Księżyce: 85 Mistrz: Wydrzy Wąs ♥ Płeć: trans kotka (amab, silny zapach kwiatów i trawy) Matka: Wędrujące Światła ♥ Ojciec: Łabędzia Gwiazda, Roziskrzona Gwiazda (stary) Partner: :(
Wielka. Bura, pręgowanie ticked (w typie kota somalijskiego). Biała lewa tylna stopa, końcówka ogona, broda i cała szyja. Zielone oczy z niebieską plamką na lewym przy źrenicy.
Wesoła, głupia i naiwna. Słodki, pozytywny promyczek słońca. Kochliwa.
- A wiesz, że cisza to też melodia? W sensie. Cisza to brak melodii. Ale to nadal melodia. Tylko jej brak. Rozumiesz?? Tak jak, hmm...Ciemność to brak światła, czyli to nadal światło tyle że jego brak. Miłość to brak nienawiści, deszcz to brak słońca i tak dalej! To znaczy taaak, może być słońce i deszcz. Albo może być miłość i nienawiść. Podobno. Nie wiem. Kura ma takie dziwne podejście do mnie, nie wiem jak to interpretować. To znaczy, ja go uwielbiam. On mnie nie wiem, śmieszny jest - wzruszył barkami, bo szczerze mówiąc, Kura był...specyficzny. To mało powiedziane, był osobliwy. I tak jak Świt go uwielbiał, tak nigdy nie był do końca pewien co pasiasty sobie o nim myśli. Lubi go? Nie lubi? Co prawda rdzawy nie zamierzał się tym w ogóle przejmować, póki długouchy wprost mu nie powie, że ten ma się odwalić. Chociaż nie, wtedy też się nie będzie przejmował. Wtedy to jest sygnał, że taki ktoś potrzebuje tej przyjaźni.
- A znajdę, owszem! Lubisz błyszczące rzeczy? Niezapominajka lubi. I Żabka też. O, Żabce też coś mogę znaleźć - rozejrzał się dookoła w poszukiwaniu jakiegokolwiek skarbu. - Co masz na myśli? Chcesz o tym pogadać? - możliwe, że jej nie doradzi za dobrze. Możliwe, że po prostu odciągnie jej uwagę od problemu, mówiąc swoje najdziwniejsze przemyślenia. Ale nadal będzie to pewnego rodzaju pomoc. - Ojacie...A co jesli...A co jeśli to JEST moje oko?? Tylko...Z INNEGO ŚWIATA! Może spadło z nieba, co myślisz? Albo wyszło spod ziemi? Może pod ziemią mieszka jakaś inna wersja mnie, która ma kamienie zamiast oczu? Albo cała jest z kamienia!!!!
I coulddance,I coulddance,I coulddance xxx watch medance,dance the nightaway my heartcould beburnin',but youwon'tsee iton my face watch medance,dancethe nightaway xxx ・*✧・゚:*uh-huh!*:・゚✧*・ I'llstill keepthe partyrunnin',not one hairout ofplace .・。.・゜✭・.・✫・゜・。.
Odrobinę wychudzona, koścista; drobna, niewysoka; czekoladowo-biała; sierść krótka, brudna, nieulizana, chociaż bardziej zadbana niż kiedyś; oczy żółte (prawe jak słońce, lewe jak piasek), wiecznie zmęczone i obojętne; czekoladowy nosek; uszczerbiona końcówka prawego ucha.
- art by tuszka -
Obojętna i oschła; opanowana do czasu; nie pamięta większości kotów, wszyscy zlewają jej się w jedną masę; jest ostrożna podczasów rozmów, nie zdradza za wiele; ataki paniki nadal są częścią jej życia, ale z innego powodu; nie jest już strachliwa; nie jest przyjazna, ale nie jest też niemiła - dopóki ktoś też zachowuje do niej szacunek.
Słuchała uważnie wypowiedzi kuzyna w ciszy, nie odzywała się, nawet nie drgnęła, bo czuła się jak na jakiś mocno interesującym spotkaniu dwóch najmądrzejszych kotów na całych ziemiach!
– Kurra? Chyba go kojarzę, ale nie gadałam z nim… a co do rreszty to jak najba’dziej rrrozumiem! Niesamowite, że wszystko jest takie brrakujące, ale jednak nie! – przyznała z wielkim uśmiechem, a jej myśli od razu powędrowały to każdego kota jakiego spotkała w swoim jeszcze krótkim życiu! Z wieloma miała takie wybrakowane i dziwne relacje, więc trudno było uznać, że wszystko było czarno-białe… chociaż też większe życiowe rozkminy to ona miała tylko dzięki przyjaźni ze Świtem, który posiadał wyobraźnię. Inaczej jej przemyślenia byłyby bardzo i to bardzo ubogie, a w większości pewnie kończyłyby się na niepotrzebnej agresji. Kuzyn był jej słońcem, które oświetlało te ciemne zakamarki, które pewnie pochłonęłyby ją gdyby nie odrobina pozytywności.
– Lubię… w sumie wszystko polubię co znajdziesz, wiesz? Żabka?? Kto to? Ale jak mi też poszukać to w sumie wszystko spoko, wiesz? – Zaśmiała się radośnie i zignorowała następne pytanie Świta, bo i tak nim zdążyła odpowiedzieć to kuzyn zaczął krzyczeć w niebogłosy o tym co mu przyszło do głowy, a ona wesoło słuchała. – Czym jest w sumie świat? – zapytała zaciekawiona pierwszy raz spotykając się z tym słowem. – Ale wiesz co! Ja sądzę, że to w tamtym bajorrrku mogą inne werrsje nas! No bo słyszałam, że my mamy odbicia… i odbicia są w taflach wody! A inna we’sja nas może być ta, którrra nas zawsze śledzi przez słońce… wiesz! Te no! Cienie!! – wykrzyczała również swoje niesamowite teorie mając nadzieję, że Świt zgodzi się również z jej teoriami.
Księżyce: 85 Mistrz: Wydrzy Wąs ♥ Płeć: trans kotka (amab, silny zapach kwiatów i trawy) Matka: Wędrujące Światła ♥ Ojciec: Łabędzia Gwiazda, Roziskrzona Gwiazda (stary) Partner: :(
Wielka. Bura, pręgowanie ticked (w typie kota somalijskiego). Biała lewa tylna stopa, końcówka ogona, broda i cała szyja. Zielone oczy z niebieską plamką na lewym przy źrenicy.
Wesoła, głupia i naiwna. Słodki, pozytywny promyczek słońca. Kochliwa.
- Dokładnie! To tak jak życie wcale nie jest skomplikowane. Po prostu jest to brak prostych rozwiązań! Wiesz co? Czasami wyobrażam sobie życie w głowie. Ale wiesz, taką, hmm, całość istnienia. I to jest taka długa, gruba nić pajęcza, w kolorze czerwonym, i ona się ciąąąągnie bardzo długo, bardzo długo. I patrz, jak się patrzysz z oddali to wygląda jak wyprostowana, cienka nitka, co nie? Ale im bliżej patrzysz, im dłużej się przyglądasz, tym dokładniej widać, że to tak naprawdę poprzeplatane, długoidące nitki, jak pajęczyna, którą pająk zamiast zrobić w kółko to robi i idzie. Wiesz, wzdłuż. I się okazuje, że to po prostu jest masa poprzeplatanych ze sobą pojedynczych żyłek i nici i gałązek. I każda to jest czyjeś osobne życie. I na przykład moja nić przeplata się z twoją, bo jesteś jego częścią i ja jestem częścią twojego istnienia. I dzięki temu możemy żyć dalej i dłużej i nasze nitki się jeszcze nie skończyły. I wiesz. Tak samo częścią twojego życia jest Niezapominajka. Albo ciocia Jodła. Albo Wujek Pszenic. Ja myślę, że nie warto przerywać ich nitek przy twojej. Może jakbyś była trochę bliżej z nimi to czułabyś się lepiej? Silniej? - cała ta analogia brzmiała piękne i byłoby świetnie, gdyby w połowie Świt nie zapomniał o czym mówił i żeby nie kończyć całego monologu parsknięciem czy faktycznym przyznaniem się, po prostu zjechał na inny tor, by wspomnieć o rodzinie kuzynki, chcąc ją czegoś nauczyć. Co prawda, teraz też już nawet nie pamiętał o czym była ta lekcja, dając się porwać zamyśleniu.
- Żabka to przyjaciółka! Rudo-biała taka, niska dosyć, okrągła. Wygląda jak słoneczko - uśmiechnął się. Lubił kotkę, była miła, bardzo ładna, mówili sobie nawzajem komplementy. Ostatnio mu tego nawet brakowało, więc zdecydowanie będzie musiał ją znaleźć, by podzielić się nowymi epitetami na temat jej urody.
- Hmmm, myślę, że wszystko co nas otacza?? Wieesz, drzewa, żaby, niebo, ptaki, słońce, pagórki, woda, ty - brzmiało to sensownie. Sarna była jego światem. Tak samo jego rodzeństwo, rodzice, przyjaciele. Nie wyobrażał sobie życia bez nich. - Orany, Sarenko, jesteś genialna. Ma to bardzo dużo sensu! - zachwycił się, podbiegając do bajorka, by bez zastanowienia zanurzyć łeb pod mulistą wodą.
I coulddance,I coulddance,I coulddance xxx watch medance,dance the nightaway my heartcould beburnin',but youwon'tsee iton my face watch medance,dancethe nightaway xxx ・*✧・゚:*uh-huh!*:・゚✧*・ I'llstill keepthe partyrunnin',not one hairout ofplace .・。.・゜✭・.・✫・゜・。.
Odrobinę wychudzona, koścista; drobna, niewysoka; czekoladowo-biała; sierść krótka, brudna, nieulizana, chociaż bardziej zadbana niż kiedyś; oczy żółte (prawe jak słońce, lewe jak piasek), wiecznie zmęczone i obojętne; czekoladowy nosek; uszczerbiona końcówka prawego ucha.
- art by tuszka -
Obojętna i oschła; opanowana do czasu; nie pamięta większości kotów, wszyscy zlewają jej się w jedną masę; jest ostrożna podczasów rozmów, nie zdradza za wiele; ataki paniki nadal są częścią jej życia, ale z innego powodu; nie jest już strachliwa; nie jest przyjazna, ale nie jest też niemiła - dopóki ktoś też zachowuje do niej szacunek.
Kiedy Świt mówił nie szło go zatrzymać, leciał szybciej niż drapieżne ptaki pikując po swoją ofiarę, a to nie bardzo współgrało z ledwo działającym mózgiem młodej koteczki. Nie wiedziała nawet, w którym momencie, ale słowa zaczynały zlewać się w jedno, a pyszczek rdzawego kocurka szybko kłapał, co bardzo ją bawiło. Wzrok miała obecny, ale to tylko dlatego, że przyglądała się z zaciekawieniem uzębieniu kuzyna przed sobą, bo kiedy ona zaglądała komuś w paszczę? No nigdy! I tylko gdy od uszu do mózgu, gdzie jakimś niesamowitym sposobem dotarł dźwięk z imieniem jej siostry i reszty rodziny dopiero wróciła do rzeczywistości przysłuchując się ostatnim pytaniom.
– Aha! Możliwe, że masz rrrację – odpowiedziała zgadzając się na wszystko co przed chwilą było mówione, niezależnie od tego, czy właśnie sprzedała nerkę za dwa piszczki, czy może zgodziła się obrabować pobliskie staruszki. Ważne po prostu było, że cieszyła się niezmiernie z całego monologu przyjaciela, nawet jeśli nie miała pojęcia o czym był.
– O! Chyba ją widziałam, ale nigdy nie rrrozmawiałam… a ja jak wyglądam? Jak? Jak? – zapytała entuzjastycznie, aż podskakując w miejscu. Miała w sobie już bardzo dużo energii, praktycznie zapominając, że jakaś mała sprzeczka się między nimi wywiązała, bo co? Jaka sprzeczka? O czym w ogóle była mowa?? Ach tak… jak ona wyglądała. Teraz była to najważniejsza rzecz, bo słoneczko wydawało się super, czy ona też wyglądała jak słoneczko?
– Ooooooo, brzmi supe’owo, tak jakbyśmy my byli światem, trochę jak większy las i łączki! – zachichotała wesoło. – Jestem? Znaczy oczywiście, że jestem! Oboje jesteśmy! – przyznała, ale nim dotarło do niej co się dzieje to Świt już dawno siedział z łbem zanurzonym w bajorku, a ona jedynie w niedowierzaniu siedziała jeszcze bezruchu. Bo jak to tak? Bez niej?! Ruszyła więc prędko zad z miejsca i po chwili również siedziała z łbem pod wodą.
Księżyce: 85 Mistrz: Wydrzy Wąs ♥ Płeć: trans kotka (amab, silny zapach kwiatów i trawy) Matka: Wędrujące Światła ♥ Ojciec: Łabędzia Gwiazda, Roziskrzona Gwiazda (stary) Partner: :(
Wielka. Bura, pręgowanie ticked (w typie kota somalijskiego). Biała lewa tylna stopa, końcówka ogona, broda i cała szyja. Zielone oczy z niebieską plamką na lewym przy źrenicy.
Wesoła, głupia i naiwna. Słodki, pozytywny promyczek słońca. Kochliwa.
Gdyby nie to, że Świt zapomniał o czym mówił jeszcze przed chwilą, a Sarna się nie skupiła do końca na wywodzie, mogłaby się z tego rozwinąć całkiem interesująca rozmowa o życiu i relacjach. Choć może nawet i nie, ponieważ rdzawy posiadał dość mocno zakorzenione w głowie zdanie na ten temat i ciężko byłoby je zmienić. Rodzina jest ważna, przyjaciele są ważni a pielęgnowanie więzi było wręcz obowiązkowe.
- Aha! Pewnie, że mam - uśmiechnął się, nie próbując sobie nawet przypomnieć, z czym niby Sarna się zgadzała. Albo chociażby do której części, bo mógłby przysiąc, że przez cały monolog mówił o pięciu różnych wątkach.
- Hmmm…Jak błoto! - naturalnie całą robotę robiło brązowe futerko kuzynki, Nie była to też oczywiście obraza z jego strony, jako że uważał błoto za fascynujące i niezwykle dobre do zabawy. Sarna zresztą tak samo była fascynująca i lubiła się z nim bawić.
Z łbem pod wodą nie widział za wiele, szczególnie, że bajorko podrażniało mu oczy, z tego też powodu wynurzył się szybciej niż zamierzał. Otrzepał prędko mokre futro, spoglądając na naśladującą go kotkę. - Widzisz tam coś? Ja chyba prawie-prawie coś dojrzałam, ale teraz to nie wiem.
I coulddance,I coulddance,I coulddance xxx watch medance,dance the nightaway my heartcould beburnin',but youwon'tsee iton my face watch medance,dancethe nightaway xxx ・*✧・゚:*uh-huh!*:・゚✧*・ I'llstill keepthe partyrunnin',not one hairout ofplace .・。.・゜✭・.・✫・゜・。.
Odrobinę wychudzona, koścista; drobna, niewysoka; czekoladowo-biała; sierść krótka, brudna, nieulizana, chociaż bardziej zadbana niż kiedyś; oczy żółte (prawe jak słońce, lewe jak piasek), wiecznie zmęczone i obojętne; czekoladowy nosek; uszczerbiona końcówka prawego ucha.
- art by tuszka -
Obojętna i oschła; opanowana do czasu; nie pamięta większości kotów, wszyscy zlewają jej się w jedną masę; jest ostrożna podczasów rozmów, nie zdradza za wiele; ataki paniki nadal są częścią jej życia, ale z innego powodu; nie jest już strachliwa; nie jest przyjazna, ale nie jest też niemiła - dopóki ktoś też zachowuje do niej szacunek.
– Ojacieniemogę! Masz ‘ację! Te’az za’az to w ogóle będę się zlewać z otoczeniem!!! Podobno błoto jest takie… błotniste. W sensie rozumiesz - brrudzące!! A wszystko co jest takie, musi być supeeeerrr do zabawy, nie uważasz?? – zapytała z głosem przepełnionym pozytywną energią, a całe ciało, aż wibrowało jej z tego wszystkiego, pobudzając przy tym wibrysy do ruchu. Oczywiście, że sama myśl brzmiała dobrze, nie dlatego, że potem będzie brudna, a dlatego, że ziemia była fajna, a ziemia będąca mokrą??? Brzmiało jak marzenie, które musiało się ziścić.
– Ja w sumie nie wiem, ale oczy mnie szczypią… Chociaż mam wrażenie, że widziałam rrrybę?? I jak one tak długo mogą oddychać pod wodą? Trochę nie 'ozumiem… ale znudziło mi się też wsadzenie głowy pod wodę. – Po prostu bolały ją oczy i nie chciała wyjść na frajera, że dłużej tak nie wytrzyma. – Chodź poszukamy tych śmiesznych rzeczy, o których gadałyśmy!! – stwierdziła z lekkim chichotem nie zauważając nawet, że już podświadomie zmieniła zaimki kuzyna. Monkey hears, monkey does.
Księżyce: 85 Mistrz: Wydrzy Wąs ♥ Płeć: trans kotka (amab, silny zapach kwiatów i trawy) Matka: Wędrujące Światła ♥ Ojciec: Łabędzia Gwiazda, Roziskrzona Gwiazda (stary) Partner: :(
Wielka. Bura, pręgowanie ticked (w typie kota somalijskiego). Biała lewa tylna stopa, końcówka ogona, broda i cała szyja. Zielone oczy z niebieską plamką na lewym przy źrenicy.
Wesoła, głupia i naiwna. Słodki, pozytywny promyczek słońca. Kochliwa.
- Oh, jak szczypią to wracajmy lepiej. Może trzeba je obejrzeć? Albo chodź, wcisnę ci jakieś roślinki w oczy, jak to Krwawnik robi - nie musiała wiedzieć co robi, najważniejszy był gest i działanie. To, czy Sarnie potem wypali gałki to inna sprawa.
- Dobra! Rozejrzę się za ziółkami po drodze, pobawimy się w medyków - odpowiedziała, robiąc machnięcie głową by zachęcić kuzynkę do podążania za nią w nieznane.
/zt
I coulddance,I coulddance,I coulddance xxx watch medance,dance the nightaway my heartcould beburnin',but youwon'tsee iton my face watch medance,dancethe nightaway xxx ・*✧・゚:*uh-huh!*:・゚✧*・ I'llstill keepthe partyrunnin',not one hairout ofplace .・。.・゜✭・.・✫・゜・。.
Masywny, o długiej puszystej sierści umasczonej na niebiesko. Jego oczy są szaroniebieskie (później bladozielone). W skrócie ideał kota.
Przymilny, flirciarz, uwielbia wszystko co piękne, nie wie co to przestrzeń osobista, siebie samego uważa za epigeum piękna, aczkolwiek nie jest egoistą, nie uważa że z tego powodu należy mu się więcej, że każdy inny to tylko brzydka miernota, on po prostu dobrze czuje się ze swoim wyglądem.
Nie umiał pływać i nigdy też nie próbował się tego uczyć. Wiedział jednak o posiadanych przez siebie rzecznych korzeniach. Może właśnie dlatego coś go podkusiło, żeby przyjść tutaj akurat dzisiaj. Coś mu mówiło, że coś się wydarzy, musiał jedynie cierpliwie czekać, aby odkryć co konkretnie.
Póki co jednak przysiadł na brzegu, z zamiarem połowu. Tego również nigdy w życiu nie robił, ale na osiedlu miał przyjemność spotkać kota, który łowił ryby w osiedlowym oczku wodnym. Zresztą zawsze musi być ten pierwszy raz, a szczególnie trzeba skorzystać przed Zimą, gdyż wtedy woda zamarznie. Tak więc przyglądał się nieruchomej tafli wody, ciesząc się uczuciem błotka pod łapami.
Księżyce: 85 Mistrz: Śpiewające Echo, Korzenna Woń Płeć: kotka Matka: Roziskrzona Gwiazda Ojciec: Łabędzia Gwiazda Trwałe urazy: blizna po lisich kłach na karku i druga na gardle; blizna po szponach na lewym barku; brak lewego ucha
Księżyce: 85 Mistrz: Śpiewające Echo, Korzenna Woń Płeć: kotka Matka: Roziskrzona Gwiazda Ojciec: Łabędzia Gwiazda Trwałe urazy: blizna po lisich kłach na karku i druga na gardle; blizna po szponach na lewym barku; brak lewego ucha
długa, nastroszona sierść | czekoladowy point | białe znaczenia na pysku i łapach | niebieskie oczy z granatową plamką na lewym
Gwiezdni, Honor, Wicher.
Traszce przeszkadza wiele rzeczy, a już najbardziej nieróbstwo bliźniego swego.
Traszkowej Łapy raczej nie ciągnie poza Klanowe tereny, na miejscu ma co robić, dziękuję bardzo. Raz na pół księżyca zdarza się jednak, że przegania zaplanowane na dany dzień obowiązki i okazuje się, że do zachodu słońca jeszcze szmat czasu, a ona nie ma już co robić. Czasem w takich momentach łapy prowadzą ją na większe wycieczki, nawet jeśli pogoda nie do końca sprzyja. Chociaż Gwiezdni muszą ją mieć w opiece skoro wybiera się na spacer akurat teraz, nieświadoma, że już za dwa, góra trzy dni nastąpi pogorszenie pogody, utoną w zaspach i nie da rady zauważyć nawet koniuszka własnego nosa w tych śnieżycach.
Dociera nad wodę, a nad wodą znajduje się kot. Zaraz przy samym brzegu, wpatrzony w wodę i sprawiający wrażenie zajętego, toteż Traszka nastawia uszy z ciekawością. Nie chowa się w pobliskich zaroślach jak szemrany typ, a jedynie zatrzymuje w miejscu i obserwuje w ciszy poczynania nieznajomego. Będzie pływać? Łowić? Czy po prostu się zawiesił?
Księżyce: 111 Płeć: Kocur Trwałe urazy: Łysy placek nad ogonem po ugryzieniu lisa
Orka podobnie do zwierzęcia, po którym otrzymał imię jest czarno-biały. Czerń okala większość jego postaci, z kolei biel ulokowana jest pod brodą, piersi i na całym brzuchu, nie nachodzi jednak na jego boki. Biel znajduje się również w postaci dwóch plamek nad oczami kocura, na palcach u wszystkich jego łap oraz w postaci pojedynczych włosków na jego ogonie. Czerń na jego grzbiecie również nie uniknęła wybielenia, gdyż po środku rozciąga się plama, jakby ktoś śmignął mu pędzlem po grzbiecie. Z kolei pod brodą dla odmiany znajduje się nie biała, a czarna łatka.
Jego futro jest gładkie, gęste, a przede wszystkim długie, idealnie prezentuje się na umięśnionej sylwetce. Należy również do kotów ponadprzeciętnego wzrostu. Tym co wyróżnia się na czarno-białym tle są lodowo-błękitne ślepia.
Przez swój tryb życia, od dłuższego czasu nie miał kontaktu z drugim kotem, dlatego też może wydawać się niezręczny, a już na pewno zdziwaczały. Daleko mu jednak do bycia odludkiem, wręcz przeciwnie, towarzystwo jest przez niego jak najbardziej poszukiwane, a już szczególnie takie, które wysłucha jego zażaleń, albo lepiej opowiastek. Orka jest osobnikiem niebywale pewnym siebie, żeby nie powiedzieć dumnym. Dodatkowo mówi szczerze co mu ślina na język przyniesie, dlatego na pierwszy rzut oka może wydawać się dość szorstki w obyciu. Uwielbia wszystko co ma związek z wodą i co przypomina mu o tym od czego został oddzielony. Nie znosi za to zasad, a co za tym idzie stworzeń, które je wytaczają, bo niby dlaczego ktokolwiek miałby zarządzać cudzym życiem. Czy można go nazwać anarchistą? Cóż, możliwe.
Wpatrywał się przez dłuższą chwilę w zamarznięty brzeg szuwaru. Coraz bardziej utwierdzał się w przekonaniu, że zima nie jest jego ulubioną porą roku, a szczególnie nie teraz, gdy jeszcze bardziej niż kiedykolwiek musi sobie radzić na własną łapę.
Przyłożył łapę, potem drugą do lodu chcąc wybadać jego stabilność, nie posunął się jednak dalej. Musiał przemyśleć, czy było to w ogóle opłacalne, szczególnie że ryby robią się mniej aktywne w zimnych porach.
Czarna piękność, a mimo to prześwity siwości widać na całym ciele. Czysta, ułożona i błyszcząca sierść; podłużna, mała twarz; zielone zdeterminowane oczy; duże uszy; długie smukłe łapy; wężowy ogon; smukła, umięśniona sylwetka - orientalna. Ruchy wykonywane z delikatnością, stąpa twardo, ale z tym swoim flirciarskim dodatkiem, robi to wszystko prawie bezszelestnie.
— avek by rolka —
Dusza artystyczna, podziwiająca wszystko co jest warte jej podziwu. Często lubiąca pogawędzić o niestworzonych rzeczach, a może nawet rozegrać jakąś niestworzoną szopkę byleby zwrócić na siebie uwagę. Uwielbia towarzystwo, ale potrafi również pobyć sama, nawet przez długi czas, co nauczyło ją życie podczas podróży po miastach. Nie jest zbyt rozgadana o sobie, woli słuchać o innych, zdobywać informację, zawsze uważała się za bystrą, czemu miałaby więc nie poszerzać swojej wiedzy na różne tematy? Jest typem flirciary, ale zdarza jej się pogłaskać pod włos, byleby potem ułożyć futerko słodkimi słówkami z dodatkiem uśmiechu. Uwielbia zamieszania i psocenie, które może wyjść spod kontroli, ale to problem przyszłej Onyks. Żyje chwilą, ale ma swoje zasady, a szczególnie swoje zdanie. Zawsze mówi to co myśli, nie trzyma języka za zębami. Jednym słowem mówiąc, kłopoty, a dwoma - mieszanka wybuchowa.
xxxxWychodząc na spacer ostatnie czego się spodziewała to zobaczyć jakiegoś dorosłego kota powoli starającego się wybadać lód na stawiku. Chociaż czy na pewno jednostka chciała wybadać lód, a może zwyczajnie kontemplowała nad zakończeniem swojego życia w tak nieprzyjemną porę do przetrwania? Nie wiedziała jednak, czy to było aż takie mądre. W końcu zima niedługo powinna się skończyć. Przynajmniej tak mroźna. xxxx– Utonięcie to chyba najgorsza z możliwych śmierci… jesteś pewien, że tak chcesz zakończyć żywot? – zapytała zaciekawiona, siadając w niedalekiej odległości za plecami… kocura, jak sądziła po zapachu. Czy zaraz będzie świadkiem jednego z najbardziej… smutnych przeżyć, a może źle zrozumiała zamiary czarno-białego?
Air in my LUNGS ════════════════════════════════'Til the road begins════════════════════════════════
As theLASTof theBUGSleave>their<h o m e sagain AndI'm|splitting|the roaddown=the middle
Księżyce: 111 Płeć: Kocur Trwałe urazy: Łysy placek nad ogonem po ugryzieniu lisa
Orka podobnie do zwierzęcia, po którym otrzymał imię jest czarno-biały. Czerń okala większość jego postaci, z kolei biel ulokowana jest pod brodą, piersi i na całym brzuchu, nie nachodzi jednak na jego boki. Biel znajduje się również w postaci dwóch plamek nad oczami kocura, na palcach u wszystkich jego łap oraz w postaci pojedynczych włosków na jego ogonie. Czerń na jego grzbiecie również nie uniknęła wybielenia, gdyż po środku rozciąga się plama, jakby ktoś śmignął mu pędzlem po grzbiecie. Z kolei pod brodą dla odmiany znajduje się nie biała, a czarna łatka.
Jego futro jest gładkie, gęste, a przede wszystkim długie, idealnie prezentuje się na umięśnionej sylwetce. Należy również do kotów ponadprzeciętnego wzrostu. Tym co wyróżnia się na czarno-białym tle są lodowo-błękitne ślepia.
Przez swój tryb życia, od dłuższego czasu nie miał kontaktu z drugim kotem, dlatego też może wydawać się niezręczny, a już na pewno zdziwaczały. Daleko mu jednak do bycia odludkiem, wręcz przeciwnie, towarzystwo jest przez niego jak najbardziej poszukiwane, a już szczególnie takie, które wysłucha jego zażaleń, albo lepiej opowiastek. Orka jest osobnikiem niebywale pewnym siebie, żeby nie powiedzieć dumnym. Dodatkowo mówi szczerze co mu ślina na język przyniesie, dlatego na pierwszy rzut oka może wydawać się dość szorstki w obyciu. Uwielbia wszystko co ma związek z wodą i co przypomina mu o tym od czego został oddzielony. Nie znosi za to zasad, a co za tym idzie stworzeń, które je wytaczają, bo niby dlaczego ktokolwiek miałby zarządzać cudzym życiem. Czy można go nazwać anarchistą? Cóż, możliwe.
Sierść na czarnym karku uniosła się niemalże natychmiastowo. Ten przeklęty las był tak przepełniony zapachami, że nawet jej nie wyczuł. Musiał włożyć nieco wysiłku w to, żeby nie przenieść całego ciężaru na przednie łapy. - Nie stawiałbym oporu, gdyby moje ciało miała pochłonąć woda, w końcu dobrze byłoby umrzeć przez coś co darzy się szacunkiem, ale jeszcze nie teraz, nigdzie się nie wybieram. -Odpowiedział, po czym odwrócił pysk w stronę nieznajomej.- Chyba, że prędzej ktoś mnie do tego zmusi. Na latające ryby, musisz się tak zakradać? -O ile wcześniej wyraził się spokojnie, tak teraz dało się usłyszeć w jego głosie nutę zirytowana.
Krótkie biało-rude futro | średniej wielkości | szczupły | złoto-pomarańczowe ślepia
wesoły, skory do zabawy, wręcz no można by powiedzieć, że figlarny haha
Rdest, Szczurza Łapa i Kurza Łapa
Kiedy duo w postaci Psota i Kłopota dowiedziało się od Złotej Łapy, że na ternach Leśnych Ostępów są do znalezienia jakieś dziwne przedmioty, bardzo szybko, prawie tak szybko jak rudzielec zapomniał o zakazie od Korzenia, wychodzenia bez wojowników z obozu, znaleźli wymówkę, aby iść ich szukać. Tata w końcu stracił oko, przyniosą mu coś na pocieszenie! No i oczywiście, że zabrali ze sobą Promyczka, bo w końcu w trójkę raźniej. - … dobra słuchajcie - Kłopot odwrócił się w stronę braci. - Słoneczny mi powiedział, że na polowaniu trzeba węszyć, słuchać i się rozglądać. To zrobimy tak. Psot ty się będziesz rozglądał - zwrócił się do białego kocura. Wybór był oczywisty, miał w końcu na stałe taki wytrzeszcz oczu, że najszybciej z ich trójki cokolwiek zauważy. - Promyk ty będziesz wąchał - i nad tym Kłopot nie musiał się zastanawiać. Psotne iskierki w pomarańczowych ślepiach zdradzały, że chciał pierdnąć koło brata, kiedy ten będzie skupiony na poszukiwaniu przedmiotów. - A ja będę nasłuchiwał - dokończył kiwając okrągłym łebkiem, zadowolony z przydzielenia sobie najbardziej bezsensownego zadania. No chyba, że przedmioty zaczną wydawać z siebie odgłosy.
Promyczek i Psot <33
My snails got humor They’re the sniggle at a funeral Knows everybody's disapproval I should've worshiped snails sooner! If the snails ever did speak She's the last true snailpiece Every Snailday's getting more bleak A fresh snoison each week "We were born snick" You heard them say it
Mieści się w górnych granicach przeciętnego dachowca, sylwetką też się nie wyróżnia. Wygląda jakby ktoś chciał stworzyć przeciętnego białego kota o krótkiej sierści ale w ostatniej chwili zdecydował, że jednak chce dodać trochę czarnego pigmentu. Jego ogon wygląda jakby zanurzył go w czarnej farbie, dwie plamy pokrywają jego lewe ucho i czoło, posiada też małe plamki na różowym nosku. Kiedyś panicznie bał się, że straci ogon, ponieważ Kłopot mu wmówił, że mu odleci, bo przecież te czarne łaty to nic innego niż martwica. Fakt, że ten go zaczął jeszcze swędzieć nie poprawił sytuacji. Na szczęście jego ogon jest cały i co najważniejsze nadal przyczepiony do jego zadka. Ma zielono-żółte duże i okrągłe ślepia, które w czasie dramatyzowania stają się wielkie jak spodki, aby podkreślić powagę sytuacji.
Na pierwszy rzut oka, Psot jest przeciętnym młodzieńcem. Nie ma większych problemów w obcowaniu z innymi kotami, ba, można się nawet pokusić o stwierdzenie, że w sumie fajny z niego chłop. Ot, towarzyski i zabawny kocurek z którym łatwo się zakumplować. Jednak już po jednej rozmowie dość łatwo wywnioskować, że Psot cierpi na straszną i chroniczną chorobę, znaną potocznie jako głupota. Posiada dokładnie pięć szarych komórek, gdzie pierwszej połowy i tak nie używa, drugą połowę pewnie zgubił, a trzecia połowa pracuje nadgodziny, żeby się debil nie zakrztusił własną śliną. Również dość szybko można zauważyć, że Psot ma zwyczaj do melodramatyzować. Możliwe, że nadopiekuńczy styl wychowywania Żbik backfired i stworzył prawdziwą drama queen, który gotowy jest z igły widły zrobić. W tych momentach realia prawdziwego świata nijak nie są rejestrowane w jego móżdżku.
Kogucik KW | Krzemienna Łapa GK
Osobiście nie ufałby Złotej Łapie. Kocur mógłby powiedzieć mu w sam środek ulewy, że pada a Psot i tak wyszedłby na środek obozu, by się upewnić, że ten nie okłamuje go. Wszystko dlatego, że się kumpluje z Czarną Łapą, a jak stara dobra mądrość brzmi; przyjaciel mojego wroga, jest moim wrogiem. Był gotów uwierzyć, że point ich zwabia w jakąś pułapkę tylko po to, żeby jego psiapsióła mogła mu podrzucić żaby do legowiska. Więc czemu w ogóle poszedł, jeżeli był pewny, że został tu prosto w twarz okłamany? Ano, żeby spędzić czas z braciszkami! A to, że ekspedycja poza tereny brzmiała jak naprawdę głupi pomysł, dokładnie taki jaki znudzona młodzież na wsi by wymyśliła, to już tylko szczegół. - Od kiedy ty tu jesteś szefem, bobku?! Ja jestem najstarszy, to ja powinienem przewodzić! - Oburzył się i krzyknął bratu w ucho bo czemu nie. Każdy wiedział przecież, że wiek był najważniejszym wymaganiem, jeżeli chciało się przewodzić taką ekspedycją. - Ja będę się rozglądać, Promyczek będzie wąchał, a ty będziesz słuchał - powiedział wywyższając się nad rudym i pokazując zaczepnie kiełki. Pacnął swoim czarnym ogonem jeszcze w okolice nosa Promyczkowi i zaczął dreptać przed sobie, jak to na przywódce przystało, przy okazji rozglądając się za czymś nietypowym. Okaże się zaraz, czy Złota Łapa ich nie oszukał. - Za mną!
Przerażająco wysoki. Kremowe futro i tygrysie pręgi. Zielone, (oceniające!) oczy.
Spokojny i poważny. Raz na jakiś czas rzuci kąśliwym komentarzem, jednak to już nie ta młoda krew, co kiedyś. Wciąż bywa lekko zarozumiały.
Co on tu robił? To jest najważniejsze pytanie tego spotkania. Czy Promyk jest tu dobrowolnie? Ciężko powiedzieć. Wolałby nie, jednak słysząc plany tej dwójki i wiedząc, że pójdą nawet bez niego, coś go tknęło. Oczywiście, na pewno nie troska, takich rzeczy nie ma w słowniku promykowym, może coś w rodzaju poczucia odpowiedzialności. Przecież sami, żywi nie wrócą. Ponadto już dawno chciał złamać zakaz Jaśniejącego Płomienia i gdzieś się wybrać. A przecież nie jest sam.
Posępnie szedł za dwójką, z nosem na kwintę i miną jakby zaraz miał któremuś rozerwać brzuch. Miło się zaczynało.
- Nie, to wy słuchajcie, mysie móżdżki. - w końcu się odezwał. - Nie potraficie robić tych trzech prostych rzeczy na raz? Ile wy macie księżyców? Dwa? Nie denerwujcie mnie nawet takimi głupimi pomysłami. - westchnął. - I jak już ktoś tu ma być szefem, to ja, bo jako jedyny tutaj, mam obie półkule mózgowe działające.
Automatycznie wybił się na przód towarzystwa i począł się rozglądać. Przeszła mu myśl aby przybrać pozycję łowiecką, bo nawet jeśli niepotrzebna, to zaimponowałaby takim kretynom jak jego bracia. Jednak odrzucił ten pomysł, tylko niepotrzebne robienie z siebie pajaca.
- Macie się nie rozdzielać. - rzucił surowo. Tego jeszcze brakowało, aby wychodząc z Obozu z dwoma, to wrócił z jednym. - Czego konkretnie szuakamy?
Odwrócił się do nich. Miał leciutką nadzieję, że Psot i Kłopot choć trochę się orientują w tym, co się wokół nich dzieje. On sam nie przywiązywał do tego uwagi, więc sam niewiele wiedział. No, ale on jest bez skazy.
What'chalookin'at,𝖇𝖆𝖇𝖞 Isa𝖒𝖔𝖙𝖍𝖊𝖗𝖑𝖔𝖛𝖎𝖓'legendinthemaking Fortherestofyour𝖑𝖎𝖋𝖊,I'llbe《 there 》 I'llbe𝖘𝖙𝖚𝖈𝖐inyourʜᴇᴀᴅliketherootsofyourhair