Świetlik to wysoki, przystojny kocur. Czarne jak noc, zadbane futerko jest miękkie i stanowi wręcz wizytówkę jego właściciela, oddając jego arystokratyczny styl. Kształtny pysk zdobi intensywnie zielone spojrzenie, smolisty nos oraz czarne wibrysy. Ciało Świetlika jest atletyczne - pod błyszczącym futrem delikatnie rysują się mięśnie oraz niemalże niewidoczne blizny po walce z dzikiem. Niezwykle długie łapy sprawiają, iż kocur należy do grupy najwyższych kotów w Klanie, z czego nieświadomie korzysta patrząc na rozmówców z góry. Od czasu walki z psem, w wyniku której stracił ogon, ma problemy z utrzymywaniem równowagi i nie jest w stanie poruszać się w swoim charakterystycznym, dumnym stylu.
Pierworodny syn NAJLEPSZEJ PARY WOJOWNIKÓW w Klanie Rzeki, istotnie charakteryzuje się klasą i stylem godnym arystokracji. Dumny i pewny swoich racji, jest również typowym rzeczniakiem - przepełniony często sprzecznymi emocjami, łatwo im ulega. Zwykle jednak opanowany, niewiele rzeczy jest w stanie wytrącić go z równowagi. Rozważny i skupiony na funkcji jaką pełni w Klanie, myśli zanim coś powie lub zrobi, nie jest jednak wolny od popełniania błędów. Wyrozumiały, czasem nawet za bardzo. Jego dobre serce kończy się jednak w momencie, kiedy coś zagraża Klanowi, gdyż dobro Rzeki stawia zawsze na pierwszym miejscu. Potrafi być bezwzględny i bezlitosny jeśli wie, że w ten sposób zapewni bezpieczeństwo swojemu Klanowi. Z kolejnymi księżycami w roli Przywódcy, powoli zrezygnował już z szukania pochwał, miłości i aprobaty, świadom iż Klan któremu przewodzi, nierzadko będzie niezadowolony z jego decyzji. Dopóki jednak on w nie wierzy, zamierza być im wierny. Marzy o utrzymaniu siły Klanu Rzeki i zbudowania z niego prawdziwej potęgi.
Piorun, Kopiec, Magik, Kret, Kurz, Twardy
Świetlikowa Gwiazda już dawno miał w planach odwiedzić nową przywódczynię Klanu Wichru, tak się jednak złożyło, że najpierw musiał wyjaśnić sobie parę spraw z Błyskającą Gwiazdą, a następnie uporządkować rzeczy na własnym podwórku. Kiedy więc tylko uświadomił sobie, że z Klanem Gromu nie ma co dyskutować a z Klanem Cienia nie chce mieć więcej do czynienia (zapewne ze wzajemnością), postanowił sprawdzić jak sytuacja wygląda z trzecim Klanem. Byłoby to chyba okrutną karą od losu, gdyby i z Klanem Wichru doszło do jakichś spięć. Dotychczas relacje Rzeka-Wicher były na tyle neutralne, że w zasadzie w ogóle nie istniały, ale nikomu specjalnie taki stan rzeczy nie przeszkadzał. Twarda Gwiazda starał się nie wychylać, jego następca zdaje się również kontynuował pokojową politykę. Świetlikowa Gwiazda miał z Krukiem kilka razy do czynienia (zaczynając od tego, kiedy przyłapał Kruczą Łapę w nocy na terenach Rzeki) i chociaż nie przypadli sobie szczególnie do gustu, w zestawieniu z Wężem czy Błyskiem można byłoby uznać, że była to niemal przyjaźń. O aktualnej przywódczyni nie wiedział wiele (a szkoda, bo istniało spore prawdopodobieństwo, że była jego przyrodnią siostrą) - tylko to, że była wcześniej wojowniczką i chyba (?) pojawiła się na poprzednim Zgromadzeniu. Nie wiedział czego powinien się spodziewać, ale chcąc nie chcąc ulokował w Malinowej Gwieździe całą swoją nadzieję na to, że jeszcze chodzi po tym świecie przywódca, którego celem nie będzie testowanie cierpliwości Świetlikowej Gwiazdy.
//Szmal!
...............Walkana ziemi i w niebie ★ Przeciwko sobie samemu,osiebie ..................I walka o święte cele ..................Owiecznenadzieje ♛..................................
Nieszczęściu, imię twoje - kobieta! Nie zmieniła się zbyt wiele od swojej ceremonii na terminatora, niestety, a może i na szczęście, za wyjątkiem nabycia kilku centymetrów wzwyż. Kolokwialnie rzecz biorąc - urosła, i tyle. Teraz plasuje się gdzieś w granicach średniego wzrostu, ale wyżej niż niżej, chociaż nie można też jej nazwać gigantem. Śnieżnobiałe futerko, szczególnie gęste i nieco dłuższe na piersi i przy uszach dość gładko przylega do ciała na długich, zgrabnych łapach. Oczy duże, jadowicie zielone, pełne roztańczonych iskierek, a barwą przywodzące na myśl świeżą trawę Porą Młodych Liści. Na środku mordki intensywnie jasnoróżowy nos, od którego kocica wzięła zresztą swoje miano. Oj, wygląda jak anioł, ale nawet anioły mogą pokazać czasem zęby. W uśmiechu - słodkim jak maliny i ostrym jak ciernie. W starciu z lisem straciła ogon.
Znacie ten cichy głos, który czasem uświadamia wam, że czegoś nie jesteście w stanie zrobić, a co za tym idzie - ratuje wam skórę od kłopotów? Malinowa Łapa nie posiada takiego głosu. Ona czegoś nie zrobi? Ona? A jakże, owszem, zrobi! - i to lepiej od ciebie. Dobiegnie szybciej, uderzy mocniej, skoczy wyżej. Wszystko, żeby udowodnić swoją wartość. Zdeterminowana i zawzięta, a przy tym uparta jak diabli, zwyczajnie nie wie, kiedy przestać, nawet kiedy na szali jest jej własne dobro. Rzadko kiedy mówi co naprawdę myśli. Malinocentryzm nie wylazł z niej z wiekiem, dalej przepada za byciem w centrum uwagi, a smykałka do aktorstwa tylko głębiej zapuściła korzenie. Bystre i przebiegłe to stworzenie, nigdy nie możesz być do końca pewny, czy to co mówi i robi jest szczere... czy to tylko kolejny akt gry. Przyjmuje maski z łatwością, łże jak z nut i gra innymi jak marionetkami na sznurkach, świadomie bądź przypadkiem - niektóre nawyki wchodzą głęboko w krew. Można długo mówić o jej wadach, ale mimo monstrualnego ego... serce ma porównywalnie wielkie, jeśli nie większe, a lojalność jest u niej równie potężna co determinacja.
Malinowa Gwiazda tymczasem kręciła się po obozie wykonując zwyczajne czynności życia codziennego, gdy tak między wizytą w kociarni a podwieczorkiem (widziała na stosie takiego dobrego gołębia!) do obozu wpadł powracający patrol z wieścią, że Świetlikowa Gwiazda czeka na nią przy granicy. Biała kocica odwróciła głowę tak szybko, że aż coś jej cicho strzyknęło w karku. Och? Świetlikowa Gwiazda? Przeleciała w myślach ostatnie Wichrowe skandale - a mianowicie brak takowych, bo nawet Iskrząca Łapa siedział grzecznie na własnych łapkach, co Przywódczyni zrzuciła na karb leczniczych właściwości Fiołkowego Świtu, na ogólną poprawę wszystkiego - i doszła do wniosku, że nie ma pojęcia o co chodzi. Ale to nawet dobrze się składa, bo sama chciała z nim porozmawiać. Czyżby wysłała mu jakiś telepatyczny sygnał? Hah. Chcąc nie chcąc ułożyła futro, spakowała metaforyczne manatki i wychodząc z obozu rzuciła jeszcze gołębiowi na stosie ostatnie, pożegnalne spojrzenie. Obowiązki wzywają. Nie wzięła nikogo ze sobą, bo nie widziała potrzeby - z Wężową Gwiazdą rozmawiała prywatnie, więc ze Świetlikową Gwiazdą może tym bardziej. Z tego co jej się wydawało szła na kawę i ciastko, nie na jakiś pokaz siły i konkurs obsikiwania granic, więc na co jej jakiś wojenny orszak. Tylko by ją spowolnił. Nie minęło wiele czasu a Świetlikowa Gwiazda mógł zobaczyć na horyzoncie zbliżającą się białą sylwetkę. Przeskoczyła z kamienia na kamień, możliwie omijając podmokły grunt i usiadła nieopodal, kiwnąwszy mu z szacunkiem głową. Jego oczy nie były dwukolorowe, a jego ucho nie było porwane, ale wciąż nie mogła otrząsnąć się z wrażenia, że zdecydowanie jej kogoś przypomina. Jej spojrzenie zawisło dłużej, na ułamek uderzenia serca, na jego ogonie... a raczej na braku takowego i białe wibrysy drgnęły w rozbawionej nieco konsternacji.
Cóż. Twinsies.
- Świetlikowa Gwiazdo. - przywitała się, powracając spojrzeniem do jego oczu i uśmiechając się uprzejmie. Przekrzywiła nieco głowę. Ku jej dyskretnemu rozczarowaniu Przywódca Klanu Rzeki nie miał równie doskonale wyrzeźbionych łydek co jego Zastępczyni. - Czemu zawdzięczam przyjemność?
Świetlik to wysoki, przystojny kocur. Czarne jak noc, zadbane futerko jest miękkie i stanowi wręcz wizytówkę jego właściciela, oddając jego arystokratyczny styl. Kształtny pysk zdobi intensywnie zielone spojrzenie, smolisty nos oraz czarne wibrysy. Ciało Świetlika jest atletyczne - pod błyszczącym futrem delikatnie rysują się mięśnie oraz niemalże niewidoczne blizny po walce z dzikiem. Niezwykle długie łapy sprawiają, iż kocur należy do grupy najwyższych kotów w Klanie, z czego nieświadomie korzysta patrząc na rozmówców z góry. Od czasu walki z psem, w wyniku której stracił ogon, ma problemy z utrzymywaniem równowagi i nie jest w stanie poruszać się w swoim charakterystycznym, dumnym stylu.
Pierworodny syn NAJLEPSZEJ PARY WOJOWNIKÓW w Klanie Rzeki, istotnie charakteryzuje się klasą i stylem godnym arystokracji. Dumny i pewny swoich racji, jest również typowym rzeczniakiem - przepełniony często sprzecznymi emocjami, łatwo im ulega. Zwykle jednak opanowany, niewiele rzeczy jest w stanie wytrącić go z równowagi. Rozważny i skupiony na funkcji jaką pełni w Klanie, myśli zanim coś powie lub zrobi, nie jest jednak wolny od popełniania błędów. Wyrozumiały, czasem nawet za bardzo. Jego dobre serce kończy się jednak w momencie, kiedy coś zagraża Klanowi, gdyż dobro Rzeki stawia zawsze na pierwszym miejscu. Potrafi być bezwzględny i bezlitosny jeśli wie, że w ten sposób zapewni bezpieczeństwo swojemu Klanowi. Z kolejnymi księżycami w roli Przywódcy, powoli zrezygnował już z szukania pochwał, miłości i aprobaty, świadom iż Klan któremu przewodzi, nierzadko będzie niezadowolony z jego decyzji. Dopóki jednak on w nie wierzy, zamierza być im wierny. Marzy o utrzymaniu siły Klanu Rzeki i zbudowania z niego prawdziwej potęgi.
Piorun, Kopiec, Magik, Kret, Kurz, Twardy
Świetlikowa Gwiazda również liczył na kawę i ciastko. Gdzieś tam w czeluściach pamięci miał jeszcze wspomnienie Promiennej Gwiazdy i jej pikników z Żądlącą Gwiazdą i mając na karku tyle księżyców ile aktualnie miał, nie pogardziłby możliwością realizacji takiego właśnie sympatycznego spotkania. Kiedy Malinowa Gwiazda pojawiła się na miejscu, uwadze czarnego również nie umknął fakt, że kocica była pozbawiona ogona. Było ich najwidoczniej więcej, niż się spodziewał. Uśmiechnął się w jej stronę i również skinął głową z szacunkiem. Czy ona przypominała mu kogokolwiek? Nie za bardzo. Gdzieś w tych zielonych ślepiach czaiła się ta sama pewność siebie co u starej wichrowej lafiryndy, ale poza tym Malinowa Gwiazda robiła wrażenie znacznie bardziej uprzejmej i pokojowej, niż Poranna Rosa.
- Malinowa Gwiazdo. - przywitał się, bacznie przyglądając się kocicy. Nie wiedział, że biała miała już do czynienia zarówno z Wroną, co i Mrozem a także nawet Czerwią, bo nawet jeśli którekolwiek mu o tym wspominało, to prawdopodobnie już dawno wypadło mu to z głowy. Cóż, najwyższy czas poznać ostatniego z potomków Łabędziej Pieśni. Póki jeszcze żyjemy. - Mojemu zainteresowaniu. - odparł dyplomatycznie z lekkim uśmiechem. - Wybacz, że dopiero teraz znalazłem na to czas. Chciałem upewnić się, czy sytuacja w Klanie Wichru już się ustabilizowała. Słyszałem o tych... - zawahał się przez chwilę, szukając odpowiedniego określenia - załamaniach pogody, jakie nawiedziły wasz obecny obóz. - nie był to co prawda sufit spadający na głowy, ale podobno pioruny poszły. A przynajmniej tak twierdził Głogowy Cień. Świetlikowej Gwieździe w zasadzie nic do tego, aczkolwiek polityczna ciekawość swędziała go pod skórą, bo skoro miał teraz przed sobą Malinową Gwiazdę, to co stało się z Gradowym Podmuchem? Już raz Gwiezdny Klan zabrał całą ekipę rządzącą Klanem Wichru i wymienił na nową, teraz najwidoczniej miały miejsce podobne porządki. A o ile w tamtym przypadku pół Wichru najwidoczniej zapadło się pod ziemię, w tym - Kruczy Ogon zaginął, a Gradowego Podmuchu zwyczajnie nie chcieli. W oczach rzecznego przywódcy błyszczało zaciekawienie, chociaż zdawał sobie sprawę, że od Malinowej Gwiazdy usłyszy tylko tyle, ile sama będzie mu chciała na ten temat powiedzieć. Sam też nie zamierzał specjalnie drążyć, a w zasadzie jego pytanie można byłoby skrócić do "jesteś na tym stanowisku tymczasowo, czy na stałe". Swoją drogą nigdy by nie pomyślał, że to potomstwo Chaber będzie mu przynosić coraz to nowe plotki o sąsiadach. Huh. Kto by pomyślał?
...............Walkana ziemi i w niebie ★ Przeciwko sobie samemu,osiebie ..................I walka o święte cele ..................Owiecznenadzieje ♛..................................
Nieszczęściu, imię twoje - kobieta! Nie zmieniła się zbyt wiele od swojej ceremonii na terminatora, niestety, a może i na szczęście, za wyjątkiem nabycia kilku centymetrów wzwyż. Kolokwialnie rzecz biorąc - urosła, i tyle. Teraz plasuje się gdzieś w granicach średniego wzrostu, ale wyżej niż niżej, chociaż nie można też jej nazwać gigantem. Śnieżnobiałe futerko, szczególnie gęste i nieco dłuższe na piersi i przy uszach dość gładko przylega do ciała na długich, zgrabnych łapach. Oczy duże, jadowicie zielone, pełne roztańczonych iskierek, a barwą przywodzące na myśl świeżą trawę Porą Młodych Liści. Na środku mordki intensywnie jasnoróżowy nos, od którego kocica wzięła zresztą swoje miano. Oj, wygląda jak anioł, ale nawet anioły mogą pokazać czasem zęby. W uśmiechu - słodkim jak maliny i ostrym jak ciernie. W starciu z lisem straciła ogon.
Znacie ten cichy głos, który czasem uświadamia wam, że czegoś nie jesteście w stanie zrobić, a co za tym idzie - ratuje wam skórę od kłopotów? Malinowa Łapa nie posiada takiego głosu. Ona czegoś nie zrobi? Ona? A jakże, owszem, zrobi! - i to lepiej od ciebie. Dobiegnie szybciej, uderzy mocniej, skoczy wyżej. Wszystko, żeby udowodnić swoją wartość. Zdeterminowana i zawzięta, a przy tym uparta jak diabli, zwyczajnie nie wie, kiedy przestać, nawet kiedy na szali jest jej własne dobro. Rzadko kiedy mówi co naprawdę myśli. Malinocentryzm nie wylazł z niej z wiekiem, dalej przepada za byciem w centrum uwagi, a smykałka do aktorstwa tylko głębiej zapuściła korzenie. Bystre i przebiegłe to stworzenie, nigdy nie możesz być do końca pewny, czy to co mówi i robi jest szczere... czy to tylko kolejny akt gry. Przyjmuje maski z łatwością, łże jak z nut i gra innymi jak marionetkami na sznurkach, świadomie bądź przypadkiem - niektóre nawyki wchodzą głęboko w krew. Można długo mówić o jej wadach, ale mimo monstrualnego ego... serce ma porównywalnie wielkie, jeśli nie większe, a lojalność jest u niej równie potężna co determinacja.
Malinowa Gwiazda wiele młodsza nie była i chociaż ona z kolei nie pamiętała żadnych pikników - za czasów Szlachetnej Gwiazdy i Porannej Rosy jedyną rzeczą chociaż mgliście przypominającą "piknik" był ten śmieszny incydent z Arktyczną Gwiazdą na samym środku ich podwórka - perspektywa kawy i ciastka i przyjaznych, sąsiedzkich pogaduch też brzmiała dla niej... obiecująco. A może to nie kwestia konkretnego pokolenia czy historii, tylko podejścia - po co stroszyć przed sobą nawzajem pióra jak dwa koguty skoro można się zwyczajnie dogadać? W przypadku Wężowej Gwiazdy stąpała trochę po niepewnym, grząskim gruncie - nie tylko nie graniczyli ze sobą dotychczas, zamieszkując terytoria zbiegające się w co najwyżej Rybich Grzbietach, ale słyszała również o jego... napiętych stosunkach z poprzednimi sąsiadami. Klan Rzeki natomiast był od zawsze nieproblematycznym, nawet całkiem przyjaznym sąsiadem. Co prawda oddzielała ich od siebie rzeka, ale wszyscy dobrze wiedzieli, że dla nich to żadna przeszkoda.
- Och. Miło mi. I nic nie szkodzi. - odpowiedziała lekkim tonem, nie kryjąc nawet leciutkiego rozbawienia faktem, że najwyraźniej jest jakąś międzyklanową ciekawostką. Aż odczuła lekkie zażenowanie, że wygląda tak... zwyczajnie. Na tyle na ile ktoś taki jak ona wyglądał zwyczajnie. Mógł się jednak spodziewać kogoś wyższego, większych gabarytów, ze wzrokiem mrożącym deszcz w locie, w końcu etykietka samozwańczego Przywódcy zobowiązuje. Albo jak skrycie spodziewał się Wężowa Gwiazda - kogoś młodszego, har har. Poruszyła lekko wąsami na ten subtelny eufemizm dotyczący interwencji Gwiezdnych. Nie spodziewała się prawdę mówiąc, że przywódca Klanu Rzeki będzie w ogóle o tym wiedział, ale... cóż. Ktoś ma długi język. Wystarczy, że jeden Wichrzak przekaże plotkę poza obręby granic, a pocztą pantoflową może ona błyskawicznie obiec dookoła całą mapę. Nie powinna być chyba zaskoczona. - Pogoda ma to do siebie, że bywa kapryśna, ale z czasem nawet największa burza mija. - odparła spokojnie, z cieniem uśmiechu gdzieś w kącikach białej mordki. W swobodnym tłumaczeniu: pioruny przyszły i poszły, wszystko w normie. - Nie tak ekscytujące jak może się wydawać z opowieści, zapewniam. - sam fakt, że dzisiejszy dzień spędziła - jak do tej pory - zajmując się bzdetami świadczył wyraźnie o tym, że życie w Klanie Wichru wróciło do spokojnej rutyny. A co zaś się tyczy szczegółów tego całego zamieszania... nie widziała powodu, by się szczególnie z tym kryć, zwłaszcza, że plotki tak czy siak wyciekały poza Wicher. Ale nie zamierzała się też specjalnie spowiadać, zwłaszcza niepytana. Jeśli tak go ciekawiło co się stało z Gradowym Podmuchem mógł się dowiedzieć, ale musiał zapytać wprost.
- Poza drobną, okazjonalną czkawką wiedzie nam się całkiem dobrze, dziękuję. - skinęła krótko głową, zawahała się jednak zanim ponownie zabrała głos. - Właściwie... to ja również planowałam z tobą porozmawiać.
Świetlik to wysoki, przystojny kocur. Czarne jak noc, zadbane futerko jest miękkie i stanowi wręcz wizytówkę jego właściciela, oddając jego arystokratyczny styl. Kształtny pysk zdobi intensywnie zielone spojrzenie, smolisty nos oraz czarne wibrysy. Ciało Świetlika jest atletyczne - pod błyszczącym futrem delikatnie rysują się mięśnie oraz niemalże niewidoczne blizny po walce z dzikiem. Niezwykle długie łapy sprawiają, iż kocur należy do grupy najwyższych kotów w Klanie, z czego nieświadomie korzysta patrząc na rozmówców z góry. Od czasu walki z psem, w wyniku której stracił ogon, ma problemy z utrzymywaniem równowagi i nie jest w stanie poruszać się w swoim charakterystycznym, dumnym stylu.
Pierworodny syn NAJLEPSZEJ PARY WOJOWNIKÓW w Klanie Rzeki, istotnie charakteryzuje się klasą i stylem godnym arystokracji. Dumny i pewny swoich racji, jest również typowym rzeczniakiem - przepełniony często sprzecznymi emocjami, łatwo im ulega. Zwykle jednak opanowany, niewiele rzeczy jest w stanie wytrącić go z równowagi. Rozważny i skupiony na funkcji jaką pełni w Klanie, myśli zanim coś powie lub zrobi, nie jest jednak wolny od popełniania błędów. Wyrozumiały, czasem nawet za bardzo. Jego dobre serce kończy się jednak w momencie, kiedy coś zagraża Klanowi, gdyż dobro Rzeki stawia zawsze na pierwszym miejscu. Potrafi być bezwzględny i bezlitosny jeśli wie, że w ten sposób zapewni bezpieczeństwo swojemu Klanowi. Z kolejnymi księżycami w roli Przywódcy, powoli zrezygnował już z szukania pochwał, miłości i aprobaty, świadom iż Klan któremu przewodzi, nierzadko będzie niezadowolony z jego decyzji. Dopóki jednak on w nie wierzy, zamierza być im wierny. Marzy o utrzymaniu siły Klanu Rzeki i zbudowania z niego prawdziwej potęgi.
Piorun, Kopiec, Magik, Kret, Kurz, Twardy
Świetlik w zasadzie nie zastanawiał się w ogóle nad tym, jak wyobrażał sobie Malinową Gwiazdę. W jego świecie przywódcy pozostałych Klanów zmieniali się zbyt często, by za każdym razem snuć domysły jak Ci wyglądają. Jeśli natomiast brałby pod uwagę fakt, iż jego rozmówczyni wzięła sobie stołek siłą, prośbą albo groźbą... to spodziewał się zobaczyć dokładnie to, co zobaczył. Nie znał sytuacji w pozostałych Klanach ale jego wyobraźnia nie dopuszczała wizji, w której Klan rzucałby hasłami z gatunku "ty jesteś za miły i za słaby na przywódcę, potrzebujemy kogoś bezwzględnego i surowego". No... nie.
- Oh, opowieści były dla nas wyjątkowo ekscytujące. Nie co dzień słyszy się, że Klan postanawia sprzeciwić się Kodeksowi i nie dopuścić Zastępcy do stanowiska Przywódcy. - odpowiedział kocur, wzruszając lekko barkami. - A późniejsza informacja o nowej władzy? Proszę Cię. - Świetlik poruszył z rozbawieniem wąsami, pilnują jednak swego tonu, by pozostał na poziomie bardzo... uprzejmego rozbawienia. Nothing personal, miss. - Jak to skomentował jeden z moich klanowiczy... najwidoczniej Gwiezdny Klan nie ma nic przeciwko nowym tradycjom. - Świetlikowa Gwiazda również nie miał. Jedyne, czego się obawiał, to tego, czy skoro ruszamy do przodu... to czy aby na pewno wszyscy wiemy gdzie się zatrzymać. Z początku nie podobało mu się to, co próbował uskuteczniać Klan Wichru. Skoro przez księżyce słuchali poleceń swojego Zastępcy, występowanie przeciwko niemu kiedy miał objąć stanowisko Przywódcy było... dziecinne. Uczono ich całe życie jakiegoś innego Kodeksu? Nikt nie domyślił się, że skoro Krucza Gwiazda mówi "Gradowy Podmuchu, ty będziesz moim Zastępcą" oznacza to ni mniej ni więcej "jak umrę, zostaniesz Przywódcą"? Gwiezdny Klan najwidoczniej widział sprawy inaczej. A skoro tak, Świetlikowa Gwiazda chętnie dowiedziałby się, co konkretnie oznacza to ich inaczej. Bo najwidoczniej był w tyle. - Może to i dobrze? Zawsze uważałem, że Medycy powinni mieć prawo do zakładania rodziny, zamiast z przymusu gnić samotnie w lecznicach. O Zgromadzeniu NIE odbywającemu się w każdą pełnię nie wspominając. Myślisz, że Ci na górze by zaprotestowali? - na czarnym pysku pojawił się lekki uśmiech. Kiedy jednak Malinowa Gwiazda wspomniała, że również planowała spotkanie, kąciki warg rzecznego przywódcy drgnęły nieznacznie. Z jakiegoś powodu to wcale nie brzmiało dobrze. Poza tym czarny wychodził z założenia, że w większości przypadków skoro nie mam ci nic konkretnego do powiedzenia, to znaczy że nie przysparzasz problemów, a więc wszystko gra. Owszem, były też inne, ale po starciach jakie przeszedł z Wężową Gwiazdą i Błyskającą Gwiazdą... prawie o nich zapomniał. - Tak?
...............Walkana ziemi i w niebie ★ Przeciwko sobie samemu,osiebie ..................I walka o święte cele ..................Owiecznenadzieje ♛..................................
Nieszczęściu, imię twoje - kobieta! Nie zmieniła się zbyt wiele od swojej ceremonii na terminatora, niestety, a może i na szczęście, za wyjątkiem nabycia kilku centymetrów wzwyż. Kolokwialnie rzecz biorąc - urosła, i tyle. Teraz plasuje się gdzieś w granicach średniego wzrostu, ale wyżej niż niżej, chociaż nie można też jej nazwać gigantem. Śnieżnobiałe futerko, szczególnie gęste i nieco dłuższe na piersi i przy uszach dość gładko przylega do ciała na długich, zgrabnych łapach. Oczy duże, jadowicie zielone, pełne roztańczonych iskierek, a barwą przywodzące na myśl świeżą trawę Porą Młodych Liści. Na środku mordki intensywnie jasnoróżowy nos, od którego kocica wzięła zresztą swoje miano. Oj, wygląda jak anioł, ale nawet anioły mogą pokazać czasem zęby. W uśmiechu - słodkim jak maliny i ostrym jak ciernie. W starciu z lisem straciła ogon.
Znacie ten cichy głos, który czasem uświadamia wam, że czegoś nie jesteście w stanie zrobić, a co za tym idzie - ratuje wam skórę od kłopotów? Malinowa Łapa nie posiada takiego głosu. Ona czegoś nie zrobi? Ona? A jakże, owszem, zrobi! - i to lepiej od ciebie. Dobiegnie szybciej, uderzy mocniej, skoczy wyżej. Wszystko, żeby udowodnić swoją wartość. Zdeterminowana i zawzięta, a przy tym uparta jak diabli, zwyczajnie nie wie, kiedy przestać, nawet kiedy na szali jest jej własne dobro. Rzadko kiedy mówi co naprawdę myśli. Malinocentryzm nie wylazł z niej z wiekiem, dalej przepada za byciem w centrum uwagi, a smykałka do aktorstwa tylko głębiej zapuściła korzenie. Bystre i przebiegłe to stworzenie, nigdy nie możesz być do końca pewny, czy to co mówi i robi jest szczere... czy to tylko kolejny akt gry. Przyjmuje maski z łatwością, łże jak z nut i gra innymi jak marionetkami na sznurkach, świadomie bądź przypadkiem - niektóre nawyki wchodzą głęboko w krew. Można długo mówić o jej wadach, ale mimo monstrualnego ego... serce ma porównywalnie wielkie, jeśli nie większe, a lojalność jest u niej równie potężna co determinacja.
Cóż, o tyle dobrze. Etap zawiedzionych oczekiwań lub potwierdzonych podejrzeń mieli za sobą.
- Cieszę się w takim razie, że nasze polityczne przepychanki stanowiły taką przednią rozrywkę. - odpowiedziała swobodnie. Życie w lesie potrafi być takie nudne momentami, nieprawdaż? Zwłaszcza gdy brak międzyklanowych konfliktów bądź skandali, nic dziwnego, że roszady we władzy sąsiada wzbudził taką sensację. Może dziwiło ją wtajemniczenie Świetlikowej Gwizdy w takie szczegóły jak latające gałęzie, ale sam fakt, że plotkowano o zamieszaniu na stołkach? Nie bardzo. Oczy całego lasu były w pewien sposób skupione na Wichrze. No, poza Gromem, który zdaje się aż do tej pory o niczym nie wiedział. Tak to jest gdy większość wojowników spędza pół życia na ceremoniach... chociaż skłonność do wywoływania zamieszek na granicach też pewnie przyczyniła się do takiego nie innego stanu rzeczy. Ciężko o sprawny przepływ informacji i innych ciekawych plotek, gdy twoim priorytetem jest urwanie sąsiadowi głowy.
- Wiesz, nie powiedziałabym, że nie miał nic przeciwko. - odpowiedziała, przekrzywiając lekko głowę. Wichrzacy może podsunęli jej rangę na srebrnym talerzyku, ale biorąc pod uwagę teatrzyk, jaki Bluszczowy Syk musiała odstawić... taki niekonwencjonalny wybór władzy musiał się spotkać ze sporym sprzeciwem wśród Przodków. Cóż. Może Malinowa Gwiazda przejęłaby się dezaprobatą Gwiezdnych nieco bardziej gdyby nie drobny szczegół, że na szali stał dobrobyt i dalsza egzystencja Klanu Wichru, który pod rządami Gradowej Gwiazdy zwyczajnie pękłby na kawałki. Na przeciw pustej satysfakcji zadowolonych ze statusu quo Przodków. Może Klan Rzeki wybrałby ślepe posłuszeństwo wobec Kodeksu i zaspokojenie oczekiwań Gwiezdnych... ale to nie Klanowi Rzeki zrzucono ostatnio sufit na głowy. To co Świetlikowa Gwiazda widział jako dziecinny wymysł, ona postrzegała jako objaw zdrowego sceptycyzmu.
No i kręcenie nosem zwłaszcza Wichrowych Przodków traciło nieco na znaczeniu w ostatecznym rozrachunku kiedy miało się świadomość, że spora część byłych Przywódców jeszcze za życia zostało uznanych za w najlepszym wypadku niekompetentnych, a w najgorszym - za dosłownych zdrajców narodu. Touché.
- Jednak czasami zmiana jest konieczna, Świetlikowa Gwiazdo. - dokończyła spokojnie, patrząc w zielone oczy kocura. - I nieunikniona. Można tego nie lubić, można wyrażać dezaprobatę, ale to niczego nie zmienia. Czasami... zmianę trzeba zaakceptować. Rozumieją to nawet gwiazdy. - biała mordka zadrżała lekko w uśmiechu. - Nie mam zdania na temat Medyków, chociaż jestem pewna, że Lśniąca Sadzawka byłaby stanowczo na tak. Ale Zgromadzenia... na tym etapie chyba by wręcz wypadało. - zaśmiała się krótko. Kiedy ostatnio w ogóle zawołano ich na Zgromadzenie? I po co im neutralne Cztery Drzewa skoro Zgromadzenia się tam tak czy siak nie odbywają? Ot, zagadka. Malinowa Gwiazda była jak najbardziej chętna do przedyskutowania pewnych nieścisłości i innych nonsensów tego świata, ale najpierw... interesy. - A w temacie Medyków... właśnie z tym przychodzę. Cóż, przyszłabym. - poruszyła z rozbawieniem białymi wąsami. - Ale na początek mam informację, która może cię zainteresować. Zgaduję, że pamiętasz jeszcze Chmielograba? - mordka kocicy nabrała cierpkiego wyrazu, a gdyby miała dłonie pewnie konwersacyjnie oparłaby teraz o nie podbródek. - Widziano go ostatnio nieopodal Krzywego Drzewa. Wygląda na to, że jak każdy podobny mu pasożyt kręci się nieustannie w okolicach Klanowych terenów. Głównie moich, z wiadomych przyczyn. Ale ponieważ jesteśmy sąsiadami... pomyślałam, że również możesz chcieć wzmocnić patrole przy Niczyich granicach. Na wszelki wypadek. - strzeżonego Gwiezdny Klan strzeże, jak to mówią. A łatwiej zapobiegać niż... nie, nie powiedziałaby "leczyć", bo tego co zrobiono Zawilcowej Skórce wyleczyć się nie da.
Świetlik to wysoki, przystojny kocur. Czarne jak noc, zadbane futerko jest miękkie i stanowi wręcz wizytówkę jego właściciela, oddając jego arystokratyczny styl. Kształtny pysk zdobi intensywnie zielone spojrzenie, smolisty nos oraz czarne wibrysy. Ciało Świetlika jest atletyczne - pod błyszczącym futrem delikatnie rysują się mięśnie oraz niemalże niewidoczne blizny po walce z dzikiem. Niezwykle długie łapy sprawiają, iż kocur należy do grupy najwyższych kotów w Klanie, z czego nieświadomie korzysta patrząc na rozmówców z góry. Od czasu walki z psem, w wyniku której stracił ogon, ma problemy z utrzymywaniem równowagi i nie jest w stanie poruszać się w swoim charakterystycznym, dumnym stylu.
Pierworodny syn NAJLEPSZEJ PARY WOJOWNIKÓW w Klanie Rzeki, istotnie charakteryzuje się klasą i stylem godnym arystokracji. Dumny i pewny swoich racji, jest również typowym rzeczniakiem - przepełniony często sprzecznymi emocjami, łatwo im ulega. Zwykle jednak opanowany, niewiele rzeczy jest w stanie wytrącić go z równowagi. Rozważny i skupiony na funkcji jaką pełni w Klanie, myśli zanim coś powie lub zrobi, nie jest jednak wolny od popełniania błędów. Wyrozumiały, czasem nawet za bardzo. Jego dobre serce kończy się jednak w momencie, kiedy coś zagraża Klanowi, gdyż dobro Rzeki stawia zawsze na pierwszym miejscu. Potrafi być bezwzględny i bezlitosny jeśli wie, że w ten sposób zapewni bezpieczeństwo swojemu Klanowi. Z kolejnymi księżycami w roli Przywódcy, powoli zrezygnował już z szukania pochwał, miłości i aprobaty, świadom iż Klan któremu przewodzi, nierzadko będzie niezadowolony z jego decyzji. Dopóki jednak on w nie wierzy, zamierza być im wierny. Marzy o utrzymaniu siły Klanu Rzeki i zbudowania z niego prawdziwej potęgi.
Piorun, Kopiec, Magik, Kret, Kurz, Twardy
Uśmiechnął się słysząc jej spokojną wypowiedź. Miał lekkie obawy, że Malinowa Gwiazda obruszy się albo obrazi na jego swobodnie rzucony komentarz, kocica miała jednak wystarczająco oleju w głowie, by nie traktować tematu jako tabu. Byłoby to zresztą wysoce nieprzemyślane i dawało jasny sygnał: tak, nadal mamy z tym mały problem.
- Ostatecznie, cokolwiek służy pokojowi i bezpieczeństwu Twojemu Klanowi, Malinowa Gwiazdo. - skwitował, uśmiechając się pod nosem. Kiedy biała kocica wspomniała o tym, iż "rozumieją to nawet gwiazdy", Świetlik na chwilę zmarszczył brwi, zastanawiając się czy chodzi o przodków czy o koty piastujące rangę przywódców. Tak czy inaczej, po raz pierwszy uświadomił sobie, że cokolwiek nie miało miejsce w Klanie Wichru musiało przecież uwzględniać... Gwiezdnych. Nie mistyczny Gwiezdny Klan przedstawiony w postaci kosmicznej plazmy, a Gwiezdnego z krwi... czy raczej pyłu i brokatu, wyrażającego swoje zdanie na ten temat. Wrócił myślami do swojej rozmowy z Głogowym Cieniem i tego, co sam mu wówczas powiedział. Gwiezdny Klan to też Klan. Na dodatek Klan w którym nie ma rang, więc jestem niemal pewien, że już w wielu przypadkach nie byli ze sobą zgodni i zależnie od tego którego spytasz, dostałbyś inną odpowiedź. Wystarczy spytać odpowiednią osobę. Z zadowoleniem przyjął rozbawienie Malinowej Gwiazdy na temat najbardziej suchego żartu w Czterech Klanach - "Cztery Klany zebrały się na Zgromadzeniu". Jego wyraz pyska zmienił się jednak drastycznie, kiedy z pyska jego rozmówczyni wypełzło imię Chmielograba. Kocur zjeżył lekko futro, marszcząc brwi w niezadowoleniu.
- Nie będę wzmacniał żadnych patroli. - odpowiedział krótko, zgrzytając lekko zębami. - Po prostu pójdę poszukać tej kanalii i zrobić to, co powinienem zrobić od razu. - mruknął, mrużąc oczy ze wściekłości. - Jeśli po tym jak wyrzuciłem go z Klanu Rzeki wyrządził komukolwiek krzywdę, JA za to odpowiadam. Bo byłem na tyle głupi, żeby przeganiać go, zamiast zwyczajnie rozerwać to coś strzępy. - dodał, patrząc Malinowej Gwieździe prosto w oczy. Nie żartował. Był zdecydowanie zbyt naiwny uważając, że Chmielograb pozostanie tam, gdzie go zostawili i nie ruszy za Klanami na nowe tereny. Pech chciał, że temat Chmielograba wyrósł przed nim dokładnie teraz, kiedy Świetlikową Gwiazdę i tak roznosiło na myśl o innym gwałcicielu. Nie wiedział jeszcze co powinien zrobić z Błyskającą Gwiazdą, ale sytuacja była znacznie prostsza, w przypadku tego śmiecia którego wychowała sobie Chabrowy Pąk. Znaleźć i zabić. Profilaktyka jak się patrzy. - Zawilcowa Skórka... radzi sobie jakoś? - spytał, nabierając głęboko powietrza. Nie podobało mu się brzmienie pytania, jakie właśnie zadał, ale w zasadzie nie miał pojęcia, jak powinno brzmieć. Może dlatego, że w ogóle nie powinno mieć miejsca. Że takie pytania po prostu nie mogą brzmieć prawidłowo, bo w historii, która się za nimi ukrywa nie ma niczego prawidłowego.
...............Walkana ziemi i w niebie ★ Przeciwko sobie samemu,osiebie ..................I walka o święte cele ..................Owiecznenadzieje ♛..................................
Nieszczęściu, imię twoje - kobieta! Nie zmieniła się zbyt wiele od swojej ceremonii na terminatora, niestety, a może i na szczęście, za wyjątkiem nabycia kilku centymetrów wzwyż. Kolokwialnie rzecz biorąc - urosła, i tyle. Teraz plasuje się gdzieś w granicach średniego wzrostu, ale wyżej niż niżej, chociaż nie można też jej nazwać gigantem. Śnieżnobiałe futerko, szczególnie gęste i nieco dłuższe na piersi i przy uszach dość gładko przylega do ciała na długich, zgrabnych łapach. Oczy duże, jadowicie zielone, pełne roztańczonych iskierek, a barwą przywodzące na myśl świeżą trawę Porą Młodych Liści. Na środku mordki intensywnie jasnoróżowy nos, od którego kocica wzięła zresztą swoje miano. Oj, wygląda jak anioł, ale nawet anioły mogą pokazać czasem zęby. W uśmiechu - słodkim jak maliny i ostrym jak ciernie. W starciu z lisem straciła ogon.
Znacie ten cichy głos, który czasem uświadamia wam, że czegoś nie jesteście w stanie zrobić, a co za tym idzie - ratuje wam skórę od kłopotów? Malinowa Łapa nie posiada takiego głosu. Ona czegoś nie zrobi? Ona? A jakże, owszem, zrobi! - i to lepiej od ciebie. Dobiegnie szybciej, uderzy mocniej, skoczy wyżej. Wszystko, żeby udowodnić swoją wartość. Zdeterminowana i zawzięta, a przy tym uparta jak diabli, zwyczajnie nie wie, kiedy przestać, nawet kiedy na szali jest jej własne dobro. Rzadko kiedy mówi co naprawdę myśli. Malinocentryzm nie wylazł z niej z wiekiem, dalej przepada za byciem w centrum uwagi, a smykałka do aktorstwa tylko głębiej zapuściła korzenie. Bystre i przebiegłe to stworzenie, nigdy nie możesz być do końca pewny, czy to co mówi i robi jest szczere... czy to tylko kolejny akt gry. Przyjmuje maski z łatwością, łże jak z nut i gra innymi jak marionetkami na sznurkach, świadomie bądź przypadkiem - niektóre nawyki wchodzą głęboko w krew. Można długo mówić o jej wadach, ale mimo monstrualnego ego... serce ma porównywalnie wielkie, jeśli nie większe, a lojalność jest u niej równie potężna co determinacja.
To dobrze się składa, że zasygnalizowała tak a nie inaczej, bo tę sprawę uważała prawdę mówiąc za zamkniętą. Dostała życia, wróciła z wyprawy, życie toczyło się zaskakująco gładko i potulnie biorąc pod uwagę generalne usposobienie Klanu Wichru do najmniejszych niedogodności, a największą oznaką jakiegokolwiek protestu jaką zauważyła było krzywe spojrzenie jednej z terminatorek. Z powodów póki co nieznanych, ale pewnie niedługo się dowie. Klan dalej miał problemy, większe i mniejsze, ale nijak niezwiązane ze zmianą władzy. Chmielograb, na przykład, był cieniem który ciągnął się dłużej niż jej dotychczasowe panowanie i całe te stołkowe roszady razem wzięte. Malinowa Gwiazda uniosła brwi, wyraźnie zaskoczona jego nagłą, gwałtowną reakcją. Nie żeby siła negatywnych uczuć względem kogoś takiego jak Chmielograb mogła stanowić jakiekolwiek zaskoczenie, chodziło tylko o jego reakcję. Nie spodziewała się, że Przywódca Klanu Rzeki się tak przejmie. Bądź co bądź Chmielograb kręcił się przy jej granicach, nie jego, prędzej oczekiwała, że potraktuje to jako ostrzeżenie i... tyle. Stąd jej sugestia by wzmocnił patrole. Daleka była sugestii, że skoro Chmielograba urodziła Rzeczna kocica w Rzecznej kociarni to jest on - mimo wygnania - odpowiedzialnością Klanu Rzeki i weź Świetlik ZRÓB z nim COŚ... ale skoro sam się tak poczuwał to, uh, miło? Z grzeczności aż nie wypada zaprzeczyć, nieprawdaż.
- Och. Skoro takie jest twoje podejście... - zamrugała kilkakrotnie, by zaraz posłać kocurowi trochę kwaśny, ale zadowolony uśmiech. - Cóż, skłamałabym gdybym stwierdziła, że nie chcę zobaczyć jak jego ciało skubią wrony. Jeśli będziesz potrzebował pomocy... - albo towarzystwa, bo jeden kot z kilkoma życiami to trochę overkill naprzeciw jednego samotnika, a co dopiero dwa. Wzruszyła lekko ramionami, z cieniem uśmiechu na białej mordce. - Albo proponowałabym chociaż Zawilcową Skórkę jako, ekhem, towarzysza polowania, jeśli takowe planujesz. Jakoś sobie radzi to niekoniecznie wyrażenie jakie użyłabym wobec kocicy o tak twardym grzbiecie, Świetlikowa Gwiazdo, ale owszem, ma się dobrze. Przekażę jej pozdrowienia. - powiedziała jakby nigdy nic. Zawilcowa Skórka nie tylko sobie radzi, Zawilcowa Skórka trzyma stopę na starszych od siebie wojownikach i krnąbrnych terminatorach. Gdyby Malinowa Gwiazda mogła mieć drugiego Zastępcę... Odchrzaknęła cicho, wracając do meritum.
- A skoro już o niej mowa... jej córka, Lśniąca Sadzawka, aspiruje do bycia Medykiem. Problem polega na tym, że jej mistrz, Szałwiowy Dym, przepadł bez wieści. Jest bardzo rezolutna i sama znalazła sobie nauczyciela, kocicę z Klanu Gromu. - przekrzywiła głowę w zamyśleniu. - Nauczyła ją podstaw, ale więcej nie zdążyła... bo, jak się niedawno dowiedziałam, Błyskająca Gwiazda zabronił jej udzielenia nam pomocy. - z białej mordki uleciało lekkie westchnięcie. - Co stawia mnie w dość niezręcznej pozycji, ponieważ nie wiem jak powinnam to odebrać. Ale stosunki z Klanem Gromu swoją drogą - mój problem pozostaje. Mam terminatorkę Medyka bez Medyka, który mógłby ją uczyć. - powiedziała krótko, patrząc prosto w zielone oczy Rzecznego Przywódcy. Nie przypominała mu, subtelnie bądź wprost, że Lśniąca Sadzawka to nic innego jak owoc dokonanego na Zawilcowej Skórce gwałtu i córka Chmielograba.. Była pewna, że Świetlikowa Gwiazda sam doskonale o tym pamięta. I chociaż daleka była stwierdzeniu, że Klan Rzeki jest cokolwiek Zawilcowej Skórce winien, uznając to za cios poniżej pasa... Pora Nagich Drzew zbliżała się do nich wielkimi krokami. Chwyci się każdej deski jeśli będzie musiała.
Świetlik to wysoki, przystojny kocur. Czarne jak noc, zadbane futerko jest miękkie i stanowi wręcz wizytówkę jego właściciela, oddając jego arystokratyczny styl. Kształtny pysk zdobi intensywnie zielone spojrzenie, smolisty nos oraz czarne wibrysy. Ciało Świetlika jest atletyczne - pod błyszczącym futrem delikatnie rysują się mięśnie oraz niemalże niewidoczne blizny po walce z dzikiem. Niezwykle długie łapy sprawiają, iż kocur należy do grupy najwyższych kotów w Klanie, z czego nieświadomie korzysta patrząc na rozmówców z góry. Od czasu walki z psem, w wyniku której stracił ogon, ma problemy z utrzymywaniem równowagi i nie jest w stanie poruszać się w swoim charakterystycznym, dumnym stylu.
Pierworodny syn NAJLEPSZEJ PARY WOJOWNIKÓW w Klanie Rzeki, istotnie charakteryzuje się klasą i stylem godnym arystokracji. Dumny i pewny swoich racji, jest również typowym rzeczniakiem - przepełniony często sprzecznymi emocjami, łatwo im ulega. Zwykle jednak opanowany, niewiele rzeczy jest w stanie wytrącić go z równowagi. Rozważny i skupiony na funkcji jaką pełni w Klanie, myśli zanim coś powie lub zrobi, nie jest jednak wolny od popełniania błędów. Wyrozumiały, czasem nawet za bardzo. Jego dobre serce kończy się jednak w momencie, kiedy coś zagraża Klanowi, gdyż dobro Rzeki stawia zawsze na pierwszym miejscu. Potrafi być bezwzględny i bezlitosny jeśli wie, że w ten sposób zapewni bezpieczeństwo swojemu Klanowi. Z kolejnymi księżycami w roli Przywódcy, powoli zrezygnował już z szukania pochwał, miłości i aprobaty, świadom iż Klan któremu przewodzi, nierzadko będzie niezadowolony z jego decyzji. Dopóki jednak on w nie wierzy, zamierza być im wierny. Marzy o utrzymaniu siły Klanu Rzeki i zbudowania z niego prawdziwej potęgi.
Piorun, Kopiec, Magik, Kret, Kurz, Twardy
Świetlikowa Gwiazda się przejmował. Generalnie, przejmował się zbyt często i za bardzo, ale w tym temacie uważał, że przejmuje się dokładnie tak jak powinien. Przejmował się już wystarczająco silnie w temacie Błyskającej Gwiazdy, z którym przecież nie miał nic do czynienia, co dopiero mówić o Chmielograbie, któremu sam przydzielił mistrza i nauczył sobie radzić. Któremu przez księżyce jego Klan zapewniał bezpieczeństwo. Ta kwestia nadal brzydziła rzecznego przywódcę i doskonale widział, że nigdy nie usunie tej plamy na swoim honorze, nawet jeśli nie mógł wiedzieć. Ze spokojem patrzył na lekko zdziwioną Malinową Gwiazdę, która chyba nie spodziewała się takie wzburzenia ze strony sąsiada, kiedy jednak na jej białym pysku pojawił się zadowolony uśmiech, Świetlikowa Gwiazda odetchnął z ulgą. Nie robiłby sobie wiele z tego, gdyby się sprzeciwiała polowaniu na Chmielograba, ale dobrze było wiedzieć, że podziela jego nastawienie.
- Nie będę potrze... - zaczął, jednak kiedy kocica wspomniała o towarzystwie Zawilec, zawahał się przez chwilę. Nie potrzebował pomocy, towarzystwo jako takie też nie było niezbędne, nie chciał nikogo narażać a samą misję traktował dość osobiście, jednak dla Zawilcowej Skórki cała sprawa była jeszcze bardziej osobista, niż dla niego. - Jeśli tylko Zawilcowa Skórka wyrazi chęć udziału w tym polowaniu, wezmę ją ze sobą. - zakończył twardym, pewnym siebie głosem. Nie chciał zmuszać do tego kocicy, która może wolałaby nie wracać do tego tematu, ale jeśli chciałaby osobiście wypruć flaki Chmielograbowi, to mógł jedynie go dla niej przytrzymać. Rzucił jeszcze jakąś hipotetyczną datą w celu ustalenia szczegółów, która w czasoprzestrzeni i tak nie miałaby zbyt wiele sensu, po czym skupił się na dalszych słowach Malinowej Gwiazdy.
- Nie dziwi mnie to. Błyskająca Gwiazda ma siano w głowie. - odpowiedział bez wahania, mrużąc lekko oczy. Nie był na tyle w temacie, by wiedzieć jaki bajzel uskutecznia się w Klanie Gromu, ale sam fakt, że od dłuższego czasu nie mieli ani Medyka, ani Pomocnika Medyka, a kocicy która znała się na leczeniu zabronili dzielenia się wiedzą, wystarczał, by Świetlikowa Gwiazda nie chciał w tym bagnie moczyć chociażby jednego palca. - Wiem, że nie prosisz o radę, Malinowa Gwiazdo ale i tak Ci ją dam. - czarny spojrzał białej prosto w oczy. - Wykorzystaj fakt, że twój Klan nie ma wspólnej granicy z Klanem Gromu i postaraj się mieć z nimi jak najmniej do czynienia. - tak tylko sugeruję. - A jeśli już koniecznie będziesz musiała spotkać się z Błyskającą Gwiazdą ABSOLUTNIE nie wybieraj się na to spotkanie sama. W tym lesie jest więcej niż jeden Chmielograb. - dorzucił, nie spuszczając ani na chwilę wzroku z białej mordki. Nie żeby wątpił w jej siłę czy inteligencję, nie żeby uważał lidera Klanu Gromu za szczególnie zwinnego w sztuce manipulacji (w tej kwestii Błysk przypominał Świetlikowi raczej płotkę wyrzuconą na brzeg), ale nie zamierzał ryzykować. Zacisnął zęby, cały czas starając się utrzymać kontakt wzrokowy ze swoją rozmówczynią, mając nadzieję, że zrozumie ostrzeżenie. Zastanawiał się, czy nie powiedzieć jej więcej, nie był jednak pewien, czy byłby to rozważny krok. Poza tym, musiał mieć na względzie również drugą stronę - Czerwony Mak i jej potomstwo. Plotka i tak może roznieść się szybciej, niż myślał, ale nie powinien przykładać do tego swojej łapy.
- A co się tyczy Lśniącej Sadzawki... - zaczął, przechylając lekko głowę. - Nie wiem, czy dobrze odebrałem aluzję, ale jeśli prosisz o pomoc Klan Rzeki, pytaj nie mnie, a mojego Medyka. - odpowiedział ze spokojem i łagodnym uśmiechem na pysku. Co on mógł w tym temacie zrobić? Mógłby Łososiowi powiedzieć, że byłoby mile widziane udzielenie takiej pomocy, ale przecież go nie zmusi. Inna sprawa, że nie spodziewał się by siostrzeniec miał coś przeciwko, sam pobierał nauki u Medyka z innego Klanu, doskonale więc rozumie na czym polega trudna sytuacja utraty Mistrza. Pozostawała jeszcze kwestia czy Łosoś uzna Lśniącą za właściwą do tej roli, ale tu już tym bardziej rzeczy przywódca nie miał nic do powiedzenia. - Ja nie dysponuję wiedzą medyczną. - zaśmiał się lekko, jak gdyby chciał przy tym rozłożyć bezradnie ręce.
...............Walkana ziemi i w niebie ★ Przeciwko sobie samemu,osiebie ..................I walka o święte cele ..................Owiecznenadzieje ♛..................................
Nieszczęściu, imię twoje - kobieta! Nie zmieniła się zbyt wiele od swojej ceremonii na terminatora, niestety, a może i na szczęście, za wyjątkiem nabycia kilku centymetrów wzwyż. Kolokwialnie rzecz biorąc - urosła, i tyle. Teraz plasuje się gdzieś w granicach średniego wzrostu, ale wyżej niż niżej, chociaż nie można też jej nazwać gigantem. Śnieżnobiałe futerko, szczególnie gęste i nieco dłuższe na piersi i przy uszach dość gładko przylega do ciała na długich, zgrabnych łapach. Oczy duże, jadowicie zielone, pełne roztańczonych iskierek, a barwą przywodzące na myśl świeżą trawę Porą Młodych Liści. Na środku mordki intensywnie jasnoróżowy nos, od którego kocica wzięła zresztą swoje miano. Oj, wygląda jak anioł, ale nawet anioły mogą pokazać czasem zęby. W uśmiechu - słodkim jak maliny i ostrym jak ciernie. W starciu z lisem straciła ogon.
Znacie ten cichy głos, który czasem uświadamia wam, że czegoś nie jesteście w stanie zrobić, a co za tym idzie - ratuje wam skórę od kłopotów? Malinowa Łapa nie posiada takiego głosu. Ona czegoś nie zrobi? Ona? A jakże, owszem, zrobi! - i to lepiej od ciebie. Dobiegnie szybciej, uderzy mocniej, skoczy wyżej. Wszystko, żeby udowodnić swoją wartość. Zdeterminowana i zawzięta, a przy tym uparta jak diabli, zwyczajnie nie wie, kiedy przestać, nawet kiedy na szali jest jej własne dobro. Rzadko kiedy mówi co naprawdę myśli. Malinocentryzm nie wylazł z niej z wiekiem, dalej przepada za byciem w centrum uwagi, a smykałka do aktorstwa tylko głębiej zapuściła korzenie. Bystre i przebiegłe to stworzenie, nigdy nie możesz być do końca pewny, czy to co mówi i robi jest szczere... czy to tylko kolejny akt gry. Przyjmuje maski z łatwością, łże jak z nut i gra innymi jak marionetkami na sznurkach, świadomie bądź przypadkiem - niektóre nawyki wchodzą głęboko w krew. Można długo mówić o jej wadach, ale mimo monstrualnego ego... serce ma porównywalnie wielkie, jeśli nie większe, a lojalność jest u niej równie potężna co determinacja.
Oczywiście, że nie spodziewała się takiego wzburzenia ze strony sąsiada. Ze strony Klanu Gromu dopiero co odmówiono jej pomocy w tak kluczowej dla Klanu sprawie jak posiadanie MEDYKA, na podstawie niezbitego argumentu "bo nie", a chociaż Wężowa Gwiazda zrobił generalnie dobre wrażenie i zapytał o stan Iskrzącej Łapy to wciąż nie wyglądał na zbyt... przejętego. Rzeczami. Miała wątpliwości, czy gdyby powiedziała mu o niebezpiecznym gwałcicielu Cienistego pochodzenia przy cudzych granicach... czy otrzymałaby reakcję większą niż niedbałe wzruszenie ramion. W końcu to cudze granice, nie nasze, a twój problem to nie nasz. Można powiedzieć, że Świetlikowa Gwiazda ją mile zaskoczył.
- Zapytam i dam znać. - odpowiedziała z krótkim skinięciem głowy i subtelnie poszerzającym się uśmiechem. Miała wrażenie, że Zawilcowa Skórka nie przepuści podsuniętej jej okazji, a nawet jeśli nie byłaby chętna - wciąż wypada zaproponować. W końcu w jej przypadku Chmielograb skrzywdził coś więcej niż personalną dumę. Uśmiech na białej mordce przygasł jednak, ustępując miejsca powadze gdy Świetlikowa Gwiazda postanowił ją... ostrzec? Z przejęcia trzepnęła uchem i nachyliła się lekko w stronę kocura, po części za względu na sam fakt, że było to wyraźne ostrzeżenie - a te należy traktować poważnie - ale również dlatego, że... cóż, po ostatnich wydarzeniach łasa była na wszelakie brudy wypływające z Klanu Gromu, choćby dla samej złośliwej satysfakcji. Nie miała zwady z Gromem jako takim, ale... mogła mieć. Zwłaszcza, że Grom najwyraźniej chciał mieć na pieńku z nią.
- Och. Ja... - zawsze była bystrą kocicą i umiała dodać dwa do dwóch, a nawet tak subtelne ostrzeżenie było wystarczająco przejrzyste. Błyskająca Gwiazda jest niebezpieczny. Nie kłopotała się z ukryciem odrazy, która wypłynęła na białą mordkę i zmarszczyła lekko nos, uciekając na moment myślami do Malinowych Chaszczy. Co z nią? Co z kocicami w Klanie Gromu, ogółem? Czy zdawały sobie z tego sprawę, co ważniejsze, czy również dla nich stanowił zagrożenie? Chmielograb był niebezpieczny nawet dla własnej córki, chora, dzika bestia, więc czy ktoś z nieskończenie większą władzą i autorytetem ma jakiekolwiek granice? Poczuła, jak zasycha jej w pysku, więc odchrząknęła cicho. - Dziękuję, Świetlikowa Gwiazdo. Zapamiętam. - odpowiedziała, unosząc lekko podbródek i utrzymując kontakt wzrokowy. - I przekażę ostrzeżenie reszcie Klanu. Nie mamy wspólnej granicy, ale... Gwiezdny Klan tylko wie co i komu może przytrafić się w okolicy Czterech Drzew. - niedługo żadna granica nie będzie relatywnie bezpieczna, bo z jednej strony Chmielograb, a z drugiej - Przywódca Gromu. Żeby lider Klanu, ktoś kto otrzymał i wciąż dzierżył w łapach błogosławieństwo Przodków, zapracował sobie na reputację porównywalną do niepotrafiącej się kontrolować bestii... wstyd. Wstydź się, Błyskająca Gwiazdo, wstydź się Klanie Gromu, wstydź się GWIEZDNY KLANIE za swoją bierność.
A ty Świetlikowa Gwiazdo... patrzysz mi w oczy i zastanawiasz się jak Klan Wichru śmiał sprzeciwić się woli Przodków. Czy to naprawdę taka tajemnica.
- Co to za czasy, gdy koty podobne niebezpiecznym wygnańcom zostają Gwiazdami. - westchnęła ciężko, kręcąc głową. - I wiesz, też wychodziłam z założenia, że wiedza należy do kota, który ją posiada. - również się zaśmiała, a gdyby miała ręce też rozłożyłaby je bezradnie. - Błyskająca Gwiazda był zupełnie innego zdania, a wiedza i chęci Malinowych Chaszczy są najwyraźniej jego do rozporządzania. Tym razem wolałam się upewnić, że nie masz nic przeciwko. - uśmiechnęła się do Rzecznego Przywódcy. - A skoro nie... to jestem pewna, że Lśniąca Sadzawka sama będzie w stanie dogadać się z waszym Medykiem. Jak mówiłam, jest bardzo... ekhem, rezolutna. Założę się, że planuje wycieczkę na Rzeczną granicę już w tym momencie. - wąsy kocicy zadrżały lekko, a całą tę kwestię wypowiedziała lekkim, konwersacyjnym tonem. Ach, ta młodzież, narwana i niespokojna.
Świetlik to wysoki, przystojny kocur. Czarne jak noc, zadbane futerko jest miękkie i stanowi wręcz wizytówkę jego właściciela, oddając jego arystokratyczny styl. Kształtny pysk zdobi intensywnie zielone spojrzenie, smolisty nos oraz czarne wibrysy. Ciało Świetlika jest atletyczne - pod błyszczącym futrem delikatnie rysują się mięśnie oraz niemalże niewidoczne blizny po walce z dzikiem. Niezwykle długie łapy sprawiają, iż kocur należy do grupy najwyższych kotów w Klanie, z czego nieświadomie korzysta patrząc na rozmówców z góry. Od czasu walki z psem, w wyniku której stracił ogon, ma problemy z utrzymywaniem równowagi i nie jest w stanie poruszać się w swoim charakterystycznym, dumnym stylu.
Pierworodny syn NAJLEPSZEJ PARY WOJOWNIKÓW w Klanie Rzeki, istotnie charakteryzuje się klasą i stylem godnym arystokracji. Dumny i pewny swoich racji, jest również typowym rzeczniakiem - przepełniony często sprzecznymi emocjami, łatwo im ulega. Zwykle jednak opanowany, niewiele rzeczy jest w stanie wytrącić go z równowagi. Rozważny i skupiony na funkcji jaką pełni w Klanie, myśli zanim coś powie lub zrobi, nie jest jednak wolny od popełniania błędów. Wyrozumiały, czasem nawet za bardzo. Jego dobre serce kończy się jednak w momencie, kiedy coś zagraża Klanowi, gdyż dobro Rzeki stawia zawsze na pierwszym miejscu. Potrafi być bezwzględny i bezlitosny jeśli wie, że w ten sposób zapewni bezpieczeństwo swojemu Klanowi. Z kolejnymi księżycami w roli Przywódcy, powoli zrezygnował już z szukania pochwał, miłości i aprobaty, świadom iż Klan któremu przewodzi, nierzadko będzie niezadowolony z jego decyzji. Dopóki jednak on w nie wierzy, zamierza być im wierny. Marzy o utrzymaniu siły Klanu Rzeki i zbudowania z niego prawdziwej potęgi.
Piorun, Kopiec, Magik, Kret, Kurz, Twardy
- Nie mam nic przeciwko. - zapewnił ją spokojnym, lecz zdecydowanym głosem. - Nie miałbym nic przeciwko nawet gdyby Łososiowa Łuska zechciał uczyć kogoś z Klanu Gromu. - dodał, wzruszając lekko barkami. - Niczym nie są winne gromowe kocięta, żeby skazywać je na śmierć i brak medycznej opieki. Jedyne moje zastrzeżenie polegałoby na tym, by mój siostrzeniec brał sobie jakiegoś wojownika z Klanu Rzeki do... towarzystwa. Tak dla większego bezpieczeństwa. - dodał, zaciskając mocniej mordkę. Skinął głową na wieść o potencjalnej wyprawie Lśniącej Sadzawki. W zasadzie nie zdziwiłby się, gdyby już rozmawiała z Łososiem, a kocur zwyczajnie nie miał okazji, by podzielić się tą informacją z przywódcą. Miał nadzieję, że tej dwójce uda się jakoś dogadać, bo było nie było, Łosoś nie należał do najłatwiejszych w obyciu.
- Wracając jeszcze do Chmielograba... Czy wiadomo coś więcej na temat jego obecności? Ktoś z nim rozmawiał, możemy domyślić się co zamierza? - spytał, przechylając lekko głowę. Takie informacje na pewno przydadzą się podczas polowania, na jakie Świetlik zamierzał się wkrótce wybrać. Czy on w ogóle miał jakiś plan? Świetlikowa Gwiazda spodziewałby się, że kocur zechce zemścić się głównie... na nim. Nie sądził, by Chmielograb miał mu za złe rozdzielenie go z resztą rodziny, ale pozbawiając go statusu kota klanowego i wysyłając za nim listy gończe, z pewnością ograniczył jego możliwości działania. Gdyby miał przewidywać kolejne ataki z jego strony, spodziewałby się że uderzy właśnie w Klan Rzeki. Czemu kręcił się więc przy Klanie Wichru? Świetlik szczerze wątpił, by interesował go los Zawilcowej Skórki czy też jej dzieci. W czysto biologicznym sensie - ich dzieci. Czy to na nich mu zależało?
...............Walkana ziemi i w niebie ★ Przeciwko sobie samemu,osiebie ..................I walka o święte cele ..................Owiecznenadzieje ♛..................................
Nieszczęściu, imię twoje - kobieta! Nie zmieniła się zbyt wiele od swojej ceremonii na terminatora, niestety, a może i na szczęście, za wyjątkiem nabycia kilku centymetrów wzwyż. Kolokwialnie rzecz biorąc - urosła, i tyle. Teraz plasuje się gdzieś w granicach średniego wzrostu, ale wyżej niż niżej, chociaż nie można też jej nazwać gigantem. Śnieżnobiałe futerko, szczególnie gęste i nieco dłuższe na piersi i przy uszach dość gładko przylega do ciała na długich, zgrabnych łapach. Oczy duże, jadowicie zielone, pełne roztańczonych iskierek, a barwą przywodzące na myśl świeżą trawę Porą Młodych Liści. Na środku mordki intensywnie jasnoróżowy nos, od którego kocica wzięła zresztą swoje miano. Oj, wygląda jak anioł, ale nawet anioły mogą pokazać czasem zęby. W uśmiechu - słodkim jak maliny i ostrym jak ciernie. W starciu z lisem straciła ogon.
Znacie ten cichy głos, który czasem uświadamia wam, że czegoś nie jesteście w stanie zrobić, a co za tym idzie - ratuje wam skórę od kłopotów? Malinowa Łapa nie posiada takiego głosu. Ona czegoś nie zrobi? Ona? A jakże, owszem, zrobi! - i to lepiej od ciebie. Dobiegnie szybciej, uderzy mocniej, skoczy wyżej. Wszystko, żeby udowodnić swoją wartość. Zdeterminowana i zawzięta, a przy tym uparta jak diabli, zwyczajnie nie wie, kiedy przestać, nawet kiedy na szali jest jej własne dobro. Rzadko kiedy mówi co naprawdę myśli. Malinocentryzm nie wylazł z niej z wiekiem, dalej przepada za byciem w centrum uwagi, a smykałka do aktorstwa tylko głębiej zapuściła korzenie. Bystre i przebiegłe to stworzenie, nigdy nie możesz być do końca pewny, czy to co mówi i robi jest szczere... czy to tylko kolejny akt gry. Przyjmuje maski z łatwością, łże jak z nut i gra innymi jak marionetkami na sznurkach, świadomie bądź przypadkiem - niektóre nawyki wchodzą głęboko w krew. Można długo mówić o jej wadach, ale mimo monstrualnego ego... serce ma porównywalnie wielkie, jeśli nie większe, a lojalność jest u niej równie potężna co determinacja.
- Też jestem tego zdania. - uśmiechnęła się przelotnie. Gdyby to od niej zależało - i gdyby miała w ogóle w Klanie Medyka zdolnego i chętnego do pomocy - Klan Wichru na pewno nie wahałby się z wyciągnięciem pomocnej łapy, zwłaszcza jeśli nic by to ich nie miało kosztować. Szczególnie gdy weźmie się pod uwagę, że niedługo kocięta będą w Wichrze umierać na choroby, z którymi niedoświadczona, niedouczona Lśniąca Łapa nie potrafi sobie poradzić. Gorzej jeśli Przywódcy nie obchodzi los cudzych kociąt, ba, jeśli nie obchodzi go los własnych, bo nie tylko jej Klanowi dolegał przecież brak Medyka. Różnica polegała na tym, że Wicher cierpiał z konieczności, bo ich poprzedni medyk przepadł w niebycie, a Grom - najwyraźniej - z wyboru. Jak można mieć doświadczonego kandydata na Medyka, ale z niego nie korzystać... nie miała pojęcia.
- Wiadomo. U nas Chmielograba ostatnio widziano w okolicach Krzywego Drzewa. A rozmawiała z nim właśnie Lśniąca Sadzawka. - biała mordka wygięła się w kwaśnym grymasie, a zielone oczy pociemniały wyraźnie. - Nic jej się nie stało, przynajmniej fizycznie, bo ją nieźle przestraszył. Nie przedstawia się swoim imieniem, nic dziwnego zresztą. Stąd moja sugestia, by mimo wszystko ostrzec Klany. Pewnie znajdą się terminatorki, które dałyby się nabrać. - mruknęła gorzko. Nieważne za jakie sprytne by się niektóre z nich nie uważały, Chmielograb nie przeżył tak długo wyłącznie dzięki szczęściu i Przywódcom przymykającym oko na jego wybryki. A co zaś się tyczy jego motywacji... cóż. Może w jego odczuciu należało mu się coś od pozostawionego w Wichrze potomstwa, może uważał je za swoją własność i inwestycję. Kto go tam wie. Malinową Gwiazdę nieszczególnie interesowały jego pobudki, tak jak nie zastanawiałaby się nad motywacją kręcącego się po kątach karalucha. Chmielograba trzeba było się zwyczajnie pozbyć. A skoro Świetlikowa Gwiazda się do tego poczuwał - droga wolna i powodzenia.
Świetlik to wysoki, przystojny kocur. Czarne jak noc, zadbane futerko jest miękkie i stanowi wręcz wizytówkę jego właściciela, oddając jego arystokratyczny styl. Kształtny pysk zdobi intensywnie zielone spojrzenie, smolisty nos oraz czarne wibrysy. Ciało Świetlika jest atletyczne - pod błyszczącym futrem delikatnie rysują się mięśnie oraz niemalże niewidoczne blizny po walce z dzikiem. Niezwykle długie łapy sprawiają, iż kocur należy do grupy najwyższych kotów w Klanie, z czego nieświadomie korzysta patrząc na rozmówców z góry. Od czasu walki z psem, w wyniku której stracił ogon, ma problemy z utrzymywaniem równowagi i nie jest w stanie poruszać się w swoim charakterystycznym, dumnym stylu.
Pierworodny syn NAJLEPSZEJ PARY WOJOWNIKÓW w Klanie Rzeki, istotnie charakteryzuje się klasą i stylem godnym arystokracji. Dumny i pewny swoich racji, jest również typowym rzeczniakiem - przepełniony często sprzecznymi emocjami, łatwo im ulega. Zwykle jednak opanowany, niewiele rzeczy jest w stanie wytrącić go z równowagi. Rozważny i skupiony na funkcji jaką pełni w Klanie, myśli zanim coś powie lub zrobi, nie jest jednak wolny od popełniania błędów. Wyrozumiały, czasem nawet za bardzo. Jego dobre serce kończy się jednak w momencie, kiedy coś zagraża Klanowi, gdyż dobro Rzeki stawia zawsze na pierwszym miejscu. Potrafi być bezwzględny i bezlitosny jeśli wie, że w ten sposób zapewni bezpieczeństwo swojemu Klanowi. Z kolejnymi księżycami w roli Przywódcy, powoli zrezygnował już z szukania pochwał, miłości i aprobaty, świadom iż Klan któremu przewodzi, nierzadko będzie niezadowolony z jego decyzji. Dopóki jednak on w nie wierzy, zamierza być im wierny. Marzy o utrzymaniu siły Klanu Rzeki i zbudowania z niego prawdziwej potęgi.
Piorun, Kopiec, Magik, Kret, Kurz, Twardy
Jak można mieć doświadczonego kandydata na Medyka, ale z niego nie korzystać? Kto wie, czy gdyby Pstra Chmura nie rozpłynęła się gdzieś w powietrzu przed zniknięciem Szałwiowego Dymu, Klan Wichru nie byłby właśnie w takiej sytuacji. Czy pozwoliliby jej zająć to stanowisko? Czy Ci, którzy pluli najdalej pozwoliliby na to, by ich leczyła? Świetlikowa Gwiazda pałał wystarczającą niechęcią do Błyskającej Gwiazdy, by każde z jego wymysłów traktować jako bezsensowne, nie uważał jednak Klanu Gromu za biedaków gniecionych tyranią przywódcy. Wystarczająco zaszli mu za skórę, by podchodził sceptycznie do każdego z nich, włączając Malinowe Chaszcze.
- Kiedy wyganiałem Chmielograba z Klanu Rzeki, wraz z moją siostrą osobiście udaliśmy się do Klanów Gromu i Cienia, by ich ostrzec. - mruknął kocur, mrużąc lekko ślepia. Jak to możliwe, że dopiero teraz dochodzą do niego wieści o obecności syna Chabrowego Pąku? Czy przez cały ten czas trzymał się na uboczu? - Nie dziwi mnie, że stosuje różne imiona. To wyrachowany, manipulacyjny kocur. Dopóki żył w Klanie udawał niemowę - jego rodzina nie mogła uwierzyć, że zwyczajnie ich oszukiwał. - dodał, krzywiąc się lekko. - Postaram się jak najszybciej uporządkować sprawy w Klanie i wyruszyć na jego poszukiwanie. Jeśli okręcił sobie wokół ogona jakieś terminatorki, będą pierwsze do tego, by go ostrzec. - dorzucił, uznając iż dalsze ostrzeganie Klanów nie ma zbyt dużego sensu. Wszyscy wiedzieli o tym, że należy się go wystrzegać. A jeśli faktycznie razem z Zawilec mają go znaleźć, Chmielograb nie może wiedzieć, że na niego polują.
- Dziękuję za rozmowę Malinowa Gwiazdo. - powiedział, uśmiechając się lekko. - Mam nadzieję, że wkrótce będę mógł powiadomić Cię o szczęśliwym zakończeniu wyprawy. - ale teraz nie ma co tracić czasu na pogaduszki. Czarny z wielką chęcią pogawędzi jeszcze nie raz nie dwa z białą kocicą od Klanu Wichru, teraz jednak priorytetem było upewnić się, że granica z Klanem Gromu jest w miarę bezpieczna, a następnie zostawić na chwilę Klan Rzeki w łapach Czerwonego Maku i ruszyć na polowanie. Przywódca Klanu Rzeki skinął lekko głową na pożegnanie i jeśli Malinowa Gwiazda nie miała już żadnych pytań, ruszył do domu, by zająć się wszystkimi tymi problemami, które musiał jak najszybciej rozwiązać.
//zt
...............Walkana ziemi i w niebie ★ Przeciwko sobie samemu,osiebie ..................I walka o święte cele ..................Owiecznenadzieje ♛..................................
Księżyce: 118 Mistrz: Rudzikowy Ogień | Czarny Bez Płeć: kotka Matka: Śliwkowa Gałązka[*] Ojciec: Zakurzony Grzbiet[*] Partner: Kornik Trwałe urazy: blizna przechodząca przez prawe oko, blizna na barku
Szczupła, ale umięśniona, wysoka kocica o czekoladowym futrze i zielonych ślepiach. Widać oznaki starzenia się - siwiejące włosy na mordce.
Charakter Zachodzącego Światła jest nie do zdarcia. Cały czas pozostaje pewna siebie. Jej ambicja nadal jest niespełniona, chociaż jest jeszcze bliżej celu, niż wcześniej. W końcu wreszcie została wojowniczką, na co czekała bardzo, bardzo długo. Jej pyskata natura nadal pozostała. Przykleiła się w sumie jak rzep! Podobnie jak mówienie swojego zdania na cały głos. Ma prawo wyrażać swoje myśli na głos nieprawdaż? Oczywiście. Pozytywne emocje prawie całkowicie z niej zniknęły. Jedyne jakie czuje to... to takie dziwne uczucie przy jednej z wojowniczek Klanu Rzeki. Ale co to? Ona sama w sumie nie wiem...
Zachód praktycznie zaraz po ceremonii, powędrowała sobie od tak, obojętnie na granicę z Klanem Wichru. Mimo to, dalej zachowywała swoją dumę. Co sobie w ogóle Świetlik wyobrażał, dając na nią karę!? Chyba kodeks mówił jasno, nie przekraczać granicy co Gromowa uczyniła, ale za to nie mówił kompletnie nic o praniu po mordach swoich. Jeszcze czego, żeby takie miernoty chodziły po ziemiach jej klanu, a później czekały na pomoc tych wszystkich jakże wspaniałych terminatorów. Bleh. W tym momencie dosłownie przed jej nosem skoczyła żaba, na co czekoladowa zatrzymała się i wlepiła zimne, zielone oczy w stworzenie. W sumie to dobrze się stało, bo akurat kilka kroków dalej znajdowała się granica, którą mogła niechcący przekroczyć. Dalej przeszkadzał jej jednocześnie obity grzbiet przez tego Winogronowego Bobka.
Jej uwagę przykuł patrol, na który tylko fuknęła. Ale zaraz... Oni mają porządnego medyka w klanie chyba. Albo terminatora mniejsza, ważne, że nie chorego na umyśle.
- Zawołajcie medyka albo kogo tam macie - syknęła w ich kierunku oo czym usiadła jak gdyby nigdy nic i czekała, aż Wichrowe koty zawołają odpowiedniego kocura... Lub kotkę.
//Lśniąca :3
» rana 1 stopnia: mocne obicie grzbietu
Księżyce: 124 Mistrz: Każdy po kolei Płeć: kotka Matka: Zawilcowa Skórka Ojciec: Chmielograb Trwałe urazy: mała blizna na lewej przedniej łapie po ukąszeniu szczura, podłużna blizna ciągnąca się przez cały brzuch
Księżyce: 124 Mistrz: Każdy po kolei Płeć: kotka Matka: Zawilcowa Skórka Ojciec: Chmielograb Trwałe urazy: mała blizna na lewej przedniej łapie po ukąszeniu szczura, podłużna blizna ciągnąca się przez cały brzuch
Średniej postury, długowłosa biała kotka z jasnoniebieskimi oczami. Szczupła
Uparta, pyskata, butna. Nie sili się na miłe słówka, odbierana jako przeważnie nieprzyjemna i niemiła.
Błękitna Toń [KG] Skrzące Słowo [KRz] Trela [KC]
Siedziałam w lecznicy, jakby nigdy nic, kiedy przyszedł do mnie jeden z wojowników wracających z patrolu. Powiedział, że jakaś kotka przy granicy z klanem Rzeki kazała mnie zawołać. Domyślałam się, że nie była to Łososiowa Łuska - każdy by to wiedział, dlatego byłam zdziwiona. Mówili, że nie wyglądała na zadowoloną, ale nie miała żadnych widocznych ran, więc tym bardziej nie potrafiłam zrozumieć o co chodzi. Na wszelki wypadek wzięłam liść nawłoci, bo nigdy nie wiadomo, co tym kotom może przyjść do głowy. Ale gdyby ktoś z Rzeki przyszedł, żeby go opatrzyć, nawet drobne obicie, to oznaczałoby, że Łososiowa Łuska już nie leczy. Ani jej terminator. Dziwne.
Szybko znalazłam się przy Żabim Schronieniu, gdzie czekała na mnie czekoladowa kotka.
- W czym problem? - zapytałam, kładąc liść nawłoci na ziemi. Może w ogóle nie będzie potrzebny, kto wie.