Czarna piękność, a mimo to prześwity siwości widać na całym ciele. Czysta, ułożona i błyszcząca sierść; podłużna, mała twarz; zielone zdeterminowane oczy; duże uszy; długie smukłe łapy; wężowy ogon; smukła, umięśniona sylwetka - orientalna. Ruchy wykonywane z delikatnością, stąpa twardo, ale z tym swoim flirciarskim dodatkiem, robi to wszystko prawie bezszelestnie.
— avek by rolka —
Dusza artystyczna, podziwiająca wszystko co jest warte jej podziwu. Często lubiąca pogawędzić o niestworzonych rzeczach, a może nawet rozegrać jakąś niestworzoną szopkę byleby zwrócić na siebie uwagę. Uwielbia towarzystwo, ale potrafi również pobyć sama, nawet przez długi czas, co nauczyło ją życie podczas podróży po miastach. Nie jest zbyt rozgadana o sobie, woli słuchać o innych, zdobywać informację, zawsze uważała się za bystrą, czemu miałaby więc nie poszerzać swojej wiedzy na różne tematy? Jest typem flirciary, ale zdarza jej się pogłaskać pod włos, byleby potem ułożyć futerko słodkimi słówkami z dodatkiem uśmiechu. Uwielbia zamieszania i psocenie, które może wyjść spod kontroli, ale to problem przyszłej Onyks. Żyje chwilą, ale ma swoje zasady, a szczególnie swoje zdanie. Zawsze mówi to co myśli, nie trzyma języka za zębami. Jednym słowem mówiąc, kłopoty, a dwoma - mieszanka wybuchowa.
xxxxUsłyszawszy odpowiedź burej Wojowniczki, aż wybałuszyła oczy... ona i żarty? Nie spodziewała się, ale lekki uśmiech wpełzł na jej błyszczący od wody pyszczek. xxxx– Tak, dokładnie... gadasz z pięknym duchem – wyszczerzyła kły w rozbawieniu. Oczywiście, że nie zamierzała się obrażać, nie w jej stylu, a raczej... nie w jej stylu było przejmować się tekstami. Czy to obraźliwe, czy żartobliwe, czy chamskie, a może nawet niestosowane, zawsze sobie radziła, nie było innego wyjścia, innego wyboru. Zawsze sama o siebie dbała, chociaż kiedyś polegała na Orionie, ale to raczej do podbuzowania jej na kogoś, niżeli czekając na księcia z bajki. xxxx– Ach, chyba mnie nie było jeszcze jak były te wichury albo akurat nie w lesie... No, ale to prawda z żabami najpewniej trudno się dogadać skoro nie gadają, ale może jak na nie zarechoczesz to pójdą za Tobą, zaczarujesz je – powiedziała rozbawiona wymyślając sobie wichrzaczke rechoczącą w niebogłosy, a za nią sznur skaczących zielonych płazów.
Air in my LUNGS ════════════════════════════════'Til the road begins════════════════════════════════
As theLASTof theBUGSleave>their<h o m e sagain AndI'm|splitting|the roaddown=the middle
Księżyce: 142 Mistrz: Rysi Pomruk Płeć: trans kocur Zaimki: on/jego Matka: Jodłowa Igła [*] Ojciec: Czerwony Pazur [*] Trwałe urazy: blizny po gadożerach na przednich łapach, blizny po borsuku na prawym boku, po ugryzieniu psa na prawej tylnej łapie, po ugryzieniu jenota na lewej przedniej łapie
Księżyce: 142 Mistrz: Rysi Pomruk Płeć: trans kocur Zaimki: on/jego Matka: Jodłowa Igła [*] Ojciec: Czerwony Pazur [*] Trwałe urazy: blizny po gadożerach na przednich łapach, blizny po borsuku na prawym boku, po ugryzieniu psa na prawej tylnej łapie, po ugryzieniu jenota na lewej przedniej łapie
powyżej przeciętnego wzrostu; długowłosy (o lejącej się sierści); bury o pręgowaniu ticked; białe znaczenia na przednich łapach, brodzie, gardle i nosie; lewe oko niebieskie, prawe zielone
mój przywódca to fanatyk wędkarstwa. pół obozu zawalone wędkami najgorsze. średnio raz w miesiącu ktoś wdepnie w leżący na ziemi haczyk czy kotwicę i trzeba wyciągać w lecznicy, bo mają zadziory na końcu. w swoim dwudziestoksiężycowym życiu już z 10 razy byłem na takim zabiegu. tydzień temu przyszedłem z bólem brzucha to pajka w ziołowym wzgórzu jak mnie zobaczyła to kazała stopy pokazywać XD bo myślała że znowu hak w nodze ~rolka
Kłamstwem byłoby stwierdzenie, że Iskra (na uderzenie serca) nie spłoszyła się, gdy zobaczyła jak oczy orientalnej kotki się rozszerzają. Wróciła myśl, że może jednak coś złego powiedziała, ale przy kolejnych słowach mogła odetchnąć z ulgą. Żarty.
– Och, zdecydowanie, będzie czym się chwalić znajomym. – przytaknęła na zakończenie, zbyt skupiona na tym duchu, by zorientować się, że poniekąd przyznała właśnie, że czarnofutra jest ładna. I że zależnie od kąta patrzenia to właśnie jej uroda mogłaby być głównym tematem rozmów, a nie paranormalny charakter spotkania.
– Próbowałam nawet! Ale chyba mój akcent im się nie spodobał. Nie były pod wrażeniem i dalej uciekały. – rzuciła z rozbawionym błyskiem w oku, chociaż powoli zaczynała czuć, że wyczerpała temat i że jeśli dalej będą brnąć w te żabki, to zacznie nieświadomie się powtarzać.
Czarna piękność, a mimo to prześwity siwości widać na całym ciele. Czysta, ułożona i błyszcząca sierść; podłużna, mała twarz; zielone zdeterminowane oczy; duże uszy; długie smukłe łapy; wężowy ogon; smukła, umięśniona sylwetka - orientalna. Ruchy wykonywane z delikatnością, stąpa twardo, ale z tym swoim flirciarskim dodatkiem, robi to wszystko prawie bezszelestnie.
— avek by rolka —
Dusza artystyczna, podziwiająca wszystko co jest warte jej podziwu. Często lubiąca pogawędzić o niestworzonych rzeczach, a może nawet rozegrać jakąś niestworzoną szopkę byleby zwrócić na siebie uwagę. Uwielbia towarzystwo, ale potrafi również pobyć sama, nawet przez długi czas, co nauczyło ją życie podczas podróży po miastach. Nie jest zbyt rozgadana o sobie, woli słuchać o innych, zdobywać informację, zawsze uważała się za bystrą, czemu miałaby więc nie poszerzać swojej wiedzy na różne tematy? Jest typem flirciary, ale zdarza jej się pogłaskać pod włos, byleby potem ułożyć futerko słodkimi słówkami z dodatkiem uśmiechu. Uwielbia zamieszania i psocenie, które może wyjść spod kontroli, ale to problem przyszłej Onyks. Żyje chwilą, ale ma swoje zasady, a szczególnie swoje zdanie. Zawsze mówi to co myśli, nie trzyma języka za zębami. Jednym słowem mówiąc, kłopoty, a dwoma - mieszanka wybuchowa.
xxxxSłysząc odpowiedź kolorowookiej się uśmiechnęła pod nosem, nie sądziła, by kotka specjalnie to tak ujęła, ale na pewno lekko ego Onyks zostało połechtane. Pałała coraz większą sympatią do śmiesznej żabiej zwolenniczki, która to wpadła do jej życia dość niespodziewanie, a potem obie wpadły do stawu... może lepiej wymazać ten żenujący moment z pamięci? xxxx– O bóstwa chciałabym to zobaczyć – prychnęła z rozbawienia. – Ale muszę przyznać, że jesteś wytrwała w tym co sobie postanowisz. Ja również lubię sobie coś wykonać jak już postanowię, więc mamy coś wspólnego. Ostatnim razem postanowiłam sobie odnaleźć przyjaciela i proszę gdzie teraz jestem. Nie odpuszczam w poszukiwaniach, bo wiem, że gdzieś się tutaj kręci, ale mam wrażenie, że się mijamy – wypowiedziała z lekkim westchnieniem, ale nadal z lekkim uśmiechem na czarnym smukłym pysku. Czemu opowiadała o sobie? Sama nie wiedziała, ale trochę się zapomniała, cała sytuacja sama w sobie trochę była nie do pomyślenia i jeszcze bardziej do zapomnienia. A coś jednak sprawiało, że chciała to pamiętać... a może ktoś?
Air in my LUNGS ════════════════════════════════'Til the road begins════════════════════════════════
As theLASTof theBUGSleave>their<h o m e sagain AndI'm|splitting|the roaddown=the middle
Księżyce: 142 Mistrz: Rysi Pomruk Płeć: trans kocur Zaimki: on/jego Matka: Jodłowa Igła [*] Ojciec: Czerwony Pazur [*] Trwałe urazy: blizny po gadożerach na przednich łapach, blizny po borsuku na prawym boku, po ugryzieniu psa na prawej tylnej łapie, po ugryzieniu jenota na lewej przedniej łapie
Księżyce: 142 Mistrz: Rysi Pomruk Płeć: trans kocur Zaimki: on/jego Matka: Jodłowa Igła [*] Ojciec: Czerwony Pazur [*] Trwałe urazy: blizny po gadożerach na przednich łapach, blizny po borsuku na prawym boku, po ugryzieniu psa na prawej tylnej łapie, po ugryzieniu jenota na lewej przedniej łapie
powyżej przeciętnego wzrostu; długowłosy (o lejącej się sierści); bury o pręgowaniu ticked; białe znaczenia na przednich łapach, brodzie, gardle i nosie; lewe oko niebieskie, prawe zielone
mój przywódca to fanatyk wędkarstwa. pół obozu zawalone wędkami najgorsze. średnio raz w miesiącu ktoś wdepnie w leżący na ziemi haczyk czy kotwicę i trzeba wyciągać w lecznicy, bo mają zadziory na końcu. w swoim dwudziestoksiężycowym życiu już z 10 razy byłem na takim zabiegu. tydzień temu przyszedłem z bólem brzucha to pajka w ziołowym wzgórzu jak mnie zobaczyła to kazała stopy pokazywać XD bo myślała że znowu hak w nodze ~rolka
I proszę bardzo, Gwiezdni istnieli, bo to z pewnością za ich sprawką temat żabek został zakończony i na jego miejsce wszedł inny. Uśmiechnęła się delikatnie na wytknięcie podobieństwa, ale nijak nie skomentowała, nie chcąc przerywać kotce.
I bardzo szybko wciągnęła się w sprawę.
– Wiesz, że tu się kręci? Skąd? Ktoś ci powiedział? Intuicja? Jakieś charakterystyczne ślady? – zapachu nie sugerowała, po takim tropie kotka z pewnością na luzie by wytropiła przyjaciela. – Tu to okolice Klanów, Czarnego Ogona czy jeszcze inne? Jak ten przyjaciel w ogóle wygląda?
Czarna piękność, a mimo to prześwity siwości widać na całym ciele. Czysta, ułożona i błyszcząca sierść; podłużna, mała twarz; zielone zdeterminowane oczy; duże uszy; długie smukłe łapy; wężowy ogon; smukła, umięśniona sylwetka - orientalna. Ruchy wykonywane z delikatnością, stąpa twardo, ale z tym swoim flirciarskim dodatkiem, robi to wszystko prawie bezszelestnie.
— avek by rolka —
Dusza artystyczna, podziwiająca wszystko co jest warte jej podziwu. Często lubiąca pogawędzić o niestworzonych rzeczach, a może nawet rozegrać jakąś niestworzoną szopkę byleby zwrócić na siebie uwagę. Uwielbia towarzystwo, ale potrafi również pobyć sama, nawet przez długi czas, co nauczyło ją życie podczas podróży po miastach. Nie jest zbyt rozgadana o sobie, woli słuchać o innych, zdobywać informację, zawsze uważała się za bystrą, czemu miałaby więc nie poszerzać swojej wiedzy na różne tematy? Jest typem flirciary, ale zdarza jej się pogłaskać pod włos, byleby potem ułożyć futerko słodkimi słówkami z dodatkiem uśmiechu. Uwielbia zamieszania i psocenie, które może wyjść spod kontroli, ale to problem przyszłej Onyks. Żyje chwilą, ale ma swoje zasady, a szczególnie swoje zdanie. Zawsze mówi to co myśli, nie trzyma języka za zębami. Jednym słowem mówiąc, kłopoty, a dwoma - mieszanka wybuchowa.
xxxxWiedziała od zawsze, że gadanie o sobie to same problemy, a tutaj co? Właśnie gadała o sobie i wpakowała się przez to w pogadankę o swoim życiu i po co? Czasami zastanawiała się skąd w niej tyle nieodpowiedzialności i braku samokontroli, gdy zawsze jest w tym taka dobra! Och, niech to się nie ciągnie wieki. xxxx– Wypytałam koty na dzielnicy, a potem spotkałam jednego Gromowego kota, który mi potwierdził informację. Tu to znaczy, że okolice Klanów na pewno, a przyjaciel wygląda jak ja tylko rudo-biały – wyjaśniła niechętnie chociaż głos i mimika pozostawał ten sam z lekkim uśmiechem.
Air in my LUNGS ════════════════════════════════'Til the road begins════════════════════════════════
As theLASTof theBUGSleave>their<h o m e sagain AndI'm|splitting|the roaddown=the middle
Księżyce: 142 Mistrz: Rysi Pomruk Płeć: trans kocur Zaimki: on/jego Matka: Jodłowa Igła [*] Ojciec: Czerwony Pazur [*] Trwałe urazy: blizny po gadożerach na przednich łapach, blizny po borsuku na prawym boku, po ugryzieniu psa na prawej tylnej łapie, po ugryzieniu jenota na lewej przedniej łapie
Księżyce: 142 Mistrz: Rysi Pomruk Płeć: trans kocur Zaimki: on/jego Matka: Jodłowa Igła [*] Ojciec: Czerwony Pazur [*] Trwałe urazy: blizny po gadożerach na przednich łapach, blizny po borsuku na prawym boku, po ugryzieniu psa na prawej tylnej łapie, po ugryzieniu jenota na lewej przedniej łapie
powyżej przeciętnego wzrostu; długowłosy (o lejącej się sierści); bury o pręgowaniu ticked; białe znaczenia na przednich łapach, brodzie, gardle i nosie; lewe oko niebieskie, prawe zielone
mój przywódca to fanatyk wędkarstwa. pół obozu zawalone wędkami najgorsze. średnio raz w miesiącu ktoś wdepnie w leżący na ziemi haczyk czy kotwicę i trzeba wyciągać w lecznicy, bo mają zadziory na końcu. w swoim dwudziestoksiężycowym życiu już z 10 razy byłem na takim zabiegu. tydzień temu przyszedłem z bólem brzucha to pajka w ziołowym wzgórzu jak mnie zobaczyła to kazała stopy pokazywać XD bo myślała że znowu hak w nodze ~rolka
Och, gdyby tylko kocica wyraziła jakoś swój dyskomfort, a nie przywdziewała uprzejmą maskę to Roziskrzona Noc pośpiesznie wycofałaby się z tej najwyraźnie niechcianej pomocy. Nieświadoma tego mogła jedynie kiwać głową i analizować kolejne informacje, bardzo chętnie wslizgując się w skórę kota, który mógł się na coś przydać.
Chociaż fakty były takie, że była bezużyteczna w tej sytuacji.
– Nie widziałam w okolicach Wichru takiego. – przyznała, nie wiedząc, że tylko imperatyw forumkowy uchronił ją przed tym spotkaniem. – Ale mogę popytać innych, jeśli chcesz. Inne koty znaczy, nie żaby.
Chociaż była prawie pewna, że zielonym płazom jako pierwszym udałoby się odnaleźć tego przyjaciela. Z ich rozległą, kumkającą siecią komunikacyjną? To musiało się udać.
Czarna piękność, a mimo to prześwity siwości widać na całym ciele. Czysta, ułożona i błyszcząca sierść; podłużna, mała twarz; zielone zdeterminowane oczy; duże uszy; długie smukłe łapy; wężowy ogon; smukła, umięśniona sylwetka - orientalna. Ruchy wykonywane z delikatnością, stąpa twardo, ale z tym swoim flirciarskim dodatkiem, robi to wszystko prawie bezszelestnie.
— avek by rolka —
Dusza artystyczna, podziwiająca wszystko co jest warte jej podziwu. Często lubiąca pogawędzić o niestworzonych rzeczach, a może nawet rozegrać jakąś niestworzoną szopkę byleby zwrócić na siebie uwagę. Uwielbia towarzystwo, ale potrafi również pobyć sama, nawet przez długi czas, co nauczyło ją życie podczas podróży po miastach. Nie jest zbyt rozgadana o sobie, woli słuchać o innych, zdobywać informację, zawsze uważała się za bystrą, czemu miałaby więc nie poszerzać swojej wiedzy na różne tematy? Jest typem flirciary, ale zdarza jej się pogłaskać pod włos, byleby potem ułożyć futerko słodkimi słówkami z dodatkiem uśmiechu. Uwielbia zamieszania i psocenie, które może wyjść spod kontroli, ale to problem przyszłej Onyks. Żyje chwilą, ale ma swoje zasady, a szczególnie swoje zdanie. Zawsze mówi to co myśli, nie trzyma języka za zębami. Jednym słowem mówiąc, kłopoty, a dwoma - mieszanka wybuchowa.
xxxx– No cóż nie spodziewam się, że każdy go zna, a na pewno nie kotki... aczkolwiek dobrze wiedzieć, że prawdopodobnie się taki tutaj nie kręcił... – westchnęła cicho i w końcu zmieniła mimikę na coś bardziej prawdziwego, a mianowicie wielki grymas, bowiem ile można szukać tego pajaca? Nie wiedziała. Musiała jednak znaleźć. Bo tak sobie zachciała. A jak ona chce to musi. I tyle. – To dobrze, że koty, bo już myślałam, że umiesz rechotać razem z nimi – powiedziała żartobliwie wcześniej śmiejąc się już z tego co powiedziała Iskra. Nie wiedziała, czy żart był specjalny, ale i tak ją to rozbawiło, więc co się będzie hamować znowu? Najwyżej znowu wyjdzie niezręcznie, prawda? xxxx– Dobra, ja nie mam nic do roboty, więc chodźmy łapać żabki i je przenosić do stawu – wypowiedziała nagle wstając na równe łapy i ruszyła w stronę lasu w poszukiwaniu pierwszych uciekinierów. Nie czekała na odpowiedź burej, po prostu stwierdziła, że chce z nią jeszcze spędzić czas, a to mogło być zabawne, prawda? Trochę rozrywki też jest ważne w życiu. xxxxW końcu nie wiedziała ile tak spędziła z kotką, ale trochę rzeczy się wydarzyło to skończyła z żabą na głowie to jej inna przywaliła, jeszcze inna ją dziabła w łapę. Mogła powiedzieć, że przyjemnie było chociaż czasami lekko denerwująco, ale wszystko co dobre kiedyś się kończy i tak o oto jej nowa znajoma musiała jednak wrócić do obowiązków, o których się jej zapomniało. Ups? zt
Air in my LUNGS ════════════════════════════════'Til the road begins════════════════════════════════
As theLASTof theBUGSleave>their<h o m e sagain AndI'm|splitting|the roaddown=the middle
Księżyce: 142 Mistrz: Rysi Pomruk Płeć: trans kocur Zaimki: on/jego Matka: Jodłowa Igła [*] Ojciec: Czerwony Pazur [*] Trwałe urazy: blizny po gadożerach na przednich łapach, blizny po borsuku na prawym boku, po ugryzieniu psa na prawej tylnej łapie, po ugryzieniu jenota na lewej przedniej łapie
Księżyce: 142 Mistrz: Rysi Pomruk Płeć: trans kocur Zaimki: on/jego Matka: Jodłowa Igła [*] Ojciec: Czerwony Pazur [*] Trwałe urazy: blizny po gadożerach na przednich łapach, blizny po borsuku na prawym boku, po ugryzieniu psa na prawej tylnej łapie, po ugryzieniu jenota na lewej przedniej łapie
powyżej przeciętnego wzrostu; długowłosy (o lejącej się sierści); bury o pręgowaniu ticked; białe znaczenia na przednich łapach, brodzie, gardle i nosie; lewe oko niebieskie, prawe zielone
mój przywódca to fanatyk wędkarstwa. pół obozu zawalone wędkami najgorsze. średnio raz w miesiącu ktoś wdepnie w leżący na ziemi haczyk czy kotwicę i trzeba wyciągać w lecznicy, bo mają zadziory na końcu. w swoim dwudziestoksiężycowym życiu już z 10 razy byłem na takim zabiegu. tydzień temu przyszedłem z bólem brzucha to pajka w ziołowym wzgórzu jak mnie zobaczyła to kazała stopy pokazywać XD bo myślała że znowu hak w nodze ~rolka
Czy zrozumiała komentarz kotki? No ni w ząb, ale i tak uśmiechnęła się krótko, spodziewając się, że miał być to jakiś żarcik. A na nie zawsze można było zareagować w taki sposób i było nieco mniej niezręcznie niż gdyby czekała z kamienną mordką na wyjaśnienie. Nie potrzebowała go przecież do przeżycia, ta drobna niewiadoma nie będzie jej przecież prześladować do końca dnia (ha, oczywiście, że tak, to ona będzie powodem dzisiejszej bezsenności).
– Nie, nie. Koty. Żaby potrafią być strasznie interesowne, nie wiem ile by sobie policzyły za taką informację, pewnie do końca życia bym im była coś dłużna. – żart. Właśnie tym miała być ta wypowiedź. Mimo że pierwsze zapewnienie, że chodzi o ich gatunek było głównie zapewnieniem, teraz pozwoliła sobie na taką reakcję. Koślawe żarty, jeh specjalność.
Zbieranie żabek szło równie tragicznie co na początku, gdy było samotną misją. Ale z towarzystwem przypominało to bardziej kocięcą zabawę niż zajęcie kota pozbawionego piątej klepki. Doceniała to. Aż do momentu, gdy przypomniała sobie o wieczornym patrolu i musiała się pośpiesznie ewakuować, bo o ile Biały Puch mogłaby zrozumieć jak ważne było ratowanie żabich żyć, tak Iskra wolałaby nie musieć jej tego wyjaśniać.
Księżyce: 103 Mistrz: kamienie na brzegu Płeć: kotkaaaaaa Matka: Agrestowy Krzew Ojciec: nie posiada
Natura nie obdarowała tej kotki ani aksamitnym futerkiem Agrestki ani długim, białym jak śnieg okryciem Przymrozka. Dostała za to krótkie, pozlepiane buro-białe futro. Wiecznie skołtunione i brudne, trudno się domyślić gdzie kończy się ciemniejsza część a gdzie zaczyna jaśniejsza. Przy trochę bliższej obserwacji, pod warstwą kurzu i błota, można dostrzec, że grzbiet i część ogona są zdecydowanie ciemniejsze, pręgowane klasycznie, podczas gdy cały front kotki, łącznie z brzuchem, aż do szczęki jest domyślnie 'biały'. Tylnie łapy natomiast do połowy uda również są pokryte brunatną plamą, żeby później przejść w nieco jaśniejszy kolory i tak pokryte wieczną warstwą brudu. Pyszczek ma, dość smukły, z ciemnym nosem i brązowymi oczami, zwieńczony przez cienkie, szerokie uszy. Jej kocie ciało wciąż do końca nie zorientowało się w proporcjach jakie powinien mieć kot, przez co wygląda jak wyrośnięte kocię na łapach bardziej przypominających szczudła. Jest również zaskakująco koścista, skóra wydaje się być w kilku miejscach niesamowicie napięta, jakby ledwo trzymała tą kupę kości razem. Podsumowując, kocica jest dziwnie niekształtna, niedelikatnie mówiąc brzydka, i jak na razie z tego nie wyrosła. Jedyne co się zmieniło to wzrost kotki, pnie się się w górę jak młode drzewko, ale już wiadomo, że nie będzie ani największa ani najwyższa z rodzeństwa.
Mianowanie na Terminatora nie zmieniło wiele w jej podejściu do rzeczywistości. Wciąż jest zafascynowana światem zewnętrznym, szczególnie teraz gdy przestał być ograniczony do czterech ścian obozu. Odpowiedzialności i obowiązki nie interesują ją za bardzo, coś tam niby pomoże, przyniesie, ale odwala minimum (i to nie zawsze) by tylko móc robić to na co ma ochotę. Wciąż nie przejawia nawet ułamków szacunku do autorytetów w jej życiu, a jeśli coś ją zainteresuje, będzie zadawać niewygodne i drążyć temat do bólu. Niestety szybciej powie niż pomyśli i całe szczęście, że umie szybko myśleć, bo co chwila pakuje się w kłopoty i jest gotowa wić się tak długo jak będzie to konieczne, byleby nie przyznać się do winy. Jeśli uważa, że ktoś popełnia błąd to powie o tym głośno. Ma zaskakująco dużą wiarę w siebie, swoje umiejętności i determinację by pokonać każdą, możliwą przeszkodę. Nastoletni wiek cechuje burza emocji, ale u Skowyt to prawdziwy tajfun. Kotka wszystko odczuwa intensywnie, nie ważne, smutek, złość czy radość - wypełnia ją, pochłania i zdaje się kierować nią bardziej niż logika. Obok silnego kompasu moralnego, ma też silną pamięć i jeśli ktoś, według niej, traktuje ją lub innych z góry nie przepuści tego, ani nie zapomni. Wciąż jest młoda i wciąż uwielbia psocić, wygłupiać się i wymyślać psikusy, które może uciąć innym. Pomimo szczerej miłości i troski jakimi darzy swoją mamę i rodzeństwo, nie czuje się komfortowo z wizją trwania w Klanie do końca swoich dni. Ma w sobie silny zew przygody i włóczęgi, za którym chce podążać. ale wciąż jest tylko dzieciakiem, który pod koniec dnia czuje się bardzo mały w bardzo dużym świecie.
Naprawde nie było trzeba dużo czasu by Skowyt zupełnie opuściła tereny Klanu Cienia. Niby na początku wcale tego nie planowała, chciała jedynie porozglądać się po okolicy, ale bardzo szybko poniosły ją łapy i obietnica mamie, że nie będzie się zbytnio oddalać została całkowicie zapomniana. Także Skowyt kroczyła dzielnie, już wzdłuż granic innego Klanu, którego nazwy mogła się jedynie domyślać. Z czasem jednak odbiła, zagłębiając się w tereny, które nie posiadały tak mocnego zapachu innych kotów. Zupełnie jakby były ... niczyje. Z nowo znalezioną ciekawością, ruszyła w stronę długich, dziwnie wyglądających traw. Chwile jej zajęło by zorientować sie, że te Szuwary zakrywają brzeg jeziorka i są zanurzone w wodzie. Zatrzymała sie by pochylić i powąchać, z zainteresowaniem. Następnie powoli wyciągneła jedną łape by sprawdzić głebokość. W tej okolicy była dość płytka, wiec kotka nie zważając na chłód, wskoczyła, rozpryskując wode dookoła, śmiejąc sie pod nosem. Jej białe łapy ugniatały błotniste tło, a Skowyt po raz pierwszy w swoim życiu czuła, że żyje naprawdę.
Wysoki i chudy kocur o szlacheckich, orientalnych rysach i długim pióropuszowym ogonie. Przystojniak o znudzony spojrzeniu intensywnie zielonych oczu. Cynamonowa barwa futra. Harmonijna budowa, arystokratyczny krok. || KP
Mimo młodego wieku, Szczur nie jest specjalnie skory do zabaw i dokazywania. Jakby urodził sie już dorosły i dystyngowany, takie rzeczy są ponad jego dumę. Wykazuje się sprytem, inteligencją i zaradnością zdecydowanie stroniąc od siłowych rozwiązań stawiając na potencjalna dyplomacje lub ewentualną ucieczkę. Nie został zbyt hojnie obdarzony w kwestii siły więc używa innych atutów w jakich życie mu nie poskąpiło. Posiada dobre relacje z rodziną, póki nie stoją one na drodze do jego celów, bywa egoistyczny i narcystyczny. Przy tym jest niezwykle elokwentny i nie brak mu charyzmy, którą doskonale wie jak używać. Zdaje się w głębi czuć kompleks niższości, ze względu na swoje słabowite zdrowie i brak większej uwagi ze strony rodziców. Szczur często bywa sarkastyczny i ma skłonności do manipulowania rozmówcą, jednak w głębi duszy nie jest taki zły jak mu z oczu patrzy. Ma sporo ambicji i jest rządny wiedzy, a mimo jego skąpej siły nie boi się samotnie chodzić po terenach, wierzy, że zawsze uda mu się wywinąć z każdej sytuacji w jakiej los go postawi.
Szczur za to z dnia na dzień zapuszczał się co raz dalej i dalej. W końcu mógł to zrobić, wszak czuł się całkiem dobrze, chociaż nie raz musiał robić sobie krótkie przerwy w swych wędrówkach. Nie był głupi, co to to nie, wiedział, że nie może się nadto forsować, jeszcze nie. Kroczył więc z wolna, dumnie i elegancko chociaż wcale nie wymuszenie. Chłodny wiatr przyjemnie miezwil jego cynamonowe futro niosac ze sobą przeróżne zapachy. Takie samotne spacery, mimo że dość niebezpieczne, dobrze na kocura działały.
Nie wiedział kiedy zawędrował dość daleko, był co prawda po dzisiejszym szkoleniu z Kos, więc nie powinien się nadto przejmować jakimś spóźnieniem, ale i tak czuł, że jego długie łapy zaniosły go ciut za daleko. No nic. Przystanął by napić się wody i trochę odsapnac na pobliskim kamieniu, gdy do jego nosa doleciał zapach obcego kota, by zaraz usłyszeć plusk. Szczur podniósł łeb i zastrzygł uchem przyglądając się niewielkiej buro-białej kocicy, która postanowiła... Wziąć kąpiel? To się może kiepsko skończyć.
- Przeziębisz się w taką pogodę - rzucił bez ogródek wbijając zielone oczy w kotkę w zdaje się zbliżonym wieku do niego. Nie miał w zamiarze jej wystraszyć, leżał więc w bezruchu z podniesiona głową, od czasu do czasu machnawszy puchatym ogonem.
Księżyce: 103 Mistrz: kamienie na brzegu Płeć: kotkaaaaaa Matka: Agrestowy Krzew Ojciec: nie posiada
Natura nie obdarowała tej kotki ani aksamitnym futerkiem Agrestki ani długim, białym jak śnieg okryciem Przymrozka. Dostała za to krótkie, pozlepiane buro-białe futro. Wiecznie skołtunione i brudne, trudno się domyślić gdzie kończy się ciemniejsza część a gdzie zaczyna jaśniejsza. Przy trochę bliższej obserwacji, pod warstwą kurzu i błota, można dostrzec, że grzbiet i część ogona są zdecydowanie ciemniejsze, pręgowane klasycznie, podczas gdy cały front kotki, łącznie z brzuchem, aż do szczęki jest domyślnie 'biały'. Tylnie łapy natomiast do połowy uda również są pokryte brunatną plamą, żeby później przejść w nieco jaśniejszy kolory i tak pokryte wieczną warstwą brudu. Pyszczek ma, dość smukły, z ciemnym nosem i brązowymi oczami, zwieńczony przez cienkie, szerokie uszy. Jej kocie ciało wciąż do końca nie zorientowało się w proporcjach jakie powinien mieć kot, przez co wygląda jak wyrośnięte kocię na łapach bardziej przypominających szczudła. Jest również zaskakująco koścista, skóra wydaje się być w kilku miejscach niesamowicie napięta, jakby ledwo trzymała tą kupę kości razem. Podsumowując, kocica jest dziwnie niekształtna, niedelikatnie mówiąc brzydka, i jak na razie z tego nie wyrosła. Jedyne co się zmieniło to wzrost kotki, pnie się się w górę jak młode drzewko, ale już wiadomo, że nie będzie ani największa ani najwyższa z rodzeństwa.
Mianowanie na Terminatora nie zmieniło wiele w jej podejściu do rzeczywistości. Wciąż jest zafascynowana światem zewnętrznym, szczególnie teraz gdy przestał być ograniczony do czterech ścian obozu. Odpowiedzialności i obowiązki nie interesują ją za bardzo, coś tam niby pomoże, przyniesie, ale odwala minimum (i to nie zawsze) by tylko móc robić to na co ma ochotę. Wciąż nie przejawia nawet ułamków szacunku do autorytetów w jej życiu, a jeśli coś ją zainteresuje, będzie zadawać niewygodne i drążyć temat do bólu. Niestety szybciej powie niż pomyśli i całe szczęście, że umie szybko myśleć, bo co chwila pakuje się w kłopoty i jest gotowa wić się tak długo jak będzie to konieczne, byleby nie przyznać się do winy. Jeśli uważa, że ktoś popełnia błąd to powie o tym głośno. Ma zaskakująco dużą wiarę w siebie, swoje umiejętności i determinację by pokonać każdą, możliwą przeszkodę. Nastoletni wiek cechuje burza emocji, ale u Skowyt to prawdziwy tajfun. Kotka wszystko odczuwa intensywnie, nie ważne, smutek, złość czy radość - wypełnia ją, pochłania i zdaje się kierować nią bardziej niż logika. Obok silnego kompasu moralnego, ma też silną pamięć i jeśli ktoś, według niej, traktuje ją lub innych z góry nie przepuści tego, ani nie zapomni. Wciąż jest młoda i wciąż uwielbia psocić, wygłupiać się i wymyślać psikusy, które może uciąć innym. Pomimo szczerej miłości i troski jakimi darzy swoją mamę i rodzeństwo, nie czuje się komfortowo z wizją trwania w Klanie do końca swoich dni. Ma w sobie silny zew przygody i włóczęgi, za którym chce podążać. ale wciąż jest tylko dzieciakiem, który pod koniec dnia czuje się bardzo mały w bardzo dużym świecie.
Może i nie chciał Skowyt wystraszyć, ale jego głos pojawiający się z perspektywy kotki dosłownie z powietrza zjeżył każdy włos na ciele burro-białej. Napuszona kotka odwróciła sie, przyciskając uszy do karku, szukając wzrokiem źródła tych słów. Widząc brązowego kocura zmrużyła oczy, próbując wypatrzeć coś więcej poza kolorem futra i mocno zielonymi oczami. - A co ty, medyk jesteś? - fuknęła, marszcząc nos. Mniejsza to, że faktycznie, przyjemny chłód szybko przenikną jej łapy i zaczął być niesamowicie uciążliwy. Nie planowała jednak pokazać mu, że ma rację. I dodatkowo posłuchać się go, szczególnie po tym jak ją wystraszył. Zamiast tego podeszła kilka kroków, próbując złapać zapach obcego. Leżał, ewidentnie nie zainteresowany zrobieniem jej krzywdy, a z resztą gdyby chciał, nie widziała go wcześniej więc równie dobrze mógłby ją zaatakować zamiast gadać także... jak na razie była bezpieczna. Według swojej analizy. - Jesteś z Klanu Rzeki? - zapytała, ciekawsko. Siedział nad wodą więc no... logiczne. Nie miała w sumie okazji spotkać kota z innego Klanu, więc ta perspektywa od razu rozświetliła jej brązowe oczy. Ciekawe jak to było żyć i dorastać w innym Klanie niż Cień. Więcej czy mniej dramy? Oczywiście nikt nie poinformował Skowyt o czymś takim jak Nowy Świt więc niestety nie za bardzo miała możliwość rozpoznać Szczura jako członka tejże grupy. Z resztą jak na razie wiedziała jedynie gdzie kończyły się tereny jej Klanu a zaczynały inne, gdzie wiedziała, że leeepiej się nie zapuszczać. Przynajmniej w tej chwili. - Jeszcze nie poznałam kota stamtąd.
Wysoki i chudy kocur o szlacheckich, orientalnych rysach i długim pióropuszowym ogonie. Przystojniak o znudzony spojrzeniu intensywnie zielonych oczu. Cynamonowa barwa futra. Harmonijna budowa, arystokratyczny krok. || KP
Mimo młodego wieku, Szczur nie jest specjalnie skory do zabaw i dokazywania. Jakby urodził sie już dorosły i dystyngowany, takie rzeczy są ponad jego dumę. Wykazuje się sprytem, inteligencją i zaradnością zdecydowanie stroniąc od siłowych rozwiązań stawiając na potencjalna dyplomacje lub ewentualną ucieczkę. Nie został zbyt hojnie obdarzony w kwestii siły więc używa innych atutów w jakich życie mu nie poskąpiło. Posiada dobre relacje z rodziną, póki nie stoją one na drodze do jego celów, bywa egoistyczny i narcystyczny. Przy tym jest niezwykle elokwentny i nie brak mu charyzmy, którą doskonale wie jak używać. Zdaje się w głębi czuć kompleks niższości, ze względu na swoje słabowite zdrowie i brak większej uwagi ze strony rodziców. Szczur często bywa sarkastyczny i ma skłonności do manipulowania rozmówcą, jednak w głębi duszy nie jest taki zły jak mu z oczu patrzy. Ma sporo ambicji i jest rządny wiedzy, a mimo jego skąpej siły nie boi się samotnie chodzić po terenach, wierzy, że zawsze uda mu się wywinąć z każdej sytuacji w jakiej los go postawi.
Szczur absolutnie nie przejął się tonem głosu kocicy, ani też jej nastawieniu w postaci położonych uszu i samego niekulturalnego fuknięcia w jego stronę. Mógł ją wystraszyć, fakt, nawet jeśli nie zamierzał, tak wiec jej reakcja była dość normalna w jego mniemaniu.
- Nie, ale spędziłem z nimi dostatecznie dużo czasu by wiedzieć takie rzeczy - odparł kocur ze spokojem siadając powoli na kamieniu, prezentując się w swojej pełnej, eleganckiej krasie. Widział, że buro-biała zaczyna się trochę trząść i przez pysk przez ułamek sekundy przeszedł mu pewny siebie uśmieszek. Wiedział przecież, że ma racje i kocica nie musiała go w tym utwierdzać nawet przez sekundę.
- Nie, nie jestem. Nie wiem nawet gdzie się takowy znajduje. Nie jestem z żadnego klanu - wyjaśnił po krótce i trzepnął ogonem wpatrując się we wciąż brodzącą w wodzie rozmówczynię. Prawdą jest, że nie wiedział nic o jakichkolwiek klanach, chociaż czuł wyraźny zapach innych kotów dobiegający z nie tak dalekiej odległości. - Ty jak rozumiem należysz do jakiegoś klanu -bardziej stwierdził, niż zapytał. - Nazywają mnie Szczur - rzucił krótko kocur, przedstawiając się tym samym i obserwując jadowicie zielonymi oczami poczynania swojej rozmówczyni. Nie czuł się zagrożony z jej strony, podobnie z resztą jak ona. Cynamownowy elegancik nie przejawiał żadnych oznak agresji wobec kocicy, więc jak najbardziej mogła czuć się bezpieczna. Na chyba, że nagle coś na nich wyskoczy...
Księżyce: 103 Mistrz: kamienie na brzegu Płeć: kotkaaaaaa Matka: Agrestowy Krzew Ojciec: nie posiada
Natura nie obdarowała tej kotki ani aksamitnym futerkiem Agrestki ani długim, białym jak śnieg okryciem Przymrozka. Dostała za to krótkie, pozlepiane buro-białe futro. Wiecznie skołtunione i brudne, trudno się domyślić gdzie kończy się ciemniejsza część a gdzie zaczyna jaśniejsza. Przy trochę bliższej obserwacji, pod warstwą kurzu i błota, można dostrzec, że grzbiet i część ogona są zdecydowanie ciemniejsze, pręgowane klasycznie, podczas gdy cały front kotki, łącznie z brzuchem, aż do szczęki jest domyślnie 'biały'. Tylnie łapy natomiast do połowy uda również są pokryte brunatną plamą, żeby później przejść w nieco jaśniejszy kolory i tak pokryte wieczną warstwą brudu. Pyszczek ma, dość smukły, z ciemnym nosem i brązowymi oczami, zwieńczony przez cienkie, szerokie uszy. Jej kocie ciało wciąż do końca nie zorientowało się w proporcjach jakie powinien mieć kot, przez co wygląda jak wyrośnięte kocię na łapach bardziej przypominających szczudła. Jest również zaskakująco koścista, skóra wydaje się być w kilku miejscach niesamowicie napięta, jakby ledwo trzymała tą kupę kości razem. Podsumowując, kocica jest dziwnie niekształtna, niedelikatnie mówiąc brzydka, i jak na razie z tego nie wyrosła. Jedyne co się zmieniło to wzrost kotki, pnie się się w górę jak młode drzewko, ale już wiadomo, że nie będzie ani największa ani najwyższa z rodzeństwa.
Mianowanie na Terminatora nie zmieniło wiele w jej podejściu do rzeczywistości. Wciąż jest zafascynowana światem zewnętrznym, szczególnie teraz gdy przestał być ograniczony do czterech ścian obozu. Odpowiedzialności i obowiązki nie interesują ją za bardzo, coś tam niby pomoże, przyniesie, ale odwala minimum (i to nie zawsze) by tylko móc robić to na co ma ochotę. Wciąż nie przejawia nawet ułamków szacunku do autorytetów w jej życiu, a jeśli coś ją zainteresuje, będzie zadawać niewygodne i drążyć temat do bólu. Niestety szybciej powie niż pomyśli i całe szczęście, że umie szybko myśleć, bo co chwila pakuje się w kłopoty i jest gotowa wić się tak długo jak będzie to konieczne, byleby nie przyznać się do winy. Jeśli uważa, że ktoś popełnia błąd to powie o tym głośno. Ma zaskakująco dużą wiarę w siebie, swoje umiejętności i determinację by pokonać każdą, możliwą przeszkodę. Nastoletni wiek cechuje burza emocji, ale u Skowyt to prawdziwy tajfun. Kotka wszystko odczuwa intensywnie, nie ważne, smutek, złość czy radość - wypełnia ją, pochłania i zdaje się kierować nią bardziej niż logika. Obok silnego kompasu moralnego, ma też silną pamięć i jeśli ktoś, według niej, traktuje ją lub innych z góry nie przepuści tego, ani nie zapomni. Wciąż jest młoda i wciąż uwielbia psocić, wygłupiać się i wymyślać psikusy, które może uciąć innym. Pomimo szczerej miłości i troski jakimi darzy swoją mamę i rodzeństwo, nie czuje się komfortowo z wizją trwania w Klanie do końca swoich dni. Ma w sobie silny zew przygody i włóczęgi, za którym chce podążać. ale wciąż jest tylko dzieciakiem, który pod koniec dnia czuje się bardzo mały w bardzo dużym świecie.
Kocur, jakkolwiek elegancki i pewny siebie nie był, zirytował Skowyt swoimi nie proszonymi radami, a jeszcze bardziej działało jej na nerwach to, że miał rację bo chłód zaczął przenikać nie tylko jej łapy, ale również całe jej ciało. Jej duma niestety przegrała zmagania i Skowyt wyskoczyła na brzeg, tuż obok kocura, by otrzepać się z wody na wszystkie możliwe strony. Z napuszonym futerkiem, podniosła łeb i spojrzała brązowymi oczkami na cynamonowego kocura, tym razem z bliska. Na pewno byli w podobnym wieku, choć ten faktycznie był od niej trochę większy, ale to akurat nie było dla buro-białej zaskoczeniem. Większość kotów przebijała ją, przynajmniej w masie. - Czekaj, czekaj, czekaj - miauknęła, zdezorientowana. - Nie jesteś z Klanu, ale znasz medyków? - zapytała, przechylając łeb jak zawsze gdy coś budziło jej zainteresowanie. I przecież czuła dokładnie zapach, który go otaczał nie był tylko jego, na pewno należał do jakiejś dużej grupy kotów, ale w takim razie dlaczego twierdził, że z Kalnu nie jest? Czyżby były inne grupy samotników? - Yhy - przytaknęła, zawijając ogon tak by przykrył wciąż wilgotne łapy. - Z Klanu Cienia. O, w tamtą stronę - machnęła głową w stronę terenów, z których przyszła. - Czyli z czego ty jesteś? To jakaś nowa grupa... zjednoczonych samotników? - zapytała, nie będąc w stanie znaleźć lepszego słowa na określenie tego co miała na myśli. Była święcie przekonana, że albo koty były z Klanów albo były same, jak rodzice Tafli. To, że istniało coś poza tym napawało ją ekscytacją. - A ja Skowyt. Znaczy się, teoretycznie Skowycząca Łapa, aaaale cały ten proces zmieniania imion jest według mnie strasznie głupi więc Skowyt wystarczy - oznajmiła. - Wy czegoś takiego nie macie, jak się domyślam? - zapytała, przechylając głowę. Chyba, że też skrócił swoje imię.
Wysoki i chudy kocur o szlacheckich, orientalnych rysach i długim pióropuszowym ogonie. Przystojniak o znudzony spojrzeniu intensywnie zielonych oczu. Cynamonowa barwa futra. Harmonijna budowa, arystokratyczny krok. || KP
Mimo młodego wieku, Szczur nie jest specjalnie skory do zabaw i dokazywania. Jakby urodził sie już dorosły i dystyngowany, takie rzeczy są ponad jego dumę. Wykazuje się sprytem, inteligencją i zaradnością zdecydowanie stroniąc od siłowych rozwiązań stawiając na potencjalna dyplomacje lub ewentualną ucieczkę. Nie został zbyt hojnie obdarzony w kwestii siły więc używa innych atutów w jakich życie mu nie poskąpiło. Posiada dobre relacje z rodziną, póki nie stoją one na drodze do jego celów, bywa egoistyczny i narcystyczny. Przy tym jest niezwykle elokwentny i nie brak mu charyzmy, którą doskonale wie jak używać. Zdaje się w głębi czuć kompleks niższości, ze względu na swoje słabowite zdrowie i brak większej uwagi ze strony rodziców. Szczur często bywa sarkastyczny i ma skłonności do manipulowania rozmówcą, jednak w głębi duszy nie jest taki zły jak mu z oczu patrzy. Ma sporo ambicji i jest rządny wiedzy, a mimo jego skąpej siły nie boi się samotnie chodzić po terenach, wierzy, że zawsze uda mu się wywinąć z każdej sytuacji w jakiej los go postawi.
A Szczurowi nic nie robił fakt, że jego rozmówczyni irytowała się jego postawą. Co prawda nie spotykał się z tym zbyt często, ale wiedział doskonale, że niektórych faktycznie może denerwować swoim wyrafinowaniem czy, cóż, posiadaniem racji jak widać. Zmrużył jedno oko, gdy kocica zaczęła się otrzepywać i ochlapywać go kropelkami wody. Nie było jej przynajmniej na tyle dużo, by kocur przemókł i było mu zimno, ot, zrosiła mu lekko cynamonowe futro i tyle.
- U nas nazywa się ich Znachorami, ale tak. Nie należę konkretnie do żadnego klanu - odpowiedział ze spokojem nie zmieniając pozycji w której się znajdował. Czuł sie bezpiecznie, buro-biała nie wykazywała żadnych oznak agresji, jedynie zirytowania co najwyżej, ale nie oznaczało to przecież, że zaraz się rzuci z pazurami bo taki miała kaprys.
- Cienia, zapamiętam - mruknął bardziej do siebie niźli do swojej rozmówczyni i zerknął w stronę w którą kocica wskazała ruchem głowy. Nie miał zamiaru tam iść szczerze mówiąc, nie zamierzał naruszać granic, wszak sam nie życzył sobie naruszania granic Nowego Świtu. - Powiedzmy. Do nas może dołączyć każdy, jesteśmy równi. Nazywamy się Nowym Świtem, ale nie jesteśmy klanem, bardziej... stadem, może i grupą zjednoczonych samotników, jak to określiłaś - wyjaśnił pokrótce nie zdradzając specjalnie szczegółów, ot taka wiedza ogólna, która kocicy powinna raczej wystarczyć. - Proces zmieniania imion? Ciekawe. I tak, masz rację, u nas nie ma czegoś takiego. Po co zmieniacie imiona, to faktycznie brzmi dość... Niepraktycznie prawdę mówiąc - zapytał zaciekawiony kocur unosząc lekko brwi.
Księżyce: 103 Mistrz: kamienie na brzegu Płeć: kotkaaaaaa Matka: Agrestowy Krzew Ojciec: nie posiada
Natura nie obdarowała tej kotki ani aksamitnym futerkiem Agrestki ani długim, białym jak śnieg okryciem Przymrozka. Dostała za to krótkie, pozlepiane buro-białe futro. Wiecznie skołtunione i brudne, trudno się domyślić gdzie kończy się ciemniejsza część a gdzie zaczyna jaśniejsza. Przy trochę bliższej obserwacji, pod warstwą kurzu i błota, można dostrzec, że grzbiet i część ogona są zdecydowanie ciemniejsze, pręgowane klasycznie, podczas gdy cały front kotki, łącznie z brzuchem, aż do szczęki jest domyślnie 'biały'. Tylnie łapy natomiast do połowy uda również są pokryte brunatną plamą, żeby później przejść w nieco jaśniejszy kolory i tak pokryte wieczną warstwą brudu. Pyszczek ma, dość smukły, z ciemnym nosem i brązowymi oczami, zwieńczony przez cienkie, szerokie uszy. Jej kocie ciało wciąż do końca nie zorientowało się w proporcjach jakie powinien mieć kot, przez co wygląda jak wyrośnięte kocię na łapach bardziej przypominających szczudła. Jest również zaskakująco koścista, skóra wydaje się być w kilku miejscach niesamowicie napięta, jakby ledwo trzymała tą kupę kości razem. Podsumowując, kocica jest dziwnie niekształtna, niedelikatnie mówiąc brzydka, i jak na razie z tego nie wyrosła. Jedyne co się zmieniło to wzrost kotki, pnie się się w górę jak młode drzewko, ale już wiadomo, że nie będzie ani największa ani najwyższa z rodzeństwa.
Mianowanie na Terminatora nie zmieniło wiele w jej podejściu do rzeczywistości. Wciąż jest zafascynowana światem zewnętrznym, szczególnie teraz gdy przestał być ograniczony do czterech ścian obozu. Odpowiedzialności i obowiązki nie interesują ją za bardzo, coś tam niby pomoże, przyniesie, ale odwala minimum (i to nie zawsze) by tylko móc robić to na co ma ochotę. Wciąż nie przejawia nawet ułamków szacunku do autorytetów w jej życiu, a jeśli coś ją zainteresuje, będzie zadawać niewygodne i drążyć temat do bólu. Niestety szybciej powie niż pomyśli i całe szczęście, że umie szybko myśleć, bo co chwila pakuje się w kłopoty i jest gotowa wić się tak długo jak będzie to konieczne, byleby nie przyznać się do winy. Jeśli uważa, że ktoś popełnia błąd to powie o tym głośno. Ma zaskakująco dużą wiarę w siebie, swoje umiejętności i determinację by pokonać każdą, możliwą przeszkodę. Nastoletni wiek cechuje burza emocji, ale u Skowyt to prawdziwy tajfun. Kotka wszystko odczuwa intensywnie, nie ważne, smutek, złość czy radość - wypełnia ją, pochłania i zdaje się kierować nią bardziej niż logika. Obok silnego kompasu moralnego, ma też silną pamięć i jeśli ktoś, według niej, traktuje ją lub innych z góry nie przepuści tego, ani nie zapomni. Wciąż jest młoda i wciąż uwielbia psocić, wygłupiać się i wymyślać psikusy, które może uciąć innym. Pomimo szczerej miłości i troski jakimi darzy swoją mamę i rodzeństwo, nie czuje się komfortowo z wizją trwania w Klanie do końca swoich dni. Ma w sobie silny zew przygody i włóczęgi, za którym chce podążać. ale wciąż jest tylko dzieciakiem, który pod koniec dnia czuje się bardzo mały w bardzo dużym świecie.
- Znachorzy? Brzmi całkiem mądrze - odparła, szczerząc się. Mimo swojego wyrafiniowania, Szczur był pierwszym kotem nie z Klanu, którego miała okazję spotkać i oho, od razu z kompletnie innym doświadczeniem niż prosta droga kota klanowego. Jak na razie pozostawał dobrym źródłem o świecie, który ciekawił Skowyt o wiele bardziej niż nudne i durne klanowe reguły czy historie, także o ile nie zacznie cwaniakować to dogadają się świetnie. - UUU. Nowy Świt? Ładna nazwa. Takie wschodzące słońce. Czy o to chodziło jak wymyślaliście nazwę? Że jesteście czymś nowym na tych ziemiach? - przechyliła lekko głowę, dopytując się intensywnie. Nie przeszło jej przez myśl, że skoro kocurek miał tyle samo księżyców co ona to raczej nie brał udziału w założeniu grupy. - Jesteście równi? Pft, to coś nowego - mruknęła z niesmakiem, przypominając sobie zachowanie Tnącego czy Burzowej Łapy. Nic tylko wywyższanie im w głowach. Skowyt naprawdę nie rozumiała dlaczego cała ta hierarchia w ogóle istniała, skoro jedyne co przynosiła to przemoc i możliwość dla takich mysich móżdżków jak oni do wywyższania się. Absurdalne. - EGH chciałabym, żeby w Klanach tak było - westchnęła głośno. - U nas niby dbamy o słabszych, tere fere, ale jak przychodzi co do czego to niektóre gnidy zrobią wszystko, żeby ci przypomnieć gdzie jest twoje miejsce jeśli nie jesteś wojownikiem- przewróciła oczami tak bardzo, że zabolała ją głowa. - A, bo ty nie jesteś z Klanu, racja - poprawiła się szybko gdy ten zaczął dopytywać o zmiany imion. Uświadomiło jej to, że jej nowy kolega może potrzebować nieco więcej kontekstu, jeśli faktycznie chce zrozumieć jej narzekania. - To jest tak, jak jesteś kociakiem to masz jednoczłonowe imię, Skowyt. Potem jesteś Terminatorem więc dostajesz człon Łapa, czyli w moim przypadku Skowycząca Łapa. A jak przejdziesz trening to dostajesz nowe imię czyli ja bym pewnie dostała Skowyczący Pies czy Skowyczący Lis nie wiem - oznajmiła, zalewając rozmówce potokiem słów. - No, jest to dziwne. Chyba chodzi o to by po imieniu od razu można było rozpoznać rangę czy coś...Heh, w sumie to śmieszne, dosłownie nie mam kontroli nad tym jak się nazywam - burknęła nagle, zagapiając się w przestrzeń. Czy naprawdę w tym właśnie miała uczestniczyć do końca swojego życia? Kochała Trzask, mamę, to nie tak, że chciała nagle zniknąć ich życia, ale im więcej zastanawiała się nad całym tym klanowym jazgotem tym bardziej miała... dosyć. - AAA zamyśliłam się! Jak to wygląda u was? Nie macie rang ani niczego takiego? Przywódcę na przykład? My mamy, on też ma człon imienia i to jest zawsze Gwiazda, nasz się na przykład nazywa Polna Gwiazda. Wydaje się spoko, ale w moim odczuciu strasznie go życie wykończyło. Wy macie kogoś takiego? Nie wykończonego życiem, to się pewnie zdarza wszędzie tylko takiego jednego kota co dowodzi? - zapytała szybko, chcąc nieco ukryć swój egzystencjalny kryzys jakiego doświadczyła kilka uderzeń serca temu.