Księżyce: 96 Mistrz: Bursztynowy Wschód Płeć: kocur Matka: Mysi Krok [*] Ojciec: Bukowa Kora [*] Partner: Księżycowe Jezioro Trwałe urazy: podłużna blizna na prawym udzie, blizna na szyi po wyrwanym płacie skóry, wyszczerbiona małżowina na lewym uchu, brak prawego ucha
Księżyce: 96 Mistrz: Bursztynowy Wschód Płeć: kocur Matka: Mysi Krok [*] Ojciec: Bukowa Kora [*] Partner: Księżycowe Jezioro Trwałe urazy: podłużna blizna na prawym udzie, blizna na szyi po wyrwanym płacie skóry, wyszczerbiona małżowina na lewym uchu, brak prawego ucha
Masywny, wysoki kocur o długim, burym futrze o pręgowaniu ticked. Oczy ma ciemnożółte. Jego normalny wyraz pyska jest raczej dość nieprzyjemny, obojętny, nawet jeśli kocur jest całkiem ciepły i przyjacielski. Ot, takie sprawie wrażenie na pierwszy rzut oka.
Można go nazwać fanatykiem, w pewnym sensie. Uważa, że każde wydarzenie w jego życiu jest swego rodzaju znakiem od Gwiezdnych. Darzy szacunkiem każdego starszego od siebie kota - rangą i wiekiem. Cały czas ma znudzony, zażenowany wyraz pyska, przez co wydaje się być nieprzyjemnym typem, co nie do końca jest zgodne z prawdą.
Cóż, zrobił co mógł, starał się, ale wyszło jak wyszło. Uznał to zatem za znak i nie zamierzał polować dalej - zgarnął to, co zdołał już schwytać i ruszył w stronę obozu, zamierzając udać się także do Barwnej Łapy. Nie czuł się za dobrze i chyba coś z tym wspólnego miał ten przeklęty rzęsorek. Niedobrze, opóźni to jego trening. I Paprociowej Łapy również.
Węgorzowe Gardło gdyby mógł to zgodziłby się z Bawełnianą Nicią w jednej kwestii - ta pora może wykończyć wszystkie koty. Przez to jak organizm staje się wycieńczony, podatny na choroby, ale nie chodzi tylko o to. Zwierzyny jest coraz mniej. Ona się przygotowała lepiej na tą porę. Robiły ogrom zapasów, kopały nory w których skrywały się na tak paskudne pory. Czuły się dobrze, skryte głęboko w ciepłych norkach pełnych pożywienia. A co z kotami na powierzchni? Każdego ranka dostawały silnym podmuchem chłodnego wiatru, który aż kuł w nos i cały pysk. Musieli przedzierać się przez zaspy tylko po to by patrolować granice oraz przez długi czas węszyć za jakąkolwiek zdobycz. I stąd pojawia się definicja, by dziękować Gwiezdnemu Klanowi za życie zwierzyny? Nie wiedział, i nadal tego nie rozumiał. Ale nie łamał tym kodeksu wojownika. Wykorzystywał zwierzynę zgodnie z jej przeznaczeniem. Pojawił się tu wczesnym rankiem. Odrobi się z polowaniem i prędko wróci do obozu. Tak, to dobry plan! Matko, jak on tęskni za tą słoneczną pogodą.
Drobna, zgrabna, acz wysoka bura koteczka z charakterystycznymi dla kotów bengalskich rozetami. Ma łososiowo-czarny nos i w tym samym kolorze poduszki łap. W posiadaniu są również białe wibrysy oraz cyjanowe oczęta.
Lojalna, uczciwa, przyjacielska. Nietrudno przychodzi jej zawieranie nowych znajomości, robi to z całkowitą przyjemnością i uśmiechem na pyszczku. Jest trochę naiwna. Przez śmierć jej bliskich stała się bardziej małomówna, niepewna i osowiała, ale głęboko w sobie skrywa dawną siebie.
Widocznie nie tylko koty nie przepadały za Porą Nagich Drzew. Węgorzowe Gardło wybrał się na polowanie, ale wyglądało na to, że cała zwierzyna pochowała się do swoich nor. Ciężko stwierdzić, czy to nieodpowiednia pora, czy też wystarczy jeszcze trochę pochodzić, żeby na coś wpaść, ale jedno było pewne: póki co wojownik niczego nie znalazł.
Nikt nie mówił, że będzie łatwo. Węgorzowe Gardło może i nie szczycił się jakąś mądrością, ale wiedział do czego taka pora jest zdolna. Jest surowa, nieobliczalna, wiele kotów może zaprowadzić na skraj śmierci przez głód. A jeszcze więcej kotów może z tego świata zabrać. Ale nie ustępował. Dalej brnął przed siebie poszukując zawzięcie zwierzyny i węszył nisko przy ziemi by złapać jakikolwiek trop. Chociaż jedna myszka, naprawdę!
Drobna, zgrabna, acz wysoka bura koteczka z charakterystycznymi dla kotów bengalskich rozetami. Ma łososiowo-czarny nos i w tym samym kolorze poduszki łap. W posiadaniu są również białe wibrysy oraz cyjanowe oczęta.
Lojalna, uczciwa, przyjacielska. Nietrudno przychodzi jej zawieranie nowych znajomości, robi to z całkowitą przyjemnością i uśmiechem na pyszczku. Jest trochę naiwna. Przez śmierć jej bliskich stała się bardziej małomówna, niepewna i osowiała, ale głęboko w sobie skrywa dawną siebie.
Kocur z dobrym nastawieniem przemierzał rzeczne tereny. Widocznie mu się to opłaciło, bo chwilę później mógł spostrzec dłubiącego coś w ziemi rudzika. Szaro ubarwiony, z rudymi akcentami na piersi ptak co jakiś czas podskakiwał, więc wojownik musiał być ostrożny, jeżeli chciał go upolować.
I najwyraźniej to dobre nastawienie się opłacało! Zaraz wojownik przed sobą dostrzegł potencjalną ofiarę, z której nie spuścił oka nawet na moment. Przybrał postawę odpowiednią do pozycji łowieckiej i zaczął się skradać tak, aby wiatr nie zdradził jego pozycji i zwracając uwagę na podłoże, by nie nadepnąć na nich kruchego. Nie chce spłoszyć na start tego zwierzaka. Sytuacja była tu lepsza niż na Błotnistej Wysepce, tutaj miał gdzie się skryć. Zatrzymywał się za kępami chwastów, aby ptak go nie dostrzegł.
Drobna, zgrabna, acz wysoka bura koteczka z charakterystycznymi dla kotów bengalskich rozetami. Ma łososiowo-czarny nos i w tym samym kolorze poduszki łap. W posiadaniu są również białe wibrysy oraz cyjanowe oczęta.
Lojalna, uczciwa, przyjacielska. Nietrudno przychodzi jej zawieranie nowych znajomości, robi to z całkowitą przyjemnością i uśmiechem na pyszczku. Jest trochę naiwna. Przez śmierć jej bliskich stała się bardziej małomówna, niepewna i osowiała, ale głęboko w sobie skrywa dawną siebie.
Niestety rudzik był aż nadto ostrożny. Choć wojownik robił wszystko perfekcyjnie, ptak nagle odwrócił głowę i spostrzegł polującego drapieżnika. Czym prędzej rzucił się do ucieczki, jednak jego lot był tak niski, że Węgorzowe Gardło mógł próbować go jeszcze złapać.
O nie, nie tym razem. Węgorzowe Gardło miał podobną sytuację na poprzednim polowaniu. Ale teraz nie odpuści. Wystartował prędko z miejsca pędząc za nisko lecącym ptakiem. Nie chciał skakać zbyt wcześniej. Chciał znaleźć się na tyle blisko, by móc uciekiniera pochwycić.
Drobna, zgrabna, acz wysoka bura koteczka z charakterystycznymi dla kotów bengalskich rozetami. Ma łososiowo-czarny nos i w tym samym kolorze poduszki łap. W posiadaniu są również białe wibrysy oraz cyjanowe oczęta.
Lojalna, uczciwa, przyjacielska. Nietrudno przychodzi jej zawieranie nowych znajomości, robi to z całkowitą przyjemnością i uśmiechem na pyszczku. Jest trochę naiwna. Przez śmierć jej bliskich stała się bardziej małomówna, niepewna i osowiała, ale głęboko w sobie skrywa dawną siebie.
Rudzik nie dawał za wygraną. Choć kocur przysłowiowo siedział mu na ogonie, ptak wciąż był nieuchwytny. Co mogło być jednak pocieszające, to fakt, że wojownik nadal miał szansę go złapać. Ptaszysko nadal leciało stosunkowo nisko i było w zasięgu łap kocura; ten mógł w dalszym ciągu je gonić.
Trujący Liść jest kocurem o iście szczurzej urodzie. Długie i szerokie u nasady uszy, długi ogon, a także klinowaty, wręcz iście orientalny pysk to zaledwie część tego, czym wojownik może się pochwalić. Oczy kocura są intensywnie bursztynowe. Nie należy do najbardziej umięśnionych kotów, jest dość szczupły, zdawać by się mogło, że wręcz wychudzony. Mogłoby się zdawać, że natura go pokarała, ale nie, jego braki w tężyźnie fizycznej wynagrodziła w postaci nieprzeciętnego wzrostu. Czekoladowe futro kocura jest gładkie, jedynie na końcówce ogona dopatrzyć się można paru wystających kosmyków. Posiada blizny na szyi zdobyte w starciu z borsukiem.
Charakter kocura jest twardym orzechem do zgryzienia. Czasem wydaje się impulsywny i pochmurny, jakby w poduszeczkę łapy wbił mu się jakiś ostry cierń. Czasem jest jednak wręcz przeciwnie i wojownik zachowuje się uprzejmie, potrafi nawet rzucić jakimś żartem. Przeważnie jednak woli przebywać w samotności, choć nie oznacza to, że stroni od towarzystwa na wszelkie możliwe sposoby. Na pierwszy rzut oka może wydawać się marudny i leniwy, ale jak się go bliżej pozna, to jak to ktoś zauważył to potrafi być miękki niczym zwilżony meszek. Bardzo lubi droczyć się ze swoją siostrą Fiołek. Do kotów starszych i wyższych od niego rangą stara się zwracać z szacunkiem.
Klan Rzeki.
Sam nie wiedział dlaczego jego łapy przyprowadziły go akurat tutaj. Przecież jeszcze nie podjął decyzji, która jednogłośnie wskazywałaby na chęć wrócenia do miejsca, które kiedyś nazywał domem. Może podświadomie chciał się upewnić, że jego siostra dotarła cała i zdrowa do Klanu. Że teraz siedzi razem z pobratymcami przy stosie zwierzyny, śmiejąc się radośnie z najmniejszego żartu jaki padł w tak miłej atmosferze. Wolał o tym myśleć w taki sposób, niż że zawiódł w poszukiwaniach. Bowiem właśnie ta porażka najbardziej mu ciąży. Gdyby przyprowadził, ze sobą Fiołek mógłby spojrzeń w oczy reszcie klanowiczów. Zresztą wiedziałby, że siostra jest bezpieczna. A teraz kiedy był już stary praktycznie nie miał po co, ani prawdopodobnie do kogo wracać. Jaki byłby z niego pożytek, przecież jeśli w klanie jest tyle młodych wojowników, to on jako stary piernik nie dostałby tego zaszczytu posiadania w swoich łapach terminatora. Przeżyłby całe życie jako leniwa kupa futra bez żadnego osiągnięcia. Zabawne. Kiedyś mu to nie przeszkadzało.
Usiadł nad brzegiem rzeki, wpatrując się w taflę wody. Może chociaż uda mu się złapać rybę. Pilnował oczywiście, żeby nie przekroczyć granicy. Miał już swoje lata, ale dobrze pamiętał jak pachną rzeczne oznaczenia, a i nie był na tyle głupi, żeby narazić się na gniew jakiegoś wojownika.
/Wiewiórka <3
WHENyouthinkthatitcannotb e w o r s eanymore,startb a n g i n gTHE boardwithy o u rLEGYouwillsee H O Wrelievedyouf e e lwhenyou S T O P
Jest mała i drobna. Znajduje się w dolnej granicy wzrostu kotek w tym klanie. Posiada krótkie, jasnorude futerko, pokryte ciemniejszymi, klasycznymi pręgami. Pod tym futerkiem skrywa smukłe, chude ciałko, pod którym prześwitują żebra, oraz ledwo widoczne mięśnie. Jej pyszczek jest okrągły i krótki, a na jego końcu widoczny jest różowy nosek. Nad nim widoczne są żółte, duże oczy. Na krańcu głowy posiada długie uszka. Ma strasznie długie i gęste białe wąsy. Przy pyszczku i oczkach jej sierść jest jaśniejsza. Podobnie, chociaż nie tak widoczne przejaśnienia są również na jej klatce piersiowej, brzuchu, oraz wewnętrznej części ud. Jej futerko jest wiecznie zadbane, ponieważ bardzo o nie dba; uważa że jakoś trzeba się prezentować!
Jest typowym introwertykiem. Uwielbia siedzieć sama i po prostu myśleć, obserwować otoczenie. Jednak, jak każdy, czasem potrzebuje obecności innego kota. Jest ona kotką mało rozmowną, wręcz ociekającą nieśmiałością, dopóki kogoś bliżej nie pozna. Zazwyczaj jest optymistką - stara się widzieć wszystko w różowych barwach. Jest bardzo empatyczna. Na pewno chętnie wysłucha i służy jako ostoja do wypłakania się. Jest bardzo niecierpliwa, co ma swoje ujście między innymi w jej czynach - zbytnio się spieszy i robi niektóre rzeczy niedokładnie. Nie ma również idealnej pamięci i często zdarza jej się niektórych rzeczy po prostu zapominać. Jest również niezdarna. Szybko się denerwuje porażkami, ponieważ towarzyszyły jej od kiedy pamięta. Bardzo bierze do siebie wszelkie złe słowa na jej temat. Zazwyczaj jest pełna energii, ale lubi czasami powylegiwać się i nic nie robić przez pół dnia. Szybko się przywiązuje. Nie jest w stanie nic na to poradzić, ale praktycznie każdy, kogo pozna, od razu jest jej przyjacielem. Jest również nieco strachliwa. Jakby przyszło co do czego niewątpliwie prędzej wybrałaby ucieczkę, niż walkę, ponieważ bałaby się co z takiej walki może wyniknąć. Widać u niej typowy brak odwagi również w kontaktach z innymi; czasami zbytnio stresuje się rozmowami, co często widać po tym, że odwraca wzrok, owija ogon dookoła przednich łap, czy cofa uszy.
Łapa za łapą Wiewiórka szła przed siebie bez konkretnego celu. Dosłownie jak jej życie straciło sens z dniem poprzednim, gdy pochowała swojego najlepszego przyjaciela, i przy okazji partnera. Ostatniego ważnego kota w jej życiu. A przynajmniej tak sądziła. Widocznie Gwiezdni ulitowali się nad nią i postanowili sprowadzić Trującego w pobliże rodzimego klanu akurat dziś, gdy tego najbardziej potrzebowała.
W zasadzie, umysł miała nieskalany myślą, pustka, jaka w nim była, przyprawiała ją o ból głowy. Nigdy wcześniej nie miała aż takiego podłamania i w zasadzie nie wiedziała co robić. Czy powinna porozmawiać z Łabędzią Gwiazdą o... zaniechaniu obowiązków? Czy zasługiwała już na udanie się do starszyzny? Nie była najstarsza, nie zaczęła jeszcze siwieć na całym pysku, czy ciele, ale czuła się teraz, po tej stracie, jakby przybyło jej z dwadzieścia księżyców, jakby już jedną nogą była w starszyźnie, a drugą na Srebrnej Skórce. Jak inne kotki sobie z tym radziły...?
Nie zauważyła więc, gdy zaczęła niebezpiecznie zbliżać się do granicy - i to nie byle jakiej, bo z Ziemiami Niczyimi. I dopiero zapach, który nijak nie był rzeczny sprawił, że zatrzymała się natychmiast, podnosząc łeb skierowany ku ziemi, prostując się i uważnie rozglądając. Spięła też wszystkie mięśnie, gotowa do ucieczki od niebezpieczeństwa - wszak zapach, który czuła, nie był związany z żadnym klanem!
Ale gdy już dojrzała kocura, który siedział przy granicy trochę się rozluźniła, ba, zmarszczyła brwi i ruszyła w jego stronę. Wyglądał znajomo. Zbyt znajomo, by podkulić ogon i uciec. Może doszło jej trochę odwagi po pogrzebie, bo przecież co mogłoby się jej najgorszego stać? Zostałaby zamordowana? Pf, przynajmniej trafiłaby do Gwiezdnego Klanu, gdzie czekał na nią Mrozik. A gdy zbliżyła się na wystarczającą odległość, by odróżnić rysy pyska i zapach przypisany do tego konkretnego kota, tak ociekający samotnikiem, a jednak znajomy...
- Tru... Trujący Liść? - sapnęła niepewnie, acz zatrzymała się przed granicą, nadal nieco czujna, ale jednak praktycznie pewna swoich słów. To on, prawda? To on.
Trujący Liść jest kocurem o iście szczurzej urodzie. Długie i szerokie u nasady uszy, długi ogon, a także klinowaty, wręcz iście orientalny pysk to zaledwie część tego, czym wojownik może się pochwalić. Oczy kocura są intensywnie bursztynowe. Nie należy do najbardziej umięśnionych kotów, jest dość szczupły, zdawać by się mogło, że wręcz wychudzony. Mogłoby się zdawać, że natura go pokarała, ale nie, jego braki w tężyźnie fizycznej wynagrodziła w postaci nieprzeciętnego wzrostu. Czekoladowe futro kocura jest gładkie, jedynie na końcówce ogona dopatrzyć się można paru wystających kosmyków. Posiada blizny na szyi zdobyte w starciu z borsukiem.
Charakter kocura jest twardym orzechem do zgryzienia. Czasem wydaje się impulsywny i pochmurny, jakby w poduszeczkę łapy wbił mu się jakiś ostry cierń. Czasem jest jednak wręcz przeciwnie i wojownik zachowuje się uprzejmie, potrafi nawet rzucić jakimś żartem. Przeważnie jednak woli przebywać w samotności, choć nie oznacza to, że stroni od towarzystwa na wszelkie możliwe sposoby. Na pierwszy rzut oka może wydawać się marudny i leniwy, ale jak się go bliżej pozna, to jak to ktoś zauważył to potrafi być miękki niczym zwilżony meszek. Bardzo lubi droczyć się ze swoją siostrą Fiołek. Do kotów starszych i wyższych od niego rangą stara się zwracać z szacunkiem.
Do jego nozdrzy doszedł dobrze znany mu zapach. I zdecydowanie nie pochodził on z granicy, był znacznie mocniejszy, jakby w jego stronę zbliżał się graniczny patrol. Z jednej strony poczuł się zagrożony, w końcu teraz był kimś obcym, z drugiej jednak odczuł swego rodzaju nadzieję. Bądź co bądź nie chciał jej w sobie rozpalać. Czego jednak, ku jego niezadowoleniu nie dało się uniknąć.
Odwrócił się sztywno w stronę, z której spodziewał się cudzego najścia. Sierść na jego karku była podniesiona, a on sam podniósł się z pozycji siedzącej, żeby dumnie stawić czoła przybyszom. Ogon zadarł ku górze. Nie mógł przecież pokazać w jakim stanie obecnie się znajdował. Poczuł dziwnie pozytywne zaskoczenie widząc przed sobą, w niedalekiej odległości jedynie jednego kota.
Jego względna pewność sobie, która tak bardzo chciał przedstawić ulatniała się z niego coraz bardziej. Wbił spojrzenie w kotkę stojącą w pewnej odległości od niego, a gdy tylko usłyszał jej głos, wcześniej uniesiony ogon momentalnie opadł obijając się o jego tylne łapy.
Ruda sierść. Głos. Znał ją, przecież dobrze ją znał. A jednak nie wiedział co ma teraz zrobić, jak zareagować. Co gorsza, promyczek nadziei, który zaczął się w nim wcześniej tlić, rozpalał się do rozmiarów znacznie większych niż tego chciał. Jednocześnie rosła w nim złość. Złość na samego siebie, a powodem nie była niemoc w reakcji, chociaż ona też miała tutaj swoje chwilę sławy. Złość polegała na czymś zupełnie innym.
Otworzył pysk w niezręcznej próbie przemówienia.- Wiewiórczy Skok...? To ty, prawda...? -Jego głos również brzmiał niepewnie. Podjął jeszcze bardziej niezręczną próbę, po której na jego pyszczku pojawiło się coś co zbliżone najbardziej było do grymasu. W rzeczywistości jednak była to próba uśmiechu, ale kotłujące się głęboko uczucia nie pozwoliły na proste wykonanie ów gestu. Zresztą dawno się nie uśmiechał... Jego pożółkłe kły raczej nie napawały optymizmem, ale nie chciał kotki wystraszyć, czy zniechęcić. Właściwie nie wiedziałam dlaczego to zrobił, może lepiej było przybrać typowy dla siebie znudzony wyraz pyska...
WHENyouthinkthatitcannotb e w o r s eanymore,startb a n g i n gTHE boardwithy o u rLEGYouwillsee H O Wrelievedyouf e e lwhenyou S T O P
Jest mała i drobna. Znajduje się w dolnej granicy wzrostu kotek w tym klanie. Posiada krótkie, jasnorude futerko, pokryte ciemniejszymi, klasycznymi pręgami. Pod tym futerkiem skrywa smukłe, chude ciałko, pod którym prześwitują żebra, oraz ledwo widoczne mięśnie. Jej pyszczek jest okrągły i krótki, a na jego końcu widoczny jest różowy nosek. Nad nim widoczne są żółte, duże oczy. Na krańcu głowy posiada długie uszka. Ma strasznie długie i gęste białe wąsy. Przy pyszczku i oczkach jej sierść jest jaśniejsza. Podobnie, chociaż nie tak widoczne przejaśnienia są również na jej klatce piersiowej, brzuchu, oraz wewnętrznej części ud. Jej futerko jest wiecznie zadbane, ponieważ bardzo o nie dba; uważa że jakoś trzeba się prezentować!
Jest typowym introwertykiem. Uwielbia siedzieć sama i po prostu myśleć, obserwować otoczenie. Jednak, jak każdy, czasem potrzebuje obecności innego kota. Jest ona kotką mało rozmowną, wręcz ociekającą nieśmiałością, dopóki kogoś bliżej nie pozna. Zazwyczaj jest optymistką - stara się widzieć wszystko w różowych barwach. Jest bardzo empatyczna. Na pewno chętnie wysłucha i służy jako ostoja do wypłakania się. Jest bardzo niecierpliwa, co ma swoje ujście między innymi w jej czynach - zbytnio się spieszy i robi niektóre rzeczy niedokładnie. Nie ma również idealnej pamięci i często zdarza jej się niektórych rzeczy po prostu zapominać. Jest również niezdarna. Szybko się denerwuje porażkami, ponieważ towarzyszyły jej od kiedy pamięta. Bardzo bierze do siebie wszelkie złe słowa na jej temat. Zazwyczaj jest pełna energii, ale lubi czasami powylegiwać się i nic nie robić przez pół dnia. Szybko się przywiązuje. Nie jest w stanie nic na to poradzić, ale praktycznie każdy, kogo pozna, od razu jest jej przyjacielem. Jest również nieco strachliwa. Jakby przyszło co do czego niewątpliwie prędzej wybrałaby ucieczkę, niż walkę, ponieważ bałaby się co z takiej walki może wyniknąć. Widać u niej typowy brak odwagi również w kontaktach z innymi; czasami zbytnio stresuje się rozmowami, co często widać po tym, że odwraca wzrok, owija ogon dookoła przednich łap, czy cofa uszy.
Wpatrywała się uważnie w czekoladowego kocura, a gdy nie odzywał się chwilę poczuła niebywały wstyd. Bo co, jeśli to nie jest on? Co, jeżeli pomyliła go z jakimś samotnikiem, zbyt pewna siebie, ze zbyt wielkimi nadziejami? Potrzebowała wierzyć w to, że to właśnie Trutek, że to jej kuzyn, że nie jest to jakiś przypadkowy kot, który wygląda jak brat Fiołek. Brakowało jej ich. A teraz... gdy straciła wszystkich i wszystko... miała nadzieję, że chociaż on powróci, że będzie miała u boku chociaż kogoś bliskiego.
Skinęła głową, czując zbierające się łzy w oczach, gdy zadał pytanie. Tak, to ona, zawsze i wiecznie w klanie, zbyt bojaźliwa, by wyjrzeć za granicę. Musiałoby ją coś zeżreć, żeby jej tu nie było - a to też było mało prawdopodobne biorąc pod uwagę, że gdy widziała chociaż cień drapieżnika, to dawała nogę w drugą stronę. Jakim cudem nikt jej jeszcze nie posądził o szkody dla klanu to nie wiedziała.
Podeszła bliżej, niepewnie zbliżając się do granicy. Miała ochotę się w niego wtulić i powiedzieć, jak bardzo tęskniła, ale nie wiedziała, czy powinna. Dlatego też zatrzymała się parę kroków od niego.
- Gdzie... gdzie byłeś, tyle księżyców...? Tyle... cię ominęło - miauknęła. Nie było w tym wyrzutu, nie było złości; ot czysta ciekawość, a nawet radość, że może zadać to pytanie - niewielu dożywało takiego momentu i nie sądziła, że jeszcze komuś je zada! Och, jak chciałaby je zadać teraz Kałuży, Fiołek, czy Wrzos!
Trujący Liść jest kocurem o iście szczurzej urodzie. Długie i szerokie u nasady uszy, długi ogon, a także klinowaty, wręcz iście orientalny pysk to zaledwie część tego, czym wojownik może się pochwalić. Oczy kocura są intensywnie bursztynowe. Nie należy do najbardziej umięśnionych kotów, jest dość szczupły, zdawać by się mogło, że wręcz wychudzony. Mogłoby się zdawać, że natura go pokarała, ale nie, jego braki w tężyźnie fizycznej wynagrodziła w postaci nieprzeciętnego wzrostu. Czekoladowe futro kocura jest gładkie, jedynie na końcówce ogona dopatrzyć się można paru wystających kosmyków. Posiada blizny na szyi zdobyte w starciu z borsukiem.
Charakter kocura jest twardym orzechem do zgryzienia. Czasem wydaje się impulsywny i pochmurny, jakby w poduszeczkę łapy wbił mu się jakiś ostry cierń. Czasem jest jednak wręcz przeciwnie i wojownik zachowuje się uprzejmie, potrafi nawet rzucić jakimś żartem. Przeważnie jednak woli przebywać w samotności, choć nie oznacza to, że stroni od towarzystwa na wszelkie możliwe sposoby. Na pierwszy rzut oka może wydawać się marudny i leniwy, ale jak się go bliżej pozna, to jak to ktoś zauważył to potrafi być miękki niczym zwilżony meszek. Bardzo lubi droczyć się ze swoją siostrą Fiołek. Do kotów starszych i wyższych od niego rangą stara się zwracać z szacunkiem.
Nie było mowy o pomyłce. To była ona. Jego kuzynka, Wiewiórczy Skok. Nie ważne jak bardzo chciał stłumić rosnący promyczek nadziei, w chwili obecnej nie miał ku temu najmniejszych szans. Tym bardziej, że z każdym momentem rozpalał się jeszcze bardziej, szczególnie z chwilą, w której widział jak się do niego zbliża. Gdzieś głęboko w środku również chciał podejść, tym bardziej, że teraz bardziej niż kiedykolwiek zależało mu na bliskości drugiego kota. Ostatecznie jednak nie był w stanie zrobić kroku, nie wiedział czy jest to odpowiedni moment.
Mimo tego, że w słowach kotki nie wyczuł żadnego urazu, rzucił jej przepraszające spojrzenie. Dalej miał sobie za złe, że zniknął bez słowa, bez nawet napomkniecia o swoim zamiarze, a wrócił z pustymi łapami. I mimo, że w chwilach gdy spotykał obce koty, starał się wyrzucać to z pamięci, tak gdy był sam, albo tym bardziej gdy miał spojrzeć w oczy swojej dawnej przyjaciółce czuł się okropnie. - Ja cóż... Powiedzmy, że... -Nie wiedział jak ma ułożyć swoje słowa. Nie wiedział nawet czy powinien mówić o tym dlaczego tak na prawdę go nie było. Przełknął ślinę.- Byłem na osiedlu. I powiem ci, że to strasznie parszywe miejsce... Jest głośno, zapach też nie jest usłany różami. Ale co się dziwić skoro pełno tam dwunogów... i ich psów. - Mówiąc to starał się, aby jego głos brzmiał pewnie, żeby się nie załamywał i nie cichł. Uznał, że nie powinien od razu wyciągać najgorszych informacji na wierzch, w końcu i tak atmosfera była ciężka. Nie ważne jak bardzo korciło go, żeby zapytać, czy Fiołek może wróciła sama. Bał się odpowiedzi. - No... Więc co takiego mnie ominęło? ... Jak się trzymasz? -Rzucił Wiewiórce już nieco bardziej zachęcające spojrzenie.
WHENyouthinkthatitcannotb e w o r s eanymore,startb a n g i n gTHE boardwithy o u rLEGYouwillsee H O Wrelievedyouf e e lwhenyou S T O P
Jest mała i drobna. Znajduje się w dolnej granicy wzrostu kotek w tym klanie. Posiada krótkie, jasnorude futerko, pokryte ciemniejszymi, klasycznymi pręgami. Pod tym futerkiem skrywa smukłe, chude ciałko, pod którym prześwitują żebra, oraz ledwo widoczne mięśnie. Jej pyszczek jest okrągły i krótki, a na jego końcu widoczny jest różowy nosek. Nad nim widoczne są żółte, duże oczy. Na krańcu głowy posiada długie uszka. Ma strasznie długie i gęste białe wąsy. Przy pyszczku i oczkach jej sierść jest jaśniejsza. Podobnie, chociaż nie tak widoczne przejaśnienia są również na jej klatce piersiowej, brzuchu, oraz wewnętrznej części ud. Jej futerko jest wiecznie zadbane, ponieważ bardzo o nie dba; uważa że jakoś trzeba się prezentować!
Jest typowym introwertykiem. Uwielbia siedzieć sama i po prostu myśleć, obserwować otoczenie. Jednak, jak każdy, czasem potrzebuje obecności innego kota. Jest ona kotką mało rozmowną, wręcz ociekającą nieśmiałością, dopóki kogoś bliżej nie pozna. Zazwyczaj jest optymistką - stara się widzieć wszystko w różowych barwach. Jest bardzo empatyczna. Na pewno chętnie wysłucha i służy jako ostoja do wypłakania się. Jest bardzo niecierpliwa, co ma swoje ujście między innymi w jej czynach - zbytnio się spieszy i robi niektóre rzeczy niedokładnie. Nie ma również idealnej pamięci i często zdarza jej się niektórych rzeczy po prostu zapominać. Jest również niezdarna. Szybko się denerwuje porażkami, ponieważ towarzyszyły jej od kiedy pamięta. Bardzo bierze do siebie wszelkie złe słowa na jej temat. Zazwyczaj jest pełna energii, ale lubi czasami powylegiwać się i nic nie robić przez pół dnia. Szybko się przywiązuje. Nie jest w stanie nic na to poradzić, ale praktycznie każdy, kogo pozna, od razu jest jej przyjacielem. Jest również nieco strachliwa. Jakby przyszło co do czego niewątpliwie prędzej wybrałaby ucieczkę, niż walkę, ponieważ bałaby się co z takiej walki może wyniknąć. Widać u niej typowy brak odwagi również w kontaktach z innymi; czasami zbytnio stresuje się rozmowami, co często widać po tym, że odwraca wzrok, owija ogon dookoła przednich łap, czy cofa uszy.
Serce się jej radowało, bo mogła jeszcze raz zobaczyć kuzyna. Nigdy nie sądziła, że będzie miała jeszcze tę przyjemność by zobaczyć jego albo Fiołek, straciła już resztki nadziei. Bo przecież tak dawno temu zaginęli. Od tak dawna nie miała z nimi kontaktu. Z każdym księżycem coraz mniej wierzyła, że ich zobaczy, a tu proszę - Trujący Liść pojawił się na granicy. Czyli cuda jednak się zdarzają!
- Dlaczego... co... co się stało, że... nie wróciłeś? Coś poważnego...? - zamartwiła się. Nie była pewna, czy kocur chciał tam trafić, czy coś się stało, że tam był, czy porwali go dwunodzy, czy sam poszedł na spacer i się zgubił, nie wiedział jak wrócić? Słyszała, że osiedle jest daleko stąd i choć niektórzy chodzili tam na spacery, to nie było ich wtedy co najmniej jeden dzień, jak nie dłużej. Sama nie wiedziała, czy potrafiłaby wrócić ze swoją słabiutką orientacją w terenie i faktem, że nieznane dla niej tereny wyglądały niemal identycznie!
- No... ominęło cię... całkiem dużo, nawet nie wiem, od czego zacząć i... kiedy konkretnie to się wydarzyło...! - powiedziała. Nie orientowała się już w którym konkretnie momencie historii zaginął Trutek i Fiołek, więc nie wiedziała o czym powiedzieć jako pierwszym. - Najważniejsza informacja jest taka, że... teraz gwiazdą jest Łabędzia Gwiazda... nie wiem, czy kojarzysz...? - spytała.