Księżyce: 134
Mistrz: Zachodzące Światło [*]
Płeć: kocur
Matka: Mysi Krok [*]
Ojciec: Bukowa Kora [*]
Partner: każdy i nikt
Trwałe urazy: blizna na podgardlu po ataku borsuka, blizna na karku, blizna na tylnej łapie i zadrapanie pod prawym okiem
Księżyce: 134
Mistrz: Zachodzące Światło [*]
Płeć: kocur
Matka: Mysi Krok [*]
Ojciec: Bukowa Kora [*]
Partner: każdy i nikt
Trwałe urazy: blizna na podgardlu po ataku borsuka, blizna na karku, blizna na tylnej łapie i zadrapanie pod prawym okiem
Duży, masywny kocur o szerokich barkach i silnych łapach. Ma garbaty nos, skośne, zielone oczy i pędzelki na uszach. Jego umaszczenie jest ciemne, bure tygrysio pręgowane i około połowy jego ciała pokrywa biel, charakterystycznie przecinając mu lewe oko. Ogon jest gruby, średniej długości, zakończony czernią.
[pełny charakter w KP] Bystry i uważny kocur, obserwuje wszystko, co się wokół niego dzieje i nie pozwala, by coś umknęło jego uwadze. Towarzyski i uśmiechnięty, z łatwością nawiązuje nowe znajomości. Bywa wścibski i lubi się przyjacielsko droczyć. Nie lubi granic, zasad i religii, skrycie tym gardząc. Jest elastyczny i często dostosowuje się do sytuacji i rozmówcy. Zależy mu na jego najbliższych - czy to przyjaciołach czy rodzinie.
Rybołowi Lot, Liliowa Łapa. Bratek [KRz]
Udało się! Co prawda on sam też odrobinę oberwał, ale cóż, nie pierwszy nie ostatni raz, czy cośtam. Na jego pysku pojawił się leki uśmieszek, gdy grzmotnął mistrzynię łapami w pysk. Znów jednak byli w patowej sytuacji, stojąc do siebie frontalnie. Zachodzące Światło powinna być jednak chociaż minimalnie wytrącona z rytmu tym, jak oberwała w mordę, więc Pożar postanowił spróbować chociaż odrobinę to wykorzystać. Chciał być szybszy od niej i od razu wybił się z tylnych łap, zanim jej uda się zareagować. Miał w planach znowu spróbować ją podciąć, uderzając borkiem i barem w przednie łapy. Długie i szczupłe, aż proszące się, by ktoś je strącił niczym piony kręgli. Jednocześnie chował głowę do piersi, starając się chronić tak oczy i nos, jak i szyję. Zobaczymy, co teraz się stanie.
Są takie>>DNI<< [są takie dni, takie dni] Kiedywiatr, kiedy deszcz i tęskniędo ciebie Są jeszcze ciągle takie dni
Są takie>>SNY<< [są takie sny, takie sny] Kiedyja, kiedy z niąbiegniemy do siebie Są jeszcze ciągletakiesny.
Księżyce: 118
Mistrz: Rudzikowy Ogień | Czarny Bez
Płeć: kotka
Matka: Śliwkowa Gałązka[*]
Ojciec: Zakurzony Grzbiet[*]
Partner: Kornik
Trwałe urazy: blizna przechodząca przez prawe oko, blizna na barku
Szczupła, ale umięśniona, wysoka kocica o czekoladowym futrze i zielonych ślepiach. Widać oznaki starzenia się - siwiejące włosy na mordce.
Charakter Zachodzącego Światła jest nie do zdarcia. Cały czas pozostaje pewna siebie. Jej ambicja nadal jest niespełniona, chociaż jest jeszcze bliżej celu, niż wcześniej. W końcu wreszcie została wojowniczką, na co czekała bardzo, bardzo długo. Jej pyskata natura nadal pozostała. Przykleiła się w sumie jak rzep! Podobnie jak mówienie swojego zdania na cały głos. Ma prawo wyrażać swoje myśli na głos nieprawdaż? Oczywiście. Pozytywne emocje prawie całkowicie z niej zniknęły. Jedyne jakie czuje to... to takie dziwne uczucie przy jednej z wojowniczek Klanu Rzeki. Ale co to? Ona sama w sumie nie wiem...
Zachodzące Światło faktycznie była nieco... Zdezorientowana po tym, jak dostała dwiema łapami w pysk. Chwile zajęło jej ogarnięcie się, a wtedy kocur zdołał wyprowadzić swój atak. Kiedy się ogarnęła, jej łapy zostały niemalże od razu podcięte przez potężnego terminatora, przez co zachwiała się, ba, na jedną łapę nawet opadła, jednakże również dosyć szybko podniosła i uderzyła w bark kocura, a ten mógł poczuć ból, jednakże nie tak silny jak wtedy, kiedy pierwszy raz go w bark uderzyła. Zaraz potem stanęła ponownie spinając mięśnie i chowając swoją szyję.
She, Queen of the Kings Broken her cage, threw out the keys She will be the warrior of NorthandSouthern seas
Księżyce: 134
Mistrz: Zachodzące Światło [*]
Płeć: kocur
Matka: Mysi Krok [*]
Ojciec: Bukowa Kora [*]
Partner: każdy i nikt
Trwałe urazy: blizna na podgardlu po ataku borsuka, blizna na karku, blizna na tylnej łapie i zadrapanie pod prawym okiem
Księżyce: 134
Mistrz: Zachodzące Światło [*]
Płeć: kocur
Matka: Mysi Krok [*]
Ojciec: Bukowa Kora [*]
Partner: każdy i nikt
Trwałe urazy: blizna na podgardlu po ataku borsuka, blizna na karku, blizna na tylnej łapie i zadrapanie pod prawym okiem
Duży, masywny kocur o szerokich barkach i silnych łapach. Ma garbaty nos, skośne, zielone oczy i pędzelki na uszach. Jego umaszczenie jest ciemne, bure tygrysio pręgowane i około połowy jego ciała pokrywa biel, charakterystycznie przecinając mu lewe oko. Ogon jest gruby, średniej długości, zakończony czernią.
[pełny charakter w KP] Bystry i uważny kocur, obserwuje wszystko, co się wokół niego dzieje i nie pozwala, by coś umknęło jego uwadze. Towarzyski i uśmiechnięty, z łatwością nawiązuje nowe znajomości. Bywa wścibski i lubi się przyjacielsko droczyć. Nie lubi granic, zasad i religii, skrycie tym gardząc. Jest elastyczny i często dostosowuje się do sytuacji i rozmówcy. Zależy mu na jego najbliższych - czy to przyjaciołach czy rodzinie.
Rybołowi Lot, Liliowa Łapa. Bratek [KRz]
Okej, za drugim razem gdy próbował ją podciąć prawie mu już wyszło! Nie zamierzał jednak dwa razy próbować tego samego, zamiast tego musiał postawić na coś innego. Korzystając z faktu, że Zachodzące Światło podnosiła się po tym, jak jedna łapa jej się wywinęła i niemalże wylądowała na ziemi, zignorował piekący ból i zamachnął się łapą, zbierając ziemię, piach i suche liście i machnął tym prosto w pysk mistrzyni, mając nadzieję ją na moment oślepić albo chociaż zdezorientować. Niezależnie od wyniku tego manewru, chciał skoczyć na nią od boku, by chwycić ją za bark albo kark i spróbować trochę przeważyć swoim cielskiem. Może i był niższy i młodszy od Zachodzącego Światła, ale... nie był lekki, wręcz przeciwnie. Nie tylko miał sporo mięśni ale także pokaźną tkankę tłuszczową która dodawała mu jeszcze więcej masy. Nawet gdyby tylko udało mu się ją złapać łapami i zębami to to już byłby jakiś sukces.
Są takie>>DNI<< [są takie dni, takie dni] Kiedywiatr, kiedy deszcz i tęskniędo ciebie Są jeszcze ciągle takie dni
Są takie>>SNY<< [są takie sny, takie sny] Kiedyja, kiedy z niąbiegniemy do siebie Są jeszcze ciągletakiesny.
Księżyce: 118
Mistrz: Rudzikowy Ogień | Czarny Bez
Płeć: kotka
Matka: Śliwkowa Gałązka[*]
Ojciec: Zakurzony Grzbiet[*]
Partner: Kornik
Trwałe urazy: blizna przechodząca przez prawe oko, blizna na barku
Szczupła, ale umięśniona, wysoka kocica o czekoladowym futrze i zielonych ślepiach. Widać oznaki starzenia się - siwiejące włosy na mordce.
Charakter Zachodzącego Światła jest nie do zdarcia. Cały czas pozostaje pewna siebie. Jej ambicja nadal jest niespełniona, chociaż jest jeszcze bliżej celu, niż wcześniej. W końcu wreszcie została wojowniczką, na co czekała bardzo, bardzo długo. Jej pyskata natura nadal pozostała. Przykleiła się w sumie jak rzep! Podobnie jak mówienie swojego zdania na cały głos. Ma prawo wyrażać swoje myśli na głos nieprawdaż? Oczywiście. Pozytywne emocje prawie całkowicie z niej zniknęły. Jedyne jakie czuje to... to takie dziwne uczucie przy jednej z wojowniczek Klanu Rzeki. Ale co to? Ona sama w sumie nie wiem...
Czy Pożar oślepi Zachód?
parzyste - tak, nieparzyste - nie
Wypada 6 - Pożar oślepia Zachód
Atak Pożara - krytyczny!
Unik(!!!!!!!!) Zachód - krytyczny!
Ostateczny atak Pożara - nieudany :<
Trzeba wiedzieć, kiedy jest się na przegranej pozycji, bo w takiej znalazła się Zachodzące Światło. Jej terminator myślał, więc szybko wpadł na pomysł oślepienia jej. I... to mu się udało, a ziemia, pył i inne tego typu rzeczy dostały się do oczu kotki, blokując jej zmysł wzroku. Na szczęście, miała jeszcze inne. I choć Płonąca Łapa bardzo dobrze wykorzystał sytuację i rzucił się na swoją mistrzynię, to ona wyczuwając to, przeturlała się na bok, a następnie wstała na cztery łapy. Byli więc bokiem do siebie.
She, Queen of the Kings Broken her cage, threw out the keys She will be the warrior of NorthandSouthern seas
Księżyce: 134
Mistrz: Zachodzące Światło [*]
Płeć: kocur
Matka: Mysi Krok [*]
Ojciec: Bukowa Kora [*]
Partner: każdy i nikt
Trwałe urazy: blizna na podgardlu po ataku borsuka, blizna na karku, blizna na tylnej łapie i zadrapanie pod prawym okiem
Księżyce: 134
Mistrz: Zachodzące Światło [*]
Płeć: kocur
Matka: Mysi Krok [*]
Ojciec: Bukowa Kora [*]
Partner: każdy i nikt
Trwałe urazy: blizna na podgardlu po ataku borsuka, blizna na karku, blizna na tylnej łapie i zadrapanie pod prawym okiem
Duży, masywny kocur o szerokich barkach i silnych łapach. Ma garbaty nos, skośne, zielone oczy i pędzelki na uszach. Jego umaszczenie jest ciemne, bure tygrysio pręgowane i około połowy jego ciała pokrywa biel, charakterystycznie przecinając mu lewe oko. Ogon jest gruby, średniej długości, zakończony czernią.
[pełny charakter w KP] Bystry i uważny kocur, obserwuje wszystko, co się wokół niego dzieje i nie pozwala, by coś umknęło jego uwadze. Towarzyski i uśmiechnięty, z łatwością nawiązuje nowe znajomości. Bywa wścibski i lubi się przyjacielsko droczyć. Nie lubi granic, zasad i religii, skrycie tym gardząc. Jest elastyczny i często dostosowuje się do sytuacji i rozmówcy. Zależy mu na jego najbliższych - czy to przyjaciołach czy rodzinie.
Rybołowi Lot, Liliowa Łapa. Bratek [KRz]
Co prawda kocica uniknęła jego ataku, ale wciąż jej zmysł wzroku był trochę przytępiały. Musiał to wykorzystać, zanim kotka wyczyści sobie oczy i znów będzie w pełni sprawna. Nie czekał zatem na nic i nie przejmował się swoim niepowodzeniem. Wiedział, że jego atak był celny i dobry, po prostu czekoladowa wojowniczka okazała się być zwinniejsza od niego i to było coś, nad czym musiał jeszcze popracować.
Nie czekając na nic od razu wybił się z tylnych łap, chcąc zaatakować jak najszybciej, nie dając kocicy czasu na doprowadzenie oczu do porządku.
Tym razem po prostu... z całej siły ją walnął. A przynajmniej próbował. Z rozpędu wbić się w jej bok, walnąć ją łapami i całą masą swojego ciała, by przewrócić, nabić sińca albo wybić z rytmu. Chciał ją zwyczajnie przeciążyć, korzystając z jej chwilowej niedyspozycji oraz swojej masy.
Są takie>>DNI<< [są takie dni, takie dni] Kiedywiatr, kiedy deszcz i tęskniędo ciebie Są jeszcze ciągle takie dni
Są takie>>SNY<< [są takie sny, takie sny] Kiedyja, kiedy z niąbiegniemy do siebie Są jeszcze ciągletakiesny.
Księżyce: 118
Mistrz: Rudzikowy Ogień | Czarny Bez
Płeć: kotka
Matka: Śliwkowa Gałązka[*]
Ojciec: Zakurzony Grzbiet[*]
Partner: Kornik
Trwałe urazy: blizna przechodząca przez prawe oko, blizna na barku
Szczupła, ale umięśniona, wysoka kocica o czekoladowym futrze i zielonych ślepiach. Widać oznaki starzenia się - siwiejące włosy na mordce.
Charakter Zachodzącego Światła jest nie do zdarcia. Cały czas pozostaje pewna siebie. Jej ambicja nadal jest niespełniona, chociaż jest jeszcze bliżej celu, niż wcześniej. W końcu wreszcie została wojowniczką, na co czekała bardzo, bardzo długo. Jej pyskata natura nadal pozostała. Przykleiła się w sumie jak rzep! Podobnie jak mówienie swojego zdania na cały głos. Ma prawo wyrażać swoje myśli na głos nieprawdaż? Oczywiście. Pozytywne emocje prawie całkowicie z niej zniknęły. Jedyne jakie czuje to... to takie dziwne uczucie przy jednej z wojowniczek Klanu Rzeki. Ale co to? Ona sama w sumie nie wiem...
Atak Pożara - krytyczny!
Unik Zachód - nieudany :<
Kocica dawno nie została oślepiona... Ostatni raz chyba... Podczas walki z Winogrono za kociaka? Chyba tak. Czekoladowa starała się skupić na tym, gdzie jest jej terminator, jednakże ten szybko wykorzystał sytuację. Niczym błyskawica uderzył w jej bok, przez co ta wreszcie, wreszcie wywaliła się na grzbiet. Syknęła przez to ostro no bo... Zabolało, nie oszukujmy się! Wiedźma też kot, ją bolą pewne rzeczy. Nie dała jednak sygnału na zakończenie walki, więc Pożar mógł atakować dalej!
She, Queen of the Kings Broken her cage, threw out the keys She will be the warrior of NorthandSouthern seas
Księżyce: 134
Mistrz: Zachodzące Światło [*]
Płeć: kocur
Matka: Mysi Krok [*]
Ojciec: Bukowa Kora [*]
Partner: każdy i nikt
Trwałe urazy: blizna na podgardlu po ataku borsuka, blizna na karku, blizna na tylnej łapie i zadrapanie pod prawym okiem
Księżyce: 134
Mistrz: Zachodzące Światło [*]
Płeć: kocur
Matka: Mysi Krok [*]
Ojciec: Bukowa Kora [*]
Partner: każdy i nikt
Trwałe urazy: blizna na podgardlu po ataku borsuka, blizna na karku, blizna na tylnej łapie i zadrapanie pod prawym okiem
Duży, masywny kocur o szerokich barkach i silnych łapach. Ma garbaty nos, skośne, zielone oczy i pędzelki na uszach. Jego umaszczenie jest ciemne, bure tygrysio pręgowane i około połowy jego ciała pokrywa biel, charakterystycznie przecinając mu lewe oko. Ogon jest gruby, średniej długości, zakończony czernią.
[pełny charakter w KP] Bystry i uważny kocur, obserwuje wszystko, co się wokół niego dzieje i nie pozwala, by coś umknęło jego uwadze. Towarzyski i uśmiechnięty, z łatwością nawiązuje nowe znajomości. Bywa wścibski i lubi się przyjacielsko droczyć. Nie lubi granic, zasad i religii, skrycie tym gardząc. Jest elastyczny i często dostosowuje się do sytuacji i rozmówcy. Zależy mu na jego najbliższych - czy to przyjaciołach czy rodzinie.
Rybołowi Lot, Liliowa Łapa. Bratek [KRz]
Była to walka treningowa, więc nie polegała na zrobieniu sobie żadnej FAKTYCZNEJ krzywdy, więc wszelakie rzeczy takie jak przegryzanie gardła, wydrapywanie oczu i typ podobne odpadały. Pożarowi udało się ją skutecznie przeważyć i przewrócić, i kocica wylądowała na plecach. Wtedy terminator wybił się i skoczył w jej stronę, zamierzając zaatakować jej brzuch. Nie chciał wbić w niego pazurów, a uderzyć w niego od góry, naskakując na niego. Brzuch był jednym z delikatnych punktów na ciele kota i odpowiednio mocne uderzenie w niego mogło odebrać na chwilę dech i, przede wszystkim, mocno by zabolało. Gdyby mu się to udało, kotka pewnie nie byłaby w stanie tak skutecznie skontratakować.
Nie był pewien na ile jest to dobry pomysł, ale nic mu nie szkodziło spróbować, zwłaszcza, skoro kilka jego ostatnich manewrów się w miarę powiodło i chociaż na krótki moment zyskał przewagę nad swoją mistrzynią.
Są takie>>DNI<< [są takie dni, takie dni] Kiedywiatr, kiedy deszcz i tęskniędo ciebie Są jeszcze ciągle takie dni
Są takie>>SNY<< [są takie sny, takie sny] Kiedyja, kiedy z niąbiegniemy do siebie Są jeszcze ciągletakiesny.
Księżyce: 118
Mistrz: Rudzikowy Ogień | Czarny Bez
Płeć: kotka
Matka: Śliwkowa Gałązka[*]
Ojciec: Zakurzony Grzbiet[*]
Partner: Kornik
Trwałe urazy: blizna przechodząca przez prawe oko, blizna na barku
Szczupła, ale umięśniona, wysoka kocica o czekoladowym futrze i zielonych ślepiach. Widać oznaki starzenia się - siwiejące włosy na mordce.
Charakter Zachodzącego Światła jest nie do zdarcia. Cały czas pozostaje pewna siebie. Jej ambicja nadal jest niespełniona, chociaż jest jeszcze bliżej celu, niż wcześniej. W końcu wreszcie została wojowniczką, na co czekała bardzo, bardzo długo. Jej pyskata natura nadal pozostała. Przykleiła się w sumie jak rzep! Podobnie jak mówienie swojego zdania na cały głos. Ma prawo wyrażać swoje myśli na głos nieprawdaż? Oczywiście. Pozytywne emocje prawie całkowicie z niej zniknęły. Jedyne jakie czuje to... to takie dziwne uczucie przy jednej z wojowniczek Klanu Rzeki. Ale co to? Ona sama w sumie nie wiem...
Kocur wiedział, jak wykorzystać różne słabości przeciwnika. Wybił się ze swoich łap, po czym uderzył w brzuch Zachodzącego Światła. Ta jednak przed uderzeniem zdążyła podkulić nogi pod siebie, przez co nieco zniwelowała ból a jednocześnie zaraz potem niemalże wykopała swojego terminatora za siebie, przez co ten opadł na bok.
Kocica wstała na cztery łapy, po czym przetarła szybko oczy z resztek ziemi i innych rzeczy, jakie wpadły jej do oka.
- Już wystarczy - miauknęła, spoglądając ze zmrużonymi ślepiami na terminatora i czekając, aż ten poniesie się z ziemi. Potrząsnęła głową, aby pozbyć się jeszcze resztek pyłu - Dobrze ci poszło. Liczę, że zauważyłeś wszystko, co możesz wykorzystać podczas walki z innym wojownikiem bądź drapieżnikami - miauknęła, po czym wstała.
- Chodźmy, powiesz mi wreszcie te zasady - miauknęła, po czym... ruszyła w stronę Mszaru. Chciała trochę porozmawiać z kocurem o kodeksie, skoro mieli jeszcze czas.
She, Queen of the Kings Broken her cage, threw out the keys She will be the warrior of NorthandSouthern seas
Księżyce: 134
Mistrz: Zachodzące Światło [*]
Płeć: kocur
Matka: Mysi Krok [*]
Ojciec: Bukowa Kora [*]
Partner: każdy i nikt
Trwałe urazy: blizna na podgardlu po ataku borsuka, blizna na karku, blizna na tylnej łapie i zadrapanie pod prawym okiem
Księżyce: 134
Mistrz: Zachodzące Światło [*]
Płeć: kocur
Matka: Mysi Krok [*]
Ojciec: Bukowa Kora [*]
Partner: każdy i nikt
Trwałe urazy: blizna na podgardlu po ataku borsuka, blizna na karku, blizna na tylnej łapie i zadrapanie pod prawym okiem
Duży, masywny kocur o szerokich barkach i silnych łapach. Ma garbaty nos, skośne, zielone oczy i pędzelki na uszach. Jego umaszczenie jest ciemne, bure tygrysio pręgowane i około połowy jego ciała pokrywa biel, charakterystycznie przecinając mu lewe oko. Ogon jest gruby, średniej długości, zakończony czernią.
[pełny charakter w KP] Bystry i uważny kocur, obserwuje wszystko, co się wokół niego dzieje i nie pozwala, by coś umknęło jego uwadze. Towarzyski i uśmiechnięty, z łatwością nawiązuje nowe znajomości. Bywa wścibski i lubi się przyjacielsko droczyć. Nie lubi granic, zasad i religii, skrycie tym gardząc. Jest elastyczny i często dostosowuje się do sytuacji i rozmówcy. Zależy mu na jego najbliższych - czy to przyjaciołach czy rodzinie.
Rybołowi Lot, Liliowa Łapa. Bratek [KRz]
Nie zdziwił się wcale, że został odkopany na bok. Wiedział jednak, że szkody, które chciał uczynić, udało mu się poczynić, bowiem dosyć solidnie przywalił kotce w brzuch. Podniósł się i przylizał trochę brudne, sterczące po walce futro, słuchając tego, co mówiła Zachodzące Światło. Gdy zaczęła iść w stronę Mszaru ruszył za nią, przypominając sobie o tym, o czym rozmawiał z Kornikiem. xxx - Wcześniej mówiłaś mi o punkcie Kodeksu, według którego Zgromadzenia odbywają się przy pełni księżyca gdy trwa rozejm pomiędzy Klanami z woli przywódców. To ten punkt, co został zmieniony - zaczął. - Oprócz tego dowiedziałem się o "broń swojego Klanu nawet kosztem swojego życia" - powtórzył dokładnie słowa czarnego wojownika - i że "można zawierać przyjaźnie poza Klanem, ale jednak trzeba pozostać wiernym swojemu Klanowi". Jeszcze "nie należy wstępować, ani polować na terenie innego Klanu", "nie możesz zjeść ze stosu póki nie zapolujesz dla Klanu" i, że starszyzna i kocięta jedzą jako pierwsi. W związku z kociętami w ogóle jest tak, że nie można ich opuścić w bólu ani niebezpieczeństwie nawet, jeśli kocię jest z innego Klanu lub jest samotnikiem. - To było chyba wszystko, czego dowiedział się od kolegi. Pewnie te punkty nie brzmiały dokładnie tak, jak powiedział mu Kornik i jak je zapamiętał, ale Zachodzące Światło pewnie i tak powie mu dokładnie jak brzmią i o co w nich chodzi. Taka była jej praca.
Są takie>>DNI<< [są takie dni, takie dni] Kiedywiatr, kiedy deszcz i tęskniędo ciebie Są jeszcze ciągle takie dni
Są takie>>SNY<< [są takie sny, takie sny] Kiedyja, kiedy z niąbiegniemy do siebie Są jeszcze ciągletakiesny.
Księżyce: 118
Mistrz: Rudzikowy Ogień | Czarny Bez
Płeć: kotka
Matka: Śliwkowa Gałązka[*]
Ojciec: Zakurzony Grzbiet[*]
Partner: Kornik
Trwałe urazy: blizna przechodząca przez prawe oko, blizna na barku
Szczupła, ale umięśniona, wysoka kocica o czekoladowym futrze i zielonych ślepiach. Widać oznaki starzenia się - siwiejące włosy na mordce.
Charakter Zachodzącego Światła jest nie do zdarcia. Cały czas pozostaje pewna siebie. Jej ambicja nadal jest niespełniona, chociaż jest jeszcze bliżej celu, niż wcześniej. W końcu wreszcie została wojowniczką, na co czekała bardzo, bardzo długo. Jej pyskata natura nadal pozostała. Przykleiła się w sumie jak rzep! Podobnie jak mówienie swojego zdania na cały głos. Ma prawo wyrażać swoje myśli na głos nieprawdaż? Oczywiście. Pozytywne emocje prawie całkowicie z niej zniknęły. Jedyne jakie czuje to... to takie dziwne uczucie przy jednej z wojowniczek Klanu Rzeki. Ale co to? Ona sama w sumie nie wiem...
- Mhm - mruknęła, słuchając słów swojego terminatora. No proszę... prosiła go o trzy zasady a ten powiedział już praktycznie z połowę kodeksu. Machnęła biczowatym ogonem, po czym sama przeszła do wyjaśniania jak brzmią niektóre zasady oraz jak powinien je rozumieć... O ile było tutaj coś niejasnego.
- Tak. W tej zasadzie chodzi o to, że nie ważne jak bardzo lubiłbyś jakiegoś kota, kiedy przyjdzie wam się zmierzyć w bitwie, nie możesz o nim myśleć jak o... przyjacielu. Twoja lojalność ma pozostać po stronie twojego klanu, a nie przyjaciół. Za klan musisz być gotowy oddać swoje życie - miauknęła, wyjaśniając pierwszą zasadę kodeksu. - Druga zasada jest chyba jasna. Nie wstępujesz ani nie polujesz na terytorium innego klanu. Jeśli zobaczysz, że któryś z kotów, który nie należy do naszego klanu, poluje, bądź jest na naszym terytorium to go wypędź - powiedziała, następnie, po czym spojrzała na buro-białego, aby upewnić się, że słucha.
- To nie jest zasada kodeksu. Jest to po prostu przyjęta przez nas reguła na rzecz zasad, które brzmią "Starszyzna i kocięta muszą być nakarmieni przed wojownikami oraz terminatorami" oraz "Terminatorom nie wolno jeść bez pozwolenia, póki nie zapolują dla starszyzny". Ma to po prostu nauczyć młodego kota, aby właśnie najpierw zapolował dla klanu, a nie dla siebie. Oczywiście druga zasada jest trochę... naciągana, ze względu na to, iż nie każdy terminator od razu uczy się polować. Mistrzowie pozwalają im zazwyczaj na początku na zjedzenie posiłku, kiedy posprzątają legowiska - miauknęła, a następnie odczekała chwilę, jakby terminator miał jakieś pytania. Jeśli ich nie miał, to po prostu rozpoczęła mówienie dalej.
- Zasada o kociętach brzmi "Żaden wojownik nie może opuścić kociąt w bólu i niebezpieczeństwie, nawet jeżeli kocię jest z innego klanu". Ta zasada chyba też jest dosyć jasna - miauknęła. Doszli wreszcie na teren Mszaru. Teren był dość podmokły, a samej zwierzyny praktycznie w ogóle nie było tu słychać. Ziemia była przyodziana mszarami i innymi ubogimi roślinkami. Zachodzące Światło zatrzymała się na chwilę, po czym spojrzała zielonymi oczami na terminatora.
- Spełniłeś moje warunki, więc pójdę z tobą na ryby, jak obiecałam - zaczęła najpierw, po czym mówiła dalej - Mam jeszcze trochę czasu, zanim pójdę na patrol, więc jeśli chcesz możemy już dzisiaj zakończyć kodeks. Chyba, że wolisz to zostawić na kolejny trening
She, Queen of the Kings Broken her cage, threw out the keys She will be the warrior of NorthandSouthern seas
Księżyce: 134
Mistrz: Zachodzące Światło [*]
Płeć: kocur
Matka: Mysi Krok [*]
Ojciec: Bukowa Kora [*]
Partner: każdy i nikt
Trwałe urazy: blizna na podgardlu po ataku borsuka, blizna na karku, blizna na tylnej łapie i zadrapanie pod prawym okiem
Księżyce: 134
Mistrz: Zachodzące Światło [*]
Płeć: kocur
Matka: Mysi Krok [*]
Ojciec: Bukowa Kora [*]
Partner: każdy i nikt
Trwałe urazy: blizna na podgardlu po ataku borsuka, blizna na karku, blizna na tylnej łapie i zadrapanie pod prawym okiem
Duży, masywny kocur o szerokich barkach i silnych łapach. Ma garbaty nos, skośne, zielone oczy i pędzelki na uszach. Jego umaszczenie jest ciemne, bure tygrysio pręgowane i około połowy jego ciała pokrywa biel, charakterystycznie przecinając mu lewe oko. Ogon jest gruby, średniej długości, zakończony czernią.
[pełny charakter w KP] Bystry i uważny kocur, obserwuje wszystko, co się wokół niego dzieje i nie pozwala, by coś umknęło jego uwadze. Towarzyski i uśmiechnięty, z łatwością nawiązuje nowe znajomości. Bywa wścibski i lubi się przyjacielsko droczyć. Nie lubi granic, zasad i religii, skrycie tym gardząc. Jest elastyczny i często dostosowuje się do sytuacji i rozmówcy. Zależy mu na jego najbliższych - czy to przyjaciołach czy rodzinie.
Rybołowi Lot, Liliowa Łapa. Bratek [KRz]
Pożar cały czas patrzył się na Zachodzące Światło, nie zamierzając pominąć ani jednej rzeczy z tego, co mówiła kocica. Jego zdanie na temat Kodeksu mogło być takie, jakie było, ale znanie go i mienie świadomości jakie zasady się w nim znajdują wydawało mu się ważne. Nie lubił nie mieć kontekstu do wydarzeń i rzeczy, a Kodeks właśnie to powinien mu dać - kontekst. Cała ta zasada o relacjach z kotami z innego Klanu wydawała mu się trochę śmieszna, ale nie miał żadnego biznesu w komentowaniu tego. Był kotem który lubił nawiązywać znajomości z kotami spoza Rzeki, więc coś takiego wydawało mu się tylko i wyłącznie zbędnym ograniczeniem. xxx - To wszystko, co mówisz, wydaje mi się logiczne - skomentował. Szczerze powiedziawszy, to bardzo chciałby mieć jakieś pytania, co do tego, ale nie potrafił zbytnio nic wymyślić. Zasady Kodeksu były bardzo... banalne. Były proste i nieskomplikowane, bardzo ogólne. Ciężko było zbyt dużo na ich temat wypytywać. Bo co, miał zapytać, dlaczego ma zawsze bronić każdych kociąt, czy to Klanowych czy to spoza Klanu? Przecież to było głupie, każdy wie, że kociętom należy się ochrona. A Pożar był w Klanie już wystarczająco długo by wiedzieć o co chodzi w tej całej szopce z kolejnością karmienia poszczególnych kotów. xxx - I chętnie skończę Kodeks już dzisiaj. Z tego, co już przerobiliśmy, jeśli dobrze liczę mamy już... sześć punktów? Ile jest ich łącznie? - zapytał, zastanawiając się, w sumie jak długi jest Kodeks Wojownika i jak wiele spraw on obejmuje. Ucieszył się na wieść, że kotka zdecydowała się pójść z nim na ryby. Myślał, że może zapomniała o jego propozycji, ale tak jednak nie było. Chętnie by połowił, a Zachodzące Światło stanowiła tak dobrą obstawę jak i źródło ewentualnej nauki, na wypadek, gdyby ciągle popełniał jakieś błędy.
Są takie>>DNI<< [są takie dni, takie dni] Kiedywiatr, kiedy deszcz i tęskniędo ciebie Są jeszcze ciągle takie dni
Są takie>>SNY<< [są takie sny, takie sny] Kiedyja, kiedy z niąbiegniemy do siebie Są jeszcze ciągletakiesny.
Księżyce: 118
Mistrz: Rudzikowy Ogień | Czarny Bez
Płeć: kotka
Matka: Śliwkowa Gałązka[*]
Ojciec: Zakurzony Grzbiet[*]
Partner: Kornik
Trwałe urazy: blizna przechodząca przez prawe oko, blizna na barku
Szczupła, ale umięśniona, wysoka kocica o czekoladowym futrze i zielonych ślepiach. Widać oznaki starzenia się - siwiejące włosy na mordce.
Charakter Zachodzącego Światła jest nie do zdarcia. Cały czas pozostaje pewna siebie. Jej ambicja nadal jest niespełniona, chociaż jest jeszcze bliżej celu, niż wcześniej. W końcu wreszcie została wojowniczką, na co czekała bardzo, bardzo długo. Jej pyskata natura nadal pozostała. Przykleiła się w sumie jak rzep! Podobnie jak mówienie swojego zdania na cały głos. Ma prawo wyrażać swoje myśli na głos nieprawdaż? Oczywiście. Pozytywne emocje prawie całkowicie z niej zniknęły. Jedyne jakie czuje to... to takie dziwne uczucie przy jednej z wojowniczek Klanu Rzeki. Ale co to? Ona sama w sumie nie wiem...
Oczywiście, że to było logiczne. Zasady kodeksu były logiczne i tak banalne, że w sumie właśnie tego się spodziewała. Brak pytań, kompletne zero. Ale to dobrze. Przynajmniej mogli robić konkretne rzeczy a nie zostawać na jakiś głupstwach. Na jego odpowiedź kiwnęła jedynie głową na zgodę. Dobrze. Przerobią kodeks dzisiaj i... Zajmą się powtórkami, aż do kolejnej ceremonii. Miejmy nadzieję, do kolejnej ceremonii.
- Mhm. Łącznie jest ich szesnaście a nam zostało tylko dziesięć - miauknęła, po czym praktycznie od razu przeszła do kolejnej z zasad.
- "Zwierzyna zabijana jest tylko po to, aby się nią pożywić. Podziękuj Gwiezdnemu Klanowi z jej życie". To też jest dosyć banalne, więc nawet tego nie tłumaczę. Dalej mamy "granice muszą być sprawdzane i znakowane każdego dnia. Przegoń każdego, kto wstąpi na teren twojego klanu". Tą zasadę również powinieneś zrozumieć - miauknęła, nawet nie udając, że nie wie, jakie to jest banalne. Wiedziała również, że jej terminator nie jest głupi i sam zrozumie aż tak ogólne reguły w Kodeksie Wojownika. Czekoladowa skręciła również łagodnie, kierując się bardziej w stronę Łęg.
- Teraz przejedźmy do zasad, które dotyczą rang. "Kocięta muszą mieć przynajmniej sześć księżyców, aby zostać terminatorem", a teraz zasada, która niedługo będzie dotyczyła ciebie "Nowo mianowany wojownik musi odbyć milczące czuwanie w noc po ceremonii". Wyjaśnię ci od razu co będziesz na takim czuwaniu robił, bo, no cóż, nie ukrywam, mam nadzieję, że niedługo wojownikiem zostaniesz - mruknęła, po czym szybko przeszła do rzeczy - Ogółem będziesz siedział i pilnował obozu przez całą noc. Nie będziesz mógł się odzywać od zachodu aż do wschodu słońca. Chodzi głównie o to, aby przemyśleć swoje nowe stanowisko, może też sens imienia, choć nie musisz tego robić. Możesz po prostu siedzieć i po prostu gapić się w punkt, chociaż osobiście radzę ci, abyś przemyślał cele, jakie chciałbyś osiągnąć jako wojownik. Nie wiem, być najlepszy w całym lesie, aby wiele pokoleń mówiło twoje imię, może zostać zastępcą a potem przywódcą... A może nawet przemyśleć założenie rodziny, ale to jak wolisz. Twoja decyzja - powiedziała, po czym zatrzymała się na chwilę w wypowiedziach, ciekawa, czy terminator coś powie, czy może grzecznie kiwanie głową, że rozumie i będzie mogła przejść dalej.
Przepraszam, jeśli literówki ale pisane z telefonu :c
She, Queen of the Kings Broken her cage, threw out the keys She will be the warrior of NorthandSouthern seas
Księżyce: 134
Mistrz: Zachodzące Światło [*]
Płeć: kocur
Matka: Mysi Krok [*]
Ojciec: Bukowa Kora [*]
Partner: każdy i nikt
Trwałe urazy: blizna na podgardlu po ataku borsuka, blizna na karku, blizna na tylnej łapie i zadrapanie pod prawym okiem
Księżyce: 134
Mistrz: Zachodzące Światło [*]
Płeć: kocur
Matka: Mysi Krok [*]
Ojciec: Bukowa Kora [*]
Partner: każdy i nikt
Trwałe urazy: blizna na podgardlu po ataku borsuka, blizna na karku, blizna na tylnej łapie i zadrapanie pod prawym okiem
Duży, masywny kocur o szerokich barkach i silnych łapach. Ma garbaty nos, skośne, zielone oczy i pędzelki na uszach. Jego umaszczenie jest ciemne, bure tygrysio pręgowane i około połowy jego ciała pokrywa biel, charakterystycznie przecinając mu lewe oko. Ogon jest gruby, średniej długości, zakończony czernią.
[pełny charakter w KP] Bystry i uważny kocur, obserwuje wszystko, co się wokół niego dzieje i nie pozwala, by coś umknęło jego uwadze. Towarzyski i uśmiechnięty, z łatwością nawiązuje nowe znajomości. Bywa wścibski i lubi się przyjacielsko droczyć. Nie lubi granic, zasad i religii, skrycie tym gardząc. Jest elastyczny i często dostosowuje się do sytuacji i rozmówcy. Zależy mu na jego najbliższych - czy to przyjaciołach czy rodzinie.
Rybołowi Lot, Liliowa Łapa. Bratek [KRz]
Słuchał w milczeniu Zachodzącego Światła nie przerywając jej. Tak, jak poprzednie zasady, kolejne, które powiedziała, by równie proste. Nie mówiąc już o tym, że były bardzo ogólnikowe. Zastanawiał się, jak to jest, gdy kot zrobi coś, czego nie da się podciągnąć pod jakąś zasadę. Gdy jest "ale". Kto wtedy decyduje, czy kot złamał Kodeks Wojownika? Przywódca? Gwiezdny Klan? Kto ma do tego prawo? Przy tak ogólnych, nieszczegółowych zasadach bardzo łatwo o sytuację, gdy nie będą one w stanie jednoznacznie określić, czy faktycznie było przewinienie, czy nie.
Szesnaście punktów to nie było wcale tak dużo i powinno się w dać w miarę na luzie zapamiętać. Pożar miał dobrą pamięć i szybko się uczył, więc wcale go to nie martwiło, może zacząłby być problem gdyby Kodeks liczył sobie jakieś czterdzieści punktów i Zachodzące Światło chciała mu go wbić do łba cały w jeden dzień. To znaczy, jasne, PRÓBOWAŁBY go wtedy pewnie cały zapamiętać, ale mogłoby się to okazać o wiele bardziej żmudną robotą niż szesnaście punktów z czego większość była prosta i logiczna.
Na wspomnienie zasady o dziękowaniu Gwiezdnemu Klanowi za życie zwierzyny miał ochotę unieść trochę brwi w powątpiewaniu, ale nie zmienił swojego wyrazu pyska nawet na moment. Ta, akurat, bo to Gwiezdny Klan (jeśli istnieje) wpakował mu rybę albo mysz pod łapy. Jeśli cokolwiek upolował, to była to tylko i wyłącznie jego zasługa a zwierzyna oddała życie by go wyżywić. Jeśli miałby komukolwiek dziękować, to właśnie tej martwej ofierze za poświęcenie. No, ale to i tak nie była najgłupsza rzecz jaką usłyszał, więc nie przejął się tym zbytnio. I tak nikt nie będzie wiedział, jeśli nie będzie tego robił.
Gdy mistrzyni wytłumaczyła mu na czym polega czuwanie, pokiwał głową. Nie sądził, by miał o czymkolwiek myśleć w takim momencie, a już na pewno nie o zostawaniu przywódcą albo zastępcą, ani o zostaniu najpotężniejszym wojownikiem w całym lesie. Chwała też go za bardzo nie obchodziła. Siedzenie bez słowa jedną noc nie wydawało mu się zbyt trudne, miał dużo samozaparcia i potrafił nad sobą panować, więc nie powinno być problemu, że nagle odezwie się nim się opanuje. xxx - W porządku. Byłoby fajnie, jakby podczas tej ceremonii jeszcze jacyś inni terminatorzy zostali wojownikami. Na pewno lepiej będzie się siedziało w ciszy przez całą noc z kimś niż całkowicie samemu - ot tak, dla dodania otuchy, byłoby przyjemnie mieć możliwość oprzeć się o kogoś albo samemu dać oparcie swoim ciałem. Dla podniesienia morale - co do reszty nie mam żadnych pytań, rozumiem punkty, które mi przedstawiłaś. A gdyby coś wydało mi się niejasne, to od razu zapytam.
Są takie>>DNI<< [są takie dni, takie dni] Kiedywiatr, kiedy deszcz i tęskniędo ciebie Są jeszcze ciągle takie dni
Są takie>>SNY<< [są takie sny, takie sny] Kiedyja, kiedy z niąbiegniemy do siebie Są jeszcze ciągletakiesny.
Księżyce: 118
Mistrz: Rudzikowy Ogień | Czarny Bez
Płeć: kotka
Matka: Śliwkowa Gałązka[*]
Ojciec: Zakurzony Grzbiet[*]
Partner: Kornik
Trwałe urazy: blizna przechodząca przez prawe oko, blizna na barku
Szczupła, ale umięśniona, wysoka kocica o czekoladowym futrze i zielonych ślepiach. Widać oznaki starzenia się - siwiejące włosy na mordce.
Charakter Zachodzącego Światła jest nie do zdarcia. Cały czas pozostaje pewna siebie. Jej ambicja nadal jest niespełniona, chociaż jest jeszcze bliżej celu, niż wcześniej. W końcu wreszcie została wojowniczką, na co czekała bardzo, bardzo długo. Jej pyskata natura nadal pozostała. Przykleiła się w sumie jak rzep! Podobnie jak mówienie swojego zdania na cały głos. Ma prawo wyrażać swoje myśli na głos nieprawdaż? Oczywiście. Pozytywne emocje prawie całkowicie z niej zniknęły. Jedyne jakie czuje to... to takie dziwne uczucie przy jednej z wojowniczek Klanu Rzeki. Ale co to? Ona sama w sumie nie wiem...
- Tego zagwarantować ci nie mogę - miauknęła mrużąc delikatnie ślepia na słowa terminatora. Terminatorzy na ceremonii? Nie chciał całej uwagi dla siebie? Albo nie, to lepiej bo jeszcze skończy jak ten imbecyl, Sokole Łajno... Chociaż, nie... Jej terminator nigdy nie skończy jak ten rybi móżdżek. Poza tym Pożar był kilkanaście razy mądrzejszy niż ten idiota. Po co się w ogóle tym przejmowała.
- Dobrze. Dalej mamy kilka zasad dotyczących zastępcy. "Wojownik nie może zostać zastępcą, póki nie wytrenuje chociaż jednego terminatora", "Zastępca zostaje przywódcą po śmierci, bądź odejściu przywódcy". Ta zasada była złamana przez Klan Wichru, gdzie to zastępca nie został przywódcą, a dopiero potem wybrano Malinową Gwiazdę na przywódczynie. "Po śmierci lub odejściu zastępcy, nowy zastępcą musi zostać wyznaczony do górowania księżyca - powiedziała, po czym trzepnęła delikatnie jednym z uszu. - " Słowo przywódcy jest prawem". Pamiętaj jednak, aby mieć własny rozum, a nie ślepo podążać za wszystkim co ci przywódca powie. Gdyby kazał ci zamordować na przykład kociaka, zrobiłbyś to? - zapytała, wbijając na chwilę spojrzenie w terminatora, aby przejść dalej - Skoro o zabijaniu mowa. "Honorowy wojownik nie musi zabijać aby zwyciężać swoje bitwy. Jest to dozwolone w obronie własnej, lub gdy przeciwnik jest wyjęty spod kodeksu wojownika". Przeciwnicy wyjęci spod kodeksu to drapieżniki, samotnicy, wygnańcy oraz pieszczochy. Gdyby na twoim terytorium zaatakował cię jakiś inny kot z klanu i próbowałby cię zabić, również możesz to zrobić we własnej obronie. No i ostatnia. "Wojownik odrzuca wygodne życie pieszczocha", ponieważ nie możesz żyć dwiema łapami jako kot z klanu oraz jako pieszczoch. To jest po prostu niemożliwe i nierozsądne. I tak dobrnęliśmy do końca Kodeksu Wojownika - miauknęła. W jej głosie nie było tego słychać ale była zdziwiona, że tak szybko poszło. Naprawdę... Bardzo szybko.
She, Queen of the Kings Broken her cage, threw out the keys She will be the warrior of NorthandSouthern seas
Księżyce: 134
Mistrz: Zachodzące Światło [*]
Płeć: kocur
Matka: Mysi Krok [*]
Ojciec: Bukowa Kora [*]
Partner: każdy i nikt
Trwałe urazy: blizna na podgardlu po ataku borsuka, blizna na karku, blizna na tylnej łapie i zadrapanie pod prawym okiem
Księżyce: 134
Mistrz: Zachodzące Światło [*]
Płeć: kocur
Matka: Mysi Krok [*]
Ojciec: Bukowa Kora [*]
Partner: każdy i nikt
Trwałe urazy: blizna na podgardlu po ataku borsuka, blizna na karku, blizna na tylnej łapie i zadrapanie pod prawym okiem
Duży, masywny kocur o szerokich barkach i silnych łapach. Ma garbaty nos, skośne, zielone oczy i pędzelki na uszach. Jego umaszczenie jest ciemne, bure tygrysio pręgowane i około połowy jego ciała pokrywa biel, charakterystycznie przecinając mu lewe oko. Ogon jest gruby, średniej długości, zakończony czernią.
[pełny charakter w KP] Bystry i uważny kocur, obserwuje wszystko, co się wokół niego dzieje i nie pozwala, by coś umknęło jego uwadze. Towarzyski i uśmiechnięty, z łatwością nawiązuje nowe znajomości. Bywa wścibski i lubi się przyjacielsko droczyć. Nie lubi granic, zasad i religii, skrycie tym gardząc. Jest elastyczny i często dostosowuje się do sytuacji i rozmówcy. Zależy mu na jego najbliższych - czy to przyjaciołach czy rodzinie.
Rybołowi Lot, Liliowa Łapa. Bratek [KRz]
Pożarowi nie zależało w żaden szczególny sposób na prestiżu nie marzył o ceremonii samemu, gdy cały Klan patrzy tylko i wyłącznie na niego. Coś takiego nie leżało w kręgu jego zainteresowań, w dodatku nie miał potrzeby dowartościowywania się w tak tani i płytki sposób. Znał swoją wartość i jego pewności siebie nie było wstanie nadszarpnąć to, że podczas ceremonii uwaga klanowiczy jest skupiona także na innych kotach. Wysłuchał zasad dotyczących zastępców i spojrzał nieco zdziwiony na Zachodzące Światło. xxx - Nikomu nie przeszkadzało to, co wydarzyło się w Klanie Wichru? Wiesz może, czemu ich zastępca nie został przywódcą, tylko Malinowa Gwiazda, Zachodzące Światło? - zapytał, nieco zainteresowany. Może mieli jakąś pikantną draaaamęęęęę o której chętnie by usłyszał, a może po prostu doszło do jakiś wydarzeń losowych, przez które zastępca nie był w stanie przyjąć nowej rangi i musiał to zrobić jakiś inny kot. Lubił wysłuchiwać tego typu historii, więc jeśli tylko czekoladowa kocica miała czym się z nim podzielić, to on chętnie by tego wysłuchał. xxx - Nie zamordowałbym kociaka w żadnym wypadku - odparł błyskawicznie, bez najmniejszego zawahania, a jego ton jednocześnie był lekko i bardzo pewny. I to nie było dlatego, że tak kazał mu Kodeks Wojownika, ale dlatego, że kocięta były niewinne i nie zasługiwały na krzywdę, niezależnie od sytuacji. Ich obowiązkiem, jako dorosłych kotów, było się nimi zająć i zaopiekować, a nie karać. Ewentualnie, jeśli z jakiegoś powodu źle się zachowują, to naprostować. "Słowo przywódcy jest prawem", też coś. To była chyba najgłupsza zasada tego całego Kodeksu jaką dzisiaj usłyszał. Zmrużył lekko ślepia patrząc na swoją mistrzynię.
"...lub gdy przeciwnik jest wyjęty spod kodeksu wojownika" Naprawdę mają prawo decydować o czymś takim? Czyli ha, jeśli to koty z naszej społeczności, żyjące według zasad, które SAMI wymyśliliśmy, to nie wolno zabijać, fefe, łapki przy sobie. Ale gdy już jakieś koty żyją według innych zasad, niezwiązanych z tymi stworzonymi przez Klany, to nagle zabijanie ich jest już okej? Co za bzdura. Miał ochotę się skrzywić w obrzydzeniu, ale po raz kolejny nie zmienił swojego wyrazu pyska nawet odrobinę, nie chcąc narażać się na ewentualne pytania ze strony Zachodzącego Światła. xxx - Jestem w stanie bez problemu to wszystko zapamiętać. Myślałem, że Kodeks Wojownika jest dłuższy, a okazał się być bardzo zwięzły - skomentował lekko, układając sobie w głowie poszczególne punkty i uważnie je zapamiętując.
Są takie>>DNI<< [są takie dni, takie dni] Kiedywiatr, kiedy deszcz i tęskniędo ciebie Są jeszcze ciągle takie dni
Są takie>>SNY<< [są takie sny, takie sny] Kiedyja, kiedy z niąbiegniemy do siebie Są jeszcze ciągletakiesny.