A potem ta kotka stała się Wydmą. Na dzień ceremonii pięknie wyczyściła futerko i starała się, aby tak pozostało. Tylko te parę dni było do przystosowania się do rangi i tego, o z nią związane. Futro Wydmowego Wiatru więc jest teraz czystsze, niż gdy była terminatorką. Zdobyła też trochę mięśni. Nadal wysoka i długa, ruda tygrysio pręgowana z białymi znaczeniami i zielonymi oczami. Teraz już dużo w jej wyglądzie zmieniać się nie będzie, chyba, że dostanie jakieś bitewne blizny. Ale innych zmian chyba nie będzie.
Charakter wojowniczki o imieniu Wydmowy Wiatr nie zmienił się, prócz tego, że nie jest aż taka energiczna. Albo po prostu poważniejsza. Minęło trochę czasu od mianowania, więc jeszcze nie widać, czy mocno się zmieniła. Na razie jest tak, jak było, jednie jej energiczność nie jest wykorzystywana w ten sam sposób, bo teraz wykorzystuje ją do pełnienia swoich obowiązków oraz jest poważniejsza. Tyle.
Po stracie tak wielu ważnych kotów Wydmowy Wiatr posmutniała, jest bardziej na boku. Na szczęście nie odbiło się to na terminatorów. Jest lepiej, gdy spotyka kogoś kogo zna, ale jednak ciągle kogoś traci... Próbuje jednak nie ukazywać tego uczucia z głębi siebie.
W przeciwieństwie do swej córki, rudej udało się dostrzec nie jedną, a aż dwie interesujące rzeczy, które zmyła rzeka. Szturchnęła Płotkę łokciem, łapą pokazując oba przedmioty. Zanim ruda zdążyła cokolwiek powiedzieć jej córka zdążyła rzucić się na tą... szczerze... ciekawszą rzecz. Westchnęła z uśmiechem i zrobiła to samo co kotka, wskoczyła zgrabnie do wody w stronę uciekającego pudełka. Wypłynęła na powierzchnię by szybko się rozglądnąć, sprawdzić czy nadal płynie w dobrą stronę. Machnęła jeszcze raz łapami i dotarła do przedmiotu. Chciała spróbować wyciągnąć go jakoś łapami na... nie brzeg, ten był za daleko... na najbliższy płaski kamień. Problem był tylko taki, że trudno było go solidnie złapać. Ale może się uda? Jeśli tak, to będzie miała czym się pochwalić. Pytanie tylko, do czego ta rzecz służy. Może da radę przechować tam coś? Żartowała z tymi piórkami, ale może się tak skończyć, że będzie miała coś w tym guście w środku? No, o ile to otworzy, jeszcze była ta czerwona rzecz, która trzymała to zamknięte.
what a glorious feeling! i'm happy again! ° i'm laughing ofclouds °
= sodarkup above = the s u n is inmyheart andIamreadyfor love!
Mistrz: Życie Płeć: kocur Matka: Okoniowy Ogon [*] Ojciec: Gilowe Gardlo [*] Partner: brak
Niebieski oriental, pręgowany klasycznie, o bardzo blado zielonych oczach i szarym nosku. Co do sylwetki, nadzwyczaj szczupły i wysoki.
Debil generalnie
Kornik [KG], Ślimaczek [S] i trupy
Obie kotki nie tracąc czasu rzuciły się na dziwne, odpływające przedmioty. Płotkowy Potok wybrała długi, świecący szal, a Wydmowy Wiatr zajęła się okrągłym, plastikowym pudełkiem. Oj! Będzie miała wielki problem, by złapać je w łapki. Ale o tym za chwilę. Szylkretka rzuciła się w stronę swojej zdobyczy od razu, gdy tylko ją zauważyła. Wskoczyła do wody, lodowatej wody, która sprawiła, że po ciele kotki przeszedł dreszcz. To nic! Udało jej się podpłynąć do przedmiotu i gałęzi, w które był zaplątany. Chwyciła szal w pyszczek, a następnie zaczęła ciągnąć, by odplątać zawiniątko. Nie było łatwo. Gałęzie nie chciały odpuścić. Trzymały w swych szponach srebrny szal, nie pozwalając wojowniczce go zabrać. Na szczęście w końcu się poddały. Płotka ciągnęła i ciągnęła aż w końcu szal zaczął wyplątywać się ze swojej pułapki. W pewnym momencie uwolnił się całkowicie i pozwolił odłożyć się na jeden z wystających kamieni. Tam będzie mógł sobie spokojnie wyschnąć. Później będzie świetnym legowiskiem, skoro jest taki miękki.
A tymczasem Wydmowy Wiatr męczyła się, by chwycić pudełko z czerwoną pokrywką. Nie było to łatwe zadanie, bo przedmiot z łatwością wyślizgiwał się z jej łap i ciągle musiała zaczynać od początku. Czy warto? Nie lepiej byłoby rozejrzeć się za czymś innym? Gdyby tylko to zrobiła, spostrzegłaby kolejną dziwną rzecz. Świeciła się, ale bardziej niż znaleziony przez Płotkę szal. W dodatku nie była taka miękka, a raczej twarda i głośna, gdyby tylko rzuciło się nią o... Kamień, na przykład. Miała dziwny kształt, taki... Wklęsły, o! Albo wypukły, jeżeli patrzeć by od drugiej strony. A co to takiego? Miska, rzecz jasna. Mała, metalowa i co najważniejsze, o wiele łatwiejsza do pochwycenia. Ale Wydmowy Wiatr wcale nie musiała się ową miską zainteresować. Ciągle miała okazję, by wyłowić przeźroczyste pudełko, ale wtedy miska odpłynie i zapewne już nigdy się nie zobaczą. Płotkowy Potok, by znaleźć kolejną rzecz nawet nie musiała się rozglądać. W pewnym momencie poczuła, że coś dotknęło ją w plecy. Gdyby odwróciła głowę ujrzałaby małe, kwadratowe pudełko. Tym razem płaskie, z dołu czarne. Jego pokrywka była przeźroczysta. W środku, pośród czerni umieszczone były trzy kółeczka. Jeden niebieski, drugi czerwony, a trzeci żółty. Cóż to takiego? Szczenię dwunożnych wiedziałoby natychmiast i na pewno byłoby zadowolone, że właśnie znalazło całkiem nowy, nieużywany zestaw farbek do ciała! I to była jedna z rzeczy, którą wojowniczka miała okazję wyłowić. Druga leżała trochę dalej od niej, jednak była równie ciekawa. Zaczepiona o chudy patyk, który wystawał nieco ponad wodę, wisiała długa bransoletka z jasnych, świecących pereł. Dla kotki mogłaby pełnić rolę ładnego naszyjnika, którego mogłaby pozazdrościć niejedna kotka! Ale nie ma tak łatwo, oj nie! Patyk ledwo co trzymał się nad wodą. Jeszcze chwila, a zniknie, odpływając razem z prądem, który w tamtym odcinku mini-rzeki był wyjątkowo silny i szybki. A więc Płotka, podobnie jak Wydmowy Wiatr, stoi przed wyborem. Albo farbki, albo perłowa bransoletka.
Księżyce: 126 Mistrz: Niedźwiedzi Kieł [*] Płeć: kotka Matka: Wydmowy Wiatr [*] Ojciec: kto? (Głogowy Cień) [*] Trwałe urazy: szpetna, ogromna i rozległa blizna na szyi po pazurach borsuka, rozciągająca się od prawej strony żuchwy aż do okolic lewego barku; ślady psich kłów na karku
Księżyce: 126 Mistrz: Niedźwiedzi Kieł [*] Płeć: kotka Matka: Wydmowy Wiatr [*] Ojciec: kto? (Głogowy Cień) [*] Trwałe urazy: szpetna, ogromna i rozległa blizna na szyi po pazurach borsuka, rozciągająca się od prawej strony żuchwy aż do okolic lewego barku; ślady psich kłów na karku
Z wiecznie nierozgarniętej kupy futra stała się naprawdę śliczną kotką! Posiada długie rudo-bure futro wraz z tygrysimi pręgami, o które bardzo dba w wolnym czasie. Widnieje na nim również kilka białych znaczeń, a mianowicie na brodzie, końcówkach łap i brzuchu. Wzrostem nie dominuje, choć jest trochę wyższa od przeciętnego kota. Z figury jest trochę chuda, jednak przez puchate futro na pierwszy rzut oka wydaje się że jest wręcz odwrotnie. W jej charakterystycznych bursztynowych oczach często widać iskierki. Idealnie wraz z nimi komponują się spore uszka oraz długie białe wibrysy.
Jej wieczna energia zdecydowanie przygasła, pozostawiając za sobą inną Płotkę, niż za czasów, gdy była wszystkiego ciekawym terminatorem, mimo tego w jej oczach często znajdują się iskierki, a na pyszczku widnieje ciepły uśmiech. Wciąż jest gadatliwa i chętna do poznawania nowych rzeczy. Będąc u dwunożnych, miała aż nadto czasu do namysłu i zregenerowania się. Nie wróciła do marzenia, by zostać przywódczynią, jednak chce dać z siebie wszystko jako wojownik. Najważniejsza jest dla niej rodzina i przyjaciele, to oni jako jedyni są dla niej cenniejsi niż klan czy własne życie.
Szarpała się z tym błyszczącym przedmiotem dobrą chwilę, bo głupie zarośla nie chciały tak łatwo puścić. Na szczęście po czasie odpuściły i kotka triumfalnie mogła podpłynąć do swojego kamyczka na przyszłe skarby. Woda była lodowata, a nawet bardzo lodowata. Mimo to nie miała zamiaru na tym poprzestać, ponieważ była dumnym kotem z klanu rzeki, a nie jakimś głupim gromiakiem, który nigdy w kałuży się nie taplał. Ba! Nie dostała nawet chwili na myślenie, jak jest jej zimno, bo prawie że natychmiastowo dostrzegła kolejne dwa przedmioty. Nie przejęła się tym, co jej mama dostrzegła, bo sama musiała dokonać wyboru. Śmieszne pudełeczko, w którym była nieznana kolorowa zawartość, czy błyszczący przedmiot? Cóż... Wybrała żaden. Śmieszne pudełeczko nie zaciekawiło burej, a bransoletka była zbyt niebezpieczna do zdobycia przez spory prąd w tamtym miejscu. Może by stanowiła ciekawą dekorację, ale poza tym żadnego z jej użytku nie było. Na pewno nie była tak miękka, jak szaliczek, który przed chwilą wyłowiła. Natomiast to pudełko... No po prostu wyglądało jak nic niewart śmieć dwunogów. Nie chciała się utopić, próbując złapać już i tak ledwo utrzymującą się ponad powierzchnią wody bransoletkę. Wskoczyła na wystający ponad wodę kamień i lekko się otrzepała. Nie miała zamiaru kończyć zdobywania skarbów, tylko z tego miejsca miała lepsze pole do manewru i łatwiej było skoczyć po szybko nadpływający przedmiot. Tym razem liczyła na coś... wygodniejszego lub pożyteczniejszego albo po prostu coś, co jej nie utopi podczas zdobywania.
≺☉)͜͡˒ ⋊
lady,runningdownto theriptide taken awayto thedarkside i wannabe yourleft-handman i loveyouwhen you'resingingthat song and I gota lumpin mythroat 'causeyou're gonnasingthe wordsw r o n g
A potem ta kotka stała się Wydmą. Na dzień ceremonii pięknie wyczyściła futerko i starała się, aby tak pozostało. Tylko te parę dni było do przystosowania się do rangi i tego, o z nią związane. Futro Wydmowego Wiatru więc jest teraz czystsze, niż gdy była terminatorką. Zdobyła też trochę mięśni. Nadal wysoka i długa, ruda tygrysio pręgowana z białymi znaczeniami i zielonymi oczami. Teraz już dużo w jej wyglądzie zmieniać się nie będzie, chyba, że dostanie jakieś bitewne blizny. Ale innych zmian chyba nie będzie.
Charakter wojowniczki o imieniu Wydmowy Wiatr nie zmienił się, prócz tego, że nie jest aż taka energiczna. Albo po prostu poważniejsza. Minęło trochę czasu od mianowania, więc jeszcze nie widać, czy mocno się zmieniła. Na razie jest tak, jak było, jednie jej energiczność nie jest wykorzystywana w ten sam sposób, bo teraz wykorzystuje ją do pełnienia swoich obowiązków oraz jest poważniejsza. Tyle.
Po stracie tak wielu ważnych kotów Wydmowy Wiatr posmutniała, jest bardziej na boku. Na szczęście nie odbiło się to na terminatorów. Jest lepiej, gdy spotyka kogoś kogo zna, ale jednak ciągle kogoś traci... Próbuje jednak nie ukazywać tego uczucia z głębi siebie.
Złapanie w łapy okrągłego pudełka było dość trudne i ruda nie czyniła żadnych postępów. Widząc łatwiejszy do wyłowienia przedmiot przestała siłować się z rzeczą z czerwoną pokrywką, uznając ją za za prosty skarb. Po prostu się nie opłacało. Patrząc na drugi przedmiot jednak, po chwili pomyślała, że z nim jest ten sam problem. Widząc, że córce udało się wyplątać błyszczącą rzecz (która tak notabene, została jako pierwsza zobaczona przez Wydmę, hurr durr), zdecydowała się podpłynąć do najbliższej skały, ignorując srebrne naczynie i mając nadzieję teraz znaleźć wzrokiem coś bardziej interesującego. Zerknęła na szylkretową córkę, widząc, jak ta również wypłynęła na jedną ze skałek i robiła teraz to samo co kotka – obserwowała wzburzoną wodę. Skarb dwunogów, który będzie godny fatygi któreś z dwóch kotek. A potem zajmie się święcącym wężo-podobnym materiałem wyłowionym przez córkę. Będą musiały się tym podzielić, to była kolaboracja.
what a glorious feeling! i'm happy again! ° i'm laughing ofclouds °
= sodarkup above = the s u n is inmyheart andIamreadyfor love!
Mistrz: Życie Płeć: kocur Matka: Okoniowy Ogon [*] Ojciec: Gilowe Gardlo [*] Partner: brak
Niebieski oriental, pręgowany klasycznie, o bardzo blado zielonych oczach i szarym nosku. Co do sylwetki, nadzwyczaj szczupły i wysoki.
Debil generalnie
Kornik [KG], Ślimaczek [S] i trupy
Płotkowy Potok zamiast łapać którąś z rzeczy, zdecydowała się, by wskoczyć na kamień, który wystawał trochę ponad wodę. Rzeczywiście, mądra decyzja. Próby złapania bransoletki mogłyby się zakończyć tragicznie, a kolorowe farbki, które płynęły tuż obok niej w ogóle nie okazały się być ciekawe. Ale to nic! Płotka, nawet gdyby chciała, nie miałaby czasu zastanawiać się nad swoją wcześniejszą decyzją. Dlaczego? Bo właśnie znalazła się w wielkim zagrożeniu! Wskakując na kamień nie uważała wystarczająco. Powierzchnia była mokra, a co za tym idzie, śliska. Wojowniczka nawet gdyby chciała, nie miałaby jak utrzymać równowagi. Dlatego spadła do lodowatej wody, wcześniej uderzając głową o kamień. Zakręciło jej się w głowie, a gdyby wzięła choć najmniejszy wdech, poczułaby wodę zalewającą jej płuca. Wydmowy Wiatr również nie miała szczęścia. Ale zacznijmy od początku. W przeciwności do burej, rudej udało się bezpiecznie wypłynąć i wejść na jedną ze skałek. Stanęła i zaczęła obserwować wzburzoną wodę, która... Można by powiedzieć, że z każdą chwilą wzburzała i podnosiła się coraz bardziej. Prąd w tamtej części zrobił się szybszy. Zaraz po tym łapy wojowniczki zostały zalane wodą. I nawet gdyby chciała przenieść się na inny kamień, nie miałaby na to czasu, bowiem silny prąd okazał się być wyjątkowo złośliwy. Podciął kotce łapy, sprawiając że ta straciła równowagę. Wpadła do lodowatej wody, również lądując pod wodą. Jednak w przeciwności do Płotki, Wydmowy Wiatr nie uderzyła głową o żaden twardy przedmiot, a zaczęła... Odpływać, tak po prostu. Prąd niósł ją ze sobą wprost w nieznane. Mogłaby dać mu się porwać, ale... Chyba lepiej będzie się ratować.
Księżyce: 126 Mistrz: Niedźwiedzi Kieł [*] Płeć: kotka Matka: Wydmowy Wiatr [*] Ojciec: kto? (Głogowy Cień) [*] Trwałe urazy: szpetna, ogromna i rozległa blizna na szyi po pazurach borsuka, rozciągająca się od prawej strony żuchwy aż do okolic lewego barku; ślady psich kłów na karku
Księżyce: 126 Mistrz: Niedźwiedzi Kieł [*] Płeć: kotka Matka: Wydmowy Wiatr [*] Ojciec: kto? (Głogowy Cień) [*] Trwałe urazy: szpetna, ogromna i rozległa blizna na szyi po pazurach borsuka, rozciągająca się od prawej strony żuchwy aż do okolic lewego barku; ślady psich kłów na karku
Z wiecznie nierozgarniętej kupy futra stała się naprawdę śliczną kotką! Posiada długie rudo-bure futro wraz z tygrysimi pręgami, o które bardzo dba w wolnym czasie. Widnieje na nim również kilka białych znaczeń, a mianowicie na brodzie, końcówkach łap i brzuchu. Wzrostem nie dominuje, choć jest trochę wyższa od przeciętnego kota. Z figury jest trochę chuda, jednak przez puchate futro na pierwszy rzut oka wydaje się że jest wręcz odwrotnie. W jej charakterystycznych bursztynowych oczach często widać iskierki. Idealnie wraz z nimi komponują się spore uszka oraz długie białe wibrysy.
Jej wieczna energia zdecydowanie przygasła, pozostawiając za sobą inną Płotkę, niż za czasów, gdy była wszystkiego ciekawym terminatorem, mimo tego w jej oczach często znajdują się iskierki, a na pyszczku widnieje ciepły uśmiech. Wciąż jest gadatliwa i chętna do poznawania nowych rzeczy. Będąc u dwunożnych, miała aż nadto czasu do namysłu i zregenerowania się. Nie wróciła do marzenia, by zostać przywódczynią, jednak chce dać z siebie wszystko jako wojownik. Najważniejsza jest dla niej rodzina i przyjaciele, to oni jako jedyni są dla niej cenniejsi niż klan czy własne życie.
Było tak ładnie, udało jej się dostać do kamienia i gdy już myślała, że ma chwilę przerwy dla siebie... Poślizgnęła się, o mało nie rozwalając se przy okazji czaszki, super. Porządnie walnęła czołem o skałę i poczuła, jakby świat dookoła zaczął wirować, a przed oczami zaczęły jej tańczyć iskierki. Wpadła ponowny raz do lodowatej wody, przez chwilę będąc w całkowitym bezruchu. Po kilku krótkich uderzeniach serca jednak się ocknęła, próbując zaczerpnąć oddechu, ale jedynie co poczuła to brudną wodę napływającą do jej ust. Natychmiastowo się zerwała i spróbowała szybkim i porządnym ruchem wypłynąć na powierzchnię, a następnie pazurami solidnie złapać kamień. Jeżeli jej się udało, odchrząknęłaby porządnie i wypluła wodę, która wpadła do jej płuc. Oddychałaby ciężko, próbując na spokojnie ogarnąć, co się właśnie stało. Ignorowała bolące czoło, bo o mało się nie utopiła przecież! Jeżeli jednak by się jej nie udało złapać skały... Cóż walczyłaby do skutku. Nie chciała umrzeć ze starości, ale utopienie się to chyba najbardziej żałosna śmierć, jaka możne spotkać kota z klanu rzeki... Nie zwróciła uwagi nawet na mamę, która miała tyle samo szczęścia co ona. Była skupiona na trzymaniu się kamienia i cóż... nie chciała się po prostu utopić.
≺☉)͜͡˒ ⋊
lady,runningdownto theriptide taken awayto thedarkside i wannabe yourleft-handman i loveyouwhen you'resingingthat song and I gota lumpin mythroat 'causeyou're gonnasingthe wordsw r o n g
A potem ta kotka stała się Wydmą. Na dzień ceremonii pięknie wyczyściła futerko i starała się, aby tak pozostało. Tylko te parę dni było do przystosowania się do rangi i tego, o z nią związane. Futro Wydmowego Wiatru więc jest teraz czystsze, niż gdy była terminatorką. Zdobyła też trochę mięśni. Nadal wysoka i długa, ruda tygrysio pręgowana z białymi znaczeniami i zielonymi oczami. Teraz już dużo w jej wyglądzie zmieniać się nie będzie, chyba, że dostanie jakieś bitewne blizny. Ale innych zmian chyba nie będzie.
Charakter wojowniczki o imieniu Wydmowy Wiatr nie zmienił się, prócz tego, że nie jest aż taka energiczna. Albo po prostu poważniejsza. Minęło trochę czasu od mianowania, więc jeszcze nie widać, czy mocno się zmieniła. Na razie jest tak, jak było, jednie jej energiczność nie jest wykorzystywana w ten sam sposób, bo teraz wykorzystuje ją do pełnienia swoich obowiązków oraz jest poważniejsza. Tyle.
Po stracie tak wielu ważnych kotów Wydmowy Wiatr posmutniała, jest bardziej na boku. Na szczęście nie odbiło się to na terminatorów. Jest lepiej, gdy spotyka kogoś kogo zna, ale jednak ciągle kogoś traci... Próbuje jednak nie ukazywać tego uczucia z głębi siebie.
Przez chwilę obserwowała otoczenie, kiedy dość znienacka silny prąd wrzucił ją do wody. Ułamek sekundy przed tym, zobaczyła, jak jej córka również wpada ponownie do rzeki, nie była jednak w stanie się skupić na tym, co jej się stało. Ruda wojowniczka próbowała się zerwać w górę, jednak nie postępowała impulsywnie – uważała, aby się nie uderzyć o twarde kamienie lub płynące z prądem przedmioty, jak na przykład gałęzie. Jeśli udało jej się pokonać wodę (a powinno, w końcu... jest wojowniczką Klanu Rzeki, tak?), ruda szybko, ale ostrożnie zamierzała wynurzyć się i jak najprędzej znaleźć się na suchym lądzie. Większość kamieni była teraz pod wodą, nie byłaby w stanie prędko natrafić na taki, który by się utrzymał nienaruszony przed przynajmniej dłużej niż parę uderzeń serca. Chciała dopłynąć do brzegu. Czym prędzej. Wtedy też przypomniałaby sobie o swojej szylkretowej córce. W tej desperackiej próbie przeżycia, Wydmowy Wiatr prawie zapomniała o tym, jak Płotka wpadała do wody zaledwie parę uderzeń serca przed rudą matką.
what a glorious feeling! i'm happy again! ° i'm laughing ofclouds °
= sodarkup above = the s u n is inmyheart andIamreadyfor love!
Mistrz: Życie Płeć: kocur Matka: Okoniowy Ogon [*] Ojciec: Gilowe Gardlo [*] Partner: brak
Niebieski oriental, pręgowany klasycznie, o bardzo blado zielonych oczach i szarym nosku. Co do sylwetki, nadzwyczaj szczupły i wysoki.
Debil generalnie
Kornik [KG], Ślimaczek [S] i trupy
Sytuacja się pokomplikowała. Obie kocice walczyły teraz o życie, starając się nie utopić pod brudną wodą. Każda z nich nie chciała odpuścić i dać się porwać. Być może to adrenalina sprawiła, że ciągle miały na to siłę. Ale mniejsza z tym. Płotkowy Potok od razu zorientowała się o swoim położeniu w tej tragicznej sytuacji. Szarpnęła się do góry, chcąc jak najszybciej znaleźć się nad wodą, a nie pod nią. Dzięki temu, że jej reakcja była natychmiastowa, udało jej się wynurzyć z wody. Chwyciła kamień pazurami i wypluła wodę, którą wcześniej miała w płucach. Sytuacja opanowana. Płotka może być szczęśliwa, że udało jej się przeżyć i wyjść z tego bez żadnych poważniejszych ran, ani chorób. A co z Wydmowym Wiatrem która chwilę po córce również wpadła do wody i tak samo walecznie starała się wynurzyć z wody? Rudej poszło... Tak samo dobrze, można powiedzieć. Zwinnie starała się unikać wszystkich przedmiotów, które prąd zabrał ze sobą. Doskonale radziła sobie z pływaniem, w końcu... Jest wojowniczką Klanu Rzeki, a więc nic w tym dziwnego... Silna wola i chęć walki pozwoliły jej dopłynąć do brzegu, a tam wynurzyć się i zaczerpnąć powietrza. Tym razem miały szczęście, ale kto wie... Woda i jej silny prąd mogą płatać najróżniejsze figle.
Księżyce: 126 Mistrz: Niedźwiedzi Kieł [*] Płeć: kotka Matka: Wydmowy Wiatr [*] Ojciec: kto? (Głogowy Cień) [*] Trwałe urazy: szpetna, ogromna i rozległa blizna na szyi po pazurach borsuka, rozciągająca się od prawej strony żuchwy aż do okolic lewego barku; ślady psich kłów na karku
Księżyce: 126 Mistrz: Niedźwiedzi Kieł [*] Płeć: kotka Matka: Wydmowy Wiatr [*] Ojciec: kto? (Głogowy Cień) [*] Trwałe urazy: szpetna, ogromna i rozległa blizna na szyi po pazurach borsuka, rozciągająca się od prawej strony żuchwy aż do okolic lewego barku; ślady psich kłów na karku
Z wiecznie nierozgarniętej kupy futra stała się naprawdę śliczną kotką! Posiada długie rudo-bure futro wraz z tygrysimi pręgami, o które bardzo dba w wolnym czasie. Widnieje na nim również kilka białych znaczeń, a mianowicie na brodzie, końcówkach łap i brzuchu. Wzrostem nie dominuje, choć jest trochę wyższa od przeciętnego kota. Z figury jest trochę chuda, jednak przez puchate futro na pierwszy rzut oka wydaje się że jest wręcz odwrotnie. W jej charakterystycznych bursztynowych oczach często widać iskierki. Idealnie wraz z nimi komponują się spore uszka oraz długie białe wibrysy.
Jej wieczna energia zdecydowanie przygasła, pozostawiając za sobą inną Płotkę, niż za czasów, gdy była wszystkiego ciekawym terminatorem, mimo tego w jej oczach często znajdują się iskierki, a na pyszczku widnieje ciepły uśmiech. Wciąż jest gadatliwa i chętna do poznawania nowych rzeczy. Będąc u dwunożnych, miała aż nadto czasu do namysłu i zregenerowania się. Nie wróciła do marzenia, by zostać przywódczynią, jednak chce dać z siebie wszystko jako wojownik. Najważniejsza jest dla niej rodzina i przyjaciele, to oni jako jedyni są dla niej cenniejsi niż klan czy własne życie.
Udało jej się... A przynajmniej na razie mogła chwilę odpocząć i ochłonąć w zimnej wodzie, przed nadejściem większej fali, lub nasileniem prądu. Oddychała dość ciężko i głęboko, lecz z każdą chwilą coraz bardziej się uspokajała. Już... jest bezpiecznie. Gdy już udało jej się lepiej ochłonąć, spróbowała jeszcze raz wgramolić się na kamień, ale tym razem porządnie złapała się go pazurami, by nie powtórzyć cyrku sprzed chwili. Chyba... jej starczy wrażeń na dziś. Obróciła się w bok, spoglądając na kamień, przy którym powinna siedzieć jej mama, ale... Jej tam nie było. Zestresowana kotka zaczęła obracać szybko głowę dookoła, próbując wyłapać gdzieś w okolicy jej rudy kształt. Przez chwilę do jej głowy dotarły najgorsze scenariusze, a wraz z nimi świadomość, że ta woda jest niebezpieczna i jak głupim pomysłem było przyjście tutaj. Czy znowu gwiezdni zabrali jej najbliższą osobę? Czy znowu będzie musiała przechodzić przez okropną rozpacz? Ta krótka, choć intensywna panika trwała w głowie kotki przez dobre kilka uderzeń serca, aż nie dostrzegła na dość oddalonym brzegu rudą plamę. Ulga, którą teraz poczuła Płotka była nie do opisania. Jej mama jest cała... Wzięła większy wdech w próbie opanowania emocji. Nic... się nie stało. Ruda kotka była wojownikiem z klanu rzeki i na pewno by tak łatwo nie poddała jakiemuś strumykowi. Szylkretka wzięła większy wdech, a następnie mocniej wbiła pazury w kamień, by z całej siły krzyknąć. Chciała mieć pewność, że mama ją z takiej odległości usłyszy - WSZYSTKO DOBRZE? - Miała dość wrażeń. Chciała wrócić do swojego legowiska i odpocząć od tej zmarzliny...
// wygasło :(
Płotka i Wydma wróciły po tym razem do obozu, zgarniając ze sobą szaliczek
≺☉)͜͡˒ ⋊
lady,runningdownto theriptide taken awayto thedarkside i wannabe yourleft-handman i loveyouwhen you'resingingthat song and I gota lumpin mythroat 'causeyou're gonnasingthe wordsw r o n g
Bawełniana Nić jak smuga wślizgnęła się na Młaczne Pola, rozglądając się podejrzliwie. Zawsze była gotowa. W momencie, gdy opuszczała obóz zawsze była gotowa na to, że coś może rzucić się na nią z pazurami. Musiała być gotowa, musiała żeby nie podzielić losu jej kolorowej siostry. Jeszcze nie tak dawno leżała w lecznicy z rozciętą łapą w pół, nie mogła więc dopuścić do tego, by trafić tam znowu. Jednocześnie czuła, że coś ją rozsadzi jeśli dalej będzie siedzieć w obozie, sama, bez żadnego ruchu, zajęcia. Upewniwszy się, że chwilowo nie ma nikogo, kto pragnąłby jej rychłej śmierci, ruszyła do przodu rozglądając się za czymś, co niedługo rzuci dumna na stos.
Mistrz: Mysiowąsa Płeć: kotka Matka: Sójczy Śpiew Ojciec: Deszczowy Dzień [*] Partner: gwiazdka obok mnie
Po sześciu księżycach siedzenia spokojnie wyrwał ją głos Sójczego Śpiewu. Ceremonia, na której dostała imię Różanej Łapy i siostrę jako mistrzynię. Mysiowąsa, nowa zastępczyni zaczęłą ją trenować. Dzięku temu stała się trochęszybsza, garb zniknął, łapki stały się trochę dłuższe, a jej futro bardziej zmatowiało, gdyż nie dbała już onie jak za czasów kocięcia. Teraz dla terminatorki liczył się bardziej trening, niż uroda. Ale może kiedyś wróci do swoich godzinnych toalet i znów będzie tą czystą, małą pięknisią? Znaczy, nie oznacza to, że nie jest ładna - najpiękniejsza z rodzeństwa. Ma taki medal nawet, o tutaj (kliknij w link!)
No i trening. Jej jąkanie się po paru księżycach ustało i kotka nauczyła się mówić poprawnie, jak na terminatorkę przystało. Stała się odważniejsza i silniejsza. Cieszy się z życia, nie chowie się po krzakach od kiedy tylko wyszłą pierwszy raz z obozu. Poczuła tę magię. Nie będzie już taka, jaka była! Chce skończyć trening i pozwiedzać świat, ale na to jeszcze za wcześnie.
Na szczęście kotka jeszcze nie musiała się mierzyć z żadnym niebezpieczeństwem. Tak na prawdę... Nie musiała się mierzyć z niczym. Bo ani nie wyczuła niczego, ani nie widziała, nawet nie usłyszała niczego, co mogłoby wskazywać na to, by w pobliżu znajdowało jakieś zwierzątko. Może nie wyszła jeszcze wystarczająco daleko? Albo po prostu nie miała szczęścia. Jest jeszcze dużo czasu, by coś znaleźć i przynieść na stos zwierzyny.
Nie miała dobrego startu, ale najgorszego też nie. Nic prócz nikłego, ciepłego powiewu wiatru nie wyczuła. Nie zamierzała jednak irytować się na samym starcie, szła więc dalej, cicho, tak, by nikogo w okolicy nie przestraszyć. Szukała wzrokiem jakiegokolwiek ruchu w winoroślach, nasłuchiwała tuptania nóżek lub trzepotu skrzydeł.
Mistrz: Mysiowąsa Płeć: kotka Matka: Sójczy Śpiew Ojciec: Deszczowy Dzień [*] Partner: gwiazdka obok mnie
Po sześciu księżycach siedzenia spokojnie wyrwał ją głos Sójczego Śpiewu. Ceremonia, na której dostała imię Różanej Łapy i siostrę jako mistrzynię. Mysiowąsa, nowa zastępczyni zaczęłą ją trenować. Dzięku temu stała się trochęszybsza, garb zniknął, łapki stały się trochę dłuższe, a jej futro bardziej zmatowiało, gdyż nie dbała już onie jak za czasów kocięcia. Teraz dla terminatorki liczył się bardziej trening, niż uroda. Ale może kiedyś wróci do swoich godzinnych toalet i znów będzie tą czystą, małą pięknisią? Znaczy, nie oznacza to, że nie jest ładna - najpiękniejsza z rodzeństwa. Ma taki medal nawet, o tutaj (kliknij w link!)
No i trening. Jej jąkanie się po paru księżycach ustało i kotka nauczyła się mówić poprawnie, jak na terminatorkę przystało. Stała się odważniejsza i silniejsza. Cieszy się z życia, nie chowie się po krzakach od kiedy tylko wyszłą pierwszy raz z obozu. Poczuła tę magię. Nie będzie już taka, jaka była! Chce skończyć trening i pozwiedzać świat, ale na to jeszcze za wcześnie.
Nadal nic. Może ktoś był tu na polowaniu przed nią i wszystko przepłoszył? Cóż, niezależnie jaki był powód braku zwierzyny, nadal kocica nie była w stanie nic znaleźć. Warto chyba zmienić kierunek.
Szła więc dalej, z niezadowoleniem przyjmując że nic na horyzoncie się nie przejawiało. Wiedziała, że przy polowaniu najważniejsza była właśnie cierpliwość, a że miała jej naprawdę bardzo mało, to większość poświęcała właśnie na polowania.
Mistrz: Mysiowąsa Płeć: kotka Matka: Sójczy Śpiew Ojciec: Deszczowy Dzień [*] Partner: gwiazdka obok mnie
Po sześciu księżycach siedzenia spokojnie wyrwał ją głos Sójczego Śpiewu. Ceremonia, na której dostała imię Różanej Łapy i siostrę jako mistrzynię. Mysiowąsa, nowa zastępczyni zaczęłą ją trenować. Dzięku temu stała się trochęszybsza, garb zniknął, łapki stały się trochę dłuższe, a jej futro bardziej zmatowiało, gdyż nie dbała już onie jak za czasów kocięcia. Teraz dla terminatorki liczył się bardziej trening, niż uroda. Ale może kiedyś wróci do swoich godzinnych toalet i znów będzie tą czystą, małą pięknisią? Znaczy, nie oznacza to, że nie jest ładna - najpiękniejsza z rodzeństwa. Ma taki medal nawet, o tutaj (kliknij w link!)
No i trening. Jej jąkanie się po paru księżycach ustało i kotka nauczyła się mówić poprawnie, jak na terminatorkę przystało. Stała się odważniejsza i silniejsza. Cieszy się z życia, nie chowie się po krzakach od kiedy tylko wyszłą pierwszy raz z obozu. Poczuła tę magię. Nie będzie już taka, jaka była! Chce skończyć trening i pozwiedzać świat, ale na to jeszcze za wcześnie.
Może to był zły dzień dla Bawelny. Cierpliwość była bardzo dobrą cechą, bo czasami są takie dni, kiedy po prostu trudno zacząć. Ale w końcu kotka coś spotka. Dobrze by było, gdyby to jednak nie był żaden drapieżnik. Nadal jednak musiała iść dalej.