Bury, krótkowłosy, cętkowany bengal. Jego ślepia z wiekiem przybrały oliwkowo-zieloną barwę. Ogólnie, nie bardzo wyróżnia się od byle kota w swoim wieku. Choć nie można nazwać go najwyższym z kotów w lesie, jest wysoki jak na swój wiek.
Zirytowany kłak futra
Wężowy Błysk, Kamień, Wiaterek [KG]
Chwała Korzeniowi, że na głos nie przyznał że Vernon sprawił mu przykrość. Wtedy najpewniej umarłby z żalu i przerażenia! No, może nie tak dosłownie, ale znając jego - odciąłby się od życia w Klanie na parę dobrych tygodni. A tak?
Tak mógł powoli się uspokajać. Był tu, wiedział gdzie są, nie byli zgubieni. Ba, byli blisko obozu, co już potwierdził mu Korzeń. Cętkowany mógł więc odsapnąć i... na boga, co robił jego przyjaciel. Widział tylko jak niebieska masa przelatuje mu przed nosem i ląduje we wrzosach. Jak gdyby nigdy nic! - Uważaj na pszczoły - i trzmiele, szerszenie, wszystko co gryzie. Tu czuł aż obowiązek go ostrzec, bo nie potrzebował aby Korzenia coś pogryzło. Nie wiedział z czym by się to miało wiązać, ale jego mama mówiła mu, aby uważał na te owady. Nawyk ostrzegania pozostał.
Niedługo później dołączył do niego, ale bez wyskoku. Po prostu położył się obok, przeciągnął leniwie, zarzucił łapę na łapę. Wzrokiem powędrował do góry, aby to móc obserwować niebo. - Chyba - zaczął niepewnie. - Nie mam nic przeciw temu zmienieniu kierunku.
Choć nadal się stresował. Nie umiał już wyjaśnić nawet czym, po prostu towarzyszył mu niepokój. - Nie wiem jak jest tam, ale... tu jest ładnie. I spokojnie, cicho... podoba mi się tu - przyznał raz jeszcze. Tak, jakby samemu sobie miał potwierdzić, że ta pomyłka nie zmieniła jego sposobu patrzenia na to gdzie są. - No... i jesteśmy tu razem. To też jest ważne.
Tu spojrzał na niego. Lubił być z nim, o tym akurat chyba wiedział już każdy. Vernon był przyklejony do Korzenia kiedy miał tylko na to szansę.
Księżyce: 125 Mistrz: Roziskrzona Noc <3 Płeć: kocur Zaimki: on/jego Matka: Roziskrzona Noc ♥ † Rodzic: Jaśniejący Płomień ♥ † (wujo) Partner: frajer (Kwitnący Jaśmin) Trwałe urazy: średniej wielkości blizna na prawej przedniej łapie po otwartym złamaniu kości promieniowej, często przykryta futrem; ślady (lisich) zębów na prawym barku
Urazy mechaniczne: wcześniejsze obniżenie statystyk z racji wieku – pierwszy spadek przy 90k, drugi przy 100k (powód: złamanie otwarte po pelikanie)
Księżyce: 125 Mistrz: Roziskrzona Noc <3 Płeć: kocur Zaimki: on/jego Matka: Roziskrzona Noc ♥ † Rodzic: Jaśniejący Płomień ♥ † (wujo) Partner: frajer (Kwitnący Jaśmin) Trwałe urazy: średniej wielkości blizna na prawej przedniej łapie po otwartym złamaniu kości promieniowej, często przykryta futrem; ślady (lisich) zębów na prawym barku
Urazy mechaniczne: wcześniejsze obniżenie statystyk z racji wieku – pierwszy spadek przy 90k, drugi przy 100k (powód: złamanie otwarte po pelikanie)
Wielki kocur o masywnej budowie, którą zawdzięcza nie tylko genom, ale i mięśniom. Długie kłaki powiększają go jeszcze bardziej, szczególnie te przy szyi tworzące swego rodzaju grzywę. Niebieskie futro rozczochrane na każdą stronę, zadbane tyle o ile, byleby by było. Okrągłe oczy na sporawym lekko płaskim pyszczku, skrzące się na pomarańcz wymieszany z brązem. Czarny nosek, białe wibrysy, wszystko na swoim miejscu.
Dorósł, zmienił się, a mimo to trudno zauważyć jakąś zmianę. Wewnątrz jest smutniejszy, poważniejszy, melancholijny, a dla reszty świata stara się jednak być szczęśliwy, wesoły i podnoszący na duchu. Stracił wiele, zyskał wiele, ma wiele, ma mało, ciężko mu nawigować w życiu, które potrafi być tak nieprzewidywalne. Zrozumiał ile stracił dla klanu, który kocha, ale czy powinien zaprzepaszczać swoje życie bez zastanowienia? Stara się zbudować nową pewność siebie, odbudować stare cząstki siebie, które gdzieś zniknęły. Samotność jest jego najbliższym kompanem, doskwiera mu to, przeszkadza, chce to zmienić. Musi to zmienić, bo powoli wszystko go pochłania. Nie da się tego jednak zauważyć na pierwszy rzut oka, a on usilnie będzie dla każdego oparciem, jeśli tylko będzie musiał.
Odwrócił pyszczek w stronę przyjaciela, gdy wypowiedział ostrzeżenie względem śmiesznych latajek co sobie latają i brzęczą. Uśmiech miał wielki, a w paszczy trzymał jakieś liście, które złapał zamiast tego co chciał... Chociaż czy połykanie pszczół to dobry pomysł? Nie wiedział.
Wypluwając liście i próbując wylizać te co mu zostały nie zwrócił uwagi co robił kocur, więc dopiero po chwili doszło do Niego to, że Vernon położył się obok i zaczął robić coś innego, niż... W sumie nie bardzo miałoby to sens, gdyby też zaczął wyjmować liście z paszczy, ale raczej chodziło o łapanie brzęczków.
– Mi też się podoba – potwierdził z lekkim westchnięciem już po swojej walce z zieleniną. – Poza tym jestem tu z Tobą, więc jest już mnóstwo razy lepiej – dodał po chwili praktycznie w tym samym momencie co Orzełek. Jeszcze większy i szczęśliwszy uśmiech wpłynął na niebieskawą mordkę Korzennej Woni, oczy musiały mu świecić tak mocno jak słońce na niebie. Poczuł się spokojny, ale... za daleko, więc przysunął się bliżej wyjątkowego burasa tak, by ich boki mogły się stykać. Lubił bliskość bengala nawet jak czasami była zbyt... intensywna na Jego niezrozumiałe uczucia, to teraz było idealnie... trudno więc było, by nie wykorzystał tego. Rozwalił się i wyluzował kładąc masywny pysk gdzieś obok łap wspomnianego towarzysza. Było spokojnie. Było miło. Było w końcu tak jak powinno. Nie myślał o obowiązkach. Myślał tylko o oliwkowych oczach kocura obok siebie i chmurkach na niebie.
Bury, krótkowłosy, cętkowany bengal. Jego ślepia z wiekiem przybrały oliwkowo-zieloną barwę. Ogólnie, nie bardzo wyróżnia się od byle kota w swoim wieku. Choć nie można nazwać go najwyższym z kotów w lesie, jest wysoki jak na swój wiek.
Zirytowany kłak futra
Wężowy Błysk, Kamień, Wiaterek [KG]
Odpowiedź była... nie spodziewał się takiej. Zdecydowanie nie! Raczej myślał o zwykłym "też tak myślę" czy nawet bardziej oschłym, zwykłym "też". Nawet o głupim żarcie, typu "bo się zarumienię", czy zwykłym sprowadzeniu go na ziemię, a nie... ach! A może on żartował faktycznie? Nie, na pewno nie. Inaczej by się nie przysuwał! Och, właśnie - PRZYSUNĄŁ SIĘ. Wziął oddech, wzrokiem uciekł na bok. Na moment się napiął, później rozluźnił. Było... okej. Nie przeszkadzał mu jego dotyk. Był naprawdę w porządku... - Jak... Jak idzie trening? - zagaił. Nie wiedział, czy już o to pytał, ale... nie miał myśli. Miał pustkę w głowie i tylko lekki uśmiech na mordzie. Był onieśmielony!
Księżyce: 125 Mistrz: Roziskrzona Noc <3 Płeć: kocur Zaimki: on/jego Matka: Roziskrzona Noc ♥ † Rodzic: Jaśniejący Płomień ♥ † (wujo) Partner: frajer (Kwitnący Jaśmin) Trwałe urazy: średniej wielkości blizna na prawej przedniej łapie po otwartym złamaniu kości promieniowej, często przykryta futrem; ślady (lisich) zębów na prawym barku
Urazy mechaniczne: wcześniejsze obniżenie statystyk z racji wieku – pierwszy spadek przy 90k, drugi przy 100k (powód: złamanie otwarte po pelikanie)
Księżyce: 125 Mistrz: Roziskrzona Noc <3 Płeć: kocur Zaimki: on/jego Matka: Roziskrzona Noc ♥ † Rodzic: Jaśniejący Płomień ♥ † (wujo) Partner: frajer (Kwitnący Jaśmin) Trwałe urazy: średniej wielkości blizna na prawej przedniej łapie po otwartym złamaniu kości promieniowej, często przykryta futrem; ślady (lisich) zębów na prawym barku
Urazy mechaniczne: wcześniejsze obniżenie statystyk z racji wieku – pierwszy spadek przy 90k, drugi przy 100k (powód: złamanie otwarte po pelikanie)
Wielki kocur o masywnej budowie, którą zawdzięcza nie tylko genom, ale i mięśniom. Długie kłaki powiększają go jeszcze bardziej, szczególnie te przy szyi tworzące swego rodzaju grzywę. Niebieskie futro rozczochrane na każdą stronę, zadbane tyle o ile, byleby by było. Okrągłe oczy na sporawym lekko płaskim pyszczku, skrzące się na pomarańcz wymieszany z brązem. Czarny nosek, białe wibrysy, wszystko na swoim miejscu.
Dorósł, zmienił się, a mimo to trudno zauważyć jakąś zmianę. Wewnątrz jest smutniejszy, poważniejszy, melancholijny, a dla reszty świata stara się jednak być szczęśliwy, wesoły i podnoszący na duchu. Stracił wiele, zyskał wiele, ma wiele, ma mało, ciężko mu nawigować w życiu, które potrafi być tak nieprzewidywalne. Zrozumiał ile stracił dla klanu, który kocha, ale czy powinien zaprzepaszczać swoje życie bez zastanowienia? Stara się zbudować nową pewność siebie, odbudować stare cząstki siebie, które gdzieś zniknęły. Samotność jest jego najbliższym kompanem, doskwiera mu to, przeszkadza, chce to zmienić. Musi to zmienić, bo powoli wszystko go pochłania. Nie da się tego jednak zauważyć na pierwszy rzut oka, a on usilnie będzie dla każdego oparciem, jeśli tylko będzie musiał.
Pytanie o treningi wybiło Go z rytmu, na co lekko się spiął. Nie bardzo wiedział co na to odpowiedzieć. Czuł się jakby zawodził w tym aspekcie życiowym. Nie wiedział jak być dobry, a wszystkie inne sytuacje w życiu Go powoli dobijały, czuł się zagrożony z każdej możliwej strony.
– Szczerze? – szepnął wzdychając. Nie potrafił spojrzeć w oczy przyjacielowi, więc wlepił wzrok we wszystko co było na łące i poza jej horyzontem również. – Nie radzę sobie. Nie wiem co robię, ani jak sprawić, by moi Terminatorzy się mnie słuchali... Mam wrażenie, że wszystkich zawodzę... włącznie z Hubą... a ostatnio nic od niej nie słyszę – wypowiedział cicho, chociaż można było usłyszeć jak Jego głos powoli się załamywał. Nie płakał. Był na skraju. Nie dawał rady. Potrzebował chwili odpoczynku od myśli. Dnia przerwy.
Odchrząknął i wstał z ziemi nadal nie odwracając wzroku od łąki, nie wiedział czy potrafił spojrzeć się na Vernona w takim stanie. Potrzebował się uspokoić, powinien być silny, prawda? Ten najsilniejszy dla wszystkich, ale... Jego siostra, Jego siła zanikała i od kogo miał czerpać siłę dla innych? Rozpadał się.
– A Twój trening jak idzie? – zapytał nadal trzęsącym się głosem i spojrzał w stronę bengala tylko lekko, tylko po to by obrócić szybko łeb. Nie czuł się w porządku z tym jak się rozklejał. Nie dlatego, że robił to przed Orłem, a po prostu miał być kimś silnym. Gdzie się to podziało?
Bury, krótkowłosy, cętkowany bengal. Jego ślepia z wiekiem przybrały oliwkowo-zieloną barwę. Ogólnie, nie bardzo wyróżnia się od byle kota w swoim wieku. Choć nie można nazwać go najwyższym z kotów w lesie, jest wysoki jak na swój wiek.
Zirytowany kłak futra
Wężowy Błysk, Kamień, Wiaterek [KG]
Nie słyszał go nigdy... takiego. Może nie powinien był o to pytać? Nie sądził, ponownie, że Korzeń byłby tak... otwarty. Być może przeszli jakąś mentalną granicę. Być może znali się tak długo, że mogli być między sobą tak szczerzy, że aż się zadziwiali. Vernon zawsze był szczery... być może aż zbyt. Korzeń wiedział, że się boi wszystkiego. Miał świadomość, że jego przyjaciel czuje się paskudnie ze samym sobą. W drugą stronę, taką szczerość, widział pierwszy raz. I to absurdalnie go cieszyło, choć pomóc... nie wiedział jak. Ogonem capnął na jego bok - bo to pierwsze co przyszło mu do głowy. - Może jest chora? Spędzam dużo czasu przy lecznicy, mogę podejść i zagadać, jeśli byś chciał. Jestem pewien, że Lśniąca mi powie bez problemu. Ufa mi, uczę jej syna - pochwalił się. To było... ważne. To było dla niego bardzo ważne, że mu ufano. Nawet jeśli sam był wciąż terminatorem, jeśli sam mógł nawalać klapę za klapą - był ważny na tyle, że mógł pomagać w wychowaniu przyszłych pokoleń. - Mój... dość stoi. Ale to nie szkodzi, raczej... chyba... mi się nie spieszy raczej aż tak. Wolę, żeby było dokładnie, niż szybko. Ja nie umiem się chyba uczyć tak nagle. Muszę rozumieć, czuć tę naukę... Wiesz.
Księżyce: 125 Mistrz: Roziskrzona Noc <3 Płeć: kocur Zaimki: on/jego Matka: Roziskrzona Noc ♥ † Rodzic: Jaśniejący Płomień ♥ † (wujo) Partner: frajer (Kwitnący Jaśmin) Trwałe urazy: średniej wielkości blizna na prawej przedniej łapie po otwartym złamaniu kości promieniowej, często przykryta futrem; ślady (lisich) zębów na prawym barku
Urazy mechaniczne: wcześniejsze obniżenie statystyk z racji wieku – pierwszy spadek przy 90k, drugi przy 100k (powód: złamanie otwarte po pelikanie)
Księżyce: 125 Mistrz: Roziskrzona Noc <3 Płeć: kocur Zaimki: on/jego Matka: Roziskrzona Noc ♥ † Rodzic: Jaśniejący Płomień ♥ † (wujo) Partner: frajer (Kwitnący Jaśmin) Trwałe urazy: średniej wielkości blizna na prawej przedniej łapie po otwartym złamaniu kości promieniowej, często przykryta futrem; ślady (lisich) zębów na prawym barku
Urazy mechaniczne: wcześniejsze obniżenie statystyk z racji wieku – pierwszy spadek przy 90k, drugi przy 100k (powód: złamanie otwarte po pelikanie)
Wielki kocur o masywnej budowie, którą zawdzięcza nie tylko genom, ale i mięśniom. Długie kłaki powiększają go jeszcze bardziej, szczególnie te przy szyi tworzące swego rodzaju grzywę. Niebieskie futro rozczochrane na każdą stronę, zadbane tyle o ile, byleby by było. Okrągłe oczy na sporawym lekko płaskim pyszczku, skrzące się na pomarańcz wymieszany z brązem. Czarny nosek, białe wibrysy, wszystko na swoim miejscu.
Dorósł, zmienił się, a mimo to trudno zauważyć jakąś zmianę. Wewnątrz jest smutniejszy, poważniejszy, melancholijny, a dla reszty świata stara się jednak być szczęśliwy, wesoły i podnoszący na duchu. Stracił wiele, zyskał wiele, ma wiele, ma mało, ciężko mu nawigować w życiu, które potrafi być tak nieprzewidywalne. Zrozumiał ile stracił dla klanu, który kocha, ale czy powinien zaprzepaszczać swoje życie bez zastanowienia? Stara się zbudować nową pewność siebie, odbudować stare cząstki siebie, które gdzieś zniknęły. Samotność jest jego najbliższym kompanem, doskwiera mu to, przeszkadza, chce to zmienić. Musi to zmienić, bo powoli wszystko go pochłania. Nie da się tego jednak zauważyć na pierwszy rzut oka, a on usilnie będzie dla każdego oparciem, jeśli tylko będzie musiał.
Pacnięcie w bok lekko dodało mu otuchy, chociaż miał wrażenie, że może nie powinien o tym mówić? W końcu chyba wprowadził przyjaciela w zakłopotanie, a to nie jest dobry znak... może jednak otwartość w uczuciach nie była dla Niego? Nie umiał o niej opowiadać? Ech... strasznie dziwnie było mówić szczerze, zbyt dużo zmiennych i niepewności. Nie wiedział jak się z tym czuć.
– Nie chcę jej męczyć, jestem pewien, że sama by mi powiedziała, a skoro nie mówi to może potrzebuje czasu dla siebie? Nie wiem. – wydukał nie bardzo wiedząc jak się używało języka w gębie. – Uczysz jej syna? Widzę, że nie tylko Huba potrafi znaleźć jakiś wspólny język z tą starą jędzą – uśmiechnął się bardzo delikatnie i nadal przysmutnie. – Nie żebym mówił poważnie, po prostu zapadło mi w pamięci jak od razu zaczęła mnie nie lubić przez moje głośne gadanie – zaśmiał się lekko. Nie pałał w sumie żadnym uczuciem do Lśniącej Sadzawki, ot sobie była. Czasami zalazła za skórę, czasami przesadzała, a czasami to w jej stronę przesadzano. Rzadko jednak. – A jak idą nauki młodego? I którego uczysz? – dopytał z zaciekawieniem. Przecież to dość ważne i raczej niespotykane, by biała kocica kogoś polubiła, szczególnie z tego co zdołał zauważyć w swoim jeszcze nawet młodym życiu. – Nie przejmuj się, że idzie wolno, każdy idzie w swoim tempie, ja po prostu czułem, że bardzo chcę. I proszę teraz się trochę nie odnajduje, więc zawsze są jakieś problemy... ale hej! Jakby co to zawsze mogę wesprzeć, bo z poradami to bym się jeszcze wstrzymał – wypowiedział z lepszym humorem i popchnął lekko kocura w bark tak by ten się zachwiał. Chciał go rozbawić i rozluźnić sytuację, On sobie da jakoś radę... na pewno.
– A co u Deszczowej Pogody? Bo w sumie nie sądzę, że kiedyś pytałem, a chyba by wypadało...? – odchrząknął lekko. Nie wiedział czemu to wypowiedział, ale no kotka była ważna dla przyjaciela... Z tego co rozumiał to była dla burasa jak matka, w taki sam sposób jak Iskra była matką dla Niego. Obie były wspaniałe na swój własny sposób.
Bury, krótkowłosy, cętkowany bengal. Jego ślepia z wiekiem przybrały oliwkowo-zieloną barwę. Ogólnie, nie bardzo wyróżnia się od byle kota w swoim wieku. Choć nie można nazwać go najwyższym z kotów w lesie, jest wysoki jak na swój wiek.
Zirytowany kłak futra
Wężowy Błysk, Kamień, Wiaterek [KG]
Stara jędza! Orzeł od razu parsknął cichym śmiechem. Och, nie była nią! Na bogów, Lśniąca - kiedy dało się jej szansę - był naprawdę miła i lubił z nią spędzać czas! Być może to głupiutkie z jego strony, ale sam uważał, że ona faktycznie musi go lubić. Inaczej by mu nie dała trenować dzieci. Ba, chyba miałby inne zdanie o niej, podobne do tego od Korzenia, gdyby była doń niemiła! - Miętę! Złoty dzieciak. Słucha, jest ciekawy, ale przy okazji grzeczny. Trochę się bał na początku, ale koniec końców mi zaufał. I dobrze, najgorszym co może być, to bać się tak... cały czas. To męczy. A tak, może, nauczę go że świat nie jest taki znowu straszny - choć sam przed chwilą był z ogonem między nogami i mógł wypluć serce. Ale się starał być odważny. I uczyć innych, że nie mają się czego bać. Bo nie mają. Bo świat nie jest taki przerażający, jak się im wydaje. Po prostu Orzeł miał... problemy.
Później zaś się uśmiechnął. Życzliwie, serdecznie. A potem, aż się zdziwił. Faktycznie, Korzeń o jego mamę nigdy nie pytał. Nie uważał tego za nic złego, ale miłym była taka ciekawość! - Jest z nią w porządku! Znalazła wspólny język z Rzeżuchą. I... przez to mi powiedziała, że jestem dla niej jak syn. To bardzo dla mnie ważne, bo ona mi też jest jak mama. Taka jedyna, jaką chcę i potrzebuję. Bo ją kocham, nie jak tę... no - skrzywił się delikatnie. Biologiczna mama była mu obojętna. Miał do niej żal, nie chciał jej nawet na oczy widzieć. - Cieszę się, że ją spotkałem wtedy. Bez tego bym też nie znał ciebie. Nie?
Więc tym lepiej, że Deszcz była. Bo faktycznie - to ona mu dała nowe życie. Lepsze, takie jakie każdy powinien mieć.
Księżyce: 125 Mistrz: Roziskrzona Noc <3 Płeć: kocur Zaimki: on/jego Matka: Roziskrzona Noc ♥ † Rodzic: Jaśniejący Płomień ♥ † (wujo) Partner: frajer (Kwitnący Jaśmin) Trwałe urazy: średniej wielkości blizna na prawej przedniej łapie po otwartym złamaniu kości promieniowej, często przykryta futrem; ślady (lisich) zębów na prawym barku
Urazy mechaniczne: wcześniejsze obniżenie statystyk z racji wieku – pierwszy spadek przy 90k, drugi przy 100k (powód: złamanie otwarte po pelikanie)
Księżyce: 125 Mistrz: Roziskrzona Noc <3 Płeć: kocur Zaimki: on/jego Matka: Roziskrzona Noc ♥ † Rodzic: Jaśniejący Płomień ♥ † (wujo) Partner: frajer (Kwitnący Jaśmin) Trwałe urazy: średniej wielkości blizna na prawej przedniej łapie po otwartym złamaniu kości promieniowej, często przykryta futrem; ślady (lisich) zębów na prawym barku
Urazy mechaniczne: wcześniejsze obniżenie statystyk z racji wieku – pierwszy spadek przy 90k, drugi przy 100k (powód: złamanie otwarte po pelikanie)
Wielki kocur o masywnej budowie, którą zawdzięcza nie tylko genom, ale i mięśniom. Długie kłaki powiększają go jeszcze bardziej, szczególnie te przy szyi tworzące swego rodzaju grzywę. Niebieskie futro rozczochrane na każdą stronę, zadbane tyle o ile, byleby by było. Okrągłe oczy na sporawym lekko płaskim pyszczku, skrzące się na pomarańcz wymieszany z brązem. Czarny nosek, białe wibrysy, wszystko na swoim miejscu.
Dorósł, zmienił się, a mimo to trudno zauważyć jakąś zmianę. Wewnątrz jest smutniejszy, poważniejszy, melancholijny, a dla reszty świata stara się jednak być szczęśliwy, wesoły i podnoszący na duchu. Stracił wiele, zyskał wiele, ma wiele, ma mało, ciężko mu nawigować w życiu, które potrafi być tak nieprzewidywalne. Zrozumiał ile stracił dla klanu, który kocha, ale czy powinien zaprzepaszczać swoje życie bez zastanowienia? Stara się zbudować nową pewność siebie, odbudować stare cząstki siebie, które gdzieś zniknęły. Samotność jest jego najbliższym kompanem, doskwiera mu to, przeszkadza, chce to zmienić. Musi to zmienić, bo powoli wszystko go pochłania. Nie da się tego jednak zauważyć na pierwszy rzut oka, a on usilnie będzie dla każdego oparciem, jeśli tylko będzie musiał.
Śmiech jaki wywołał w bengalu od razu poprawił mu humor, śmiejący się Orzełek to najlepszy Orzełek, ale w każdej postaci był super, nawet tej wystraszonej. Ważne, że był, prawda? Prawda.
– Cieszy mnie to w takim razie, ważne by klan rósł w siłę, a jak jest takie mądre i ambitne nowe pokolenie to jestem szczęśliwy – odpowiedział wesoło. – I... jakby to powiedzieć... jestem dumny z Ciebie... w sensie, że chcesz pokazać, że świat nie jest straszny i się starasz... i jesteś kotem, którzy inni powinna brać sobie za przykład... Ja też... No, tak... – wypowiedział lekko gubiąc się w słowach i runął jak długi na glebę, bo musiał się otrząsnąć z tego dziwnego szoku wywołanego swoimi własnymi słowami. Obrócił się na plecy i zaczął przyglądać się chmurkom, ale również i innym ptaszkom czy muszkom co nagle stwierdziły, że pora przelecieć mu gdzieś nad głową. Było spokojnie. Był z Nim wyjątkowy buras.
Wyostrzył słuch na następne słowa przyjaciela i tak jak pierwszej części nie zrozumiał, bo co znaczyło wspólny język z Rzeżuchą? W sensie, że są przyjaciółkami? Jeśli tak to super dla nich! Tak druga część wypowiedzi kocura była zrozumiana całkowicie i Korzeń odwrócił się z pleców prosto w stronę syna(!) Deszczowej Pogody, zaczynając go trącać wszystkimi czterema łapami po całym ciele... oczywiście delikatnie, ale trącał!
– O Cię Gwiezdni tak się cieszę Orzełku! Deszczowa Pogoda jest Twoją mamą, więc to normalne, że Cię tak nazywa, ale jak pierwszy raz tak powiedziała to musiał być chyba najważniejszy dzień Twojego życia! – wykrzyczał szeptem, by nie być jednak za głośno, ale jednak nie mogąc powstrzymać emocji. – Wiesz co? Bardzo dobrze Cię rozumiem z tym wszystkim no... w sensie, że kotki co nas urodziły... Teraz mamy prawdziwe mamy – dodał i wsłuchał się w ostatnią część. – W sumie masz rację, nie poznałbym Cię gdyby nie Twoja mama w takim razie... będę musiał jej naprawdęęę podziękować – stwierdził, a cała sytuacja wyglądała jakby znowu miał te osiem księżyców i ledwo co dopiero opuścił Splątane Korzenie, ale czy było można mu się dziwić? Będąc z Vernonem zawsze czuł się swobodnie, więc chyba nie powinien uznać Go za mało Wojowniczego tylko przez takie wybuchy wewnętrznego kociaka.
Bury, krótkowłosy, cętkowany bengal. Jego ślepia z wiekiem przybrały oliwkowo-zieloną barwę. Ogólnie, nie bardzo wyróżnia się od byle kota w swoim wieku. Choć nie można nazwać go najwyższym z kotów w lesie, jest wysoki jak na swój wiek.
Zirytowany kłak futra
Wężowy Błysk, Kamień, Wiaterek [KG]
Orzeł zamilkł, wpatrując się w niego. Otwierał pyszczek, zamykał i... nadal nic nie mówił! Bo nawet nie wiedział co mógłby - brać przykład, z niego? Był absolutnym przeciwieństwem kota, z którego powinno się brać przykłady. Przynajmniej... swoim skromnym zdaniem. W końcu uśmiechnął się ciepło, a głowę zawstydzony odwrócił na bok. - Bez przesady...! Jesteś o niebo lepszym przykładem. Jesteś odważny i nie wstydzisz się nikogo, i umiesz dużo mówić. I... jesteś najlepszy, po prostu - co nie miało ubliżyć jemu samemu. Nie porównywał się do niego, a bycie "gorszym przykładem" mu nie ubliżało - o czym świadczył nadal widniejący na jego mordce uśmiech i spokojny, wesoły głos. Ot, dobrze mieć takiego przyjaciela jak Korzeń.
Na kolejne przekrzywił głowę na bok, nie tracąc z pyska wesołości. W duchu mu dziękował, że krzyczał jedynie szeptem, a nie zaczął drzeć się z całej siły, bo taka spokojna, milutka atmosfera podobała się Vernonowi chyba bardziej, niż jak uprzednio się tego spodziewał. Było przyjemnie i faktycznie - swobodnie. Tak swobodnie, jak niemal nigdy do tej pory nie było. Może faktycznie stawał się ciut pewniejszy siebie i przez to mniej się bał świata wokół? Stąd czuł swobodę w nawet zupełnie mu obcym miejscu. - Ja twojej też. Czasem, Korzeń, myślę że to wszystko wokół nas jest... nieprawdziwe, magiczne - znał to słowo? Jak nie, trudno. Orzeł zdążył je poznać na osiedlu. - Że się znamy, że razem trafiliśmy tutaj, że... żyjemy, że po prostu jesteśmy razem. To jest tak dobre, że aż... nie mam czasem na to słów.
Co było oczywiście pozytywne. Cieszył się - nie umiał wyrazić tego normalnie, starał się przekazać to tak, jak tylko umiał. Ale fakt faktem - to, że się poznali, że w ogóle są było niesamowite.
Księżyce: 125 Mistrz: Roziskrzona Noc <3 Płeć: kocur Zaimki: on/jego Matka: Roziskrzona Noc ♥ † Rodzic: Jaśniejący Płomień ♥ † (wujo) Partner: frajer (Kwitnący Jaśmin) Trwałe urazy: średniej wielkości blizna na prawej przedniej łapie po otwartym złamaniu kości promieniowej, często przykryta futrem; ślady (lisich) zębów na prawym barku
Urazy mechaniczne: wcześniejsze obniżenie statystyk z racji wieku – pierwszy spadek przy 90k, drugi przy 100k (powód: złamanie otwarte po pelikanie)
Księżyce: 125 Mistrz: Roziskrzona Noc <3 Płeć: kocur Zaimki: on/jego Matka: Roziskrzona Noc ♥ † Rodzic: Jaśniejący Płomień ♥ † (wujo) Partner: frajer (Kwitnący Jaśmin) Trwałe urazy: średniej wielkości blizna na prawej przedniej łapie po otwartym złamaniu kości promieniowej, często przykryta futrem; ślady (lisich) zębów na prawym barku
Urazy mechaniczne: wcześniejsze obniżenie statystyk z racji wieku – pierwszy spadek przy 90k, drugi przy 100k (powód: złamanie otwarte po pelikanie)
Wielki kocur o masywnej budowie, którą zawdzięcza nie tylko genom, ale i mięśniom. Długie kłaki powiększają go jeszcze bardziej, szczególnie te przy szyi tworzące swego rodzaju grzywę. Niebieskie futro rozczochrane na każdą stronę, zadbane tyle o ile, byleby by było. Okrągłe oczy na sporawym lekko płaskim pyszczku, skrzące się na pomarańcz wymieszany z brązem. Czarny nosek, białe wibrysy, wszystko na swoim miejscu.
Dorósł, zmienił się, a mimo to trudno zauważyć jakąś zmianę. Wewnątrz jest smutniejszy, poważniejszy, melancholijny, a dla reszty świata stara się jednak być szczęśliwy, wesoły i podnoszący na duchu. Stracił wiele, zyskał wiele, ma wiele, ma mało, ciężko mu nawigować w życiu, które potrafi być tak nieprzewidywalne. Zrozumiał ile stracił dla klanu, który kocha, ale czy powinien zaprzepaszczać swoje życie bez zastanowienia? Stara się zbudować nową pewność siebie, odbudować stare cząstki siebie, które gdzieś zniknęły. Samotność jest jego najbliższym kompanem, doskwiera mu to, przeszkadza, chce to zmienić. Musi to zmienić, bo powoli wszystko go pochłania. Nie da się tego jednak zauważyć na pierwszy rzut oka, a on usilnie będzie dla każdego oparciem, jeśli tylko będzie musiał.
Komplementy od przyjaciela były jak najlepsza zwierzyna na pusty żołądek, no normalnie poczuł jak jakiś większy w środku się robi! A oprócz tego to tylko trochę poczuł jak mu oddech przyspiesza, by wrócić do normalnej formy.
– Przecież też jesteś dobrym przykładem! Na pewno każdy Terminator jakiego będziesz trenować będzie szczęśliwy z posiadania takiego Mistrza – wypowiedział jak najbardziej szczerze wpatrując się płomienistymi oczami w oliwkowe oczy Orzełka. Byli w najlepszej możliwej scenerii do rozmawiania, cicho, bez dodatkowych widzów, przyjemnie, pogoda też dopisywała, a wszystko wydawało się po prostu – dobre. Podobało się to Korzennej Woni, mógłby tu zostać byleby tylko z wyjątkowym burasem, On by robił głupie akcje, a Orzeł by upominał, że zrobi sobie krzywdę, a może potem i tak by się dołączył! Kto wie...
– To prawda... to naprawdę magiczne. – uśmiechnął się, chociaż czasami żałował, że magia nie działała również na Pigwę, a powinna. – Mam nadzieję, że ta magia będzie z nami już do końca! – wyznał wesoło i uśmiechnął się delikatnie do Vernona. Chciał, by nie musieli się nigdy rozstawać, było to naprawdę okropne stracić następnego kota. Nie chciał, ale też nie mógł być pewny, mimo to miał nadzieję, że zawsze wrócą jak będą mieć możliwość.
Bury, krótkowłosy, cętkowany bengal. Jego ślepia z wiekiem przybrały oliwkowo-zieloną barwę. Ogólnie, nie bardzo wyróżnia się od byle kota w swoim wieku. Choć nie można nazwać go najwyższym z kotów w lesie, jest wysoki jak na swój wiek.
Zirytowany kłak futra
Wężowy Błysk, Kamień, Wiaterek [KG]
Nawet powątpiewał - wina nieopisanie niskiego mniemania o sobie, na którym... też pracował. Uśmiechał się więc, czując rosnące zakłopotanie, ale nie przeczył. Nie potrafił, był zbyt miły, nie chciał urazić czasem Korzenia, uparcie mówiąc, że jest inaczej. Ale wiedział, że tak może być. I że może mówi mu to tak tylko dlatego, żeby być miłym, i... nie, nie, stop. Nie powinien myśleć nawet o jedno słowo dłużej. Korzeń by go tak nie traktował. Nigdy. - Będziemy do końca. Obiecuję - zapewnił go zaraz, odwzajemniając uśmiech. Nigdy w życiu by go nie chciał zostawić. Nawet jeśli czułby się jak ostatni śmieć i znów by uważał, że najlepszym wyjściem byłoby się gdzieś skryć i nigdy nie pokazywać, i tak chciałby widywać przyjaciela. Bo go potrzebował, bo to było jedyne (poza mamą!) co mu dawało jakiekolwiek szczęście i spokój. - Nie umiałbym bez ciebie być. Byłoby mi... dziwnie.
Księżyce: 125 Mistrz: Roziskrzona Noc <3 Płeć: kocur Zaimki: on/jego Matka: Roziskrzona Noc ♥ † Rodzic: Jaśniejący Płomień ♥ † (wujo) Partner: frajer (Kwitnący Jaśmin) Trwałe urazy: średniej wielkości blizna na prawej przedniej łapie po otwartym złamaniu kości promieniowej, często przykryta futrem; ślady (lisich) zębów na prawym barku
Urazy mechaniczne: wcześniejsze obniżenie statystyk z racji wieku – pierwszy spadek przy 90k, drugi przy 100k (powód: złamanie otwarte po pelikanie)
Księżyce: 125 Mistrz: Roziskrzona Noc <3 Płeć: kocur Zaimki: on/jego Matka: Roziskrzona Noc ♥ † Rodzic: Jaśniejący Płomień ♥ † (wujo) Partner: frajer (Kwitnący Jaśmin) Trwałe urazy: średniej wielkości blizna na prawej przedniej łapie po otwartym złamaniu kości promieniowej, często przykryta futrem; ślady (lisich) zębów na prawym barku
Urazy mechaniczne: wcześniejsze obniżenie statystyk z racji wieku – pierwszy spadek przy 90k, drugi przy 100k (powód: złamanie otwarte po pelikanie)
Wielki kocur o masywnej budowie, którą zawdzięcza nie tylko genom, ale i mięśniom. Długie kłaki powiększają go jeszcze bardziej, szczególnie te przy szyi tworzące swego rodzaju grzywę. Niebieskie futro rozczochrane na każdą stronę, zadbane tyle o ile, byleby by było. Okrągłe oczy na sporawym lekko płaskim pyszczku, skrzące się na pomarańcz wymieszany z brązem. Czarny nosek, białe wibrysy, wszystko na swoim miejscu.
Dorósł, zmienił się, a mimo to trudno zauważyć jakąś zmianę. Wewnątrz jest smutniejszy, poważniejszy, melancholijny, a dla reszty świata stara się jednak być szczęśliwy, wesoły i podnoszący na duchu. Stracił wiele, zyskał wiele, ma wiele, ma mało, ciężko mu nawigować w życiu, które potrafi być tak nieprzewidywalne. Zrozumiał ile stracił dla klanu, który kocha, ale czy powinien zaprzepaszczać swoje życie bez zastanowienia? Stara się zbudować nową pewność siebie, odbudować stare cząstki siebie, które gdzieś zniknęły. Samotność jest jego najbliższym kompanem, doskwiera mu to, przeszkadza, chce to zmienić. Musi to zmienić, bo powoli wszystko go pochłania. Nie da się tego jednak zauważyć na pierwszy rzut oka, a on usilnie będzie dla każdego oparciem, jeśli tylko będzie musiał.
Wciągnął więcej powietrza i powoli ułożył się ponownie na trawie. Wierzył wyjątkowemu burasowi na słowo i nie potrzebował nic więcej, nie czuł nawet chwili zwątpienia, że mogłoby być inaczej. Byli razem w tym momencie i będą już do końca. Razem będą kiedyś patrolować grancie jako Wojownicy i razem będą polować, już do końca.
– Mi również byłoby dziwnie – odezwał się miękko i westchnął cicho, a następnie przybliżył się do Vernona, by po chwili obrócić się na plecy. Dzisiejsza pogoda wydawała się spokojna, przyjemna, orzeźwiająca i taka... idealna wręcz. Całe to spotkanie było idealne w oczach Korzennej Woni. – Patrz! Tamta chmurka wygląda jak pszczoła! – uśmiechnął się wskazując łapą do góry, by naprowadzić oliwkowe oczy przyjaciela na to co wyszukał. Chmury wydawały się dzisiaj bawić i wystawiały się na pokaz w różnych kształtach, a czemu by nie mogli chwilę tak jeszcze poleżeć i popatrzeć? Może porozmawiać, może po prostu w ciszy pospędzać razem czas? No więc tak też zostali już. Spokojnie oglądając chmurki, zagadując się i dopiero zachodzące słońce przypomniało Korzeniowi, że ma też do ogarnięcia patrol, a Orzełek... cóż może też się tak zagadał, że zapomniał? Sam szaraczek nie wiedział, ale i tak lekki uśmiech siedział mu na mordce, gdy razem wracali do obozu w płomienisto-oliwkowej poświecie jaką rzucało słońce.
Bury, krótkowłosy, cętkowany bengal. Jego ślepia z wiekiem przybrały oliwkowo-zieloną barwę. Ogólnie, nie bardzo wyróżnia się od byle kota w swoim wieku. Choć nie można nazwać go najwyższym z kotów w lesie, jest wysoki jak na swój wiek.
Zirytowany kłak futra
Wężowy Błysk, Kamień, Wiaterek [KG]
Faktycznie - zasiedzieli się. W miejscu, w którym ostatecznie ich nawet nie miało być, ale to szczerze nie szkodziło niczemu. Orzeł czuł się tutaj dobrze, czuł się spokojnie u jego boku. I każda, najgłupsza nawet rzecz, sprawiała że jego serce było z chwili na chwilę coraz lżejsze, coraz spokojniejsze i po prostu - nie obchodziło go nic, poza tym co teraz robili.
Aż w końcu, musieli wrócić... co też nie było złe, dziwne czy nieprzyjemne. Wraz z prażącym ich w plecy słońcem, szedł u boku Korzenia, być może aż ciut zbyt blisko. Niezbyt go to interesowało, tak szczerze. Chciał być tak obok niego cały czas.
Duży | Puchaty | Czarny Srebrny Pręgowany | Klasyczne pręgi | Błękitne ślepia, które wybarwiają się na jasną zieleń-błękit | Frędzle na uszach | Biała mordka, między oczami, pierś, brzuch, oraz niskie skarpetki na przednich i wyższe na tylnych łapkach | Ciemny ogon | Zarysy pyska wyraźnie zaznaczone || Pierwsze co rzuca się w oko, to to, że Sreberko jest dośc dużym kocurkiem. Wysoki, zaopatrzony w zdrowe zasoby kocięcego sadełka, zwiastuje, że już w krótce przerośnie swoich rodziców przynajmniej o głowę. Mordki również nie odziedziczył po żadnych z nich; pyszczek jest długi z wyraźnie zaznaczonymi zarysami, zaś główka jest proporcjonalnie trójkątna. Ślepka są w kształcie dużych migdałów, które obecnie wybarwiają się z błękitu na zielono-niebieski kolor, zaś nosek jest ciemno różowy. Jego uszka są duże i ozdobione jasnymi frędzlami na koniuszkach.
Dopiero tutaj przychodzimy do jakiś podobizn z rodzicami, ponieważ jak Wietrzny Dzień, jego szata jest mieszanką zimnej palety bieli, srebra i czerni. Biel zaczyna się między jego oczami, wędruje na jego mordkę, bródkę aż po pierś i brzuch. Przednie łapki są odziane w krótkie skarpetki, zaś te tylne w nieco dłuższe. Reszta ciała kocurka jest krzyżówką srebrnego barwnika z czarnymi klasycznymi pręgami. Jego futro jest puchatę i długie, szczególnie na jego piersi, gdzie tworzy lwią grzywę, jednak daleko mu do tak gęstej objętości, jaką sobie Wietrzny wyhodował.
Ambitny | Chętny do nauki | Do młodszych mądrala, jednak przed starszymi wzorowe kocię | Energiczny | Przyjazny | Zrównoważony || Mimo iż zaledwie oderwał się od ziemi, już teraz da się dostrzec garstkę cech, które z dnia na dzień kiełkują, kształtując jego charakterek. Jak Trawiasta Polana, jest pełen energii i nie ma problemów z zaczepieniem kogoś na pogawędkę, szczególnie, jeżeli uda mu się nakłonić rozmówce by ten zaczął opowiadać o historii Klanów. Jak każde kocie w jego wieku jest ciekawy świata, jednak w przeciwieństwie do typowego kaszojada nie ma problemów z uwagą i umie grzecznie usiedzieć na kuperku, szczególnie jeżeli ktoś chce mu coś opowiedzieć. Spragniony wiedzy, chętnie sie uczy i znudzony sam stara się ją zdobyć. Przed dorosłymi i mądrzejszym gra grzeczne i pojętne kocie, jednak przed rówieśnikami i młodszymi lubi się wymądrzać. Jest też piekielnie ambitny, co widocznie wyssał z mlekiem matki, która swoją drogą jest wzorem do naśladowania, z drugiej strony owy popęd jest wzmacniany przez Wietrznego, który w tajemnicy próbuje wbić synowi jak najwięcej do głowy. Z ojcem dość często rozmawia, przez co rozwija się w nim również typowa niechęć do kotów które wyrwane są spod kodeksu, inności lub zwyczajnych leniów.
Nkt Ropusza Łapa, GK Krzemienna Łapa
***
Po tym jak Klekoczący Bocian opowiedział mu o tych wszystkich cudeńkach, które walają sie po ich terenach, Srebro nie mógł tak po prostu o tym zapomnieć lub co gorsza zignorować. Prędzej zjadłby swój własny ogon niż przegapił by taką akcję! Dlatego też po wykonaniu swoich obowiązków, zaczepił Trawiastą Polanę i przekazał, gdzie się wybiera. Już miał wychodzić z obozu Klanu Wichru, kiedy kątem oka dojrzał swojego brata. Nie było mu go szkoda ani odrobinkę. Borsuk był ziółkiem i zasłużył sobie na jakąkolwiek karę, jaka Roziskrzona Noc postanowiła mu dać. Jednak nadal byli rodziną i Srebro mimo wszystko miał miękkie serce, szczególnie jeżeli chodzi o rodzeństwo. Przeklną pod nosem, po czym postanowił odszukać Pszenicznego Kłosa, by poprosić go o przysługę.
Kiedy w końcu było wszystko ustalone, całe trio mogło wyjść i pomaszerować do Falujących Wrzosy. Krok Srebra był lekki i sprężysty, co zdecydowanie zdradzało jego doby nastrój. - Dziękuję Pszeniczny Kłosie, że zgodziłeś się z nami iść - miauknął, wdzięczny uśmiech malujący się na jego pyszczku. - Borsuczo Łapo, to bardzo miłe, że mój mistrz porozmawiał z Roziskrzoną Nocą i dlatego możemy razem spędzić trochę czasu, prawda? - Nacisnął na brata by ten przynajmniej podziękował wnukowi Czerwonego, zerkając na niego przez ramię. Miał nadzieje, że dymny nie przyniesie mu wstydu i się zachowa. Kiedy już dotarli w dolince, srebrna kita terminatora z podniecenia zafalowała w powietrzu. - Nie będziemy schodzić ci z oczu, Pszeniczny Kłosie i jakby co będę wołać o pomoc - zapewnił, po czym zaczął dreptać powoli przed siebie uważnie rozglądając się za tymi cudami, o których tyle się nasłuchał.
średniej wielkości, długie, puchate, dymne futerko głównie w odcieniach czerni i szarości z lekkimi pręgami, białe znaczenia, żółtawo-zielone oczy
problematyczny, zdziecinniały, łobuz, nie ma szacunku do starszych, nie ma problemów z kłamaniem i wyśmiewaniem się z innych, praktycznie nieistniejący kompas moralny, dobrze traktuje tylko przyjaciół, pewny siebie, trzyma się tylko tych zasad, które mu się podobają
Borsucza Łapa nie mógł obiecać, że nie zrobi wstydu bratu. Zależy od tego jak sytuacja rozwinie się. Niemniej, był wdzięczny, że Srebro i Pszeniczny Kłos postanowili go ze sobą zabrać. Chyba musiał to jakoś wyrazić, przynajmniej na początku, żeby trochę schować się przed czujnym wzrokiem swojej mistrzyni, która już dała mu po futrze za wymknięcie się ze Zgniłą Łapą z obozu na oglądanie potworów na Grzmiącej Ścieżce pod osłoną nocy.
-Tak, tak, dziękuję Pszeniczny Kłosie -starał się ukryć swoją prawdziwą naturę pod maską wdzięcznego niewiniątka. Trzeba było się schować trochę pod radarem, żeby zobaczyć co uda mu się tym osiągnąć.
Kiedy dotarli już na miejsce dymny kocurek zaczął rozglądać się. Sam był ciekawy tych rzeczy, na które Srebrna Łapa tak chciał się wybrać. Skoro nie wiadomo skąd one się tak naprawdę wzięły to mogą być ciekawe. Bardzo ciekawe. A normalnie takie coś po prostu szkoda odpuścić, więc Borsuk również chciał spróbować szczęścia w znalezieniu takiego cuda.
a nas wiedzie trójka demonów con a m isię karmią:
na przedziexxx,,pychaxx,,podąża ztańczącą latarnią chciwośćwczepiła się wsiodłoi grzebie po sakwach broipod zbrojąxxxxlubieżnośćxxxxpokusa niełatwa