Księżyce: 46 Mistrz: Żurawinowy Nos [*] Płeć: kocur Matka: Cichy Strumyk [*] Ojciec: Wężowy Język [*] Partner: na pewno będzie kotką Trwałe urazy: -1 do zmysłów za brak lewego oka
Księżyce: 46 Mistrz: Żurawinowy Nos [*] Płeć: kocur Matka: Cichy Strumyk [*] Ojciec: Wężowy Język [*] Partner: na pewno będzie kotką Trwałe urazy: -1 do zmysłów za brak lewego oka
Wyrósł na naprawdę przystojnego kocura. Znaczy, sam za takiego się uważa. Zapowiadał się na kota wielkiego i masywnego, a tymczasem wystrzelił jedynie w górę, a nie wszerz. Jest naprawdę wysoki (zapewne przez nienaturalnie długie łapy), ale przy tym niezwykle szczupły, do tego stopnia, że gdyby przyszła jakaś większa wichura, mogłaby go porwać! Ma wielkie, trójkątne uszy oraz garbaty nos i długi, ogon, który można by porównać do bicza. Jego futro jest krótkie i szorstkie, ale warto wspomnieć, że zawsze czyste i ułożone, bo stara się o nie dbać. Kolor jego szaty to w głównej mierze biel. W niektórych miejscach występują czarne plamy, najwięcej na grzbiecie. Kolejne z nich znajdują się na tylnych łapach oraz na lewej przedniej, wszystkie z nich omijają stopy. Czerń również pokrywa cały ogon oraz uszy, lekko nachodzi na oczy. Nie można zapomnieć o mniejszych plamkach w okolicach pyska i nosa, który jest właśnie czarno-różowy. I o dziwo to nie jego orientalna budowa oraz łaciate umaszczenie przyciągają najwięcej uwagi, a oczy lub tak właściwie jedno, prawe. Jest duże i jasnozielone. A co z tym drugim? Nie ma go. Zostało zastąpione przez szklaną kulę, ot, nauczka za głupotę.
Złośliwy, narcystyczny, aczkolwiek ambitny kocur z lekko zawyżonym ego
/więcej w kp, charakter mi się tu nie mieści
Co za przypadek! No jaki, słucham? Karaczan chętnie się dowie. Mógł się tutaj tylko domyślać co samotniczka miała na myśli. Pytać nie zamierzał. Po prostu to zignorował, z trudem ale jednak. Jeszcze się zrobi nieprzyjemnie i w najgorszym przypadku skończy się walką na... Śmierć i życie? Może. W końcu czarna pieszczoszka to kotka, więc dlaczego miałby jej nie zabić? Dlaczego miałby nie zawalczyć z nią? Bo jest słabsza? I co z tego. Bo jest kotką? Żaden argument. Selekcja naturalna, przeżyją tylko najsilniejsi. Akurat w tym przypadku doskonale wiedział który z nich zachowa życie.
- Wspaniale. - powiedział, mogłoby się wydawać, że ironicznie. Nie był zadowolony z takiego obrotu spraw. Nie pójdzie do legowiska koni, gdy wokoło kręcą się dwunożni. Jeszcze go porwą i zamkną w swoich kryjówkach. O, albo co gorsza zostanie uznany za jakiegoś szczura i dobiją go kijem od miotły. Idiotyczna śmierć, na którą nie zasługiwał. - Jak ich odciągnąć. - spytał. Mimo nerwów, które zaczęły w nim rosnąć, wydawał się być niezwykle opanowany. Wręcz oaza spokoju. Denerwować będzie się dopiero, gdy zacznie obmyślać jakiś plan jak dostać się do stajni będąc niezauważonym. Wiele wtedy by ryzykował. Czy jest warto?
Księżyce: 64 Mistrz: Ostry Kwiat | Ciernisty Kwiat Płeć: kotka Matka: Nieszczęsna Złotooka [NPC] Ojciec: Zdradliwy Zwichrzony Ogon [NPC] Partner: jeszcze czego Trwałe urazy: kuleje na prawą tylną łapę (-1 do statystyk); blizna na brodzie; blizna na przedniej prawej łapie
Widząc Pomurnik po raz pierwszy, zapewne zaczniesz zastanawiać się, jakim cudem to wynaturzenie jeszcze trzyma się na łapach. Jest to bowiem nieprawdopodobnie wysoka, zarazem wychudzona kocica o krótkim, przerzedzonym i skrajnie zaniedbanym futrze w kolorze jednolitej czerni, poznaczonym jedynie minimalnymi posiwiałymi przedwcześnie włoskami na dolnej partii pyska. Na świat łypie parą nieco skośnych, jadowicie zielonych ślepi, nieodmiennie niezadowolonych i niejako kpiarskich; pod nimi przedwcześnie zaznaczyły się zmarszczki mimiczne. Jej trójkątny pyszczek przecina blizna biegnąca od dolnej wargi przez brodę, druga - po ugryzieniu szczura - znajduje się na prawym nadgarstku. Wyraźnie utyka na tylną prawą nogę. Doprawdy: fakt, że coś tak karykaturalnego, pozbawionego mięśni i tłuszczu, trzyma się jeszcze na łapach należy uznać za pomyłkę natury.
Już wiele razy zdawało się, że kurtyna opadnie na dobre. Już wiele razy śmierć zaglądała jej wprost w oczy. Już wiele razy stała jedną nogą w grobie. I równie wiele razy rozpoczynał się kolejny akt, a Pomurnik wymykała się mniej lub bardziej brawurowo grabarzowi spod łopaty, odnalazłszy w sobie zaskakujące pokłady przedsiębiorczości, która pcha ją do walki o przeżycie na złość wszystkim zazdrośnikom. Obdarzono ją ostrym językiem, który kole humorem czarniejszym niż futerko właścicielki, przy tym niezbyt wyszukanym i brutalniej cynicznym, niż kiedykolwiek; niemniej jednak Pomurnik ma na tyle samokontroli, że potrafi powstrzymać się od obsypywania wszystkich swoimi złośliwościami, zwłaszcza w chwilach brzemiennych w skutki. Pesymistka z lubością narzekająca na dosłownie wszystko wokół, a przy tym sceptyk, który kwestionuje niemal każdą kwestię metafizyczną i niematerialną.
No tak, Karaczana chronił Kodeks Wojownika. Gdyby rzucił się jej do gardła, mógłby ją zabić i nie ponieść z tego tytułu niemal żadnych konsekwencji. Nikt by się nawet prawdopodobnie nie dowiedział, że kiedykolwiek padł tutaj jej trup.
- Odciągać uwagę grupy Dwunożnych? Na łeb ci padło? - jeden kot nie mógł praktycznie odwrócić uwagi całej takiej bandy, jednocześnie nie pakując się w ich łapy. Dwunożni wykazywali niezwykłą skłonność do krzywdzenia i ogółem szkodzenia wszystkiemu, co weszło im pod nogi, w tym kotom. Bo trudno powiedzieć, że błogosławieństwem było wylecenie z potwora na brzeg Grzmiącej Ścieżki. Pajace jedne. - Jednego to jeszcze dasz radę jakoś rozproszyć, ale tam będzie ich kilkoro. Jeżeli nie chcesz oberwać kamieniem, to radziłabym trzymać się z daleka od nich - tak, jak zrobiłby to każdy szanujący swoją wolność kot.
Księżyce: 46 Mistrz: Żurawinowy Nos [*] Płeć: kocur Matka: Cichy Strumyk [*] Ojciec: Wężowy Język [*] Partner: na pewno będzie kotką Trwałe urazy: -1 do zmysłów za brak lewego oka
Księżyce: 46 Mistrz: Żurawinowy Nos [*] Płeć: kocur Matka: Cichy Strumyk [*] Ojciec: Wężowy Język [*] Partner: na pewno będzie kotką Trwałe urazy: -1 do zmysłów za brak lewego oka
Wyrósł na naprawdę przystojnego kocura. Znaczy, sam za takiego się uważa. Zapowiadał się na kota wielkiego i masywnego, a tymczasem wystrzelił jedynie w górę, a nie wszerz. Jest naprawdę wysoki (zapewne przez nienaturalnie długie łapy), ale przy tym niezwykle szczupły, do tego stopnia, że gdyby przyszła jakaś większa wichura, mogłaby go porwać! Ma wielkie, trójkątne uszy oraz garbaty nos i długi, ogon, który można by porównać do bicza. Jego futro jest krótkie i szorstkie, ale warto wspomnieć, że zawsze czyste i ułożone, bo stara się o nie dbać. Kolor jego szaty to w głównej mierze biel. W niektórych miejscach występują czarne plamy, najwięcej na grzbiecie. Kolejne z nich znajdują się na tylnych łapach oraz na lewej przedniej, wszystkie z nich omijają stopy. Czerń również pokrywa cały ogon oraz uszy, lekko nachodzi na oczy. Nie można zapomnieć o mniejszych plamkach w okolicach pyska i nosa, który jest właśnie czarno-różowy. I o dziwo to nie jego orientalna budowa oraz łaciate umaszczenie przyciągają najwięcej uwagi, a oczy lub tak właściwie jedno, prawe. Jest duże i jasnozielone. A co z tym drugim? Nie ma go. Zostało zastąpione przez szklaną kulę, ot, nauczka za głupotę.
Złośliwy, narcystyczny, aczkolwiek ambitny kocur z lekko zawyżonym ego
/więcej w kp, charakter mi się tu nie mieści
Dokładnie. Nikt by nie zauważył, nikt by się nie przejął. Ale spokojnie! Zapewne z Karaczanem byłoby tak samo, gdyby tylko Pomurnik postanowiła by go zabić. No bo przecież robal nie ma ani przyjaciół, ani ukochanej, a jego rodzina... Zdaje się, że nie jest do niego pozytywnie nastawiona. No dobra, może za wyjątkiem Głośnego, ale... Kto wie, czy któregoś pięknego dnia brat nie postanowi się od niego odwrócić? Mógłby znaleźć do tego jakiś powód, chociażby to, że Karaczan jest zwykłym homofobem i rasistą, gdyby to drugie w kocim świecie istniało. Może nawet lepiej, że nie istnieje. Przynajmniej dzięki temu kocur nie wychodzi na jeszcze większego drania.
- Jaka jest szansa, że kompletnie nie zwrrrócą na mnie uwagi? - zapytał chłodno, starając się nie zwracać uwagi na poprzednie słowa Pomurnik. Samotniczka zaczynała denerwować go coraz bardziej, ale... Nie mógł odejść. Na ten moment była jego jedynym źródłem informacji. W okolicy nie widział żadnego innego kota, którego mógłby spytać. Wszystkie się schowały? Może nikt inny tu nie mieszka? Możliwe. Nie miał zamiaru o to pytać, bo coś innego było jego celem.
Księżyce: 64 Mistrz: Ostry Kwiat | Ciernisty Kwiat Płeć: kotka Matka: Nieszczęsna Złotooka [NPC] Ojciec: Zdradliwy Zwichrzony Ogon [NPC] Partner: jeszcze czego Trwałe urazy: kuleje na prawą tylną łapę (-1 do statystyk); blizna na brodzie; blizna na przedniej prawej łapie
Widząc Pomurnik po raz pierwszy, zapewne zaczniesz zastanawiać się, jakim cudem to wynaturzenie jeszcze trzyma się na łapach. Jest to bowiem nieprawdopodobnie wysoka, zarazem wychudzona kocica o krótkim, przerzedzonym i skrajnie zaniedbanym futrze w kolorze jednolitej czerni, poznaczonym jedynie minimalnymi posiwiałymi przedwcześnie włoskami na dolnej partii pyska. Na świat łypie parą nieco skośnych, jadowicie zielonych ślepi, nieodmiennie niezadowolonych i niejako kpiarskich; pod nimi przedwcześnie zaznaczyły się zmarszczki mimiczne. Jej trójkątny pyszczek przecina blizna biegnąca od dolnej wargi przez brodę, druga - po ugryzieniu szczura - znajduje się na prawym nadgarstku. Wyraźnie utyka na tylną prawą nogę. Doprawdy: fakt, że coś tak karykaturalnego, pozbawionego mięśni i tłuszczu, trzyma się jeszcze na łapach należy uznać za pomyłkę natury.
Już wiele razy zdawało się, że kurtyna opadnie na dobre. Już wiele razy śmierć zaglądała jej wprost w oczy. Już wiele razy stała jedną nogą w grobie. I równie wiele razy rozpoczynał się kolejny akt, a Pomurnik wymykała się mniej lub bardziej brawurowo grabarzowi spod łopaty, odnalazłszy w sobie zaskakujące pokłady przedsiębiorczości, która pcha ją do walki o przeżycie na złość wszystkim zazdrośnikom. Obdarzono ją ostrym językiem, który kole humorem czarniejszym niż futerko właścicielki, przy tym niezbyt wyszukanym i brutalniej cynicznym, niż kiedykolwiek; niemniej jednak Pomurnik ma na tyle samokontroli, że potrafi powstrzymać się od obsypywania wszystkich swoimi złośliwościami, zwłaszcza w chwilach brzemiennych w skutki. Pesymistka z lubością narzekająca na dosłownie wszystko wokół, a przy tym sceptyk, który kwestionuje niemal każdą kwestię metafizyczną i niematerialną.
Bawiła się coraz lepiej. Wyglądało na to, że kocur niewiele wiedział o realiach panujących na Osiedlu, czyli był z tych, którzy całe dotychczasowe życie przesiedział na terytoriach Klanu i nie miał najmniejszego pojęcia o tym, jak wyglądały zachowania i zwyczaje Dwunożnych. Ale nie martw się, Karaczanie, była pieszczoszka jest gotowa pomóc ci całą posiadaną wiedzą! Albo prawie całą.
- Znikoma - odpaliła natychmiast tonem równie słodkim co maliny. Jeżeli wewnątrz stajni było ich co najmniej kilkoro, a bądźmy szczerzy, że niemal na pewno właśnie tak było, to mało prawdopodobne było, że Karaczan przejdzie niezauważony i dotrze do swojego celu. - Ale hej! czym byłoby życie bez ryzyka. Właź śmiało!
Księżyce: 46 Mistrz: Żurawinowy Nos [*] Płeć: kocur Matka: Cichy Strumyk [*] Ojciec: Wężowy Język [*] Partner: na pewno będzie kotką Trwałe urazy: -1 do zmysłów za brak lewego oka
Księżyce: 46 Mistrz: Żurawinowy Nos [*] Płeć: kocur Matka: Cichy Strumyk [*] Ojciec: Wężowy Język [*] Partner: na pewno będzie kotką Trwałe urazy: -1 do zmysłów za brak lewego oka
Wyrósł na naprawdę przystojnego kocura. Znaczy, sam za takiego się uważa. Zapowiadał się na kota wielkiego i masywnego, a tymczasem wystrzelił jedynie w górę, a nie wszerz. Jest naprawdę wysoki (zapewne przez nienaturalnie długie łapy), ale przy tym niezwykle szczupły, do tego stopnia, że gdyby przyszła jakaś większa wichura, mogłaby go porwać! Ma wielkie, trójkątne uszy oraz garbaty nos i długi, ogon, który można by porównać do bicza. Jego futro jest krótkie i szorstkie, ale warto wspomnieć, że zawsze czyste i ułożone, bo stara się o nie dbać. Kolor jego szaty to w głównej mierze biel. W niektórych miejscach występują czarne plamy, najwięcej na grzbiecie. Kolejne z nich znajdują się na tylnych łapach oraz na lewej przedniej, wszystkie z nich omijają stopy. Czerń również pokrywa cały ogon oraz uszy, lekko nachodzi na oczy. Nie można zapomnieć o mniejszych plamkach w okolicach pyska i nosa, który jest właśnie czarno-różowy. I o dziwo to nie jego orientalna budowa oraz łaciate umaszczenie przyciągają najwięcej uwagi, a oczy lub tak właściwie jedno, prawe. Jest duże i jasnozielone. A co z tym drugim? Nie ma go. Zostało zastąpione przez szklaną kulę, ot, nauczka za głupotę.
Złośliwy, narcystyczny, aczkolwiek ambitny kocur z lekko zawyżonym ego
/więcej w kp, charakter mi się tu nie mieści
Znikoma. A więc będzie musiał znaleźć jakiś inny, bezpieczniejszy sposób na zobaczenie koni. Taki, który nie wymaga wejścia do stajni, w której podobno roi się od dwunożnych. Karaczan nie stroni od ryzyka, ale... Tym razem wolał się wstrzymać, tak dla własnego dobra. Nie chciał skończyć pod kopytami tych wielkich zwierząt. Chociaż... Zdecydowanie bardziej wolałby zostać zabity niż zamknięty na osiedlu, w legowisku dwunożnego. To byłaby całkowita strata godności. Musiałby mówić o sobie jako o pieszczochu dwunoga, a to okropieństwo!
- Wolę tego nie rrrobić. - Mruknął poważnie, niczym grób. W przeciwności do samotniczki nie czuł się rozbawiony. Sprawa, dla której tutaj przyszedł wydawała mu się piekielnie ważna. Nie miał zamiaru sobie żartować i marnować czasu. Jak dobrze, że w porę zrozumiał, że właśnie w tym momencie to robi. Czarna kocica raczej nic więcej mu nie powie. Nic co mogłoby go zaciekawić. - Przyjdę tu za jakiś czas, gdy konie będą poza swoim legowiskiem. Być może mnie spotkasz. - objaśnił w końcu, przerywając krótką ciszę, która mogłaby wydawać się lekko przytłaczająca. Od razu po swoich słowach odwrócił się i udał w stronę terenów klanu Gromu. Nawet się nie pożegnał, ojej. Być może to dlatego, że był... Trochę zły. Przeszedł taki kawał drogi, a to wszystko tylko po to, by dowiedzieć się, że koni nie zobaczy. Totalny bezsens.
Atletycznej budowy, chuda, jak i dosyć koścista i wysoka, orientalna kotka o krótkiej sierści. Jej ciało pokrywa czarno-rudo-białe futro, z czego czerń przeważa w tych kolorach, przenikając jednak poprzez rudy kolor, na którym widoczne jest pręgowanie tygrysie. Morda kotki jest z lekka wydłużona, dość trójkątna oraz o pstrokatych barwach, z różowym noskiem a nad nim osadzone są dwukolorowe ślepia - jej prawe zostało w swej kocięcej, błękitnej barwie, zaś drugie zyskało kolor wiosennej trawy, soczyście zielone. Wyróżniającym ją punktem są jej uszy, szpiczaste. Od wysokości oczu, do pyszczka poprzez gardło aż do brzucha oraz łap ciągnie się biały kolor, sprawiając wrażenie, że czerń i rudy otulają kotkę jak płaszcz. Łapy są białe, jednak dostrzec na nich można pionowe plamy w kolorze czarnym, które układają się na ich przodzie. Długi ogon, nie ma na sobie białego koloru, będąc w większości pokryty czernią, mając rude prześwity.
Zmieniła się przez księżyce przebywania w klanie, ucząc się wielu emocji i okazując po sobie więcej, niż samą nieśmiałość. Stała się pewniejsza siebie, choć wciąż nie jest typem, który krzyczałby przy każdej okazji. Przestała bać się odzywać, powoli zaczynając uczyć się stawiać na swoim i być asertywną, często te uczucia mając po prostu napędzane irytacją, która zaczęła jej towarzyszyć. Mówi pewnie lecz spokojnie, pozbywając się nawyku jąkania, który teraz zanikł w jej mowie. Jest ciekawa świata i zrobi wszystko, chociażby na własną łapę, by zdobyć intrygującą ją wiedzę i mieć możliwość poszerzenia swoich horyzontów. Nie przepada za rutyną, potrzebując przypływów emocji, które obudziłyby ją z braku większych odczuć, nie będąc związanymi z jej nerwowowością, który doskwierał jej wcześniej.
Zwyczajem dla niej stało się krążenie niedaleko pastwisk koni, niejednokrotnie przyglądając się ich sylwetkom i pozwalając swoim myślom odpłynąć, relaksując się w ciągu dnia. Rosa na trawie często ochładzała rozgrzane poduszeczki u łap, dając młodej podróżniczce odpocząć od gorącego podłoża. Słońce grzało przyjemnie, pozwalając na wylegiwanie się w jego promieniach, mogąc wdychać świeże powietrze.
Siedziała samotnie przy belach, które zapewniały jej komfort - w każdej chwili mogła czmychnąć pomiędzy którąś z nich, by z sukcesem się ukryć. Łapy miała odrętwiałe, będące skutkiem niekończącego się pałętania po tym świecie, chcąc dotrzeć do swojego celu, który w tym momencie zdawał się być wyłącznie wymysłem jej głowy, fatamorganą gdzieś na środku pustyni, podczas gdy jesteś spragniony. Schyliła lekko kolorową głowę, przejeżdzając językiem po swojej łapie. Póki co pozwoliła rozluźnić się swoim mięśniom, nie widząc żadnego nadchodzącego zagrożenia... A nawet jeśli by takie było, szybko zniknie przybyszowi z oczu, chowając się w miejscu w którym będzie mogła być ona sama ze sobą.
//Perła!!
butsheknowsthe truth noteveryonecango onwith theirheartsplit in two |❆it’salreadycold❆ |she’s just achildbut shefeelslike aburdenand soonerorlatershe’llbreak |xxxxxxxxxxxxxxxpeoplewill say:“she’s worth nothing
she can’t even get out a miserable door”xxxxxxxxxxx |butone day,at least once,she’ll manage
Księżyce: 138 Płeć: kotka Matka: Jasmine (*) Ojciec: Wartki Strumień (?) Trwałe urazy: blizna na przedniej, lewej łapie po ugryzieniu psa; szrama na grzbiecie; ledwie widoczny ślad po pazurach na policzku, przykryty przez gęste futro.
Księżyce: 138 Płeć: kotka Matka: Jasmine (*) Ojciec: Wartki Strumień (?) Trwałe urazy: blizna na przedniej, lewej łapie po ugryzieniu psa; szrama na grzbiecie; ledwie widoczny ślad po pazurach na policzku, przykryty przez gęste futro.
Wydoroślała. Pierwsze, co można z łatwością powiedzieć. Rysy twarzy zrobiły się nieco szlachetniejsze, poważniejsze. Naznaczone zębem czasu. Delikatne we własnej smukłości, nadające jej tej dziwnej wrażliwości, najczęściej widzianej w porcelanowych lalkach. Oczy ma sarnie, okrągłe, w ciepłej barwie złota. Raz po raz błyskające z pomocą blasku słońca, który wyjątkowo chętnie się w nich odbija. Znajduje w nich swoją ostoje. W jej szacie dominuje biel, gdzieniegdzie przecinana miedzianymi łatami, mieszającymi się z czernią. Jedna znajduje się na samym czubku głowy koteczki, ciągnąc się do tyłu i rozlewając za uszami. Dalej jest pojedyncza, spora ciemna plama po prawej stronie jej tułowia, przecinana przez przebłyski jaśniejszej sierści. I ostatnia - obejmująca cały ogon koteczki. Na wierzchu w kolorze smoły, a pod spodem w kolorze jasnego brązu. Na jej łatach można wyróżnić również grube, czarne, klasyczne pręgi. Bokobrody ma gęste, nieco zaokrąglone, widocznie odstające od kryzy. Wraz z nią tworząc kształt podobny do ósemki. Długie futro Perły jest jedwabiste, bardzo zadbane. Przyjemne w dotyku, miękkie. Zapadające się pod najmniejszym dotykiem. Trudno na nim o jakąkolwiek nieskazitelność, czy też paproch. Nos ma różowy, tak samo jak opuszki. Na jej wywiniętych do tyłu uszach (tak jak u kotów rasy american curl) goszczą drobne, białe frędzelki. Ogon ma pawi – futro niczym wodospad zaczynające się od jej grzbietu skierowane jest ku dołowi. Z budowy filigranowa, sylwetkę ma mocno zdefiniowaną, odznaczającą się pod jasnym futrem. Wzrostowo mieści się raczej w niższym przedziale, ale można uznać, że jest średnia. Posiada bliznę na przedniej, lewej łapie po ugryzieniu psa, szramę na grzbiecie i ledwie widoczny ślad po pazurach na pysku, przykryty przez gęste futro.
Delikatna niczym płatek śniegu. Wzbijająca się w górę i powoli opadająca, łącząc się z biała pierzyną. Po jej całym ciele ciągnie się ścieżka wydeptana poprzez kocięce łapy. Nawyki, zachowania, ideały, które wgryzły się w jej skórę. Brak autorytetów, mogących prowadzić ją przez życie, skutecznie sprawił, że dawny sposób bycia niczym zaraza przeniósł się na kotkę, permanentnie ją naznaczając. Jej całokształt został stworzony na błądzeniu w chmurach, w poszukiwaniu gwiazd. Na niewinności i braku krzty zrozumienia dla ogólnego działania świata. Niepewna siebie, w pełni świadoma tego, że tak naprawdę mimo tylu księżycy na karku nie wie absolutnie nic oprócz tego, jak przetrwać. Niskie poczucie własnej wartości i brak wiary we własne słowa, postanowienia, śmiało zrodził łatwowierność. Chętne łykanie miodu, nawet tego złożonego z samych, wyjątkowo widocznych kłamstw. Bo uważa większość kotów za mądrzejsze o niej, bardziej obeznane, dlatego własne wątpliwości wobec nich śmiało wycisza samokrytyką. Zarzucaniem sobie zbyt dużej wrażliwości. Przeprasza dosyć często, zwykle za błahostki, mogąc tym wręcz irytować. Uprzejma, pokorna i grzeczna. Jej dystynkcja śmiało zakrywa ślad życia pod kloszem własnego infantylnego rozumienia otoczenia, jednak nie należy jej podpinać pod miano chłodnej skorupy. W swojej elegancji jest wyjątkowo ciepła, serdeczna. Prędzej jak matka, niżeli dumna panna. Ma tendencje do bycia nazbyt opiekuńczą, nawet do kotów zupełnie jej obcych. Wyolbrzymia urazy, czy też drobne uwagi. Pozwala sobie wchodzić na głowę i rzadko kiedy odmawia, nawet, jeżeli może na tym stracić. Albo najzwyczajniej nie chce tego robić. Wytrzymała, silna. Mimo braku twardego charakteru, potrafi sama się sobą zająć i najzwyczajniej na świecie zacisnąć zęby w niektórych sytuacjach. Opanowana, wszelką złość na kogoś przekierowuje na siebie, wciąż pozostając bez możliwości krytycznej oceny innych. Często trzyma się tonącego już statku – zaciska pazury na ogniu, mimo tego, że ją parzy. Boli. Bo twierdzi, że to ona sama robi sobie krzywdę, nie on. Ekspresyjna, chociaż ze swojej strony zwykle otacza ciepłem. Nie stroni od żartów i śmiechu, skrycie wręcz je uwielbiając. Łatwo ją rozbawić i tym samym uspokoić zszargane nerwy z pomocą paru słów. Najbardziej ceni sobie towarzystwo innych i ich starania – nawet, jeżeli nie prowadzą one do niczego. Cieszy się z drobnostek, samego faktu, że ktoś chciał coś dla niej zrobić. Nie potrzebuje wiele, aby już do końca dnia nosić uśmiech na pyszczku. Zdolna do poświęceń, jednocześnie bojąca się ich konsekwencji. Pełno w niej strachu, objawiającego się dopiero w sytuacjach kryzysowych, najczęściej po prostu ją paraliżując. Najbardziej powszechnym czynnikiem, który może wytrącić jej z łap poczucie bezpieczeństwa, jest… Krzyk. Łatwo wywołać u niej nim płacz, a nawet zmusić do pospiesznego opuszczenia drugiego kota. Ma tendencje do chodzenia z głową w chmurach, preferując rozmowy na temat pogody, czy też ćwierkających ptaków, niżeli własnej osoby. Umiar, to najlepsze słowo które w tym przypadku ją opisuje.
Ringo [nkt], Różana Ścieżka [nkt] i inni
Kolejna z dłuższych podróży, prawda? Perła prawie w ogóle nie odpoczywała. Przyzwyczaiła się już do bólu mięśni od ciągłego chodzenia, ale... Przecież postawiła sobie jasny cel. Musi odnaleźć swoją mamę. Jeśli się podda... Będzie miała to sobie za złe do końca życia. Nie mogła się poddawać, musiała z całej siły zacisnąć zęby i biec na przód, nie zważając na kamienie wbijające się w opuszki jej łap i przeszkody zagradzające jej drogę do szczęścia. Musiała robić to aż do skutku. Może jak już odnajdzie Jasmine, to... Będzie ona razem z tatą? Będą na nią czekać? A może już zaczęli jej razem szukać i za każdym razem mijają się gdzieś po drodze? Albo... Może rodzice o niej zapomnieli? Nie, to głupie. Mama ją kocha, tata... Pewnie też, mimo tego, że nigdy z nim nie rozmawiała... Przecież była jego dzieckiem, tak? Nie wyparłby się jej, nie zostawiłby Perły... i jej mamy na pastwę losu. Zatrzymała się na chwilę, wzrokiem błądząc po belkach słomy, jakby szukając... Kogoś, jakiejś niewyraźnej sylwetki, posyłającej jej pogodny uśmiech i ruchem ogona zapraszającej do siebie.
Oprócz niej był tutaj drugi kot, a dokładniej pstrokata kotka. Z pewnością nie była to jej rodzicielka. Wyglądała dosyć ciekawie, nigdy nie widziała... Tak wyglądającego kota. Ale co ona miała tak szczerze do powiedzenia? Sama odstawała wyglądem od innych kotów. Podeszła do nieznajomej na tyle, aby mogła ją usłyszeć i uśmiechnęła się ciepło, przymykając żółte oczy.
- Dzień dobry! Przepraszam, jeśli przeszkadzam, ale czy widziałaś może gdzieś panią z takimi samymi uszkami jak ja? - zapytała pogodnie. Perła raczej jakimś wielkim zagrożeniem nie była. Prędzej skrzywdziłaby siebie, niż nic nie wadzącą jej kotkę. Chciała się tylko dowiedzieć, czy wpadła na dobry trop, czy jej mama jest gdzieś w okolicy. Jeśli nieznajoma jej nie odpowie... W pełni to zrozumie, w końcu przeszkodziła jej w odpoczynku... Może lepiej jakby w ogóle o to nie pytała? Zostawiła ją w spokoju? W każdym bądź razie było już za późno.
Atletycznej budowy, chuda, jak i dosyć koścista i wysoka, orientalna kotka o krótkiej sierści. Jej ciało pokrywa czarno-rudo-białe futro, z czego czerń przeważa w tych kolorach, przenikając jednak poprzez rudy kolor, na którym widoczne jest pręgowanie tygrysie. Morda kotki jest z lekka wydłużona, dość trójkątna oraz o pstrokatych barwach, z różowym noskiem a nad nim osadzone są dwukolorowe ślepia - jej prawe zostało w swej kocięcej, błękitnej barwie, zaś drugie zyskało kolor wiosennej trawy, soczyście zielone. Wyróżniającym ją punktem są jej uszy, szpiczaste. Od wysokości oczu, do pyszczka poprzez gardło aż do brzucha oraz łap ciągnie się biały kolor, sprawiając wrażenie, że czerń i rudy otulają kotkę jak płaszcz. Łapy są białe, jednak dostrzec na nich można pionowe plamy w kolorze czarnym, które układają się na ich przodzie. Długi ogon, nie ma na sobie białego koloru, będąc w większości pokryty czernią, mając rude prześwity.
Zmieniła się przez księżyce przebywania w klanie, ucząc się wielu emocji i okazując po sobie więcej, niż samą nieśmiałość. Stała się pewniejsza siebie, choć wciąż nie jest typem, który krzyczałby przy każdej okazji. Przestała bać się odzywać, powoli zaczynając uczyć się stawiać na swoim i być asertywną, często te uczucia mając po prostu napędzane irytacją, która zaczęła jej towarzyszyć. Mówi pewnie lecz spokojnie, pozbywając się nawyku jąkania, który teraz zanikł w jej mowie. Jest ciekawa świata i zrobi wszystko, chociażby na własną łapę, by zdobyć intrygującą ją wiedzę i mieć możliwość poszerzenia swoich horyzontów. Nie przepada za rutyną, potrzebując przypływów emocji, które obudziłyby ją z braku większych odczuć, nie będąc związanymi z jej nerwowowością, który doskwierał jej wcześniej.
W pewnym sensie były do siebie podobne. Obie dążyły do jakiegoś celu, uparcie go poszukując, chcąc odnaleźć swoich członków rodziny. Oboje wracały czasem z bolącymi i spiętymi łapami, wciąż odnosząc w swoich poszukiwaniach klęskę. Nie wiedziały wielu rzeczy o swoich rodzinach, ale wciąż poszukiwały tego, chcąc ich ciepła i akceptacji, ponownego komfortu z ich obecności.
Żadna jednak o tym nie wiedziała, nie znając się jeszcze. Pstrokata kotka zamyślona była głęboko, nie reagując dobrze na to co działo się wokół, z lekka się zapominając. Spodziewała się, że o tej porze nikt tutaj nie zajrzy, pozostawiając ją sobie samej, na własną łapę. Po chwili jednak podskoczyła z zaskoczenia i lekkiego strachu, panicznie szukając głową źródła dźwięku, zanim dwukolorowe ślepia utkwiła w białej kulce, przyglądając jej się przez chwilę. Nieznajoma przywitała się z nią, zadając bardzo prędko pytania, przez co potrzebowała dłuższej chwili na ich przyswojenie. Widząc jednak, że nie zapowiadało się na to, iż tajemnicza postać ją zaatakuje, pozwoliła swoim mięśniom na rozluźnienie, mrugając jeszcze przez chwilę skonfundowana, przypominając sobie pytanie. - Cześć...? - miauknęła niepewnie na przywitanie, strzygąc czarnym uchem. Obserwowała uważnie jej sylwetkę, po jej słowach przykładając uwagę do jej uszu. Rzeczywiście, były wyróżniające się, niepodobne do uszu innych kotów. Ale to samo możnaby powiedzieć o niej. Nie wpisywała się w stereotypowy wygląd kota, tak samo jak nieznajoma, dlatego mimowolnie poczuła zainteresowanie nią. - Uhm, wydaje mi się, że nie... Przepraszam. - dodała, patrząc na nią mimo wszystko przyjaznym wzrokiem, nie wyczuwając w niej niebezpieczeństwa lub potencjalnego zagrożenia. Mimo to przeprosiła ją, nie kojarząc by spotkała kogoś podobnego do niej. Możliwe było, że kiedyś widziała ją, ale ze swojego strachu i niepewności nie podeszła do niej. Poczuła lekkie zmartwienie, przez to jak młoda była, a sama się pałętała. Chociaż... ona sama taka była, mogły być w podobnym wieku nawet, a obie plątały się po tym interesującym, lecz niebezpiecznym świecie.
butsheknowsthe truth noteveryonecango onwith theirheartsplit in two |❆it’salreadycold❆ |she’s just achildbut shefeelslike aburdenand soonerorlatershe’llbreak |xxxxxxxxxxxxxxxpeoplewill say:“she’s worth nothing
she can’t even get out a miserable door”xxxxxxxxxxx |butone day,at least once,she’ll manage
Księżyce: 138 Płeć: kotka Matka: Jasmine (*) Ojciec: Wartki Strumień (?) Trwałe urazy: blizna na przedniej, lewej łapie po ugryzieniu psa; szrama na grzbiecie; ledwie widoczny ślad po pazurach na policzku, przykryty przez gęste futro.
Księżyce: 138 Płeć: kotka Matka: Jasmine (*) Ojciec: Wartki Strumień (?) Trwałe urazy: blizna na przedniej, lewej łapie po ugryzieniu psa; szrama na grzbiecie; ledwie widoczny ślad po pazurach na policzku, przykryty przez gęste futro.
Wydoroślała. Pierwsze, co można z łatwością powiedzieć. Rysy twarzy zrobiły się nieco szlachetniejsze, poważniejsze. Naznaczone zębem czasu. Delikatne we własnej smukłości, nadające jej tej dziwnej wrażliwości, najczęściej widzianej w porcelanowych lalkach. Oczy ma sarnie, okrągłe, w ciepłej barwie złota. Raz po raz błyskające z pomocą blasku słońca, który wyjątkowo chętnie się w nich odbija. Znajduje w nich swoją ostoje. W jej szacie dominuje biel, gdzieniegdzie przecinana miedzianymi łatami, mieszającymi się z czernią. Jedna znajduje się na samym czubku głowy koteczki, ciągnąc się do tyłu i rozlewając za uszami. Dalej jest pojedyncza, spora ciemna plama po prawej stronie jej tułowia, przecinana przez przebłyski jaśniejszej sierści. I ostatnia - obejmująca cały ogon koteczki. Na wierzchu w kolorze smoły, a pod spodem w kolorze jasnego brązu. Na jej łatach można wyróżnić również grube, czarne, klasyczne pręgi. Bokobrody ma gęste, nieco zaokrąglone, widocznie odstające od kryzy. Wraz z nią tworząc kształt podobny do ósemki. Długie futro Perły jest jedwabiste, bardzo zadbane. Przyjemne w dotyku, miękkie. Zapadające się pod najmniejszym dotykiem. Trudno na nim o jakąkolwiek nieskazitelność, czy też paproch. Nos ma różowy, tak samo jak opuszki. Na jej wywiniętych do tyłu uszach (tak jak u kotów rasy american curl) goszczą drobne, białe frędzelki. Ogon ma pawi – futro niczym wodospad zaczynające się od jej grzbietu skierowane jest ku dołowi. Z budowy filigranowa, sylwetkę ma mocno zdefiniowaną, odznaczającą się pod jasnym futrem. Wzrostowo mieści się raczej w niższym przedziale, ale można uznać, że jest średnia. Posiada bliznę na przedniej, lewej łapie po ugryzieniu psa, szramę na grzbiecie i ledwie widoczny ślad po pazurach na pysku, przykryty przez gęste futro.
Delikatna niczym płatek śniegu. Wzbijająca się w górę i powoli opadająca, łącząc się z biała pierzyną. Po jej całym ciele ciągnie się ścieżka wydeptana poprzez kocięce łapy. Nawyki, zachowania, ideały, które wgryzły się w jej skórę. Brak autorytetów, mogących prowadzić ją przez życie, skutecznie sprawił, że dawny sposób bycia niczym zaraza przeniósł się na kotkę, permanentnie ją naznaczając. Jej całokształt został stworzony na błądzeniu w chmurach, w poszukiwaniu gwiazd. Na niewinności i braku krzty zrozumienia dla ogólnego działania świata. Niepewna siebie, w pełni świadoma tego, że tak naprawdę mimo tylu księżycy na karku nie wie absolutnie nic oprócz tego, jak przetrwać. Niskie poczucie własnej wartości i brak wiary we własne słowa, postanowienia, śmiało zrodził łatwowierność. Chętne łykanie miodu, nawet tego złożonego z samych, wyjątkowo widocznych kłamstw. Bo uważa większość kotów za mądrzejsze o niej, bardziej obeznane, dlatego własne wątpliwości wobec nich śmiało wycisza samokrytyką. Zarzucaniem sobie zbyt dużej wrażliwości. Przeprasza dosyć często, zwykle za błahostki, mogąc tym wręcz irytować. Uprzejma, pokorna i grzeczna. Jej dystynkcja śmiało zakrywa ślad życia pod kloszem własnego infantylnego rozumienia otoczenia, jednak nie należy jej podpinać pod miano chłodnej skorupy. W swojej elegancji jest wyjątkowo ciepła, serdeczna. Prędzej jak matka, niżeli dumna panna. Ma tendencje do bycia nazbyt opiekuńczą, nawet do kotów zupełnie jej obcych. Wyolbrzymia urazy, czy też drobne uwagi. Pozwala sobie wchodzić na głowę i rzadko kiedy odmawia, nawet, jeżeli może na tym stracić. Albo najzwyczajniej nie chce tego robić. Wytrzymała, silna. Mimo braku twardego charakteru, potrafi sama się sobą zająć i najzwyczajniej na świecie zacisnąć zęby w niektórych sytuacjach. Opanowana, wszelką złość na kogoś przekierowuje na siebie, wciąż pozostając bez możliwości krytycznej oceny innych. Często trzyma się tonącego już statku – zaciska pazury na ogniu, mimo tego, że ją parzy. Boli. Bo twierdzi, że to ona sama robi sobie krzywdę, nie on. Ekspresyjna, chociaż ze swojej strony zwykle otacza ciepłem. Nie stroni od żartów i śmiechu, skrycie wręcz je uwielbiając. Łatwo ją rozbawić i tym samym uspokoić zszargane nerwy z pomocą paru słów. Najbardziej ceni sobie towarzystwo innych i ich starania – nawet, jeżeli nie prowadzą one do niczego. Cieszy się z drobnostek, samego faktu, że ktoś chciał coś dla niej zrobić. Nie potrzebuje wiele, aby już do końca dnia nosić uśmiech na pyszczku. Zdolna do poświęceń, jednocześnie bojąca się ich konsekwencji. Pełno w niej strachu, objawiającego się dopiero w sytuacjach kryzysowych, najczęściej po prostu ją paraliżując. Najbardziej powszechnym czynnikiem, który może wytrącić jej z łap poczucie bezpieczeństwa, jest… Krzyk. Łatwo wywołać u niej nim płacz, a nawet zmusić do pospiesznego opuszczenia drugiego kota. Ma tendencje do chodzenia z głową w chmurach, preferując rozmowy na temat pogody, czy też ćwierkających ptaków, niżeli własnej osoby. Umiar, to najlepsze słowo które w tym przypadku ją opisuje.
Ringo [nkt], Różana Ścieżka [nkt] i inni
Tak, zdecydowanie mogła milczeć. Czemu zawsze robi, a później dopiero myśli? Przełknęła głośno ślinę, widząc, że nieznajoma nieco się wzdrygnęła. Poczucie winy gryzło ją niczym kleszcze. Wcześniejsza pewność siebie zniknęła i już nie kiwała jej głową przy każdym wypowiedzianym słowie, wymienionym spojrzeniu. Musi być ostrożniejsza, albo przynajmniej spróbować. Najpierw zanurzyć łapę w wodzie, dopiero później do niej wchodzić. Zobaczyć, czy nurt czasem nie jest czasem zbyt mocny i nie porwie jej w głąb siebie, później porzucając gdzieś na brzegu, zostawiając zupełnie na pastwę losu... I to wszystko będzie jej winą, winą jej nieroztropności. Obie dokładnie znały smak gorzkiego rozczarowania, gdy ich trud i ból nie odpłacał się zupełnie niczym, oprócz coraz większą tęsknotą. Obie dźwigały ciężki bagaż własnych chęci odnalezienia bliskich nie zauważając, że można odpuścić, dać sobie spokój. Porzucić ciężki, zbędny ładunek gdzieś w lesie i... Biec, biec przed siebie. Wyrwać kraty zbudowane z żalu do samych siebie i podziwiać krajobraz znajdujący się za nimi, podziwiać wolność. Ponurą i samotną, ale za to jak słodką i kojącą. Albo mogły dalej próbować, może w końcu jednej z nich się poszczęści?
- Nic nie szkodzi! Naprawdę doceniam to, że w ogóle mi odpowiedziałaś. Nie masz się o co martwić! - czuła drobny zawód, słysząc odpowiedź orientalnej kotki, ale co poradzić? Może następny kot, którego spotka będzie w stanie jej pomóc? Musi próbować, próbować aż do skutku. Poddanie się to najgorsze, co mogła w tej chwili zrobić. Chwila, zrobiła jeden błąd. Dopiero teraz się zorientowała, jak... Nieprofesjonalnie poprowadziła tę rozmowę, na ''dzień dobry'' bombardując nieznajomą kotkę pytaniem. Leciutko ugryzła się w język, ałć. Może jeszcze będzie w stanie to odkręcić?
- Ajajaj, gdzie moje maniery! Jak najbardziej przepraszam... Nazywam się Perła! - przeprosiła dosyć krótko, śmiejąc się cicho dla rozładowania własnego wstydu, momentalnie próbując jakoś naprawić swój błąd, przedstawiając się. Miała nadzieję, że kotka jej wybaczy. Nie chciała aby tak wyszło, ale z czystego rozpędu zapomniała o tym, że zawsze na początku należy się przedstawić, zanim będzie się zadawać pytania!
Atletycznej budowy, chuda, jak i dosyć koścista i wysoka, orientalna kotka o krótkiej sierści. Jej ciało pokrywa czarno-rudo-białe futro, z czego czerń przeważa w tych kolorach, przenikając jednak poprzez rudy kolor, na którym widoczne jest pręgowanie tygrysie. Morda kotki jest z lekka wydłużona, dość trójkątna oraz o pstrokatych barwach, z różowym noskiem a nad nim osadzone są dwukolorowe ślepia - jej prawe zostało w swej kocięcej, błękitnej barwie, zaś drugie zyskało kolor wiosennej trawy, soczyście zielone. Wyróżniającym ją punktem są jej uszy, szpiczaste. Od wysokości oczu, do pyszczka poprzez gardło aż do brzucha oraz łap ciągnie się biały kolor, sprawiając wrażenie, że czerń i rudy otulają kotkę jak płaszcz. Łapy są białe, jednak dostrzec na nich można pionowe plamy w kolorze czarnym, które układają się na ich przodzie. Długi ogon, nie ma na sobie białego koloru, będąc w większości pokryty czernią, mając rude prześwity.
Zmieniła się przez księżyce przebywania w klanie, ucząc się wielu emocji i okazując po sobie więcej, niż samą nieśmiałość. Stała się pewniejsza siebie, choć wciąż nie jest typem, który krzyczałby przy każdej okazji. Przestała bać się odzywać, powoli zaczynając uczyć się stawiać na swoim i być asertywną, często te uczucia mając po prostu napędzane irytacją, która zaczęła jej towarzyszyć. Mówi pewnie lecz spokojnie, pozbywając się nawyku jąkania, który teraz zanikł w jej mowie. Jest ciekawa świata i zrobi wszystko, chociażby na własną łapę, by zdobyć intrygującą ją wiedzę i mieć możliwość poszerzenia swoich horyzontów. Nie przepada za rutyną, potrzebując przypływów emocji, które obudziłyby ją z braku większych odczuć, nie będąc związanymi z jej nerwowowością, który doskwierał jej wcześniej.
Zaskakującym było, w jak wielu kwestiach obie kotki przypominały siebie nawzajem. Goniące za czymś, co w części już było utraconym, jednakże one tkwiły w tym, godne i żądne swoich racji, swoich prawd - tego, co było dla nich najważniejsze. Tylko że jedna z nich wolała podchodzić do spraw żwawą łapą, rozmawiając i próbując w ten sposób dowiedzieć się więcej, będąc zdecydowanie bardziej otwartą na świat niż jej nowo dostrzeżona towarzyszka. Orientalna kotka wolała wszystkiemu przyglądać się z boku, preferując bycie biernym obserwatorem, aniżeli czynnie brać w jakiejś z sytuacji udział. Pewnie gdyby tylko poznała kotkę lepiej, to, jaka jest - zmartwiłaby się o nią. Tak samo jak Goździkowa Łapa martwiła się, o wciąż malutką i bezbronną w jej oczach, Antylopę, która zdawała się jeszcze ze swojej kocięcej niewinności nie wyrosnąć porządnie, przypominając bardziej młodocianą pokrakę. Bycie wolnym to jedno, życie na własną łapę - nie potrafiąc nawet dobrze siebie obronić - to drugie. Choć może gdyby spędziła więcej czasu przy tym trybie życia, może przyzwyczajając się do niego i próbując rozmawiać z innymi, mimo ostrzeżeń, by nie rozmawiać z obcymi... Może dałaby radę przeżyć o własnych siłach.
Dwukolorowe ślepia analizowały kotkę, mimo wszystko przyglądając jej się z zainteresowaniem i zaciekawieniem. Wyglądała... inaczej, co dodatkowo ją intrygowało. Skinęła na jej pierwsze słowa i po chwili pozwoliła nieśmiałemu uśmiechowi wkroczyć powoli na jej pyszczek. Biała kulka futra nie stanowiła dla niej zagrożenia, a... wręcz przeciwnie. Pstrokata kotka poczuła nutę sympatii do niej, mimo tak drobnej - póki co - wymiany słów. Skłoniła jej się lekko trójkątnym łbem, po chwili znów obdarzając ją swoim spojrzeniem. - J-jest w porządku...! Naprawdę. - odpowiedziała jej, jakoby chcąc ją samą uspokoić, że nie odebrała tego w złym tonie. Nie miała koteczce nic za złe, zwłaszcza że ona sama jeszcze nie zdążyła się przedstawić i po chwili otworzyła mordkę. - To... ładne imię. - uśmiechnęła się delikatnie, mając nadzieję, że swoim jąkaniem się i zerową wiarą w siebie nie odpędzi od siebie przybyszki. W końcu dość rzadko miała okazję porozmawiać z jakimś kotem w cztery oczy, który nie chciałby od razu przyczynić się do dodatkowych szram na jej ciele. - Antylopa. W sensie, to moje imię...! - miauknęła łagodnie, patrząc na dość... egzotycznie, lecz fascynująco wyglądającą kotkę, która wciąż przykuwała jej uwagę swoimi uszami. Czy tak właśnie reagowały inne koty, widząc ją samą? - Z...zgubiłaś się? - dopytała jednak. Jeśli odpowie jej, że tak - cóż, obie były w tej samej sytuacji.
butsheknowsthe truth noteveryonecango onwith theirheartsplit in two |❆it’salreadycold❆ |she’s just achildbut shefeelslike aburdenand soonerorlatershe’llbreak |xxxxxxxxxxxxxxxpeoplewill say:“she’s worth nothing
she can’t even get out a miserable door”xxxxxxxxxxx |butone day,at least once,she’ll manage
Średniej wielkości, krótkowłosy rudy kocur o pręgowaniu tygrysim. Ma mocne, długie łapy. Ciało rudego ma atletyczną budowę. Charakterystycznym dla niego są ciemne, niemal czarne plamki na nosie i na łapach. Na brodzie i na policzkach ma ciut dłuższe, poczochrane futerko. Jego oczy są zimno niebieskie, niemal szare.
Buntowniczy; w imię pokoju wywołałby wojnę; rodzina ponad wszystko. Bóg na ziemi (a przynajmniej tak o sobie myśli). Dumny jak nikt.
Ile mógłby siedzieć w obozie? Parę księżyców wystarczyło, by znów zaczynał mieć dość. Później przetrzymało go przejęcie Krzyżakiem, a później... później poprosił go, aby na siebie uważał i wybył. Znów, po swojemu, na nieco dalszy spacer, zostawiając za sobą cały Klan. Ulga. Tak potężna, że aż poczuł jak jego mięśnie się rozluźniają z każdym krokiem, który stawiał.
Aż dotarł tu, do miejsca które potrafił kojarzyć w sumie jedynie z podróżą na osiedle. Co prawda, konkretnie przy wysuszonych roślinach nigdy nie był, ale to nie szkodzi - teren znał na tyle dobrze, że czuł się w tej okolicy komfortowo. Myszy było tu więcej, niż jak za pierwszym razem gdy się tutaj kręcił. Chwila ciszy i... cyk, już przymierzył się do polowania. Tutaj mógł jeść ile chciał, nikt mu nie zabroni. Wygodniejsze to niż jakby miał zjadać więcej w obozie.
//Onyks <3
✦ ✮ ✦ I'm alive but I'm D E A D hear my voice up in your head watch it fill you full of dread TILL YOU GO POW
Czarna piękność, a mimo to prześwity siwości widać na całym ciele. Czysta, ułożona i błyszcząca sierść; podłużna, mała twarz; zielone zdeterminowane oczy; duże uszy; długie smukłe łapy; wężowy ogon; smukła, umięśniona sylwetka - orientalna. Ruchy wykonywane z delikatnością, stąpa twardo, ale z tym swoim flirciarskim dodatkiem, robi to wszystko prawie bezszelestnie.
— avek by rolka —
Dusza artystyczna, podziwiająca wszystko co jest warte jej podziwu. Często lubiąca pogawędzić o niestworzonych rzeczach, a może nawet rozegrać jakąś niestworzoną szopkę byleby zwrócić na siebie uwagę. Uwielbia towarzystwo, ale potrafi również pobyć sama, nawet przez długi czas, co nauczyło ją życie podczas podróży po miastach. Nie jest zbyt rozgadana o sobie, woli słuchać o innych, zdobywać informację, zawsze uważała się za bystrą, czemu miałaby więc nie poszerzać swojej wiedzy na różne tematy? Jest typem flirciary, ale zdarza jej się pogłaskać pod włos, byleby potem ułożyć futerko słodkimi słówkami z dodatkiem uśmiechu. Uwielbia zamieszania i psocenie, które może wyjść spod kontroli, ale to problem przyszłej Onyks. Żyje chwilą, ale ma swoje zasady, a szczególnie swoje zdanie. Zawsze mówi to co myśli, nie trzyma języka za zębami. Jednym słowem mówiąc, kłopoty, a dwoma - mieszanka wybuchowa.
xxxxDzisiejszy dzień nie obfitował w deszcz, ani nawet mocny wiatr, wydawało się, że powietrze stało, a serce czarnowłosej szybko, acz miarowo biło w rytm dźwięków świerszczy w polu. Nie wiedziała czemu czuła się w taki sposób, ale nie przeszkadzało jej to, nie był to pierwszy i ostatni raz, gdy cały dzień łaziła bez celu, powoli szukając jakichś znaków na niebie i ziemi. Szukając Oriona. Zgubiła gdzieś czas i zaprzestała szukania orientala na rzecz znalezienia jej małej miłości w postaci kremowej drobnej, acz puszystofutrej kotki o wspaniałym śmiechu i oczach. Drobne zauroczenie zabrało jej myśli, a fakt, że ich spotkanie skończyło się tak szybko i niespodziewanie... na dodatek nigdy potem jej nie widziała. Czułą niedosyt. Złość. Tęsknotę. xxxxRdzawa Mordka niedługo po tym trafił w jej zasięg wzroku od razu rozpoznała te pręgi i kolor futra, a nawet by się upewnić podeszła bliżej pewnie psując przy tym cały misterny plan na zapolowanie, jednak zapach również należał do gromowego kocura. Rdzawa Mordka. xxxx– Witaj. Co u Ciebie słychać? – usiadła wygodnie wbijając zielone spojrzenie w głupiutkiego kocurka, który nagle wydawał jej się jakoś bardziej rozbudowany, niż parę księżyców temu. Teraz nie była pewna, czy przybrał onże mięśni, czy może ona była wtedy zwyczajnie ślepa.
Air in my LUNGS ════════════════════════════════'Til the road begins════════════════════════════════
As theLASTof theBUGSleave>their<h o m e sagain AndI'm|splitting|the roaddown=the middle
Średniej wielkości, krótkowłosy rudy kocur o pręgowaniu tygrysim. Ma mocne, długie łapy. Ciało rudego ma atletyczną budowę. Charakterystycznym dla niego są ciemne, niemal czarne plamki na nosie i na łapach. Na brodzie i na policzkach ma ciut dłuższe, poczochrane futerko. Jego oczy są zimno niebieskie, niemal szare.
Buntowniczy; w imię pokoju wywołałby wojnę; rodzina ponad wszystko. Bóg na ziemi (a przynajmniej tak o sobie myśli). Dumny jak nikt.
I... po zwierzynie. W chwili, kiedy miał już wyskakiwać, jego cel się spłoszył a zamiast tego - pojawiła się znajoma już mu Onyks. Parę sekund milczał, pozostając jeszcze w łowieckiej pozycji, w głowie zastanawiając się czy jest bardziej poirytowany tym, że zniknęła mu okazja na obiad i być może kolację, czy cieszy się spotkaniem z kimś, kogo uznawał za normalnego. Ostatecznie, cmoknął pod nosem, pozwalając sobie podnieść się do siadu. Nie miał ochoty być zły. Nie wiedział, kiedy przyjdzie kolejna okazja na swobodną rozmowę. - Bywało lepiej, aczkolwiek nie śmiem narzekać... Nie sądziłem, że cię znów zobaczę - przyznał zupełnie szczerze, skinając do tego delikatnie głową - nieco spóźnione, nieme "hej". Czy ona się dla niego zmieniła? Nie. Była ładna, jest ładna. Nie sądził, że może się nagle coś w niej zmienić. Blizn nie przybrała, jedynie co... zdawała się być spokojniejsza od ich ostatniego spotkania. Nie wyła o pomoc, a po prostu przyszła, bezpośrednio przeszła do rozmowy. - Niedawno byłem na osiedlu. Nie trafiłem na żaden gang, nie zatrułem się niczym, jedynie moja siostra nabawiła się jakiejś choroby. O dziwo, Klanowe świry nie postanowiły mnie zrównać za to z ziemią. I słusznie, głupim wyborem z ich strony by to było.
Bo to on by ich się pozbył. Wszak, był "niepokonany", prawda? Owszem. Ktokolwiek ośmieliłby się na niego dźwignąć łapę, wąchałby kwiatki od spodu. Oblizał się po pysku. - A ty? Wszystko w porządku? - uniósł jeden z kącików pysku ku górze. Tak, zdecydowanie. Cieszył się, że na nią trafił i że mogli porozmawiać. Być może, w dziwny sposób, tęsknił.
✦ ✮ ✦ I'm alive but I'm D E A D hear my voice up in your head watch it fill you full of dread TILL YOU GO POW
Czarna piękność, a mimo to prześwity siwości widać na całym ciele. Czysta, ułożona i błyszcząca sierść; podłużna, mała twarz; zielone zdeterminowane oczy; duże uszy; długie smukłe łapy; wężowy ogon; smukła, umięśniona sylwetka - orientalna. Ruchy wykonywane z delikatnością, stąpa twardo, ale z tym swoim flirciarskim dodatkiem, robi to wszystko prawie bezszelestnie.
— avek by rolka —
Dusza artystyczna, podziwiająca wszystko co jest warte jej podziwu. Często lubiąca pogawędzić o niestworzonych rzeczach, a może nawet rozegrać jakąś niestworzoną szopkę byleby zwrócić na siebie uwagę. Uwielbia towarzystwo, ale potrafi również pobyć sama, nawet przez długi czas, co nauczyło ją życie podczas podróży po miastach. Nie jest zbyt rozgadana o sobie, woli słuchać o innych, zdobywać informację, zawsze uważała się za bystrą, czemu miałaby więc nie poszerzać swojej wiedzy na różne tematy? Jest typem flirciary, ale zdarza jej się pogłaskać pod włos, byleby potem ułożyć futerko słodkimi słówkami z dodatkiem uśmiechu. Uwielbia zamieszania i psocenie, które może wyjść spod kontroli, ale to problem przyszłej Onyks. Żyje chwilą, ale ma swoje zasady, a szczególnie swoje zdanie. Zawsze mówi to co myśli, nie trzyma języka za zębami. Jednym słowem mówiąc, kłopoty, a dwoma - mieszanka wybuchowa.
xxxxZłość była widoczna w lodowatym spojrzeniu gromiaka, jednak Onyks nie poruszyła nawet pazurem, jedynie wpatrując się bez strachu prosto w pyszczek kocura. Nie obawiała się go, nawet jeśli powinna, ale uważała, że nie ma w tym większej potrzeby. Nie musiała się też nad tym zastanawiać, Rdzawa Mordka zwyczajnie obszedł się smakiem, a całą sytuację przyjął z należytą elegancją. Hm, nie tak źle. xxxx– W takim razie musisz być mile zaskoczony – powiedziała delikatnie, leniwie uśmiechając się pod nosem. Cieszyło ją zobaczcie Wojownika, a było to raczej niespodziewane, a mimo to... nie mogła powiedzieć, że nie chce z nim znowu pogadać. – O proszę, czyli podróż udana... Odjąć chorobę siostry, ale to inna sprawa. Oczywiście, że słusznie, pewnie by się jeszcze zdziwili – wymruczała wesoło, chociaż nie sądziła, by rudawy był na tyle niesamowity, by pokonać wszystkich wokół tak... mogła równie dobrze się trochę pobawić. Jej to nie szkodzi, a rozmowa się klei. Z czasem może i by miała dosyć ciągłego słuchania tego, ale jeszcze jej to nie przeszkadzało, a wręcz dawało rozrywkę. xxxx– W porządku, chodzę sobie tu i tam, trochę straciłam poczucie czasu i zaczęłam bardziej przyglądać się klanom z ciekawością szukając jakichś informacji, które może mogłyby być przydatne. Wiesz tak na wszelki wypadek, nigdy nic nie wiadomo – wyjawiła bez zająknięcia co porabiała ostatnimi księżycami. Nie obawiała się Rdzawej Mordki, aczkolwiek nie wiedziała jak kocur zareaguje, była przygotowana na oburzenie na pewno. Chociaż czy byłby zły na coś takiego? Wątpiła, jednak wiedziała, że koty lubią zaskakiwać.
Air in my LUNGS ════════════════════════════════'Til the road begins════════════════════════════════
As theLASTof theBUGSleave>their<h o m e sagain AndI'm|splitting|the roaddown=the middle
Średniej wielkości, krótkowłosy rudy kocur o pręgowaniu tygrysim. Ma mocne, długie łapy. Ciało rudego ma atletyczną budowę. Charakterystycznym dla niego są ciemne, niemal czarne plamki na nosie i na łapach. Na brodzie i na policzkach ma ciut dłuższe, poczochrane futerko. Jego oczy są zimno niebieskie, niemal szare.
Buntowniczy; w imię pokoju wywołałby wojnę; rodzina ponad wszystko. Bóg na ziemi (a przynajmniej tak o sobie myśli). Dumny jak nikt.
Czy jej dawało to rozrywkę czy nie - Kamień i tak wspominałby raz na jakiś czas o swojej wielkości. Nie, by się chwalić, a prędzej by dać jej do zrozumienia, że nie boi się żadnych bzdur z łap innych kotów. Oblizał pysk, wzruszył ramionami. - Znaleźliśmy mojego brata. Zagryzł go pies - nie musiał kłamać. Nie miał ani takiej potrzeby, ani obowiązku, a mimo to - wewnętrznie czuł, że powinien brnąć w to i upewniać każdego, że to wydarzenie miało miejsce. Było to bezpieczniejsze, dla niego i dla Nurt. - Umarł jako bohater. Szkoda mi jedynie, że nie mogłem wziąć jego ciała i pożegnać go z należytym szacunkiem.
Trzepnął ogonem. Wiedział, że nie mógł wrócić bo... nie miał po co. Bagna przecież nawet nigdy nie znalazł. W swoim kłamstwie się nie zacinał; mówił z typową dla siebie ciętością i pewnością, pysk miał niezadowolony jak niemal zawsze. - Jakich informacji? - uniósł brew do góry. Nie, nie był zły. Bardziej zaskoczony, że ktokolwiek się interesował tym przeklętym więzieniem, w jakim siedział. Im mniej się o nim wie, tym lżej każdemu na sercu. A przynajmniej, on tak sądził.
✦ ✮ ✦ I'm alive but I'm D E A D hear my voice up in your head watch it fill you full of dread TILL YOU GO POW