Księżyce: 125 Mistrz: Roziskrzona Noc <3 Płeć: kocur Zaimki: on/jego Matka: Roziskrzona Noc ♥ † Rodzic: Jaśniejący Płomień ♥ † (wujo) Partner: frajer (Kwitnący Jaśmin) Trwałe urazy: średniej wielkości blizna na prawej przedniej łapie po otwartym złamaniu kości promieniowej, często przykryta futrem; ślady (lisich) zębów na prawym barku
Urazy mechaniczne: wcześniejsze obniżenie statystyk z racji wieku – pierwszy spadek przy 90k, drugi przy 100k (powód: złamanie otwarte po pelikanie)
Księżyce: 125 Mistrz: Roziskrzona Noc <3 Płeć: kocur Zaimki: on/jego Matka: Roziskrzona Noc ♥ † Rodzic: Jaśniejący Płomień ♥ † (wujo) Partner: frajer (Kwitnący Jaśmin) Trwałe urazy: średniej wielkości blizna na prawej przedniej łapie po otwartym złamaniu kości promieniowej, często przykryta futrem; ślady (lisich) zębów na prawym barku
Urazy mechaniczne: wcześniejsze obniżenie statystyk z racji wieku – pierwszy spadek przy 90k, drugi przy 100k (powód: złamanie otwarte po pelikanie)
Wielki kocur o masywnej budowie, którą zawdzięcza nie tylko genom, ale i mięśniom. Długie kłaki powiększają go jeszcze bardziej, szczególnie te przy szyi tworzące swego rodzaju grzywę. Niebieskie futro rozczochrane na każdą stronę, zadbane tyle o ile, byleby by było. Okrągłe oczy na sporawym lekko płaskim pyszczku, skrzące się na pomarańcz wymieszany z brązem. Czarny nosek, białe wibrysy, wszystko na swoim miejscu.
Dorósł, zmienił się, a mimo to trudno zauważyć jakąś zmianę. Wewnątrz jest smutniejszy, poważniejszy, melancholijny, a dla reszty świata stara się jednak być szczęśliwy, wesoły i podnoszący na duchu. Stracił wiele, zyskał wiele, ma wiele, ma mało, ciężko mu nawigować w życiu, które potrafi być tak nieprzewidywalne. Zrozumiał ile stracił dla klanu, który kocha, ale czy powinien zaprzepaszczać swoje życie bez zastanowienia? Stara się zbudować nową pewność siebie, odbudować stare cząstki siebie, które gdzieś zniknęły. Samotność jest jego najbliższym kompanem, doskwiera mu to, przeszkadza, chce to zmienić. Musi to zmienić, bo powoli wszystko go pochłania. Nie da się tego jednak zauważyć na pierwszy rzut oka, a on usilnie będzie dla każdego oparciem, jeśli tylko będzie musiał.
Przysłuchiwał się wypowiedziom Askeladda bardzo uważanie, a informacja, że co? Że matka tego tutaj to Żubrza Gwiazda? Co... co? Pewnym było, że na jego pysku zagościło zdziwienie i zamrugał parę razy, bo kto by się nie zdziwił! Znaczy jego mama teraz też jest Zastępcą, ale przecież nie nienawidził Wichru, a osobnik przed nim miał ewidentnie spory ze swoim klanem. Było mu go trochę żal, ale też nie wiedział czy powinno mu być, najwyraźniej szczęśliwszy był - teraz.
– Hm... No to serio nieciekawie, ale nie mi oceniać, Wicher sobie radzi, ale zawsze są lepsze i gorsze chwile – odpowiedział łagodnie niezbyt się przejmując, bo co jemu oceniać? Lśniąca Sadzawka powiedziała całym Czterem Klanom jak się sypie ich biedny Klan, a prawda była taka, że wcale nie było źle. Każdy jakoś żył, nikt nie umierał w niesamowitych okolicznościach, a czas płynął spokojnie, może nie było usłane różami, ale było dobrze! A on ich ośmieszyła bez powodu, bo jej nie pasowała Lawendowa Gwiazda! Pha. No, ale rudawy kocur tą wypowiedział sprawił, że Korzeń wolał podchodzić do niego z dystansem i już na pewno nie wierzyć jego wszystkim słowom. Nie wydawał się taki godny zaufania.
– Szukam kogoś. Swojej... terminatorki. Wysoka, ma szarą, krótką sierść, oczy zielone, nazywa się Brzozowa Łapa, ale mogła zmienić imię... tak jak Ty. Wolałbym jakby wróciła do klanu albo chociaż wolałbym się dowiedzieć czy jeszcze żyje. Nie będę jej siłą zaciągać tam gdzie nie chce, ale martwię się o nią – wyznał szczerze bez ogródek, bez kłamstw, czy innych takich. Może i nie ufał rudemu, aż tak, ale skoro twierdzi, że zna te ziemie to jakimś cudem może też ją widział gdzieś? Albo chociaż zwróci uwagę jeśli taką kotkę kiedyś spotka, byłoby przynajmniej miło z jego strony.
Średniej wielkości, krótkowłosy rudy kocur o pręgowaniu tygrysim. Ma mocne, długie łapy. Ciało rudego ma atletyczną budowę. Charakterystycznym dla niego są ciemne, niemal czarne plamki na nosie i na łapach. Na brodzie i na policzkach ma ciut dłuższe, poczochrane futerko. Jego oczy są zimno niebieskie, niemal szare.
Buntowniczy; w imię pokoju wywołałby wojnę; rodzina ponad wszystko. Bóg na ziemi (a przynajmniej tak o sobie myśli). Dumny jak nikt.
Jak każdy Klan... ale chyba w Gromie nie było tych lepszych chwil, bo każda gorsza skutecznie przyćmiewała to co dobre. Urodzi się miot? Zniknie. Zeżre go coś, wyrzucą go, zapomną o nich. I co, nikt się nie przejmie nawet. Ph, idioci...! Ale to już nie jego problem, w najmniejszej nawet mierze. Dobrze, że tym się układa. Albo, że Korzeń jest zaślepiony Klanem bałwanem, który nie widzi tego, że mu źle. Nie przejmował się tym jednak, z wiekiem się nauczył że to po prostu nie jego problem co kto robi i myśli. - Aha, więc wszystkie Klany mają jeden punkt zaczepny - mruknął cicho. - Przynajmniej tutaj się ktoś przejmuje tym zniknięciem... ale nie wiem co z nią. Jeśli umiała się bić, są szanse że zaszła gdzieś na osiedle i sobie tam żyje. A jak nie... cóż. Los bywa okrutny, kiedy Klan nie pilnuje swoich. Mój brat tak zniknął, chociażby. I Żubr nawet palcem nie drgnęła, kiedy powiedziałem jej, że psy go zjadły. Żywcem!
Parchnął cicho, na to okrucieństwo.....które było kłamstwem, ale skąd miałaby o tym wiedzieć? Przynajmniej jego brat był znany jako bohater, obrońca obecnej medyczki, Nurtu! I jego, zdrajcy, Askeladda. - Ile temu zniknęła? Wiesz, jak jakieś dwa wschody, to jeszcze może gdzieś tu być.
✦ ✮ ✦ I'm alive but I'm D E A D hear my voice up in your head watch it fill you full of dread TILL YOU GO POW
Księżyce: 138 Płeć: kotka Matka: Jasmine (*) Ojciec: Wartki Strumień (?) Trwałe urazy: blizna na przedniej, lewej łapie po ugryzieniu psa; szrama na grzbiecie; ledwie widoczny ślad po pazurach na policzku, przykryty przez gęste futro.
Księżyce: 138 Płeć: kotka Matka: Jasmine (*) Ojciec: Wartki Strumień (?) Trwałe urazy: blizna na przedniej, lewej łapie po ugryzieniu psa; szrama na grzbiecie; ledwie widoczny ślad po pazurach na policzku, przykryty przez gęste futro.
Wydoroślała. Pierwsze, co można z łatwością powiedzieć. Rysy twarzy zrobiły się nieco szlachetniejsze, poważniejsze. Naznaczone zębem czasu. Delikatne we własnej smukłości, nadające jej tej dziwnej wrażliwości, najczęściej widzianej w porcelanowych lalkach. Oczy ma sarnie, okrągłe, w ciepłej barwie złota. Raz po raz błyskające z pomocą blasku słońca, który wyjątkowo chętnie się w nich odbija. Znajduje w nich swoją ostoje. W jej szacie dominuje biel, gdzieniegdzie przecinana miedzianymi łatami, mieszającymi się z czernią. Jedna znajduje się na samym czubku głowy koteczki, ciągnąc się do tyłu i rozlewając za uszami. Dalej jest pojedyncza, spora ciemna plama po prawej stronie jej tułowia, przecinana przez przebłyski jaśniejszej sierści. I ostatnia - obejmująca cały ogon koteczki. Na wierzchu w kolorze smoły, a pod spodem w kolorze jasnego brązu. Na jej łatach można wyróżnić również grube, czarne, klasyczne pręgi. Bokobrody ma gęste, nieco zaokrąglone, widocznie odstające od kryzy. Wraz z nią tworząc kształt podobny do ósemki. Długie futro Perły jest jedwabiste, bardzo zadbane. Przyjemne w dotyku, miękkie. Zapadające się pod najmniejszym dotykiem. Trudno na nim o jakąkolwiek nieskazitelność, czy też paproch. Nos ma różowy, tak samo jak opuszki. Na jej wywiniętych do tyłu uszach (tak jak u kotów rasy american curl) goszczą drobne, białe frędzelki. Ogon ma pawi – futro niczym wodospad zaczynające się od jej grzbietu skierowane jest ku dołowi. Z budowy filigranowa, sylwetkę ma mocno zdefiniowaną, odznaczającą się pod jasnym futrem. Wzrostowo mieści się raczej w niższym przedziale, ale można uznać, że jest średnia. Posiada bliznę na przedniej, lewej łapie po ugryzieniu psa, szramę na grzbiecie i ledwie widoczny ślad po pazurach na pysku, przykryty przez gęste futro.
Delikatna niczym płatek śniegu. Wzbijająca się w górę i powoli opadająca, łącząc się z biała pierzyną. Po jej całym ciele ciągnie się ścieżka wydeptana poprzez kocięce łapy. Nawyki, zachowania, ideały, które wgryzły się w jej skórę. Brak autorytetów, mogących prowadzić ją przez życie, skutecznie sprawił, że dawny sposób bycia niczym zaraza przeniósł się na kotkę, permanentnie ją naznaczając. Jej całokształt został stworzony na błądzeniu w chmurach, w poszukiwaniu gwiazd. Na niewinności i braku krzty zrozumienia dla ogólnego działania świata. Niepewna siebie, w pełni świadoma tego, że tak naprawdę mimo tylu księżycy na karku nie wie absolutnie nic oprócz tego, jak przetrwać. Niskie poczucie własnej wartości i brak wiary we własne słowa, postanowienia, śmiało zrodził łatwowierność. Chętne łykanie miodu, nawet tego złożonego z samych, wyjątkowo widocznych kłamstw. Bo uważa większość kotów za mądrzejsze o niej, bardziej obeznane, dlatego własne wątpliwości wobec nich śmiało wycisza samokrytyką. Zarzucaniem sobie zbyt dużej wrażliwości. Przeprasza dosyć często, zwykle za błahostki, mogąc tym wręcz irytować. Uprzejma, pokorna i grzeczna. Jej dystynkcja śmiało zakrywa ślad życia pod kloszem własnego infantylnego rozumienia otoczenia, jednak nie należy jej podpinać pod miano chłodnej skorupy. W swojej elegancji jest wyjątkowo ciepła, serdeczna. Prędzej jak matka, niżeli dumna panna. Ma tendencje do bycia nazbyt opiekuńczą, nawet do kotów zupełnie jej obcych. Wyolbrzymia urazy, czy też drobne uwagi. Pozwala sobie wchodzić na głowę i rzadko kiedy odmawia, nawet, jeżeli może na tym stracić. Albo najzwyczajniej nie chce tego robić. Wytrzymała, silna. Mimo braku twardego charakteru, potrafi sama się sobą zająć i najzwyczajniej na świecie zacisnąć zęby w niektórych sytuacjach. Opanowana, wszelką złość na kogoś przekierowuje na siebie, wciąż pozostając bez możliwości krytycznej oceny innych. Często trzyma się tonącego już statku – zaciska pazury na ogniu, mimo tego, że ją parzy. Boli. Bo twierdzi, że to ona sama robi sobie krzywdę, nie on. Ekspresyjna, chociaż ze swojej strony zwykle otacza ciepłem. Nie stroni od żartów i śmiechu, skrycie wręcz je uwielbiając. Łatwo ją rozbawić i tym samym uspokoić zszargane nerwy z pomocą paru słów. Najbardziej ceni sobie towarzystwo innych i ich starania – nawet, jeżeli nie prowadzą one do niczego. Cieszy się z drobnostek, samego faktu, że ktoś chciał coś dla niej zrobić. Nie potrzebuje wiele, aby już do końca dnia nosić uśmiech na pyszczku. Zdolna do poświęceń, jednocześnie bojąca się ich konsekwencji. Pełno w niej strachu, objawiającego się dopiero w sytuacjach kryzysowych, najczęściej po prostu ją paraliżując. Najbardziej powszechnym czynnikiem, który może wytrącić jej z łap poczucie bezpieczeństwa, jest… Krzyk. Łatwo wywołać u niej nim płacz, a nawet zmusić do pospiesznego opuszczenia drugiego kota. Ma tendencje do chodzenia z głową w chmurach, preferując rozmowy na temat pogody, czy też ćwierkających ptaków, niżeli własnej osoby. Umiar, to najlepsze słowo które w tym przypadku ją opisuje.
Ringo [nkt], Różana Ścieżka [nkt] i inni
Pora nowych liści wydawała się dziwnie pusta od ostatniego czasu.
Wszechobecna zieleń zaczęła nagle wpadać w dziwne odcienie szarości, raz tląc się w oczach kotki, a raz gasnąc. Orzeźwiający wietrzyk gotów był zrzucić świeże listki, nad gołymi koronami drzew zawieszając marę mroźnej zimy. Tyle, że ta już dawno minęła. Może to dobijająca samotność była powodem dla którego kolejny księżyc zataczał dookoła niej dziwne koło, będąc łudząco podobny do swoich poprzedników. Jednak te uczucia były niczym zawiązki liści, chroniące świeże płatki. Jeszcze kruche, zbyt słabe, aby ujrzeć blask słońca. W pełni poczuć go na własnej skórze. I może i ona mimo upływu tylu dni wciąż nie dorosła – nie wykiełkowała na tyle, aby móc go poczuć w pełni. Ciągle mimowolnie zasłaniając się natarczywymi myślami, które potrafiły zniknąć tak szybko, jak się pojawiły.
Pysk Perły tkwił pochylony zaraz obok krzewów dzikich róż. Zaciekawiony wzrok zatrzymał się na ich kolcach, które swoim groźnym wyglądem sprawiły, że futro na karku kotki nieco się zjeżyło. Kolejny sposób na ochronę, podchodzącą już pod samoobronę. Odpieranie zagrożenia poprzez krzywdę, której ofiarą mogą paść nawet osoby po prostu nieuważne. Nie chcące działać na szkodę, podeptać kwiatów. Nieopatrznie stawiając łapę na czyjś ogon, zaraz kończąc z śladami po ugryzieniu. Grunt, że ona nie miała kolców. Jej obrona była zdecydowanie mniej niezawodna. Prosta do zniszczenia, przedarcia się. Bez używania pazurów, kłów, czy własnych chęci i starań. I w pewnym sensie cieszyła się, że tak jest. Mimo swojego wyeksponowania na nieszczęścia, była zadowolona, że nikt nie musiał cierpieć z jej powodu. Nie natykał się nagle na kolce, porastające łodygę. Odtrącające od kwiatu. Szkoda tylko, że i kwiatu nie miała. Roślina tkwiła schowana w jej głębi – może i przekwitła, a może i nigdy nie miała okazji tego zrobić. Zgniła w środku, nie zaznając nigdy w pełni tego, co jest na zewnątrz…
Zbliżyła nos do młodziutkiej różyczki, która uprzedziła ją w zachwycaniu się światem całą sobą, tym samym próbując odwieść swoje myśli od jej kolców. Przymknęła na chwilę oczy, wdychając jej zapach. Pozwalając, aby ten rozprzestrzenił się po jej płucach... Pozwalając, aby mogła się nim nacieszyć bez opuszczania własnej bezpiecznej skorupy – od środka.
Księżyce: 105 Mistrz: Pokrzywa -> Tundra Płeć: kotka Zaimki: ono/jej Matka: Tundra i Pokrzywa Ojciec: nie potrzebny
Mała chuda, cienkie, patykowate nóżki. Długie, kremowe i wiecznie powykręcane na wszystkie strony futro dodaje jej rozmiarów. Pokryte ciemniejszymi klasycznymi pręgami, widocznymi w okolicach pyska, łap i ogona. Parę pomarańczowo-złotych ślepi, spory, różowy nos i poduszki wszystkich czterech łap w tym samym kolorze. Długie, białe, powykręcane wibrysy i grymas na pysku wygląda jakby była zawsze wkurzona.
Oschła, nieprzyjemna. Mówi krótkimi zdaniami. Nieufna, filtruje zasłyszane informacje. Tundra, Pokrzywa i cała jej rodzina były centrum jej istnienia, a ich strata boli niemiłosiernie, chociaż stara się tego nie okazywać. Zmęczona i podłamana stratą większości rodziny. Tylko wobec nich potrafi się ocieplić. Boi się wody. Bardzo pewna siebie. Zerowa cierpliwość i łatwo ją zdenerwować. Nie boi się powiedzieć swojego zdania i jest gotowa go bronić. Chce stać się silniejsza.
Nietoperze Niebo and else
Sekwoja tak jak sobie postanowiła poszła na poszukiwanie kota z klanów, który chciałby jej pomóc. Widziała ducha swojej siostry. Teraz już wiedziała że było jakieś życie, po życiu. Była pewna że Tsunami nie pojawiła się bez powodu. Musiała się dowiedzieć dlaczego. Klany miały te swoje absurdalne wierzenia w Gwiezdnych, którzy chociaż na pewno nie aż tak potężni, to mogli gdzieś tam istnieć. Chciała więc wycisnąć jak najwięcej.
Dziwnouchą kocice uznała za dobry cel do pierwszego przesłuchania. Kto wie czy nie była z Wichru, gromu czy innego grzyba. Tak się rozpełzli że ciężko powiedzieć, ważne że nie śmierdziała rybą. Nie musiała nawet koniecznie być z klanów, ważne żeby wiedziała coś o zaświatach. Podbiegła do niej, uszy przy czaszce, ogon zaciekle walił jak bicz. Nie wyglądała na wielce zajętą, wąchała tylko jakiegoś chwasta.
- Hej, imię? - zapytała wyzywająco i z typową dla siebie irytacją. Jakoś trzeba było zacząć, ale nie miała czasu na gadki szmatki o pogodzie. Jeżeli nie miała żadnych informacji, które by ją interesował, to pójdzie dalej. Proste. Wolała, by kocica pierwsza podała swoje imię, bo tak było lepiej dla niej. Miałaby przewagę.
Don't carewhat yousay Don't carehow youfeel Get outof myway 'Cause I gotaheart ofsteel
Co za fajne urocze miejsce!!! A przynajmniej to sobie myślał Szpon, nim zaczęło kręcić go w nosie, gdy wszedł w głąb kwiatków i w jeden z nich wsadził nos. Miał zamiar go powąchać, a skończyło się na tym, że kichnął z siłą tak wielką, że miał szansę zdmuchnąć ze swojej drogi co najmniej wilka. Hałas zaś narobił taki, że w Rzece usłyszeli go na spokojnie. Przecierając nos, narzekał parę chwil do samego siebie, by zaraz znów wrócić pyskiem do kwiatków, ale tym razem nie po to, żeby je wąchać, a żeby parę ich zerwać. Jaśmin może się na ich widok ucieszy. A jak nie, to sam sobie je gdzieś w futro włoży, żeby się nie marnowały. Tak czy inaczej, plan na nie jakiś miał na pewno!!!
długie, czarne z białymi znaczeniami futerko niekiedy sterczy mu na boki, żółte oczy; bardzo wysoki, na patykowatych łapach, chuderlak i wypłosz
śmieszny taki, wcale mądry, wieczny optymista, ma trochę problemów z pamięcią, lubi zbierać kwiatki i chodzić na przygody, jego jedna szara komórka dawno temu wyjechała na wakacje i utknęła gdzieś na ciepłych wyspach
Bączkowa Łapa [KW]
Świat był wspaniały i co do tego Ziemniaczek nie miał żadnych wątpliwości. Tyle fajnych miejsc do zobaczenia, tyle ciekawych kotów do spotkania, nic tylko przebierać łapkami, by zobaczyć jak najwięcej! I jak ostatnio udało mu się znaleźć niebieskie kwiatki z kolcami, to teraz jego oczy cieszyć się mogły takimi różowymi, ale frajda! Podziwianie roślinek przerwało mu jednak donośne kichnięcie i aż się dzieciak zaczął rozglądać po okolicy, żeby źródło dźwięku znaleźć. Wystawiał głowę nad krzaki, aż w końcu dojrzał wysokiego białego kota i zaraz łapki go do niego zaprowadziły, próbując zaspokoić ziemniaczaną ciekawość.
- Ale to było głośne! - Przyznał uradowany, obserwując, jak nieznajomy zbiera kwiatki. - Jestem Ziemniaczek! Zrywasz je dla siebie, czy dla kogoś? - Zapytał z ciekawością, wcześniej jak zwykle ochoczo się przedstawiając.
Aż się mu sierść na karku zjeżyła jak tylko usłyszał nagły głos!! No, tego się nie spodziewał, że w czasie zbierania kwiatków ktoś nagle się tu pojawi i do niego zagada. A tu proszę, jakiś jegomość, trochę młodszy, ale rozgadany - chyba. - A weź!! Pyłek to mój największy z wrogów - łapą przetarł szybko nos, posyłając kocurowi uśmiech. - Ale dzięki. Przynajmniej jakby jakiś zwierz na mnie szarżował, to go kichne. I będzie to tak głośne, że ze strachu da dyla, bo go ogłusze!!
Zaśmiał się cicho, unosząc kącik ust w szerszym uśmiechu. - Szpon. Zrywam je do kumpla. Lubi kwiatki, a wiadomo, jak widzę jakieś fajne, to czemu by ich mu nie zabrać? Chociaż się ucieszy trochę!!
długie, czarne z białymi znaczeniami futerko niekiedy sterczy mu na boki, żółte oczy; bardzo wysoki, na patykowatych łapach, chuderlak i wypłosz
śmieszny taki, wcale mądry, wieczny optymista, ma trochę problemów z pamięcią, lubi zbierać kwiatki i chodzić na przygody, jego jedna szara komórka dawno temu wyjechała na wakacje i utknęła gdzieś na ciepłych wyspach
Bączkowa Łapa [KW]
- Tak! Ogłuszysz i wystraszysz tak bardzo, że będą unikać kwiatków! - Przytaknął mu ochoczo na tę wizję, zaraz stwierdzając, że jednak trochę słabo dla takiego przeciwnika, żeby się potem kwiatków bał. Takie ładne są przecież, a on nie będzie mógł ich podziwiać!
- To miło z twojej strony! Ja zrywałem dla swojej hmm...dla Mruk! Ale poszła sobie i w sumie chyba nigdy za nimi nie przepadała, haha. Mogę ci pomóc zbierać dla tego twojego kumpla? Jak się nazywa? - Zaraz rzucał i propozycje i pytania, wcale jakoś zbytnio nie przejmując się wspomnieniem, że kotka go porzuciła. Z nią to na pewno by takiego Szpona nie spotkał, bo by mu powiedziała, że jest groźny albo inne takie! A tak? Miał potencjał na zdobycie nowego kolegi, same plusy!
- Swoja Mruk? Hoho, randka cię wystawiła? - odparł zaczepnie. No, Mruk nie znał, Ziemniaka nie znał… więc to było jedyne co mogło mu przyjść do głowy. Biedaczek, jak faktycznie go laska wzięła, kopnęła w tyłek i tyle z niej było! - Jaśmin. Jak go kiedyś spotkasz, to na pewno go poznasz, jedno ucho mu klapnęło i nie wstanie, choćbyś je patykiem podparł! No, i chodź, śmiało wykorzystam dodatkowe łapy do pomocy.
Zamruczał, głową gestykulując, by ten się zabrał do roboty. - A ta twoja Mruk, to dawno sobie poszła? Może ją jeszcze znajdziemy, nie?!
długie, czarne z białymi znaczeniami futerko niekiedy sterczy mu na boki, żółte oczy; bardzo wysoki, na patykowatych łapach, chuderlak i wypłosz
śmieszny taki, wcale mądry, wieczny optymista, ma trochę problemów z pamięcią, lubi zbierać kwiatki i chodzić na przygody, jego jedna szara komórka dawno temu wyjechała na wakacje i utknęła gdzieś na ciepłych wyspach
Bączkowa Łapa [KW]
- Nieee, mówiłem na nią mama, ale zawsze na mnie krzyczała, że nią nie jest. - Odpowiedział bez większego smutku, ot, stwierdzał fakt, bo co tu było się bardziej rozdrabniać? - A to bardzo nie miło ze strony ucha, że wzięło i klapnęło! - Kto to widział, żeby koteczkowe części były tak leniwe, on jak się czasem rozłożył w cieple słońca to i tak później wstawał i szedł dalej, a tu proszę! Z radością zabrał się do pomocy przy zbieraniu kwiatków, bo przecież to było coś, co Ziemniaczek lubił robić najbardziej!
- Oj tak, już trochę minęło. I nie wiem, czy chcę jej szukać, powiedziała, że mam za nią nie iść, bo sobie sam mam radzić. No i gdyby tu była, to na pewno nie pozwoliłaby mi z tobą zbierać kwiatków, bo by cię za niebezpiecznego uznała! - Krzyknął zaaferowany, bo czasem kompletnie nie rozumiał logiki kotki, no bez sensu, przecież Szpon wcale nie był groźny!
- Dość wredne z jej strony! - cmoknął bez większych ceregieli. Rozmówca i tak zdawał się nieporuszony całą sytuacją, więc po co miał w ogóle udawać, że jest inaczej? Nawet jakby był poruszony… to i tak by wprost powiedział, że ta jego Mruk to lekko chamówa! - Moi to chyba ostatecznie są milsi. Nawet stary! Nigdy mi nie powiedział, że mam mu nie mówić “tato”. Będąc szczerym, i tak tego nie robię.
Bo ze Skrą nie gadał. Nawet jeśliby jakimś cudem zaczęli spędzać ze sobą wolny czas… po co? Czy warto mówić mu nagle jakoś od “ojców” czy “tatów”? Przyjął miano starego, najluźniejsze i najmilsze dla ucha Szpona, nie sprawiające, że czuł się w obecności ojca obco i niekomfortowo. Nie ważne jakby Skra się starał, jakby między nimi dobrze nie było, zaniedbanie robiło swoje… i jakoś, nie umiałby się nastawić inaczej do kocura. Nie ważne, jak bardzo by go lubił. Po prostu, nie dało się. - A to wiem! Mówiłem nawet, że je naprostuję, to mi powiedział, że nie ma po co bo i tak odklapnie. Ale przynajmniej… jest wyjątkowy czy coś nie?? No i jak mu z tym nie przeszkadza, to mi to tam wisi! Byleby się nikt z niego nie podśmiewał, bo jakby ktoś mu coś o uchu powiedział, to bym go… - pobił, zwyzywał, oba, zależy od humoru. Tak czy inaczej, byłoby idealnie, gdyby Jaśminowi nikt nie dokuczał. Czy za ucho, czy za dosłownie cokolwiek innego.
Na kolejną informację aż brwi zmarszczył. Że co? - To mówi ci, że masz jej nie mówić mamo, a przy okazji cię ogranicza? Jeny, faktycznie, chyba nagroda najgorszego rodzica została odebrana staremu… Niby czemu miałbym być niebezpieczny?? Póki mi nie skoczysz do gardła to ty wiesz, że mam to gdzieś co się dzieje, nie??? Nie mam po co cię atakować. Ani nikogo. To głupota! Zresztą, Zemniak, niby czemu uznałaby że jestem niebezpieczny? Groźnie bym wymachiwał kwiatkiem? Na Gwiezdnych, faktycznie, aż drrrrżę na samą myśl, bo byś przeze mnie jeszcze kichnął. Aaaa weź!!! Głupia była jakaś, nic więcej - gdyby mógł, to nawet by łapą machnął, żeby rzucić temat. Nie znał jej, ale… no, nie lubiłby jej. Brzmiała okropnie. - Co w ogóle zamierzasz jak jesteś teraz sam??? Żyjesz sobie tak o?
długie, czarne z białymi znaczeniami futerko niekiedy sterczy mu na boki, żółte oczy; bardzo wysoki, na patykowatych łapach, chuderlak i wypłosz
śmieszny taki, wcale mądry, wieczny optymista, ma trochę problemów z pamięcią, lubi zbierać kwiatki i chodzić na przygody, jego jedna szara komórka dawno temu wyjechała na wakacje i utknęła gdzieś na ciepłych wyspach
Bączkowa Łapa [KW]
- Bardzo wredne! Fakt, nie była moją mamą, bo się do niej po drodze przyczepiłem, bo widzisz, nie wiem, gdzie są moi rodzice ci prawdziwi tacy, ale zachowywała się jak mama, więc tak tez ją nazywałem! - Czy wyjaśnił zbyt pokrętnie? A może wcale nie, może wszystko było jasne, przejrzyste i jak najbardziej zrozumiałe? Nie był pewien, bo nie miał w zwyczaju rozmyślać nad słowami, które dopiero co wypowiedział, wychodząc z założenia, że co z pyszczka to z głowy i są ważniejsze rzeczy do roboty, ot. - Jak nie zasłużył, to słusznie! - Przytaknął zaraz, bo może nie wiedział, co tam Szpon ma za sytuację rodzinną, ale może jego stary faktycznie zasługiwał tylko na bycie starym? W każdym razie nie była to ziemniaczkowy interes.
- Myślę, że jest bardzo wyjątkowy i to coś, co go określa, o! I nie powinien się zmieniać, skoro mu to pasuje, przynajmniej się wyróżnia, nie?? I bardzo miło z twojej strony, że tak go bronisz, super z ciebie ziomek, pobij ich wszystkich! - Pokiwał głową, bo zdecydowanie bitka za niemiłe słowa na temat niesfornego ucha była jak najbardziej wskazanym rozwiązaniem.
- Bo ona to wszystko za zagrożenie uznawała! Wszystko! I wykopywała mi dołki, żebym nigdzie nie łaził i wrzucała do pudełek i w ogóle ciągle kazała czekać, a ja nie lubię czekać, czekanie jest nudne strasznie! - Mruk to jednak do rozrywkowych typów nie należała i teraz Ziemniaczek coraz bardziej odkrywał, że w sumie bez niej żyło mu się lepiej, radośniej, ciekawiej. - Żyję sobie, wędruję po okolicy, zwiedzam wszystko, jest super! Poznaję ciągle kogoś nowego i w ogóle mnóstwo przygód mam, o! - Zerwał kolejnego kwiatka, krzywiąc się nieco, bo kolec próbował go bezczelnie ukłuć w nos, kto to widział takie zachowania w roślinkach!
Nie wyjaśniał pokrętnie, ale… ale to tylko sprawiało, że Szpon uważał, że rodzice Ziemniaka są jacyś głupkowaci!!! No, bo nie dość że normalnie, nie ma ich najpierw w ogóle, to potem jakieś zastępstwo się jeszcze rzuca, zamiast albo pomóc, albo sprawę postawić bardzo jasno!!!
Na pochwałę, że jest super ziomkiem, uśmiechnął się dumnie. Pierś wypiął do przodu, sam zaś stanął nieco prościej. - Chcesz pogadać o tych przygodach? - mruknął, zaraz bardzo ostrożnie zrywając jedną różę. Odczekał jeszcze moment, na to by ten mógł się mu wyspowiadać z ewentualnych przygód, a potem, krok w bok. - O…Bo ten, ja będę lecieć, ale!! Chcesz się może gdzieś tu jeszcze kiedyś spotkać??
Zamruczał z uśmiechem. Niezależnie od odpowiedzi, zaraz odwróciłby się tyłem i zaczął maszerować do Rzeki.
||| czarne futro z przebarwieniami | przeciętnego wzrostu | barczysty i spory | bursztynowe oczy | przerośnięte górne kły | pionowa blizna idąca przez lewe oko | oderwane prawe ucho | lśniąca, zadbana sierść |||
Mimo wielu księżyców spędzonych w ludzkim gnieździe, Szczerbatek jest dość barczysty i solidnie zbudowany, niekoniecznie gruby, zwyczajnie spory, wdając się w ojca. Ma zadbane, czarne futro, dobrze odżywione i lśniące, gładko okalające ciało. Kły ma nieco stępione, choć nadal dumnie prezentujące się na brodzie, za to bursztynowe oczy odznaczają się nieco większą obojętnością niż kiedyś. W ogólnym rozrachunku prezentuje się dobrze, całkiem harmonijnie i dumnie, mimo dość zmarnowanego kroku i postawy.
Wydaje się być nieco bardziej zobojętniały, a jednocześnie na nowo lękliwy. Gdzieś we wnętrzu jeszcze kryje się jego naturalna złośliwość, ale zasłonięta maską doświadczenia nabytego przez księżyce, przez co potrafi hamować swoje odzywki, mądrzej dobierać słowa. Wiedziony melancholią, ponowną tęsknotą za rodzimymi stronami. Może być oschły albo nieprzyjemny, choć on sam argumentuje to raczej ograniczoną rotacją towarzystwa.
Po różach nie było ani śladu, ale nie dla nich Bezmienny się tutaj znalazł. Był święcie przekonany, że gdzieś w okolicy zakopał upolowaną niedawno piszczkę, jakąś wronę czy cokolwiek to było. Z drugiej strony widok krzewów nie był mu szczególnie znany, po części miał wrażenie, że zwyczajnie mu się przyśniły, co byłoby bardziej niż niekorzystne, bo albo oznaczało to, że polował również we śnie (którego udawało mu się ostatnio zażywać trochę więcej, warto zaznaczyć) albo gdzieś indziej, gdzie już nawet nie pamiętał.
Zrezygnowały podchodził do każdej kępki ziemi, która wyglądała mu podejrzanie, i rozkopywał ją leniwie prawą łapą, z nadzieją, że znajdzie pod nią swoją zgubę.
Odrobinę wychudzona, koścista; drobna, niewysoka; czekoladowo-biała; sierść krótka, brudna, nieulizana, chociaż bardziej zadbana niż kiedyś; oczy żółte (prawe jak słońce, lewe jak piasek), wiecznie zmęczone i obojętne; czekoladowy nosek; uszczerbiona końcówka prawego ucha.
- art by tuszka -
Obojętna i oschła; opanowana do czasu; nie pamięta większości kotów, wszyscy zlewają jej się w jedną masę; jest ostrożna podczasów rozmów, nie zdradza za wiele; ataki paniki nadal są częścią jej życia, ale z innego powodu; nie jest już strachliwa; nie jest przyjazna, ale nie jest też niemiła - dopóki ktoś też zachowuje do niej szacunek.
Zaszła daleko. Gdzieś poza tereny Wichru, gdzieś poza widoczność klanowiczów, gdzieś gdzie wszystko i tak chciało ją zabić, więc co za różnica gdzie była, prawda? Nienawidziła aktualnie wszystkiego. Miała ochotę coś komuś zrobić. Miała ochotę się schować. Miała ochotę płakać i kopać, i gryźć, i krzyczeć, i było to wszystko przerażające oraz bolesne. Miała ochotę wybuchnąć. Zniknąć. Zapominajka. Terminatorem. Medyka. Zapominajka. Kimś. Ważnym.
Stanęła w miejscu i wbiła pazury w glebę. Łzy naszły jej do oczy, a oddech ugrzązł w gardle. Czy jej życie... musiało takie być? Czy nie mogłaby być silniejsza? Czy każdy musiał chcieć zrobić jej krzywdę? Czy nie mogła mieć normalnej relacji z matką? Czy ktoś mógłby jej pomóc? Załkała cicho. Znowu była słaba. Wytarła brudny pysk, jeszcze brudniejszą łapą, by otrzeć łzy i ruszyła dalej. Gdzieś...? Może pora zniknąć? Odejść? Dać sobie spokój z tym wszystkim? Niepewne kroki. Ociężałe.
Mysz
⤸ Lecę w dół ▼▼ lecę w dół ⤹ ♦ Przecież gorzej być nie może ♦ ▼▼ Lecę w dół ⤸⤹ lecę w dół ▼▼ ♦ Diabeł też mi nie pomoże ♦ ⤸ Lecę w dół ▼▼ lecę w dół ⤹ ♦ Spadam wolno w czarną dziurę ♦ ▼▼ Lecę w dół ⤸⤹ lecę w dół ▼▼