Księżyce: 111 Mistrz: Bobrzy Kieł Płeć: kotka Matka: Jaskółczy Głos Ojciec: Iglasty Grzbiet Trwałe urazy: ślady pazurów na prawym barku; obroża z dzwonkiem
Poniżej przeciętnego wzrostu i o zaokrąglonej budowie; ciemnobura, tygrysio pręgowana, z bielą ciągnącą się od pyska przez przednie łapy, brzuch, tylne łapy aż do bioder i zaznaczającą końcówkę ogona. Beżowa plama pokrywająca mordkę, pomarańczowe oczy, opadnięte powieki; futro krótkie, gładkie i zadbane, wąsy opadające lekko w dół.
Nie różni się zbytnio od młodszej siebie; Gronostaj to w dalszym ciągu kotka uprzejma, a także nieco naiwna. Szybko wyrabia sobie opinię o innych kotach i z trudnością przychodzi jej spojrzenie na nich w innym świetle. Mimo łagodnego usposobienia nie jest tak cierpliwa, na jaką się wydaje, i zaskakująco łatwo zaleźć jej za skórę; zazwyczaj jest jednak zbyt pasywna, by otwarcie się komuś postawić i zbyt niepewna, by mówić o swoich uczuciach wprost, nie licząc rzadkich momentów odwagi. Nie radzi sobie ze stresem, który szybko ją przytłacza; z reguły unika konfliktów, a także często zwleka z wykonywaniem swoich obowiązków, szczególnie, jeżeli sprawiają jej trudność.
Uśmiechnęła się delikatnie na gest kotki, chociaż ponownie zwątpiła, czy postępuje słusznie. Skąd mogła mieć pewności, że sekret zostanie dochowany? Sucha Łapa mogła równie dobrze odwrócić się na pięcie i przekazać pierwszemu napotkanemu patrolowi wieść o obecności Gronostaj, co niezupełnie było jej teraz na rękę. Niezupełnie chciała... wracać. Jeszcze. Musiała w końcu opiekować się Dziwnooką, prawda? Był to najłatwiejszy do zrozumienia argument i to właśnie nim przekonywała samą siebie do słuszności swojej decyzji, nawet, jeżeli brzmiała podobnie jeszcze zanim spotkała siwą medyczkę.
Mimo to szylkretka wydawała się wiarygodna. Nie dało się zaprzeczyć, że podeszła do sprawy niezwykle poważnie. Zresztą, czy nie były rodziną?
- Ja... - biała końcówka ogona zatańczyła na tle spróchniałego płotu, a wojowniczka odwróciła wzrok, by pozbierać myśli. W końcu odchrząknęła i ciągnęła dalej, tym razem pewniej. Już wiedziała, co powiedzieć. - ...tak naprawdę, to byłam kiedyś wojownikiem. Znałam też Jaskółczy Głos. To dlatego wiem tyle o klanach. Ale nikomu ani słowa, dobrze? Proszę. To dla mnie ważne.
Nie za mało, nie za dużo. Gronostaj znowu uśmiechnęła się do Suchej Łapy, spoglądając na nią wyczekująco - jak gdyby liczyła na jakieś werbalne potwierdzenie, że ich mały sekret pozostanie właśnie tym. Sekretem.
Pstrokata kotka zwiedzała nowe rejony, dlatego takim też sposobem znalazła się... w siedlisku koni. I, będąc tu już czwarty dzień, mogła śmiało powiedzieć, że było tu super ciekawie! Z początku gdy zobaczyła wielkie, kolorowe stwory to myślała, że padnie na zawał, ale jak okazało się, że są milutkie jak żuczki, to od razu się rozluźniła i zaczęła zwiedzać samą stajnię, bo dwunogów to się akurat nie bala. I prawidłowo, bo tutejsi ciepło ją powitali i absolutnie się nie czepiali gdy pałaszyła się po pastwiskach albo sypiała w stajni. Jeden tylko, stary, siwy gbur czasami poganiał ją szczotką gdy osikała siano, ale tak to było wszystko super!
Przysiadła przy wodopoju, obserwując z iskierkami w oczach jak spory, kolorowy ogier łaził sobie spokojnie wzdłuż ogrodzenia.
muza
Pociąga mnie twe ciało i wciąż mi go za mało
Pociąga mnie twe ciało i wciąż mi jego brak
Pociąga mnie twe ciało i wciąż mi go za mało
Pociąga mnie twe ciało i wciąż mi jego brak
Muza z kolei też zwiedzała. Ale to nie był jej główny cel. Zwiedzanie było tylko okazją. Pałętała się po terenach szukając tego, co naprawdę chciała odnaleźć. Ale nic z tego nie wychodziło. Nikt nic nie wiedział, a niektórzy po prostu ją wymijali nie mając ochoty do rozmów. To jest dopiero szczęście. Szła teraz jak ją naszło, a tam gdzie widziała kota, postanowiła podejść. Tak też i teraz się trafiło. Przy wodopoju dostrzegła kolorową kotkę wpatrującą się w ogromne zwierzę, które spokojnie czerpało radość ze swojego życia. Nie widziała w nim nic fascynującego. A tylko wyobrażała sobie jak musi skończyć kot, który podejdzie zbyt blisko. — Podoba ci się? - spytała nagle. Nie zajęła miejsca tuż obok kotki, a kapkę dalej, samej spoglądając na ogiera.
_________________ I wannasinga song,that’dbejustours ButI sang‘em alltoanotherheart And Iwannacry,I wannafallinlove
Uniosła zaskoczona wzrok, gdy usłyszała obok siebie głos. Spojrzała na kotkę, szybko oceniając ją wzrokiem. Nieznajoma była nieco wyższa, ładna, ciemnofutra, choć miała białe przebłyski na ciele. Uśmiechnęła się delikatnie, kiwając głową. - Co? Woda, koń czy ty? Bo ty akurat podobasz mi się bardzo - miauknęła spokojnie, ruszając uszami. Prawda była taka, że... cóż, kotka była ładna, ale nie była w jej typie. Niezupełnie. Klisza przede wszystkim spoglądała na wygląd, to on był dla niej najważniejszy, choć to wcale nie znaczy, że nie zwracała uwagi na osobowość. To po prostu było... niżej w liście priorytetów.
Pociąga mnie twe ciało i wciąż mi go za mało
Pociąga mnie twe ciało i wciąż mi jego brak
Pociąga mnie twe ciało i wciąż mi go za mało
Pociąga mnie twe ciało i wciąż mi jego brak
Nie spodziewała się takiej odpowiedzi. Patrzyła na szylkretową samotniczkę dość obojętnie. Ale na taki tekst z jej strony postawiła bacznie uszy i otworzyła szerzej oczy z zaskoczenia. Niby czuła frustrację z tak długiego łażenia po terenach bez żadnego sukcesu, ale to była... Taka miła niespodzianka od dłuższego czasu. Cicho chrząknęła na moment zabierając jej język z pyska i tylko kręciła głową na boki. — Nie- Chodziło mi.. Ten no, o konia - powiedziała wskazując ogonem na zwierzę czując, jak mogła się zbłaźnić taką odpowiedzią. Usiadła prosto i na dłuższą chwilę utkwiła spojrzenie w koniu, znowu zwracając ku niej głowę, ale bardziej na jej łapy. — Często bywasz w tej okolicy? - może w ten sposób już będzie mogła wywnioskować, czy pytanie ją o grupę kotów spoza klanów ma sens.
_________________ I wannasinga song,that’dbejustours ButI sang‘em alltoanotherheart And Iwannacry,I wannafallinlove
Uśmiechnęła się, gdy zobaczyła reakcję Muzy. Zwykle flirtowała dla zabawy, chcąc zobaczyć to, jak dany kot ją odbierze. I zdecydowanie jej ulubioną reakcją była ta, gdzie widziała czyste zaskoczenie, zawstydzenie, a delikwent momentalnie się plącze i nie wie co powiedzieć. Było to dla niej zwykle... przyjemne, widząc, że mogła kogoś doprowadzić do takiego stanu byle słowami. - Zależy. Ale jak przesiadują tu takie kotki jak ty, to chętnie będę zjawiać się częściej - zaśmiała się wdzięcznie, owijając swój puchaty ogon wokół łap. Swój wzrok miała skupiony na wodzie, który ładnie odbijał jej smukłą, kolorową mordkę, oraz tą zadymioną należącą do koleżanki.
Pociąga mnie twe ciało i wciąż mi go za mało
Pociąga mnie twe ciało i wciąż mi jego brak
Pociąga mnie twe ciało i wciąż mi go za mało
Pociąga mnie twe ciało i wciąż mi jego brak
No i znowu komplement. Muza powinna się teraz zdenerwować i pokazać jaką jest twardą kotką, która nie da ze sobą pogrywać tak łatwo. Ale komplementy to było coś co uwielbiała i mogła tego słuchać, tylko czuła się głupio reagując w tak... Dziecinny sposób. Znowu odchrząknęła zerkając raz to na samotniczkę a raz na taflę wody; i tak na przemian. Nie, weź się w garść kobieto! Uniosła wyżej głowę przerywając to zawstydzenie przeciągniętym "e". — A więc... Jak się nazywasz? - spytała pośpiesznie kompletnie zapominając jaki miała w pierwszej kolejności cel swojej wyprawy.
Księżyce: 150 Mistrz: Barwna Ścieżka Płeć: kotka Matka: wydziedziczona Ojciec: legenda Partner: dobra zabawa
Przeciętnej postury kotka o długim, białym futrze z rudą plamą pyszczku i karku, burą plamką na pyszczku oraz rudo-burym ogonem. oczęta mają barwę oliwkową. Szyję zdobi brokatowa, widoczna z kilometra różowa obróżka.
Szylkretka, choć jest jeszcze kociakiem to zdecydowanie można ją nazwać istotką dość rozumną. Nie zadaje ona masy pytań jak każdy maluch - jeśli już, to robi to tylko wtedy, gdy uznaje to za konieczne, gdy czegoś naprawdę nie rozumie. W gruncie rzeczy, nie interesuje jej bardzo dużo rzeczy. Nie jest jakoś szczególnie ambitna. Wiele rzeczy jej powiewa. Nie marzy jej się bycie najlepszą wojowniczką, tak w sumie to nawet niespecjalnie jej zależy na tym, by kiedykolwiek awansować z rangi kociaka. Zasad przestrzega tak długo, jak tylko jest to dla niej wygodne. Jeśli bardzo zapragnie zrobić coś, co okaże się być zakazane, nawet się nie zawaha. Nie omieszka także kłamać, jeśli okaże się to konieczne - na przykład po to, by uratować swój tyłek, by uniknąć konsekwencji za swoje czyny. Poza tym jest raczej szczera i bezpośrednia, ale nie jest w tym wszystkim chamska i nieprzyjemna. Lubi rozmawiać z innymi kotami, jest raczej towarzyska i nie powinna mieć problemu z nawiązaniem przyjaźni.
Po rozmowie z Krwawnikiem miała cały dzień dla siebie, oczekując decyzji Lawendowej Gwiazdy jak na skazanie. Nie martwiła tak o to, że nie zostanie przyjęta do klanu, bo to chciała robić dla Krwawnika. Martwiła się tylko o to, że przyjaciółka Zaśnieżonej nie będzie chciała przyjąć tych obsrajtków. I co wtedy? Potopi ich? Ale Krwawnik będzie o nich pytał jak się kiedyś jeszcze spotkają. Bała się tego, co ma nadejść, dlatego zdecydowała się na spacer, odchodząc od granic wichru. W taki więc sposób znalazła się na Siedlisku Koni, popijając wodę z ich Wodopoju, bo co miałoby ją powstrzymać w tym momencie. Zdrowego rozsądku już dawno się wyzbyła.
Wysoki kocur, który wyraźnie, choć niechętnie, góruje nad zdecydowaną większością napotkanych kotów. Cóż, przynajmniej w tym jednym zakresie, bowiem nie może pochwalić się silną, dobrze zbudowaną sylwetką: jest raczej dość słaby, smukły, z ledwo widocznie zaznaczonymi mięśniami. Jego ciało okala krótkie, czarne futerko, zadbane, z każdym jednym włosem dokładnie ułożonym. Czerń mieni się, stanowiąc największy atut swojego właściciela. Tylko jeden fragment jego futra postanowił zbuntować się i przerwać harmonijną całość; strzępka białych włosów, wyrastająca z dolnej, tylnej części lewego ucha stanowi jedną z bardziej charakterystycznych rzeczy w wyglądzie kocura. Drugą są oczy, lekko skośne, żółte, popadające delikatnie w pomarańcz. Trzecią jest jego lekko klinowaty nos, otulony długimi, prostymi czarnymi i białymi wibrysami. Czwartą, ostatnią, jednocześnie też będącą nieprzyjemną pamiątką, jest jego krok: dość kulawy, bowiem jego prawa, przednia łapa jest zesztywniała i mało ruchliwa. Przez jej większość długości rozciąga się blizna od zewnętrznej strony.
Potrafi sprawiać wrażenie poukładanego, rozgarniętego kocura, choć w rzeczywistości jest w środku rozbity na kawałeczki, których od wypadku nie potrafi na nowo ułożyć w całość, nawet jeśli pozornie znalazł dla siebie miejsce i zdążył się pogodzić z utraconym życiem. Życiem, którego nie pamięta; nie pamięta dawnego imienia, pochodzenia, własnych rodziców, rodzeństwa. Zdaje się być dość melancholijnym kotem, prawdopodobnie przez fakt, iż czuje, że czegoś mu brakuje, jakby za czymś tęsknił. Lete jest kotem całkiem kulturalnym, łagodnym względem innych, całkiem wyrozumiały i skory do słuchania; ciekawią go jego rozmówcy. Sam nie lubi mówić zbyt wiele, szczególnie nie o sobie. Najwięcej mówi do siebie, we własnej głowie. Uważa, że otrzymał od życia wystarczającą pomoc i zdany jest przede wszystkim na siebie, nawet jeśli nie zawsze sobie radzi. Indywidualista. Zraził się do bliższych relacji, więc stara się ich unikać, zamykając własne serce przed każdym - stopniowo zamknął się też na najbliższych. Bardzo często zmęczony, trawiony bezsennością i chronicznymi bólami głowy.
jaszczurza łapa (kr), mimoza (s)
Większość poprzednich dni spędzałem na wędrówkach i tak samo jest dzisiaj; końskie pastwisko jest jednym z terenów najbliższych mojej kryjówce, toteż nic dziwnego, że to właśnie tutaj najczęściej prowadzą moje łapy. Niekiedy zdarza mi się wędrować po rozległym terenie, bliżej lasu, a innym razem, tak jak dzisiaj - bliżej stajni. Omijam jednak zarówno ludzi i konie, z odległości obserwując ich życia. Dziwne i niezrozumiałe, ale przez to jeszcze ciekawsze.
Dzisiejszy dzień jest jednak nieco inny. Nieco spokojniejszy, mniej tłoczny, zimniejszy. Wiatr targa moje futro, kiedy w ciszy wsłuchuję się w odgłosy otoczenia, aż nagle dostrzegam koci kształt. W większości białą plamę, na widok której staje mi serce, a ja cofam się o krok. Umysł momentalnie każe mi uciekać - jak najdalej, jak najprędzej, nie oglądać się za siebie. Jestem gotów posłuchać się go, ale wtedy odzywa się serce. To ono rusza biegiem jak dzikie, jakby miało wylecieć zaraz z mojej klatki piersiowej. Szumi mi w uszach, gdy postępuję krok. Chcę uciec, ale nie mogę.
W płucach zaczyna mi brakować powietrza, kiedy staję niedaleko kotki. Oszołomiony, przerażony i zbyt głupi, żeby odejść. Otwieram pysk i nabieram powietrza, jakbym miał się odezwać, ale jednak żadne słowa nie wychodzą z mojego pyska. Dopiero kiedy przejeżdżam spojrzeniem po niej i zauważam, że wygląda inaczej... Marszczę delikatnie brwi. Przełykam ślinę.
— ...Różo — chrypię niezwykle sztywno, z całych sił starając się odjąć jakiekolwiek emocje z własnego głosu. Ale co z tego, jeśli moje własne spojrzenie mnie zdradza; niepewne tego należałoby zrobić. Niepewne tego, co ona zrobi. Wolę, żeby nie robiła nic. W końcu zrobiła już wystarczająco wiele.
♱I thinkIMSCAREDof all the signs♱ DONTEVERleave meALONEatNIGHT 《 I thinkIMSCARED,I haveNOTIME 》 ISCREAMout loudJUSTto see ifIMALIVE
Księżyce: 150 Mistrz: Barwna Ścieżka Płeć: kotka Matka: wydziedziczona Ojciec: legenda Partner: dobra zabawa
Przeciętnej postury kotka o długim, białym futrze z rudą plamą pyszczku i karku, burą plamką na pyszczku oraz rudo-burym ogonem. oczęta mają barwę oliwkową. Szyję zdobi brokatowa, widoczna z kilometra różowa obróżka.
Szylkretka, choć jest jeszcze kociakiem to zdecydowanie można ją nazwać istotką dość rozumną. Nie zadaje ona masy pytań jak każdy maluch - jeśli już, to robi to tylko wtedy, gdy uznaje to za konieczne, gdy czegoś naprawdę nie rozumie. W gruncie rzeczy, nie interesuje jej bardzo dużo rzeczy. Nie jest jakoś szczególnie ambitna. Wiele rzeczy jej powiewa. Nie marzy jej się bycie najlepszą wojowniczką, tak w sumie to nawet niespecjalnie jej zależy na tym, by kiedykolwiek awansować z rangi kociaka. Zasad przestrzega tak długo, jak tylko jest to dla niej wygodne. Jeśli bardzo zapragnie zrobić coś, co okaże się być zakazane, nawet się nie zawaha. Nie omieszka także kłamać, jeśli okaże się to konieczne - na przykład po to, by uratować swój tyłek, by uniknąć konsekwencji za swoje czyny. Poza tym jest raczej szczera i bezpośrednia, ale nie jest w tym wszystkim chamska i nieprzyjemna. Lubi rozmawiać z innymi kotami, jest raczej towarzyska i nie powinna mieć problemu z nawiązaniem przyjaźni.
Ostatnie czego się tutaj spodziewała, to spotkanie kogoś znajomego. Kogoś, komu kiedyś tam złamała serce i zdążyła o nim zapomnieć jakieś milion razy. Gdy usłyszała ten głos, miała ochotę przewrócić oczami, bo doskonale spodziewała się, na jaki tor może zejść ta rozmowa i na samą myśl o tym chciało jej się wymiotować. Choć mogło to też być przez wiercące się w jej brzuchu osiem bachorów.
Miała ochotę przewrócić oczami, ale tego nie zrobiła. Bo była zajęta płakaniem i użalaniem się nad swoim losem. NIE CHCIAŁA teraz nikogo widzieć, bo jak już wspomniała Krwawnikowi, wygląda tragicznie gdy płacze, ale nie miała wyjścia. Niestety.
Odwróciła łeb w jego stronę i otworzyła pysk, ale nie była w stanie wyrzucić z siebie ani słowa. Po pierwsze - nie pamiętała już jego imienia i nie wiedziała jak się przywitać. Po drugie - czuła że jak tylko coś powie, to jej głos znów zacznie się łamać i całe to doprowadzanie się do porządku pójdzie na marne.
Po krótkiej wymianie spojrzeń, wróciła do picia wody, jakby nigdy nic. Może sobie stąd pójdzie. W końcu była paskudna, zabrała mu dziewictwo i złamała serce, prawda?
Wysoki kocur, który wyraźnie, choć niechętnie, góruje nad zdecydowaną większością napotkanych kotów. Cóż, przynajmniej w tym jednym zakresie, bowiem nie może pochwalić się silną, dobrze zbudowaną sylwetką: jest raczej dość słaby, smukły, z ledwo widocznie zaznaczonymi mięśniami. Jego ciało okala krótkie, czarne futerko, zadbane, z każdym jednym włosem dokładnie ułożonym. Czerń mieni się, stanowiąc największy atut swojego właściciela. Tylko jeden fragment jego futra postanowił zbuntować się i przerwać harmonijną całość; strzępka białych włosów, wyrastająca z dolnej, tylnej części lewego ucha stanowi jedną z bardziej charakterystycznych rzeczy w wyglądzie kocura. Drugą są oczy, lekko skośne, żółte, popadające delikatnie w pomarańcz. Trzecią jest jego lekko klinowaty nos, otulony długimi, prostymi czarnymi i białymi wibrysami. Czwartą, ostatnią, jednocześnie też będącą nieprzyjemną pamiątką, jest jego krok: dość kulawy, bowiem jego prawa, przednia łapa jest zesztywniała i mało ruchliwa. Przez jej większość długości rozciąga się blizna od zewnętrznej strony.
Potrafi sprawiać wrażenie poukładanego, rozgarniętego kocura, choć w rzeczywistości jest w środku rozbity na kawałeczki, których od wypadku nie potrafi na nowo ułożyć w całość, nawet jeśli pozornie znalazł dla siebie miejsce i zdążył się pogodzić z utraconym życiem. Życiem, którego nie pamięta; nie pamięta dawnego imienia, pochodzenia, własnych rodziców, rodzeństwa. Zdaje się być dość melancholijnym kotem, prawdopodobnie przez fakt, iż czuje, że czegoś mu brakuje, jakby za czymś tęsknił. Lete jest kotem całkiem kulturalnym, łagodnym względem innych, całkiem wyrozumiały i skory do słuchania; ciekawią go jego rozmówcy. Sam nie lubi mówić zbyt wiele, szczególnie nie o sobie. Najwięcej mówi do siebie, we własnej głowie. Uważa, że otrzymał od życia wystarczającą pomoc i zdany jest przede wszystkim na siebie, nawet jeśli nie zawsze sobie radzi. Indywidualista. Zraził się do bliższych relacji, więc stara się ich unikać, zamykając własne serce przed każdym - stopniowo zamknął się też na najbliższych. Bardzo często zmęczony, trawiony bezsennością i chronicznymi bólami głowy.
jaszczurza łapa (kr), mimoza (s)
Nie odzywa się. I może to nawet lepiej, bo i tak nie wiedziałbym co powiedzieć. Ani co zrobić. Z drugiej strony fakt, że najzwyczajniej w świecie postanawia mnie zignorować jest bolesny. Nie do wytrzymania. Pokazuje tylko, jaką kotką naprawdę była i że nie powinienem w ogóle o niej myśleć. Zapomnieć, wyrzucić do kosza, udawać, że nigdy nie istniała. Bardzo chciałbym tak zrobić, ale... nie potrafię. Przegryzam wnętrze policzka, próbując skupić się na szumie we własnych uszach, a nie niezręcznej ciszy, jaka zapanowała między nami. To był idiotyczny pomysł, podchodzić do niej. Ale serce mam większe, niż rozum. Szczególnie, że wtem dostrzegam, że wcale mnie nie ignoruje bo tak. Wygląda żałośnie.
Zapewne powinienem się z tego faktu cieszyć. Zamiast tego ten widok łamie mi serce. Odchrząkam.
— Co się stało? — pytam już nieco bardziej miękko, za co natychmiast ganię się we własnej głowie. Końcówka ogona przecina powietrze i zahacza o podłoże, gdy zastanawiam się, co dalej. Wreszcie wzdycham. — Jeśli planujesz udawać, że nie istnieję, to wybrałaś do tego złe miejsce. Bywam tutaj często — dodaję nieco ostrzej, choć jest to zdecydowanie wymuszone. Przejeżdżam spojrzeniem po jej sylwetce, próbując odnaleźć źródło jej beznadziejnego stanu, ale jedyne, co dostrzegam, to to, że przytyła. Niby nic, ale może dla Róży oznacza to koniec świata?
♱I thinkIMSCAREDof all the signs♱ DONTEVERleave meALONEatNIGHT 《 I thinkIMSCARED,I haveNOTIME 》 ISCREAMout loudJUSTto see ifIMALIVE
Księżyce: 150 Mistrz: Barwna Ścieżka Płeć: kotka Matka: wydziedziczona Ojciec: legenda Partner: dobra zabawa
Przeciętnej postury kotka o długim, białym futrze z rudą plamą pyszczku i karku, burą plamką na pyszczku oraz rudo-burym ogonem. oczęta mają barwę oliwkową. Szyję zdobi brokatowa, widoczna z kilometra różowa obróżka.
Szylkretka, choć jest jeszcze kociakiem to zdecydowanie można ją nazwać istotką dość rozumną. Nie zadaje ona masy pytań jak każdy maluch - jeśli już, to robi to tylko wtedy, gdy uznaje to za konieczne, gdy czegoś naprawdę nie rozumie. W gruncie rzeczy, nie interesuje jej bardzo dużo rzeczy. Nie jest jakoś szczególnie ambitna. Wiele rzeczy jej powiewa. Nie marzy jej się bycie najlepszą wojowniczką, tak w sumie to nawet niespecjalnie jej zależy na tym, by kiedykolwiek awansować z rangi kociaka. Zasad przestrzega tak długo, jak tylko jest to dla niej wygodne. Jeśli bardzo zapragnie zrobić coś, co okaże się być zakazane, nawet się nie zawaha. Nie omieszka także kłamać, jeśli okaże się to konieczne - na przykład po to, by uratować swój tyłek, by uniknąć konsekwencji za swoje czyny. Poza tym jest raczej szczera i bezpośrednia, ale nie jest w tym wszystkim chamska i nieprzyjemna. Lubi rozmawiać z innymi kotami, jest raczej towarzyska i nie powinna mieć problemu z nawiązaniem przyjaźni.
Zamiast się obrazić, że go ignorowała, zwłaszcza po tym wszystkim co między nami było, zdecydował się drążyć. I podchodzić. I mówić do niej. Nie miała na to ochoty i nie miała bladego pojęcia, że tam urzęduje, bo ostatnio widziała go na osiedlu! Skąd miała o tym wiedzieć? Wiedziała jednak, że nie da rady od niego uciec, zrazić go, bo po tym wszystkim najwidoczniej dalej miał jakąś słabość do jej osoby. Trudno się dziwić, była niecodzienną piękność i wiedziała jak owinąć sobie samców wokół palca, zwłaszcza tak młodych i podatnych na manipulacje, tracących głowę dla odrobiny ciała.
- Wpadłam. - powiedziała prawie szeptem, zaczynając łkać. Nie mogła powiedzieć, że wpadli razem, choć termin ich ostatniej schadzki być może i się z tym pokrywał. Nie zamierzała mu oczywiście mówić o tym, że ojcem mógłby być każdy inny mieszkaniec osiedla, ale niech pomyśli sobie, że nie żyła terminu "wpadliśmy", bo, hm, była taka smutna? Zła? Rozczarowana? Opcji mogło być wiele! Ale na pewno nie dlatego, że ojcem mógł być w jakimś dziesiętnym ułamku. Skądże.
Wysoki kocur, który wyraźnie, choć niechętnie, góruje nad zdecydowaną większością napotkanych kotów. Cóż, przynajmniej w tym jednym zakresie, bowiem nie może pochwalić się silną, dobrze zbudowaną sylwetką: jest raczej dość słaby, smukły, z ledwo widocznie zaznaczonymi mięśniami. Jego ciało okala krótkie, czarne futerko, zadbane, z każdym jednym włosem dokładnie ułożonym. Czerń mieni się, stanowiąc największy atut swojego właściciela. Tylko jeden fragment jego futra postanowił zbuntować się i przerwać harmonijną całość; strzępka białych włosów, wyrastająca z dolnej, tylnej części lewego ucha stanowi jedną z bardziej charakterystycznych rzeczy w wyglądzie kocura. Drugą są oczy, lekko skośne, żółte, popadające delikatnie w pomarańcz. Trzecią jest jego lekko klinowaty nos, otulony długimi, prostymi czarnymi i białymi wibrysami. Czwartą, ostatnią, jednocześnie też będącą nieprzyjemną pamiątką, jest jego krok: dość kulawy, bowiem jego prawa, przednia łapa jest zesztywniała i mało ruchliwa. Przez jej większość długości rozciąga się blizna od zewnętrznej strony.
Potrafi sprawiać wrażenie poukładanego, rozgarniętego kocura, choć w rzeczywistości jest w środku rozbity na kawałeczki, których od wypadku nie potrafi na nowo ułożyć w całość, nawet jeśli pozornie znalazł dla siebie miejsce i zdążył się pogodzić z utraconym życiem. Życiem, którego nie pamięta; nie pamięta dawnego imienia, pochodzenia, własnych rodziców, rodzeństwa. Zdaje się być dość melancholijnym kotem, prawdopodobnie przez fakt, iż czuje, że czegoś mu brakuje, jakby za czymś tęsknił. Lete jest kotem całkiem kulturalnym, łagodnym względem innych, całkiem wyrozumiały i skory do słuchania; ciekawią go jego rozmówcy. Sam nie lubi mówić zbyt wiele, szczególnie nie o sobie. Najwięcej mówi do siebie, we własnej głowie. Uważa, że otrzymał od życia wystarczającą pomoc i zdany jest przede wszystkim na siebie, nawet jeśli nie zawsze sobie radzi. Indywidualista. Zraził się do bliższych relacji, więc stara się ich unikać, zamykając własne serce przed każdym - stopniowo zamknął się też na najbliższych. Bardzo często zmęczony, trawiony bezsennością i chronicznymi bólami głowy.
jaszczurza łapa (kr), mimoza (s)
Nie spodziewam się, że moje słowa mają jakikolwiek na nią wpływ. Właściwie to nie spodziewam się już po niej niczego; dawno zniszczyła wszystkie moje oczekiwania względem jej osoby, zostawiając za sobą rozgoryczenie, żal. I najwyraźniej szybciej bijące serce, bowiem to nie zamierzało się jakkolwiek uspokoić. Wreszcie jednak Róża odzywa się, a ja marszczę brwi. Wpadła? Co to ma znaczyć?
— Wpadła... och — powtarzam za nią i nagle olśniewa mnie. Mrugam. Raz, drugi, trzeci, dziesiąty. Nie odzywam się, zamurowany jej słowami. Jej szloch wwierca mi się w umysł i przez jakieś dwa uderzenia serca jest mi jej tak szczerze żal. Dopiero po chwili potrząsam łbem, wyrzucając z niego tę absurdalną myśl. Nieskutecznie, ale to już inna kwestia. — ...z kim? — pytam niesamowicie głupio, ale też głucho. Dopiero teraz dostrzegam, że w moich płucach znowu brakuje powietrza. Nie mówię tego w złej wierze, nie próbuję jej nawet osądzać. Moje spojrzenie chyba mówi wszystko: błagalne, proszące o to, by nie powiedziała tego, o czym nawet boję się myśleć. Powtarzam sobie w duchu, że to niemożliwe. I wcale w to nie wierzę.
♱I thinkIMSCAREDof all the signs♱ DONTEVERleave meALONEatNIGHT 《 I thinkIMSCARED,I haveNOTIME 》 ISCREAMout loudJUSTto see ifIMALIVE
Księżyce: 150 Mistrz: Barwna Ścieżka Płeć: kotka Matka: wydziedziczona Ojciec: legenda Partner: dobra zabawa
Przeciętnej postury kotka o długim, białym futrze z rudą plamą pyszczku i karku, burą plamką na pyszczku oraz rudo-burym ogonem. oczęta mają barwę oliwkową. Szyję zdobi brokatowa, widoczna z kilometra różowa obróżka.
Szylkretka, choć jest jeszcze kociakiem to zdecydowanie można ją nazwać istotką dość rozumną. Nie zadaje ona masy pytań jak każdy maluch - jeśli już, to robi to tylko wtedy, gdy uznaje to za konieczne, gdy czegoś naprawdę nie rozumie. W gruncie rzeczy, nie interesuje jej bardzo dużo rzeczy. Nie jest jakoś szczególnie ambitna. Wiele rzeczy jej powiewa. Nie marzy jej się bycie najlepszą wojowniczką, tak w sumie to nawet niespecjalnie jej zależy na tym, by kiedykolwiek awansować z rangi kociaka. Zasad przestrzega tak długo, jak tylko jest to dla niej wygodne. Jeśli bardzo zapragnie zrobić coś, co okaże się być zakazane, nawet się nie zawaha. Nie omieszka także kłamać, jeśli okaże się to konieczne - na przykład po to, by uratować swój tyłek, by uniknąć konsekwencji za swoje czyny. Poza tym jest raczej szczera i bezpośrednia, ale nie jest w tym wszystkim chamska i nieprzyjemna. Lubi rozmawiać z innymi kotami, jest raczej towarzyska i nie powinna mieć problemu z nawiązaniem przyjaźni.
- A jak myślisz? - warknęła wściekła. To było BARDZO DOBRE pytanie, na które sama chciałaby znać odpowiedź, albowiem jej życie byłoby wtedy o wiele łatwiejsze i mogłaby po prostu zrzucić wszystko na ojca. Niestety, ojciec był nieznany i dopóki nie wypluje z siebie tych pasożytów, nie dowie się czyje są, bo partnerów miała naprawdę wiele. Lete jednak nie musiał tego wiedzieć. I nie musiał wcale wiedzieć jak działa kocia genetyka, tym bardziej że sam pewnie nie znał swoich przodków, a tym bardziej przodków Róży... Może było to dobre wyjście... awaryjne? Hm.
- Zabrali mnie do weta. A potem mnie wyrzucili. Ósemka. - dodała o wiele spokojniej, liczbę kociąt dodając szeptem. Otarła łzy i spojrzała na niego, dotykając się po brzuchu. Lekko się zgięła, udając że coś ją boli. Ała, kopiom.
Wysoki kocur, który wyraźnie, choć niechętnie, góruje nad zdecydowaną większością napotkanych kotów. Cóż, przynajmniej w tym jednym zakresie, bowiem nie może pochwalić się silną, dobrze zbudowaną sylwetką: jest raczej dość słaby, smukły, z ledwo widocznie zaznaczonymi mięśniami. Jego ciało okala krótkie, czarne futerko, zadbane, z każdym jednym włosem dokładnie ułożonym. Czerń mieni się, stanowiąc największy atut swojego właściciela. Tylko jeden fragment jego futra postanowił zbuntować się i przerwać harmonijną całość; strzępka białych włosów, wyrastająca z dolnej, tylnej części lewego ucha stanowi jedną z bardziej charakterystycznych rzeczy w wyglądzie kocura. Drugą są oczy, lekko skośne, żółte, popadające delikatnie w pomarańcz. Trzecią jest jego lekko klinowaty nos, otulony długimi, prostymi czarnymi i białymi wibrysami. Czwartą, ostatnią, jednocześnie też będącą nieprzyjemną pamiątką, jest jego krok: dość kulawy, bowiem jego prawa, przednia łapa jest zesztywniała i mało ruchliwa. Przez jej większość długości rozciąga się blizna od zewnętrznej strony.
Potrafi sprawiać wrażenie poukładanego, rozgarniętego kocura, choć w rzeczywistości jest w środku rozbity na kawałeczki, których od wypadku nie potrafi na nowo ułożyć w całość, nawet jeśli pozornie znalazł dla siebie miejsce i zdążył się pogodzić z utraconym życiem. Życiem, którego nie pamięta; nie pamięta dawnego imienia, pochodzenia, własnych rodziców, rodzeństwa. Zdaje się być dość melancholijnym kotem, prawdopodobnie przez fakt, iż czuje, że czegoś mu brakuje, jakby za czymś tęsknił. Lete jest kotem całkiem kulturalnym, łagodnym względem innych, całkiem wyrozumiały i skory do słuchania; ciekawią go jego rozmówcy. Sam nie lubi mówić zbyt wiele, szczególnie nie o sobie. Najwięcej mówi do siebie, we własnej głowie. Uważa, że otrzymał od życia wystarczającą pomoc i zdany jest przede wszystkim na siebie, nawet jeśli nie zawsze sobie radzi. Indywidualista. Zraził się do bliższych relacji, więc stara się ich unikać, zamykając własne serce przed każdym - stopniowo zamknął się też na najbliższych. Bardzo często zmęczony, trawiony bezsennością i chronicznymi bólami głowy.
jaszczurza łapa (kr), mimoza (s)
Złość Różyczki działa na mnie jak zapalnik. Cofam uszy, przykładając je z całej siły do czaszki i wwiercam spojrzenie w byłą kochankę. Nabieram powietrza w płuca, może aby krzyknąć, może aby po prostu westchnąć, odwrócić się i odejść, nie wiem; najchętniej tak właśnie bym zrobił, odszedł, nie mając zamiaru słuchać warczenia na mnie, nie po tym, co mi zrobiła. Ale skoro nie potrafiłem zrobić tego wcześniej, to jak mogę zrobić to teraz, kiedy powiedziała mi o własnej ciąży? Kiedy siedzi zapłakana i przerażona? Złamała mnie już raz, a ja nawet nie potrafię powiedzieć sobie, że zasłużyła na te wszystkie łzy.
Jednocześnie przerażenie zaczyna mnie pożerać. Nie słyszę od niej wyraźnego potwierdzenia własnych obaw, ale nawet te wywarczane są wystarczające. Chłód przeszywa moje ciało i robi mi się słabo. Przymykam oczy, biorę ponownie głęboki wdech, a Róża mówi dalej.
— I nie zamierzałaś mi powiedzieć — twierdzę wreszcie zmęczonym głosem, otwierając ślepia. Patrzę na nią, pozwalając się pochłonąć pustce, która na nowo wkrada się do mojego serca i zabiera za sobą każdą emocję, myśl, nadzieję. — I zamiast zostać na osiedlu, wybyłaś w dzicz? Co ty właściwie zamierzałaś zrobić? — kontynuuję z namiastką wyrzutu, mrużąc powieki. Jaki miałaś plan, Różyczko?
Obawiam się, że wiem. I to jest najgorsze.
♱I thinkIMSCAREDof all the signs♱ DONTEVERleave meALONEatNIGHT 《 I thinkIMSCARED,I haveNOTIME 》 ISCREAMout loudJUSTto see ifIMALIVE