Wysoka; szczupła; dobrze wyćwiczona i umięśniona; pełna wdzięku; długowłosa; czarny-srebrny ticked z bielą; oczy soczyście zielono-żółte; nos różowy; wąskie blizny nad lewym okiem - ślady po pazurach; mniejsza blizna ciągnąca się przez nos aż do wargi.
Jest typowym przypadkiem kota, który posiada problemy z nawiązywaniem bliższych relacji, choć od jakiegoś czasu sytuacja zaczęła się normować, a ona z własnych doświadczeń oraz obserwacji zaczęła wyciągać wystarczającą ilość wniosków, by nauczyć się nie tylko okazywać szczere uczucia, ale także je przyjmować, nawet jeśli wciąż robi to z lekka nieporadnie.
Zbliżenie się do niej nigdy nie należało do najłatwiejszych i nawet jeśli się zdawało, że poczuwa do kogoś sympatię, w rzeczywistości, i najczęściej, było to jedynie sztuczne wrażenie, będące wielką kolorową bańką w której zamyka swoją biedną, nazwijmy to ofiarę. Wartość danej znajomości jest w oczach Białej Burzy mierzona przede wszystkim korzyściami, jakie z niej płyną, choć niekiedy pozwala sobie zapomnieć o tym podejściu, by w ramach relaksu poluźnić smycz i pozwolić sobie na odrobinę beztroskiej przyjemności. Już za młodu zdecydowała się zaprzedać duszę rzecznej władzy, jakakolwiek by nie była i jakiekolwiek przetasowania by w niej nie występowały, a także samemu i całemu Klanowi Rzeki. (reszta, tj. drugie tyle, w kp)
Ośnieżony Szlak [GK]
⠀⠀⠀Brwi srebrzystej delatorki uniosły się z lekka, a na jej pysku namalowała zaduma, która była o tyle dobrze widoczna, iże łuna jaśniejącego na niebie księżyca roztaczała nad całą okolicą mdłe światło, które, trzeba przyznać, leżało na futrach terminatorów wyjątkowo dobrze. Słowa rzecznych wojowników ohydziły jej poniekąd Klan Cienia, lecz nie w sposób drastyczny i bezmyślny. Zimno wszelkie informacje musiała najpierw przetrawić i poddać gruntownej analizie. Nie opierała się ślepo na subiektywnych opiniach. Przyjmowała je, owszem, akceptowała, jak najbardziej, lecz nie żyła podług nich jako podług jedynej i najprawdziwszej prawdy. Jedna jaskółka wiosny nie czyni, a takie jaskółeczki mogły być niechlubnym ewenementem, który utarł szlak wszystkim normalnym, burząc ich wizerunek na długie dekady.
⠀Zachichotała cichutko, bardzo naturalnie, a jej pstrokata kita zakołysała się na boki. Stojąca pod nią harhara... była urocza.
⠀ - Tak - odpowiedziała lakonicznie, z przeciągłym, bardzo ciepłym mruknięciem. Młody nie jesteś, na głupiego nie wyglądasz, pomyślała, ale uprzejmość i kultura? Co za bajki... - Są jednakże koty z pustym łbem, na pewno dobrze o tym wiesz. Dawno martwy Chmielograb... - Przymrużyła zielone ślepiska, z góry zakładając, iż Klan Cienia znał delikwenta. Wszyscy go znali, włączając w to Zimno, która na swoim łabędzim karczku miała zaledwie dziesięć księżyców, a informacja dotarła do niej w wieku ośmiu. - ... nadal poszukiwany Iskra. - A to narratorka pozwoliła sobie uszczknąć z odpowiedniego tematu, zakładając, iż córka Kwiatowej Przełęczy zdołała usłyszeć przekazane przez Klan Wichru informacje o zbiegłym gwałcicielu.
⠀⠀⠀Miała ochotę zeskoczyć, by zrównać się z rozmówcą poziomem, lecz cichutki głosik z tyłu głowy dźgał jej ciało rozpalonymi do czerwoności igłami, których przesłanka jasno mówiła stracisz swoją przewagę. Może jeszcze to zrobi, a może nie, choć prędzej czy później będzie musiała opaść na znajdujący się poniżej grunt. Nie widziało jej się tkwienie w łysej koronie jako zapędzona w kąt ofiara, którą bynajmniej nie była.
⠀ - Samotne. - Zaśmiała się. - A jednak tu jesteś. - Szara myszka sama wpadła w jej łapy i ucięła czas mroźnej posuchy. Zimno jednakże nie nużyła się w tym miejscu. Tak się składało, że czerpała garściami z tego, co otrzymywała od czystej i bardzo prostej natury. Wzięła głęboki wdech, przymknąwszy ślepia.
⠀ - Nie. Spójrz w niebo - poleciła, robiąc to samo - jest idealnie czyste. Tak spokojne, że mógłbyś policzyć wszystkie gwiazdy na Srebrnej Skórce. To zajmuje czas i pozwala się wyciszyć. Poza tym... - Powróciła uwagą do niekształtnej harhary, która mogłaby śmiało konkurować z rosłymi odyńcami. - ... czekam na szczytowanie księżyca. Podobno podczas pełni jego światło wpada przez szczeliny drzewa do nory, która znajduje się pod nim, i można dostrzec oraz poczuć różne... - Cmoknęła. - Rzeczy. Słyszałeś coś o tym? - Wyciągnęła szyję w kierunku kocura, łypiąc na niego w wyczekującym zaciekawieniu. Ona sama nie posiadała zbyt wielu informacji. Przyszła tu i marzła na gałęzi tylko po to, aby osobiście przekonać się o tym, czy bajania starszyzny oraz wojowników niosą ze sobą jakieś ziarnko prawdy, czy też są jedynie pustą egzageracją. Nie wierzyła wszystkim i wszystkiemu na słowo. Czasami lepiej chwycić wiatr w żagle i ruszyć swoją drogą, jeśli łaknęło się rzetelności.
Jeśli jego rodzice liczyli na to, że urodzą się im same piękne dzieci, to mocno się pomylili. Od chwili, gdy przyszedł na świat, nie był nazbyt urodziwy, za to masywny i dość kanciasty, w pewien sposób toporny. Od samego zatem początku można było zakładać, że nie będzie grzeszył urodą, a jego ciężkie łapy będą potrzebne do czegoś innego niż głaskania po łebkach. Futro pokrywające jego ciało było jednorodnie niebieskie, bez żadnych plam i przebarwień, wtedy jeszcze miękkie, dość długie. Uszy miał niewielkie, śmiesznie nie pasujące do jego mordki. Spokojnie można było nazwać go najbrzydszym kocięciem z całego miotu. Nie wyróżniał się właściwie niczym, ani śmiesznymi wąsami, ani kolorowymi poduszeczkami łap, ani jakąkolwiek łatką ponad nosem, który był dość ciemny. Z urodzenia był zatem nijaki, cały niebieski, ciemny i nie rzucający się w oczy.
Siódmy syn siódmego syna – czy to jakaś przepowiednia? Urodził się w jakimś wyższym celu? Biorąc pod uwagę chęci jego ojca, trudno byłoby spodziewać się po nim czegokolwiek innego, niż przekonania o własnej wartości. Do tego nie trzeba mieć nazbyt urodziwego pyska, wystarczy jedynie świadomość, że jest się kimś z tytułu samego urodzenia, jakby to nakładało ci koronę na skronie. Pysk miał krzywy, tak samo zapewne jak myśli, jakie stopniowo powstawały w jego głowie karmionej niewątpliwie podszeptami ze strony rodziców, których wiernie we wszystkim wysłuchiwał. Matka i ojciec stanowili bowiem dla niego wzory niemożliwe do zastąpienia przez cokolwiek innego. O tak. Szanował ich. Szanował swe rodzeństwo, niezależnie od tego, czy ci mieli jakieś uwagi dotyczące jego urody. Był jednak niczym jakaś bestia z bajek, bo nie wahał się trzasnąć kogoś w pysk za docinki, jakie słyszał. Tym razem spokojnie można było powiedzieć, że wygląd szedł w parze z nie nazbyt pięknym charakterem. Choć, czy nie były to jedynie wyobrażenia?
Racza Sadzawka (KW), Tonące Słońce (S), Sokoli Cień, Koziczy Skok, Srebrzysty Pazur, Jasny Poranek, Krzykliwa Mewa (GK) i inni
Nie komentował. Po prostu przyglądał się jej spokojnie, nie okazując ani zdziwienia tym, że ta siedziała na drzewie, że znajdowała się ponad nim i metaforycznie mogła mieć jakąś przewagę. W ogóle na to nie reagował, nie pchał się również na dąb, by udowodnić jej, że znajdują się dokładnie na tym samym poziomie.
- Nie wiem, czy powiedziałbym, iż mają puste łby. Wszakże, coś jednak musi się w nich znajdować, skoro są zdolne do takich, a nie innych czynów. Muszą posiadać jakiś zamysł i koncepcję, by swój plan doprowadzić do końca, chyba że są krwiożerczymi bestiami, wtedy jednak, jak mniemam, nie trwałyby nadal poszukiwania Iskry, a byłby od dawna martwy - odparł jej spokojnie, jednocześnie starannie omijając mówienie o sobie, bo nie zamierzał bawić się w kabaret i twierdzenie, że on oczywiście jest inny, mądrzejszy, czy cokolwiek takiego, gdyż, przynajmniej jego zdaniem, to było proste pokazanie, iż było się całkowitym mysim móżdżkiem i nie zasługiwało się na żadną uwagę. Prosta, czysta kalkulacja, jaką już kiedyś podjął i uznał, co i jak wygląda.
- Nie jestem sam, jak zapewne się przekonałaś. Zostałem tutaj, ponieważ mój towarzysz uznał za stosowne poszukanie smakowitego kąska dla swej ukochanej. Ja nie mam takich potrzeb, zaś myśl o potencjalnej rozmowie i poznaniu kogoś spoza własnego Klanu, skusiła mnie na tyle, że oto jestem - powiedział, nadal wysławiając się niesamowicie spokojnie i powoli, nie zamierzając zaczynać seplenić jak jakiś szczeniak, którym ostatecznie już nie był. Poza tym musiał ułożyć odpowiednie słowa, by nie wyjść na głupca, a jednocześnie wygodnie odbić jej piłkę, by musiała coś z nią zrobić. Oczywiście, istniało również prawdopodobieństwo, iż nie podejmie jej w żaden sposób i w gruncie rzeczy Lodowi wcale by to nie przeszkadzało, bo przecież to by oznaczało jedynie poznanie nowego sposobu prowadzenia rozmowy, co było czymś, co zawsze sobie cenił. Pamiętał doskonale rozmowę z Mrozem i poczucie, że zrobił dokładnie to, co chciał, chociaż brat oczywiście sądził, że zwyciężył, co było wierutną bzdurą.
- Nigdy o czymś takim nie słyszałem - powiedział prosto, kiedy zaczęła opowiadać mu jakież bzdury o dziurze w ziemi, w której dzieją się cuda. Kto opowiadał podobne niedorzeczności i naprawdę, czym się kierował, kiedy to wpadało mu do łba? To było jak plecenie bzdur przy kociętach, które później w to wszystko wierzyły i robiły nie wiadomo co oraz nie wiadomo po co. Podobne opowiastki traktował jako coś niegodnego jego uwagi, aczkolwiek, standardowo odnotował w pamięci, żeby móc to wykorzystać przy nadarzającej się okazji. Nie mówił jednak o tym, jak bzdurnie brzmią te historyjki, choć były może nieco romantyczne, aczkolwiek on nie znajdował tam ani cienia poetyckości.
OHJUSTYOUWATCH - ̗̀ I'msteppin'intofate ̖́- there isnotimetowaste I've got thatlightnin'inside me this ishowlegendsaremade
Wysoka; szczupła; dobrze wyćwiczona i umięśniona; pełna wdzięku; długowłosa; czarny-srebrny ticked z bielą; oczy soczyście zielono-żółte; nos różowy; wąskie blizny nad lewym okiem - ślady po pazurach; mniejsza blizna ciągnąca się przez nos aż do wargi.
Jest typowym przypadkiem kota, który posiada problemy z nawiązywaniem bliższych relacji, choć od jakiegoś czasu sytuacja zaczęła się normować, a ona z własnych doświadczeń oraz obserwacji zaczęła wyciągać wystarczającą ilość wniosków, by nauczyć się nie tylko okazywać szczere uczucia, ale także je przyjmować, nawet jeśli wciąż robi to z lekka nieporadnie.
Zbliżenie się do niej nigdy nie należało do najłatwiejszych i nawet jeśli się zdawało, że poczuwa do kogoś sympatię, w rzeczywistości, i najczęściej, było to jedynie sztuczne wrażenie, będące wielką kolorową bańką w której zamyka swoją biedną, nazwijmy to ofiarę. Wartość danej znajomości jest w oczach Białej Burzy mierzona przede wszystkim korzyściami, jakie z niej płyną, choć niekiedy pozwala sobie zapomnieć o tym podejściu, by w ramach relaksu poluźnić smycz i pozwolić sobie na odrobinę beztroskiej przyjemności. Już za młodu zdecydowała się zaprzedać duszę rzecznej władzy, jakakolwiek by nie była i jakiekolwiek przetasowania by w niej nie występowały, a także samemu i całemu Klanowi Rzeki. (reszta, tj. drugie tyle, w kp)
Ośnieżony Szlak [GK]
⠀⠀⠀ - Albo mogą trafiać na wyjątkowo naiwne i łatwe do zmanipulowania kotki, a Klanowi Wichru po prostu nie chce się uganiać po wielkim i bezkresnym świecie za jednym zdrajcą. Możemy sobie przypuszczać, cienisty, przez całą noc. Prawda leży gdzieś pomiędzy, albo w ogóle nas omija szerokim łukiem. - Przymrużyła lekko swoje ślepia i zarzuciła ogonem, zawieszając go na grubej gałęzi. Zniknięcie z oczu klanów nie było przecież trudne i do wysunięcia takiego wniosku nie było koniecznym posiadanie wielkiego umysłu, tudzież szerokopasmowej, wbudowanej od poczęcia analityki we łbie. Zimno sama mogła wpaść jak śliwka w kompot. Plum. Jest i nie ma. Była, ale zniknęła. Z dnia na dzień mogłaby zakamuflować się w niezmierzonej oddali i nie musiałaby nawet kryć się niczym szczur w kanałach. Wystarczyłoby się nie zatrzymywać. Wojownicy mieli ważniejsze rzeczy na głowie, niż uganianie się za wygnańcami. Nie mogli sobie na to pozwolić.
⠀⠀⠀Uniosła wyżej brwi na jego następne słowa. Każde kolejne wypowiedzi przerośniętej bestyi były w jej uszach coraz to sztuczniejsze, sztywniejsze, niczym wyschnięte na twardy wiór błoto. Nie wytykała tego w żaden sposób i nie miała zamiaru nawet pokazywać po sobie, że coś jej nie pasuje, że coś jest nie tak i że ktoś tu zbyt się stara. Popadanie ze skrajności w skrajność nigdy jeszcze nikomu się nie przysłużyło.
⠀⠀⠀Zeskoczyła z drzewa jednym susem, po czym zbliżyła się w bezceremonialny sposób do kocura i stanęła tuż przed nim, by dzieliła ich zaledwie długość mysiej nogi.
⠀ - Oczywiście - powiedziała - nie dało się nie zauważyć jego podnieconych podrygów oraz koślawych tików. Wyglądał na bardzo przejętego, gdy do Ciebie mówił. I mówił. I mówił. A Ty milczałeś jak grób naszych przodków, nie uchylając pyska ani na chwilę. - Rzecz jasna Biała Łapa nie była wszechwiedząca. Widziała ich doskonale, jako że byli na otwartej przestrzeni odsłonięci jak na dłoni, lecz ich słowa, które uchodziły z poruszających się żuchw, ulatywały za szybko i nie niosły się tak, jak by tego chciała.
⠀ - Aż można by przypuścić, że znalazłeś się tu nie po to, by porozmawiać z kimś obcym, ale po to, by choć przez uderzenie serca nie wysłuchiwać gaworzenia kolegi. - Cofnęła się o kilka kroków i usiadła, otulając przednie łapy pierzastym ogonem w rozmaitych odcieniach bieli, szarości i czerni. Wszelkie emocje szybko opuściły jej przyjemny dla ucha głos, który na nowo stał się chłodny i zdystansowany, jakoby zupełnie pozbawiony zainteresowania.
⠀ - Ot hipoteza... z krótkiej autopsji. A ile jest w takowej prawdy... każdy wie swoje. - Tak jak i każdy będzie trzymał się swojej wersji i zaciekle jej bronił, choć jej na tym nie zależało. Terminator Pluskającego Potoku mógł tu przyjść nawet i w celu poszukiwania garnca złota na końcu tęczy, która mu się przyśniła. Zimno nie była tym zainteresowana. Miała swój cel, a terminator był jedynie krótkim epizodem w całej tej baśni, który zniknie równie szybko, co się pojawił.
⠀⠀⠀Nawet nie liczyła na to, że otrzyma pozytywną odpowiedź. To ona postanowiła ruszyć swoje szanowne litery i sprawdzić ile prawdy jest w bajkach rzecznej starszyzny oraz czy naprawdę Cztery Dęby niosą w sobie odłam Gwiezdnego Klanu, czy też są jedynie pustą rośliną, która wieki temu straciła nie tylko ideę, ale także głębię. Podsumowując? Lodowa Łapa stał się w jej oczach bezużyteczny. Nie posiadał żadnej wiedzy na temat, który planowała dzisiejszej nocy rozebrać na części pierwsze i zbadać. Nie wyglądał też na kota, który byłby dobrym łącznikiem z Klanem Cienia, toteż dalsze brnięcie w tę znajomość wydawało jej się po prostu jedną wielką stratą czasu i psychicznych sił. Będzie musiała znaleźć kogoś naiwniejszego, bardziej chętnego. Gotowa była nawet do użycia swoich wdzięków, jeśli miałoby to w jakiś sposób pomóc - nawet jeśli brzydziła ją sama ta myśl i natychmiastowo przyprawiała ją o poczucie brudu oraz niemoralności.
⠀⠀⠀W odpowiedzi wzruszyła jedynie barkami, powiodła spojrzeniem po okolicy i cofnęła się pod pień drzewa, uznając tę rozmowę za zakończoną. Nie miała mu nic więcej do powiedzenia; czuła się zwyczajnie zbyt zmęczona wyczekiwaniem, by brnąć w te idiotyczne metafory, aluzje i teorie, które niczego sobą nie wnosiły. Nie dostarczały jej ani żadnych cennych informacji, ani nawet rozrywki, a już na pewno nie obiecującej wizji.
Jeśli jego rodzice liczyli na to, że urodzą się im same piękne dzieci, to mocno się pomylili. Od chwili, gdy przyszedł na świat, nie był nazbyt urodziwy, za to masywny i dość kanciasty, w pewien sposób toporny. Od samego zatem początku można było zakładać, że nie będzie grzeszył urodą, a jego ciężkie łapy będą potrzebne do czegoś innego niż głaskania po łebkach. Futro pokrywające jego ciało było jednorodnie niebieskie, bez żadnych plam i przebarwień, wtedy jeszcze miękkie, dość długie. Uszy miał niewielkie, śmiesznie nie pasujące do jego mordki. Spokojnie można było nazwać go najbrzydszym kocięciem z całego miotu. Nie wyróżniał się właściwie niczym, ani śmiesznymi wąsami, ani kolorowymi poduszeczkami łap, ani jakąkolwiek łatką ponad nosem, który był dość ciemny. Z urodzenia był zatem nijaki, cały niebieski, ciemny i nie rzucający się w oczy.
Siódmy syn siódmego syna – czy to jakaś przepowiednia? Urodził się w jakimś wyższym celu? Biorąc pod uwagę chęci jego ojca, trudno byłoby spodziewać się po nim czegokolwiek innego, niż przekonania o własnej wartości. Do tego nie trzeba mieć nazbyt urodziwego pyska, wystarczy jedynie świadomość, że jest się kimś z tytułu samego urodzenia, jakby to nakładało ci koronę na skronie. Pysk miał krzywy, tak samo zapewne jak myśli, jakie stopniowo powstawały w jego głowie karmionej niewątpliwie podszeptami ze strony rodziców, których wiernie we wszystkim wysłuchiwał. Matka i ojciec stanowili bowiem dla niego wzory niemożliwe do zastąpienia przez cokolwiek innego. O tak. Szanował ich. Szanował swe rodzeństwo, niezależnie od tego, czy ci mieli jakieś uwagi dotyczące jego urody. Był jednak niczym jakaś bestia z bajek, bo nie wahał się trzasnąć kogoś w pysk za docinki, jakie słyszał. Tym razem spokojnie można było powiedzieć, że wygląd szedł w parze z nie nazbyt pięknym charakterem. Choć, czy nie były to jedynie wyobrażenia?
Racza Sadzawka (KW), Tonące Słońce (S), Sokoli Cień, Koziczy Skok, Srebrzysty Pazur, Jasny Poranek, Krzykliwa Mewa (GK) i inni
- Ponoć we wszystkim jest ziarno prawdy. Jeśli jednak ktoś jest tylko skończonym mysim móżdżkiem, za wątpliwe uważam, iż wpadłby na to, że należy czym prędzej uciekać, gdzie go oczy poniosą - uznał. Owszem, kocice również były głupie, w dużej mierze, czego przykład miał we własnym Klanie. Mogły być również takie, jak ta tutaj, która zdawała się zadzierać nosa i sądzić, że jest nie wiadomo kim właściwie. Taka piękna i mądra na tej swojej gałęzi, zaś na Lodzie wyraźnie nie robiła najmniejszego nawet wrażenia. Ot, kolejna zabawka, z którą mógł sobie pomówić i zobaczyć, jak ta zareaguje.
Za bardzo się starał? Prędko wyciągała wnioski. Lód po prostu taki już był, sztywny jakby kij łyknął, układny i elegancki w sposób, jakiego pewnie się nie spotykało, a w tym wszystkim kombinował wiecznie jak koń pod górę, by osiągnąć dokładnie to, czego sam chciał. To, że miał o sobie dobre mniemanie, było raczej oczywiste, nie przejmował się zatem żadnymi ruchami ze strony Białej, a może nawet nie zwracał na nie zbyt wielkiej uwagi, wpisując je gdzieś w podświadomość i nie skupiając się na nich ani trochę.
- Ma dość specyficzne poczucie humoru, które wyjątkowo do mnie nie przemawia, a wolę go nie złościć twierdząc, że to, co opowiada, wcale nie jest zabawne - stwierdził na to spokojnie i powoli, by nie zacząć faktycznie seplenić, zaś jej obecnością nie przejął się ani trochę. Nie speszył się, nie skoczył ku niej, by znaleźć się jeszcze bliżej, nie wykonał właściwie żadnego ruchu, poza tym, że zaczerpnął głębiej powietrza, by lepiej poznać jej zapach i w pełni poczuć, jak to jest być kotem z innego Klanu. Uśmiechnął się do niej lekko, a przy jego krzywym pysku wyglądało to zdecydowanie groteskowo. - Cóż, nie jestem najlepszym słuchaczem, kiedy opowiada mi się o wzniosłych i niezwykłych uczuciach oraz niezwykłych miłosnych podbojach, będzie musiał mi wybaczyć - stwierdził po prostu, bo nie miał potrzeby tutaj akurat zmyślać i oszukiwać. Był na to czas, były na to odpowiednie chwile, ale tutaj, kiedy rozmawiał z kimś całkowicie obcym, nie czuł najmniejszej potrzeby, żeby jakoś się w to bawić, przynajmniej w tej chwili.
Kocica była, jak prędko uznał, niesamowicie nudna. Nie umiała się w ogóle bawić, miała w jego odczuciu równie wielkie poczucie wartości, co on, a przez to zachowywała się, jakby mogła wszystko. Skoro tak, on również nie zamierzał zwracać na nią najmniejszej nawet uwagi, gdyż nie była mu do niczego potrzebna i stanowiła jedynie mało interesujący epizod w jego życiu. Mówiąc inaczej, będzie musiał poszukać kogoś, kto chociaż umie rozmawiać, a nie tylko rzuca sobie słowami, jakby te nie musiały składać się w zdania. Jeśli sądziła, że będzie próbował ciągnąć rozmowę, myliła się, bowiem nie powiedziała mu nic ciekawego, a jej bajdurzenie na temat jakiegoś światła i innych bzdur, było po prostu żałośnie dziecinne, nic zatem dziwnego, że Lód spokojnie ruszył na obchód granic, by jeszcze raz im się przypatrzeć i zapamiętać wonie, jakie od nich biły. Z pewnością jednak szepnie słówko rodzeństwu o pewnej kocicy, która umie tylko zalegać w gałęziach drzewa i sądzi, iż to predestynuje ją już do czegoś wielkiego. Nie zwracał na nią najmniejszej uwagi, zajęty własnymi sprawami i po prostu czekał, aż jego towarzysz postanowi wrócić z polowania, by mógł wrócić wraz z nim do obozu, po rozprostowaniu zastanych nazbyt mocno łap.
OHJUSTYOUWATCH - ̗̀ I'msteppin'intofate ̖́- there isnotimetowaste I've got thatlightnin'inside me this ishowlegendsaremade
Wysoka; szczupła; dobrze wyćwiczona i umięśniona; pełna wdzięku; długowłosa; czarny-srebrny ticked z bielą; oczy soczyście zielono-żółte; nos różowy; wąskie blizny nad lewym okiem - ślady po pazurach; mniejsza blizna ciągnąca się przez nos aż do wargi.
Jest typowym przypadkiem kota, który posiada problemy z nawiązywaniem bliższych relacji, choć od jakiegoś czasu sytuacja zaczęła się normować, a ona z własnych doświadczeń oraz obserwacji zaczęła wyciągać wystarczającą ilość wniosków, by nauczyć się nie tylko okazywać szczere uczucia, ale także je przyjmować, nawet jeśli wciąż robi to z lekka nieporadnie.
Zbliżenie się do niej nigdy nie należało do najłatwiejszych i nawet jeśli się zdawało, że poczuwa do kogoś sympatię, w rzeczywistości, i najczęściej, było to jedynie sztuczne wrażenie, będące wielką kolorową bańką w której zamyka swoją biedną, nazwijmy to ofiarę. Wartość danej znajomości jest w oczach Białej Burzy mierzona przede wszystkim korzyściami, jakie z niej płyną, choć niekiedy pozwala sobie zapomnieć o tym podejściu, by w ramach relaksu poluźnić smycz i pozwolić sobie na odrobinę beztroskiej przyjemności. Już za młodu zdecydowała się zaprzedać duszę rzecznej władzy, jakakolwiek by nie była i jakiekolwiek przetasowania by w niej nie występowały, a także samemu i całemu Klanowi Rzeki. (reszta, tj. drugie tyle, w kp)
Ośnieżony Szlak [GK]
⠀⠀⠀Posłała mu lekko koślawy uśmiech, a jej przymarznięte wąsiki drgnęły delikatnie, poprzedzone ledwie słyszalnym westchnięciem. Przypomniało jej się coś, coś bardzo ważnego i stanowiącego pewną istotę i ideę tego, jaki kierunek miała obrać. Nie odezwała się. Milczała przez dłuższą chwilę, pozwalając, by zimny wiatr przeczesał jej miękkie futro i zatańczył figlarnie w wolnej przestrzeni, jaką dwójka terminatorów miała przed sobą.
⠀ - Może masz rację - miauknęła cichutko, jakoby na ulotnym bezdechu, czym po prostu ucięła w pewien sposób temat i postawiła siebie w korzystniejszej pozycji, czyli takiej, w której mogła bardziej komfortowo i ze spokojem orbitować, wolno, wyjątkowo lekko.
⠀⠀⠀Przyjrzała mu się uważnie, nim powiedziała cokolwiek więcej, wszak kocur nie wyglądał na takiego, do którego by trafiało jakiekolwiek poczucie humoru. Czarne, białe, różowe, ironiczne, abstrakcyjne. Nie mogła jednakże nic poradzić na to, że gdy uśmiechał się on, chęć do uśmiechu miała również i ona. Ciężko jednakże powiedzieć czy było to spowodowane czystą zaraźliwością tego gestu, jak to jest w przypadku ziewnięcia, czy też najzwyklejszym w świecie głupim wyrazem pyska syna Ciemnej Toni, który zbyt poważnie nie wyglądał przy takim połączeniu. Zimno, w każdym bądź razie, toczyła ze sobą olbrzymi bój, gdy Lodowa Łapa choćby lekko unosił kąciki pyska. Patrzyła na niego spokojnie, nieco przychylnie, a pod chłodem maski zaciskała zębiska na języku, sprawiając sobie tyle bólu, byle tylko się nie uśmiechnąć. Nie była jeszcze dobra w kontrolowaniu swojej mimiki, w udawaniu, w płynnym graniu. Czasami to, co naturalne, ciężko było stłamsić, ale jakoś próbowała; musiała, choćby miała sobie ten język odgryźć, a zaraz po tym rozkruszyć wszystkie zęby. Tym razem jednakże nie wyszło, mimo długich prób. Córeczka Kwiatowej Przełęczy pękła jak przepompowany balonik, zarzuciła łebek do tyłu i zaczęła się po prostu śmiać, będąc na granicy słania się na łapach. Najgorsze było to, że się rozpędziła i nie mogła przestać, a coraz to większy ból brzucha dawał się jej we znaki. Szlag by to wszystko i cały ten wizerunek na który ciężko pracowała. Z dźwięcznym chichotem zacisnęła oczy i zdała sobie sprawę, że będzie musiała prędzej czy później odbyć jakieś poważniejsze szkolenie z Ćmim Zmierzchem w tym kierunku, bo nic z tego nie wyjdzie, jak tak dalej pójdzie.
⠀ - Głupia - wyszczebiotała wesoło pod nosem, nim podniosła spojrzenie na Lodową Łapę. Gdyby nie to, że była kotem, stałaby pewnie cała zburaczona i zapłakana. - No tak, tak, kto by chciał tego słuchać... - Ona. - Jaki inny temat, w takim wypadku, zadowoliłby wielkiego wojownika Klanu Cienia, co? - zapytała i przymrużywszy ślepia uniosła kąciki pyska w delikatnym już uśmiechu. Nawet nie miała pojęcia, że nadal rozmawia z terminatorem. Był już wyrośnięty, więc powinien nosić pełne imię, a nie jakąś tam łapkę. - No śmiało, nie wstydź się. - Podłubała kijem w oku. Prowokacja? Tej niebieskiej harhary i tak nic nie ruszy.
Jeśli jego rodzice liczyli na to, że urodzą się im same piękne dzieci, to mocno się pomylili. Od chwili, gdy przyszedł na świat, nie był nazbyt urodziwy, za to masywny i dość kanciasty, w pewien sposób toporny. Od samego zatem początku można było zakładać, że nie będzie grzeszył urodą, a jego ciężkie łapy będą potrzebne do czegoś innego niż głaskania po łebkach. Futro pokrywające jego ciało było jednorodnie niebieskie, bez żadnych plam i przebarwień, wtedy jeszcze miękkie, dość długie. Uszy miał niewielkie, śmiesznie nie pasujące do jego mordki. Spokojnie można było nazwać go najbrzydszym kocięciem z całego miotu. Nie wyróżniał się właściwie niczym, ani śmiesznymi wąsami, ani kolorowymi poduszeczkami łap, ani jakąkolwiek łatką ponad nosem, który był dość ciemny. Z urodzenia był zatem nijaki, cały niebieski, ciemny i nie rzucający się w oczy.
Siódmy syn siódmego syna – czy to jakaś przepowiednia? Urodził się w jakimś wyższym celu? Biorąc pod uwagę chęci jego ojca, trudno byłoby spodziewać się po nim czegokolwiek innego, niż przekonania o własnej wartości. Do tego nie trzeba mieć nazbyt urodziwego pyska, wystarczy jedynie świadomość, że jest się kimś z tytułu samego urodzenia, jakby to nakładało ci koronę na skronie. Pysk miał krzywy, tak samo zapewne jak myśli, jakie stopniowo powstawały w jego głowie karmionej niewątpliwie podszeptami ze strony rodziców, których wiernie we wszystkim wysłuchiwał. Matka i ojciec stanowili bowiem dla niego wzory niemożliwe do zastąpienia przez cokolwiek innego. O tak. Szanował ich. Szanował swe rodzeństwo, niezależnie od tego, czy ci mieli jakieś uwagi dotyczące jego urody. Był jednak niczym jakaś bestia z bajek, bo nie wahał się trzasnąć kogoś w pysk za docinki, jakie słyszał. Tym razem spokojnie można było powiedzieć, że wygląd szedł w parze z nie nazbyt pięknym charakterem. Choć, czy nie były to jedynie wyobrażenia?
Racza Sadzawka (KW), Tonące Słońce (S), Sokoli Cień, Koziczy Skok, Srebrzysty Pazur, Jasny Poranek, Krzykliwa Mewa (GK) i inni
Doprawdy? To był sposób na ucinanie tematów, który czasami również zdarzało mu się stosować, ale zdecydowanie nie lubił, kiedy ktoś to od niego podłapywał i zaczynał używać, gdyż wtedy automatycznie stawiał się na pozycji wygranej, gdzie przegrany musiał godzić się z losem kogoś, kogo odstawiono na boczny tor. Niemniej jednak Lód nie skrzywił się, nie zaczął burzyć, ani nie wyraził w żaden sposób swojego niezadowolenia, jedynie zacisnął na moment szczękę, bo pamiętał, że pewnych rzeczy nie należy okazywać, jeśli chciało się zachować twarz i nie popaść w coś na kształt niełaski. Mógł spokojnie powiedzieć, że Biała w pewnym sensie wygrała, ale ponieważ była obca, na dokładkę potwornie wręcz nudna, nie czuł najmniejszej nawet potrzeby, by próbować zaciekawić ją jakimś tematem. Miał się przed nią rozciągać niczym jakiś dywan z lisiego futra? On, syn Olchy? Niedoczekanie. Nic zatem dziwnego, że ignorując ją całkowicie, zabrał się faktycznie do swoich spraw, choćby były one najnudniejsze na świecie, by umilić sobie czas do powrotu najgorszego na świecie komika. Istniała jednak szansa, że w drodze powrotnej kocur będzie milczał, trudno byłoby bowiem dalej perorować, kiedy w pysku będzie się taszczyło choćby i mysz, nie wspominając nawet słowem o czymś więcej, czymś grubszym albo po prostu bardziej smakowitym. Pewnie dlatego też jedynie nieznacznie łypnął na kocicę, gdy ta znowu podjęła temat, nie klasyfikując jeszcze w żaden sposób jej zachowania i chwilowo nie odnosząc się do niego w żaden sposób. Nie wyprowadził jej również z błędu, gdy nazwała go wojownikiem, nie zamierzał jej także podawać swojego imienia.
- Zapewne porywająca opowieść o waszych wygranych bitwach, o wspaniałych wojownikach i wojowniczkach, jacy żyją w waszym Klanie, być może nawet jakieś niezwykłe wydarzenia, ale jak sądzę, nie są to sprawy, które chciałabyś ujawniać, w końcu lojalność to słowo o bardzo szerokim zakresie - odparł na to i westchnął ledwie słyszalnie. Głupia nie była, więc na pewno nie wpadnie w jego pułapkę, o tym był właściwie przekonany, ciekaw był tylko, jakie znowu światło księżyca wymyśli, żeby opowiadać mu o dalszych bzdurach, jakie zalegały w jej głowie. Być może, owszem, ona również grała i byłoby to może dla Loda ciekawe, gdyby nie to, że na razie to on był zawsze głównym rozgrywającym, a teraz musiał z bólem serca starać się dostosować do czegoś nowego.
OHJUSTYOUWATCH - ̗̀ I'msteppin'intofate ̖́- there isnotimetowaste I've got thatlightnin'inside me this ishowlegendsaremade
Wysoka; szczupła; dobrze wyćwiczona i umięśniona; pełna wdzięku; długowłosa; czarny-srebrny ticked z bielą; oczy soczyście zielono-żółte; nos różowy; wąskie blizny nad lewym okiem - ślady po pazurach; mniejsza blizna ciągnąca się przez nos aż do wargi.
Jest typowym przypadkiem kota, który posiada problemy z nawiązywaniem bliższych relacji, choć od jakiegoś czasu sytuacja zaczęła się normować, a ona z własnych doświadczeń oraz obserwacji zaczęła wyciągać wystarczającą ilość wniosków, by nauczyć się nie tylko okazywać szczere uczucia, ale także je przyjmować, nawet jeśli wciąż robi to z lekka nieporadnie.
Zbliżenie się do niej nigdy nie należało do najłatwiejszych i nawet jeśli się zdawało, że poczuwa do kogoś sympatię, w rzeczywistości, i najczęściej, było to jedynie sztuczne wrażenie, będące wielką kolorową bańką w której zamyka swoją biedną, nazwijmy to ofiarę. Wartość danej znajomości jest w oczach Białej Burzy mierzona przede wszystkim korzyściami, jakie z niej płyną, choć niekiedy pozwala sobie zapomnieć o tym podejściu, by w ramach relaksu poluźnić smycz i pozwolić sobie na odrobinę beztroskiej przyjemności. Już za młodu zdecydowała się zaprzedać duszę rzecznej władzy, jakakolwiek by nie była i jakiekolwiek przetasowania by w niej nie występowały, a także samemu i całemu Klanowi Rzeki. (reszta, tj. drugie tyle, w kp)
Ośnieżony Szlak [GK]
⠀⠀⠀Srebrne uszko kocicy poruszyło się delikatnie, kiedy badawczo taksowała stojącego przed nią kocura. Miał całkowitą rację - kwestię tego, jacy są wojownicy oraz wojowniczki w Klanie Rzeki, wolała zachować dla siebie, tak samo jak i wydarzenia, które przytrafiały się wewnątrz ich obozu. Pewnych brudów nie wyciąga się poza krąg zamieszanych, a te właśnie do nich należały, zwłaszcza że w przeszłości klany terminatorów nie miały ze sobą najlepszych relacji, tak jak teraz Rzeka nie dogaduje się z Gromem. Lepiej nie ujawniać swoich słabości, a Zimno była na tyle bystra, że potrafiła sobie to zawczasu uzmysłowić.
⠀ - No... trudno się nie zgodzić. - parsknęła pod różowym noskiem. - Lepiej nie zdradzać swoich przewag oraz słabości, aczkolwiek... - Uśmiechnęła się delikatnie i w uroczy sposób przymrużyła ślepka, nim wyciągnęła do przodu szyję i przyciszonym, odrobinę konspiracyjnym tonem dodała - ... znam historię o tym, jak dawno temu Świetlikowa Gwiazda miał utarczkę z Wężową Gwiazdą. - Rzecz jasna lepiej byłoby powiedzieć wprost - Klan Rzeki z Klanem Cienia. - Obydwoje dawno nie żyją, a wiedza ta jest chyba dość... powszechna. Chociaż powoli umiera, razem z każdym kolejnym starszym kotem, a szkoda. - Westchnęła lekko. - Uważam, że dawne dzieje powinny być przekazywane z pokolenia na pokolenie, wiesz, żeby nie zanikły i żeby mieć pojęcie o dawnych błędach, bo wtedy nie popełni się ich drugi raz... n-no, tak czy owak.... słyszałeś już coś o tym? - Zapytała najpierw, ponieważ nie chciała mówić o czymś, o czym kocur miałby już pojęcie. Byłoby to bezsensowne i obydwoje straciliby czas, chociaż z drugiej strony na pewno wersje wydarzeń mogłyby się nie pokrywać, jako że historia nie zawsze jest powtarzana z pełnym zachowaniem rzetelności.
Jeśli jego rodzice liczyli na to, że urodzą się im same piękne dzieci, to mocno się pomylili. Od chwili, gdy przyszedł na świat, nie był nazbyt urodziwy, za to masywny i dość kanciasty, w pewien sposób toporny. Od samego zatem początku można było zakładać, że nie będzie grzeszył urodą, a jego ciężkie łapy będą potrzebne do czegoś innego niż głaskania po łebkach. Futro pokrywające jego ciało było jednorodnie niebieskie, bez żadnych plam i przebarwień, wtedy jeszcze miękkie, dość długie. Uszy miał niewielkie, śmiesznie nie pasujące do jego mordki. Spokojnie można było nazwać go najbrzydszym kocięciem z całego miotu. Nie wyróżniał się właściwie niczym, ani śmiesznymi wąsami, ani kolorowymi poduszeczkami łap, ani jakąkolwiek łatką ponad nosem, który był dość ciemny. Z urodzenia był zatem nijaki, cały niebieski, ciemny i nie rzucający się w oczy.
Siódmy syn siódmego syna – czy to jakaś przepowiednia? Urodził się w jakimś wyższym celu? Biorąc pod uwagę chęci jego ojca, trudno byłoby spodziewać się po nim czegokolwiek innego, niż przekonania o własnej wartości. Do tego nie trzeba mieć nazbyt urodziwego pyska, wystarczy jedynie świadomość, że jest się kimś z tytułu samego urodzenia, jakby to nakładało ci koronę na skronie. Pysk miał krzywy, tak samo zapewne jak myśli, jakie stopniowo powstawały w jego głowie karmionej niewątpliwie podszeptami ze strony rodziców, których wiernie we wszystkim wysłuchiwał. Matka i ojciec stanowili bowiem dla niego wzory niemożliwe do zastąpienia przez cokolwiek innego. O tak. Szanował ich. Szanował swe rodzeństwo, niezależnie od tego, czy ci mieli jakieś uwagi dotyczące jego urody. Był jednak niczym jakaś bestia z bajek, bo nie wahał się trzasnąć kogoś w pysk za docinki, jakie słyszał. Tym razem spokojnie można było powiedzieć, że wygląd szedł w parze z nie nazbyt pięknym charakterem. Choć, czy nie były to jedynie wyobrażenia?
Racza Sadzawka (KW), Tonące Słońce (S), Sokoli Cień, Koziczy Skok, Srebrzysty Pazur, Jasny Poranek, Krzykliwa Mewa (GK) i inni
Lód doskonale wiedział, że nie udzieli mu wyjaśnień, jakich chciał i nie powie mu o tym, czego oczekiwał. Była nudna, owszem, wymyślała jakieś bzdury o blasku księżyca, ale jednocześnie nie mogła być aż tak głupia i nie wyglądała, jakby była mysim móżdżkiem. Jeśli chciał próbować podobnych sztuczek, to musiał poszukać sobie kogoś innego, nieco bardziej naiwnego i nieco bardziej ufnego. Do tego ostatniego musiał jednak również sam popracować, by osiągnąć poziom, jakiego potrzebował, żeby inne koty nie postrzegały go jako kogoś niegodnego opowiedzenia czegoś, co powinno być sekretem. To była kolejna rzecz, którą Lód odkrył, być może nawet w tej właśnie chwili, gdy dotarło do niego, że czasem należy się mocno spoufalać, by wejść w posiadanie wiedzy potrzebnej ci do dalszego rozwoju.
- To byłby całkowity brak lojalności względem Klanu, zdecydowanie. Zdaje się nawet, że można by uznać to za pogwałcenie Kodeksu - mruknął i skinął łbem, choć trudno powiedzieć, w jakim dokładnie celu wypowiedział te słowa. Oboje to wiedzieli i oboje się z tym zgadzali, Lód niemniej jednak właśnie wkraczał na cienką taflę i sprawdzał, dokąd właściwie może się posunąć i co może zrobić, na co może uzyskać odpowiedzi, a na co nie. To była swoista zabawa, jaka mu się podobała i w gruncie rzeczy nie bardzo interesowało go, czy Biała uzna go za nudziarza, czy nie. On po prostu, skoro zdecydowała się za nim pójść, chciał wyciągnąć z tego spotkania jak najwięcej.
- Zdaje się, że o tym akurat dziadek nie zdążył mi opowiedzieć, brzmi jednak intrygująco. Wygląda na to, że nasze Klany miały o wiele bliższą, wspólną historię - powiedział na to z namysłem, jakby zastanawiał się faktycznie, czy przypadkiem już o tym nie słyszał, choć doskonale wiedział, że nie ma pojęcia, o czym dokładnie opowiada kocica. Przekrzywił nieznacznie łeb, co wyraźnie było z jego strony przejawem zaciekawienia i uprzejmie czekał na to, czego może się teraz dowiedzieć.
OHJUSTYOUWATCH - ̗̀ I'msteppin'intofate ̖́- there isnotimetowaste I've got thatlightnin'inside me this ishowlegendsaremade
Wysoka; szczupła; dobrze wyćwiczona i umięśniona; pełna wdzięku; długowłosa; czarny-srebrny ticked z bielą; oczy soczyście zielono-żółte; nos różowy; wąskie blizny nad lewym okiem - ślady po pazurach; mniejsza blizna ciągnąca się przez nos aż do wargi.
Jest typowym przypadkiem kota, który posiada problemy z nawiązywaniem bliższych relacji, choć od jakiegoś czasu sytuacja zaczęła się normować, a ona z własnych doświadczeń oraz obserwacji zaczęła wyciągać wystarczającą ilość wniosków, by nauczyć się nie tylko okazywać szczere uczucia, ale także je przyjmować, nawet jeśli wciąż robi to z lekka nieporadnie.
Zbliżenie się do niej nigdy nie należało do najłatwiejszych i nawet jeśli się zdawało, że poczuwa do kogoś sympatię, w rzeczywistości, i najczęściej, było to jedynie sztuczne wrażenie, będące wielką kolorową bańką w której zamyka swoją biedną, nazwijmy to ofiarę. Wartość danej znajomości jest w oczach Białej Burzy mierzona przede wszystkim korzyściami, jakie z niej płyną, choć niekiedy pozwala sobie zapomnieć o tym podejściu, by w ramach relaksu poluźnić smycz i pozwolić sobie na odrobinę beztroskiej przyjemności. Już za młodu zdecydowała się zaprzedać duszę rzecznej władzy, jakakolwiek by nie była i jakiekolwiek przetasowania by w niej nie występowały, a także samemu i całemu Klanowi Rzeki. (reszta, tj. drugie tyle, w kp)
Ośnieżony Szlak [GK]
Tak, pogwałcenie kodeksu wojownika, oczywiście. Wojownika. Biała Łapa wojowniczką nie była, ot. Nie składała również żadnych przysiąg, toteż zasady, podług których powinien żyć wojownik, dotyczyły jej tylko po części. Zawsze mogła złożyć winę na Ćmi Zmierzch, na nieodpowiedni trening, a niedopracowanie informacji, jednakże nigdy by tego nie zrobiła, tak jak i nigdy nie zrobiłaby niczego, co mogłoby zaszkodzić Klanowi Rzeki, przynajmniej świadomie - jeśli coś byłoby nie tak to zawsze miała u boku czarną zastępczynię, która swoim intelektem i przebiegłością mogłaby zgnieść wszystkich kciukiem. Miała również znakomity kontakt z Czerwoną Gwiazdą, którego niektórzy zapewne zazdrościli, próbując w międzyczasie zlizać zielonkawą barwę ze swoich futer, lecz to... wkrótce ulegnie zmianie. No, może nie wkrótce, lecz czas tyka, a grób, zdaje się, niektórzy chętnie by już niebieskiej Gwieździe wykopali.
⠀ - Oczywiście, że miały, zwłaszcza kiedy Klan Cienia był bandą rozjuszeńców, których Wężowa Gwiazda nie potrafił utrzymać w ryzach. Miernie to o nim świadczyło - miauknęła zaczepnie, uniósłszy podbródek wyżej i posławszy niebieskiemu paskudnikowi słodki uśmieszek. Czy to na szczęście, czy też na pecha, tak się złożyło, iże syn Olchowego Szeptu stał się materiałem eksperymentalnym dla Białej Łapy, która już wkrótce, biorąc pod uwagę rozjechaną czasoprzestrzeń, wyciągnie z tego mnóstwo wniosków i dobrze się dokształci.
⠀ - Trawa po drugiej stronie granicy była, zdaniem Klanu Cienia, zieleńsza. Ciągle ją przekraczali, ciągle buszowali w naszych lasach, ciągle uzurpowali sobie prawo do terytoriów Klanu Rzeki, doprawdy, same przywódcze dusze. Świetlikowa Gwiazda jednakże miał dość i o mało nie doszło do wojny między naszymi klanami, tyle, że Wężowa Gwiazda wczas wykazał się swoim ziarnkiem mądrości i oddał Klanowi Rzeki część Śpiewającego Zagajnika. - Przymrużyła zielone ślepka i uśmiechnęła się jadowicie. - Ale przed tym obleciał go strach przed wojną. Wiedział, że Klan Cienia był wtedy słaby i, o czym świadczyły te... incydenty, bardzo nieposłuszny. Wiedział, że nie wygraliby w otwartej bitwie, toteż zaproponował Świetlikowej Gwieździe rozstrzygnięcie tego konfliktu poprzez walkę jeden na jednego. Chyba nie muszę mówić, że propozycja została zdeptana i odrzucona, skoro w ramach zadośćuczynienia musiał podarować ziemie. Tonący cierni się chwyta. - Naprawdę? Jeden na jednego w ramach rozwiązania konfliktu klanowego? Co to niby miało być, osiedlowe podwórko? Gdy Biała Łapa zasłyszała to pierwszy raz, o mało nie splunęła duszącym się śmiechem. No. Powiedzmy. Była wtedy noc. Było wtedy cicho. Była wtedy z Czerwoną Gwiazdą. Nie byłoby to na miejscu.
⠀ - ... może Płomykówkowa Gwiazda lepiej się sprawdzi - mruknęła. Płomykówka uczyła się od Węża, więc na pewno miała z tyłu głowy jego sposoby, jego decyzje i jego ruchy. Oby nie była jednakże równie miękką fajką z brakiem kręgosłupa i oby potrafiła huknąć, ustawiając do pionu jednostki chaotyczne i beznadziejne.
Wietrzna Łapa jest bardzo wysokim i eleganckim kocurem o smukłym i masywnym pysku z lekko zakrzywionym mostkiem nosa, ale też szerokich barkach oraz karku. Jego ciało otula zawsze dobrze ułożone długie futro koloru rudo-dymnego. Rozjaśnia się na pysku, szyi i brzuchu, a dodatkowo na piersi i brzuchu ma białe znaczenie, przy czym na piersi jest małe i przez to mniej widoczne, ponieważ znajduje się nad dymnym rozjaśnieniu. Znaczenie znajduje się też na wszystkich łapach pod postacią czterech, bardzo krótkich skarpetek. Wyjątkiem są jedynie dwa środkowe palce u lewej tylnej łapy, a będąc przy palcach - Wietrzny ma ich aż sześć u lewej przedniej łapy, lecz nie przeszkadza mu to w funkcjonowaniu. Jego oczy już dawno się wybarwiły i przybrały kolor brązowopomarańczowy.
Wietrzna Łapa zawsze był zapatrzony w ojca i chciał być taki, jak on. Nadal marzy o tym, by zabłysnąć w oczach starszych kotów i uparcie do tego dąży, nawet jeśli jego rówieśnicy już dawno ukończyli swoje treningi, a on sam został gdzieś z tyłu, zupełnie zapomniany. Jest spokojny i opanowany, a przy tym zawsze uprzejmy, choć zdarza mu się wycedzić jakąś złośliwość, jeśli ta okaże się na miejscu. Gdy choroba zatrzymała go w lecznicy, przemyślał swoje postępowanie i kilka ważnych w życiu spraw, uznając, że nie jest pępkiem świata i to, że zniknie na jakiś czas z klanowego życia, nic nie zmieni. Chce, aby jego obecność i nieobecność były wyczuwalne, dlatego też chce pracować i żyć dla klanu, by umacniać nie tylko go, ale także siebie.
Trzaskająca Łapa [Grom]
Wietrzny Wąs odbywał właśnie patrol z Ostowym Kolcem i Kwitnącym Jarem, kiedy tuż przy czterech dębach dotarł do nich intensywny zapach nie tylko klanu cienia, ale też klanu rzeki, na co futro rudego wojownika zjeżyło się, a on sam wyrwał do przodu, by w kilku susach znaleźć się na szczycie wzgórza. Pozostawił za sobą dwójkę towarzyszy, a kiedy zobaczył przed sobą Białą Łapę w towarzystwie jakiejś zapchlonej pokraki, splunął w bok i uderzył ogonem na boki, dając sygnał Ostowi i Jarowi, że sobie poradzi. Podszedł do dwójki kotów i stanął przy rzecznej terminatorce, patrząc z góry nie tylko na nią, ale też na niebieskiego kocura. - Na romanse ci się zebrało? - burknął gardłowo niskim tonem do srebrzystej i zasłonił ją przed niebieskim terminatorem, dając mu jasno do zrozumienia, że ma się stąd wynosić i lepiej żeby trzymał się przy swoich rozmokłych żabach, a nie zaczepiał kotki z innych klanów. - Zostaw to ścierwo z krzywą mordą i chodź, bo jeszcze się czymś zarazisz. Brudas roznosi pewnie nie tylko pchły. Muszę z tobą porozmawiać, Kwitnący Jar również - dlatego będzie lepiej, żeby się streszczała i nie stawiała żadnego oporu, chyba że o jej nocnych wypadach ma się dowiedzieć nie tylko Czerwona Gwiazda, ale też Ćmi Zmierzch. Ciekawe czy czarna mistrzyni Białej Łapy byłaby zadowolona z jej podbojów.
Jeśli jego rodzice liczyli na to, że urodzą się im same piękne dzieci, to mocno się pomylili. Od chwili, gdy przyszedł na świat, nie był nazbyt urodziwy, za to masywny i dość kanciasty, w pewien sposób toporny. Od samego zatem początku można było zakładać, że nie będzie grzeszył urodą, a jego ciężkie łapy będą potrzebne do czegoś innego niż głaskania po łebkach. Futro pokrywające jego ciało było jednorodnie niebieskie, bez żadnych plam i przebarwień, wtedy jeszcze miękkie, dość długie. Uszy miał niewielkie, śmiesznie nie pasujące do jego mordki. Spokojnie można było nazwać go najbrzydszym kocięciem z całego miotu. Nie wyróżniał się właściwie niczym, ani śmiesznymi wąsami, ani kolorowymi poduszeczkami łap, ani jakąkolwiek łatką ponad nosem, który był dość ciemny. Z urodzenia był zatem nijaki, cały niebieski, ciemny i nie rzucający się w oczy.
Siódmy syn siódmego syna – czy to jakaś przepowiednia? Urodził się w jakimś wyższym celu? Biorąc pod uwagę chęci jego ojca, trudno byłoby spodziewać się po nim czegokolwiek innego, niż przekonania o własnej wartości. Do tego nie trzeba mieć nazbyt urodziwego pyska, wystarczy jedynie świadomość, że jest się kimś z tytułu samego urodzenia, jakby to nakładało ci koronę na skronie. Pysk miał krzywy, tak samo zapewne jak myśli, jakie stopniowo powstawały w jego głowie karmionej niewątpliwie podszeptami ze strony rodziców, których wiernie we wszystkim wysłuchiwał. Matka i ojciec stanowili bowiem dla niego wzory niemożliwe do zastąpienia przez cokolwiek innego. O tak. Szanował ich. Szanował swe rodzeństwo, niezależnie od tego, czy ci mieli jakieś uwagi dotyczące jego urody. Był jednak niczym jakaś bestia z bajek, bo nie wahał się trzasnąć kogoś w pysk za docinki, jakie słyszał. Tym razem spokojnie można było powiedzieć, że wygląd szedł w parze z nie nazbyt pięknym charakterem. Choć, czy nie były to jedynie wyobrażenia?
Racza Sadzawka (KW), Tonące Słońce (S), Sokoli Cień, Koziczy Skok, Srebrzysty Pazur, Jasny Poranek, Krzykliwa Mewa (GK) i inni
płakać? Po prostu słuchał jej, bez żadnego wyrazu, czekając na to, co chce mu przedstawić i chociaż miał wielką chęć uderzyć ją z całej siły w ten durny pysk, powstrzymał się, doskonale wiedząc, do czego by to doprowadziło. Jeśli inni mieli w mózgach pszczoły, to ona niewątpliwie miała w niej jezioro pełne ryb, nic więcej. Takie zabawy były niebezpieczne i najczęściej kończyły się spaleniem, więc ciekawy był, jak jeszcze długo będzie wsadzała łapy w ogień, nim ostatecznie pomacha do wszystkich ze Srebrnej Skórki.
- Przyznasz zapewne, że to bardzo jednostronna relacja, która stawia Klan Cienia jedynie w złym świetle, a Klan Rzeki w blasku przodków - zauważył spokojnie i powoli, jak to robił już wcześniej. Miał w pewnym momencie ochotę parsknąć jej z rozbawienia w pysk, bo mówiła z takim uwielbieniem i tak poniżając swoich sąsiadów, że to, co jej się należało, to wsadzenie gałęzi głęboko w gardziel, czego, być może, prędzej niż później się doczeka. W końcu ci, co mówią to, co ślina im na język przyniesie, jak w tym wypadku, daleko niestety nie zachodzili, a bardzo często popadali w konflikt z innymi kotami. Jeśli zaś zazdroszczono jej relacji z samą przywódczynią, to zapewne powinna liczyć się z tym, że tak prędko, jak odbiła się od dna, również na nie powróci. Tak czy siak, Lód uśmiechnął się lekko, po swojemu, co sprawiało wrażenie, jakby był co najmniej zagniewany, jego grymasy były zapewne zabawne, ale zupełnie się nimi nie przejmował. Już dawno nauczył się, że tylko mysie bobki i strawy dla wron komentują to, że ktoś ma jedno kaprawe oko albo szczęka mu się nieco przestawiła. To źle świadczyło o stanie umysłowym oponenta, a nie syna Olchy.
- Zdaje się zresztą, że rozmawiamy o tak zamierzchłych czasach, że większość kotów już w ogóle tego nie pamięta, chyba że u was tę historię opowiada się każdemu kocięciu - dodał jeszcze, właściwie nieco chyba znudzony, jednocześnie pozwalając sobie na swoistą kpinę, równie godną tych obelg, jakich dopuszczała się jego rozmówczyni. Naprawdę nie mieli nic lepszego do roboty? A może jedyne, o czym marzyli, to wojna? Niewątpliwe było, że Lód bez najmniejszego nawet problemu przyłożyłby swoją łapę do okaleczenie przeciwnika w imię Klanu Cienia i jedynie pewnie by ziewnął, gdyby ktoś zaczął zarzucać mu nieczułość. Ostatnie jednak co powinien robić, to skakać teraz jak jakiś głupi kundel i ujadać na temat przeszłości, która nie miała znaczenia. Chyba że miała w łbach rzeczniaków niemogących znaleźć dla siebie niczego bardziej chwalebnego niż otrzymanie w haraczu jakiś dawnych ziem, których już nawet tutaj nie mieli.
- To w ogóle ciekawe określenie skierowane w stronę przywódcy. Sprawdzić. Masz pomysł, jak analizować jego zachowanie, wiedzę i działania? - dodał jeszcze zaraz, nie przejmując się zupełnie tym, że pewnie brzmi jak kretyn, bo bawiło go wystawianie tej kocicy na takie pogawędki. Była, jak doszedł do wniosku, nic niewarta.
- Och, już rozumiem - mruknął z krzywym uśmieszkiem, kiedy pojawili się jacyś jegomoście z Rzeki, co wcale go nie obeszło. Nie zamierzał ruszać się ze swojego miejsca, z tej prostej przyczyny, że po prostu mógł tutaj siedzieć. Trzeba jednak przyznać, że te parchy miały o sobie wyjątkowo dobre mniemanie, dzięki opowieści kocicy wiedział już jednak doskonale, dlaczego tak to wyglądało. Skinął jej łbem, jakby chciał podziękować za wszystkie wyjaśnienia, jakich mu udzieliła, ale jego mina wskazywała na to, że jest raczej rozbawiony zaistniałą sytuacją. - Niechaj Gwiezdny Klan nad wami czuwa, choć nie wiem, czy słowa od Brudasa cokolwiek dla was znaczą - dodał jeszcze, a później podniósł się i przesiadł kawałek dalej, bo nie zamierzał brać udziału w jakimś praniu brudów, niewiele go to obchodziło, a nie zamierzał również bawić się w wyjaśnienie całej sytuacji, dostrzegł również Jastrzębia, który szedł już w stronę Dębów, była zatem pora, by ruszać do domu.
//zt ?
OHJUSTYOUWATCH - ̗̀ I'msteppin'intofate ̖́- there isnotimetowaste I've got thatlightnin'inside me this ishowlegendsaremade
Wysoka; szczupła; dobrze wyćwiczona i umięśniona; pełna wdzięku; długowłosa; czarny-srebrny ticked z bielą; oczy soczyście zielono-żółte; nos różowy; wąskie blizny nad lewym okiem - ślady po pazurach; mniejsza blizna ciągnąca się przez nos aż do wargi.
Jest typowym przypadkiem kota, który posiada problemy z nawiązywaniem bliższych relacji, choć od jakiegoś czasu sytuacja zaczęła się normować, a ona z własnych doświadczeń oraz obserwacji zaczęła wyciągać wystarczającą ilość wniosków, by nauczyć się nie tylko okazywać szczere uczucia, ale także je przyjmować, nawet jeśli wciąż robi to z lekka nieporadnie.
Zbliżenie się do niej nigdy nie należało do najłatwiejszych i nawet jeśli się zdawało, że poczuwa do kogoś sympatię, w rzeczywistości, i najczęściej, było to jedynie sztuczne wrażenie, będące wielką kolorową bańką w której zamyka swoją biedną, nazwijmy to ofiarę. Wartość danej znajomości jest w oczach Białej Burzy mierzona przede wszystkim korzyściami, jakie z niej płyną, choć niekiedy pozwala sobie zapomnieć o tym podejściu, by w ramach relaksu poluźnić smycz i pozwolić sobie na odrobinę beztroskiej przyjemności. Już za młodu zdecydowała się zaprzedać duszę rzecznej władzy, jakakolwiek by nie była i jakiekolwiek przetasowania by w niej nie występowały, a także samemu i całemu Klanowi Rzeki. (reszta, tj. drugie tyle, w kp)
Ośnieżony Szlak [GK]
⠀⠀⠀- Twoja wizja świata jest tak wyidealizowana, że chce się rzygać. Jeśli naprawdę myślałeś, że ktoś z innego klanu będzie lizał Tobie i Cieniowi metaforyczny tyłek, posiłkując się obiektywizmem, to jesteś wyjątkowo głupi, a Twoi rodzice powinni zastanowić się nad zawróceniem Cię do kociarni. - W oczach Białej Łapy... zatliły się radosne iskierki, a na jej pysku namalował wyjątkowo uroczy i zaczepny uśmiech. Po raz pierwszy w swoim życiu bawiła się dobrze, z zaskoczeniem, a także lekkim przestrachem, przyjmując do serca informację, że to wszystko działo się za sprawą nieprzyjemnego zachowania, które należałoby co najmniej potępić, ale... w tej samej chwili dotarł do nich Wietrzny Wąs, który tylko i wyłącznie dorzucił oliwy do ognia. Futro na srebrzysto-białym grzbiecie uniosło się delikatnie, kiedy priorytety Zimna zderzyły się ze sobą w szaleńczej szarpaninie, aczkolwiek ta nie trwała długo. Klan Rzeki zajmował najważniejsze miejsce w jej sercu, którego nie wyprze żadne... ścierwo z krzywą mordą.
⠀ - Romanse? - Zachichotała chłodno, odwracając się bokiem do rudego wojownika i, tym samym, kompletnie ignorując niebieskiego kocura, który coś tam jeszcze seplenił pod nosem. Krzyżyk na drogę. - Z tak obrzydliwym, jak to nazwałeś, ścierwem? Zlituj się, Wietrzny Wąsie. Rozmawialiśmy tylko o tym dlaczego Klan Cienia śmierdzi tak, jakby każdego dnia tarzał się w żabich odchodach, aczkolwiek później doszłam do wniosku, że z ropuchami muszą się po prostu puszczać, skoro wyglądają... tak karykaturalnie. - Brewki Białej Łapy uniosły się lekko, kiedy posłała rudemu kocurowi chłodny, ale również wyjątkowo wyniosły uśmiech, który był równie nieszczery co jej słowa. Nie lubiła syna Ślimaczej Muszli, aczkolwiek w zaistniałej sytuacji to on był członkiem jej klanu i to on... niestety, ale był ważniejszy.
⠀⠀⠀Pożegnanie cienistego terminatora i jego dalszy bełkot puściła mimo uszu, ani nie odpowiadając, ani nawet na niego nie patrząc, obdarowując swoim jestestwem tylko i wyłącznie Wiaterka, któremu majtnęła przed nosem ogonem i odeszła w kierunku terenów Klanu Rzeki.
⠀ - Dla tatusia zawsze znajdę czas, podczas gdy Ty... - Zmierzyła go spojrzeniem, gdy szli już nieopodal siebie. - Będziesz musiał zaczekać do następnego dnia.
Wietrzna Łapa jest bardzo wysokim i eleganckim kocurem o smukłym i masywnym pysku z lekko zakrzywionym mostkiem nosa, ale też szerokich barkach oraz karku. Jego ciało otula zawsze dobrze ułożone długie futro koloru rudo-dymnego. Rozjaśnia się na pysku, szyi i brzuchu, a dodatkowo na piersi i brzuchu ma białe znaczenie, przy czym na piersi jest małe i przez to mniej widoczne, ponieważ znajduje się nad dymnym rozjaśnieniu. Znaczenie znajduje się też na wszystkich łapach pod postacią czterech, bardzo krótkich skarpetek. Wyjątkiem są jedynie dwa środkowe palce u lewej tylnej łapy, a będąc przy palcach - Wietrzny ma ich aż sześć u lewej przedniej łapy, lecz nie przeszkadza mu to w funkcjonowaniu. Jego oczy już dawno się wybarwiły i przybrały kolor brązowopomarańczowy.
Wietrzna Łapa zawsze był zapatrzony w ojca i chciał być taki, jak on. Nadal marzy o tym, by zabłysnąć w oczach starszych kotów i uparcie do tego dąży, nawet jeśli jego rówieśnicy już dawno ukończyli swoje treningi, a on sam został gdzieś z tyłu, zupełnie zapomniany. Jest spokojny i opanowany, a przy tym zawsze uprzejmy, choć zdarza mu się wycedzić jakąś złośliwość, jeśli ta okaże się na miejscu. Gdy choroba zatrzymała go w lecznicy, przemyślał swoje postępowanie i kilka ważnych w życiu spraw, uznając, że nie jest pępkiem świata i to, że zniknie na jakiś czas z klanowego życia, nic nie zmieni. Chce, aby jego obecność i nieobecność były wyczuwalne, dlatego też chce pracować i żyć dla klanu, by umacniać nie tylko go, ale także siebie.
Trzaskająca Łapa [Grom]
Jeśli Lodzik myślał, że Wietrzny przyszedł tylko po to aby wyciągać brudy Białej Łapie to grubo się mylił i długiej kariery mu nie przewidywał. Zależało mu na poprawie relacji z Białą Łapą, która była bystra i jak się okazuje miała odpowiednie podejście do innych klanów. Popełnił kiedyś błędy i wyczekiwał tylko okazji do ich poprawy, a ta była wręcz idealna. Rudy kocur uśmiechnął się paskudnie na słowa terminatorki i obrzucił niebieskiego kocura pogardliwym spojrzeniem. - Ażeby tylko z ropuchami! - zakrzyknął ze śmiechem i ruszył za nią do patrolu. - Teraz przynajmniej przekonałaś się na własne oczy, że nie są warci złamanego pazura. Lisie bobki, tak samo jak klan gromu. I zaczekam. Przyjdę do ciebie jutro wieczorem, gdy będziesz już po treningu. - trzeba było raz a dobrze pogrzebać przeszłość i o niej nareszcie zapomnieć, a później kto wie. Wietrznemu Wąsowi przydałby się silny sojusznik, a Biała Łapa, nawet jeśli nadal była nierozsądna i dopiero się uczyła, w przyszłości takim będzie.
Wysoka; szczupła; dobrze wyćwiczona i umięśniona; pełna wdzięku; długowłosa; czarny-srebrny ticked z bielą; oczy soczyście zielono-żółte; nos różowy; wąskie blizny nad lewym okiem - ślady po pazurach; mniejsza blizna ciągnąca się przez nos aż do wargi.
Jest typowym przypadkiem kota, który posiada problemy z nawiązywaniem bliższych relacji, choć od jakiegoś czasu sytuacja zaczęła się normować, a ona z własnych doświadczeń oraz obserwacji zaczęła wyciągać wystarczającą ilość wniosków, by nauczyć się nie tylko okazywać szczere uczucia, ale także je przyjmować, nawet jeśli wciąż robi to z lekka nieporadnie.
Zbliżenie się do niej nigdy nie należało do najłatwiejszych i nawet jeśli się zdawało, że poczuwa do kogoś sympatię, w rzeczywistości, i najczęściej, było to jedynie sztuczne wrażenie, będące wielką kolorową bańką w której zamyka swoją biedną, nazwijmy to ofiarę. Wartość danej znajomości jest w oczach Białej Burzy mierzona przede wszystkim korzyściami, jakie z niej płyną, choć niekiedy pozwala sobie zapomnieć o tym podejściu, by w ramach relaksu poluźnić smycz i pozwolić sobie na odrobinę beztroskiej przyjemności. Już za młodu zdecydowała się zaprzedać duszę rzecznej władzy, jakakolwiek by nie była i jakiekolwiek przetasowania by w niej nie występowały, a także samemu i całemu Klanowi Rzeki. (reszta, tj. drugie tyle, w kp)
Ośnieżony Szlak [GK]
* * *
⠀⠀⠀Jakoś tak się złożyło, że niedługo po ceremonii umówiła się z Czereśnią na spacer, skoro tamtego felernego dnia nie było im dane odbyć dłuższej konwersacji. Miała nadzieję dopaść kotkę w innych, bardziej luźnych okolicznościach i już po kilku, czy tam kilkunastu wschodach słońca, grafiki ich treningów tak się nałożyły, iże obydwie miały wolny wieczór, który mogły spędzić na bliższym poznaniu się. Wiedza o kolegach i koleżankach z legowiska była ważna, zwłaszcza wtedy, kiedy stanowili interesujący całokształt. Spotkały się na Bobrowej Tamie, wedle ustaleń, a łapy dalej powiodły je aż pod Cztery Dęby, bo czemu by nie. Przynajmniej nikt im nie będzie przeszkadzał, a jeśli już ktoś postanowi, to może będzie to delikwent z innego klanu. Dwie pieczenie na jednym ogniu.
⠀ - Chmury, chmury, chmury - westchnęła z nadąsaną miną. - A do tego ten wiatr! Liczyłam na gwieździstą noc, ale wcześniej dopadnie nas chyba jakaś ulewa, brr. - Potrząsnęła łebkiem, strosząc puszyste futerko w zmarzniętym geście. Teraz... nie miały wyjścia. Skoro przyszły to musiały i wrócić, nawet jeśli ziemia między ich łapami zaczęłaby się rozstępować. Wieczorne niebo... było wyjątkowo ciemne. Za ciemne. Zdawałoby się, że zapadł już zmrok, ale to tylko omylna wizja. To tylko te przeklęte chmury. Szkoda, że jeszcze nie grzmiało. Może zacznie za kilka księżyców.
Księżyce: 86 Mistrz: niedźwiedzi kieł [*] Płeć: kotka Matka: świetlikowy zagajnik Ojciec: co to; bycza łapa Partner: po co :/ Trwałe urazy: spora blizna na lewej łopatce, podłużna blizna na szyi
Niegdysiejsza rzeczna ślicznotka, z wiekiem nie straciła wiele ze swej urody. To kotka wysoka i masywna, acz jednocześnie obdarzona sporą dawką naturalnej gracji i elegancji, o kształtnym pyszczku, migdałowych oczach barwy zielonej niczym trawa i różowym nosie otoczonym długimi, białymi wąsami. Tym, co w jej przypadku zawsze rzucało się w oczy, było jej długie, wyjątkowo puchate futerko, zawsze miękkie, idealnie czyste i ułożone (o taki skarb grzechem byłoby przecież nie dbać!), oraz — co chyba najważniejsze — wyjątkowo pstrokate. Odcienie czerni i szarości tworzą na jej ciele barwną mieszankę; najwięcej rudego widać na uszach, prawej łapie oraz plamce nad oczami. Paletę kolorów dopełnia biel, zaczynająca się między oczami i ciągnąca przez pyszczek i pierś, aż do brzucha. Również jej łapy poznaczone są bielą — na przednich łapach obejmuje tylko palce, na tylnych zaś sięga aż do pięt. Kilka rzeczy się w niej jednak zmieniło; schudła nieco i zmizerniała a jej futro zdaje się być bardziej matowe. Największą i najbardziej rzucającą się w oczy zmianą jest jednak spora blizna na lewej łopatce oraz mniejsza, podłużna blizna na szyi.
Dumna, pewna siebie kotka o optymistycznym nastawieniu, sympatyczna i łatwo nawiązująca nowe znajomości, dość próżna, skupiona na tym, co tu i teraz, oddana swojemu Klanowi.
Czereśniowa Łapa musiała przyznać, że odkąd Biała Łapa umówiła się z nią na spacer, naprawdę nie mogła się tego doczekać. Nigdy nie miała wystarczająco czasu, by lepiej zapoznać się z Zimnem, czego zawsze żałowała, bo ta wysoce ją intrygowała, i wyglądało na to, że teraz miały okazję to zmienić, co niesamowicie ją cieszyło. W trakcie faktycznego spaceru starała się być bardziej elegancka i opanowana, bo taka była Biała Łapa, a Czereśni wyraźnie zależało na tym, by zrobić na niej wrażenie, jednak sprężysty krok i energicznie przecinający powietrze ogon nieco ją zdradzały. Poza ekscytacją czuła też niepewność, bo nie wydawało jej się, że spacerek w towarzystwie innej terminatorki, późną porą i ciągnący się aż do Czterech Dębów, byłby czymś, co Niedźwiedzi Kieł by pochwaliła. O tym jednak starała się nie myśleć; wolała się zrelaksować i cieszyć chwilą, konsekwencjami będzie martwić się później... O ile w ogóle jakieś będą. W końcu czego ciotka nie widzi, tego sercu nie żal... czy jakoś tak, a Czereśnia z pewnością nie miała zamiaru się tym chwalić.
— Mam nadzieję, że nie. Nie chcę, żeby futerko mi zmokło. — Pstrokata również nastroszyła się, próbując obronić się przed chłodem. — No i fajnie byłoby tak sobie pooglądać nocne niebo. — Akurat Srebrnej Skórki Czereśnia nie oglądała tak często, jakby chciała. Noc była od spania i nie miała zamiaru budzić się, albo kłaść zbyt późno tylko po to, żeby patrzeć na gwiazdy, nieważne jak ładne by one nie były.
Tak bym chciał Cię. . . . .⁺ spotkaćraz
₊. . . . .w tenjedyny dzień
Lub o tydzieńcofnąć czas, a l enie da się Chociaż { SAMOTNOŚCI SMAK } aż do bólu znam
Kiedy innychniedzielbrak, . . . . . . . . . . . . . . . .trudno co mi tam . . .
[ wszyscy gwiezdni balują w niebie ]
˗ˏˋ . .Złoty. ˎˊ˗ . sypie się k u r z A jawłóczę sięznówbez Ciebie
I do { P I E K Ł A } mam t u ż Świat się tylko już ze mną kręci Gwiazdyp ł o n ą jak stal