Logo Artemidy
Kolczasty Bez
xx— Yy... — musiała przyznać, że pytanie rzeczniaka zaskoczyło ją. — Dołączyć? Nie... — nigdy przedtem nie brała pod uwagę dołączenie do klanu, jakiegokolwiek. Myślała, że to nie możliwe, że trzeba było urodzić się w klanie, aby w nim żyć. Tak przynajmniej twierdziła jej matka. Zmarszczyła lekko brwi. — To tak się da...? — spytała nieco niepewnie, świdrując szynszylowego terminatora wzrokiem złoto-zielonych oczu. Jeśli rzeczywiście było to możliwe, to czy rozważałaby dołączenie od klanu? Najpewniej jeśli już, to do klanu Cienia, rodzinnego klanu... aczkolwiek na chwilę obecną najwięcej kotów znała z klanu Rzeki... Musiałaby to dokładnie przemyśleć. Ale nie wiedziała nawet jeszcze, czy w ogóle chciałaby żyć w grupie.
xx— Nie wiem. — odpowiedziała, nie będąc pewna, jak się do tego ustosunkować. Życie samotnika to wszystko co znała, nie wiedziała, czy jest ono obiektywnie trudne czy nie. — Zależy... — dodała. Może i czasem było trochę ciężko. Być samemu. Ale nie narzekała... może czasem.
xx— Oh. Rozumiem. — czyli dobrze jej chyba się zdawało, że rzeczniak, z którym rozmawiała, był dość młody. Ciekawe czy młodszy od niej? — Czy ta choroba to było... coś poważnego? — spytała, a w jej głosie oprócz zaciekawienia zabrzmiało zatroskanie. Ranna Łapa wyglądał w porządku, był wysoki i dobrze zbudowany, wyglądał na zdrowego. Możliwe, że po prostu otrzymał dobre leczenie. Rosę zawsze ciekawiła medycyna i to, w jaki sposób się leczy. Nigdy jednak sama nie posiadła żadnej wiedzy medycznej.
xx— Yy tak, z całkiem daleka. Szłam tu kilka księżyców. Z przystankami. — odparła, nie mając jakiś większych oporów przed tematem. W zasadzie gdyby terminator wypytywał dalej, była skłonna opowiedzieć jemu o swojej wędrówce i o miejscu, z którego pochodzi. Jeśli zajdzie taka potrzeba.
[Obrazek: cl4Hfe4.png]
LVL 2 105 / 150
MedLVL 0 0 / 100
8
Siła
S
7
Zręczność
Zr
7
Szybkość
Sz
4
Zmysły
Zm
65
Punkty Życia
HP
45
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Widział to zaskoczenie u kotki, i krótko zastanowił się czy na pewno powinien był zadawać takie pytanie... W końcu to nie jego sprawa, no ale cóż, już je zadał... Był po prostu ciekawy, najnormalniej w świecie! W odpowiedzi wzruszył lekko barkami, mrucząc coś pod nosem, ale zaraz zorientował się że może wypadałoby powiedzieć coś więcej na ten temat.
- Chyba tak. Na pewno musi się na to zgodzić Gwiazda, ale... Jestem prawie pewny, że tak się już zdarzało. - odpowiedział w końcu, odwracając na moment wzrok w zamyśleniu. Nie chciał też powiedzieć nieprawdy, a taka sytuacja nie miała miejsca za jego życia... Samotnik dołączający do Klanu. Był prawie pewny, że kiedyś coś o tym słyszał. A Rosa wyglądała na sympatyczną, dlatego w ogóle wpadł na ten pomysł.
Ale na jej dalsze słowa kiwnął łebkiem, usatysfakcjonowany też taką odpowiedzią. Nie dziwił się kotce niepewności.
- Rozumiem, że na pewno musiałabyś nad tym pomyśleć. Miałoby to swoje dobre jak i złe strony... Zresztą, to było pytanie z ciekawości. Przepraszam. - miauknął, znów zerkając na samotniczkę, jakby niepewnie. Nie chciał jej niczym zaskakiwać ani zadawać dziwnych pytań - po prostu po raz pierwszy widział się z kimś spoza Klanów.

Pytanie kotki nieco go zaskoczyło. Czy Rosa była... zatroskana? O niego? To oznaczało, że naprawdę miała dobre serce. Raniuszek rozluźnił się jeszcze trochę, pozwalając ogonowi opaść i nie poruszając już jego końcówką.
- Początkowo choroba zagrażała mojemu życiu. Ale później jedynie ciągnęła się jako irytujący kaszel, nie pozwalając mi wyjść od Barw- Medyka. Wyzdrowiałem, i teraz czuję się znacznie lepiej... choć szkoda, że straciłem przez to tyle czasu. - odpowiedział kotce, robiąc co chwila przerwy jakby się nad czymś zastanawiał. Poczuł się na tyle swobodnie, że nie przeszkadzało mu dzielenie się tymi informacjami.

- Kilk-kilka księżyców?! Nie bolą cię łapy? - spytał, nieco głośniej niż by może chciał, wybałuszając oczy. Skąd miała w sobie tyle siły, by iść tak długo? On by tak raczej nie potrafił... - Czy tam skąd przyszłaś życie wyglądało podobnie? - dodał po chwili pytanie, siadając i owijając ogon wokół łap. Nie spodziewał się dzisiaj tylu informacji, ale nie przeszkadzało mu to - zawsze był ciekawy świata.
[Obrazek: 6UFwxox.png]
LVL 3 50 / 200
MedLVL 0 0 / 100
11
Siła
S
8
Zręczność
Zr
7
Szybkość
Sz
6
Zmysły
Zm
70
Punkty Życia
HP
50
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
xxxZamrugała oczami, wciąż będąc bardzo zaskoczona, a w jej głowie galopowało wiele myśli. Zaczęła zastanawiać się, jakby to było, gdyby zdecydowała się dołączyć do któregoś klanu. Nie wiedziała jednak, czy powinna, czy byłoby to dla niej odpowiednie. I czy zostałaby dobrze powitana.
xxx— Wow. To... — nie wiedziała do końca, jak odpowiedzieć. Tyle myśli teraz tłoczyło się w jej głowie. — Po prostu nie wiedziałam, że jest taka opcja... — z tego, co słyszała od matki, wnioskowała, że Klany to zamknięte społeczności. Urodzisz się w klanie to możesz w nim żyć, a samotnicy nie mają tam wstępu. Samo słowo klan sugerowało jedną wielką rodzinę. Możliwe jednak, że wcale tak nie było. Może zmieniły się czasy, a może po prostu klan Cienia i klan Rzeki różniły się od siebie pod tym względem? A może po prostu matka Rosy nie wiedziała o wszystkim, co działo się w klanie.
xxx— Nie, nie, w porządku... — posrebrzany terminator nie musiał jej przepraszać. Ona po prostu była zdziwiona oraz zaskoczona pytaniem i jednym i drugim. Oblizała nos, próbując odgonić natłok myśli na później. Usiadła też, czując się nieco pewniej. Chyba nic jej tu nie groziło.
xxx— Oh... — biedny Ranna Łapa, sporo przeszedł w tak młodym wieku. — Dobrze, że z tego... wyszedłeś. — dodała, wahając się przed użyciem czasownika. To, jak postrzegała rzecznego terminatora bardzo gryzło się z tym, jak on o sobie mówił. Jej zmieszanie było teraz bardziej widoczne niż wcześniej, nie do końca udawało jej się to ukryć. Gdy jednak to sobie uświadomiła, uciekła wzrokiem na bok. Nie chciała wyjść na jakąś niemiłą. Zwyczajnie nie rozumiała, o co chodziło, a jednocześnie czuła się zbyt niezręcznie, by spytać.
xxx— Oh, nie, nie bolą. — odpowiedziała, podnosząc jedną z przednich łap, jakby chcąc się upewnić, że wszystko z nią w porządku. Była przyzwyczajona do podróży, jeszcze zanim zaczęła swoją wędrówkę, dużo przemieszczała się z matką czy to bez niej. Nie lubiła być w jednym miejscu zbyt długo i choć mieszkały w stałym miejscu, Rosa lubiła codziennie gdzieś chodzić. — Nie, nie do końca... mieszkałam obok dużego miasta. Było więc tam sporo ludzi. Nie żyły też tam żadne klany jak te tutaj. Krajobraz był też nieco inny, przepływała tam duża rzeka w dużej dolinie. — zaczęła opowiadać, ucieszona, że Ranna Łapa zapytał ją o to. Uświadomiła sobie, że czuła sentyment do tamtego miejsca, nawet jeśli nie chciała tam zostać. Cicho liczyła jednak na to, że jeszcze kiedyś tam wróci. W końcu była podróżniczką. — Niektóre rzeczy były jednak podobne. Też był las i też były łąki. — dodała, przez chwilę sprawiając wrażenie nieobecnej, patrząc gdzieś w punkt za Ranną Łapą.
[Obrazek: cl4Hfe4.png]
LVL 2 105 / 150
MedLVL 0 0 / 100
8
Siła
S
7
Zręczność
Zr
7
Szybkość
Sz
4
Zmysły
Zm
65
Punkty Życia
HP
45
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Nie chciał oczywiście podać jej fałszywej informacji... To byłoby nie tylko zawstydzające, ale też dosyć nieuprzejme, tak mu się wydawało. W końcu kotka mogła narobić sobie nadzieję, albo coś... Cóż, powiedział, że nie jest tego pewien! I trzymał się właśnie tej wersji. Ciężko w końcu stwierdzić, jak zareaguje dany przywódca i ogólnie dane koty na jakiegoś samotnika...
- Rozumiem. Oczywiście, to pewnie nic prostego, dostać się tak do Klanu... Ale to też nie tak, że wiem o tym wiele. - odpowiedział wraz z kolejnym wzruszeniem barkami. Wolał zakończyć na ten temat, bo nie chciał szerzyć fałszywej informacji na temat własnego Klanu. Czy to nie byłoby równe zdradzie? Gwiezdny Klanie...
Cieszył się widząc, że najwyraźniej Rosa poczuła się nieco swobodniej. Pozwoliło to uspokoić się też jemu, znacznie bardziej, i kocurek mógł skupić się na rozmowie już w pełni. Widząc takie zmieszanie u kotki, poruszył wąsami, w jakiejś mieszance rozbawienia i... również zmieszania. Oh. Czyli to jednak o to chodziło i to dlatego wydawała się być zaskoczona. Oczywiście nie miał jej tego za złe - postanowił rozwiać wątpliwości.
- Tak, cieszę się, że wreszcie mogę żyć jak każdy inny Klanowicz. - uśmiechnął się lekko, tylko odrobinę niezręcznie. - Widzisz, z całej tej choroby mimo wszystko... wyszło coś dobrego. Dała mi ona czas na zastanowienie się nad sobą, nad tym kim jestem i kim chcę być. Zrozumiałem między innymi to, że pomimo tego co uważają wszyscy wokół, jestem kocurem. Na całe szczęście w Klanie spotkałem się z akceptacją, mogę czuć się... sobą... To wszystko było niebezpieczne dla mojego życia, a jednak zakończyło się tak, że wiem o sobie więcej... - powiedział, z nutą nadziei w głosie. Czasami myślał o tym, że właściwie był szczęściarzem, że to wszystko skończyło się dla niego tak dobrze. Trafił pod dobrą opiekę i do tego wyszedł z tego wszystkiego z jakimiś doświadczeniami... Raniuszek sam był zdziwiony tym, jak optymistycznie potrafił na to patrzeć. Zmieszał się odrobinę.

Otworzył lekko pyszczek, ale nic nie powiedział, wyraźnie zaciekawiony tym co Rosa mówiła. Przyszła z najwyraźniej bardzo daleka, a jednak zdawała się być w pełni sił i nawet nie obolała! Podziwiał ją ogromnie i widać było to w jego spojrzeniu, w szeroko otwartych zielonkawych oczach. Zauważył też to, jak kotka opowiadała o tym wszystkim... Wyraźnie wciąż łączyło ją z tamtym miejscem wiele wspomnień. Uśmiechnął się lekko, jakby w niedowierzaniu.
- Miasta? Jak to- miasta? I jakich ludzi? - spytał, kręcąc lekko łebkiem. Miał tak wiele pytań, tyle rzeczy których nie rozumiał! Ah, to brzmiało tak ciekawie! - Chciałbym to kiedyś zobaczyć... - mruknął jakby do samego siebie, nieco ciszej, również odwracając wzrok by wbić go we własne łapy. Zdawał się być zamyślony.
[Obrazek: 6UFwxox.png]
LVL 3 50 / 200
MedLVL 0 0 / 100
11
Siła
S
8
Zręczność
Zr
7
Szybkość
Sz
6
Zmysły
Zm
70
Punkty Życia
HP
50
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
xxPodniosła nieco niepewnie wzrok na rzecznego terminatora, czując się trochę głupio swoim zachowaniem oraz tym, że nie odważy się po prostu zapytać, zamiast mieć wątpliwości. Na szczęście Ranna Łapa zamierzał jej najwidoczniej odpowiedzieć na zadawane w myślach pytanie. Otworzyła nieco szerzej oczy, słuchając tego, co miał do powiedzenia Ranna Łapa. Było to dla niej czymś zupełnie nowym, jeszcze nigdy wcześniej nie spotkała się z kotem, który był jak posrebrzany kocur. Bo tym właśnie był rzeczny terminator, pomimo swojego zapachu i zewnętrznego wyglądu. Rosa uważała, że jest to ciekawe. Nowe i ciekawe. Wciąż musiała to przetrawić, ale sądziła, że da radę.
xx— Oh... ja nie wiedziałam, że tak można... — zaczęła nieco niepewnym tonem. — Jak.. to działa? — zdążyła zapytać, zanim ugryzła się w język. Takie pytanie brzmiało głupio, nie powinna była go zadawać. Niestety odezwała się zanim pomyślała. — Dobrze, że teraz już wiesz, kim jesteś. — dodała zaraz, udając, że poprzedniego pytania nie było. Może Raniuszek też o nim zapomni? Lowkey jednak Rosa chciała znać odpowiedź na to pytanie. Jak to możliwe, że kot był innej płci niż ta, którą posiadał zewnętrznie? Jak to się działo, że ktoś urodzony kotką stwierdził, że nią nie jest tylko kocurem? Czym była ta magia, której Rosa nie pojmowała? Chciała znać wszystkie odpowiedzi.
xxNajwyraźniej opowieść Rosy o miejscu, z którego pochodziła bardzo zaciekawił rzecznego terminatora. Ucieszyło ją to, bo oznaczało, że ma okazję opowiadać dalej. Delikatny uśmiech wkroczył na chwilę na pyszczek samotniczki.
xx— Miasta, te duże skupiska ludzkich domów. — odpowiedziała, po czym przypomniała sobie, że klanowe koty nazywają niektóre rzeczy nieco inaczej. — Dwunogów. Ludzie to dwunogi w waszym języku. — dodała, mając nadzieję, że tym razem Raniuszek już zrozumie. Chyba dobrze zapamiętała tę nazwę, co nie? — Tam, skąd pochodzę, było bardzo duże miasto, większe niż inne osiedla w tej okolicy. Było tam więc dużo dwunogów i sa- potworów, w których jeździli po mieście. — opowiadała i czuła się z tym dobrze, co było można zgadnąć bo bardziej rozluźnionej postawie kotki oraz sposobie, w jaki mówiła. — Jest to dość daleko, ale zawsze możesz kiedyś się tam wybrać. — odpowiedziała trochę stwierdzając fakt, a trochę próbując pocieszyć rzecznego kocura, który zdawał się zasmucić. Czy klanowy kot wybrałby się kiedyś w taką podroż? Matka Rosy tak zrobiła, więc jak najbardziej było to opcją. Zgadywała jednak, że nie było to takie hop siup i nie każdy chciałby opuścić klan, w którym było pewnie bezpieczniej, niż samemu w wielkim świecie.
[Obrazek: cl4Hfe4.png]
LVL 2 105 / 150
MedLVL 0 0 / 100
8
Siła
S
7
Zręczność
Zr
7
Szybkość
Sz
4
Zmysły
Zm
65
Punkty Życia
HP
45
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Widział tą niepewność u kotki i patrząc na to uśmiechnął się nieco szerzej. Chciał w ten sposób dodać samotniczce otuchy i pokazać, że niepotrzebnie się krępowała - sam nie miał dużego problemu z opowiadaniem tego innym, więc ona nie musiała czuć się źle zadając pytania. Każde z nich miało dowiedzieć się tego dnia nieco więcej o świecie. Uznał, że to powinno być czymś pozytywnym, i że nie musieli ukrywać przed sobą takich rzeczy… Zresztą, widział też że Rosa powoli oswajała się z tą nową informacją i starała się go zaakceptować, tak jak zrobiła to większość jego Klanu - znaczyło to dla niego wiele. Jego uśmiech stał się cieplejszy i jeszcze bardziej szczery.
Na kolejne pytanie kotki Raniuszek zachichotał, mrużąc oczy i pochylając się lekko do przodu.
- Wiesz, ja sam nie jestem pewien jak to działa… Nie zmienię tego, jaki się urodziłem, i nie zmieniłby to nawet członek Gwiezdnego Klanu gdybym poprosił, także muszę z tym żyć… Ale skoro stwierdziłem, że nazywając siebie kotką nie jestem szczęśliwy, postanowiłem to zmienić. Od tak. I nie żałuję swojej decyzji. - odparł po chwili, przechylając lekko łebek by przyjrzeć się reakcji Rosy na swoje słowa. Kotka była bardzo interesująca, ciekawiła go. - Uważam, że każdy powinien żyć tak, jak jest mu dobrze… - wzruszył lekko barkami. Nie robił nikomu krzywdy nazywając siebie kocurem - żył po prostu w zgodzie z tym, co czuł w sobie, a to było najważniejsze… Tak właśnie uważał Ranna Łapa.

- Ludzie… dwunogi… rozumiem. - pokiwał głową, powoli, otwierając lekko pyszczek w wyraźnym skupieniu. Te wszystkie informacje były zupełnie nowe, ale srebrzysty kocurek lubił nawet dowiadywać się nowych rzeczy - gdzieś głęboko w sercu był odkrywcą. - I nie bałaś się żyć w miejscu pełnym tych… ludzi? Oni podobno są niebezpieczni. I te potwory… przecież są straszne! Jestem pełen podziwu, że opowiadasz o tym tak spokojnie… - stwierdził, pochylając się w kierunku kotki w emocjach. Ah, wciągnęła go ta opowieść! Rozmarzył się, a zawsze gdy tak się działo, zapominał o tym gdzie jest i co robi.
- Wybrać… ale to brzmi tak niebezpiecznie! - jego oczy otwarły się szeroko a kocurek dopiero po chwili zdał sobie sprawę z tego, że nie zabrzmiało to zbyt wojowniczo. Położył po sobie uszy, lekko zawstydzony.
[Obrazek: 6UFwxox.png]
LVL 3 50 / 200
MedLVL 0 0 / 100
11
Siła
S
8
Zręczność
Zr
7
Szybkość
Sz
6
Zmysły
Zm
70
Punkty Życia
HP
50
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
xx— Ohh... — otworzyła szerzej oczy, gdy otrzymała wyjaśnienie od Rannej Łapy. To, co mówił, miało sens. Te słowa o byciu szczęśliwym, o byciu tym, kim chce się być... brzmiały mądrze. Rosa zamyśliła się na moment, patrząc gdzieś na łapy rzecznego terminatora, żeby po chwili podnieść wzrok na jego oczy. — Już rozumiem. — stwierdziła, uśmiechając się nieco dłużej do Raniuszka. Cieszyła się, że go spotkała. Dzięki niemu była teraz w trakcie tej sympatycznej i niezwykłej rozmowy i dowiedziała się rzeczy, których nawet sobie nie wyobrażała.
xx— Cóż, wychowałam się tak jakby w ich towarzystwie, od kociaka miałam z nimi styczność i wiedziałam, jak się zachować, żeby nic mi się nie stało. Matka też dużo mnie nauczyła. Z tego powodu nie bałam się ich. I nadal nie boję. — odpowiedziała, pozwalając sobie na rysowanie łapą kółek na śniegu podczas mówienia. Przez większość czasu patrzyła prosto na Ranną Łapę, czasem jedynie spoglądając gdzieś w bok. — Czasem jednak trzeba bardzo uważać na ludzi lub na ich potwory. Czasem na przykład potwory jeżdżą bardzo szybko i można nie zareagować w porę, gdy jest się na jezdni. No i ludzie często też chodzą z psami albo próbują złapać koty chodzące po ulicy. — kontynuowała, wciągając się zupełnie w opowiadanie. Zawahała się jednak, gdy naszła ją myśl, że jej słowa mogły zabrzmieć trochę strasznie dla kota jak Raniuszek. — Alee po za tym nie jest źle. Ja nadal jestem w jednym kawałku, a spędziłam tam pół swojego życia. — uśmiechnęła się i poruszyła wąsami, próbując trochę zażartować, aby rozjaśnić atmosferę.
xx— Może gdybyś poszedł z kotem jak ja, czułbyś się bezpieczniej. — odpowiedziała z uśmiechem i dopiero jak skończyła mówić, uświadomiła sobie, jak to zabrzmiało. Oblizała nerwowo nos, myśląc, czy takie słowa nie zabrzmiały zbyt nachalnie. Czy ona właśnie tak jakby zaproponowała, że mogłaby wybrać się z Ranną Łapą w podróż? Nie była pewna... może kocur tego tak nie odbierze i niepotrzebnie się zmartwiła. Chociaż, czy było czym się martwić? Czy wizja wspólnej wędrówki brzmiała tak źle?
[Obrazek: cl4Hfe4.png]
LVL 2 105 / 150
MedLVL 0 0 / 100
8
Siła
S
7
Zręczność
Zr
7
Szybkość
Sz
4
Zmysły
Zm
65
Punkty Życia
HP
45
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Nie wiedział, czy faktycznie brzmiało to mądrze, ale cóż... zapewne doceniłby takie stwierdzenie, bo mówił szczerze to co czuł w sercu. Na jej odpowiedź uśmiechnął się promiennie, wyjątkowo jak na siebie, a jego zielone oczy wręcz zabłyszczały. Kiwnął leciutko łebkiem kotce, chcąc pokazać, że cieszy go jej zrozumienie i że chętnie jej to wytłumaczył.
Słuchał, wybałuszając tak oczy i lekko strosząc sierść na karku. Ani na moment nie spuścił wzroku z Rosy, sam mocno pochłonięty jej opowieścią, i wyraźnie wstrząśnięty. Ah, przecież... przecież to brzmiało przerażająco! Co, jeśli ktoś z jego rodzeństwa trafił w takie miejsce i przez to nie mogli wrócić do Klanu Rzeki? Przecież to miałoby sens! Tylko, ah, jak powinien ich w takim razie znaleźć? Skoro są u dwunogów, czy tam ludzi, a oni mają te straszne psy i sami są tacy straszni... To wszystko było tak okropne!
Jednak kocurek zaraz odchrząknął, prostując się lekko i stawiając uszy pionowo. Powinien zachowywać się jak dumny członek Klanu, a nie mały, wystraszony kociak... choć czuł się bardziej jak to drugie, gdy słuchał tak przerażających opowieści.
- Ah, na pewno, ja zawsze doceniłbym towarzystwo kogoś, kto utrzyma mnie przy życiu... - stwierdził z lekkim, niepewnym uśmieszkiem, po czym jego mina nieco zrzedła. Chwila moment. Czy Rosa właśnie mu coś proponowała? Jakąś... jakąś wyprawę w dalekie tereny? Ah, przecież dopiero co się poznali! Ale Ranna Łapa musiał przyznać, że od samej tej myśli poczuł dreszczyk ekscytacji. - Oh... Roso, ja od zawsze marzę o zobaczeniu, co świat ma do zaoferowania. I tak się składa, że mam też kogo szukać poza terytorium Klanu... Ale czy naprawdę byłabyś gotowa zabrać ze sobą w wędrówkę kogoś, kogo tak mało znasz? - spytał cicho, poruszając uchem. Zaciekawiła go, naprawdę. Nie wiedział, czego się spodziewać.
[Obrazek: 6UFwxox.png]
LVL 3 50 / 200
MedLVL 0 0 / 100
11
Siła
S
8
Zręczność
Zr
7
Szybkość
Sz
6
Zmysły
Zm
70
Punkty Życia
HP
50
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
~~~
xxxxOstatni raz odwiedzając rzeczne tereny weszła na nie i trochę postraszyła jakiegoś dzieciaka, a następnie prawie została zjedzona przez jakiegoś buca o zawyżonym ego. Tak jakby ona takowego nie miała... wracając jednak do terenów... Dzisiaj miała zamiar znaleźć ciekawsze kąski z rybkowych wojowników, które byłoby można ogryźć aż do samych ości.
xxxxTakową rybcie też upatrzyła niedługo po podejściu do granic. Przekąska powoli kroczyła pośród zarośli w poświacie lekkiego słońca, które niedawno co wyszło zza chmur, srebrne futerko świeciło się jak prawdziwy puch, który widzi się podczas zimy... Onyks była zafascynowana kotką o tak niezwykłym umaszczeniu... rzadko widywała takie koty, a przecież przemierzyła już tyle miejsc... Niesamowite. Nie zamierzała się jednak odzywać jako pierwsza! Czekała aż wspaniałe stworzenie samo ją zauważy, była trochę, a może zbyt(?) zazdrosna unikalnością jaką posiadała w sobie złotooka, czy może złotooki? Miała nadzieję się przekonać.
Air in my LUNGS
════════════════════════════════ 'Til the road begins ════════════════════════════════
As the LAST of the BUGS leave > their < h o m e s again
And I'm | splitting | the road down = the middle
....For a《minute》the world __seemed__ so simple
It's | just | me ⠁⠂⠄⠄⠂⠁and ⠁⠂⠄⠄⠂⠁ the curve of the valley ⠁⠂⠄⠄⠂⠁and ⠁⠂⠄⠄⠂⠁there is meaning on Earth
FEEL the RUSH of MY BLOOD
I'M seventeen again........I AM not scared of ;; death ;;
I've got dreams again I am happy
═══════ A minute from h o m e, but I feel so far from it
The death of ;; my dog ;; the stretch of my skin
════════════════════
The things that I < lost here > the people [ I knew ] ═══════
They got me surrounded for a mile or two
It's all washin' over me, I'm
| angry again |
      
If you miss the < train >
I'm on
you will know that I am g o n e.

∘₊✧───────────────────✧₊∘
You can hear the whistle blow a hundred miles.
      
LVL 5 130 / 400
MedLVL 0 0 / 100
12
Siła
S
18
Zręczność
Zr
6
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
70
Punkty Życia
HP
70
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Bycie terminatorem oznaczało wiele zadań i obowiązków. Jednym z nich było polowanie, a czasami przynoszenie potrzebnych rzeczy. Niektóre gatunki zwierząt czy roślin występowały jedynie przy granicy. Dlatego Zmierzchowa Łapa zapuściła się aż tutaj. Co prawda mogło być niebezpiecznie, ale kotka uwielbiała odkrywać nowe miejsca. Wtedy zdarzyło się coś niespodziewanego. Mignął jej jakiś cień, a niedaleko wyczuła zapach. Taka woń nie należała do żadnego klanu, ale... Po prostu coś jej nie pasowało. Sama nie wiedziała czy brać swój osąd za słuszny. Mistrz Łabędź zawsze wspominał, żeby zwracać uwagę nawet na najmniejsze szczegóły.
-Hej... Jest tam ktoś? Przepraszam, ale kogoś chyba widziałam... Nie mam zamiaru zrobić nikomu krzywdy.- Kotka mówiła całkiem spokojnie. Sama nie wiedziała po co zdradza swoje zamiary. W końcu ktoś mógłby to wykorzystać. Trudno! Zmierzch zawsze postępowała zgodnie ze swoją naturą. Zaraz usiadła tam, gdzie praktycznie stała. Nie chciała uchodzić za agresorkę. Po prostu cierpliwie czekała aż nieznajomy bądź nieznajoma się ujawni..
Wszystko to co mam, wszystko to co mam
To ta nadzieja, że życie mnie poskleja
꧁ ⸺ Dziś odchodzę sam, dziś odchodzę sam ⸺ ꧂
Już nie zawrócę to wszystko dziś porzucę
[Obrazek: daxdroa-2ccdfe35-a1eb-43d6-b995-c12d5625...KDznukhydM]
Ja się zarzekam, uciekam dość mam przeznaczenia
[ Po co zwlekać, czekać gdy się nic nie zmienia ]
Moja mama, mówiła ostatnia umiera nadzieja...
[Obrazek: Zmierzch.png]
LVL 3 20 / 200
MedLVL 0 0 / 100
6
Siła
S
9
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
70
Punkty Życia
HP
50
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
xxxxKąsek odezwał się dość szybko co tylko ucieszyło Onyks, więc gdy tylko wyłoniła się, by wzrok kotki mógł ją dostrzec, zadziorny uśmiech wisiał na jej pyszczku.
xxxx– Jak najbardziej jest, ale krzywdy raczej mi nie zrobisz, chyba, że bym na to pozwoliła – odpowiedziała siadając elegancko i wyprostowała się, leśne oczy śledziły zaś każdy ruch rzeczniaka. Widziała jak złotooka od razu stara się zachować spokój i nadaje konwersacji ciepła samą swoją osobą, co było dość ciekawe patrząc po tym, że jednak rzeczne koty pozostawiły Onyks posmak obrzydzenia na języku. Miłe zaskoczenie, na razie. – Co Cię sprowadza na granice, których nie strzeżesz teraz na śmierć i życie? Zazwyczaj większość się rzuca – zapytała delikatnie.
Air in my LUNGS
════════════════════════════════ 'Til the road begins ════════════════════════════════
As the LAST of the BUGS leave > their < h o m e s again
And I'm | splitting | the road down = the middle
....For a《minute》the world __seemed__ so simple
It's | just | me ⠁⠂⠄⠄⠂⠁and ⠁⠂⠄⠄⠂⠁ the curve of the valley ⠁⠂⠄⠄⠂⠁and ⠁⠂⠄⠄⠂⠁there is meaning on Earth
FEEL the RUSH of MY BLOOD
I'M seventeen again........I AM not scared of ;; death ;;
I've got dreams again I am happy
═══════ A minute from h o m e, but I feel so far from it
The death of ;; my dog ;; the stretch of my skin
════════════════════
The things that I < lost here > the people [ I knew ] ═══════
They got me surrounded for a mile or two
It's all washin' over me, I'm
| angry again |
      
If you miss the < train >
I'm on
you will know that I am g o n e.

∘₊✧───────────────────✧₊∘
You can hear the whistle blow a hundred miles.
      
LVL 5 130 / 400
MedLVL 0 0 / 100
12
Siła
S
18
Zręczność
Zr
6
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
70
Punkty Życia
HP
70
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Nieznajoma przypominała nieco kota orientalnego. Właściwie Mrozik i Cis wyglądali podobnie do niej. Jednak ta kocica nosiła czarne futerko. Spokojnie można było je przyrównać barwą do Srebrnej Skórki. Oczywiście Zmierzch nie zamierzała o tym wspominać. Nie wiedziała czy wolne koty wierzą w cokolwiek. Zresztą jej intencją było poznanie kotki. Natomiast nieprzemyślane czy złe słowa mogły zranić niczym pazury. Tymczasem Zmierzchowa Łapa miała wrażenie, że rozmówczyni jest w podobnym wieku. Poza tym wydawała się dość pewna siebie oraz bezpośrednia. Trochę niczym jej brat, więc pod tym względem koteczka przywykła.
-Poszukuję kilku rzeczy. Jakieś piórka albo kamyki... Poza tym lubię odkrywać nowe miejsca. Szczególnie przy granicach Klanu Rzeki. Jestem Zmierzchowa Łapa.- Kotka była kiepskim kłamcą, więc zawsze odpowiadała zgodnie z prawdą. Brzmiało to nieco naiwnie, ale córka Skrzącego Słowa nie umiała inaczej. Po prostu zawsze szukała w każdym kocie czegoś wyjątkowego, dobrego. Trudno! Za błędy się płaci, jak również na nich się uczy. W końcu kociaki potrafiły upadać zanim zaczęły chodzić czy biegać.
-Nie jesteś kotką z Klanu, prawda? Mistrz Łabędź wspominał mi o kotach, które żyją wedle własnych zasad. Z twoich słów wynika, że odwiedzasz naszą granicę dość regularnie. Nie wiem kogo trafiłaś, ale wolę unikać zbędnego rozlewu krwi. Zawsze można przecież porozmawiać...- Zmierzchowa Łapa próbowała się uśmiechnąć po kociemu. Następnie spojrzała wprost w ślepia swojej rozmówczyni. Czy nieznajoma obraziłaby się, gdyby porównała ich kolor do dzikiej jabłoni? Córka Jeziora wolała wybadać grunt pod łapami zanim zacznie cokolwiek prawić.
Wszystko to co mam, wszystko to co mam
To ta nadzieja, że życie mnie poskleja
꧁ ⸺ Dziś odchodzę sam, dziś odchodzę sam ⸺ ꧂
Już nie zawrócę to wszystko dziś porzucę
[Obrazek: daxdroa-2ccdfe35-a1eb-43d6-b995-c12d5625...KDznukhydM]
Ja się zarzekam, uciekam dość mam przeznaczenia
[ Po co zwlekać, czekać gdy się nic nie zmienia ]
Moja mama, mówiła ostatnia umiera nadzieja...
[Obrazek: Zmierzch.png]
LVL 3 20 / 200
MedLVL 0 0 / 100
6
Siła
S
9
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
70
Punkty Życia
HP
50
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
xxxxMłodsza koteczka nie wydawała się bać opowiedzieć jej wszystkiego co robiła i czego szukała, więc czarnowłosej to pasowało. Widać było, że ma do czynienia z naiwnym dzieckiem, które niewiele jeszcze wiedziało dzikim świecie poza granicami swojego bezpiecznego terenu Rzeki. Nie zamierzała jeszcze jej psuć tej wizji, ale nie komentowała też.
xxxx– Więcej nowych miejsc zobaczysz poza swoimi terenami, wiesz o tym? – zapytała poważnie, nie nabijała się, nie próbowała być chamska. Zastanawiała się tylko, czy taka naiwna duszyczka wie, że może równie dobrze wyruszyć gdzie chce. – Ja nie szukam niczego, widziałam już trochę rzeczy. Słyszałaś o morzu? – dodała zaciekawiona i przyjrzała się reakcji srebrnej piękności. Czy powinna tak od razu zdradza wszystkie swoje samczki jaki wiedziała? Prawdopodobnie nie, ale czy było to ważne w tym momencie? Chciała zobaczyć reakcje, może namieszać w głowie? W końcu co jeśli naprawdę by wyruszała na poszukiwania takiej przygody? Lekki chaos w życiu każdego mógł być przydatny.
xxxx– Prawda. Bywam tu i tam, ale prawda zawsze można porozmawiać, ale niektórzy wolą grozić, a czy to przynosi dobre skutki to zależy od sytuacji. – wypowiedziała nie ruszając się z miejsca, zielone ślepia cały czas mając na nowej rozmówczyni. Nie była pewna, czy nie spłoszy kociaka tak naiwnego, ale... okaże się, prawda?
Air in my LUNGS
════════════════════════════════ 'Til the road begins ════════════════════════════════
As the LAST of the BUGS leave > their < h o m e s again
And I'm | splitting | the road down = the middle
....For a《minute》the world __seemed__ so simple
It's | just | me ⠁⠂⠄⠄⠂⠁and ⠁⠂⠄⠄⠂⠁ the curve of the valley ⠁⠂⠄⠄⠂⠁and ⠁⠂⠄⠄⠂⠁there is meaning on Earth
FEEL the RUSH of MY BLOOD
I'M seventeen again........I AM not scared of ;; death ;;
I've got dreams again I am happy
═══════ A minute from h o m e, but I feel so far from it
The death of ;; my dog ;; the stretch of my skin
════════════════════
The things that I < lost here > the people [ I knew ] ═══════
They got me surrounded for a mile or two
It's all washin' over me, I'm
| angry again |
      
If you miss the < train >
I'm on
you will know that I am g o n e.

∘₊✧───────────────────✧₊∘
You can hear the whistle blow a hundred miles.
      
LVL 5 130 / 400
MedLVL 0 0 / 100
12
Siła
S
18
Zręczność
Zr
6
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
70
Punkty Życia
HP
70
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Kotka miała na uwadze kilka dość oczywistych rzeczy. Przede wszystkim obca kocica pominęła swoje imię. Może wolała je zachować tylko dla siebie. Może Zmierzch nie należała do grona wybranych. Może rozmówczyni jej nie polubiła. Może chodziło o kwestię bezpieczeństwa. Zresztą Onyks zaczęła wypytywać o sprawy mało związane z Klanami. Całe szczęście Zmierzchowa Łapa znała niektóre prawdy. Jej przyjaciel próbował zostać odkrywcą. Natomiast ona wolała Obozowisko oraz przekazywanie nauki młodym pokoleniom. O ile zostanie Wojowniczką bądź Nauczycielką.
-Wiem, ale wolę pozostać tutaj... To znaczy w moim Klanie.- Kotka odpowiedziała spokojnie, jednocześnie przekrzywiając lekko głowę. Była zaciekawiona swoją rozmówczynią, ale nie chciała zrobić zbędnego ruchu. W końcu poprzednicy potraktowali ją niezbyt miło. Chyba, że po prostu tak opowiadała...
-Czym jest morze? Tego słowa akurat nie słyszałam, ale znam swoje możliwości... Lisy, borsuki, psy czy dwunogi nie znają kodeksu Wojownika. One mają własne prawa, które mogą być katastrofalne w skutkach. Za nieuwagę każdy płaci...- Zmierzchowa Łapa pamiętała słowa pozostałych kotów. Lekcja płynęła z nich jasna oraz dość smutna. Może właśnie dlatego koteczka tak bardzo podziwiała koty, które radziły sobie zupełnie samemu.
Wszystko to co mam, wszystko to co mam
To ta nadzieja, że życie mnie poskleja
꧁ ⸺ Dziś odchodzę sam, dziś odchodzę sam ⸺ ꧂
Już nie zawrócę to wszystko dziś porzucę
[Obrazek: daxdroa-2ccdfe35-a1eb-43d6-b995-c12d5625...KDznukhydM]
Ja się zarzekam, uciekam dość mam przeznaczenia
[ Po co zwlekać, czekać gdy się nic nie zmienia ]
Moja mama, mówiła ostatnia umiera nadzieja...
[Obrazek: Zmierzch.png]
LVL 3 20 / 200
MedLVL 0 0 / 100
6
Siła
S
9
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
70
Punkty Życia
HP
50
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
xxxxMachnęła głową na zrozumienie, chociaż nie rozumiała takiego podejścia. Nie wiedziała jednak, czy warto pytać... w końcu pewnie łatwo było się domyślić co trzymało kotkę w miejscu, w którym była teraz. Rodzina, przyjaciele, może miłość. Onyks nigdy nie posiadała niczego z podanych, a przynajmniej tak wolała podawać innym. Przyjaciela posiadała raz. I zostawił ją bez słowa. Nie wiedziała do teraz jak się czuć z tym wszystkim.
xxxx– Widziałaś pewnie rzekę, ale jako że nie wiem czy widziałaś jezioro to pozwól, że opiszę od razu. Wielka kałuża, w której można pływać, ale widać wszystkie brzegi. Morze zaś... jest nieposkromione, wielkie, nie widać drugiego brzegu, nie wiesz też co może się w nim kryć. Podczas burz widzisz wzburzone fale, niektóre potrafią być ogromne i zalewać ulice. A morze i tak nie jest tak ogromne jak ocean. Wielkie tafle wody, których nigdy żaden kot nie dałby rady przepłynąć. Ludzie poskromili je swoimi wynalazkami, ale... wszystko ma swoją cenę. Niektóre sztormy potrafią pochłonąć życia. Nic jednak piękniejszego nie zobaczysz, niż zachód słońca na tafli wody. Słońce wtedy wygląda jakby chowało się w morzu – powiedziała wyczerpując temat na tyle ile potrafiła. Widziała ciekawość w kotce, a bardzo chętnie zasiałaby w niej chęć zobaczenia tego na własne oczy, może nawet zrobiłaby jej przysługę tym. Miałaby co opowiadać w swoim klanie, gdzieś tam komuś. Sama nawet kiedyś myślała, że słońce chowa się w ocean, ale tego nie zamierzała się przyznawać. Dopiero zostało jej to wyjaśnione przez kota, który przepłynął ocean na statku. Słońce szybuje gdzieś na niebie i nieważne jak bardzo, by mogła tak sądzić zrozumiała, że niemożliwym byłoby takie coś, ale każdemu zdarzają się chwile zapomnienia.
Air in my LUNGS
════════════════════════════════ 'Til the road begins ════════════════════════════════
As the LAST of the BUGS leave > their < h o m e s again
And I'm | splitting | the road down = the middle
....For a《minute》the world __seemed__ so simple
It's | just | me ⠁⠂⠄⠄⠂⠁and ⠁⠂⠄⠄⠂⠁ the curve of the valley ⠁⠂⠄⠄⠂⠁and ⠁⠂⠄⠄⠂⠁there is meaning on Earth
FEEL the RUSH of MY BLOOD
I'M seventeen again........I AM not scared of ;; death ;;
I've got dreams again I am happy
═══════ A minute from h o m e, but I feel so far from it
The death of ;; my dog ;; the stretch of my skin
════════════════════
The things that I < lost here > the people [ I knew ] ═══════
They got me surrounded for a mile or two
It's all washin' over me, I'm
| angry again |
      
If you miss the < train >
I'm on
you will know that I am g o n e.

∘₊✧───────────────────✧₊∘
You can hear the whistle blow a hundred miles.
      
LVL 5 130 / 400
MedLVL 0 0 / 100
12
Siła
S
18
Zręczność
Zr
6
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
70
Punkty Życia
HP
70
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości