długowłosy - snow lynx z rudą plamą na piersi - niewielki - oliwkowe oczy
Geny jednego z kocurów musiały być wyjątkowo silne, bo Gołąbek okazuje się być kolejnym dzieckiem Różyczki o bengalskiej urodzie. Sam jest raczej niewielkie i zdecydowanie kruchy, jak pisklę, pokryte rzadkimi kępkami długiego futerka. Boki kota pokryte są jasnymi rozetami, stopniowo zmieniającymi się w ciemniejsze i ciemniejsze pręgi wraz z dążeniem do kończyn, ogona i pyszczka. Na środku piersi widać świadectwo bycia mieszańcem - prezent po Różyczce w postaci rudej cętki, zdecydowanie odróżniającej się na kremowym tle. To tak właściwie jedyny i niemal ostatni kolorowy element Gołąbka; oliwkowe, niemal chmurne oczy i różowy nos nie zapewniają zbyt dużej odmiany od monochromatycznej palety.
Gołąbek nie należy do gadatliwych kotów. Nie jest rozbeczany, nie rządzi się, nie tarza się zadowolony po ziemi, a przede wszystkim udaje, że wcale go tu nie ma. Mniej uważny obserwator mógłby założyć, że z pewnością chodzi z głową w chmurach, jednak bystry błysk w oku szybko zdradza: jak najbardziej, jest tu i gdyby tylko mógł, zagarnąłby swoją obecnością całą okolicę. Zatem - Gołąbek jest towarzystwem wygodnym do posiadania, grzecznym i zatrzymującym wszelkie problematyczne uwagi dla siebie. Wie, że mowa jest srebrem, a milczenie złotem, a osoba, na którą nie zwraca się uwagi często może wysłuchać naprawdę ciekawych informacji. Cokolwiek one za sobą niosą, bo dla Ptaszyny mniej liczy się wartość informacji, a bardziej satysfakcja z posiadania jej. Istne gumowe ucho.
Sroczy Ogon [gk]
Minął trzeci dzień, od kiedy Gołąb powrócił w strony Klanów. Musiał przyznać, polowanie na zwierzynę było zupełnie inne od przeszukiwania śmietników. Resztki z kości przy budach serwujących smażonego kurczaka były zdecydowanie mniej ruchliwe od piszczkow. Nawet myszy zdawały się tu sprawniejsze od rozleniwionych, utłuczonych szczurów! Były za to o wiele smaczniejsze.
Jadał głównie nocą, w okolicach stajni. Uważne ucho z łatwością wyłapywało radosny szmer gryzoni rozrabiających w sianie, a Gołąb nie dość, że był uważny, to wiedział kiedy chwycić okazję w łapy. I właśnie z paru takich okazji wracał, witany przygnębiająco pochmurnym świtem zimowego słońca. Nawet tutaj, w lesie, niczym nie różniło się od tego miastowego. Ptaszyna delikatnie dotknął cienkiej warstwy szronu, która uformowała się na brzegu rzeki. Woda była przy nim zdecydowanie spokojniejsza, jednak wciąż nie na tyle by całkowicie zamarznąć. Przypominała bardziej kożuch na mleku niż faktyczny lód.
/Plaga Mysiej Dżumy
Szczęśliwie Sowie Spojrzenie załatwiał jedzenie. Nie zawsze było go dużo, nie zawsze było najlepsze, ale było. A Mysz była ostatnia do narzekania, jeśli ktoś miał zrobić coś za nią. Szczególnie, że do tej pory jeszcze nie wyszło by nauczyła się polować, niestety. Suszenie głowy wujowi było jakąś opcją, ale zdecydowanie wolała na razie badać teren, wkurzając go tematem tych jego cieni i jej własnych, wymyślonych, które są oczywiście lepsze i groźniejsze. Nie powinna się jednak zdziwić, gdyby któregoś dnia obudziła się dwa metry pod ziemią.
Długowłosa kotka na brzegu rzeki była idealnym celem tego pięknego, pięknego świtu, by trochę powkurzać okoliczne koty. Nie pachniała też klanowo, więc mniejsza szansa że przyjdzie jej wsparcie z odsieczą. Mysz przyległa do ziemi, skradając się w stronę pointki, by wyprostować łapę z zamiarem uderzenia jej w plecy z całej siły.
- noo...SIEMA
Rolling 1d10+3: 8 +3 = 11
Lookmeinmyeyes. . . . . . . . . . . . . .
. . . . . . . . . .{ tell me everything's not fine }
──── ⋆ ⋅ ♰ ⋅ ⋆ ──── . Oh,the peopleain't.h a p p y And the riverhas run dry
You thought you could gofree
But { the system } is donefor . ⋅ x ⋅ X ⋅ x ⋅ . if you .l i s t e n. real closely...
- there's a knock at your front door -
[ I am the storm. I am the riot. I am the swarm. ]
długowłosy - snow lynx z rudą plamą na piersi - niewielki - oliwkowe oczy
Geny jednego z kocurów musiały być wyjątkowo silne, bo Gołąbek okazuje się być kolejnym dzieckiem Różyczki o bengalskiej urodzie. Sam jest raczej niewielkie i zdecydowanie kruchy, jak pisklę, pokryte rzadkimi kępkami długiego futerka. Boki kota pokryte są jasnymi rozetami, stopniowo zmieniającymi się w ciemniejsze i ciemniejsze pręgi wraz z dążeniem do kończyn, ogona i pyszczka. Na środku piersi widać świadectwo bycia mieszańcem - prezent po Różyczce w postaci rudej cętki, zdecydowanie odróżniającej się na kremowym tle. To tak właściwie jedyny i niemal ostatni kolorowy element Gołąbka; oliwkowe, niemal chmurne oczy i różowy nos nie zapewniają zbyt dużej odmiany od monochromatycznej palety.
Gołąbek nie należy do gadatliwych kotów. Nie jest rozbeczany, nie rządzi się, nie tarza się zadowolony po ziemi, a przede wszystkim udaje, że wcale go tu nie ma. Mniej uważny obserwator mógłby założyć, że z pewnością chodzi z głową w chmurach, jednak bystry błysk w oku szybko zdradza: jak najbardziej, jest tu i gdyby tylko mógł, zagarnąłby swoją obecnością całą okolicę. Zatem - Gołąbek jest towarzystwem wygodnym do posiadania, grzecznym i zatrzymującym wszelkie problematyczne uwagi dla siebie. Wie, że mowa jest srebrem, a milczenie złotem, a osoba, na którą nie zwraca się uwagi często może wysłuchać naprawdę ciekawych informacji. Cokolwiek one za sobą niosą, bo dla Ptaszyny mniej liczy się wartość informacji, a bardziej satysfakcja z posiadania jej. Istne gumowe ucho.
Sroczy Ogon [gk]
Kożuch rozerwał się, ułatwiając mu dostęp do wody. Wreszcie coś do picia! Wprawdzie naprawdę ziemnego, ale czystego. Miasto oferowało wiele luksusów i dogodności ale dostanie czystej wody w zimie graniczyło z cudem. Latem uruchamiano fontanny, wodopoje dla zwierząt dwunogów, pojawiały się okazjonalne deszcze, z kolei w pory takie jak ta... no cóż. Mógł zlizywać solankę, zamarznięte sople, błoto z piachu i śniegu albo zanieczyszczoną wodę z rynien.
Zastrzygł uchem, zbywając szmer w tle. To najpewniej rzeka - o ile przy brzegu było spokojnie, tak głębiej nic nie powstrzymywało jej od pluskania. Ale rzeki nie krzyczały. Gołąb wyprostował się jak struna i natychmiast odskoczył od miejsca, w którym stał, trochę na oślep, oby tylko uniknąć zmoknięcia i wpadnięcia w łapy obcej. Nikt, kto zachodził tak od tyłu, miał dobre zamiary, nauczył się tego już dawno temu.
Łapa plasnęła na plecach nieznajomej aż miło. Niestety unik samotnika nie był na tyle szybki, by móc uciec od bólu związanego z atakiem Myszy, co przy okazji wiązało się z gromkim śmiechem, który się z niej wydobył niemalże machinalnie. Szczerze nie sądziła, że atak może jej wyjść w jakikolwiek sposób, a tu proszę. Widocznie to było to, zakradnie się niewinnym kotom za plecami.
- Tylko nie uciekaj, co? Mam więcej w zanadrzu - zaśmiała się, skacząc ku przeciwniczce. Wystawiła przednią łapę ku górze, chcąc uderzyć ją w łeb.
Rolling 1d10+3: 2 +3 = 5
Lookmeinmyeyes. . . . . . . . . . . . . .
. . . . . . . . . .{ tell me everything's not fine }
──── ⋆ ⋅ ♰ ⋅ ⋆ ──── . Oh,the peopleain't.h a p p y And the riverhas run dry
You thought you could gofree
But { the system } is donefor . ⋅ x ⋅ X ⋅ x ⋅ . if you .l i s t e n. real closely...
- there's a knock at your front door -
[ I am the storm. I am the riot. I am the swarm. ]
Czy był to racjonalny pomysł, żeby bez ukończonego treningu, zarówno medycznego i wojowniczego, zapuszczać się tak daleko za obóz Klanu Rzeki? Zdecydowanie nie. I Poeta doskonale wiedział o tym, że wychodząc za naznaczone rzeczno-wodnistym zapachem, ryzykował bardzo wiele...
Jednak wyszedł. Argumentował to sobie zwykłym zastrzykiem ciekawości, tym, że przecież nie jest kocięciem i skoro potrafił wygrzebać się z płomieni, pewnie potrafi też uciec w popłochu od zagrożenia. To tylko na chwilkę. Tylko po to, żeby zweryfikować krążące po obozie plotki.
Poeta wychynął na Łan Rzepaku i zaczął się rozglądać się za czymkolwiek, co mogłoby być wskazówką tajemniczej kreatury. Ma przecież w opiece Cisa, a Cis mimo wszystko ukończył trening wojownika i coś umie. Nic mu nie będzie. Jest przecież wybrańcem Gwiezdnych, prawda?
HEJTER, HEJTER, KOGO MY TU MAMY?
jestem niewielki, ale ty jesteś mały ja w lecznicy znam każdy ważny kwiatek a ty gadasz co powie ci Śnieżny Płatek szczerzetomałomnietobawi ktosięśmiejetensięśmiejeostatni w plotkach mnie obrażasz dla zabawy
a w realnym świecie są inne zasady.
mogą mówić co chcą ty weź się nie przejmuj dalej swoje rób, Hejter to atencjusz zawszebędągadać,toniemaznaczenia wierzmi,mamsezondoświadczenia. hejter,hejter,kogomytumamy? jestemniewielki,aletyjesteśmały. ja w lecznicy znam każdy ważny kwiatek
Jeden, wielki, liliowy olbrzym o żółto-pomarańczowych oczach. Ma wielkie, trójkątne uszy oraz szarawy nosek, który jest największym kompleksem malucha.
Cis jest kupą czystej energii, chęci do zabawy i empatycznego podejścia do innych. Aż nadto odważny, przez co niepotrzebnie pakuje się w kłopoty, których mógł sprytnie uniknąć. Gdyby myślał. A on najpierw robi, później myśli, niestety. Zawsze stawi się za rodziną, zawsze pomoże słabszemu, zawsze się pobawi, zawsze przegada cię tak, że z negatywnego podejścia do niego zmieni się w ten pozytywny. Patrzy na wszystko i wszystkich bardzo optymistycznie i nawet w kiepskiej sytuacji zrobi wszystko, by pojawiła się ta chwila śmiechu i dobrego humoru.
- Myślisz, że to prrrawda? - zapytał. Plotki i czarnych, wielkim dwunogim krążyły już chwile po obozie, a Cis, choć sam z siebie nie zdecydował się wybrać na poszukiwania, niesamowicie bardzo chciał dowiedzieć się o co chodziło. I zapewne nie ruszyłby się z lecznicy, czekając, aż rozwiązanie sprawy samo do niego przyjdzie, jednak wtedy zjawił się Poeta, jego najjaśniejsza gwiazdka, który sam zaproponował wyjście w poszukiwaniu dziwaka. Cis nie był fanem opuszczania Królikarni, jednak obiecał sobie, że nie wyjdą na długo. I mógłby od czasu do czasu zrobić coś dla siebie, taka przygoda z terminatorem to coś, czego zdecydowanie teraz potrzebował. Rozglądał się razem z nim za śladami, mając nadzieję, że faktycznie znajdzie coś ciekawego.
Koteczka niewielkich rozmiarów o bardzo szczupłej sylwetce. Futro pokrywające jej drobne ciało ciągle tej samej barwy - pręgowane, bure z fragmentami rudości. Od brody poprzez pierś i cały brzuch sierść jest idealnie biała, tak samo jak skarpetki na łapach i końcówka długiego, biczowatego ogona. Mysz ma nienaturalnie duże uszy, tym samym doskonały słuch. Trochę niżej znajdują się dwa przenikliwe, blado-zielone talary, Mysie ślepia, które drążą nowo poznane koty na wskroś. Jeszcze niżej umiejscowiony jest ciemnoróżowy nos, który jest wiecznie w ruchu. Wyraz Mysiej mordki jest zazwyczaj obojętny, nie okazujący żadnych uczuć, jednak nie raz można dostrzec lekki, najczęściej zuchwały uśmieszek.
Zmieniła się. Niegdyś obojętna na wszystko, interesująca się wyłącznie siostrami, można pomyśleć bezuczuciowa kicia. Wydoroślała. Nie jest już tą głupiutką koteczką której wszystko poza rodzeństwem wisi. Wymądrzała, stała się zdecydowanie bardziej uczuciowa, łatwiej wpada w gniew czy rozpacz. Co prawda stara się nie okazywać swoich uczuć w obecności Klanowiczów i sióstr, jednak gdy jest sama, wyrzuca z siebie wszystkie emocje - albo płaczem albo rozmową z którąś z Cór Gromu.Dla niektórych może być tępa, ale jest mądrzejsza niż się wydaje. Bystra, inteligentna, pomysłowa, trzeźwo myśli. Jest naprawdę inteligentna.Mówi mało, należy raczej do tych którzy nie lubią zbędnie strzępić sobie języka. Nie lubi też tłumów, woli przebywać sama, z własnym cieniem albo z którąś z sióstr, które, swoją drogą, są dla niej WSZYSTKIM. Za swoje kochane siostrzyczki jest w stanie bez wahania oddać życie, tak samo jak za Grom, któremu jest niezwykle oddana i lojalna.
Wyszli w poszukiwaniu dowodów na to, że rozchodzące się po obozie jak grzyby po deszczu plotki są prawdziwe. Pogoda sprzyjała, może w drodze powrotnej znajdą jakieś przydatne medykamenty, kto wie. Na ten moment, nawet idąc w pewnej odległości od siebie, ani Poeta ani Cis nic ciekawego nie znaleźli. Świat wokół był cichy, spokojny, żadnych nadnaturalnych rzeczy i znaków z nieba czy ziemi.
- Prawdę zawsze warto weryfikować, mimo wszystko - odparł dość zwięźle dla mistrza. Czy wierzył w to? Nie wiedział. Poeta nie potrafił zadecydować o tym, czy wierzy w Gwiezdnych czy nie, czemu więc miałby podejmować decyzję o czymś tak nieistotnym jak aktualne problemy trapiące kocie główki swoją zagadką? Zdecydowanie było to coś tajemniczego, coś, co interesowało Poetę samym brakiem informacji, jednak raczej nie było to coś, co mogło diametralnie zmienić jego życie.
Westchnął i zaczął się rozglądać. Cis też chyba niczego nie znalazł. No nic, trzeba szukać dalej.
HEJTER, HEJTER, KOGO MY TU MAMY?
jestem niewielki, ale ty jesteś mały ja w lecznicy znam każdy ważny kwiatek a ty gadasz co powie ci Śnieżny Płatek szczerzetomałomnietobawi ktosięśmiejetensięśmiejeostatni w plotkach mnie obrażasz dla zabawy
a w realnym świecie są inne zasady.
mogą mówić co chcą ty weź się nie przejmuj dalej swoje rób, Hejter to atencjusz zawszebędągadać,toniemaznaczenia wierzmi,mamsezondoświadczenia. hejter,hejter,kogomytumamy? jestemniewielki,aletyjesteśmały. ja w lecznicy znam każdy ważny kwiatek
Jeden, wielki, liliowy olbrzym o żółto-pomarańczowych oczach. Ma wielkie, trójkątne uszy oraz szarawy nosek, który jest największym kompleksem malucha.
Cis jest kupą czystej energii, chęci do zabawy i empatycznego podejścia do innych. Aż nadto odważny, przez co niepotrzebnie pakuje się w kłopoty, których mógł sprytnie uniknąć. Gdyby myślał. A on najpierw robi, później myśli, niestety. Zawsze stawi się za rodziną, zawsze pomoże słabszemu, zawsze się pobawi, zawsze przegada cię tak, że z negatywnego podejścia do niego zmieni się w ten pozytywny. Patrzy na wszystko i wszystkich bardzo optymistycznie i nawet w kiepskiej sytuacji zrobi wszystko, by pojawiła się ta chwila śmiechu i dobrego humoru.
- No co ty taki tajemniczy! Nudna ta dzisiejsza młodzież, jakbym ja wybrrrrał się na taką wyprrrawę z moim mistrrrzem, to bym paplał godzinami co takiego NA PEWNO tu spotkamy. Na przykład o, ja już wiem, wiem! Stanie przed nami WIELKI, CZARRNY dwunóg, który zacznie wymachiwać rękami, krrzyczeć, a potem rrzuci w nas jakąś lawendą, o! W rramach prrrzeprosin za całe zajście, i że nas zestrrrresował - pokiwał ochoczo głową, rozglądając się cały czas za czymkolwiek, co mogłoby potwierdzić jego słowa. Nic takiego jednak się, póki co, nie znalazło. - Wiesz, w sumie top dwunodzy wcale nie są tacy źli! Zniknąłem rrrraz z Klanu, to spoko się mną zajęli. Żarrcie pod nos i w ogóle! Ale było tak okrrropne, serrrio, jakbyś krrrrólicze bobki jadł. Masakrrra.
Koteczka niewielkich rozmiarów o bardzo szczupłej sylwetce. Futro pokrywające jej drobne ciało ciągle tej samej barwy - pręgowane, bure z fragmentami rudości. Od brody poprzez pierś i cały brzuch sierść jest idealnie biała, tak samo jak skarpetki na łapach i końcówka długiego, biczowatego ogona. Mysz ma nienaturalnie duże uszy, tym samym doskonały słuch. Trochę niżej znajdują się dwa przenikliwe, blado-zielone talary, Mysie ślepia, które drążą nowo poznane koty na wskroś. Jeszcze niżej umiejscowiony jest ciemnoróżowy nos, który jest wiecznie w ruchu. Wyraz Mysiej mordki jest zazwyczaj obojętny, nie okazujący żadnych uczuć, jednak nie raz można dostrzec lekki, najczęściej zuchwały uśmieszek.
Zmieniła się. Niegdyś obojętna na wszystko, interesująca się wyłącznie siostrami, można pomyśleć bezuczuciowa kicia. Wydoroślała. Nie jest już tą głupiutką koteczką której wszystko poza rodzeństwem wisi. Wymądrzała, stała się zdecydowanie bardziej uczuciowa, łatwiej wpada w gniew czy rozpacz. Co prawda stara się nie okazywać swoich uczuć w obecności Klanowiczów i sióstr, jednak gdy jest sama, wyrzuca z siebie wszystkie emocje - albo płaczem albo rozmową z którąś z Cór Gromu.Dla niektórych może być tępa, ale jest mądrzejsza niż się wydaje. Bystra, inteligentna, pomysłowa, trzeźwo myśli. Jest naprawdę inteligentna.Mówi mało, należy raczej do tych którzy nie lubią zbędnie strzępić sobie języka. Nie lubi też tłumów, woli przebywać sama, z własnym cieniem albo z którąś z sióstr, które, swoją drogą, są dla niej WSZYSTKIM. Za swoje kochane siostrzyczki jest w stanie bez wahania oddać życie, tak samo jak za Grom, któremu jest niezwykle oddana i lojalna.
Wielkiego Czarnego Dwunoga nie było. Były za to po nim ślady. Chyba po nim - skąd kadra medyczna mogła być tego pewna? Zarówno Poeta jak i Cis, choć byli w pewnej odległości od siebie, trafili na podejrzanie wyglądające tropy. Były to głębokie, całkiem duże ślady o dziwnym, obłym kształcie, pozostawione na wilgotnym piachu; w tych nieco głębszych stała błotnista woda. Ślady łap, o ile tak można było nazwać kończyny dwunoga, były w sporym odstępie od siebie. Te znalezione przez Poetę kierowały wzdłuż Grzmiącej Rzeki, a te, na które trafił Cis - ku Łanowi Rzepaku. Musieliby się rozdzielić.
- O wschodzące słońce - wymamrotał Poeta na myśl mistrza. Wielki dwunóg... - człowiek? Klany chyba nie używał określenia "człowiek" tylko wymyśliły sobie jakiegoś dwunoga - ...brzmiał przynajmniej drastycznie i nieprzyjemnie. Terminator medyka oczekiwał albo jakiegoś ogromnego borsuka w najgorszym przypadku, albo jakiejś miłej niespodzianki zostawionej przez przypadkowe koty. A może to tata Raniuszek wraca do domu i stara się odnaleźć drogę do obozu? - Ja myślę... Że to będzie coś miłego - zdecydował się odpowiedzieć w końcu. - Chwila, co? Byłeś u ludzi? W sensie, u dwunogich? - zatrzymał się i zastrzygł uszami. Spodziewał się, że Cis siedział w obozie od samego urodzenia, a tu proszę, kolejna ciekawa historia.
Gdy Poeta natrafił na ślad, zatrzymał się i dał znać mistrzowi syknięciem, że coś znalazł. Ślady były dziwne, a ich rozstawienie i kształt tylko odbierały im sensu. Nie przypominało to żadnego znanego zwierzęcia. Kocur przełknął ślinę. Po stronie mistrza były podobne, jednak prowadziły w przeciwnym kierunku. Stwór się zawracał czy miał tak rozstawione łapy?
- Rozdzielamy się? - zapytał, a po otrzymaniu instrukcji od mistrza, ruszył we wskazanym kierunku. Uważnie rozglądał się. Nie wiadomo przecież, co go tu spotka.
HEJTER, HEJTER, KOGO MY TU MAMY?
jestem niewielki, ale ty jesteś mały ja w lecznicy znam każdy ważny kwiatek a ty gadasz co powie ci Śnieżny Płatek szczerzetomałomnietobawi ktosięśmiejetensięśmiejeostatni w plotkach mnie obrażasz dla zabawy
a w realnym świecie są inne zasady.
mogą mówić co chcą ty weź się nie przejmuj dalej swoje rób, Hejter to atencjusz zawszebędągadać,toniemaznaczenia wierzmi,mamsezondoświadczenia. hejter,hejter,kogomytumamy? jestemniewielki,aletyjesteśmały. ja w lecznicy znam każdy ważny kwiatek
Jeden, wielki, liliowy olbrzym o żółto-pomarańczowych oczach. Ma wielkie, trójkątne uszy oraz szarawy nosek, który jest największym kompleksem malucha.
Cis jest kupą czystej energii, chęci do zabawy i empatycznego podejścia do innych. Aż nadto odważny, przez co niepotrzebnie pakuje się w kłopoty, których mógł sprytnie uniknąć. Gdyby myślał. A on najpierw robi, później myśli, niestety. Zawsze stawi się za rodziną, zawsze pomoże słabszemu, zawsze się pobawi, zawsze przegada cię tak, że z negatywnego podejścia do niego zmieni się w ten pozytywny. Patrzy na wszystko i wszystkich bardzo optymistycznie i nawet w kiepskiej sytuacji zrobi wszystko, by pojawiła się ta chwila śmiechu i dobrego humoru.
- Mhm! - potwierdził, kiwając przy tym chaotycznie głową. - Wiesz, bo byłem na ziołach, no i wtedy- - urwał, ponieważ nagle przed nim wyrosły jakieś ślady. Podniósł uszy do góry w zaintrygowaniu, także ogon, a potem rozejrzał się nieco. Poeta też trafił na trop. Tyle, że inny. Hm. - Opowiem ci jak wrrrócimy, spoko? - miauknął, nie chcąc się za bardzo rozpraszać. Nie wiadomo, czy nie odnajdą jakiegoś niebezpieczeństwa, zawsze warto było mieć się na baczności.
Zastanowił się chwilę. Nie brał wcześniej pod uwagę tego, że się rozdzielą, jednak obaj wpadli na trop. Zapewne rozsądnym byłoby, gdyby pozostali w dwójkę. Z drugiej strony, kim on był, by być rozsądnym? Cis nie był rozsądny, nieważne w jakiej kwestii. - Dobrrra. Ale jak coś to krrrzycz. BARDZO GŁOŚNO. Obiecujesz? - zapytał, przeszywając go wzrokiem. Posłał mu zaraz szerokiuśmiech i podreptał za swoimi śladami.
Koteczka niewielkich rozmiarów o bardzo szczupłej sylwetce. Futro pokrywające jej drobne ciało ciągle tej samej barwy - pręgowane, bure z fragmentami rudości. Od brody poprzez pierś i cały brzuch sierść jest idealnie biała, tak samo jak skarpetki na łapach i końcówka długiego, biczowatego ogona. Mysz ma nienaturalnie duże uszy, tym samym doskonały słuch. Trochę niżej znajdują się dwa przenikliwe, blado-zielone talary, Mysie ślepia, które drążą nowo poznane koty na wskroś. Jeszcze niżej umiejscowiony jest ciemnoróżowy nos, który jest wiecznie w ruchu. Wyraz Mysiej mordki jest zazwyczaj obojętny, nie okazujący żadnych uczuć, jednak nie raz można dostrzec lekki, najczęściej zuchwały uśmieszek.
Zmieniła się. Niegdyś obojętna na wszystko, interesująca się wyłącznie siostrami, można pomyśleć bezuczuciowa kicia. Wydoroślała. Nie jest już tą głupiutką koteczką której wszystko poza rodzeństwem wisi. Wymądrzała, stała się zdecydowanie bardziej uczuciowa, łatwiej wpada w gniew czy rozpacz. Co prawda stara się nie okazywać swoich uczuć w obecności Klanowiczów i sióstr, jednak gdy jest sama, wyrzuca z siebie wszystkie emocje - albo płaczem albo rozmową z którąś z Cór Gromu.Dla niektórych może być tępa, ale jest mądrzejsza niż się wydaje. Bystra, inteligentna, pomysłowa, trzeźwo myśli. Jest naprawdę inteligentna.Mówi mało, należy raczej do tych którzy nie lubią zbędnie strzępić sobie języka. Nie lubi też tłumów, woli przebywać sama, z własnym cieniem albo z którąś z sióstr, które, swoją drogą, są dla niej WSZYSTKIM. Za swoje kochane siostrzyczki jest w stanie bez wahania oddać życie, tak samo jak za Grom, któremu jest niezwykle oddana i lojalna.
Owszem, rozdzielanie się, gdy jedno z nich było doświadczonym, dorosłym kotem a drugie młodzikiem, który jak dotąd daleko z obozu nie wychodził, nie było najmądrzejszym posunięciem. Tropy jednak zbyt kusiły, aby je tak zostawić, toteż każdy ruszył we własnym kierunku. Poeta szedł wzdłuż rzeki po śladach - nic wokół nie wskazywało na obecność sił nadnaturalnych czy nawet czegoś szczególnie dziwnego, poza nietypowymi śladami, oczywiście. W kilku miejscach trop się urywał, jakby ktokolwiek zostawił ślady nagle przeniósł się w zupełnie inne miejsce, ale zaraz ślady dziwnych łap prowadziły dalej. Po nitce do kłębka.
poeta | lvl: 1 | S: 7 | Zr: 7 | Sz: 3 | Zm: 3 | HP: 60 | W: 40
ilość pozostałych tropów: 4/5
Cis przynajmniej nie musiał babrać się w mokrym piachu, błocie i wodzie, bo jego tropy prowadziły ku polu rzepaku. Ruszył za śladami. Te były dużo gorzej widoczne niż tropy, które znalazł Poeta, niektóre były ukryte pod wyższą trawą i chaszczami, ale finalnie tak duże, że medyk bez większego problemu mógł za nimi podążyć, bez kręcenia się w kółko. Cierpliwości. Może faktycznie do czegoś ciekawego prowadzą.
Poeta zastrzygł uszami, gotowy na wysłuchanie całej opowieści mistrza (która, znając jego charakter i usposobienie, musiała być przynajmniej bardzo ciekawa) i równie szybko je uspokoił. Ślady.
- Dobra - zgodził się kiwnięciem głowy. Będzie pilnował, żeby złapać mistrza i dopytać go o szczegóły. Ciekawiło go to. No i lubił spędzać czas z Cisem. Kocur był wiekowy, ale zachowywał się jakby był młodszy od Poety. - Obiecuję. Ty też krzycz - polecił medykowi i odłączył się we własnym kierunku.
Nie wiedział, czego się spodziewać. Spiął mięśnie i skradał się za śladami. Zignorował irytujący, mokry piasek wciskający mu się między futro i poduszki, strząsnął się. Podążał za wgłębieniami z uwagą. Starał się złapać ich zapach. Jak pachniały? Mógł z nich wyczytać cokolwiek o tym, kto je zostawił, czy były bezwonne?
HEJTER, HEJTER, KOGO MY TU MAMY?
jestem niewielki, ale ty jesteś mały ja w lecznicy znam każdy ważny kwiatek a ty gadasz co powie ci Śnieżny Płatek szczerzetomałomnietobawi ktosięśmiejetensięśmiejeostatni w plotkach mnie obrażasz dla zabawy
a w realnym świecie są inne zasady.
mogą mówić co chcą ty weź się nie przejmuj dalej swoje rób, Hejter to atencjusz zawszebędągadać,toniemaznaczenia wierzmi,mamsezondoświadczenia. hejter,hejter,kogomytumamy? jestemniewielki,aletyjesteśmały. ja w lecznicy znam każdy ważny kwiatek
Jeden, wielki, liliowy olbrzym o żółto-pomarańczowych oczach. Ma wielkie, trójkątne uszy oraz szarawy nosek, który jest największym kompleksem malucha.
Cis jest kupą czystej energii, chęci do zabawy i empatycznego podejścia do innych. Aż nadto odważny, przez co niepotrzebnie pakuje się w kłopoty, których mógł sprytnie uniknąć. Gdyby myślał. A on najpierw robi, później myśli, niestety. Zawsze stawi się za rodziną, zawsze pomoże słabszemu, zawsze się pobawi, zawsze przegada cię tak, że z negatywnego podejścia do niego zmieni się w ten pozytywny. Patrzy na wszystko i wszystkich bardzo optymistycznie i nawet w kiepskiej sytuacji zrobi wszystko, by pojawiła się ta chwila śmiechu i dobrego humoru.
Duże ślady malowały się idealnie przed nim, więc Cis po prostu dreptał tak, jak mu kazano. Cały czas jednak czujnie rozglądał się dookoła, uszy miał wysoko postawione, a ogon miał wysoko w górze. Był w gotowości, gdyby zaraz miał usłyszeć dźwięk niebezpieczeństwa, bądź co gorsza, gdyby Poeta zawołałby go z nadzieją uzyskania pomocy. Niemniej Cis wolał wierzyć, że głupi mają szczęście i nie trafią na nic, co miałoby ich skrzywdzić.