Mistrz: Jaskółczy Śpiew Płeć: kotka Matka: Jaskółczy Śpiew Partner: słodka jak agrest, cierpka jak bez
Te czasy gdy Pustułka była malutką minęły. Stała się wielką, umięśnioną kocią, o średniej wielkości szaro niebieskich oczach o kształcie migdałów. Jest wysoka, ma krępa łapy. Cały efekt masywności dopełnia kupa jedwabistego, bardzo długiego futra, które otula jej ciało. Owa sierść ma rudoczarny kolor, który dopełnia sporej wielkości biały pysk.
Towarzysz do browara
Źródlana Łapa [KC] Modliszka [KW] Ryk [KG]
Szukała Brzozy, szukała ile się dało. Bo była możliwość że złapie ją w drodze, i pogada o tym i owym. Celowała za zapachem, który był bardzo wywiany, kto wie czy faktycznie należał do cętkowanej kocicy. Równie dobrze mógł być kogoś innego. Szła dość długo, musiała nawet przedostać się przez grzmiącą ścieżkę. Jej futerko było w opłakanym stanie- całe posklejane błotem śmierdzące i skołtunione. Mocno też wyliniała, miejscami lekko ukazywała się skóra. Piach przykleił się do poduszek łap i lepkiego futra, oczy stały się matowe bez dawnego błysku. Łapy miała pobrudzone krwią, nie umyte po polowaniu. Prezentowała się przeraźliwie. Jak jakiś kot z Ciemnego Lasu.
Zobaczyła malutką białą kotkę. Zmierzyła ją wzrokiem, jednak się nie odezwała. Owa kocica z pewnością była pieszczoszką, ale czy od zawsze? Nie wiedziała. Kotka wpadła w wodę, a na ustach Pustułki pojawił się lekki krzywy uśmiech. To był iście zabawny widok. Westchnęła cicho, i zmrurzyła oczy. Coś jej nie pasowało w tej kotce. Coś było poważnie nie tak. //gniot :<
»Dziejesięzem n ącośbardzop i ę k n e g o«
≡
Śnimisięzamieć
Najmniejsza kotka w całej okolicy ( trust me, coś mniejszego nie byłoby w stanie się urodzić ), bardzo niska, o nieproporcjonalnie długim tułowiu i lodowobłękitnych ślepiach, w dodatku pokryta puchatą, śnieżnobiałą sierścią. Wibrysy ma lekko uniesione ku górze na samych ich końcach, uszy bardzo malutnkie, zaś nos i poduszki łap - jasnoróżowe. Natura nie mogła chyba wymyślić czegoś o bardziej urokliwym i niewinnym wyglądzie.
Radość! Radość i miłość dla wszystkich o dobrych i czystych serduszkach - czyli dosłownie dla każdego! Trzeba być miłym, nie wolno sprawiać nikomu przykrości, trzeba nawiązywać rozmowę i łączyć niemożliwe do połączenia dla większości fakty, na wszystkie zadane szybko pytania bądź też pytania, na które powinno odpowiadać się wieloma zdaniami reagując jednym gigantycznym, przepełnionym entuzjazmem głosikiem wiecznie podekscytowanej kotki. A jeśli ktoś rzuca się na cienistego, albo w ogóle na innego kota, jeśli oboje nie są cienistymi, to trzeba go zwyzywać i zagrozić mu tym, że urwie się mu ogon i wsadzi się go w jedno ucho, tak, żeby wyszedł drugim - nawet, jeśli jest jakimś tam psem, który ogona nie posiada!
No i pamiętajcie, każdemu, dosłownie każdemu, trzeba ufać, bo każdy jest przyjacielem! A już zwłaszcza cieniści!
Królicza nie pachnie jak pieszczoch i nie ma żadnej obroży czy czegokolwiek jak coś. No i wpadła w piach, nie w wodę.
Hałas! Słyszała go, tak, słyszała, straszliwy, przerażający, cudzy hałas, hałas kogoś, kto szedł, tak, kto szedł, kto się zbliżał, kto oddychał, kto istniał, tak, widziała, tak, widziała uszami, swoimi białymi, widziała, widziała, widziała.
Odwróciła się w kierunku dzwieku, hałasującegocudzegodźwięku, wysuwając i wsuwając pazury, wsuwając i wysuwając, tak, tak, znała ten zapach, znała go, on był ich, klanowych, tak, zapach potworów, ale nie, nie cieni, nie, cieni nie, to był zapach sztormu, tak, sztormu, straszliwych fal, fal, tak, fal, spienionychstraszliwychfal, ale nie, nie, fale nie były straszne, nie, nie były, z fal był Świetlik, tak Świetlik, a Świetlik był miły, tak, miły i bardzo wysoki, i na dodatek, tak, na dodatek, na dodatek nawet nie spróbował, nie, nie spróbował jej krzywdzić, chociaż była na cudzych terenach, tak, na nich właśnie była, była i mogła, tak, mogła, mogła się tym pochwalić, że wyszła z nich z życiem i z Cichą Łapą u boku, och, Cicha Łapa, Cicha Łapa, Łapacichacichacicha, znala go, tak, znała, znała go...
I tak właśnie stała w miejscu, wpatrując się w kotkę błękitnymi oczami, żeby się dowiedzieć, tak, tak, nie, nie dowiedzieć, żeby zobaczyć, co tamta robi, tak, i żeby samej, tak, samej, bez żadnej, żadnej (!) pomocy się przekonać.
Przekonać.
Przekonać...
Kiedyś płynęłam prosto, jak między liniami, teraz miotam się w kółko rozpaczliwym pieskiem.
Mistrz: Jaskółczy Śpiew Płeć: kotka Matka: Jaskółczy Śpiew Partner: słodka jak agrest, cierpka jak bez
Te czasy gdy Pustułka była malutką minęły. Stała się wielką, umięśnioną kocią, o średniej wielkości szaro niebieskich oczach o kształcie migdałów. Jest wysoka, ma krępa łapy. Cały efekt masywności dopełnia kupa jedwabistego, bardzo długiego futra, które otula jej ciało. Owa sierść ma rudoczarny kolor, który dopełnia sporej wielkości biały pysk.
Towarzysz do browara
Źródlana Łapa [KC] Modliszka [KW] Ryk [KG]
sori, musiałam źle przeczytać
Czuła na sobie wzrok białej kotki, który nie wiedzieć czemu okropnie ją przeszywał. Wdzierał się w jej skórę, rozrywał ją na drobne strzępki, wchodził w głąb jej ciała, zatruwał krew, szarpał wnętrzności.
-Kto.-spytała odwzajemniając wzrok białej kotki. W Pustułkowych ślepiach widać było cierpienie, cierpienie i tęsknotę. Jej ogon się trząsł, podobnie całe wielkie chude cielsko. Musi spytać kotkę czy nie widziała przypadkiem Brzozy, jej ukochanej która bez uprzedzenia zniknęła. Zniknęła kradnąc ze sobą serce Pustułki. Serce i tak rozwalone i zdemoralizowane że prawie bez wartościowe, bez dna żadnego.
»Dziejesięzem n ącośbardzop i ę k n e g o«
≡
Śnimisięzamieć
Najmniejsza kotka w całej okolicy ( trust me, coś mniejszego nie byłoby w stanie się urodzić ), bardzo niska, o nieproporcjonalnie długim tułowiu i lodowobłękitnych ślepiach, w dodatku pokryta puchatą, śnieżnobiałą sierścią. Wibrysy ma lekko uniesione ku górze na samych ich końcach, uszy bardzo malutnkie, zaś nos i poduszki łap - jasnoróżowe. Natura nie mogła chyba wymyślić czegoś o bardziej urokliwym i niewinnym wyglądzie.
Radość! Radość i miłość dla wszystkich o dobrych i czystych serduszkach - czyli dosłownie dla każdego! Trzeba być miłym, nie wolno sprawiać nikomu przykrości, trzeba nawiązywać rozmowę i łączyć niemożliwe do połączenia dla większości fakty, na wszystkie zadane szybko pytania bądź też pytania, na które powinno odpowiadać się wieloma zdaniami reagując jednym gigantycznym, przepełnionym entuzjazmem głosikiem wiecznie podekscytowanej kotki. A jeśli ktoś rzuca się na cienistego, albo w ogóle na innego kota, jeśli oboje nie są cienistymi, to trzeba go zwyzywać i zagrozić mu tym, że urwie się mu ogon i wsadzi się go w jedno ucho, tak, żeby wyszedł drugim - nawet, jeśli jest jakimś tam psem, który ogona nie posiada!
No i pamiętajcie, każdemu, dosłownie każdemu, trzeba ufać, bo każdy jest przyjacielem! A już zwłaszcza cieniści!
Mistrz: Jaskółczy Śpiew Płeć: kotka Matka: Jaskółczy Śpiew Partner: słodka jak agrest, cierpka jak bez
Te czasy gdy Pustułka była malutką minęły. Stała się wielką, umięśnioną kocią, o średniej wielkości szaro niebieskich oczach o kształcie migdałów. Jest wysoka, ma krępa łapy. Cały efekt masywności dopełnia kupa jedwabistego, bardzo długiego futra, które otula jej ciało. Owa sierść ma rudoczarny kolor, który dopełnia sporej wielkości biały pysk.
Towarzysz do browara
Źródlana Łapa [KC] Modliszka [KW] Ryk [KG]
Podeszła do kotki, płynnym aczkolwiek powolnym tępem. Widziała te błyski złości w jej oczach. Nie wiedziała jednak czym są spowodowane. A szkoda, może mogłaby jakoś pomóc małej kotce, przy której prezentowała się mniej więcej jak Guliwer przy liliputach. Wbiła w nią spojrzenie zimnych jak lód oczu. Zmierzwione futro falowało nastroszone jednak nie najeżone.
-Pustułcza Łapa. Z Rzeki. Szukam kotki, takiej niskiej bardzo, srebrnej w czarne cętki.- wychrypiała przez gardło. W jej głosie było słychać cierpienie, dużo cierpienia. I tęsknotę. Czuła jakby deptał po niej potwór dwunogów. Jakby ktoś chciał wyrwać jej serce.
-To bardzo ważne proszę panią, ona zaginęła..- i wtedy z jej oczu pociekły strumienie łez. Sama wielka kocica opadła na bok i zwinęła się w kłębek.
-Zaginęłazaginęłazaginęła ROZUMIESZ ZABRALI MI JĄ, ZABRALI ZABRALI, A JA JĄ TAK KOCHAŁAM KOCHAŁAAAAM- szlochała trząsąc się lekko. Miała dość. Chciałaby zasnąć u boku jej Brzózki i nie myśleś o problemach już nigdy więcej.
»Dziejesięzem n ącośbardzop i ę k n e g o«
≡
Śnimisięzamieć
Toń wyrósł, jednak nie jest wcale potężnym kotem. Wielkości bez dwóch zdań dodaje mu gęste, prążkowane futro przetykane białymi znaczeniami, które okala całe jego ciało. Całe? Niemalże. Tam, gdzie kiedyś pysznił się jego ogon, pozostał obecnie jedynie niezbyt apetyczny kikut, który porasta tę część skóry niewiele jeszcze włosów - jakby w ogóle nie chciały się tutaj przyjąć. Ten brak włosów z całą pewnością rekompensują mu całkiem ładne bokobrody i długie, śmieszne włosy, jakie wyrastają przy jego uszach, nadając mu nadal nieco komiczny, nieco starczy wygląd. Przez to, że ów uszy są wywinięte pod dziwnym kątem, jego mordka, choć już wyraźnie dorosła, nadal sprawia wrażenie nieco zdziwionej, jakby kocurek nieustannie miał uniesione brwi i spoglądał na świat z pewną dozą niedowierzania. Oczy zdążyły się już wybarwić i mają teraz kolor zielony, wpadający w złoto, a może orzech, wszystko zależy od tego, jak akurat padnie na niego światło.
Wielka tragedia, jaka dotknęła go wkrótce po mianowaniu na terminatora, wcale go nie zmieniła, ba!, być może dodała mu jeszcze więcej optymizmu. Po czasie załamania, gdy witał się już wręcz z Gwiezdnym Klanem, stał się o wiele silniejszy, pogodniejszy i wszystko co złe niszczy swym wyśmienitym humorem. Stał się również wspaniałym bajarzem, lubi zmyślać i bujać w obłokach, tam ma swój perfekcyjny, niesamowity świat pełne magii i czarów, których chociaż nie zna, umie sobie je wymyślić. Nie stąpa twardo po ziemi, zdaje się raczej ponad nią unosić. Lekko i zwiewnie. Czasem jedynie zdarzają mu się chwile melancholii, gdy wspomni się w jego obecności nie to, co by wypadało, sięgnie się tam, gdzie boli.
Pora Zielonych Liści zdawała się być w pełnym rozkwicie. Co prawda wieczory były nieco krótsze, ale nie zmieniało to faktu, że wszystkie zachody słońca nadal wyglądały co najmniej tajemniczo i magicznie, poza tym cała okolica pachniała w sposób iści specyficzny i ciekawy, taki, który aż kusił i powodował, że w ciele pojawiało się swoiste zmęczenie i cień rozleniwienia, jakby naprawdę już nic nie miało znaczenia, jakby nie chciało się robić niczego więcej, niczego wielkiego. Toń lubił ten czas, który kojarzył mu się z pewną beztroską, spokojem i poczuciem, że wszystko może się jeszcze ułożyć, że przecież jest dobrze, a życie w Klanie wcale niekoniecznie takie wspaniałe było. Czuł się w gruncie rzeczy szczęśliwy i nie czuł szczególnej potrzeby wprowadzania wielkich zmian w swoim obecnym życiu. Niemniej jednak obecność Lawendy, z którą ponownie się spotkał, sprawiała mu jeszcze większą radość, prawdziwą przyjemność i nie mógł doczekać się, aż pokaże jej dzisiaj, jak faktycznie łowi się ryby, jak się pływa, a potem poczekają, aż słońce zajdzie i na chwilę zatopi się w Topiołkach, ot na chwilę, po prostu, jakby chciało ułożyć się w nich do snu.
- Dzisiaj koniecznie sama wyłowisz dla nas jakąś rybę – rzucił rozbawiony, gdy zeszli nad Dziką Plażę, którą tak bardzo lubił. Był podekscytowany możliwością przekazania kocicy swojej wiedzy i gdyby tylko posiadał ogon, z całą pewnością uniósłby go teraz wysoko i dumnie, zamiast tego jednak spoglądał na wojowniczkę roziskrzonymi zielonymi oczyma. Chętnie pewnie zapolowałby znowu na obłoki, ale tutaj nie mieli do tego odpowiednio wysokich drzew, mogli za to chwytać ryby i wyganiać kaczki z szuwarów, w których się kryły. Łapanie ich kolorowych piór również było nie lada wyzwaniem i co najmniej wspaniałą zabawą, którą kocur lubił, ale która brzmiała o wiele ciekawiej, gdy można było ją z kimś dzielić. Zresztą, w tych wodnych zaroślach można było się całkiem dobrze ukryć, a woń wody skutecznie tamowała własny zapach, co dało się wykorzystać w mało sprzyjających okolicznościach. Oczywiście, nie zakładał, żeby zaraz miał się tutaj pojawić bóbr, ale ostatecznie wolał sprawdzać wiele możliwości, by później mieć różne drogi ucieczki.
- Mamy świetną pogodę! Całkiem ciepło, woda też na pewno będzie przyjemna, a później całkiem łatwo wyschniemy na słońcu. Ha! Nie mogę się doczekać, kiedy zobaczę, jak wchodzisz do wody! Czekam na twoją minę! – rzucił śmiejąc się cicho i mrugnął do Lawendy, jakby chciał jej powiedzieć, że właściwie już teraz jest przekonany, iż cała zacznie się trząść i nie uzna tego za coś przyjemnego. To chyba było ze strony Toni swoiste wyzwanie! Szkoda jedynie, że o stawki mógł zakładać się tylko z samą zainteresowaną, ale z drugiej strony – i tak czuł, że czeka ich tego dnia świetna zabawa.
/Lawenda
SEETHEWORLDINGREENANDBLUE seeChinarightinfront of you seethecanyonsbrokenbycloud see thetunafleetsclearingtheseaout see the Bedouinfiresat night seetheoilfieldsatfirstlight
Księżyce: 148 Mistrz: Dryfujący Kwiat, Zajęczy Sus Płeć: kotka Matka: Mknący Ptak Ojciec: Czyżykowy Głos Partner: Tonące Słońce Życia: 1 Trwałe urazy: Blizny na szyi po ugryzieniu
Lawenda jest kotką o niebieskiej krótkiej sierści, dzięki temu, że natura dała jej wełnistą i jedwabistą strukturę chroni ją przed ostrym zimnem. Niebieskie połyskujące futerko uwydatnia szmaragdowy kolor dużych oczu w kształcie migdału. Eleganckie i drobne ciało oraz długi ogon nadają kotce piękny wygląd. Duże i szerokie u nasady uszy osadzone na głowie w kształcie krótkiego klina, która podtrzymywana jest przez elegancką długą szyje.
Lawenda jest wesołą kotką. Prawie zawsze jest uśmiechnięta i pozytywnie nastawiona do życia.Ciekawa świata kotka, która tryska energią. Lubi spędzać czas w towarzystwie innych. Jest łagodna i chętna do pomocy. Ma pogodną osobowość i ciężko wyprowadzić ją z równowagi. Lawenda jest wytrwała w dążeniu do celu i nie poddaje się łatwo. Czasem ma bujną wyobraźnie, zwłaszcza w przypadku rzeczy których nie zna.
Tnąca Zawieja
Dni mijały Lawendowemu Kwiatu bardzo powoli. Zaczęła ją dopadać rutyna i monotonia. Miała wrażenie, że codziennie robi to samo i w rzeczywistości tak było. Trening, polowanie, sprawdzenie granic, spanie i tak na okrągło. Wcześniej Lawendzie to nie przeszkadzało, jednak odkąd poznała Tonące Słońce zmieniła swoje nastawienie do niektórych rzeczy. Zaczęło ją ciągnąć do różnych przygód, zwiedzania okolic i ogólnie chciała spędzać czas w nietypowy sposób jak to robi z Toń. Dlatego córka Mknącego Ptaka bardzo cieszyła się na kolejną wycieczkę. Wreszcie wyrwie się od obowiązków i naładuje akumulatory. Gdy tylko dostrzegła przyjaciela czekającego na nią ruszyła do niego aż się za nią kurzyło. Serce biło jej jak szalone i uśmiech nie schodził jej z pyszczka. Była tak rozpędzona, że ledwo wyhamowała przed Tonącym Słońcem. Szybko przywitała się z nim i ruszyli w drogę obejrzeć obiecany zachód słońca. Lawenda nie mogła się nadziwić jak bardzo krajobraz się zmienił. Właściwie miała wrażenie, że idzie tędy pierwszy raz. Zamiast bieli dominowała zieleń i w powietrzu unosiło się wiele zapachów kwiatów. Głowa niebieskiej kotki chodziła w te i we tę, bo nie wiedziała na czym skupić wzrok. Ostatecznie spojrzała na Tonące Słońce, który oznajmił jej bardzo fantastyczną rzecz. - Naprawdę?! Ale ekstra! Już nie mogę się doczekać! Zobaczysz! To będzie wyjątkowa sztuka! Ogromna i posiadająca rozłożyste płetwy! Albo nie! Będzie bardzo kolorowa i na grzbiecie będzie miała kropki, o !- rozgadała się podekscytowana. Nareszcie nadszedł dzień, w którym nauczy się łowić ryby! Od kociaka bardzo chciała posiąść tę umiejętność i dziś w końcu ją zdobędzie! Później koniecznie będzie musiała się pochwalić Miękkiemu Obłokowi, że ktoś inny znalazł dla niej czas i ją nauczył łowić ryb! Lawenda właśnie miała wspomnieć o starszym bracie, kiedy pod stópkami poczuła przyjemne ciepło rozgrzanego słońcem piasku, co oznaczało, że dotarli na miejsce. Jezioro prezentowało się równie pięknie jak poprzednio, a nawet jeszcze lepiej. Gałęzie wierzby delikatnie bujały się na wietrze, a nad taflą wody dało się dostrzec ważki. Natomiast wrzosowiska były nie do opisania! Te kępki fioletowych kwiatów! To wszystko prezentowało się magicznie! Z zachwytu Lawendę wyrwał głos Tonącego Słońca. Zamrugała parę razy i spojrzała na wodę i następnie na pręgowanego kocurka. Naprawdę już musi wchodzić do tej cieczy? Lawendy Kwiat przełknęła ślinę i podeszła do jeziora. Zanurzyła paliczek, syknęła i z prędkością światła go wyciągnęła. - Przyjemna? Jest lodowata!- zareagowała lekko oburzona, po czym roześmiała się. Teraz już wiedziała na, co czekał Tonące Słońce. Przed nią trudne zadania, ale nie podda się! Lawenda spojrzała na Toń z determinacją i powoli zanurzyła jedną łapkę potem drugą, oczywiście tylko do stawu skokowego. I na tym chwilowo poprzestała. Grzbiet miała wygięty i wszystkie włosy stanęły jej dęba. W myślach zastanawiała się czy na pewno da radę się przełamać.
Toń wyrósł, jednak nie jest wcale potężnym kotem. Wielkości bez dwóch zdań dodaje mu gęste, prążkowane futro przetykane białymi znaczeniami, które okala całe jego ciało. Całe? Niemalże. Tam, gdzie kiedyś pysznił się jego ogon, pozostał obecnie jedynie niezbyt apetyczny kikut, który porasta tę część skóry niewiele jeszcze włosów - jakby w ogóle nie chciały się tutaj przyjąć. Ten brak włosów z całą pewnością rekompensują mu całkiem ładne bokobrody i długie, śmieszne włosy, jakie wyrastają przy jego uszach, nadając mu nadal nieco komiczny, nieco starczy wygląd. Przez to, że ów uszy są wywinięte pod dziwnym kątem, jego mordka, choć już wyraźnie dorosła, nadal sprawia wrażenie nieco zdziwionej, jakby kocurek nieustannie miał uniesione brwi i spoglądał na świat z pewną dozą niedowierzania. Oczy zdążyły się już wybarwić i mają teraz kolor zielony, wpadający w złoto, a może orzech, wszystko zależy od tego, jak akurat padnie na niego światło.
Wielka tragedia, jaka dotknęła go wkrótce po mianowaniu na terminatora, wcale go nie zmieniła, ba!, być może dodała mu jeszcze więcej optymizmu. Po czasie załamania, gdy witał się już wręcz z Gwiezdnym Klanem, stał się o wiele silniejszy, pogodniejszy i wszystko co złe niszczy swym wyśmienitym humorem. Stał się również wspaniałym bajarzem, lubi zmyślać i bujać w obłokach, tam ma swój perfekcyjny, niesamowity świat pełne magii i czarów, których chociaż nie zna, umie sobie je wymyślić. Nie stąpa twardo po ziemi, zdaje się raczej ponad nią unosić. Lekko i zwiewnie. Czasem jedynie zdarzają mu się chwile melancholii, gdy wspomni się w jego obecności nie to, co by wypadało, sięgnie się tam, gdzie boli.
Czasami Toń zazdrościł przyjaciółce tej monotonii. Zastanawiał się, jakby to było, gdyby nadal żył w Klanie, ale z drugiej strony przywykł już tak mocno do wolności, do życia na własną łapę, że nie wyobrażał sobie chyba tego, by powracać na wygodne pielesze jakiejś rodziny. Inna sprawa, że nie sądził, by Rzeka kiedykolwiek przyjęła go na nowo, a inny Klan chyba nie patrzyłby przychylnie na tak dojrzałego kocura, wygnanego i żyjącego od księżyców na własną łapę, radzącego sobie tak, a nie inaczej ze wszystkimi problemami, jakie go dotykały. Jednakże zdarzały się dnie, kiedy Toń tęsknił właśnie za taką rutyną, jaką posiadała Lawenda. Tęsknił również za obozem tętniącym życiem, gdzie co rano mógłby się witać z innymi kotami, gdzie jadłby w ich towarzystwie pierwszy posiłek i wyruszał w drogę. Przede wszystkim zaś tęsknił za Lawendą i żałował, że nie mogła zostać tutaj z nim, by w nocy patrzeć na gwiazdy i opowiadać sobie niestworzone historie. Jakby to było spać u jej ciepłego boku?
Miał tylko te godziny, które wyrywał z jej życia, ale cieszył się z nich wiedząc, że spędzą je naprawdę dobrze, że będą się znowu świetnie bawić, a on po prostu cieszył się, że może ją zobaczyć i posłuchać o tym, co się u niej dzieje. Patrzył teraz na nią zaintrygowany tym, jak będzie reagowała na całe otoczenie, jak będzie spoglądała na wrzosowisko, na plażę, na drzewa i krzewy, gdy nie było tutaj ani grama śniegu, a wszystko tętniło wręcz pełnią życia, pełnią Pory Zielonych Liści. I zdawało mu się, że Lawendzie podobają się te wszystkie obrazy, jakie rzucają się w jej oczy, co niesamowicie go cieszyło, jakby to było tylko i wyłącznie jego królestwo, a ona była nim oczarowana i to sprawiało mu przyjemność.
- Kropki? - rzucił niemalże parsknąwszy z ubawienia. - A ja myślę, że będzie długa i będzie taka pręgowana, jak ja! - zakomunikował na to, jakby chciał z nią zawrzeć jakiś układ, jakby rzucał jej jakieś wyzwanie, przekonywał do czegoś, czy po prostu się z nią droczył. Nie miało najmniejszego znaczenia to, że takie ryby raczej nie istnieją, bo hej, wszystko można było sobie wyobrazić, jak chociażby łapanie obłoków, które obojgu sprawiło przecież całkiem sporo przyjemności.
Zaśmiał się głośno, gdy tylko dostrzegł jej reakcję, a jego zielone oczy lśniły wewnętrznym blaskiem. Wyprostował się nieco dumnie, straszliwie rozbawiony, a następnie dał nura do wody, wykonując jeden elegancki skok i otrzepał się nieco, gdy stanął na dnie. Jego długie futro ociekało teraz wodą, a on z gracją sunął w głąb jeziora, by w końcu zanurzyć się całemu i przepłynąć kawałek, potem zaś wrócił do tego przerażonego stracha na wróble, wyszedł na brzeg i otrzepał się prosto na Lawendę śmiejąc się przy okazji w głos.
- Lodowata jest w Porze Nagich Drzew! Chociaż wtedy pewnie nie wsadziłabyś do niej łapy, bo by ci przymarzła i musiałabyś siedzieć na brzegu do roztopów - stwierdził trącając ją nosem w policzek.
SEETHEWORLDINGREENANDBLUE seeChinarightinfront of you seethecanyonsbrokenbycloud see thetunafleetsclearingtheseaout see the Bedouinfiresat night seetheoilfieldsatfirstlight
Księżyce: 148 Mistrz: Dryfujący Kwiat, Zajęczy Sus Płeć: kotka Matka: Mknący Ptak Ojciec: Czyżykowy Głos Partner: Tonące Słońce Życia: 1 Trwałe urazy: Blizny na szyi po ugryzieniu
Lawenda jest kotką o niebieskiej krótkiej sierści, dzięki temu, że natura dała jej wełnistą i jedwabistą strukturę chroni ją przed ostrym zimnem. Niebieskie połyskujące futerko uwydatnia szmaragdowy kolor dużych oczu w kształcie migdału. Eleganckie i drobne ciało oraz długi ogon nadają kotce piękny wygląd. Duże i szerokie u nasady uszy osadzone na głowie w kształcie krótkiego klina, która podtrzymywana jest przez elegancką długą szyje.
Lawenda jest wesołą kotką. Prawie zawsze jest uśmiechnięta i pozytywnie nastawiona do życia.Ciekawa świata kotka, która tryska energią. Lubi spędzać czas w towarzystwie innych. Jest łagodna i chętna do pomocy. Ma pogodną osobowość i ciężko wyprowadzić ją z równowagi. Lawenda jest wytrwała w dążeniu do celu i nie poddaje się łatwo. Czasem ma bujną wyobraźnie, zwłaszcza w przypadku rzeczy których nie zna.
Tnąca Zawieja
Co było złego w kropkach? Skoro biedronka może je mieć to dlaczego nie ryba? Pręgi również były dobrym pomysłem. Od razu niebieska kotka wyobraziła sobie takie paski jak u stonki ziemniaczanej. Podsumowując kropki jak u biedronki, pręgi jak u stonki. Po chwili Lawenda zmarszczyła brwi, bo zdała sobie sprawę, że chyba nie o takich pręgach mowa. - Czy ty właśnie wyobraziłeś siebie w wersji ryby?- zapytała rozbawiona. Córka Mknącego Ptaka tak zaczęła się śmiać, że w pewnym momencie się zakrztusiła i musiała parę razy odkaszlnąć. Dzięki temu opanowała swoją głupawkę. Nadal miała przed oczami długą rybę w czarne pręgi z zielonymi oczami oraz zawiniętymi do tyłu przednimi płetwami i maluteńką ogonową. Lawenda spróbowała też wyobrazić siebie, jednak to nie było, aż tak zabawne, ponieważ wykreowała się na piękne niebieskie stworzenie wodne o majestatycznych płetwach i oczywiście szmaragdowych oczach.
Lawendowy Kwiat z podziwem obserwowała jak Tonące Słońce tak po prostu z wielką gracją wskakuje do tej przerażająco zimnej wody. Jak gdyby nigdy nic płynął przed siebie, aż Lawenda otworzyła pyszczek ze zdziwienia. Ona też tak chce! Nagle Toń zniknął jej z oczu. Wstała i zaczęła nerwowo chodzić przy brzegu. Tysiące myśli zaczęły przebiegać jej przez głowę. Nie wiedziała, co ma zrobić. Nie potrafi pływać, więc w razie czego nie uratuje Tonącego Słońca, a zanim sprowadzi pomoc, to na pewno nie będzie już czego ratować. Na szczęście pręgowany kocurek wynurzył się po chwili kawałek dalej, na co córka Czyżyka odetchnęła z ulgą. Poczuła lekką złość na swojego przyjaciela. On pływa sobie w najlepsze i do tego nurkuje, a ona umiera ze strachu, że coś mu się stanie! W końcu Tonące Słońce do niej wrócił. Niebieska kotka z uśmiechem powitała go z powrotem, jednak po chwili zmuszona była odskoczyć na bok. - Ej!- krzyknęła oburzona. Nie podobał jej się ten lodowaty deszczyk, który zafundował jej przyjaciel. Dostała teraz gęsiej skórki i było jej zimno. Mimo to słysząc jego śmiech sama zaczęła się śmiać. Przejechała językiem parę razy po swoim futerku i stwierdziła, że nie będzie robić żadnej awantury, o to jak została w okrutny sposób potraktowana wodą. Za bardzo lubi Toń, żeby robić mu jakieś wyrzuty. Lawenda dobrze wiedziała, że pręgowany kocurek znowu żartuje, a gdy trącił ją w policzek zamruczała cicho. Chyba za to go kocha, za to jego poczucie humoru i pozytywne nastawienie do życia. - Niech będzie, teraz jest przyjemnie ciepła! Grunt to dobrze się nastawić!- powiedziała i ruszyła marszowym krokiem przed siebie. Najpierw woda dosięgała jej na wysokość nadgarstków, potem coraz wyżej i wyżej, aż w końcu dotarła do brzuszka, który niebieska kotka odruchowo spięła i wygięła grzbiet do góry. Spojrzała na Toń błagalnym wzrokiem, ale wiedziała, że skoro chce nauczyć się pływać musi sama pokonać temperaturę cieczy. Lawenda wypuściła głośno powietrze i ślimaczym tempem ruszyła dalej. Wreszcie woda sięgała jej do brody i niebieska kotka się zatrzymała, czekając na jakieś ewentualne instrukcję od swojego mistrza w pływaniu.
Toń wyrósł, jednak nie jest wcale potężnym kotem. Wielkości bez dwóch zdań dodaje mu gęste, prążkowane futro przetykane białymi znaczeniami, które okala całe jego ciało. Całe? Niemalże. Tam, gdzie kiedyś pysznił się jego ogon, pozostał obecnie jedynie niezbyt apetyczny kikut, który porasta tę część skóry niewiele jeszcze włosów - jakby w ogóle nie chciały się tutaj przyjąć. Ten brak włosów z całą pewnością rekompensują mu całkiem ładne bokobrody i długie, śmieszne włosy, jakie wyrastają przy jego uszach, nadając mu nadal nieco komiczny, nieco starczy wygląd. Przez to, że ów uszy są wywinięte pod dziwnym kątem, jego mordka, choć już wyraźnie dorosła, nadal sprawia wrażenie nieco zdziwionej, jakby kocurek nieustannie miał uniesione brwi i spoglądał na świat z pewną dozą niedowierzania. Oczy zdążyły się już wybarwić i mają teraz kolor zielony, wpadający w złoto, a może orzech, wszystko zależy od tego, jak akurat padnie na niego światło.
Wielka tragedia, jaka dotknęła go wkrótce po mianowaniu na terminatora, wcale go nie zmieniła, ba!, być może dodała mu jeszcze więcej optymizmu. Po czasie załamania, gdy witał się już wręcz z Gwiezdnym Klanem, stał się o wiele silniejszy, pogodniejszy i wszystko co złe niszczy swym wyśmienitym humorem. Stał się również wspaniałym bajarzem, lubi zmyślać i bujać w obłokach, tam ma swój perfekcyjny, niesamowity świat pełne magii i czarów, których chociaż nie zna, umie sobie je wymyślić. Nie stąpa twardo po ziemi, zdaje się raczej ponad nią unosić. Lekko i zwiewnie. Czasem jedynie zdarzają mu się chwile melancholii, gdy wspomni się w jego obecności nie to, co by wypadało, sięgnie się tam, gdzie boli.
Kropki, paski, a nawet cętki! Właściwie, jakby się tak dobrze nad tym zastanowić, to Toń chyba nigdy jakoś szczególnie mocno nie przyglądał się rybom, które wyławiał z wody, po prostu brał się za ich jedzenie, a w dawnych czasach zanosił je po prostu na stos zdobyczy i w ten sposób pozbywał się możliwości obserwowania łusek. Ostatecznie, to było w końcu pożywienie, ale właśnie teraz Lawenda otworzyła przed nim szereg całkiem nowych możliwości, nowych szans i Gwiezdny Klan raczy wiedzieć czego jeszcze, więc kiedy tylko zadała swoje pytanie, zaczął się głośno śmiać, a jego zielone oczy błysnęły mocno jasno pokazując, że faktycznie pomyślał o tym, o czym wspomniała kocica.
- Ale byłby piękną rybą, co? Tyle łusek i pasków, tylko nie wiem, jakbym pływał bez tej płetwy! - rzucił pogodnie i łypnął w stronę, gdzie dawniej znajdował się jego ogon. Był wyraźnie rozbawiony całą tą sytuacją, nic zatem dziwnego, że szturchnął Lawendę, jakby byli jeszcze kociakami, a nie zdecydowanie dojrzałą parą kotów, która pewnie łamała miliony zasad spotykając się tutaj i bawiąc niczym dzieciaki. - A ty byłabyś połyskliwa jak księżyc i na pewno szybko byś pływała. I uciekalibyśmy przed Klanem Karpi! - dodał jeszcze i właściwie można było poczuć, że aż jest naelektryzowany od tego wszystkiego, a takie przeżywanie przygód z Lawendą, na pewno by mu się podobało. Nawet to spotkanie traktował jako coś niesamowicie ekscytującego, a serce biło mu bardzo mocno.
I właściwie to chyba trochę się popisywał. Z jednej strony bowiem chciał pokazać jej, że ta woda wcale nie jest taka groźna i straszna, i nie ma co się jej bać, ale z drugiej czuł, że powinien jej jakoś zaimponować. Lawenda świetnie się wspinała, była w tym dość dobra i zdecydowanie zwinna, jemu zaś pozostawało tylko pływanie. I chociaż woda była chłodna, a on początkowo faktycznie nieco się spiął, prędko zaczął pływać z wyuczoną już gracją, jednocześnie zerkając raz na jakiś czas w stronę kocicy, by przekonać się, czy patrzy i czy powoli zaczyna rozumieć, o co chodzi. I może troszkę... Troszeczkę! Czy nie dostrzeże w jej oczach podziwu.
Wyskoczył później na brzeg, a kiedy Lawenda odskoczyła taka ubawiona, zaśmiał się ciepło, aczkolwiek nieco stulił uszy, jakby w ten sposób chciał ją przeprosić. Teraz na pewno nie wyglądał majestatycznie, raczej jak zmokła kura, z której się lało, a futro przylgnęło do niego powodując, że kocica spokojnie mogła dostrzec, jak wygląda jego ciało pod tą gęstą sierścią. Przy tym wszystkim jego nieznacznie wywinięte wąsy wyglądały aż zabawnie!
- Mówiłem, że nie jest taka zła - stwierdził jeszcze marszcząc w rozbawieniu nosi i obserwując, jak kocica próbuje wejść do wody, a później aż zamknął na moment oczy powstrzymując się przed głośnym śmiechem. Bez większego problemu minął Lawendę i wsunął się ponownie głębiej pod wodę, a później podpłynął do niej i chwycił ją łagodnie zębami za sierść na piersi. Spojrzał na nią w górę, wprost w jej oczy i mrugnął na znak, że powinna mu po prostu zaufać, bo jeśli dalej będzie tak stała w miejscu, to nic z tego nie wyjdzie.
SEETHEWORLDINGREENANDBLUE seeChinarightinfront of you seethecanyonsbrokenbycloud see thetunafleetsclearingtheseaout see the Bedouinfiresat night seetheoilfieldsatfirstlight
Księżyce: 148 Mistrz: Dryfujący Kwiat, Zajęczy Sus Płeć: kotka Matka: Mknący Ptak Ojciec: Czyżykowy Głos Partner: Tonące Słońce Życia: 1 Trwałe urazy: Blizny na szyi po ugryzieniu
Lawenda jest kotką o niebieskiej krótkiej sierści, dzięki temu, że natura dała jej wełnistą i jedwabistą strukturę chroni ją przed ostrym zimnem. Niebieskie połyskujące futerko uwydatnia szmaragdowy kolor dużych oczu w kształcie migdału. Eleganckie i drobne ciało oraz długi ogon nadają kotce piękny wygląd. Duże i szerokie u nasady uszy osadzone na głowie w kształcie krótkiego klina, która podtrzymywana jest przez elegancką długą szyje.
Lawenda jest wesołą kotką. Prawie zawsze jest uśmiechnięta i pozytywnie nastawiona do życia.Ciekawa świata kotka, która tryska energią. Lubi spędzać czas w towarzystwie innych. Jest łagodna i chętna do pomocy. Ma pogodną osobowość i ciężko wyprowadzić ją z równowagi. Lawenda jest wytrwała w dążeniu do celu i nie poddaje się łatwo. Czasem ma bujną wyobraźnie, zwłaszcza w przypadku rzeczy których nie zna.
Tnąca Zawieja
Co do stwierdzenia, że Tonące Słońce byłby piękną rybą to Lawenda miała inne zdanie. Jak mógłby by być śliczny bez płetwy ogonowej? Do tego z przednimi płetwami byłoby coś nie tak, ponieważ odpowiadałyby one małżowiną usznym, które Toń ma wyjątkowe. Jedno jest pewne, cały swój urok nadrabiałby swoimi pięknymi okrągłymi oczami i... rybim uśmiechem? - Skoro potrafisz chodzić, pływać i wspinać się bez ogona to pływać bez płetwy też dałbyś radę! A co do wyglądu to... na pewno byłbyś jedyną w swoim rodzaju rybą - zareagowała rozbawiona. Przy Tonącym Słońcu Lawendowy Kwiat czuła się jak kociak. Mogła puścić wodzę fantazji bez obaw, że przyjaciel źle ją oceni czy uzna za niedojrzałą. Co najlepsze on sam przyłącza się do niej i razem mogą bujać daleko w obłokach i przemierzać wyobraźnię. Przy Tonącym Słońcu Lawendowy Kwiat czuje się sobą. Jest on jedynym kotem, przy którym nie musi zachowywać się w miarę poważnie i adekwatnie do wieku oraz rangi. Gdy tylko Lawenda usłyszała, że byłaby jak księżyc to oczy jej zaświeciły. Uśmiechnęła się od ucha do ucha i przymknęła powieki, lekko kołysząc się pod wpływem szturchnięcia przez przyjaciela. To porównanie przypadło jej do gustu. Księżyc... odległy, niedostępny, piękny i zarazem tajemniczy. - O tak! Pokazalibyśmy im jacy szybcy jesteśmy! - rzuciła śmiejąc się. Po czym zdała sobie sprawę, że nie wie jaki jest Klan Karpi. Wychodzi na to, że skoro mają przed nim uciekać to znaczy, że do przyjemnych on nie należy. Lawenda spojrzała w ziemię i pokiwała przeczącą głową. Nie mogła uwierzyć, na jakie tematy rozmawiają i jakie dziwne rzeczy wymyślają.
Gdy niebieska kotka walczyła sama ze sobą, próbując oswoić się z temperaturą wody, Toń jakby nigdy nic minął ją. Było to trochę irytujące, że wszystko przychodzi mu z taka łatwością, ale nie ma, co się dziwić, w końcu wychował się w Klanie Rzeki. Lawenda długo nie musiała czekać i Tonące Słońce przypłynął po nią. Spojrzała w jego zielone oczy i przełknęła głośno ślinę. Zdecydowała, że zaufa mu i po raz kolejny powierzy przyjacielowi swoje życie. Zanim jednak zdecydowała się na pierwszy krok, skierowała wzrok w niebo. Pomyślała o Krzykliwej Mewie i o tym, co mówiła jej na temat pływania. Było to tak dawno temu, że niebieska kotka zdołała sobie przypomnieć tylko porównanie, że pływanie jest jak chodzenie w wodzie oraz, że trzeba pozwolić wodzie się unieść. Lawendowy Kwiat napięła mięśnie i odbija się do dna na tyle mocno na ile pozwalał jej opór cieczy. Łapki przestały dotykać dna i córka Czyżyka zaczęła nimi gwałtownie przebierać. Cały czas skupiała się na tym, aby głowa była na powierzchni. Miała wrażenie, że w ogóle nie płynie do przodu i przez tę panikę rzeczywiście tak było. Lawenda cały czas szybko i bez gracji machała łapkami, aż zaczynała się powoli męczyć, nie wspominając o braku tchu.
Toń wyrósł, jednak nie jest wcale potężnym kotem. Wielkości bez dwóch zdań dodaje mu gęste, prążkowane futro przetykane białymi znaczeniami, które okala całe jego ciało. Całe? Niemalże. Tam, gdzie kiedyś pysznił się jego ogon, pozostał obecnie jedynie niezbyt apetyczny kikut, który porasta tę część skóry niewiele jeszcze włosów - jakby w ogóle nie chciały się tutaj przyjąć. Ten brak włosów z całą pewnością rekompensują mu całkiem ładne bokobrody i długie, śmieszne włosy, jakie wyrastają przy jego uszach, nadając mu nadal nieco komiczny, nieco starczy wygląd. Przez to, że ów uszy są wywinięte pod dziwnym kątem, jego mordka, choć już wyraźnie dorosła, nadal sprawia wrażenie nieco zdziwionej, jakby kocurek nieustannie miał uniesione brwi i spoglądał na świat z pewną dozą niedowierzania. Oczy zdążyły się już wybarwić i mają teraz kolor zielony, wpadający w złoto, a może orzech, wszystko zależy od tego, jak akurat padnie na niego światło.
Wielka tragedia, jaka dotknęła go wkrótce po mianowaniu na terminatora, wcale go nie zmieniła, ba!, być może dodała mu jeszcze więcej optymizmu. Po czasie załamania, gdy witał się już wręcz z Gwiezdnym Klanem, stał się o wiele silniejszy, pogodniejszy i wszystko co złe niszczy swym wyśmienitym humorem. Stał się również wspaniałym bajarzem, lubi zmyślać i bujać w obłokach, tam ma swój perfekcyjny, niesamowity świat pełne magii i czarów, których chociaż nie zna, umie sobie je wymyślić. Nie stąpa twardo po ziemi, zdaje się raczej ponad nią unosić. Lekko i zwiewnie. Czasem jedynie zdarzają mu się chwile melancholii, gdy wspomni się w jego obecności nie to, co by wypadało, sięgnie się tam, gdzie boli.
Och, Toń zdawał sobie sprawę z tego, że na pewno nie byłby najpiękniejszą jednostką na świecie, tak jak nie był nią również teraz, w końcu nie posiadał ogona, a jego uszy wyglądały co najmniej komicznie, ale z drugiej strony - nie zamierzał się tym w ogóle przejmować. Poza tym opowiadając wszystkie te niemądre rzeczy bawił się naprawdę dobrze i nie czuł się z tego powodu jakoś dziecinnie, czy cokolwiek takiego. Odpowiadało mu to, nie musiał zgrywać wcale poważnego samotnika, nie musiał się pilnować z pewnymi rzeczami, a po prostu płynął, unosił się na falach i mógł całkiem spokojnie opowiedzieć Lawendzie właściwie wszystko to, co siedziało mu w głowie, nie krępował się z tego powodu, a jednocześnie wiedział, że kocica właściwie zawsze znajdzie dla niego jakąś równie ciekawą odpowiedź.
- O, w to nie wątpię! Nie znaleźlibyśmy raczej drugiej takiej jak ja - stwierdził śmiejąc się głośno z własnych przywar, bo to nie było dla niego wcale nic hańbiącego, czy cokolwiek takiego. Poza tym - czy miał z tego powodu siedzieć i płakać, czy robić coś równie irracjonalnego? Nie o to w tym wszystkim chodziło, tak więc całkiem spokojnie przechodził nad tym do porządku dziennego. Uśmiechnął się lekko, kiedy przyglądał się, jak Lawenda reaguje na wszystko to, co powiedział, a później zaśmiał się dodatkowo głośno, gdy wypowiedziała kolejne słowa. A zatem - bawić się mogli właściwie w nieskończoność.
Domyślał się, że w pewnym sensie może czuć się zazdrosna, czy cokolwiek takiego, w końcu potrafił coś więcej, a ostatnio udowodnił również, ze potrafi wspinać się na drzewa, co powinno być dość mocno skomplikowane, biorąc pod uwagę jego kalectwo. Mimo wszystko Toń jakoś sobie radził, teraz też, kiedy po prostu tak spokojnie podpłynął do kocicy i zachęcił ją, by weszła do wody. Odwrócił nieco pysk i przymknął oczy, gdy zaczęła uderzać łapami o powierzchnię Topiołek, widział właściwie, że jest dość rozpaczliwa w swych działaniach, ale był cały czas obok niej i znajdowali się naprawdę blisko brzegu.
- Spokojnie! Złap głęboki oddech i powoli wypuść powietrze, spróbuj rozluźnić mięśnie i pozwolić, żeby woda cię po prostu niosła - rzucił odsuwając się nieznacznie, by dać jej przestrzeń, uśmiechając się do niej jednocześnie naprawdę przyjaźnie i zostając w pobliżu, by miała świadomość, że nie jest sama, że w razie problemów od razu jej pomoże, chociażby wyciągnie ją na brzeg.
SEETHEWORLDINGREENANDBLUE seeChinarightinfront of you seethecanyonsbrokenbycloud see thetunafleetsclearingtheseaout see the Bedouinfiresat night seetheoilfieldsatfirstlight
Księżyce: 148 Mistrz: Dryfujący Kwiat, Zajęczy Sus Płeć: kotka Matka: Mknący Ptak Ojciec: Czyżykowy Głos Partner: Tonące Słońce Życia: 1 Trwałe urazy: Blizny na szyi po ugryzieniu
Lawenda jest kotką o niebieskiej krótkiej sierści, dzięki temu, że natura dała jej wełnistą i jedwabistą strukturę chroni ją przed ostrym zimnem. Niebieskie połyskujące futerko uwydatnia szmaragdowy kolor dużych oczu w kształcie migdału. Eleganckie i drobne ciało oraz długi ogon nadają kotce piękny wygląd. Duże i szerokie u nasady uszy osadzone na głowie w kształcie krótkiego klina, która podtrzymywana jest przez elegancką długą szyje.
Lawenda jest wesołą kotką. Prawie zawsze jest uśmiechnięta i pozytywnie nastawiona do życia.Ciekawa świata kotka, która tryska energią. Lubi spędzać czas w towarzystwie innych. Jest łagodna i chętna do pomocy. Ma pogodną osobowość i ciężko wyprowadzić ją z równowagi. Lawenda jest wytrwała w dążeniu do celu i nie poddaje się łatwo. Czasem ma bujną wyobraźnie, zwłaszcza w przypadku rzeczy których nie zna.
Tnąca Zawieja
Na pewno nie byłoby drugiej takiej ryby jak Tonące Słońce, ponieważ jest on jedyny w swoim rodzaju. Właściwie można też powiedzieć, że nie ma takiego kota jak on. Toń jest pod wieloma względami wyjątkowy i nie tylko w przypadku wyglądu, ale też charakteru. Lawendzie nigdy nie znudzi się jego poczucie humoru i wyobraźnia, a wymyślony Klan Karpia na zawsze zostanie przez nią zapamiętany. Niebieska kotka uśmiechnęła się promiennie do Tonącego Słońca. Spojrzała na jego wyraz pyszczka i nie mogła uwierzyć, że ma możliwość przyjaźnić się i spędzać czas z tak fantastycznym i przystojnym kocurem. Szkoda, że nie może codziennie widzieć jego rozbrajającego uśmiechu oraz wesołych oczu. Gdy Toń zaśmiał się, Lawendowy Kwiat również się do niego przyłączyła. Zapewne Klan Karpia będzie jeszcze nie raz wspominany.
Dopiero po dłuższej chwili córka Mknącego Ptaka zorientowała się, że Tonące Słońce jest blisko niej. Usłyszała jego kojący, opanowany głos, przez co uspokoiła się. Zgodnie z jego radami wzięła głęboki oddech i wypuściła powietrze. Zamknęła oczy i powtórzyła tę czynność. Mięśnie zaczęły jej się rozluźniać przez co jej inaczej łapki pracowały. Oddała się całkowicie wodzie, która wyparła ją w górę umożliwiając spokojne oddychanie. Sytuacja została opanowana. Była bezpieczna. Gdy już wszystko było pod kontrolą Lawenda zaśmiała się jak kocię i ruszyła przed siebie. - Ja płynę! - krzyknęła podekscytowana. Czuła ogromną radość, która w pełni ją opanowała. W końcu osiągnęła coś o czym marzyła od dawna i to wszystko dzięki jednemu kotu! Nagle Lawendowy Kwiat poczuła, że coś ją dotyka w łapkę. Gdyby była bardziej doświadczona lub mniej zaaferowana pływaniem może nie przestraszyła by się wodorostu, ale jak to mówią strach ma wielkie oczy. Lawenda spojrzała przerażona na Toń szukając ratunku. Wyobraźnia zaczęła jej płatać figle, gdyż wyobraziła sobie, że właśnie atakuje ją bóbr, który zaraz pozbawi ją kończyn i ogona. - Toń! Coś mnie atakuje!- powiedziała przerażona. Oddech przyspieszył jej gwałtownie i nie wiedziała, co ma teraz zrobić.
Toń wyrósł, jednak nie jest wcale potężnym kotem. Wielkości bez dwóch zdań dodaje mu gęste, prążkowane futro przetykane białymi znaczeniami, które okala całe jego ciało. Całe? Niemalże. Tam, gdzie kiedyś pysznił się jego ogon, pozostał obecnie jedynie niezbyt apetyczny kikut, który porasta tę część skóry niewiele jeszcze włosów - jakby w ogóle nie chciały się tutaj przyjąć. Ten brak włosów z całą pewnością rekompensują mu całkiem ładne bokobrody i długie, śmieszne włosy, jakie wyrastają przy jego uszach, nadając mu nadal nieco komiczny, nieco starczy wygląd. Przez to, że ów uszy są wywinięte pod dziwnym kątem, jego mordka, choć już wyraźnie dorosła, nadal sprawia wrażenie nieco zdziwionej, jakby kocurek nieustannie miał uniesione brwi i spoglądał na świat z pewną dozą niedowierzania. Oczy zdążyły się już wybarwić i mają teraz kolor zielony, wpadający w złoto, a może orzech, wszystko zależy od tego, jak akurat padnie na niego światło.
Wielka tragedia, jaka dotknęła go wkrótce po mianowaniu na terminatora, wcale go nie zmieniła, ba!, być może dodała mu jeszcze więcej optymizmu. Po czasie załamania, gdy witał się już wręcz z Gwiezdnym Klanem, stał się o wiele silniejszy, pogodniejszy i wszystko co złe niszczy swym wyśmienitym humorem. Stał się również wspaniałym bajarzem, lubi zmyślać i bujać w obłokach, tam ma swój perfekcyjny, niesamowity świat pełne magii i czarów, których chociaż nie zna, umie sobie je wymyślić. Nie stąpa twardo po ziemi, zdaje się raczej ponad nią unosić. Lekko i zwiewnie. Czasem jedynie zdarzają mu się chwile melancholii, gdy wspomni się w jego obecności nie to, co by wypadało, sięgnie się tam, gdzie boli.
Toń nie sądził, by był faktycznie aż tak wyjątkowym kotem. Pamiętał jeszcze spotkanie z kocicą, która swego czasu należała do Klanu Cienia i posiadała dokładnie takie same uszy, jak on sam. Różnica była tylko taka, że Miodek miała ogon, ostatecznie jednak jego brak wynikał nie z natury, a z mało przyjemnego zdarzenia, jakie miało miejsce jeszcze w obozie Klanu Rzeki. Jeśli zaś idzie o jego charakter, to Lawenda z pewnością miała pewne tendencje do jego idealizowania, tak samo jak on robił to w stosunku do niej, pomijając niewątpliwie jakieś jej wady. Inna, dość smutna, sprawa była taka, że nie mieli okazji widywać się codziennie, więc niewątpliwie przypatrywali się sobie jedynie przez różowe okulary, to zaś nie dawało pewnie całego obrazy, jakiego hy potrzebowali. Jednak więź, jaka ich łączyła, samoczynnie stawała się coraz mocniejsza, a Toń w czasie swych samotnych wędrówek nie raz i nie dwa żałował, że Lawendy nie ma u jego boku albo, że mógłby pokazać jej to czy tamto. Zawsze jednak powracała do niego myśl, że przecież ona jest wojowniczka Klanu Wichru, któremu winna jest posłuszeństwo, a on jedynie samotnikiem, który posiada niewątpliwie nadmiar czasu.
Teraz jednak, gdy byli tutaj razem, starał się w ogóle na tym nie skupiać, a czerpać przyjemność z jej obecności. Chciał nauczyć ją pływać i łowić ryby, co było jej marzeniem, dając jej jednocześnie możliwość ucieczki przed drapieżnikiem, który nie skoczyłby w toń i oferując jej również alternatywne źródło pożywienia, gdyby w Klanie było z tym trudno. Uspokajał zatem Lawendę tak długo, jak było to konieczne, a później płynął obok niej nie pozwalając, by na razie oddalała się jakoś bardzo od brzegu.
- Spacerujesz w wodzie! I teraz możesz się ochłodzić w upalne dni, a poza tym na pewno nie ma wiele kotów w Wichrze, które mogą pochwalić się taką umiejętnością! - rzucił na to, a gdy znowu zaczęła panikować, zbliżył się prędko prosząc, by spróbowała się uspokoić i chwytając zębami za jej futro, tam gdzie był w stanie. - To na pewno tylko mniejsza ryba albo jakaś roślina, która kryje się pod wodą, nie bój się! Jesteśmy dość blisko brzegu, więc w każdej chwili możemy wyjść, jeśli chcesz - wyjaśnił starając się dotknąć nosem jej nosa i przekazać dzięki temu swoje wsparcie, dać jej znać, że przy niej jest i nic złego się nie stanie. Gdyby Lawenda faktycznie zdołała się nieco uspokoić, zamierzał skierować ją w stronę, gdzie roślinność wchodziła już w wodę, by mogła sama przekonać się, że w jeziorze czy rzece mogła napotkać na tego typu ciekawostki. Nie chciał, żeby się bała, a nie sądził, by tutaj i teraz coś faktycznie miało się na nich rzucić.
SEETHEWORLDINGREENANDBLUE seeChinarightinfront of you seethecanyonsbrokenbycloud see thetunafleetsclearingtheseaout see the Bedouinfiresat night seetheoilfieldsatfirstlight
Księżyce: 148 Mistrz: Dryfujący Kwiat, Zajęczy Sus Płeć: kotka Matka: Mknący Ptak Ojciec: Czyżykowy Głos Partner: Tonące Słońce Życia: 1 Trwałe urazy: Blizny na szyi po ugryzieniu
Lawenda jest kotką o niebieskiej krótkiej sierści, dzięki temu, że natura dała jej wełnistą i jedwabistą strukturę chroni ją przed ostrym zimnem. Niebieskie połyskujące futerko uwydatnia szmaragdowy kolor dużych oczu w kształcie migdału. Eleganckie i drobne ciało oraz długi ogon nadają kotce piękny wygląd. Duże i szerokie u nasady uszy osadzone na głowie w kształcie krótkiego klina, która podtrzymywana jest przez elegancką długą szyje.
Lawenda jest wesołą kotką. Prawie zawsze jest uśmiechnięta i pozytywnie nastawiona do życia.Ciekawa świata kotka, która tryska energią. Lubi spędzać czas w towarzystwie innych. Jest łagodna i chętna do pomocy. Ma pogodną osobowość i ciężko wyprowadzić ją z równowagi. Lawenda jest wytrwała w dążeniu do celu i nie poddaje się łatwo. Czasem ma bujną wyobraźnie, zwłaszcza w przypadku rzeczy których nie zna.
Tnąca Zawieja
Ochłoda w upalne dni! Coś co na pewno jej się przyda, ale już nie w tej Porze Zielonych Liści. Zanim dopracuje całą technikę pływania to już będzie chłodno. I rzeczywiście tak jak kiedyś tłumaczyła jej to Krzykliwa Mewa spaceruje sobie po prostu w wodzie. Jakie to teraz wydaje się łatwe. Lawenda jeszcze szybko w myślach przeanalizowała listę kotów, które umieją pływać i stwierdziła, że trochę ich jest, ale na tle całego Klanu to i tak mało. - Chłodzenie na pewno się przyda! W tej Porze Zielonych Liści upały są nie do zniesienia! A jeśli chodzi o pływanie to dołączę do niewielkiej grupki osobników, która to potrafią! Będę wyjątkowa!- zareagowała z entuzjazmem. Teraz będzie mogła się pochwalić niektórym kotom, że zdobyła tę cenną umiejętność! Kto wie, może się nią z kimś podzieli? Kiedyś obiecała wielu przyjaciołom, że nauczy ich pływać, ale może jednak zostawi to dla siebie? Tonące Słońce na atak paniki zareagował bardzo szybko, co uspokoiło niebieską kotkę. Czując jego bliskość starała się opanować. Dopiero gdy, dotarły do niej słowa Toń, całkowicie się uspokoiła. Oddech jej zwolnił i Lawenda zaśmiała się. Było jej głupio, że najprawdopodobniej wystraszyła się jakieś roślinki czy ryby. Wychodzi na to, że nauka pływania ją trochę przerasta i nie jest to takie proste jak na początku sądziła. - Masz rację. Niepotrzebnie panikuje. Nie wychodźmy, płyńmy dalej...- powiedziała zażenowana. Następnie płynęła grzecznie u boku Tonącego Słońca ciekawa dokąd ją kocurek zabierze.