Masywny, o długiej puszystej sierści umasczonej na niebiesko. Jego oczy są szaroniebieskie (później bladozielone). W skrócie ideał kota.
Przymilny, flirciarz, uwielbia wszystko co piękne, nie wie co to przestrzeń osobista, siebie samego uważa za epigeum piękna, aczkolwiek nie jest egoistą, nie uważa że z tego powodu należy mu się więcej, że każdy inny to tylko brzydka miernota, on po prostu dobrze czuje się ze swoim wyglądem.
Nieopowiedziany omen albo nie był zwiastunem nieszczęścia, albo zwyczajnie testował swoją nową ofiarę. Obieżyświat nie miał bowiem na co narzekać, ptak znajdował się w jego pysku, a w dodatku uniknął bliskiego spotkania z ziemią, zupełnie jakby sama gałąź jeszcze przed planem morderstwa zechciała łaskawie go przed sobą ostrzec. Ostrożnie zszedł z drzewa, a będąc już na trwałym gruncie zakopał zwierzynę. Z wszystkimi czterema łapami i z nadzieją w sercu ruszył na dalsze poszukiwania.
Krakanie w tle zaczęło się już sporadycznie pojawiać kiedy kocur zakopywał pierwszą zdobycz, a kiedy wyruszył na poszukiwania nowej to mógł przyuważyć lądującego sporego ptaka. Wrona bez najmniejszego zainteresowania rzeczywistością i otaczającym ją światem właśnie postawiła szpony na już nie tak gołej ziemi w poszukiwaniu… no właśnie: czegoś. Obieżyświat mógł wykorzystać okazję i ponownie złapać latającego stwora, który kręcił się nieopodal martwych krzaków… albo i nie. Zależało też czy tym razem omen również byłby po jego stronie.
Czarna piękność, a mimo to prześwity siwości widać na całym ciele. Czysta, ułożona i błyszcząca sierść; podłużna, mała twarz; zielone zdeterminowane oczy; duże uszy; długie smukłe łapy; wężowy ogon; smukła, umięśniona sylwetka - orientalna. Ruchy wykonywane z delikatnością, stąpa twardo, ale z tym swoim flirciarskim dodatkiem, robi to wszystko prawie bezszelestnie.
— avek by rolka —
Dusza artystyczna, podziwiająca wszystko co jest warte jej podziwu. Często lubiąca pogawędzić o niestworzonych rzeczach, a może nawet rozegrać jakąś niestworzoną szopkę byleby zwrócić na siebie uwagę. Uwielbia towarzystwo, ale potrafi również pobyć sama, nawet przez długi czas, co nauczyło ją życie podczas podróży po miastach. Nie jest zbyt rozgadana o sobie, woli słuchać o innych, zdobywać informację, zawsze uważała się za bystrą, czemu miałaby więc nie poszerzać swojej wiedzy na różne tematy? Jest typem flirciary, ale zdarza jej się pogłaskać pod włos, byleby potem ułożyć futerko słodkimi słówkami z dodatkiem uśmiechu. Uwielbia zamieszania i psocenie, które może wyjść spod kontroli, ale to problem przyszłej Onyks. Żyje chwilą, ale ma swoje zasady, a szczególnie swoje zdanie. Zawsze mówi to co myśli, nie trzyma języka za zębami. Jednym słowem mówiąc, kłopoty, a dwoma - mieszanka wybuchowa.
xxxxMyślała nad czymś, chociaż dokładnie nie mogła zdecydować jaka wersja historii jej bardziej pasowała, teoretycznie wszystko kręciło się wokół ludzi jakby tak pomyśleć - nieważne jak chciałoby się na to patrzeć. Z jakiegoś powodu świat kręcił się dla nich i nie mogła za bardzo zrozumieć czemu, ani nie byli ładni (brak futra, “twarze” zamiast pysków), ani więksi od chociażby takiego konia, a co dopiero słonia; na dodatek większość ich życia polegała na psuciu wszystkiego co zbudowali lub na byciu chodzącym żałosnym stworzeniem. Czemuż więc oni mieli większą władze nad wszystkim? xxxx– A Ty jak myślisz? – zapytała przyglądając się z najniższej gałęzi jakiegoś drzewka liściastego. Nie była nawet pewna kim był kot przechodzący właśnie w jakąś nieznaną jej stronę, ale co z tego? Może będzie miał coś ciekawego do powiedzenia, prawda?
Skała
Air in my LUNGS ════════════════════════════════'Til the road begins════════════════════════════════
As theLASTof theBUGSleave>their<h o m e sagain AndI'm|splitting|the roaddown=the middle
Księżyce: 74 Mistrz: Szafirkowy Pyłek Płeć: kocur Matka: Księżycowe Jezioro Ojciec: Skrzące Słowo Trwałe urazy: oderwane ¾ lewego ucha; blizna po pazurach na brzuchu
Duży, długowłosy, czarny dymny. Żółte oczy.
Jak wiele kociaków, Skała jest energiczny i chętny do zabawy, w szczególności wszelkich sparingów i przepychanek. Jest również całkiem odważny i śmiały, a nawet gdyby się czegoś przestraszył, starałby się tego, jak i każdej innej słabości, nie okazywać publicznie. Poza tym lubi też wszelkiego rodzaju rywalizację, w szczególności, jeśli to on w niej wygrywa. Zwykle działa bez zastanowienia, a mówienie zbyt długo wydaje się mu być stratą czasu, po co to robić, skoro łatwiej i szybciej można wszystko załatwić pojedynkiem? Chociaż gdyby już udało się go zmusić do pomyślenia przez chwilę, okazałoby się, że nie jest jedynie górą mięśni bez jakichkolwiek komórek mózgowych, ale póki nie jest to konieczne, woli inne rozwiązania od korzystania z nich zbyt często.
I mogłoby się wydawać, że każdemu trudno będzie utrzymać go w miejscu i przekazać jakiekolwiek nauki, to w obecności rodziców, szczególności ojca, trochę się uspokaja i chłonie każde jego słowo, żeby w przyszłości móc być dokładnie jak on. Chce przecież również w przyszłości zostać równie potężnym wojownikiem, dla całego swojego klanu, a tym bardziej rodziny.
Przystanął, słysząc skierowane do niego pytanie. Czy rzeczywiście było z nim aż tak źle, by zaczynał słyszeć jakieś głosy? Nie. Najwyraźniej jednak wypowiedziała to po prostu tamta kotka. Co z jednej strony było uspokajające, a z drugiej – sprawiające, że musiał zwiększyć swoją czujność. Nie zaufa przecież żadnej samotniczce, kto wie, czego mogła chcieć i czy nie była niebezpieczna. Tym bardziej taka samotniczka, która zadawała dziwne pytania przypadkowym kotom.
Odsunął się o krok dalej od drzewa, strosząc nieco swoje futro (w ostatnim czasie dość zmierzwione i słabo ułożone). Towarzyszący mu w ostatnich dniach kaszel też raczej nie poprawiał jego ogólnego wizerunku, ale tego nie miał jak w tym momencie zmienić.
Zresztą, myślenie w ostatnim czasie było dość skomplikowane. Wciąż krążyły w nim te same myśli, nie prowadząc do niczego i nie przynosząc nawet sugestii co do odpowiedzi na jego aktualne problemy. - Ja? O czym myślę? – spytał jedynie w odpowiedzi, nie rozumiejąc zupełnie o co jej chodziło. I chyba będąc po prostu zbyt zaskoczony jej pytaniem, by pójść dalej bez słowa.
when I am dead, I won't join their ranks 'cause they are both holy and free
and I'm in Ohio,satanic andchained up, and until the end, that's how it'll be
Czarna piękność, a mimo to prześwity siwości widać na całym ciele. Czysta, ułożona i błyszcząca sierść; podłużna, mała twarz; zielone zdeterminowane oczy; duże uszy; długie smukłe łapy; wężowy ogon; smukła, umięśniona sylwetka - orientalna. Ruchy wykonywane z delikatnością, stąpa twardo, ale z tym swoim flirciarskim dodatkiem, robi to wszystko prawie bezszelestnie.
— avek by rolka —
Dusza artystyczna, podziwiająca wszystko co jest warte jej podziwu. Często lubiąca pogawędzić o niestworzonych rzeczach, a może nawet rozegrać jakąś niestworzoną szopkę byleby zwrócić na siebie uwagę. Uwielbia towarzystwo, ale potrafi również pobyć sama, nawet przez długi czas, co nauczyło ją życie podczas podróży po miastach. Nie jest zbyt rozgadana o sobie, woli słuchać o innych, zdobywać informację, zawsze uważała się za bystrą, czemu miałaby więc nie poszerzać swojej wiedzy na różne tematy? Jest typem flirciary, ale zdarza jej się pogłaskać pod włos, byleby potem ułożyć futerko słodkimi słówkami z dodatkiem uśmiechu. Uwielbia zamieszania i psocenie, które może wyjść spod kontroli, ale to problem przyszłej Onyks. Żyje chwilą, ale ma swoje zasady, a szczególnie swoje zdanie. Zawsze mówi to co myśli, nie trzyma języka za zębami. Jednym słowem mówiąc, kłopoty, a dwoma - mieszanka wybuchowa.
xxxxPytanie musiało być zaskoczeniem dla przechodzącego kocura, ewidentnie zagrożeniem dla jego szarych komórek również, postawione futro i złość w oczach, a nawet nie przeszła do samego sedna zaczepki. Czyżby był przerażony myśleniem? xxxx– A kto inny? – zapytała patrząc na kocura z góry, a następnie rozejrzała się po okolicy jakby szukając żywej duszy, ale no… cisza. Nie było nic, nikogo, prowizoryczne świerszcze powinny się na chwilę obudzić i zacząć grać swoją przykrą muzyczkę rozpaczy. – Nie widzę tu nikogo innego, chyba że widzisz zmarłych – oświadczyła sztucznie zainteresowana, bo raczej spodziewała się przyjemniejszej interakcji, ale najwyraźniej nie można zbyt wiele wymagać już! Wszyscy tak samo… źle nastawieni? Hm… ciekawe.
Air in my LUNGS ════════════════════════════════'Til the road begins════════════════════════════════
As theLASTof theBUGSleave>their<h o m e sagain AndI'm|splitting|the roaddown=the middle
Księżyce: 74 Mistrz: Szafirkowy Pyłek Płeć: kocur Matka: Księżycowe Jezioro Ojciec: Skrzące Słowo Trwałe urazy: oderwane ¾ lewego ucha; blizna po pazurach na brzuchu
Duży, długowłosy, czarny dymny. Żółte oczy.
Jak wiele kociaków, Skała jest energiczny i chętny do zabawy, w szczególności wszelkich sparingów i przepychanek. Jest również całkiem odważny i śmiały, a nawet gdyby się czegoś przestraszył, starałby się tego, jak i każdej innej słabości, nie okazywać publicznie. Poza tym lubi też wszelkiego rodzaju rywalizację, w szczególności, jeśli to on w niej wygrywa. Zwykle działa bez zastanowienia, a mówienie zbyt długo wydaje się mu być stratą czasu, po co to robić, skoro łatwiej i szybciej można wszystko załatwić pojedynkiem? Chociaż gdyby już udało się go zmusić do pomyślenia przez chwilę, okazałoby się, że nie jest jedynie górą mięśni bez jakichkolwiek komórek mózgowych, ale póki nie jest to konieczne, woli inne rozwiązania od korzystania z nich zbyt często.
I mogłoby się wydawać, że każdemu trudno będzie utrzymać go w miejscu i przekazać jakiekolwiek nauki, to w obecności rodziców, szczególności ojca, trochę się uspokaja i chłonie każde jego słowo, żeby w przyszłości móc być dokładnie jak on. Chce przecież również w przyszłości zostać równie potężnym wojownikiem, dla całego swojego klanu, a tym bardziej rodziny.
Z jej ostatniego stwierdzenie mógłby się nawet zaśmiać, gdyby tylko jakkolwiek było mu do śmiechu w ostatnim czasie. Zamiast tego jedynie zakaszlał, nim zdobył się na jakąkolwiek odpowiedź. - Widziałem jednego i to mi wystarczy. Nie warto, nie przynoszą nic dobrego. - W rzeczywistości jego myśli wciąż przeskakiwały pomiędzy dwoma wersjami opinii o tym, co go spotkało: takiej, w której Gwiezdni jednak nie wiedzieli nic o tym, co działo się na świecie i takiej, w którym wcale nie spotkał swojego wuja, a jedynie jakąś podszywającą się pod niego istotę. Sam nie był pewny, która z tych wersji była gorsza, jednak obie pozostawiały go w tej okropnej sytuacji, w której znajdował się teraz. - Co o czym myślę? – spytał, wciąż nie rozumiejąc zbytnio czego chciała od niego ta kotka. Zresztą, nie czuł również jakby szczególnie to obchodziło, ale chwilowo zostanie tu było opcją prostszą niż pójście dalej.
when I am dead, I won't join their ranks 'cause they are both holy and free
and I'm in Ohio,satanic andchained up, and until the end, that's how it'll be
Czarna piękność, a mimo to prześwity siwości widać na całym ciele. Czysta, ułożona i błyszcząca sierść; podłużna, mała twarz; zielone zdeterminowane oczy; duże uszy; długie smukłe łapy; wężowy ogon; smukła, umięśniona sylwetka - orientalna. Ruchy wykonywane z delikatnością, stąpa twardo, ale z tym swoim flirciarskim dodatkiem, robi to wszystko prawie bezszelestnie.
— avek by rolka —
Dusza artystyczna, podziwiająca wszystko co jest warte jej podziwu. Często lubiąca pogawędzić o niestworzonych rzeczach, a może nawet rozegrać jakąś niestworzoną szopkę byleby zwrócić na siebie uwagę. Uwielbia towarzystwo, ale potrafi również pobyć sama, nawet przez długi czas, co nauczyło ją życie podczas podróży po miastach. Nie jest zbyt rozgadana o sobie, woli słuchać o innych, zdobywać informację, zawsze uważała się za bystrą, czemu miałaby więc nie poszerzać swojej wiedzy na różne tematy? Jest typem flirciary, ale zdarza jej się pogłaskać pod włos, byleby potem ułożyć futerko słodkimi słówkami z dodatkiem uśmiechu. Uwielbia zamieszania i psocenie, które może wyjść spod kontroli, ale to problem przyszłej Onyks. Żyje chwilą, ale ma swoje zasady, a szczególnie swoje zdanie. Zawsze mówi to co myśli, nie trzyma języka za zębami. Jednym słowem mówiąc, kłopoty, a dwoma - mieszanka wybuchowa.
xxxxWidział zmarłego, no nieźle… czy wszystkie kocury jakie ostatnio spotykała musiały być jakieś tajemnicze i jakby brakowało im piątej klepki? Najpierw jeden mieszkający na cmentarzu gadający o jakichś dziwactwach i tym, że coś tam ją dopadnie, a teraz ten oto tutaj. Jedyna różnica między nimi oprócz futra to księżyce jakie ich dzieliły, jeden był starszy, a tutaj… wyczuwała jednak lekko młodszego. xxxx– Powiedź mi jeszcze, że będzie chciał mnie dopaść ten Twój zmarły to chyba mnie coś trafi – stwierdziła zaskakująco miło z odrobiną żartu, chociaż pod całą tą powłoką kryło się jedno wielkie znużenie tematem. Błagam, czy nie można przeprowadzić filozoficznych gadek bez wspominkach o trupach? Tak jakby sama nie zaczęła, ale no! Przecież nie da się spodziewać, że akurat każdy kot, na którego się trafi ma z nimi coś wspólnego. xxxx– Co myślisz o ludziach i ich wkładzie jaki mają w otaczającą nas przyrodę? – zapytała, przy okazji wyjaśniając zagadkę jej wcześniejszej zaczepki. Nie była jednak przekonana, że czarno-dymny będzie w stanie jej na to odpowiedzieć. Nawet nie dlatego, że był rzeczniakiem, bo tego wiatr jeszcze nie pozwolił jej wyczuć, ale przez jego jakże… mało interesuję podejście do życia.
Air in my LUNGS ════════════════════════════════'Til the road begins════════════════════════════════
As theLASTof theBUGSleave>their<h o m e sagain AndI'm|splitting|the roaddown=the middle
Księżyce: 74 Mistrz: Szafirkowy Pyłek Płeć: kocur Matka: Księżycowe Jezioro Ojciec: Skrzące Słowo Trwałe urazy: oderwane ¾ lewego ucha; blizna po pazurach na brzuchu
Duży, długowłosy, czarny dymny. Żółte oczy.
Jak wiele kociaków, Skała jest energiczny i chętny do zabawy, w szczególności wszelkich sparingów i przepychanek. Jest również całkiem odważny i śmiały, a nawet gdyby się czegoś przestraszył, starałby się tego, jak i każdej innej słabości, nie okazywać publicznie. Poza tym lubi też wszelkiego rodzaju rywalizację, w szczególności, jeśli to on w niej wygrywa. Zwykle działa bez zastanowienia, a mówienie zbyt długo wydaje się mu być stratą czasu, po co to robić, skoro łatwiej i szybciej można wszystko załatwić pojedynkiem? Chociaż gdyby już udało się go zmusić do pomyślenia przez chwilę, okazałoby się, że nie jest jedynie górą mięśni bez jakichkolwiek komórek mózgowych, ale póki nie jest to konieczne, woli inne rozwiązania od korzystania z nich zbyt często.
I mogłoby się wydawać, że każdemu trudno będzie utrzymać go w miejscu i przekazać jakiekolwiek nauki, to w obecności rodziców, szczególności ojca, trochę się uspokaja i chłonie każde jego słowo, żeby w przyszłości móc być dokładnie jak on. Chce przecież również w przyszłości zostać równie potężnym wojownikiem, dla całego swojego klanu, a tym bardziej rodziny.
Nie wyobrażał sobie wujka Barwinka dopadającego kogokolwiek nawet za życia, a co dopiero po śmierci. Chyba, że jednak był to podszywający się pod niego Bezgwiezdny. Jednak czy wtedy miałby jakiekolwiek powody, by męczyć akurat przypadkowych samotników? - Nie. Nie. Czemu myślisz, że miałby to zrobić? – spytał. Nawet jeśli miał to być jedynie jakiś dziwny żart, uznał, że warto się upewnić. W tym momencie potrzebował każdej wskazówki, która pomogłaby mu w zrozumieniu, co miał zrobić dalej. Nawet jeśli ona nie wyglądała na kogoś z przydatną wiedzą.
Zakaszlał w przerwie między odpowiedzią na jej pierwsze i drugie pytanie. Naprawdę miał nadzieję, że choroba niedługo minie. Ile to miało trwać? Był silny, nie mógł się poddać jakiemuś zwykłemu przeziębieniu, na pewno nie teraz. - Ludziach? Nie myślę o niczym takim. – Nie był nawet do końca pewnym czym ci cali ludzie byli. Jednak już wyraźnie widoczne było, że z ich dwójki to on zajmował się rzeczami istotnymi i istniejącymi, jak martwe koty. A nie czymś, co prawdopodobnie wcale nie miało żadnego wpływu na otaczający ich świat.
when I am dead, I won't join their ranks 'cause they are both holy and free
and I'm in Ohio,satanic andchained up, and until the end, that's how it'll be
Czarna piękność, a mimo to prześwity siwości widać na całym ciele. Czysta, ułożona i błyszcząca sierść; podłużna, mała twarz; zielone zdeterminowane oczy; duże uszy; długie smukłe łapy; wężowy ogon; smukła, umięśniona sylwetka - orientalna. Ruchy wykonywane z delikatnością, stąpa twardo, ale z tym swoim flirciarskim dodatkiem, robi to wszystko prawie bezszelestnie.
— avek by rolka —
Dusza artystyczna, podziwiająca wszystko co jest warte jej podziwu. Często lubiąca pogawędzić o niestworzonych rzeczach, a może nawet rozegrać jakąś niestworzoną szopkę byleby zwrócić na siebie uwagę. Uwielbia towarzystwo, ale potrafi również pobyć sama, nawet przez długi czas, co nauczyło ją życie podczas podróży po miastach. Nie jest zbyt rozgadana o sobie, woli słuchać o innych, zdobywać informację, zawsze uważała się za bystrą, czemu miałaby więc nie poszerzać swojej wiedzy na różne tematy? Jest typem flirciary, ale zdarza jej się pogłaskać pod włos, byleby potem ułożyć futerko słodkimi słówkami z dodatkiem uśmiechu. Uwielbia zamieszania i psocenie, które może wyjść spod kontroli, ale to problem przyszłej Onyks. Żyje chwilą, ale ma swoje zasady, a szczególnie swoje zdanie. Zawsze mówi to co myśli, nie trzyma języka za zębami. Jednym słowem mówiąc, kłopoty, a dwoma - mieszanka wybuchowa.
xxxxHm… może jednak nie każdy widzący duchy kot będzie tak odklejony jak tamten bury szkielet? A może po prostu jeszcze nie pokazał swojej prawdziwej natury? Czy Onyks zamierzała ot testować? Możliwe, skoro lepszych rzeczy do roboty nie posiadała, a przynajmniej na ten czas. xxxx– Może jesteś jednym z kotów na jakiejś tajnej misji skoro widzisz duchy, a może po prostu nagle pewnego dnia na polowaniu objawiła Ci się zmarła matka. Nigdy nie wiadomo, a lepiej mieć pewność – stwierdziła niewzruszona i poruszyła barkami na rozluźnienie ich, bo sytuacja nie była jeszcze na tyle ciekawa, by wstawać z miejsca i torturować swoją obecnością kocura. Nie żeby o to jej chodziło, ale chyba marnie wyglądał czarny samotnik, więc nie spodziewała się z jego strony chęci na towarzystwo, a to brzmiało jak idealny czas na pojawienie się jej. xxxx– Niczym takim? Czekaj… czy Ty nie wiesz kim są ludzie? – zapytała zdziwiona i wstała z miejsca, bo tym razem coś jej nie pasowało, a schodzić z drzewa jeszcze nie zamierzała. Oj nie, niech wybada tereny. Chociaż patrząc na to, że złapała go zamyślonego i samego to raczej nie było w pobliżu nikogo kto chciałaby konkretnie mu pomóc… jakby co! Nie planowała mu robić krzywdy. Raczej. Nie była z kotów, które bez powodu rzucały się na inne koty, ale jeśli dochodziło do sytuacji gdzie trzeba było użyć pazurów to nie było mowy, by nie oddała.
Air in my LUNGS ════════════════════════════════'Til the road begins════════════════════════════════
As theLASTof theBUGSleave>their<h o m e sagain AndI'm|splitting|the roaddown=the middle
Księżyce: 74 Mistrz: Szafirkowy Pyłek Płeć: kocur Matka: Księżycowe Jezioro Ojciec: Skrzące Słowo Trwałe urazy: oderwane ¾ lewego ucha; blizna po pazurach na brzuchu
Duży, długowłosy, czarny dymny. Żółte oczy.
Jak wiele kociaków, Skała jest energiczny i chętny do zabawy, w szczególności wszelkich sparingów i przepychanek. Jest również całkiem odważny i śmiały, a nawet gdyby się czegoś przestraszył, starałby się tego, jak i każdej innej słabości, nie okazywać publicznie. Poza tym lubi też wszelkiego rodzaju rywalizację, w szczególności, jeśli to on w niej wygrywa. Zwykle działa bez zastanowienia, a mówienie zbyt długo wydaje się mu być stratą czasu, po co to robić, skoro łatwiej i szybciej można wszystko załatwić pojedynkiem? Chociaż gdyby już udało się go zmusić do pomyślenia przez chwilę, okazałoby się, że nie jest jedynie górą mięśni bez jakichkolwiek komórek mózgowych, ale póki nie jest to konieczne, woli inne rozwiązania od korzystania z nich zbyt często.
I mogłoby się wydawać, że każdemu trudno będzie utrzymać go w miejscu i przekazać jakiekolwiek nauki, to w obecności rodziców, szczególności ojca, trochę się uspokaja i chłonie każde jego słowo, żeby w przyszłości móc być dokładnie jak on. Chce przecież również w przyszłości zostać równie potężnym wojownikiem, dla całego swojego klanu, a tym bardziej rodziny.
Jej odpowiedź nie była tym, czego się spodziewał. Nie oczekiwał po jakiejś przypadkowej samotniczce wiedzy o Gwiezdnych i sposobach, by się z nimi spotykać, a jednak było w jej słowach coś, co trafiało całkiem blisko jego własnej sprawy, w dodatku w sposób, którego nie spodziewałby się nawet u większości klanowiczów. Czy był to zupełny przypadek? Czy może jednak mogła coś wiedzieć? - Spotkałaś jakieś koty na tajnych misjach? – Spytał, starając się brzmieć tak, jakby miał to być niedorzeczny pomysł. Nawet jeśli w rzeczywistości jego poziom uwagi nagle wzrósł, bo dawało to przynajmniej minimalną szansę na to, że istniał ktoś taki jak on. Kto również musiał wyruszyć ze swojego klanu, by wykonać ważne zadanie i być może, nawet jeśli szansa na to była jeszcze mniejsza, ktoś kto wiedziałby dzięki temu, co on sam powinien dalej zrobić. - Nie. – W wielu przypadkach przyznawanie się do niewiedzy nie należało do najprzyjemniejszych uczuć. Jednak teraz pokazywało to jedynie, że nie był jakimś zwykłym samotnikiem, znającym się na ich samotniczych sprawach (bo zakładał, że o coś tego typu musiało chodzić, w innym przypadku przecież by zrozumiał), więc było lepszą opcją.
when I am dead, I won't join their ranks 'cause they are both holy and free
and I'm in Ohio,satanic andchained up, and until the end, that's how it'll be
Czarna piękność, a mimo to prześwity siwości widać na całym ciele. Czysta, ułożona i błyszcząca sierść; podłużna, mała twarz; zielone zdeterminowane oczy; duże uszy; długie smukłe łapy; wężowy ogon; smukła, umięśniona sylwetka - orientalna. Ruchy wykonywane z delikatnością, stąpa twardo, ale z tym swoim flirciarskim dodatkiem, robi to wszystko prawie bezszelestnie.
— avek by rolka —
Dusza artystyczna, podziwiająca wszystko co jest warte jej podziwu. Często lubiąca pogawędzić o niestworzonych rzeczach, a może nawet rozegrać jakąś niestworzoną szopkę byleby zwrócić na siebie uwagę. Uwielbia towarzystwo, ale potrafi również pobyć sama, nawet przez długi czas, co nauczyło ją życie podczas podróży po miastach. Nie jest zbyt rozgadana o sobie, woli słuchać o innych, zdobywać informację, zawsze uważała się za bystrą, czemu miałaby więc nie poszerzać swojej wiedzy na różne tematy? Jest typem flirciary, ale zdarza jej się pogłaskać pod włos, byleby potem ułożyć futerko słodkimi słówkami z dodatkiem uśmiechu. Uwielbia zamieszania i psocenie, które może wyjść spod kontroli, ale to problem przyszłej Onyks. Żyje chwilą, ale ma swoje zasady, a szczególnie swoje zdanie. Zawsze mówi to co myśli, nie trzyma języka za zębami. Jednym słowem mówiąc, kłopoty, a dwoma - mieszanka wybuchowa.
xxxxNo proszę, ale się zaciekawił tematem zmarłych, aż trochę nie dowierzała. Znaczy musiała przyznać, że naprawdę starał się grać kogoś kto nigdy w życiu nie słyszał o takiej głupocie, ale cóż rozmawiał z Onyks. Onyks wiedziała co to gra i przede wszystkim potrafiła odróżnić złą od dobrej. Bez przesady. Nie rozmawiał z amatorem. Nie odpowiedziała jednak nic na jego pytanie, a jedynie poczekała na to co usłyszy na pytanie, które ona zadała. Dotyczyło żywych chociaż. xxxx– Czyli jesteś klanowym kotem – stwierdziła. Nie pytała. Wiedziała. – Ludzie to te… wielkie postaci, które chodzą na dwóch nogach… dwunożni? Chyba tak ich nazywaliście – wytłumaczyła prosto, bo takich słówek to nauczyła się od Kukułki po prostu. Czasami zastanawiała się po co sobie tak utrudniać życie, ale kto co wolał, szczególnie nie zamierzała oceniać czarnej kotki, ona mogła robić co chciała, a zielonooka nie umiała na to krzywo spojrzeć. Nie było jednak przed nią czarnej kotki, a czarny kocur - zeskoczyła z gałęzi i podeszła do niego na tyle ile pozwalał. I tak umiała wyczuć już rybi zapach. – Bingo. Jesteś z Rzeki. Ciekawie… – mruknęła. – Spotkałam… a może nie spotkałam – odpowiedziała w końcu. – Czemu jesteś tym tak zaciekawiony?
Air in my LUNGS ════════════════════════════════'Til the road begins════════════════════════════════
As theLASTof theBUGSleave>their<h o m e sagain AndI'm|splitting|the roaddown=the middle
Księżyce: 74 Mistrz: Szafirkowy Pyłek Płeć: kocur Matka: Księżycowe Jezioro Ojciec: Skrzące Słowo Trwałe urazy: oderwane ¾ lewego ucha; blizna po pazurach na brzuchu
Duży, długowłosy, czarny dymny. Żółte oczy.
Jak wiele kociaków, Skała jest energiczny i chętny do zabawy, w szczególności wszelkich sparingów i przepychanek. Jest również całkiem odważny i śmiały, a nawet gdyby się czegoś przestraszył, starałby się tego, jak i każdej innej słabości, nie okazywać publicznie. Poza tym lubi też wszelkiego rodzaju rywalizację, w szczególności, jeśli to on w niej wygrywa. Zwykle działa bez zastanowienia, a mówienie zbyt długo wydaje się mu być stratą czasu, po co to robić, skoro łatwiej i szybciej można wszystko załatwić pojedynkiem? Chociaż gdyby już udało się go zmusić do pomyślenia przez chwilę, okazałoby się, że nie jest jedynie górą mięśni bez jakichkolwiek komórek mózgowych, ale póki nie jest to konieczne, woli inne rozwiązania od korzystania z nich zbyt często.
I mogłoby się wydawać, że każdemu trudno będzie utrzymać go w miejscu i przekazać jakiekolwiek nauki, to w obecności rodziców, szczególności ojca, trochę się uspokaja i chłonie każde jego słowo, żeby w przyszłości móc być dokładnie jak on. Chce przecież również w przyszłości zostać równie potężnym wojownikiem, dla całego swojego klanu, a tym bardziej rodziny.
Czyli to o to chodziło. Wciąż temat z jego perspektywy dziwny i nie wymagający żadnych dyskusji. - To tak. Nie myślę o nich. – Miał naprawdę wystarczająco dużo problemów w samym lesie, by przejmować się jeszcze tymi dziwnymi istotami, żyjącymi gdzieś daleko. Nigdy nawet nie widział żadnego z nich bliska, co najwyżej, gdy mijali go bardzo szybko w brzuchach swoich potworów. A to przecież tak naprawdę było mniejszym zagrożeniem niż większość drapieżników, bo pojawiały się tylko w jednym, spodziewanym miejscu, w które wystarczało się nie zapuszczać, by być bezpiecznym.
Skinął głową na jej odkrycie, że pochodził z Rzeki. Nawet jeśli nie czuł się teraz godny powrotu do swojego klanu, wciąż zdecydowanie lepiej było słyszeć to, niż nazywanie go samotnikiem. - Nie opuściłem terenów mojego klanu bez powodu. Jeśli w pobliżu jest ktoś, kto również wyruszył, by wykonać jakieś zadanie, być może szukamy tego samego. – Nie chciał podawać żadnych konkretnych informacji, ale tyle prawdopodobnie sama mogła się domyślić i nie mówiło to tak naprawdę nic. Czy istniała jakakolwiek szansa, że inny kot znajdował się teraz w tej samej sytuacji? Prawdopodobnie nie z Rzeki, o tym by wiedział (chyba, że spotkała Szpona, to też była teoretycznie istniejąca możliwość), ale z innych klanów? Nie miał pojęcia, czy nie spotyka ich to samo, być może znalazł się tam i ktoś, podobnie do niego, postanowił to zmienić. Jeśli tak, to mogłaby to być najlepsza wiadomość, jaką otrzyma, ale póki co nie czuł zbyt dużych nadziei.
when I am dead, I won't join their ranks 'cause they are both holy and free
and I'm in Ohio,satanic andchained up, and until the end, that's how it'll be
Czarna piękność, a mimo to prześwity siwości widać na całym ciele. Czysta, ułożona i błyszcząca sierść; podłużna, mała twarz; zielone zdeterminowane oczy; duże uszy; długie smukłe łapy; wężowy ogon; smukła, umięśniona sylwetka - orientalna. Ruchy wykonywane z delikatnością, stąpa twardo, ale z tym swoim flirciarskim dodatkiem, robi to wszystko prawie bezszelestnie.
— avek by rolka —
Dusza artystyczna, podziwiająca wszystko co jest warte jej podziwu. Często lubiąca pogawędzić o niestworzonych rzeczach, a może nawet rozegrać jakąś niestworzoną szopkę byleby zwrócić na siebie uwagę. Uwielbia towarzystwo, ale potrafi również pobyć sama, nawet przez długi czas, co nauczyło ją życie podczas podróży po miastach. Nie jest zbyt rozgadana o sobie, woli słuchać o innych, zdobywać informację, zawsze uważała się za bystrą, czemu miałaby więc nie poszerzać swojej wiedzy na różne tematy? Jest typem flirciary, ale zdarza jej się pogłaskać pod włos, byleby potem ułożyć futerko słodkimi słówkami z dodatkiem uśmiechu. Uwielbia zamieszania i psocenie, które może wyjść spod kontroli, ale to problem przyszłej Onyks. Żyje chwilą, ale ma swoje zasady, a szczególnie swoje zdanie. Zawsze mówi to co myśli, nie trzyma języka za zębami. Jednym słowem mówiąc, kłopoty, a dwoma - mieszanka wybuchowa.
xxxx– A szkoda. Są ciekawymi stworzeniami. W końcu to oni stworzyli całe pastwisko koni, czy drogę po której jeżdżą samochody, osiedle jest ich wymysłem. Są nieodłącznym elementem natury, a mimo to są najgorszym co mogło spotkać wszystkich. Niesamowicie smutne. – Zaciekawione spojrzenie spoczęło na pysku kocura, starając się wychwycić, czy jakakolwiek podana informacja wprawiła w ruch kołowrotek w mózgu. Nie sądziła, że trafiła na kogoś to potrafiłby patrzeć ponad horyzonty, ale kto wie. – I obrzydliwe zarazem. – dodała po chwili zdegustowana. xxxxNie bardzo wiedziała czy takiej odpowiedzi się spodziewała, każdy tutaj musiał mieć jakieś misje? Czy w klanach było na tyle poważnie, że nie można było żyć i cieszyć się z tego co było? Nawet jeśli nie wyruszali na jakieś podróże poza klany to nadal ciągłe patrole, jakieś bieganie w kółko za zwierzyną i przestrzeganie zakazów, nakazów, słuchanie jedynego najważniejszego. Miało to swój urok, ale czy na dłużej? xxxx– Wśród zmarłych wędruje żywy, szukając zbawienia dla klanów zagrożonych przez wygnane dusze. – Wypowiedziała poważnie i uśmiechnęła się delikatnie. Chyba nie spodziewał się, że poda mu wszystko na tacy? Nie była kotem, który pomagał kiedy mógł namieszać, nieważne jak bardzo mogłaby się zmienić… już na zawsze będzie pragnąć chaosu. – Tam go znajdziesz. – Mrugnęła mu oczkiem i cofnęła się o krok, a następnie odwróciła, chociaż może i coś jeszcze będzie chciał, ale raczej nie miał na co liczyć z jej strony. Śmieszna zagadka, może ją rozwiąże? A może nie, zawsze jest szansa, że namąci mu lekko w głowie.
zt?
Air in my LUNGS ════════════════════════════════'Til the road begins════════════════════════════════
As theLASTof theBUGSleave>their<h o m e sagain AndI'm|splitting|the roaddown=the middle
Księżyce: 74 Mistrz: Szafirkowy Pyłek Płeć: kocur Matka: Księżycowe Jezioro Ojciec: Skrzące Słowo Trwałe urazy: oderwane ¾ lewego ucha; blizna po pazurach na brzuchu
Duży, długowłosy, czarny dymny. Żółte oczy.
Jak wiele kociaków, Skała jest energiczny i chętny do zabawy, w szczególności wszelkich sparingów i przepychanek. Jest również całkiem odważny i śmiały, a nawet gdyby się czegoś przestraszył, starałby się tego, jak i każdej innej słabości, nie okazywać publicznie. Poza tym lubi też wszelkiego rodzaju rywalizację, w szczególności, jeśli to on w niej wygrywa. Zwykle działa bez zastanowienia, a mówienie zbyt długo wydaje się mu być stratą czasu, po co to robić, skoro łatwiej i szybciej można wszystko załatwić pojedynkiem? Chociaż gdyby już udało się go zmusić do pomyślenia przez chwilę, okazałoby się, że nie jest jedynie górą mięśni bez jakichkolwiek komórek mózgowych, ale póki nie jest to konieczne, woli inne rozwiązania od korzystania z nich zbyt często.
I mogłoby się wydawać, że każdemu trudno będzie utrzymać go w miejscu i przekazać jakiekolwiek nauki, to w obecności rodziców, szczególności ojca, trochę się uspokaja i chłonie każde jego słowo, żeby w przyszłości móc być dokładnie jak on. Chce przecież również w przyszłości zostać równie potężnym wojownikiem, dla całego swojego klanu, a tym bardziej rodziny.
- Tylko jeśli się chodzi w te miejsca. Udało mi się nie spotkać żadnego przez wiele księżycow. – Do niedawna zupełnie nie był kotem, który lubiłby wycieczki poza tereny swojego klanu, więc większość stworzonych przez dwunogi miejsc była dla niego praktycznie nieistniejąca. Chociaż pewnie trudniej było je omijać, gdy nie miało się wstępu do najlepszych miejsc w całym lesie.
Natomiast jeśli chodziło o to, co powiedziała później? Co to niby miało oznaczać? Zamrugał, starając się zrozumieć, czy to w ogóle się wydarzyło. A może jedynie jego mózg podpowiadał mu coś bardzo dziwnego. Lub był to jedynie niezrozumiały żart. Niezależnie od wszystkiego, nie miał na to żadnej odpowiedzi, poza ewentualnym zapamiętaniem tych tajemniczych słów. Jakby kiedykolwiek miały się przydać.
A później sam również mógł tylko podejść dalej, nie żałując zbytnio, że jego rozmowa z samotniczką nie trwała dłużej – raczej nie miałby po co tego robić.
// zt
when I am dead, I won't join their ranks 'cause they are both holy and free
and I'm in Ohio,satanic andchained up, and until the end, that's how it'll be
Po jednej babci imię - po drugiej wygląd. Bowiem widocznie wdała się bardziej w Ciemną Toń, niż któregokolwiek z rodziców. Jej szata bowiem jest długa, w całości czarna, bez ani grama białego znaczenia. Taka, o, zwykła. I, podobnie jak rodzicielka jej ojca jest smukłą, przeciętnego wzrostu kotką, nieprzesadnie niską, ale również nieprzesadnie wysoką. Jest dumną posiadaczką złotych, skrzących się radośnie oczu. Dba o swój wygląd, o to, by na sierści nie znalazło się ani grama nieczystości, acz, jeśli akurat dobrze się bawi, czy spaceruje, to nie robi jej to różnicy czy wygląda ładnie, czy średnio.
Leniwa, ale sympatyczna, choć uparta i czasami wredna
Czas na polowanie. Pogoda nie zachęcała do tego Kukułki, szczególnie biorąc pod uwagę, jak często pojawiała się znikąd mgła, ale no, wykarmić się trzeba. Co prawda planowała już zniknąć w siedlisku koni na najbliższe dni, żeby przeczekać największe mrozy, ale mogła spróbować najpierw połapać coś ciekawego, bo potem to pozostawały jej myszy, a ile można jeść to samo, prawda?
Dlatego czujnie się rozglądając ruszyła po prostu przed siebie chcąc znaleźć coś ciekawego i przydatnego do jedzenia.