Aparycja Mrówki nie zmieniła się szczególnie. Wciąż jest proporcjonalnie zbudowanym kurdupelkiem, a jej futro pozostało mozaiką rudych i czarnych plam, z kilkoma białymi wyjątkami jak drobna plama na brodzie. Miękkie rysy pyszczka i okrągłe, zielone oczy nadają jej nadal dziecięcego uroku, jednak niewielkie blizny i utrata wagi zdradzają wiele księżyców samotnej wędrówki. Drobne mięśnie pozostały dość dobrze widoczne, a górny, lewy kieł wciąż niesfornie wystaje z jej mordki. Zwykle zwichrzone futerko zdaje się być bardziej zadbane niż przed opuszczeniem Klanu.
Cóż można powiedzieć o małej szylkretce? Podczas swojej wędrówki na pewno dojrzała, przestała tak łatwo się irytować i obrażać (choć od czasu do czasu wciąż fuknie podenerwowana, albo wywróci oczami), jak i znalazła na nowo psychiczną równowagę, zachwianą po masowych śmierciach i odejściach bliskich. Na nowo można rozpoznać w niej tego ciekawskiego kociaka, który śmieje się często i pozostaje rozbrajająco szczery, wyrażając to nie zawsze w najmilszy dla odbiorcy sposób.
Żaba [KW]
Mała chłopczyca wyszła z lecznicy, słońce świeciło, koty chodziły po Iglastej Ziemi, a życie toczyło się dalej. Nikt nie obwiniał jej o niedotrzymanie obietnicy, o nie bycie najsilniejszą Wojowniczką, która ochroni ich wszystkich. Zresztą czy ktokolwiek pamiętał o jej naiwnym, dziecięcym postanowieniu? "Turkuć pamiętał." przeszło jej przez kolorowy łeb, kiedy żegnała się z rodziną posyłając im swój krzywy uśmiech. Chciała wyjść z Obozu, pobiegać, czy też zapolować, w każdym razie zagłuszyć w sobie słabość, której nie potrafiła okazywać. Nie planowała dotrzeć aż na Granice z Ziemiami Niczyimi... xxxPuszczyk, najlepszy przyjaciel nie żyje, Bocian zaginął.
...nie planowała również ich przekroczyć... xxxSroka umarła, nikt nie wie co stało się z Lśniącookim.
...Jednak to zrobiła. Szła przed siebie omijając kolejne z nieznanych jej miejsc. Turkuć mówił, że to nic złego poznawać świat na własną łapę, a opowieści Puszczyka o wielkiej słonej wodzie pozostawały wciąż żywe w jej wyobraźni. Nie była pewna czy kiedyś tam dotrze, ani dlaczego tak bardzo jej na tym zależy. Może dlatego, żeby po raz kolejny nie odczuwać pustki i rozczarowania, kiedy nie zastanie ich w Obozie? A może to jej imię było prorocze i miała wybrać własną Ścieżkę? Mrówcza Ścieżka -> Zaginieni
Pyśki drogie, przepraszam całą rodzinę Mrówki, zwłaszcza Malinę (najlepsza siostro-mama na świecie!), przepraszam też Skrzydło, której trzeba będzie zmienić mistrza i Kozicę, z którą mam aktywną sesję.
Nie chce jej uśmiercać, mimo wszelkich wad, bardzo lubię tą postać tak więc pozwalam jej samotnie podróżować i zbierać doświadczenie w zakątkach mojej wyobraźni. Może kiedyś postanowi wrócić w swoje rodzinne okolice :3
Chłodnywicherkrewprzenika Niebozrzucachmurnypłaszcz Słychać głosprzez mgłę,toskały Pną się tam, gdziebijeblask
Dawniej jej wielkość można było porównać do wysokości jakiegoś zająca, ale z wiekiem zdołała osiągnąć chociaż tę średnią wielkość przeciętnego kota. Po swojej ucieczce z Klanu Rzeki sporo schudła, choć nadal jest dość krągła(choć w większej części to wina genów i budowy). Posiada srebrną sierść poprzecinaną czarnym cętkowaniem. Na pysku, klatce piersiowej i brzuchu można dostrzec białe znaczenia, które nie wiedzieć czemu zawsze są brudne i mają lekko żółtawy kolor. Ślepia mienią się w zielonych, oliwkowych odcieniach w jaśniejszych miejscach przechodzącą w żółć. Pysk jest wyjątkowo okrągły i pucołowaty, ogon średniej długości, a łapy stosunkowo krótkie. Szczyci się długimi, wprost ptasimi pazurami, które częściowo ułatwiają jej jakość ciosów.
Niewiele zmieniło się po jej ucieczce z Klanu Rzeki. Nadal jest oschła, zimna i szorstka, a także nadal ma skłonności do agresji i bicia nieważnych kłaków, którzy myślą, że będą sobie spokojnie chodzić po jej terytorium i łapać jej zwierzynę. Jednak zmieniło się jej samopoczucie względem innych kotów. Chodzi głównie o jej wcześniejszy lęk przed innymi. Teraz zdążyła przyzwyczaić się do obecności większej liczby współplemieńców, z którymi musi rywalizować o każdy kawałek jedzenia czy terytorium, które wiecznie należy patrolować, bo wszyscy czuwają tylko na jej nieuwagę. Nie jest już tak roztrzepana jak kiedyś i łatwiej przychodzi jej skupienie. O Gwiezdnyn Klanie zapomniała zupełnie, podobnie o Kodeksie Wojownika. Jak przewidywała, nie przydał jej się w późniejszym życiu. To oczywiście nie oznacza, że jest niemoralną kupą futra, o nie. Szanuje kocie zasady, jednak nie całkiem te Klanowe. Za Klanem Rzeki nie tęskni, nie hamuje się również, kiedy niechciany gość wejdzie na jej rewir, bez wahania przegryzie mu kark, jeśli będzie mieć okazję. Ha, srebrnej również zmieniło się lekko poczucie humoru, teraz potrafi używać żartów, choć niekoniecznie w dobrych sytuacjach. Dawniej tępy wyraz pyska przypomina teraz krzywy, głupi uśmiech, który tak często prezentuje swoim gościom
Grzmiąca Łapa[KG], Czermieniowa Łapa[KW], Tomasz [P]
Hah, padło i na moją pierwszą postać tutaj. Niestety nie potrafię się w nią dobrze wczuć, a granie nią na dłuższą metę jest uciążliwe. Tak, to jest powód mojej znikomej aktywności na niej. Nie tylko na niej, ale jeszcze dam sobie szansę na pozostałych dwóch postaciach, na które mam jakiś pomysł i wenę, choć również niewielką. W najgorszym przypadku, jeśli na Czermieniu i Wiciokrzewie również nie wypali, całkiem odejdę z forum. Próbowałem grać Brzozą, przedłużałem porzucenie jej, ale widzę, że od tego nie ucieknę i muszę to w końcu zrobić.
Brzozowa Łapa -----> zaginiona
Do Brzozowej Łapy coraz bardziej docierał fakt, że Pustułcza Łapa pragnie zostać w Klanie. Ciągle wmawiała sobie, że jeszcze zdoła ją przekonać do ucieczki razem z nią, ale po czasie zrozumiała, że naciskaniem tylko ją skrzywdzi. Postanowiła sama uciec raz na zawsze z Klanu Rzeki nawet nosząc w swoim imieniu to nieszczęsne "Łapa". Miała serdecznie dość ciągle przedłużających się treningów i całej swojej przeszłości w Klanie Rzeki. Chciała posmakować życia samotnika i jej się to udało. Teraz włóczy się po terenach osiedla wdając w liczne bójki z samotnikami i walcząc o każdy kęs jedzenia. Kto wie czy jej łapa nie postanie jeszcze dalej od rodzinnego terytorium. Jej życie zmieniło się w wieczną tułaczkę.
Nieszczęściu, imię twoje - kobieta! Nie zmieniła się zbyt wiele od swojej ceremonii na terminatora, niestety, a może i na szczęście, za wyjątkiem nabycia kilku centymetrów wzwyż. Kolokwialnie rzecz biorąc - urosła, i tyle. Teraz plasuje się gdzieś w granicach średniego wzrostu, ale wyżej niż niżej, chociaż nie można też jej nazwać gigantem. Śnieżnobiałe futerko, szczególnie gęste i nieco dłuższe na piersi i przy uszach dość gładko przylega do ciała na długich, zgrabnych łapach. Oczy duże, jadowicie zielone, pełne roztańczonych iskierek, a barwą przywodzące na myśl świeżą trawę Porą Młodych Liści. Na środku mordki intensywnie jasnoróżowy nos, od którego kocica wzięła zresztą swoje miano. Oj, wygląda jak anioł, ale nawet anioły mogą pokazać czasem zęby. W uśmiechu - słodkim jak maliny i ostrym jak ciernie. W starciu z lisem straciła ogon.
Znacie ten cichy głos, który czasem uświadamia wam, że czegoś nie jesteście w stanie zrobić, a co za tym idzie - ratuje wam skórę od kłopotów? Malinowa Łapa nie posiada takiego głosu. Ona czegoś nie zrobi? Ona? A jakże, owszem, zrobi! - i to lepiej od ciebie. Dobiegnie szybciej, uderzy mocniej, skoczy wyżej. Wszystko, żeby udowodnić swoją wartość. Zdeterminowana i zawzięta, a przy tym uparta jak diabli, zwyczajnie nie wie, kiedy przestać, nawet kiedy na szali jest jej własne dobro. Rzadko kiedy mówi co naprawdę myśli. Malinocentryzm nie wylazł z niej z wiekiem, dalej przepada za byciem w centrum uwagi, a smykałka do aktorstwa tylko głębiej zapuściła korzenie. Bystre i przebiegłe to stworzenie, nigdy nie możesz być do końca pewny, czy to co mówi i robi jest szczere... czy to tylko kolejny akt gry. Przyjmuje maski z łatwością, łże jak z nut i gra innymi jak marionetkami na sznurkach, świadomie bądź przypadkiem - niektóre nawyki wchodzą głęboko w krew. Można długo mówić o jej wadach, ale mimo monstrualnego ego... serce ma porównywalnie wielkie, jeśli nie większe, a lojalność jest u niej równie potężna co determinacja.
Bławatek -> zaginieni, poszła sobie idk, szukać posiki? mamy? kłapouchego? napluła na czerwię ukradkiem i przepadła jak ten kamień. może nią wrócę jak mi się polepszy w życiu i będę miała więcej czasu na kotki. i jak się władza w rzece zmieni, lmao.
Węglowe Gardło -> umar ze starości, nie musi być zabity natychmiast, ale... no, postawcie już na nim krzyżyk do odstrzału i zabijcie go kiedy tam wam będzie wygodnie. każdy jego oddech mnie męczy.
Lampart i Krówka zostają, ale są na cienkim lodzie, mam nadzieję że jak pozbędę się dwóch z pięciu to mi ulży :D
Mistrz: Ostatecznie okazał się zbędny Płeć: Kotka Matka: Smoczyca | Cichy Strumyk [NPC] Ojciec: Stary pjijany | Wężowy Język [NPC] Partner: Samowystarczalnosc
Mistrz: Ostatecznie okazał się zbędny Płeć: Kotka Matka: Smoczyca | Cichy Strumyk [NPC] Ojciec: Stary pjijany | Wężowy Język [NPC] Partner: Samowystarczalnosc
Dzierzba do kot o nie przeciętnie długich nogach, na których budują się nie wielkie mięśnie. Porusza się elegancko i z gracją jak przystało wielkiej damie. Jej oczy są jadowito zielone, o głębokiej tonacji koloru. Jej pysk jest wąski i wydłużony, uszy duże, większe niż u pospolitych kotów. Jej sierść jest krótka, miękka i przylega sztywno do ciała, a pokrywa ją barwa czekoladowa. W okolicach pyska i szyji da się dostrzec białe znaczenia, podobnie na łapach. Na pysku najczęściej maluje się obojętność, złośliwość, rzadko kiedy jest to szczery uśmiech. Uszy zawsze postawione są na stroc, niezależnie od chumoru, trzeba w końcu okazywać swoje walory.
Odwazony Len | Odważna, buntownicza, narcystyczna- tymi przymiotnikami najprościej ją obisać. Ma ona wygórowane mniemanie o sobie, nie boi się wyzwań, nawet jeśli nie ma szans. Nie jest na pewno fanem kodeksów i chodzenia tylko wyznaczoną, "dobrą" ścieżką. Kocha dyskusje, zawsze stara się mieć jakąś znakomitą ripostę w rękawie. Jest raczej nie spokojna, nie myśli o konsekwencjach swoich czynów. Jest pyskata, wyraża się bez szacunku, chyba że Czmiel patrzy. Mimo wszystko jest lojalna klanowi tyle ile może i stara się nie łamać szlachetnego kodu. Przynajmniej nie za często.
Pustułczy Wrzask z Rzeki, Źródlana Łapa z Cienia, Modliszka z Wichru
Nie spodziewałam się, że kiedykolwiek tu napiszę, jednak... Niezbyt czuję się w roli Stonki, co widać po mojej aktywności. Niechętnie nią piszę i mam z tym lekkie problemy. W innym rp znalazłam charakter, w którym dobrze się czuję i chciałabym mieć właśnie taką postać. Przepraszam wszystkich, którym obiecałam sesje ze Stonką oraz za te aktywne. Chciałabym, aby Stonka dostała drugą szansę z innym właścicielem i poszła do adopcji.
Mam nadzieję, że trafi w dobre łapki :)
W wieku terminatorskim nastąpiły największe zmiany w jej wyglądzie. Nie jest już małą, nieproporcjonalną kulką. Jej łapy wyglądają na długie i chude, jednak nie jest wyższa niż przeciętna kotka i prawdopodobnie na wysokość już nie urośnie. Nie jest ani zbyt masywna, ani wątła - budowę ciała ma bardzo pospolitą. Sierść na całym ciele jest krótka, ale gęsta i miękka. Tym, co wyróżnia ją spośród innych kotów jest jej umaszczenie - szylkret. Większośc ciała jest ruda w czarne, nieregularne pasy, jednak większość jej klatki piersiowej jest biała. Jej głowa jest ruda, ale na lewej stronie pyszczka ma dużą, czarną plamę, a sam pyszczek jest biały. Mniejsze czarne znaczenia znajdują się na jej czole, a uszy w całości pokryte są tym kolorem. Jej oczy widoczne są z daleka za sprawa intensywnie żółtej barwy. Ma też charakterystycznie długie wibrysy.
Złamana, małomówna, nieufna. Z wieloma traumami i nie do końca sprawnym umysłem.
Kolejny raz kiedy bardzo, BARDZO nie chciałam tego robić... ale granie Bagienną Trzciną od jakiegoś czasu było bardzo trudne. Nie jest to postać, z którą sesję są miłe i przyjemne. Przez swoje doświadczenia stała się kotką, która raczej unikałaby niepotrzebnego kontaktu z innymi, a od kiedy straciła kluczowe dla siebie postaci (najpierw Pokruszonego, potem kolejno swoje dzieci...) nawet nie bardzo miałam z kim brać na niej sesje. Bo dla wszystkich po prostu byłaby opryskliwa i niemiła.
Bagienna Trzcina pewnego razu po prostu nie wróciła do Obozu. Ze względu na jej częste wędrówki nie było to nic dziwnego - czasami znikała na dwa, trzy dni. Nikt też szczególnie jej nigdy nie szukał, więc zanim ktokolwiek się zorientował, minęło już sporo czasu od jej zniknięcia.
Proszę o przeniesienie jej do zaginionych, bo nie mam serca jej uśmiercać mimo wszystko.
A teraz idę płakać.
I am cold, can you hear
I will fly, with no hope, no fear
And the ground, taunts my wings
Plummet as I sing, plummet as I sing
Bardzo niski, lecz całkiem dobrze zbudowany kocur. Podczas swojego życia jako na wpół oswojony kocur, jedzenie dostawał dosłownie na talerzu, co eliminowało potrzebę polowania, ale Dreszcz bynajmniej nie próżnował i zachował swoją formę. Oczywiście nie zmienił się również kształt jego łba - krótki, kanciasty, z dużymi, okrągłymi oczami o złotym kolorze - i jego futro - wciąż krótkie, wciąż czarne, wciąż rzadkie. W niektórych miejscach widać było prześwity jego jasnej skóry, chociaż jest ich już mniej niż za kociaka. Jedyną rzeczą, która mogłaby zaskoczyć jego starych znajomych, była nowa blizna. Ślady czyichś pazurów ciągnęły się od czubka jego głowy do czoła.
Nowy Dreszcz różni się od starego przede wszystkim tym, że nauczył się uciekać przed swoimi problemami zamiast je ignorować. Poza klanem nie mógł już egzystować i czekać aż wszystko się naprawi. Wciąż preferuje kroczyć po linii najmniejszego oporu, jednak zdarza się, że zdecyduje się na drogę okrężną, gdy uzna, że dodatkowy wysiłek się opłaca. Stara się stale zapewniać sobie zajęcia, bo nauczył się, że bezczynność potrafi być zabójcza dla jego woli życia. Zmusza się do pozytywnego myślenia i powtarza sobie, że nie ma czego żałować. Udało mu się nawet w to uwierzyć. No, do pewnego czasu. Inaczej pewnie nigdy by nie wrócił. Stał się również nieco bardziej pewny siebie.
Nigdy nie chciałam porzucać postaci i odpychałam się od tego rozwiązania rękami i nogami, ale ostatnio sprawy za bardzo się pogorszyły, co z resztą można było zauważyć po mojej aktywności, a raczej jej braku.
Cichy Krok -> zaginieni
Już od jakiegoś czasu liliowy wojownik był mniej uchwytny, znikał na całe dnie, aż pewnej nocy w ogóle nie wrócił do obozu. Nikomu nic nie powiedział, nawet swojej partnerce, a wszelki ślad po nim zaginął. Kiedyś nim wrócę, ale teraz muszę odpuścić sobie chociaż jedną postać, żeby podnieść na nogi pozostałe. Przepraszam Wysoką, Wydmę, Kukułkę oraz Trującego.
po jej drobnym wypadku, jej wygląd przeszedł wiele zmian. Przycięte do połowy prawe ucho, zerwane niemal całe lewe, do tego blizna przechodząca od brody aż nad prawe oko - a to tylko sam pysk. Na szyi widnieją ślady po pazurach, choć te w dużym stopniu zostały zasłonięte przez futro. Długie ślady po kocich pazurach są również przez całą długość grzbietu, do tego na prawej przedniej i lewej tylnej są ślady po ugryzieniach. Jej futro wciąż pozostaje czysto białe i długie, a ślepia mają ten sam kolor - lewe zielone i prawe niebieskie. Wciąż jest smukła i wysoka, lecz do dawnej piękności jej daleko. Na szyi ma ciemnoczerwoną obrożę z kontaktem do jej człowieka.
podobnie jak wygląd, jej charakter przeszedł zmiany. podczas dochodzenia do siebie po walce z samotnikiem miała wiele czasu na przemyślenia, co miało na nią zaskakująco dobry wpływ, być może przez towarzystwo, jakie miała. w efekcie nie tylko jej ciało, jak i jej umysł przeszły przez proces leczenia, dzięki czemu jest w pewnym sensie weselsza. nadal jest mocno wyciszonym kotem, jednak znacznie łatwiej jest się jej uśmiechać. wciąż jest bezpośrednia w swoich słowach, często nie przejmując się tym, jak może to wpłynąć na jej rozmówców, ale zaskakująco nabrała nieco charakteru, więc zdarzy jej się dogryzać innym tu i ówdzie, oczywiście oczekując tego samego w swoją stronę. są to jednak niegroźne uszczypnięcia, nie obrazy. zdecydowanie chętniej też rozmawia, a jej ciekawość została na nowo rozpalona i nie boi się pytać, jeśli coś ją zainteresuje. nadal zostało w niej jednak wiele mniejszych lub większych problemów, z którymi ciężko jej sobie poradzić, jak strach przed opuszczeniem przez bliskich czy problemy ze snem.
hah. znowu tutaj piszę i wcale mnie to nie cieszy, ale chyba wszyscy wiedzą, jaka jest moja aktywność ostatnimi czasy - nawet na ciernistej niewiele piszę, a co dopiero na baran i sztormi. nie chciałam tego, ale to robię.
Barani Róg -> zaginieni
w trakcie patrolu od strony siedliska koni oddaliła się nieco od reszty, chcąc sprawdzić jakiś podejrzany zapach i natrafiła na dwunogów. udało jej się ostrzec resztę patrolu, ale sama nie zdążyła uciec i została porwana przez ludzi. mam nadzieję, że kiedyś nią wrócę, bo naprawdę dużą przyjemność sprawiało mi pisanie nią.
chcę przeprosić trzmiel i księżyca za to, że nie udało mi się nią aktywnie grać, chociaż zaufali mi z kociakiem ze swojego miotu. przepraszam też wszystkich, z którymi miałam mieć sesje oraz tych, z którymi sesje przeze mnie wygasły.
Sztormowa Chmura -> gwiezdny klan
w trakcie polowania oddaliła się od swojej grupy i natrafiła na borsuka. nie udało jej się przed nim uciec, a w walce nie miała szans. kiedy jej towarzysze do niej dotarli i pozbawili przeciwnika życia, sztorm już była ledwo przytomna. wykrwawiła się w trakcie drogi do obozu.
tutaj najbardziej przepraszam czerwię i ostrężynę, bo z nimi sztorm miała jako-taką relację oraz wszystkich, których miałam wziąć na sesję i tych, z którymi sesje wygasły z mojej winy.
naprawdę dobrze pisało mi się obiema tymi postaciami, ale fizycznie nie potrafię się zmusić do pisania nawet na cierń, a co dopiero nimi. żałuję, że tak to się kończy.
there's so much more here, a life worth living and with time you drown the FEELING out it's so n o s t a l g i c maybe all the love was worth the pain?
Nieszczęściu, imię twoje - kobieta! Nie zmieniła się zbyt wiele od swojej ceremonii na terminatora, niestety, a może i na szczęście, za wyjątkiem nabycia kilku centymetrów wzwyż. Kolokwialnie rzecz biorąc - urosła, i tyle. Teraz plasuje się gdzieś w granicach średniego wzrostu, ale wyżej niż niżej, chociaż nie można też jej nazwać gigantem. Śnieżnobiałe futerko, szczególnie gęste i nieco dłuższe na piersi i przy uszach dość gładko przylega do ciała na długich, zgrabnych łapach. Oczy duże, jadowicie zielone, pełne roztańczonych iskierek, a barwą przywodzące na myśl świeżą trawę Porą Młodych Liści. Na środku mordki intensywnie jasnoróżowy nos, od którego kocica wzięła zresztą swoje miano. Oj, wygląda jak anioł, ale nawet anioły mogą pokazać czasem zęby. W uśmiechu - słodkim jak maliny i ostrym jak ciernie. W starciu z lisem straciła ogon.
Znacie ten cichy głos, który czasem uświadamia wam, że czegoś nie jesteście w stanie zrobić, a co za tym idzie - ratuje wam skórę od kłopotów? Malinowa Łapa nie posiada takiego głosu. Ona czegoś nie zrobi? Ona? A jakże, owszem, zrobi! - i to lepiej od ciebie. Dobiegnie szybciej, uderzy mocniej, skoczy wyżej. Wszystko, żeby udowodnić swoją wartość. Zdeterminowana i zawzięta, a przy tym uparta jak diabli, zwyczajnie nie wie, kiedy przestać, nawet kiedy na szali jest jej własne dobro. Rzadko kiedy mówi co naprawdę myśli. Malinocentryzm nie wylazł z niej z wiekiem, dalej przepada za byciem w centrum uwagi, a smykałka do aktorstwa tylko głębiej zapuściła korzenie. Bystre i przebiegłe to stworzenie, nigdy nie możesz być do końca pewny, czy to co mówi i robi jest szczere... czy to tylko kolejny akt gry. Przyjmuje maski z łatwością, łże jak z nut i gra innymi jak marionetkami na sznurkach, świadomie bądź przypadkiem - niektóre nawyki wchodzą głęboko w krew. Można długo mówić o jej wadach, ale mimo monstrualnego ego... serce ma porównywalnie wielkie, jeśli nie większe, a lojalność jest u niej równie potężna co determinacja.
Lamparci Cień - > zaginieni
nie chcę tego robić, ale muszem, a wydaje mi się że tak będzie chyba lepiej. zarówno dla mnie jak i osób z nim związanych. Lampart nigdy nie był szczególnie zauważalny w klanowym życiu, dlatego gdy zniknął minęło kilka dni zanim jego nieobecność została dostrzeżona. nie znaleziono ciała, jedynie kępkę sierści gdzieś na granicy, co konkretnie się z nim stało - nie wie nikt. *jazz hands*
Krówka zostaje, bo lubię cierpieć i jestem uparta >:(
Księżyce: 64 Mistrz: sama sobie mistrzem Płeć: Kotka Matka: Paprociowy Pył [NPC] Ojciec: Łabędzie Skrzydło [NPC] Partner: brak
Urodziwa, pulchna, średniego wzrostu kotka, z ładnym, lśniącym, krótkim i zadbanym futrem w większości w kolorze bieli; wyjątkiem są ciemne, niebieskie plamy, okalające jej grzbiet, ogon część pyska i głowy, brodę, a do tego dwie niewielkie - jedna na przedniej, prawej łapie, zaś druga na lewej, tylnej. Wszystko zwieńczają duże, złote ślepia, otoczone długimi rzęsami.
Miła - to jako pierwsze mógłby pomyśleć sobie każdy, kto ją spotkał. Kulturalna, uprzejma, może niekiedy nieco poważna. Chodzi z gracją, wysławia się płynnie, czasami niemalże tak, jak przystoi to damie. Jest pewna siebie, świadoma tego, jak wygląda, jak bardzo urokliwa jest, a jednocześnie nie obnosi się z tym na każdym kroku, nie wypomina innym tego, jak sama wygląda. Kulturę stawia sobie ponad wszystko, toteż zwyczajnie nie wypada jej chwalić się własnym wyglądem, nawet jeśli w środku jest odrobinę narcystyczna. Dba o siebie, o swoje futro, by prezentować się jak najlepiej w oczach innych, a także własnych. Lubi pochwały, przyjmuje je z delikatnym uśmiechem na pysku. Częste choroby nie zmieniły jej charakteru, nie złamały jej; jedynie może sprawiły, iż stała się nieco bardziej ambitna, chętna do tego, by poznawać nowe rzeczy, chłonąć wiedzę. Tak samo nie zmieniła się po pobycie u ludzi, wciąż pozostając tą samą Goździk.
szałwia i martwa reszta
Goździkowa Łapa -> adopcje (lub nieaktywni, zależy czy nadaje się do adopcji)
Mistrz: Lśniąca Sadzwka Płeć: Kocur Matka: Burzowy Pomruk Ojciec: Drżący Głos Partner: just be friends
Pręgi na jego długiej brązowej sierści są rozproszone i wyraźniej zaznaczone wyłącznie na łapach oraz mordce, przez co wydaje się odrobinę rudawy. Od czoła aż po koniec puchatego ogona ciągnie się szeroka czarna smuga. Upstrzony jest również białymi nierównomiernymi plamami. Jedna z nich znajduje się na mordce - omijając brodę i okolice wibrysów. Kolejna zaczyna się od klatki piersiowej po brzuch, do tego dochodzą także nierównomierne skarpetki - dłuższe z przodu i krótsze z tyłu.
Całkiem przeciętny z postury - niezbyt umięśniony, ani smukły. Jedynie długie łapki świadczą o tym, że wyrośnie na jednego z wyższych Wichrzaków. Dba o to, aby zawsze dobrze się prezentować, nie lubi gdy jakiś kłaczek zbytnio odstaje. Największą jego zmorą są jaśniejsze kosmyki wystające z trójkątnych uszu. Na pyzatej mordce znajduje się ciemno-różowy nosek, a okrągłe oczka są o barwie morskiej zieleni.
Igła obok nieśmiałości to nawet nie stał. Aż dziw bierze, że to wygadane kocię jest synem jąkającego się wojownika. Jest nad wyraz ciekawski i koniecznie musi wiedzieć wszystko. Wszyściuteńko. Od tego kto był danego dnia na patrolu, aż po to kiedy ostatni raz Gwiazda postawiła klocka. Nie poznał jeszcze granicy gdzie zaczynają się tematy, o których nie powinno się mówić głośno i korzysta ze swojego kocięcego przywileju, żeby pleść co mu ślina na język przyniesie. Jeśli ktoś będzie miał nieszczęście paść jego ofiarą, to z pewnością będzie skazany na wysłuchanie całego monologu odnośnie osobistych przeżyć i przemyśleń kocurka. No i nie uniknie także pytań - niektórych z pewnością całkiem niewygodnych. Należy unikać dzielenia się z nim tajemnicami, bo jak nic rozpowie je po klanie niczym papuga.
Czaszka Kaczora jest szeroka, podobnie jak dobrze zarysowana szczęka i mostek nosa. Umięśniony i zbity kark prowadzi do szerokich barków, dobrze współgrających z postawną, ciężką sylwetką, osadzoną na masywnych łapach, zakończonych szerokimi palcami, przystosowanymi do zadawania silnych, wytrącających przeciwnika z równowagi ciosów. Już teraz można go porównać do potężnego tarana, a przecież to dopiero początek fazy wzrostu, która obejmuje także odrobinę dłuższy, niż u reszty kotów, ogon. Szata Kaczora nie wyróżnia się szczególnie na tle klanowych piękności. Niezwykle ciemna, szarobeżowa baza przejaśnia się na pysku, piersi i podbrzuszu, a dodatkowo jest przepasana grubymi, klasycznymi pręgami o smoliście brązowej barwie. Na pierwszy rzut oka niezwykle nudny, a skoro o oczach mowa to te wybarwiły się na zgniłobrązowy odcień.
Żadnych. Uczuć. Nie staraj się nad nim rozczulać, nie staraj się go przytulać, nie staraj się lizać i obszernie okazywać swojej wielkiej miłości, gdyż Kaczor tego nienawidzi, zbiera mu się na mdłości i, tym samym, od razu tracisz w jego oczach bardzo wiele. Można by rzec, że ma alergie na wszelkie fizyczne przejawy sympatii, lecz można to po prostu usprawiedliwić wiekiem - jest młodym buntownikiem, samodzielnym, niezależnym, nie potrzebuje niczyjej opieki, a już w szczególności swojej matki, którą brzydzi się z księżyca na księżyc coraz bardziej. Jest oschły oraz szorstki. Odwzajemni każdą złośliwość po stokroć, lecz miłości i ciepła już nie. Lubi rozmowy i towarzystwo, lecz tylko i wyłącznie wojowników, którzy mogą go czegoś nauczyć i do czegoś się przydać, bowiem, nie oszukujmy się, Kaczor jest poniekąd zadufanym w sobie lordziątkiem, które uwielbia przyglądać się temu, jak inni go wyręczają i robią dokładnie to, co sobie zaplanuje.
Jesionowa Łapa -> Gwiezdny Klan.
Podczas wieczornego patrolu oddaliła się od grupy i została zaatakowana przez lisa. Postanowiła umknąć na jedno z pobliskich drzew, lecz drapieżnik był szybszy i chwycił ją za niegdyś złamaną łapę, która pod naporem jego szczęk pękła po raz kolejny, uniemożliwiając Jesionowej Łapie ucieczkę i, tym samym, doprowadzając do jej śmierci w paszczy rudzielca.
Przepraszam całą moją rodzinę, a w szczególności Żmijową Łapę. Z Klanem Wichru mam zgrzyty od dłuższego czasu i myślałam, że jest to kwestia zaaklimatyzowania się, lecz chyba jednak nie, gdyż to trwa i trwa. Niektórzy nie wyobrażają sobie mieć postaci w rzece, ja natomiast zupełnie nie czuję Wichru i gra w tym klanie nie sprawia mi żadnej przyjemności, a dalsze męczenie się ze świadomością, że to nie wina postaci, a miejsca, w którym się ona znajduje, nie ma sensu. :(
W noc po pogrzebie Barszczowej Łapy i Bluszczowego Wąsa Wiewiórczy Ogon postanowił odejść z klanu. Pozbawiony rangi, rangi, wszystkiego (poza Krogulec) na czym mu zależało stwierdził, że nie ma już dla niego miejsca. Zrobiłby większą krzywdę swojej ukochanej i potomstwu, gdyby został, dlatego uznał, że pora odejść. Zrobił to pod osłoną nocy, uprzednio szepcząc ciche „przepraszam” do twardo śpiącej Krogulec i po raz ostatni polizał ją po czole, nie budząc jej. Nie wiedział jednak, że to ostatnie słowa w jego życiu, albowiem po drodze natrafił na dzika. Stoczył zacięty bój, który skończył się kolejną i zarazem ostatnią w jego karierze porażką.
Nie, nie porzucam go dlatego, że odebrano mi stołek, gdyby komuś przyszło to do głowy
whenthis worldisno more ★them o o nis allwe'll see★ I'll ask youtofly awaywith me untilthe starsall falldown they emptyfrom thesky but Idon't m i n d if you'rewith me ≡theneverything'salright≡
Mistrz: ostatecznie nie był potrzebny. Płeć: Kocur Matka: Czajkowy Lot Ojciec: Wilgotny Nos
Kocur o atletycznej budowie, półdługim biało-niebieskim futrze i pomarańczowych oczach.
Niebo odnalazł nie tylko satysfakcję, ale także dużo lepiej poznał samego siebie w swojej wędrówce w nieznane. Prawdę mówiąc nie zmienił się szczególnie mocno, może jest tylko trochę bardziej pewny siebie, ma dużo jaśniej sprecyzowane poglądy na wiele tematów, ale zasadniczo pozostał Niebem, którego zna jego rodzina. Częściej śmieje się bez skrępowania, mówi głośniej, odważniej. Można zwyczajnie odnieść wrażenie, że Niebo kocha życie i czerpie z niego tyle, ile się da, ciesząc się każdym oddechem i każdym uderzeniem serca.
Nie zmieniło się jednak to, że jest wrażliwy na krzywdę innych, odczuwa wielką potrzebę ochrony słabszych i mniejszych i niesienia pomocy. Wciąż rażą go niesprawiedliwość i okrucieństwo, wobec których ma odwagę się sprzeciwiać.
Mimo wszystko ma w sobie dużo spokoju i cierpliwości, rzadko ulega emocjom, unosi się, czy krzyczy, znajdując o wiele więcej satysfakcji ze spokojnej rozmowy i rozwiązywania konfliktów poprzez dyplomację.
Dzwonek, Szuwar, Sianko (nieaktywni)
Niebo nie umarł, ale wędruje sobie po świecie. Zdecydował jednak nie wracać już w te strony, zostawić całą przeszłość za sobą. Wciąż jest bardzo szczęśliwy z powodu decyzji, jaką podjął, mimo że nigdy nie zapomni o pewnej wojowniczce z Klanu Cienia, która skradła jego serca, a której zdecydował się nie mieszać dłużej w głowie.
Proszę o dodanie go do Zaginionych
i.n a w e t.kiedybędę .s a m nie zmienię się,to.n i e.mój świat przede.m n ą.droga którą.z n a m którą.j a.w y b r a ł e m.sam
Mistrz: Rozerwane Ucho/Łani Krok Płeć: Kocur Matka: Nakrapiany Liść [NPC] Ojciec: Ukruszony Kieł [NPC] Partner: Nie jest pewien kto i jak!
Rude, klasycznie pręgowane futro kocura jest bardziej zadbane niż kiedykolwiek. Kąpiele i opieka ludzi sprawiła, że wygląd Motyla bardzo mocno się zmienił. Nie jest już wychudzony i wymizerniały. Nabrał ciała i wygląda teraz jak prawdziwy kocur, a nie szkielet. Choć nadal nie jest umięśniony to wygląda zdecydowanie bardziej "zdrowo". Gdyby spojrzeć na kocura z tyłu, nie przypominałby już on dawnego drobnego Motylka. Tylko i wyłącznie pysk dawał jasno do zrozumienia kim jest. Oczy nadal pięknie zielone nie utraciły swojego wewnętrznego blasku. Paź Królowej dorósł i zmężniał.
Zmiany w życiu rudzielca nadchodzą z taką prędkością jak mysz uciekająca przed kotem. Jeszcze niedawno członek klanu Gromu. Dziś, samotnik z wyboru. Po ucieczce z domu wiedział, że już nigdy tam nie będzie mógł powrócić. Ale nie czuł się tam dobrze. Potrzebował zmian.
I zmiany nadeszły. Życie przez kilka księżyców w domu dwunogów, pokazało mu inną perspektywę. Dzięki temu, że znalazł tam spokój i ciszę, mógł wreszcie przestać się bać. Potrzebował tego. Teraz już odnalazł swój sens życia, i niczego więcej nie szuka. Wie czego potrzebuje. Choć spędził większość czasu w wygodach "pieszczocha&", nie zatracił chęci polowań i wychodzenia na dłuższe wyprawy. Czym więc jest dla niego strach, który gnębił go przez większość życia? To jego siła. Jest zdecydowanie bardziej pewny siebie. Zdecydowanie odważniejszy. Choć zapewne gdzieś tam w głębi nadal skrywa "strachy" przeszłości, to dziś o nich zapomniał. Pragnie normalnego życia, gdzie demony przeszłości są daleko za nim.
Cichy Wiatr [*]
Piorun -> adopcje.
Napisane ledwo 3 posty dopiero co urodzony. Sądziłem ze pociągnę dwie postaci, ale nie dam rady. Dziękuję. Niech ktoś się nim zajmie.
Odwaganiepolega =naNIEodczuwaniustrachu,ale= N Aumiejętnościdziałania_M_I_M_O_niego.