał wziąć stronę klanowicza. Chociaż na pewno nie patrzył przychylnie na to jak się zachowała terminatorka i siostra będzie musiała się dowiedzieć co jej Terminator zrobił. – Już? – zapytał delikatniej, powoli puszczając kotkę, która cały czas leżała pod nim, ale nie bardzo wiedział jak odbierać całą sytuację. Cały brudny pysk, czy to od ziemi, czy od piany i jeszcze nieobecny wzrok.
Księżyce: 61 Mistrz: Traszkowy Grzbiet Płeć: Kotka Matka: Księżycowe Wzgórze Ojciec: Słoneczny Brzeg Partner: Gwiezdny Klan :D Trwałe urazy: Mowa się poprawiła, ale cały czas sprawia duże trudności bo stan umysłowy kotki nie pozwala na pełną sprawność w tym zakresie. Zacięcia przy każdym słowie, częste łapanie oddechu i większy wysiłek przy dłuższych wypowiedziach lub bardziej skomplikowanych słowach. W gorsze dni, zwłaszcza przy zdenerwowaniu możliwy regres do wcześniejszego sposobu mówienia. Nadal może wpadać w złość, gdy ktoś krytykuje jej mowę, ale teraz potrafi nad tym zapanować.
Księżyce: 61 Mistrz: Traszkowy Grzbiet Płeć: Kotka Matka: Księżycowe Wzgórze Ojciec: Słoneczny Brzeg Partner: Gwiezdny Klan :D Trwałe urazy: Mowa się poprawiła, ale cały czas sprawia duże trudności bo stan umysłowy kotki nie pozwala na pełną sprawność w tym zakresie. Zacięcia przy każdym słowie, częste łapanie oddechu i większy wysiłek przy dłuższych wypowiedziach lub bardziej skomplikowanych słowach. W gorsze dni, zwłaszcza przy zdenerwowaniu możliwy regres do wcześniejszego sposobu mówienia. Nadal może wpadać w złość, gdy ktoś krytykuje jej mowę, ale teraz potrafi nad tym zapanować.
Wielka, wręcz ogromna kotka o zdrowym ciele i dużych łapach. Aż co poniektórzy mogliby się zastanawiać jakim cudem Księżycowe Wzgórze zdołała bezproblemowo urodzić taką olbrzymkę. A jednak tak właśnie się stało. Bijąca Niedźwiedzica ma futro o długim włosie w umaszczeniu czarnym złotym, często bywa ono jednak w nieładzie z powodu wszczynania przez nią nieustannych przepychanek i walk. Baza samicy jest złota. Z kolei na głowie, grzbiecie i ogonie kotki znajduje się ciemnoszary nalot, ma ona klasyczne pręgi na ciele w nieco ciemniejszym rudo-złocistym odcieniu, a także czarne pręgi na głowie i czarną końcówkę ogona. Typ jej pyszczka jest europejski, średniej długości, a więc niestety nie tak cudownie płaski jak u jej ojca, przez co samica bardzo nad tym boleje. Z kolei jej nos jest nieduży i ma różowy kolor. Nie licząc białego podbrzusza z oczywiście trochę krótszym i bardziej miękkim włosem, niż jej grzbietowe futro, mordka kotki i jej pierś także mają biały kolor. Bijąca Niedźwiedzica, podobnie jak i wiele innych kotów, posiada też białe „skarpetki” na łapach. Na przednich sięgają jej one do nadgarstków, zaś na tylnych do pięt. Uszy kotki są lekko zaokrąglone i dość obficie porośnięte futrem, a jej ogon długi i puszysty, choć stan jego zadbania też nieraz pozostawia wiele do życzenia, gdyż samica zdecydowanie więcej myśli o bójkach i szarpaninach, niż o swoim wyglądzie. Bijąca Niedźwiedzica jako kocię miała niebieskie oczy, zaś teraz w dorosłym wieku posiadają one piękną zieloną barwę. Kotka ma obecnie 46cm wysokości w kłębie, 104cm długości ciała razem z puchatym ogonem i waży 10kg.
Na co dzień spokojna, dojrzała kotka, ale nie stroni od walk kiedy ma ku temu okazję, choć już jako dorosła podchodzi do nich w sposób bardziej przemyślany. Nie wszczyna konfliktów bez wyraźnego i wystarczająco poważnego powodu oraz twardo trzyma się ustalonych reguł. Mimo, że nie jest zbyt bystra, a jej maniery często mogą pozostawiać wiele do życzenia przestrzega Kodeksu Wojownika i jest oddana Gwiezdnemu Klanowi. Jednak największym priorytetem jest dla niej dobro Klanu Wichru, wobec którego pozostaje lojalna i gotowa poświęcić własne życie. Mimo problemów z mówieniem i przyswajaniem nowych informacji panuje nad swoimi emocjami i nie poddaje się już napadom furii jak dawniej. Dla swojej rodziny jest bardzo opiekuńcza, choć ciągłe lizanie przez nią po głowie i uszach może czasami bywać dla niektórych uciążliwe. Samica kocha ich jednak całym swoim sercem i za nimi wskoczyłaby nawet w ogień. Zresztą i tak jest bardzo odważna, to wręcz ryzykantka, bo jeżeli na polowaniu natknie się na drapieżnika to nigdy nie będzie uciekać, ani wzywać pomocy. Nieustraszenie stanie do walki i nie odpuści do samego końca, by chronić bezpieczeństwa klanu.
Wrzaski Lisiego wywołały u kotki jeszcze większy przypływ agresji i musiała zostać niemal przyduszona do ziemi, bo była bliska nie tylko ataku na terminatora Cienia, ale próbowała też pogryźć łapy trzymającego ją wojownika. Gdyby nie opanowanie Korzenia to z pewnością cała zaistniała sytuacja byłaby o wiele gorsza, bo w danym momencie Bijąca popadła już w kompletny obłęd i nie zwracała uwagi na nikogo, ani na nic. Jej nabiegłe krwią i łzami oczy miały zupełnie nieobecny wyraz, choć dało się też zauważyć w nich coś jakby ogromny ból jak gdyby złocista bardzo cierpiała. Szarpała się mocno we wszystkie strony jak pochwycona spanikowana zwierzyna i wojownik musiał trzymać ją ze wszystkich sił, żeby się nie wyrwała. Niestety żadne jego słowa wyrażone ryknięciem, ani ostre spojrzenia na nią nie działały, była ślepa i głucha na wszystko. Szczęśliwie jednak napad furii zaczął wreszcie mijać i kompletnie wyczerpana nim kotka, gdy tylko chwyt Korzenia się rozluźnił, padła jak nieżywa na ziemię. Wyglądało to mocno niepokojąco, ale przy oględzinach jej leżącego teraz bezwładnie ciała dało się dostrzec, że Bijąca żyje, a jej oddech staje się spokojny i głęboki jakby tak po prostu sobie zasnęła.
Księżyce: 125 Mistrz: Roziskrzona Noc <3 Płeć: kocur Zaimki: on/jego Matka: Roziskrzona Noc ♥ † Rodzic: Jaśniejący Płomień ♥ † (wujo) Partner: frajer (Kwitnący Jaśmin) Trwałe urazy: średniej wielkości blizna na prawej przedniej łapie po otwartym złamaniu kości promieniowej, często przykryta futrem; ślady (lisich) zębów na prawym barku
Urazy mechaniczne: wcześniejsze obniżenie statystyk z racji wieku – pierwszy spadek przy 90k, drugi przy 100k (powód: złamanie otwarte po pelikanie)
Księżyce: 125 Mistrz: Roziskrzona Noc <3 Płeć: kocur Zaimki: on/jego Matka: Roziskrzona Noc ♥ † Rodzic: Jaśniejący Płomień ♥ † (wujo) Partner: frajer (Kwitnący Jaśmin) Trwałe urazy: średniej wielkości blizna na prawej przedniej łapie po otwartym złamaniu kości promieniowej, często przykryta futrem; ślady (lisich) zębów na prawym barku
Urazy mechaniczne: wcześniejsze obniżenie statystyk z racji wieku – pierwszy spadek przy 90k, drugi przy 100k (powód: złamanie otwarte po pelikanie)
Wielki kocur o masywnej budowie, którą zawdzięcza nie tylko genom, ale i mięśniom. Długie kłaki powiększają go jeszcze bardziej, szczególnie te przy szyi tworzące swego rodzaju grzywę. Niebieskie futro rozczochrane na każdą stronę, zadbane tyle o ile, byleby by było. Okrągłe oczy na sporawym lekko płaskim pyszczku, skrzące się na pomarańcz wymieszany z brązem. Czarny nosek, białe wibrysy, wszystko na swoim miejscu.
Dorósł, zmienił się, a mimo to trudno zauważyć jakąś zmianę. Wewnątrz jest smutniejszy, poważniejszy, melancholijny, a dla reszty świata stara się jednak być szczęśliwy, wesoły i podnoszący na duchu. Stracił wiele, zyskał wiele, ma wiele, ma mało, ciężko mu nawigować w życiu, które potrafi być tak nieprzewidywalne. Zrozumiał ile stracił dla klanu, który kocha, ale czy powinien zaprzepaszczać swoje życie bez zastanowienia? Stara się zbudować nową pewność siebie, odbudować stare cząstki siebie, które gdzieś zniknęły. Samotność jest jego najbliższym kompanem, doskwiera mu to, przeszkadza, chce to zmienić. Musi to zmienić, bo powoli wszystko go pochłania. Nie da się tego jednak zauważyć na pierwszy rzut oka, a on usilnie będzie dla każdego oparciem, jeśli tylko będzie musiał.
Cienisty uciekł, nie dało się z nim porozmawiać, a z Bijącą Łapą było jeszcze gorzej, niż by mógł się spodziewać… nigdy nie widział czegoś takiego? Co to za reakcja? Czy to normalne? Jak na dopiero wyrośniętą terminatorkę i kogoś kto nie zaczął jeszcze nawet dobrze treningu miała sporo siły w sobie, czuł jak czasami drapała mu skórę, a nawet i kły wbijające się do krwi. Miał jednak na tyle siły i doświadczenia, że nic poważniejszego mu się nie stało, a takie drobne skaleczenia mógł nawet nabawić się na sparingu, chociaż pewnie jakieś zostałoby mu na dłużej. Zresztą sam był na tyle oszołomiony, że nie zwracał uwagi na ból. Co tu się działo?
– Bitka? – zapytał ze ściśniętym gardłem. Nie dostał odpowiedzi, a ona po prostu… zwaliła się na ziemię? Czy ona właśnie umierała? Potrząsnął głową i przyłożył głowę do jej piersi, ale serce biło… szybko i nie wydawało się jakby miało przestać. Donośny Krzyk cóż… nie spodziewał się jej tutaj, a też nie bardzo miał ochotę się trudzić jeszcze z jedną kotką, dlatego bez zbędnych pytań opowiedział jej co się stało i ruszył do obozu z Bitką na plecach. Czy miał przebitki wspomnień jak niósł rzecznego trupa? Tak. Czy obecność czarnej Zastępczyni obok go drażniła gdzieś w tyle głowy na tyle, by nie wpadał w panikę? Tak. Czy koszmary miał zapewnione na następne dni? Tak. Zachować profesjonalizm umiał, ale nie gdy był wykończony, zdezorientowany i zdenerwowany, więc wolał się bardzo nie odzywać. Docierając do obozu zaniósł terminatorkę od razu do Medyków i wytłumaczył ponownie sytuację, miał nadzieję, że Krzyk doniesie informacje Przywódczyni, a on sam będzie mógł odpocząć od… tego co się wydarzyło. Najlepiej poza obozem.
Odrobinę wychudzona, koścista; drobna, niewysoka; czekoladowo-biała; sierść krótka, brudna, nieulizana, chociaż bardziej zadbana niż kiedyś; oczy żółte (prawe jak słońce, lewe jak piasek), wiecznie zmęczone i obojętne; czekoladowy nosek; uszczerbiona końcówka prawego ucha.
- art by tuszka -
Obojętna i oschła; opanowana do czasu; nie pamięta większości kotów, wszyscy zlewają jej się w jedną masę; jest ostrożna podczasów rozmów, nie zdradza za wiele; ataki paniki nadal są częścią jej życia, ale z innego powodu; nie jest już strachliwa; nie jest przyjazna, ale nie jest też niemiła - dopóki ktoś też zachowuje do niej szacunek.
Wychodziła. Dużo. Powoli wracała do formy sprzed kolejnego załamania, chociaż przerażało ją to, że nie wiedziała już gdzie załamywał się strach, a gdzie złość na to jak znowu upadła w środku. Nie potrafiła się podnieść i jeszcze gorzej upadała robiąc sobie tylko krzywdę, ale chyba w końcu musiało to się skończyć, prawda? Teraz już umiała się bić. Umiała o siebie zadbać. Powinna… powinna w to uwierzyć. Aktualnie szła na granicę. Chciała pójść na samotny patrol, powoli wrócić do normalności, po prostu przestać się tylko ukrywać, a co jest lepszego od ćwiczeń (spaceru)?
Listek
⤸ Lecę w dół ▼▼ lecę w dół ⤹ ♦ Przecież gorzej być nie może ♦ ▼▼ Lecę w dół ⤸⤹ lecę w dół ▼▼ ♦ Diabeł też mi nie pomoże ♦ ⤸ Lecę w dół ▼▼ lecę w dół ⤹ ♦ Spadam wolno w czarną dziurę ♦ ▼▼ Lecę w dół ⤸⤹ lecę w dół ▼▼
Chudy, całkiem wysoki, długowłosy, klasyczny bury z małą ilością bieli o zielono-żółtych oczach. Dba o swoje futerko, chodzi z wyprostowaną głową, a na mordce widnieje cały czas szarmancki uśmiech.
Robi to co mu się żywnie podoba, a wszystko spływa po nim jak po kaczce. Uwielbia to co piękne i interesuje się drobnostkami. Skrycie uważa się za lepszego od innych. Stara się nie pokazywać swoich prawdziwych emocji, wszystko chowa za uśmiechem.
Listek też wychodził dużo. Chociaż miał takie szczęście, że przez żadne załamanie nie przechodził, robił to, co chciał i miał się świetnie. A przynajmniej zachowywał się, jakby tak było i hej, całkiem nieźle mu szło.
Zdecydował się na kolejny spacer, tak o, dla zabawy. Akurat przechadzał się wzdłuż granicy, oczekując może na jakiś łut szczęścia, by Gwiezdni zesłali mu kogoś ciekawego do rozmowy... I kogoś na pewno dostarczyli. Właśnie on i jakaś czekoladowa kotka szli w swoją stronę. Podniósł lekko łapkę i nią pomachał z szerokim uśmiechem na mordce, tak o, dla przywitania. To, czy jest interesująca, zaraz się okaże.
- Reety, wyglądasz jakbyś walczyła o życie przez ostatni księżyc. Wszystko dobrze? - wyrzucił z siebie na przywitanie, gdy tylko zbliżyli się do siebie na tyle, by kocurek mógł wyraźnie dostrzec jej mizerny stan. Jego pytanie zresztą nie miało w sobie wiele współczucia, było w nim o wiele więcej ciekawości i może rozbawienia? Na to by wskazywał wciąż delikatny uśmiech na mordce.
we arethelife,we arethelight we arethe envyof thegodsabove x I'mfeelingdeviousxxxxxxxxxxx xxxxxxyou'relookingglamorous let'sgetmischievousxxxxxxxxxx xxxxxxxxxxxxandpolyamorous x wineandwomenandwonderfulvices welcometo thecultofDionysus ˖‧₊˚♡˚₊‧˖
Odrobinę wychudzona, koścista; drobna, niewysoka; czekoladowo-biała; sierść krótka, brudna, nieulizana, chociaż bardziej zadbana niż kiedyś; oczy żółte (prawe jak słońce, lewe jak piasek), wiecznie zmęczone i obojętne; czekoladowy nosek; uszczerbiona końcówka prawego ucha.
- art by tuszka -
Obojętna i oschła; opanowana do czasu; nie pamięta większości kotów, wszyscy zlewają jej się w jedną masę; jest ostrożna podczasów rozmów, nie zdradza za wiele; ataki paniki nadal są częścią jej życia, ale z innego powodu; nie jest już strachliwa; nie jest przyjazna, ale nie jest też niemiła - dopóki ktoś też zachowuje do niej szacunek.
Nie szukała niczego konkretnego na granicy, więc kot machający w jej stronę wydawał się dziwnym zjawiskiem. Czy była nastawiona na rozmowę? Nie bardzo. Czy mogła chociaż spróbować porozmawiać z kimś innym, niż z wichrzakami i… Myszą? Tak. Tak, mogła. A czy kocur jest przyjazny, zaraz się okaże. Pytanie. Pytanie… wydawało się miłe, może gdyby uważała tonacje słów za coś istotnego to nawet uznałaby to za troskę, ale widziała coś w sposobie bycia cienistego, który bez powodu ją zaczepił. Widziała nieszczerość. Spotkała sporo takich kotów. Sporo próbowało ją dobić lub obrazić.
– Sam już oceniłeś – mruknęła. – Ty wyglądasz dobrze. Ogólnie pewnie też dobrze? – zapytała próbując zmienić temat z siebie na coś innego. Akurat trafiło na drugiego rozmówcę.
⤸ Lecę w dół ▼▼ lecę w dół ⤹ ♦ Przecież gorzej być nie może ♦ ▼▼ Lecę w dół ⤸⤹ lecę w dół ▼▼ ♦ Diabeł też mi nie pomoże ♦ ⤸ Lecę w dół ▼▼ lecę w dół ⤹ ♦ Spadam wolno w czarną dziurę ♦ ▼▼ Lecę w dół ⤸⤹ lecę w dół ▼▼
Chudy, całkiem wysoki, długowłosy, klasyczny bury z małą ilością bieli o zielono-żółtych oczach. Dba o swoje futerko, chodzi z wyprostowaną głową, a na mordce widnieje cały czas szarmancki uśmiech.
Robi to co mu się żywnie podoba, a wszystko spływa po nim jak po kaczce. Uwielbia to co piękne i interesuje się drobnostkami. Skrycie uważa się za lepszego od innych. Stara się nie pokazywać swoich prawdziwych emocji, wszystko chowa za uśmiechem.
Oh, takiej odpowiedzi się nie spodziewał. Liczył na jakiś sarkazm, może syknięcie czy po prostu zignorowanie, a kotka po prostu potwierdziła jego słowa. Hm. Aż poczuł się odrobinkę źle, że zażartował sobie z jej sytuacji!
- Ah, dziękuję za komplement, chociaż ostatnio czuję jakby było bardziej pod górkę niż z niej - powiedział zupełnie szczerze, choć ani trochę nie brzmiał, jakby życie go w jakikolwiek sposób przygniatało. W sumie jak kotka zauważyła też nie wyglądał źle, w końcu wychodzenie z brudnym futrem na spotkanie z innymi to wstyd!
- Ale Gwiezdni, myślałem, że u nas jest kiepsko. Co się dzieje w Wichrze, że jesteś w tym stanie? Kiepsko ze zwierzyną? Coś tragicznego się stało? A może ci dokuczają? - dopytał już z odrobiną współczucia w głosie. W końcu hm, była drobna, nie wyglądała na silną... W jego klanie było tak, że ci, co byli na różne sposoby słabsi mieli, no, kiepsko. A szczególnie ci, którzy z jakiegoś powodu podpadli Gwiazdce.
we arethelife,we arethelight we arethe envyof thegodsabove x I'mfeelingdeviousxxxxxxxxxxx xxxxxxyou'relookingglamorous let'sgetmischievousxxxxxxxxxx xxxxxxxxxxxxandpolyamorous x wineandwomenandwonderfulvices welcometo thecultofDionysus ˖‧₊˚♡˚₊‧˖
Futerko Świerk jest prawie całe białe, prawie. Posiada wyjątkowy rudy ogon z charakterystyczną czarną kropka, która z pewnością dodaje jej wdzięku. Na grzbiecie rozgościły się u niej dwie rude plamki oraz parę mniejszych na głowie. Oczy na razie są koloru niebieskiego, ale z czasem zmienią się w prawdziwe bursztyny. Ma szczupłą sylwetkę i jest kotką standardowych rozmiarów.
Świerk z racji bycia kociakiem jest ciekawa świata, troche nieśmiała, więc przełamanie pierwszych lodów jest dla niej trudne, ale kiedy się rozkręci jest wesołą i szczerą kotką. Energii i pomysłowości pozazdrościłby jej nie jeden kot, za to kocięca naiwność jest u niej poważną wadą. Więcej o niej powiedzieć ciężko, ponieważ jej charakter dopiero się kształtuje. Co z niej wyrośnie to życie pokaże.
Tnąca Zawieja, Lawendowy Kwiat [GK]
Świerkowa Łapa wybrała się na spacer. Liczyła, że podczas spaceru spotka jakieś ciekawe grzyby. Zdążyła się już zorientować, że jest ich całkiem sporo. Są czerwone, brązowe, żółte, a przy tym w różne kształty. Oprócz oglądania grzybów Świerk ma również nadzieje na znalezienie jakiś fajnych rzeczy do swojego legowiska. Ostatnio upatrzyła sobie wrzosy, choć wiedziała, że raczej tu ich nie spotka. Koteczka szła sobie niespiesznie, kiedy do jej uszy dotarło pukanie. Dochodziło ono jakby z góry. Świerk podniosła swoją głowę, aby zlokalizować źródło dźwięku. Wtedy w koronie drzew dostrzegła dzięcioła i to na nim skupiła chwilowo swoją uwagę.
Księżyce: 91 Mistrz: zabawne i intrygujące Płeć: nie (zapach kocura) Matka: Śpiewająca Knieja (Gwiazda)
Zmieniło się o tyle, że jeszcze się wyciągnęło, urosło. Ma strasznie długie uszy, wibrysy, ogon z postrzępioną końcówką, łapy, grzbiet. Porośnięte jednolicie białą wypielęgnowaną sierścią i umięśnione Widmo przypomina alabastrowy posążek. Wrażenie to podtrzymuje sam kot, poruszając się - gdy nie poluje i nie walczy - niezmiernie rzadko i minimalnie, a oddychając płytko. Widmowy pysk nie nabrał z biegiem czasu nie wi[a]domo jak dorosłego wyrazu, raczej zachował młody, iście panieński wygląd, który sprawia, że łatwo dać mu mniej księżyców niż w rzeczywistości ma na karku, albo pomylić dziecię Śpiewającej Kniei z nieopierzoną terminatorką. Na smukłej w zasadzie mordce goszczą oczy w kolorze błękitu, okalane gęstymi rzęsami. Niżej jasnoróżowy i wydatny nos. Zjawiskowe kości jarzmowe, przy których policzki sprawiają wrażenie zapadniętych. Wysokie to, przestrzenne, orientalnej budowy, uformowane z planet i posypane kosmicznym pyłkiem.
Choć koty to stereotypowo rutyniarze, Widmo z każdym przebudzeniem jest czymś trochę innym w większym lub mniejszym stopniu. Nie wypracowało żadnej rutyny, czy upodobań (również odnośnie innych kotów), więc to ten typ, z którym nigdy nic nie można wziąć za pewnik. Wróg i przyjaciel w jednym, wdzięczny słuchacz i wcale nie gorszy mówca. Nawet nieproszone lubi szukać towarzystwa i dziur w całym. Zdarza się, że reaguje nieadekwatnie do sytuacji, jest splątane, co wydarza się gdzieś zupełnie ponad nim, poza jego kontrolą. Żyjąc w świecie bez zasad, nauczyło się co mówić, jak negocjować i jak grozić, aby przetrwać.
Nie było na tyle stare, żeby uchodzić za ciekawego grzyba, natomiast mogło samolubnie stwierdzić, że żaden najwymyślniejszy kapelusz nie dorównywałby Widmowym uszom, które były rozłożyste i ponadprzeciętnie duże, a żaden trzon nie miał w sobie takiej powabnej smukłości jak pysk potomka Śpiewającej Gwiazdy.
Nie mogło dłużej usiedzieć w obozie, więc wylało się na zewnątrz, po prostu któregoś dnia wykipiało jak mleko z potwornych nudów. Uszło parę kilometrów, zanim spacer się opłacił, a przed srebrzącymi się ślipiami zamajaczyła kocia sylwetka. Przybysz zadzierał pysk w górę, jakby czegoś szukał pośród najwyższych gałęzi i zarazem... jakby nie zdawał sobie sprawy, że już mógł się zrelaksować, mógł przestać się o nie modlić, wznosząc oczy do niebios, bo właśnie nadeszło i to wbrew pozorom tak zwyczajnie jak kot, stawiając łapy na ziemi. Strzeżcie się fałszywych gwiazd bo wdrapują się bardzo wysoko, ale spadają bardzo nisko.
Podpłynęło bliżej, długi ogon falował swobodnie nad grzbietem. Zatrzymało się za za plecami nieznajomej, bliżej jej lewej łopatki i czekało aż się odwróci, a w tym czasie nie próżnowało. Sączyło słowa prosto do jej uszu.
- Już jestem, spokojnie - zapewniło poważnie, a równocześnie z tym zatrzepotało powiekami, czego kotka nie miała prawa zobaczyć, jeżeli nie odwróciła się dość prędko przodem do Widma. - Wyczekałaś się, ale to nic, wszystko dzieje się po coś i dokładnie wtedy, kiedy powinno...