Księżyce: 118
Mistrz: Rudzikowy Ogień | Czarny Bez
Płeć: kotka
Matka: Śliwkowa Gałązka[*]
Ojciec: Zakurzony Grzbiet[*]
Partner: Kornik
Trwałe urazy: blizna przechodząca przez prawe oko, blizna na barku
Szczupła, ale umięśniona, wysoka kocica o czekoladowym futrze i zielonych ślepiach. Widać oznaki starzenia się - siwiejące włosy na mordce.
Charakter Zachodzącego Światła jest nie do zdarcia. Cały czas pozostaje pewna siebie. Jej ambicja nadal jest niespełniona, chociaż jest jeszcze bliżej celu, niż wcześniej. W końcu wreszcie została wojowniczką, na co czekała bardzo, bardzo długo. Jej pyskata natura nadal pozostała. Przykleiła się w sumie jak rzep! Podobnie jak mówienie swojego zdania na cały głos. Ma prawo wyrażać swoje myśli na głos nieprawdaż? Oczywiście. Pozytywne emocje prawie całkowicie z niej zniknęły. Jedyne jakie czuje to... to takie dziwne uczucie przy jednej z wojowniczek Klanu Rzeki. Ale co to? Ona sama w sumie nie wiem...
Czekoladowa kocica zawsze wcześnie wstawała. Nie lubiła marnować dnia. Zazwyczaj jednak m.. Chodziła na samotne patrole łowieckie, albo na jakiś graniczny, które wyznaczała Ćma. Teraz jednak była zmuszona zmienić swoje nawyki, gdyż dostała terminatora. Jeśli to nie była zasługa Ćmiego Zmierzchu, to Zachód byłaby naprawdę zdziwiona, gdyby okazała się to dobra wola samej Gwiazdy. Dopiero wróciła do klanu. Czerwia powiedziała jej w pysk, że jej nie ufa, a teraz dała jej terminatora? Coś tu niezbyt jej grało... Może to jakiś podstęp? Próba? Kto wie.
Zachodzące Światło wyskoczyła ze swojego legowiska, po czym skierowała się w stronę wyjścia z obozu. Słońce zaraz miało wschodzić, a trochę głupie byłoby, aby stawiała się na miejsce jako druga. W końcu sama wyznaczyła czas i miejsce, a Płonąca Łapa musiał się stawić. Chyba, że chciał robić foszki, bo nie dostał tego mistrza co chciał, albo było za wcześnie. Chodź z drugiej strony, na wczorajszej ceremonii zgodził się z planowanym spotkaniem - a nawet jakby się nie zgodził to Zachód by go nie zmieniła.
Usiadła więc przy wyjściu z obozu, wpatrując swojego burego uczniaka. Nie było po niej tego widać, gdyż pysk miała kamienny jak zawsze, ale... Była nieco podekscytowana tym, że wreszcie przeprowadzi prawdziwy trening. Wytrenowała trochę Pustułczą Łapę, gdy sama była terminatorką, ale to przsz nieudolność jej mistrzyni. Teraz miała swojego podopiecznego, którego będzie mogła wytresować po swojemu. Będzie mogła przekazać mu wszystko, co sama będzie chciała... Więc czekała, owijając biczowaty ogon wokół łap.
She, Queen of the Kings Broken her cage, threw out the keys She will be the warrior of NorthandSouthern seas
Księżyce: 134
Mistrz: Zachodzące Światło [*]
Płeć: kocur
Matka: Mysi Krok [*]
Ojciec: Bukowa Kora [*]
Partner: każdy i nikt
Trwałe urazy: blizna na podgardlu po ataku borsuka, blizna na karku, blizna na tylnej łapie i zadrapanie pod prawym okiem
Księżyce: 134
Mistrz: Zachodzące Światło [*]
Płeć: kocur
Matka: Mysi Krok [*]
Ojciec: Bukowa Kora [*]
Partner: każdy i nikt
Trwałe urazy: blizna na podgardlu po ataku borsuka, blizna na karku, blizna na tylnej łapie i zadrapanie pod prawym okiem
Duży, masywny kocur o szerokich barkach i silnych łapach. Ma garbaty nos, skośne, zielone oczy i pędzelki na uszach. Jego umaszczenie jest ciemne, bure tygrysio pręgowane i około połowy jego ciała pokrywa biel, charakterystycznie przecinając mu lewe oko. Ogon jest gruby, średniej długości, zakończony czernią.
[pełny charakter w KP] Bystry i uważny kocur, obserwuje wszystko, co się wokół niego dzieje i nie pozwala, by coś umknęło jego uwadze. Towarzyski i uśmiechnięty, z łatwością nawiązuje nowe znajomości. Bywa wścibski i lubi się przyjacielsko droczyć. Nie lubi granic, zasad i religii, skrycie tym gardząc. Jest elastyczny i często dostosowuje się do sytuacji i rozmówcy. Zależy mu na jego najbliższych - czy to przyjaciołach czy rodzinie.
Rybołowi Lot, Liliowa Łapa. Bratek [KRz]
Córka Śliwkowej Gałązki na szczęście nie musiała zbyt długo na niego czekać. Przyszedł w zasadzie wkrótce po niej. Wyszedł ze Zrośniętych Drzew i rozejrzał się po budzącym się dopiero, nieco pustym obozie. Był to dla niego całkiem nowy widok, bo rzadko obserwował go tak wcześnie, z reguły wychodził z Chruśniaku odrobinę później. Nie marnował jednak zbyt dużo czasu na podziwianie okolicy. Przeciągnął się, wyciągając do przodu łapy i ziewając, by zrzucić z siebie resztki snu, a następnie podszedł do Zachodzącego Światła, która, faktycznie, czekała na niego przy wejściu do obozu. To miało być pierwsze wyjście z niego Pożara. Jeszcze nigdy poza obozem nie był, i jego wizja świata opierała się o opowieści matek i starszyzny, a także z tego, co zobaczył z Błyszczących Głazów. Obóz otaczały drzewa i krzewy, więc zakładał, że na zewnątrz jest ich po prostu jeszcze więcej. xx - Dzień dobry, Zachodzące Światło - powiedział neutralnym i umiarkowanie zainteresowanym tonem - Co będziemy dzisiaj robić? - Zapytał, stając przed kocicą i wpatrując się w nią uważnie. Wiedział mniej więcej czego terminatorzy się uczą na treningach, ale nie znał kolejności ich nauki, nie wiedział, od czego się zaczyna i co uznaje się za podstawy podstaw, dlatego musiał polegać na wiedzy Zachodzącego Światła.
Są takie>>DNI<< [są takie dni, takie dni] Kiedywiatr, kiedy deszcz i tęskniędo ciebie Są jeszcze ciągle takie dni
Są takie>>SNY<< [są takie sny, takie sny] Kiedyja, kiedy z niąbiegniemy do siebie Są jeszcze ciągletakiesny.
Księżyce: 118
Mistrz: Rudzikowy Ogień | Czarny Bez
Płeć: kotka
Matka: Śliwkowa Gałązka[*]
Ojciec: Zakurzony Grzbiet[*]
Partner: Kornik
Trwałe urazy: blizna przechodząca przez prawe oko, blizna na barku
Szczupła, ale umięśniona, wysoka kocica o czekoladowym futrze i zielonych ślepiach. Widać oznaki starzenia się - siwiejące włosy na mordce.
Charakter Zachodzącego Światła jest nie do zdarcia. Cały czas pozostaje pewna siebie. Jej ambicja nadal jest niespełniona, chociaż jest jeszcze bliżej celu, niż wcześniej. W końcu wreszcie została wojowniczką, na co czekała bardzo, bardzo długo. Jej pyskata natura nadal pozostała. Przykleiła się w sumie jak rzep! Podobnie jak mówienie swojego zdania na cały głos. Ma prawo wyrażać swoje myśli na głos nieprawdaż? Oczywiście. Pozytywne emocje prawie całkowicie z niej zniknęły. Jedyne jakie czuje to... to takie dziwne uczucie przy jednej z wojowniczek Klanu Rzeki. Ale co to? Ona sama w sumie nie wiem...
Nie musiała długo czekać, aby wreszcie ujrzeć Pożara, który wyszedł z legowiska terminatorów. Przyglądała mu się uważnie, zielonymi ślepiami, w których jak zwykle widniał chłód. Czekała, aż ten podejdzie do niej, a gdy tak się stało, kiwnęła mu jedynie lekko głową na powitanie, mrużąc oczy. Głos buro-białego wskazywał, iż nie był zbytnio zainteresowany, oczywiście według Zachód. Każdy okazywał emocje inaczej prawda?
- Dzień dobry - mruknęła, cały czas wpatrując się w swojego terminatora. Miała plan na jego trening. Wiedziała, co chce zrobić najpierw. Nie lubiła bawić się w wybory, bo sama takowego nie miała. - Przejdziemy się po granicach i przerobimy kodeks oraz rangi - miauknęła wstając. Zatrzymała się jednak na chwilę. Kocur dopiero wstał, a do tego, miał krótsze łapy niż ona. Był przyzwyczajony do mniejszych dystansów, niż ona. Miał również pewnie mniej siły i za pewne nie potrafił się obejść bez jedzenia. Przynajmniej tak widziała terminatorów ona. - Jeśli jesteś głody, to masz ostatnią szansę, żeby coś zjeść - dodała zaraz potem. W końcu przejście granic zajmie im pół dnia. Zachód nie znała jeszcze predyspozycji Płonącej Łapy, więc nie wiedziała też, czy potrzebuje jakiegoś jedzenia, czy też nie.
Gdyby zechciał zjeść, czekoladowa czekałaby chwilę, aż skończy, a jeśli nie, to od razu dała mu znak ogonem, aby szedł za nią. Potem prześliznęła się przez wyjście. Dla niej nie był to ekscytujący widok, ale dla świeżego terminatora... pewnie tak. W końcu słońce wschodziło i mimo, iż las był łysy, to miało to jakiś swój chłodny urok. Taki klimat bardzo pasujący córce Śliwkowej Gałązki. Orientalna nie czekała również,aby ruszyć w stronę Kwiecistej Łąki... Która była kwiecista podczas ciepłych pór.
- Płonąca Łapo - powiedziała, aby zwrócić na siebie uwagę terminatora - Miałeś nauki? Jeśli tak, to z kim i czego zdołałeś się dowiedzieć? - nie zwalniała tępa, jednak chciała mieć ucznia na oku. Wolała, aby nic mu się nie stało na treningu z nią, bo jeszcze ktoś pomyśli, że Wiedźma zrobiła to specjalnie.
She, Queen of the Kings Broken her cage, threw out the keys She will be the warrior of NorthandSouthern seas
Księżyce: 134
Mistrz: Zachodzące Światło [*]
Płeć: kocur
Matka: Mysi Krok [*]
Ojciec: Bukowa Kora [*]
Partner: każdy i nikt
Trwałe urazy: blizna na podgardlu po ataku borsuka, blizna na karku, blizna na tylnej łapie i zadrapanie pod prawym okiem
Księżyce: 134
Mistrz: Zachodzące Światło [*]
Płeć: kocur
Matka: Mysi Krok [*]
Ojciec: Bukowa Kora [*]
Partner: każdy i nikt
Trwałe urazy: blizna na podgardlu po ataku borsuka, blizna na karku, blizna na tylnej łapie i zadrapanie pod prawym okiem
Duży, masywny kocur o szerokich barkach i silnych łapach. Ma garbaty nos, skośne, zielone oczy i pędzelki na uszach. Jego umaszczenie jest ciemne, bure tygrysio pręgowane i około połowy jego ciała pokrywa biel, charakterystycznie przecinając mu lewe oko. Ogon jest gruby, średniej długości, zakończony czernią.
[pełny charakter w KP] Bystry i uważny kocur, obserwuje wszystko, co się wokół niego dzieje i nie pozwala, by coś umknęło jego uwadze. Towarzyski i uśmiechnięty, z łatwością nawiązuje nowe znajomości. Bywa wścibski i lubi się przyjacielsko droczyć. Nie lubi granic, zasad i religii, skrycie tym gardząc. Jest elastyczny i często dostosowuje się do sytuacji i rozmówcy. Zależy mu na jego najbliższych - czy to przyjaciołach czy rodzinie.
Rybołowi Lot, Liliowa Łapa. Bratek [KRz]
Chłodne spojrzenie Zachodzącego Światła nie robiło na nim wrażenia i po kilku chwilach przestał je wręcz zauważać, zakładając, że może kotka po prostu już tak ma, że jest niezadowolona z życia albo coś w tym guście. Pamiętał też swoją rozmowę z Białą Łapą na temat jego nowej mistrzyni, ale nie zamierzał się dzielić z czekoladową swoimi wątpliwościami czy też spostrzeżeniami, przynajmniej tak długo, aż jej nie zaufa. O ile coś takiego w ogóle kiedykolwiek się wydarzy. xx - Nie jestem głodny. Jadłem wieczorem i spokojnie wytrzymam wycieczkę po granicach - odpowiedział jej, po czym ruszył za nią, wychodząc prze Ciemny Szlak z obozu. Miejsce, do którego wyszli, to były Łęgi, i Pożar musiał przyznać, że w gruncie rzeczy to "las" wyobrażał sobie podobnie. Dużo drzew, jakieś krzewy, czasem jakieś zwalone kłody, suche paprocie. Nie miał jeszcze okazji zaznać pełni Pory Zielonych Liści przez co świat pokryty szarością, ewentualnie żółcią i czerwienią z niewielką ilością brudnej zieleni był jedynym, jaki znał. Niby wiedział, że w końcu "wszystko się zazieleni" ale na razie jego świat składał się z suchej trawy, zgniłych liści i łysych gałęzi drzew i krzewów. xx - Miałem. Ze Świetlikowym Zagajnikiem. Oprowadziła mnie po obozie i opowiedziała o tym, które miejsce jak się nazywa i od czego jest. Opowiedziała mi też o tym jak działa Klan, o rangach i o tym, kto piastuje główne rangi w Klanach. A od starszyzny wiem trochę o historii, ale bez jakichś specjalnych szczegółów - odpowiedział Zachodzącemu Światłu, nie patrząc się na nią a wokół siebie albo przed siebie. Uważał jak idzie, by nie wywalić się o jakąś suchą gałąź albo nie poślizgnąć na liściach. Kotka miała dłuższe łapy od niego, ale on również nie był najmniejszym kotem i masa dawała mu wystarczająco siły, by radzić sobie z nadążeniem za mistrzynią, przynajmniej na razie.
Są takie>>DNI<< [są takie dni, takie dni] Kiedywiatr, kiedy deszcz i tęskniędo ciebie Są jeszcze ciągle takie dni
Są takie>>SNY<< [są takie sny, takie sny] Kiedyja, kiedy z niąbiegniemy do siebie Są jeszcze ciągletakiesny.
Księżyce: 118
Mistrz: Rudzikowy Ogień | Czarny Bez
Płeć: kotka
Matka: Śliwkowa Gałązka[*]
Ojciec: Zakurzony Grzbiet[*]
Partner: Kornik
Trwałe urazy: blizna przechodząca przez prawe oko, blizna na barku
Szczupła, ale umięśniona, wysoka kocica o czekoladowym futrze i zielonych ślepiach. Widać oznaki starzenia się - siwiejące włosy na mordce.
Charakter Zachodzącego Światła jest nie do zdarcia. Cały czas pozostaje pewna siebie. Jej ambicja nadal jest niespełniona, chociaż jest jeszcze bliżej celu, niż wcześniej. W końcu wreszcie została wojowniczką, na co czekała bardzo, bardzo długo. Jej pyskata natura nadal pozostała. Przykleiła się w sumie jak rzep! Podobnie jak mówienie swojego zdania na cały głos. Ma prawo wyrażać swoje myśli na głos nieprawdaż? Oczywiście. Pozytywne emocje prawie całkowicie z niej zniknęły. Jedyne jakie czuje to... to takie dziwne uczucie przy jednej z wojowniczek Klanu Rzeki. Ale co to? Ona sama w sumie nie wiem...
Nie zamierzała go zmuszać. Po prostu ruszyła wraz z Płonącą Łapą na zewnątrz. Kotka widziała już tereny Klanu Rzeki w każdej formie. Po deszczu, kiedy kwitły, kiedy opadły liście oraz gdy były pokryty śniegiem. Ta Por Nagich Drzew była jednak... nijaka. Chłodna, ale nie zimna. Śnieg? Pfff. Prawie w ogóle nie było, a jak już spadł to zaraz topniał, zostawiając szary krajobraz.
- Mhm - mruknęła, mrużąc oczy. Świetlikowy Zagajnik była córką Kosowej Pieśni. Pamiętała ją, jak jeszcze była kociakiem. Dosyć dużo też nauczyła jej terminatora, więc w sumie dobrze. Zachodząca będzie mogła się skupić na innych rzeczach, które chciała uczniowi przekazać. - To miejsce, nazywane jest Łęgami. Tutaj zazwyczaj ptaki i mniejsze zwierzęta szukają jedzenia - miauknęła, machając delikatnie biczowatym ogonem. Trzepnęła delikatnie uchem, idąc cały czas przed siebie. Powoli zbliżali się do Kwiecistej Łąki. Las zaczął się rozrzedzać, lecz łąka nie była zapełniona kwiatami... a przynajmniej nie na razie. Wiedźma spojrzała na buro-białego kocura, mrużąc delikatnie ślepia.
- Wymień rangi i je scharakteryzuj - poleciała, nastawiając uszu. Szła jednak dalej przed siebie, zbliżając się coraz bardziej do gołej ziemi. Chciała wyciągnąć wiedzę z uczniaka, aby w razie czego go poprawić, powiedzieć coś jeszcze. Jej pierwszy terminator nie mógł być mysim móżdżkiem. Postara się, aby wyrosło z niego porządny wojownik. Jeśli wytrenuje Płonącą Łapę, będzie też jej argumentem na to, że nie mąci terminatorom w głowach. Będzie dowodem na to, że nie jest jak Tonące Słońce.
She, Queen of the Kings Broken her cage, threw out the keys She will be the warrior of NorthandSouthern seas
Księżyce: 134
Mistrz: Zachodzące Światło [*]
Płeć: kocur
Matka: Mysi Krok [*]
Ojciec: Bukowa Kora [*]
Partner: każdy i nikt
Trwałe urazy: blizna na podgardlu po ataku borsuka, blizna na karku, blizna na tylnej łapie i zadrapanie pod prawym okiem
Księżyce: 134
Mistrz: Zachodzące Światło [*]
Płeć: kocur
Matka: Mysi Krok [*]
Ojciec: Bukowa Kora [*]
Partner: każdy i nikt
Trwałe urazy: blizna na podgardlu po ataku borsuka, blizna na karku, blizna na tylnej łapie i zadrapanie pod prawym okiem
Duży, masywny kocur o szerokich barkach i silnych łapach. Ma garbaty nos, skośne, zielone oczy i pędzelki na uszach. Jego umaszczenie jest ciemne, bure tygrysio pręgowane i około połowy jego ciała pokrywa biel, charakterystycznie przecinając mu lewe oko. Ogon jest gruby, średniej długości, zakończony czernią.
[pełny charakter w KP] Bystry i uważny kocur, obserwuje wszystko, co się wokół niego dzieje i nie pozwala, by coś umknęło jego uwadze. Towarzyski i uśmiechnięty, z łatwością nawiązuje nowe znajomości. Bywa wścibski i lubi się przyjacielsko droczyć. Nie lubi granic, zasad i religii, skrycie tym gardząc. Jest elastyczny i często dostosowuje się do sytuacji i rozmówcy. Zależy mu na jego najbliższych - czy to przyjaciołach czy rodzinie.
Rybołowi Lot, Liliowa Łapa. Bratek [KRz]
xx - Czyli to pewnie dobre miejsce na polowanie - mruknął, trochę bardziej do siebie niż do swojej mistrzyni, rozglądając się wokół nich. W sumie faktycznie miejsce wyglądało na takie, które mogło ukrywać w sobie wiele zwierząt, jakichś gryzoni czy ptaków. Mogły chronić się wśród krzewów i drzew, a między korzeniami na pewno było wiele norek i jam. Może nie tak wielkich, jak Królikarnia w obozie Klanu Rzeki, ale skoro tak duża nora miała prawo bytu, to mniejsze znając życie też. xx - Na szczycie Klanu stoi przywódca który przeprowadza ceremonie, mianuje wojowników i terminatorów, podejmuje decyzje i takie tam. Ma dziewięć żyć - ponoć - i może przemawiać z Mroźnej Skały. Oprócz niego najważniejszymi rangami są jeszcze zastępca i medyk. Medyk leczy chore koty i ma mieć kontakt z Gwiezdnym Klanem - ponoć - O ile dobrze widziałem, to nasza medyczka mieszka w swojej Lecznicy, tak, jak Czerwona Gwiazda mieszka w Słonej Grocie a nie w legowisku wojowników. Zastępca zostaje przywódcą, gdy ten umrze. Oprócz tego są wojownicy, którzy są kotami, które ukończyły trening, terminatorzy, czyli koty w trakcie treningu, kocięta, czyli koty przed treningiem... Jeszcze są matki, które mają kocięta albo opiekują się kociętami innych kotek, starszyzna, czyli koty za stare by walczyć. To chyba wszystko. O, i terminator może też uszyć się na kolejnego medyka, wtedy nazywa się go terminatorem medyka. U nas w Klanie to Barwna Łapa - przypomniał sobie jeszcze imię kocurka, który rywalizował kiedyś z Wieczorem. Był bratem Czereśniowej Łapy. Spojrzał na Zachodzące Światło, jakby z góry przygotowany na to, że kotka postanowi powiedzieć na ten temat coś więcej. Same rangi były dosyć proste, ale z racji tego, że Pożar większość swojego życia mieszkał w kociarni to nie miał bezpośredniej styczności z dokładnymi obowiązkami każdej z owych rang. Nie lubił obowiązków ogólnie, więc też przez większość swojego życia wcale się tym nie interesował, rozzłoszczony na wiele rzeczy, w tym fakt, że musiał się słuchać i tym obowiązkom podlegać, jak nie teraz, to w przyszłości.
Są takie>>DNI<< [są takie dni, takie dni] Kiedywiatr, kiedy deszcz i tęskniędo ciebie Są jeszcze ciągle takie dni
Są takie>>SNY<< [są takie sny, takie sny] Kiedyja, kiedy z niąbiegniemy do siebie Są jeszcze ciągletakiesny.
Księżyce: 118
Mistrz: Rudzikowy Ogień | Czarny Bez
Płeć: kotka
Matka: Śliwkowa Gałązka[*]
Ojciec: Zakurzony Grzbiet[*]
Partner: Kornik
Trwałe urazy: blizna przechodząca przez prawe oko, blizna na barku
Szczupła, ale umięśniona, wysoka kocica o czekoladowym futrze i zielonych ślepiach. Widać oznaki starzenia się - siwiejące włosy na mordce.
Charakter Zachodzącego Światła jest nie do zdarcia. Cały czas pozostaje pewna siebie. Jej ambicja nadal jest niespełniona, chociaż jest jeszcze bliżej celu, niż wcześniej. W końcu wreszcie została wojowniczką, na co czekała bardzo, bardzo długo. Jej pyskata natura nadal pozostała. Przykleiła się w sumie jak rzep! Podobnie jak mówienie swojego zdania na cały głos. Ma prawo wyrażać swoje myśli na głos nieprawdaż? Oczywiście. Pozytywne emocje prawie całkowicie z niej zniknęły. Jedyne jakie czuje to... to takie dziwne uczucie przy jednej z wojowniczek Klanu Rzeki. Ale co to? Ona sama w sumie nie wiem...
Kocica nie zareagowała na słowa swojego terminatora. Jego wniosek był słuszny, więc nie zamierzała nic do tego dopowiadać. Po prostu szła dalej przed siebie. Słuchała za to uważnie tego, co miał do powiedzenia na temat rang. Jakąś tam podstawową wiedzę miał. To dobrze, chociaż i tak musiała nieco dopowiedzieć, bo to wszystko nie było.
- Dobrze - odparła najpierw, aby zaraz potem przejść do dalszej wypowiedzi - Medycy mieszkają w lecznicach, bo tam są wszystkie zioła. Gdy ktoś jest chory, to przenosi się na jakiś czas do lecznicy i wtedy medyk ma go na oku - miauknęła, po czym machnęła ogonem - Zastępca organizuje patrole łowieckie i graniczne. Jak sama ranga mówi, zastępuje przywódcę, gdy ten jest chory lub po prostu zajęty czymś innym. Może też mianować terminatorów ale nie wojowników. Wojownicy są, jak powiedziałeś, kotami po treningu. Chodzą na patrole, trenują terminatorów oraz są gotowi oddać życie za klan. Terminatorzy, mimo, iż są w trakcje treningu, mają też swoje obowiązki. Nie tylko chodzą na patrole ale wymieniają też mech w legowiskach - powiedziała, zerkając na buro-białego - Gdy terminator medyka skończy trening, jego mistrz może zrezygnować ze swojej rangi. Wtedy terminator staje się medykiem, lecz jeśli stary medyk pozostaje na swoim stanowisku a jego terminator zakończył trening, to młody dostaje imię i staje się pomocnikiem medyka. Ma wtedy takie same obowiązki jak medyk. Księżycowy Pył, gdy skończył...a trening, była przez jakiś czas pomocnikiem medyka. Kiedy jednak Łososiowa Łuska umarł, stała się medykiem - skończyła, po czym rozejrzała się po otoczeniu.
Szli teraz po gołej łące, która zapewne niedługo zacznie kwitnąć. W końcu przecież niedługo zacznie się Pora Nowych Liści a i ta Pora Nagich Drzew była mało brutalna. - To miejsce to Kwiecista Łąka. Gdy nadejdzie Pora Nowych Liści, będzie tutaj dużo kwiatów - powiedziała, po czym spojrzała przed siebie. Zbliżali się już do granicy. Szli w ciszy, nim kotka nie stanęła przy znaczniku zapachowym Klanu Rzeki z ziemiami niczyimi.
- Tu jest granica z ziemiami niczyimi - miauknęła po czym spojrzała w lewo a potem w prawo. Mogli iść do Jeżynowych Krzewów a potem po prostu iść dalej do granicy z Klanem Wichru albo do Bobrowej Tamy a tam iść z granicą śmierdzącego Gromu do równie śmierdzącego Wichru. Dała znak ogonem, aby poszli w lewo, do Bobowej Tamy. - Teraz kierujemy się do granicy z Klanem Gromu. Co o nich wiesz?
She, Queen of the Kings Broken her cage, threw out the keys She will be the warrior of NorthandSouthern seas
Księżyce: 134
Mistrz: Zachodzące Światło [*]
Płeć: kocur
Matka: Mysi Krok [*]
Ojciec: Bukowa Kora [*]
Partner: każdy i nikt
Trwałe urazy: blizna na podgardlu po ataku borsuka, blizna na karku, blizna na tylnej łapie i zadrapanie pod prawym okiem
Księżyce: 134
Mistrz: Zachodzące Światło [*]
Płeć: kocur
Matka: Mysi Krok [*]
Ojciec: Bukowa Kora [*]
Partner: każdy i nikt
Trwałe urazy: blizna na podgardlu po ataku borsuka, blizna na karku, blizna na tylnej łapie i zadrapanie pod prawym okiem
Duży, masywny kocur o szerokich barkach i silnych łapach. Ma garbaty nos, skośne, zielone oczy i pędzelki na uszach. Jego umaszczenie jest ciemne, bure tygrysio pręgowane i około połowy jego ciała pokrywa biel, charakterystycznie przecinając mu lewe oko. Ogon jest gruby, średniej długości, zakończony czernią.
[pełny charakter w KP] Bystry i uważny kocur, obserwuje wszystko, co się wokół niego dzieje i nie pozwala, by coś umknęło jego uwadze. Towarzyski i uśmiechnięty, z łatwością nawiązuje nowe znajomości. Bywa wścibski i lubi się przyjacielsko droczyć. Nie lubi granic, zasad i religii, skrycie tym gardząc. Jest elastyczny i często dostosowuje się do sytuacji i rozmówcy. Zależy mu na jego najbliższych - czy to przyjaciołach czy rodzinie.
Rybołowi Lot, Liliowa Łapa. Bratek [KRz]
W ciszy słuchał słów Zachodzącego Światła. Gdy był młodszy, dokładne działanie Klanu nie było mu aż tak bardzo znane. Nie sądził, że wszystko jest uporządkowane w aż takim stopniu, w jakim było, dlatego teraz był lekko zdziwiony, jednak wyraz jego pyska pozostawał kamienny. Przyswajał jednak wszystko to, o czym mówiła mu teraz mistrzyni. Część z tych rzeczy wiedział, część było uzupełnieniem jego wyobrażenia na temat Klanu, wszystko jednak mogło okazać się być w przyszłości przydatne. Mniej lub bardziej.
Pokiwał głową, rozglądając się po Kwiecistej Łące. Nie znał pełni piękna kwiatów, bo nie miał jeszcze okazji ich za bardzo zobaczyć. Widział trochę, ale były to głównie ususzone resztki tego, co kwitło podczas Pory Opadłych Liści. Teraz widział kilka krokusów, ale nie robiło to na nim większego wrażenia, gdyby jednak cała łąka była upstrzona najróżniejszymi kwiatami we wszystkich kolorach to może, może nawet zwróciłby na to baczniejszą uwagę. xx- Wiem, że Klan Gromu graniczy z Klanem Rzeki i, że zdarza się, że koty od nich przekraczają granice. Ich przywódcą jest Trzmiela Gwiazda, zastępcą Żubrze Gardło a medyka nie posiadają, ale mają terminatorkę medyka, Truskawkową Łapę - o rangach w Klanach opowiadała mu Świetlikowy Zagajnik podczas nauk, więc akurat to nie było problemem - Ale to chyba tyle, przynajmniej teraz sobie niczego innego nie przypominam.
Są takie>>DNI<< [są takie dni, takie dni] Kiedywiatr, kiedy deszcz i tęskniędo ciebie Są jeszcze ciągle takie dni
Są takie>>SNY<< [są takie sny, takie sny] Kiedyja, kiedy z niąbiegniemy do siebie Są jeszcze ciągletakiesny.
Księżyce: 118
Mistrz: Rudzikowy Ogień | Czarny Bez
Płeć: kotka
Matka: Śliwkowa Gałązka[*]
Ojciec: Zakurzony Grzbiet[*]
Partner: Kornik
Trwałe urazy: blizna przechodząca przez prawe oko, blizna na barku
Szczupła, ale umięśniona, wysoka kocica o czekoladowym futrze i zielonych ślepiach. Widać oznaki starzenia się - siwiejące włosy na mordce.
Charakter Zachodzącego Światła jest nie do zdarcia. Cały czas pozostaje pewna siebie. Jej ambicja nadal jest niespełniona, chociaż jest jeszcze bliżej celu, niż wcześniej. W końcu wreszcie została wojowniczką, na co czekała bardzo, bardzo długo. Jej pyskata natura nadal pozostała. Przykleiła się w sumie jak rzep! Podobnie jak mówienie swojego zdania na cały głos. Ma prawo wyrażać swoje myśli na głos nieprawdaż? Oczywiście. Pozytywne emocje prawie całkowicie z niej zniknęły. Jedyne jakie czuje to... to takie dziwne uczucie przy jednej z wojowniczek Klanu Rzeki. Ale co to? Ona sama w sumie nie wiem...
Rangi były jedną z najłatwiejszych części w treningu. Głównie było to spowodowane tym, iż można było to zaobserwować. Oczywiście jeśli nie marnowało się czasu na zbędne rzeczy, albo było się tak głupim, że nawet się tego nie zauważało. Czasem nawet niektórzy wychodzili z założenia, że lepiej mieć podane wszystko pod pysk. Na jej treningu jednak tak nie było. Jej terminatorzy również nie będą mieli czegoś takiego. Aby być wojownikiem, trzeba nauczyć się myśleć. Inaczej... już po tobie i tyle.
Na przekraczanie granicy przez Gromiaków zareagowała fuknięciem irytacji - Odkąd pamiętam, Klan Gromu nie przejmował się granicami - miauknęła, a jej biczowaty ogon zakołysał się na boki. Bezczelne kupy futra. Mieli szczęście. Mieli szczęście, że ona od jakiegoś czasu nikogo z tego śmierdzącego klanu nie spotkała. Jednak jeśli spotka i przekroczy granice... Nie będzie się hamować. A jak zareagowała na wiedzę swojego terminatora? Po prostu kiwnęła głową na zgodę.
- Co ty byś zrobił, gdybyś spotkał jakiegokolwiek kota przekraczającego granice? - naszło ją jakoś na to pytanie bo... wolała wiedzieć, co zrobiłby Płonąca Łapa i czy będzie musiała mu wbić do głowy konkretne zachowanie. A oni zbliżali się już powoli do Bobrowej Tamy.
She, Queen of the Kings Broken her cage, threw out the keys She will be the warrior of NorthandSouthern seas
Księżyce: 134
Mistrz: Zachodzące Światło [*]
Płeć: kocur
Matka: Mysi Krok [*]
Ojciec: Bukowa Kora [*]
Partner: każdy i nikt
Trwałe urazy: blizna na podgardlu po ataku borsuka, blizna na karku, blizna na tylnej łapie i zadrapanie pod prawym okiem
Księżyce: 134
Mistrz: Zachodzące Światło [*]
Płeć: kocur
Matka: Mysi Krok [*]
Ojciec: Bukowa Kora [*]
Partner: każdy i nikt
Trwałe urazy: blizna na podgardlu po ataku borsuka, blizna na karku, blizna na tylnej łapie i zadrapanie pod prawym okiem
Duży, masywny kocur o szerokich barkach i silnych łapach. Ma garbaty nos, skośne, zielone oczy i pędzelki na uszach. Jego umaszczenie jest ciemne, bure tygrysio pręgowane i około połowy jego ciała pokrywa biel, charakterystycznie przecinając mu lewe oko. Ogon jest gruby, średniej długości, zakończony czernią.
[pełny charakter w KP] Bystry i uważny kocur, obserwuje wszystko, co się wokół niego dzieje i nie pozwala, by coś umknęło jego uwadze. Towarzyski i uśmiechnięty, z łatwością nawiązuje nowe znajomości. Bywa wścibski i lubi się przyjacielsko droczyć. Nie lubi granic, zasad i religii, skrycie tym gardząc. Jest elastyczny i często dostosowuje się do sytuacji i rozmówcy. Zależy mu na jego najbliższych - czy to przyjaciołach czy rodzinie.
Rybołowi Lot, Liliowa Łapa. Bratek [KRz]
Kotka wydawała się nosić w sobie spore pokłady złości, a przynajmniej takie skierowane względem kotów z innego Klanu. Z Klanu Gromu konkretnie. Pożar takiego złości w sobie nie miał, więc nie odpowiedział nic na jej komentarz. Zanotował sobie jednak w głowie tę informację. Taka złość była jednym z objawów lojalności, co niespecjalnie się kocurowi zgadzało z pewnym wyobrażeniem dotyczącym Zachodzącego Światła. Najwyraźniej musiał się jeszcze wiele na temat tej kotki nauczyć, co przyjął z pewnym zaciekawieniem. Na pytanie zadane przez mistrzynię zastrzygł lekko uszami. xx - Kazałbym mu wracać na swoje tereny, a gdyby tego nie zrobił, to sam bym go do tego zmusił siłą. I powiadomił o tym przywódczynię Klanu - odpowiedział praktycznie od razu. Takie poczynanie wydało mu się najbardziej logiczne. Czy też, najbardziej pożądane od wojowników Klanu. Granice były dla kotów z Klanów czymś na rodzaj świętości, strasznie się pieklili o każde jedne naruszenie ich, niezależnie od powodu. Z tego co zobaczył, to Zachodzące Światło też była takim kotem. xx - Starszyzna wspominała mi o tym, że kiedyś, na poprzednich terenach, Klan Cienia również naruszał granice Klanu Rzeki, podobnie jak teraz Klan Gromu - poruszył podobny temat - Wiesz czy to prawda, Zachodzące Światło?
Są takie>>DNI<< [są takie dni, takie dni] Kiedywiatr, kiedy deszcz i tęskniędo ciebie Są jeszcze ciągle takie dni
Są takie>>SNY<< [są takie sny, takie sny] Kiedyja, kiedy z niąbiegniemy do siebie Są jeszcze ciągletakiesny.
Księżyce: 118
Mistrz: Rudzikowy Ogień | Czarny Bez
Płeć: kotka
Matka: Śliwkowa Gałązka[*]
Ojciec: Zakurzony Grzbiet[*]
Partner: Kornik
Trwałe urazy: blizna przechodząca przez prawe oko, blizna na barku
Szczupła, ale umięśniona, wysoka kocica o czekoladowym futrze i zielonych ślepiach. Widać oznaki starzenia się - siwiejące włosy na mordce.
Charakter Zachodzącego Światła jest nie do zdarcia. Cały czas pozostaje pewna siebie. Jej ambicja nadal jest niespełniona, chociaż jest jeszcze bliżej celu, niż wcześniej. W końcu wreszcie została wojowniczką, na co czekała bardzo, bardzo długo. Jej pyskata natura nadal pozostała. Przykleiła się w sumie jak rzep! Podobnie jak mówienie swojego zdania na cały głos. Ma prawo wyrażać swoje myśli na głos nieprawdaż? Oczywiście. Pozytywne emocje prawie całkowicie z niej zniknęły. Jedyne jakie czuje to... to takie dziwne uczucie przy jednej z wojowniczek Klanu Rzeki. Ale co to? Ona sama w sumie nie wiem...
Na jego odpowiedź jedynie kiwnęła głową. Zrobiłaby to samo. Zrobiłaby raczej tak samo. Zależy w jakim byłaby humorze, spotykając kota przekraczającego granice. Byłoby bowiem wtedy kilka scenariuszów podczas takie spotkania... I może lepiej nie mówić co mogłoby się stać.
Zachodzące Światło nie była nigdy kotem idealnym. Nie zrobiła w swoim życiu wszystkiego dobrze, miała swoje za uszami. W kwestii lojalności jednak... Nawet jeżeli nikt w tym klanie jej nie lubił, nawet jeśli nie pasowała jej aktualna hierarchia klanowa... To był właśnie jej klan, a ona była wobec niego lojalna. Bez względu na wszystko.
Zastrzygła uszami słysząc pytanie burego terminatora. Ah... Jak ona dawno nie słyszała o tej sprawie. Machnęła biczowatym ogonem, po czym trzepnęła uchem. Byli już prawie przy Bobrowej Tamie.
- Nie urodziłam się na tamtych terenach ale z tego, co opowiadał mi mój brat, to tak. Mówił, że terminatorzy z Klanu Cienia cały czas naruszali nasze granice, więc Świetlikowa Gwiazda zażądał kawałka Śpiewającego Zagajnika, jeżeli dobrze pamiętam. Ostatecznie jednak Wężowa Gwiazda, dawny przywódca Klanu Cienia, oddał te tereny bez walki - powiedziała dosyć krótko - Może Czerwona Gwiazda ci opowie, jeśli znajdzie czas - dodała następnie, mrużąc zielone oczy. Po chwili zatrzymała się, stając przed porzuconą przez bobry konstrukcją z pni i gałęzi.
- To jest Bobrowa Tama. Można nią przejść, co zaraz zrobimy, na nasze tereny za Grzmiącą Rzeką. W niższe części tamy są dobrymi miejscami do łowienia ryb - miauknęła, po czym spięła mięśnie, aby następnie wskoczyć na jeden z pni, łapiąc się dodatkowo pazurami. Zaraz potem odsunęła się trochę i odwróciła powoli, aby znaleźć się przodem do swojego podopiecznego.
- Wyciągasz pazury, patrzysz na kłodę, na którą chcesz wskoczyć, wybijasz się mocno z tylnych łap - poinstruowała - Potem wbijasz pazury w drewno i zachowujesz równowagę. Chyba, że chcesz wpaść do wody - mruknęła po czym machnęła ogonem. Nie lubiła tego przejścia ale każdy musiał kiedyś przez nie przejść. Póki co postanowiła się przyglądać, jak sobie kocur radzi. Nie zamierzała mu pomagać, nim nie musiała. Podała mu dokładną instrukcje i albo się do niej zastosuje, albo zignoruje. Jego sprawa, co wybierze.
She, Queen of the Kings Broken her cage, threw out the keys She will be the warrior of NorthandSouthern seas
Księżyce: 134
Mistrz: Zachodzące Światło [*]
Płeć: kocur
Matka: Mysi Krok [*]
Ojciec: Bukowa Kora [*]
Partner: każdy i nikt
Trwałe urazy: blizna na podgardlu po ataku borsuka, blizna na karku, blizna na tylnej łapie i zadrapanie pod prawym okiem
Księżyce: 134
Mistrz: Zachodzące Światło [*]
Płeć: kocur
Matka: Mysi Krok [*]
Ojciec: Bukowa Kora [*]
Partner: każdy i nikt
Trwałe urazy: blizna na podgardlu po ataku borsuka, blizna na karku, blizna na tylnej łapie i zadrapanie pod prawym okiem
Duży, masywny kocur o szerokich barkach i silnych łapach. Ma garbaty nos, skośne, zielone oczy i pędzelki na uszach. Jego umaszczenie jest ciemne, bure tygrysio pręgowane i około połowy jego ciała pokrywa biel, charakterystycznie przecinając mu lewe oko. Ogon jest gruby, średniej długości, zakończony czernią.
[pełny charakter w KP] Bystry i uważny kocur, obserwuje wszystko, co się wokół niego dzieje i nie pozwala, by coś umknęło jego uwadze. Towarzyski i uśmiechnięty, z łatwością nawiązuje nowe znajomości. Bywa wścibski i lubi się przyjacielsko droczyć. Nie lubi granic, zasad i religii, skrycie tym gardząc. Jest elastyczny i często dostosowuje się do sytuacji i rozmówcy. Zależy mu na jego najbliższych - czy to przyjaciołach czy rodzinie.
Rybołowi Lot, Liliowa Łapa. Bratek [KRz]
Z uwagą wysłuchał słów kotki dotyczących jednej z historii opowiadanych przez starszyznę. Kotka wspomniała o tym, że nie urodziła się na starych terenach. Nie była najmłodsza, raczej w średnim wieku, więc Klany musiały się przenieść sporo czasu temu. Kolczasta Mordka i Pierzaste Serce pamiętały stare tereny, tak jak Ognistopręga i, najwyraźniej, Czerwona Gwiazda. Zatem tylko najstarsze koty w Klanie Rzeki. Ciekawe, czy w Klanie Cienia po takim czasie też wspominają te historię... zwłaszcza, że po przenosinach nie ma już owego Śpiewającego Zagajnika, więc różnica w ilości terenów między ich Klanami zniknęła. xx - Z tego co wiem to od tamtej pory nie mamy problemu z Klanem Cienia. Czy by w ogóle mamy z nimi jakąś granicę? Wiem już, że graniczymy z Klanem Gromu, ale nie wiem jak z pozostałymi dwoma Klanami - zapytał ją. Faktycznie, kocica najpierw zaprowadziła go na granicę z terenami niczyimi i wspomniała, że jak będą szli dalej to będzie tam granica z Klanem Gromu. Nie wspomniała jeszcze nic o ewentualnych granicach z Klanem Cienia i Wichru. Na wspomnienie Czerwonej Gwiazdy pokiwał głową. Może faktycznie jakiegoś dnia zapyta o to przywódczynię, ale, szczerze powiedziawszy, to niespecjalnie miał ochotę z nią rozmawiać. Stała na szczycie systemu, a to samo w sobie powodowało u kocura lekką niechęć, do której absolutnie nie zamierzał się przyznawać. xx - W porządku - odpowiedział jej pogodnym tonem i obserwował, jak kotka to zrobiła. Po czym sam spojrzał na Bobrową Tamę i wybrał jedną z kłód która wydawała mu się stabilna, po czym wysunął pazury i wskoczył na nią, starając się wbić owe pazury w drewno tak, by się nie poślizgnąć. Domyślał się, że drzewa pewnie są mokre od chlupiącej wszędzie wokoło wody, dlatego był przygotowany na to, że mógł stracić równowagę. Podświadomie używał jednocześnie swojego ogona do utrzymania pionu. Kojarzyło mu się to trochę ze skakaniem po Błyszczących Głazach mokrych od deszczu albo deszczu ze śniegiem.
Są takie>>DNI<< [są takie dni, takie dni] Kiedywiatr, kiedy deszcz i tęskniędo ciebie Są jeszcze ciągle takie dni
Są takie>>SNY<< [są takie sny, takie sny] Kiedyja, kiedy z niąbiegniemy do siebie Są jeszcze ciągletakiesny.
Księżyce: 118
Mistrz: Rudzikowy Ogień | Czarny Bez
Płeć: kotka
Matka: Śliwkowa Gałązka[*]
Ojciec: Zakurzony Grzbiet[*]
Partner: Kornik
Trwałe urazy: blizna przechodząca przez prawe oko, blizna na barku
Szczupła, ale umięśniona, wysoka kocica o czekoladowym futrze i zielonych ślepiach. Widać oznaki starzenia się - siwiejące włosy na mordce.
Charakter Zachodzącego Światła jest nie do zdarcia. Cały czas pozostaje pewna siebie. Jej ambicja nadal jest niespełniona, chociaż jest jeszcze bliżej celu, niż wcześniej. W końcu wreszcie została wojowniczką, na co czekała bardzo, bardzo długo. Jej pyskata natura nadal pozostała. Przykleiła się w sumie jak rzep! Podobnie jak mówienie swojego zdania na cały głos. Ma prawo wyrażać swoje myśli na głos nieprawdaż? Oczywiście. Pozytywne emocje prawie całkowicie z niej zniknęły. Jedyne jakie czuje to... to takie dziwne uczucie przy jednej z wojowniczek Klanu Rzeki. Ale co to? Ona sama w sumie nie wiem...
Owszem. Zachód była bowiem dokładnie pierwszym kociakiem urodzonym w Klanie Rzeki na nowych terenach, księżyc? Może dwa po przeprowadzce. Urodziła się nie tylko w pierwszym miocie ale również była pierworodną w ostatnim miocie Śliwkowej Gałązki.
- Możliwe, że jest to spowodowane tym, że już z nimi nie graniczymy. Od Klanu Cienia oddzielają nas Cztery Drzewa, ale o nich później porozmawiamy. A poza Klanem Gromu, graniczymy jeszcze z Klanem Wichru - odpowiedziała na zadane pytanie, jednocześnie kładąc uszy na wspomnienie o drugim klanie. Szybko jednak je podniosła, ponownie stawiając na sztorc. Klan Wichru kojarzył jej się tylko z tą Wronią karmą, która niegdyś była jej partnerem. Teraz widziała ten błąd młodości, ale był on według niej naprawdę okropny. Jak mogła być tak głupia i chodzić z tym idiotą! Ugh. To było prawie tak upokarzające, jak łaszenie się do Dwunoga, aby uciec.
Pożar zdawał się nieco bardziej pogodniejszy, niż wcześniej. Czuła bowiem lekką różnice, między jego wcześniejszym tonem głosu, a tym, jakim posłużył się teraz.
- Dobrze - miauknęła, przyglądając się, jak syn Mysiego Kroku wskakuje na jedną z kłód. Machnęła biczowatym ogonem, po czym odwróciła się, aby iść swobodnie na drugą stronę. - Jest ślisko, więc uważaj i nie chowaj pazurów, kiedy będziesz szedł dalej. - dodała, po czym ruszyła do przodu. Ostrożnie stawiała łapy na pniu, bowiem mimo tego, iż na patrolach czasem tędy przechodziła, nie czuła się komfortowo. Nie chciała jednak tego pokazać i mimo to, starała się iść w dosyć normalnym tempie.
Gdy dotarła na koniec tamy, po prostu zeskoczyła lądując zgrabnie na ziemi. Odwróciła się, czekając, aż Płonąca Łapa również będzie gotowy do ruszenia w dalszą drogę.
She, Queen of the Kings Broken her cage, threw out the keys She will be the warrior of NorthandSouthern seas
Księżyce: 134
Mistrz: Zachodzące Światło [*]
Płeć: kocur
Matka: Mysi Krok [*]
Ojciec: Bukowa Kora [*]
Partner: każdy i nikt
Trwałe urazy: blizna na podgardlu po ataku borsuka, blizna na karku, blizna na tylnej łapie i zadrapanie pod prawym okiem
Księżyce: 134
Mistrz: Zachodzące Światło [*]
Płeć: kocur
Matka: Mysi Krok [*]
Ojciec: Bukowa Kora [*]
Partner: każdy i nikt
Trwałe urazy: blizna na podgardlu po ataku borsuka, blizna na karku, blizna na tylnej łapie i zadrapanie pod prawym okiem
Duży, masywny kocur o szerokich barkach i silnych łapach. Ma garbaty nos, skośne, zielone oczy i pędzelki na uszach. Jego umaszczenie jest ciemne, bure tygrysio pręgowane i około połowy jego ciała pokrywa biel, charakterystycznie przecinając mu lewe oko. Ogon jest gruby, średniej długości, zakończony czernią.
[pełny charakter w KP] Bystry i uważny kocur, obserwuje wszystko, co się wokół niego dzieje i nie pozwala, by coś umknęło jego uwadze. Towarzyski i uśmiechnięty, z łatwością nawiązuje nowe znajomości. Bywa wścibski i lubi się przyjacielsko droczyć. Nie lubi granic, zasad i religii, skrycie tym gardząc. Jest elastyczny i często dostosowuje się do sytuacji i rozmówcy. Zależy mu na jego najbliższych - czy to przyjaciołach czy rodzinie.
Rybołowi Lot, Liliowa Łapa. Bratek [KRz]
xx - Ciekawe, czy teraz Klany Gromu i Wichru mają z nimi problemy o przekraczanie granic, skoro to oni graniczą z Klanem Cienia - rzucił to luźno bardziej jako retoryczne pytanie, aniżeli coś, co wymagało rzeczowej odpowiedzi. Prawda była taka, że i tak się tego pewnie nie dowiedzą, bo, jak się domyślał, Klany nieszczególnie chętnie dzieliły się między sobą informacjami dotyczącymi swoich problemów. Nie umknęło mu, że kotka położyła uszy po sobie wspominając o Klanie Wichru. Czyżby tego Klanu też nie lubiła? Czy jest w ogóle jakikolwiek Klan poza Klanem Rzeki do którego nie ma urazy? xx - Klanu Wichru też nie lubisz? Oni też zrobili coś nie tak? - zapytał, stwierdzając, że co mu szkodzi. Może Zachodzące Światło powie mu coś ciekawego na ten temat. Najwyżej odmówi, albo coś w tym guście. Po to jednak był chyba ten cały trening, by pytania na dręczące go tematy zadawać, co nie?
Jeśli natomiast chodziło o jego pogodniejszy ton... Nie lubił zdradzać się ze swoimi wątpliwościami i tym, o czym myślał, a na co dzień był dosyć ciekawskim i otwartym kotem, więc bycie opryskliwym bez powodu nie leżało w jego naturze. Mógł ostrożnie podchodzić tak do treningu jak i samej Zachodzącego Światła, ale coś takiego było wygodniejsze od syczenia na siebie i posyłania sobie chłodnych spojrzeń, przynajmniej tak długo jak sama kotka chciała współpracować.
Idąc za jej przykładem przeszedł po śliskich kłodach budujących Bobrową Tamę. Nie było to takie trudne gdy myślał nad tym co robi i nie zapominał o ciągle wyciągniętych pazurach oraz ogonie pomagającym mu złapać równowagę i nie spaść do wody. Chwilę po swojej mistrzyni też zeskoczył na drugi brzeg rzeki płynącej przez ich terytorium. xx- Rozumiem, że z reguły po prostu przepływa się przez rzekę, a nie idzie się do Tamy specjalnie po to, by ją pokonać? - zagadnął. On sam jeszcze nie umiał pływać. Był to jego pierwszy dzień treningu, a gdy jako kocię mieszkał w obozie to raczej nie miał do czynienia z głęboką wodą, co najwyżej jakimiś kałużami w których można było zanurzyć łapy.
Są takie>>DNI<< [są takie dni, takie dni] Kiedywiatr, kiedy deszcz i tęskniędo ciebie Są jeszcze ciągle takie dni
Są takie>>SNY<< [są takie sny, takie sny] Kiedyja, kiedy z niąbiegniemy do siebie Są jeszcze ciągletakiesny.
Księżyce: 118
Mistrz: Rudzikowy Ogień | Czarny Bez
Płeć: kotka
Matka: Śliwkowa Gałązka[*]
Ojciec: Zakurzony Grzbiet[*]
Partner: Kornik
Trwałe urazy: blizna przechodząca przez prawe oko, blizna na barku
Szczupła, ale umięśniona, wysoka kocica o czekoladowym futrze i zielonych ślepiach. Widać oznaki starzenia się - siwiejące włosy na mordce.
Charakter Zachodzącego Światła jest nie do zdarcia. Cały czas pozostaje pewna siebie. Jej ambicja nadal jest niespełniona, chociaż jest jeszcze bliżej celu, niż wcześniej. W końcu wreszcie została wojowniczką, na co czekała bardzo, bardzo długo. Jej pyskata natura nadal pozostała. Przykleiła się w sumie jak rzep! Podobnie jak mówienie swojego zdania na cały głos. Ma prawo wyrażać swoje myśli na głos nieprawdaż? Oczywiście. Pozytywne emocje prawie całkowicie z niej zniknęły. Jedyne jakie czuje to... to takie dziwne uczucie przy jednej z wojowniczek Klanu Rzeki. Ale co to? Ona sama w sumie nie wiem...
Odpowiedź na pytanie było proste. Nie. Do każdego klanu miała jakąś urazę. Do Klanu Gromu, ze względu na, że cały czas przekraczali granice. Do Klanu Cienia, właśnie również ze względu na przekraczanie granic oraz głupotę jego członków. W końcu poznała Szczurzą Łapę oraz wojowniczkę oczywiście. Byli po prostu idiotami. No i do Klanu Wichru, ze względu na swojego byłego partnera, co jednocześnie dawało jej przekonanie, że pozostali członkowie tego klanu są podobni o ile nie tacy sami. Na pytanie terminatora, machnęła ogonem.
- Klan Rzeki nie ma z nimi problemów. To już po prostu moja indywidualna sprawa - miauknęła w odpowiedzi. Nie miała zamiaru chwalić się tym, że miała kiedyś partnera w innym klanie. Poza tym, nikt nie domyślił się, że tak było... prawie nikt. Wiedziała tylko Ćmi Zmierzch, która najwyraźniej jedyna zwracała na nią uwagę, skoro się tego domyśliła. Tylko ona się nią interesowała, spędzała czas. Zależało jej, aby była w klanie. To... to dla niej wróciła. Po co innego miała wracać do klanu, skoro nikt jej tutaj nie lubił? No... może po to, aby zrobić im wszystkim na złość.
Gdy kocur wylądował obok niej, dała mu znak, aby poszli dalej.
- Owszem. W końcu to byłoby bez sensu prawda? Bobrową Tamą przechodzi się na patrolach granicznych - odpowiedziała, czując już śmierdzący zapach Gromu w nozdrzach. - Jak nauczysz się pływać, będziesz bez problemu przepływać na drugi brzeg. Teraz jednak możesz jeszcze przechodzić przez Wilgotne Skałki oraz z Błyszczących Głazów przez Błotnistą Wysepkę aby skończyć na Trzcinowym Brodzie - mruknęła po czym wskazała na obgryzione drzewa, przy granicy z klanem Trzmielej Gwiazdy.
- Jak pewnie zdążyłeś poczuć, Klan Gromu pachnie inaczej niż my. Tu, są Obgryzione Drzewa, jeden z wielu charakterystycznych punktów na granicy - mruknęła, idąc dalej. Chciała dosyć szybko przejść przez granicę śmierdzącego klanu. - Jak myślisz, Płonąca Łapo, jak oznacza się granicę?
She, Queen of the Kings Broken her cage, threw out the keys She will be the warrior of NorthandSouthern seas