Księżyce: 110
Mistrz: Czerwony Mak / Cisowa Jagoda
Płeć: kocur
Matka: Czerwony Mak
Ojciec: idk
Partner: Zachód
Trwałe urazy: długa, zlokalizowana na lewym boku, odznaczająca się pod krótkim futrem blizna po borsuczych pazurach; na przednich kończynach blade ślady po drucie; natomiast na końcu ogona swoje zęby odcisnął szczupak
Księżyce: 110
Mistrz: Czerwony Mak / Cisowa Jagoda
Płeć: kocur
Matka: Czerwony Mak
Ojciec: idk
Partner: Zachód
Trwałe urazy: długa, zlokalizowana na lewym boku, odznaczająca się pod krótkim futrem blizna po borsuczych pazurach; na przednich kończynach blade ślady po drucie; natomiast na końcu ogona swoje zęby odcisnął szczupak
Wyrósł na wysokiego i masywnego kocura. Zaczął nawet ogarniać swoje przerośnięte gabaryty i chociaż nadal porusza się flejowato i nie raz zdarzy mu się potknąć, czy zaszurać łapami, kiedy zepnie się w sobie, jest w stanie chyżo biegać czy skutecznie się skradać. Zwykle garbi plecy, chowając głowę między szerokimi barkami i łypie spod byka ślepiami, wybarwionymi na jaskrawą - jak u Czerwonego Maku - pomarańcz. Od koniuszka ogona, aż po nos jest czarny jak węgiel. Futerko ma krótkie, zazwyczaj rozczochrane i brudne, bo szkoda mu czasu na takie szczegóły jak jego układanie. Przez całe swoje dzieciństwo nie wymawiał "r" i nadal mu się zdarza zapomnieć o tej niepotrzebnej spółgłosce, zwłaszcza, gdy włączy tryb pospieszny w mówieniu.
Rozwój emocjonalny Konika zakończył się dawno temu, jeszcze zanim na dobre się rozpędził. To duży (no dobra, BARDZO duży) dzieciak. Księżyce przeżyte samodzielnie poza Klanem dodały mu co prawda trochę powagi i zapobiegliwości, ale co gorsza, również pewności siebie i buty. Nie do końca wprawnie ocenia swoje dobre i słabe strony, a należy zaznaczyć, że jest nieuleczalnym fajtłapą, a do tego zapominalskim roztrzepańcem. Mówi zdecydowanie szybciej niż myśli i bywa bezczelnie bezpośredni. Z kontrolą emocji jest również na bakier i niewiele mu trzeba by się zezłościć, czy rozbawić, ale znacznie więcej by posmutnieć, bo w ogólnym rozrachunku to bardzo pozytywny gość.
Rzeczywiście, otaczająca ich cisza była aż dziwna. Nawet Kornik milczał, dając ich uszom chwile wytchnienia. Nie liczył się świergot porannych ptaków, gdzieś w tle. Przywykli do takich decybeli, że był to jedynie cichutki szmer.
- Zmartwiona, że coś ze mną nie tak, że nie zabawiam cię rozmową? - Miauknął rozbawiony uwagą Zachód, rzucając jej krótkie spojrzenie. Nie pchał się w jej prywatną przestrzeń, nawet nie zauważając, że taka pomiędzy nimi powstała. Było po prostu normalnie, tak jakby nie nazywali się partnerami i nie mieli wspólnych kociąt, którym poświęcali ostatnio cały swój czas.
- Z tym najbardziej kłopotliwym. - Wyszczerzył zęby. - Dobrze, że mogłaś wcześniej na mnie poćwiczyć, może dlatego nasze dzieci są takie grzeczne? Jeszcze nie słyszałem ani jednej skargi, więc albo są tak dobrze wychowane, albo wszyscy czują respekt przed ich mamą. - Roześmiał się i mrugnął, korzystając z okazji, że zatrzymała na nim swój wzrok.
-Wiesz czym mnie skusić, ale właściwie zaplanowałem coś innego! Nie słyszałaś o dziwnych stworzeniach, które wyglądają jak obłoczki? Podobno można je tutaj spotkać! Po pierwsze nigdy czegoś takiego nie widziałem wcześniej, a po drugiej podobno kawałki ich puszystej sierści znajdują się w trawie. Uważam, że przyda nam się taki puszek do legowiska. - Zreferował, przeczesując horyzont spojrzeniem.
Itookmylove,Itookitdown ClimbedamountainandIturnedaround AndIsawmyreflectioninthesnowcoveredhills 'Tilthelandslidebroughtitdown Oh, mirror in the sky
Księżyce: 118
Mistrz: Rudzikowy Ogień | Czarny Bez
Płeć: kotka
Matka: Śliwkowa Gałązka[*]
Ojciec: Zakurzony Grzbiet[*]
Partner: Kornik
Trwałe urazy: blizna przechodząca przez prawe oko, blizna na barku
Szczupła, ale umięśniona, wysoka kocica o czekoladowym futrze i zielonych ślepiach. Widać oznaki starzenia się - siwiejące włosy na mordce.
Charakter Zachodzącego Światła jest nie do zdarcia. Cały czas pozostaje pewna siebie. Jej ambicja nadal jest niespełniona, chociaż jest jeszcze bliżej celu, niż wcześniej. W końcu wreszcie została wojowniczką, na co czekała bardzo, bardzo długo. Jej pyskata natura nadal pozostała. Przykleiła się w sumie jak rzep! Podobnie jak mówienie swojego zdania na cały głos. Ma prawo wyrażać swoje myśli na głos nieprawdaż? Oczywiście. Pozytywne emocje prawie całkowicie z niej zniknęły. Jedyne jakie czuje to... to takie dziwne uczucie przy jednej z wojowniczek Klanu Rzeki. Ale co to? Ona sama w sumie nie wiem...
- Nie. Wręcz przeciwnie - mruknęła zaczepnie w jego kierunku. Wzięła nieco głębszy wdech, aby jeszcze chwilę nacieszyć się nie-żłobkowym powietrzem, aby pozostać jeszcze chwilę w tej ciszy, która nie zostanie nagle rozdarta przez krzyki i piski kociąt.
- Ta, chociaż posiadanie ośmiu kopi ciebie, jest zdecydowanie bardziej męczące. Może zacznij się z nimi ścigać o tytuł najbardziej kłopotliwego kociaka? Chętnie rozstrzygnę takie zawody - mruknęła, delikatnie przekrzywiając głowę w bok. Sama parsknęła jednak cicho. Sama również nie słyszała skarg na temat ich kociąt, więc może nie były aż tak kłopotliwe. Wątpiła, aby ktoś miał respekt przed nią, aby do niej przyjść i poskarżyć się na temat tego, co wyrabiały Światłokonarki.
- Raczej mnie ten temat nie interesował - miauknęła, przekrzywiając głowę w bok, aby jednak dalej wysłuchać wszystkiego co miał na ten temat do powiedzenia. Czekoladowa wojowniczka po chwili jednak kiwnęła głową. - No, racja. Właściwie to przyda nam się coś miększego niż mech. Może też kocięta nie będą się już tak rzucać o pójście spać, jeśli będą miały coś nowego pod łapami. Przynajmniej przez... no, jeden dzień.
She, Queen of the Kings Broken her cage, threw out the keys She will be the warrior of NorthandSouthern seas
Księżyce: 96
Mistrz: Bursztynowy Wschód
Płeć: kocur
Matka: Mysi Krok [*]
Ojciec: Bukowa Kora [*]
Partner: Księżycowe Jezioro
Trwałe urazy: podłużna blizna na prawym udzie, blizna na szyi po wyrwanym płacie skóry, wyszczerbiona małżowina na lewym uchu, brak prawego ucha
Księżyce: 96
Mistrz: Bursztynowy Wschód
Płeć: kocur
Matka: Mysi Krok [*]
Ojciec: Bukowa Kora [*]
Partner: Księżycowe Jezioro
Trwałe urazy: podłużna blizna na prawym udzie, blizna na szyi po wyrwanym płacie skóry, wyszczerbiona małżowina na lewym uchu, brak prawego ucha
Masywny, wysoki kocur o długim, burym futrze o pręgowaniu ticked. Oczy ma ciemnożółte. Jego normalny wyraz pyska jest raczej dość nieprzyjemny, obojętny, nawet jeśli kocur jest całkiem ciepły i przyjacielski. Ot, takie sprawie wrażenie na pierwszy rzut oka.
Można go nazwać fanatykiem, w pewnym sensie. Uważa, że każde wydarzenie w jego życiu jest swego rodzaju znakiem od Gwiezdnych. Darzy szacunkiem każdego starszego od siebie kota - rangą i wiekiem. Cały czas ma znudzony, zażenowany wyraz pyska, przez co wydaje się być nieprzyjemnym typem, co nie do końca jest zgodne z prawdą.
Odkąd Księżycowe Jezioro urodziła, nie mieli za bardzo czasu... dla siebie. Owszem, razem siedzieli dość dużo, ale było to raczej wspólne niańczenie dzieci. Nie byli ze sobą nigdzie tak sam na sam, na spacerze. Kiedy więc ich pociechy dojrzały i zajmowały się sobą, Skrzące Słowo zaprosił partnerkę na randkę. Dawno nie mieli okazji, żeby się pomigdalić w spokoju.
Księżyce: 150
Mistrz: Skrzące Słowo
Płeć: kotka
Matka: Świetlikowy Zagajnik
Ojciec: Wietrzny Wąs
Partner: Skrzące Słowo
Kolorystyka Jezioro nie zmieniła się od kociaka - jej futerko wciąż jest czarne, dymne, szylkret i długowłose - bez pręgowania. Uszy już nie wystawia tak na sztorc, chyba, że zaalarmowana lub zaniepokojona. Jej oczy nareszcie nabrały innego odcienia - są teraz blado oliwkowe, jednak wciąż intensywnie świdrujące. Jej łapy lekko się wydłużyły, dzięki czemu nie jest już pudełkiem chodzącego futerka - teraz jest pudełkiem chodzącego futerka na długich łapkach. Nos wciąż ma mały i czarny, zlewający się z ciemniejszą, lewą stroną mordki a także czołem. Prawa strona jest wyraźnie jaśniejsza. Jej pyszczek zwykle ma niezadowolony wyraz, co nie jest spowodowane jej humorem - jest to jej zwykły i luźny wyraz, którego sama nie kontroluje i nawet nie do końca zdaje sobie sprawę. Przy zbyt szerokim uśmiechaniu się, prawa strona jej pyska zaczyna drgać.
Z beksy zrobiła się... nie no, jeszcze nie twarda babka. Jeziorko bowiem odnalazła w sobie niezwykłe pokłady ambicji i chęć rywalizacji - do tego stopnia, że nie zawaha się doprowadzić własnego ciała do szczytu wytrzymałości. Tupnie nogą, gdy naprawdę czegoś chce i zaciśnie zęby, by nie uronić pojedynczej łzy. Mimo tego wszystkiego fascynacja wobec kotów wciąż jej pozostała - teraz już bardziej wybiórcza, jednak wzmożona. Potrafi we własnych myślach wystawić kogoś na piedestał i rzucać płatki róż, podążając za swoimi idolami krok w krok, by stać się taka, jaką chce, by inni ją widzieli. Już nie beksę, ale silną, wręcz najsilniejszą i najlepszą terminatorkę. Taką - która się nie zawaha i nie ma wątpliwości. Jej serce złamało się na milion kawałków, gdy nie otrzymała Mistrza, którego pragnęła - Skrzącej Łapy. Dlatego gdy tylko dowiedziała się, że to jej bratu przypadł ten Mistrz, zaczęła szaleńczo pracować by pokazać, że jest po prostu... lepsza. Równocześnie stała się trochę dumna i przekonana o wyższości swojego Klanu nad innymi.
Czas intensywnego macierzyństwa był dla Jeziorko dosyć szybki i nie spodziewała się, że to wszystko minie tak nagle. Pociechy niebawem będą mianowane, są już bardziej samodzielne i dojrzałe, a sama Jeziorko mogła w końcu odpocząć i odetchnąć. I zająć się mężem.
Słyszała o walce z jaszczurem i dawno nie poczuła takiego zmartwienia na sercu - nie wątpiła ani trochę w umiejętności swojego partnera, ale sam fakt, że odniósł kontuzję było dla niej powodem do strachu. Nie chciała zostać sama z dziećmi - chciała przełamać tą rodzinną klątwę, gdzie wszyscy wychowywali się bez ojca. Nie wiedziała, co zrobiłaby, gdyby zginął.
Dotarli na Zielony Pagórek, ze splecionymi ze sobą ogonami, a Jeziorko odezwała się: - Nawet nie wiesz, jak bardzo się przestraszyłam, słysząc o tej walce. Oczywiście, bałam się, że z tego jaszczura nie zostaną nawet strzępy. - zamruczała nisko, delikatnie gładząc jego szyję noskiem.
Jej wzrok powędrował ku bliźnie po uchu i zapytała, niczym kociak, podczas ich pierwszego spotkania: - Boli?
.............................................................●●● ...................................................................I think it's better when I'm overdramatic .......................................................................I live in color,never monochromatic .............................................................................Pop open champagne and I spin up a classic ................................................................................Let's go
.........................................................................»I'm comin' for the gold .........................................................................»All eyes on me, let's go
................................................................................Let's go .............................................................................Welcome to theshow .......................................................................All eyeson me,let's go ...................................................................LET'SGO!» ---- »---- »
Księżyce: 96
Mistrz: Bursztynowy Wschód
Płeć: kocur
Matka: Mysi Krok [*]
Ojciec: Bukowa Kora [*]
Partner: Księżycowe Jezioro
Trwałe urazy: podłużna blizna na prawym udzie, blizna na szyi po wyrwanym płacie skóry, wyszczerbiona małżowina na lewym uchu, brak prawego ucha
Księżyce: 96
Mistrz: Bursztynowy Wschód
Płeć: kocur
Matka: Mysi Krok [*]
Ojciec: Bukowa Kora [*]
Partner: Księżycowe Jezioro
Trwałe urazy: podłużna blizna na prawym udzie, blizna na szyi po wyrwanym płacie skóry, wyszczerbiona małżowina na lewym uchu, brak prawego ucha
Masywny, wysoki kocur o długim, burym futrze o pręgowaniu ticked. Oczy ma ciemnożółte. Jego normalny wyraz pyska jest raczej dość nieprzyjemny, obojętny, nawet jeśli kocur jest całkiem ciepły i przyjacielski. Ot, takie sprawie wrażenie na pierwszy rzut oka.
Można go nazwać fanatykiem, w pewnym sensie. Uważa, że każde wydarzenie w jego życiu jest swego rodzaju znakiem od Gwiezdnych. Darzy szacunkiem każdego starszego od siebie kota - rangą i wiekiem. Cały czas ma znudzony, zażenowany wyraz pyska, przez co wydaje się być nieprzyjemnym typem, co nie do końca jest zgodne z prawdą.
On za to nie bał się o siebie ani trochę, a pierwszą myślą po utracie ucha było „za co Jezioro teraz będzie mnie targać?”, jednak rozumiał, że partnerka mogła patrzec na to nieco inaczej.
— Jaszczur trzymał się w miarę dobrze, czego nie można było powiedzieć o tych dwóch wichrowych wojowniczkach. — przyznał. Obie niemal straciły życie i ledwie stamtąd uciekły. — Na początku trochę. Teraz już sie zdążyłem trochę przyzwyczaić. — mruknął, choc czasem zdarzało mu się próbować strzepnąć brakującym uchem.
Księżyce: 150
Mistrz: Skrzące Słowo
Płeć: kotka
Matka: Świetlikowy Zagajnik
Ojciec: Wietrzny Wąs
Partner: Skrzące Słowo
Kolorystyka Jezioro nie zmieniła się od kociaka - jej futerko wciąż jest czarne, dymne, szylkret i długowłose - bez pręgowania. Uszy już nie wystawia tak na sztorc, chyba, że zaalarmowana lub zaniepokojona. Jej oczy nareszcie nabrały innego odcienia - są teraz blado oliwkowe, jednak wciąż intensywnie świdrujące. Jej łapy lekko się wydłużyły, dzięki czemu nie jest już pudełkiem chodzącego futerka - teraz jest pudełkiem chodzącego futerka na długich łapkach. Nos wciąż ma mały i czarny, zlewający się z ciemniejszą, lewą stroną mordki a także czołem. Prawa strona jest wyraźnie jaśniejsza. Jej pyszczek zwykle ma niezadowolony wyraz, co nie jest spowodowane jej humorem - jest to jej zwykły i luźny wyraz, którego sama nie kontroluje i nawet nie do końca zdaje sobie sprawę. Przy zbyt szerokim uśmiechaniu się, prawa strona jej pyska zaczyna drgać.
Z beksy zrobiła się... nie no, jeszcze nie twarda babka. Jeziorko bowiem odnalazła w sobie niezwykłe pokłady ambicji i chęć rywalizacji - do tego stopnia, że nie zawaha się doprowadzić własnego ciała do szczytu wytrzymałości. Tupnie nogą, gdy naprawdę czegoś chce i zaciśnie zęby, by nie uronić pojedynczej łzy. Mimo tego wszystkiego fascynacja wobec kotów wciąż jej pozostała - teraz już bardziej wybiórcza, jednak wzmożona. Potrafi we własnych myślach wystawić kogoś na piedestał i rzucać płatki róż, podążając za swoimi idolami krok w krok, by stać się taka, jaką chce, by inni ją widzieli. Już nie beksę, ale silną, wręcz najsilniejszą i najlepszą terminatorkę. Taką - która się nie zawaha i nie ma wątpliwości. Jej serce złamało się na milion kawałków, gdy nie otrzymała Mistrza, którego pragnęła - Skrzącej Łapy. Dlatego gdy tylko dowiedziała się, że to jej bratu przypadł ten Mistrz, zaczęła szaleńczo pracować by pokazać, że jest po prostu... lepsza. Równocześnie stała się trochę dumna i przekonana o wyższości swojego Klanu nad innymi.
Skra prawdopodobnie znał jej zamiłowanie do blizn i wszelkiego typu uszczerbków na zdrowiu, dlatego mógł szczycić się swoją kolejną blizną. W oczach Jeziorko tylko nabrał atrakcyjności - te wojenne rany dowodziły, że przetrwał wiele ciężkich walk i jest jeszcze silniejszy i bardziej niepokonany. A co za tym idzie, jeszcze bardziej pociągający.
Przymknęła lekko oczy, słuchając jego słów. - Musiały mieć okropnego pecha, a jednocześnie wielkie szczęście, że tam byliście. Inaczej z pewnością zginęłyby. - fakt tego, że Skra uratował komuś życie, sprawiało, że jej serce rosło jeszcze bardziej. - Biedny. Poczekaj, pocałuję i będzie lepiej. - powiedziała, po czym wyprostowała się i sięgnęła do jego czoła i dotknęła go delikatnie wargami, jakby bała się, że rana ponownie się otworzy. Potem zeszła niżej i ucałowała jego nosek, by następnie oprzeć swój nos o jego. - Mimo iż byliśmy obok siebie przez cały czas, tęskniłam. Za tobą i takimi chwilami. - wyszeptała, kładąc swoją łapę na ego i nie odrywając od niego noska.
.............................................................●●● ...................................................................I think it's better when I'm overdramatic .......................................................................I live in color,never monochromatic .............................................................................Pop open champagne and I spin up a classic ................................................................................Let's go
.........................................................................»I'm comin' for the gold .........................................................................»All eyes on me, let's go
................................................................................Let's go .............................................................................Welcome to theshow .......................................................................All eyeson me,let's go ...................................................................LET'SGO!» ---- »---- »
Księżyce: 96
Mistrz: Bursztynowy Wschód
Płeć: kocur
Matka: Mysi Krok [*]
Ojciec: Bukowa Kora [*]
Partner: Księżycowe Jezioro
Trwałe urazy: podłużna blizna na prawym udzie, blizna na szyi po wyrwanym płacie skóry, wyszczerbiona małżowina na lewym uchu, brak prawego ucha
Księżyce: 96
Mistrz: Bursztynowy Wschód
Płeć: kocur
Matka: Mysi Krok [*]
Ojciec: Bukowa Kora [*]
Partner: Księżycowe Jezioro
Trwałe urazy: podłużna blizna na prawym udzie, blizna na szyi po wyrwanym płacie skóry, wyszczerbiona małżowina na lewym uchu, brak prawego ucha
Masywny, wysoki kocur o długim, burym futrze o pręgowaniu ticked. Oczy ma ciemnożółte. Jego normalny wyraz pyska jest raczej dość nieprzyjemny, obojętny, nawet jeśli kocur jest całkiem ciepły i przyjacielski. Ot, takie sprawie wrażenie na pierwszy rzut oka.
Można go nazwać fanatykiem, w pewnym sensie. Uważa, że każde wydarzenie w jego życiu jest swego rodzaju znakiem od Gwiezdnych. Darzy szacunkiem każdego starszego od siebie kota - rangą i wiekiem. Cały czas ma znudzony, zażenowany wyraz pyska, przez co wydaje się być nieprzyjemnym typem, co nie do końca jest zgodne z prawdą.
- To prawda. Choć jeśli mam być szczery, nie widziałem, by Bawełniana Nić w ogóle dotknęła tego jaszczura. Bez wątpienia nie była to jej najlepsza walka. - przyznał. Tak, wichrowe kocice miały szczęście, ale raczej w tym, że był tam Skrzące Słowo. Sama Bawełna zdaje się nie zrobiłaby za wiele, a może i sama by zginęła, gdyby nie było tam syna Mysiego Kroku, a później także i Żubrzej Gwiazdy. Każdy mógł mieć gorszy dzień, wiadomo, jednak trochę to niefortunne, gdy ma to miejsce akurat podczas tak ważnej laski, od której zależy czyjeś życie.
Mimowolnie zamruczał, gdy partnerka wyszeptała mu słowa prosto do ucha. Przeszedł go przyjemny dreszcz.
- Ja również tęskniłem. Za tobą i za twoją bliskością. - również wyszeptał do jej ucha i delikatnie przejechał po nim językiem, uśmiechając się przy tym. Tak, przy kociętach ciężko było o takie pieszczoty, to fakt.
Księżyce: 150
Mistrz: Skrzące Słowo
Płeć: kotka
Matka: Świetlikowy Zagajnik
Ojciec: Wietrzny Wąs
Partner: Skrzące Słowo
Kolorystyka Jezioro nie zmieniła się od kociaka - jej futerko wciąż jest czarne, dymne, szylkret i długowłose - bez pręgowania. Uszy już nie wystawia tak na sztorc, chyba, że zaalarmowana lub zaniepokojona. Jej oczy nareszcie nabrały innego odcienia - są teraz blado oliwkowe, jednak wciąż intensywnie świdrujące. Jej łapy lekko się wydłużyły, dzięki czemu nie jest już pudełkiem chodzącego futerka - teraz jest pudełkiem chodzącego futerka na długich łapkach. Nos wciąż ma mały i czarny, zlewający się z ciemniejszą, lewą stroną mordki a także czołem. Prawa strona jest wyraźnie jaśniejsza. Jej pyszczek zwykle ma niezadowolony wyraz, co nie jest spowodowane jej humorem - jest to jej zwykły i luźny wyraz, którego sama nie kontroluje i nawet nie do końca zdaje sobie sprawę. Przy zbyt szerokim uśmiechaniu się, prawa strona jej pyska zaczyna drgać.
Z beksy zrobiła się... nie no, jeszcze nie twarda babka. Jeziorko bowiem odnalazła w sobie niezwykłe pokłady ambicji i chęć rywalizacji - do tego stopnia, że nie zawaha się doprowadzić własnego ciała do szczytu wytrzymałości. Tupnie nogą, gdy naprawdę czegoś chce i zaciśnie zęby, by nie uronić pojedynczej łzy. Mimo tego wszystkiego fascynacja wobec kotów wciąż jej pozostała - teraz już bardziej wybiórcza, jednak wzmożona. Potrafi we własnych myślach wystawić kogoś na piedestał i rzucać płatki róż, podążając za swoimi idolami krok w krok, by stać się taka, jaką chce, by inni ją widzieli. Już nie beksę, ale silną, wręcz najsilniejszą i najlepszą terminatorkę. Taką - która się nie zawaha i nie ma wątpliwości. Jej serce złamało się na milion kawałków, gdy nie otrzymała Mistrza, którego pragnęła - Skrzącej Łapy. Dlatego gdy tylko dowiedziała się, że to jej bratu przypadł ten Mistrz, zaczęła szaleńczo pracować by pokazać, że jest po prostu... lepsza. Równocześnie stała się trochę dumna i przekonana o wyższości swojego Klanu nad innymi.
Przymknęła lekko oczy na słowa partnera. - Niestety, każdemu może przydarzyć się gorszy dzień. Biedna Bawełniana Nić miała ten gorszy dzień akurat gdy musiała walczyć. Nie będę kłamać - przestraszyłam się na wieść o tej walce, mimo iż mam bezgraniczne zaufanie w tobie i twoich wojowniczych okolicznościach. Sama zdradziecka myśl, że mógłbyś kiedykolwiek- - jej głos ugrzązł w gardle, a ona potrząsnęła łebkiem. - Niedorzeczne, aby takie myśli w ogóle próbowały istnieć w mojej głowie. - uśmiechnęła się do niego z miłością, patrząc prosto w jego oczy, które w obecnym świetle iskrzyły na złoto. Uwielbiała ten odcień, nie potrafiła zliczyć, ile razy widziała je w snach. I ile razy tuż obok siebie.
Na jego pieszczotę przymrużyła oczy z błogością i zamruczała cichutko. Tak, przy dzieciach może nie okazywali sobie tak głębokiej czułości, ale tutaj i teraz nie powstrzymywało ich nic. Oddała pieszczotę, nosem sunąc po jego szyi, wzdłuż blizny, by w końcu polizać jego policzek, wolno i z największą czułością. Nie odrywała się od jego boku, w obecnej chwili nawet nie istniała taka siła, która mogłaby ich oddzielić.
.............................................................●●● ...................................................................I think it's better when I'm overdramatic .......................................................................I live in color,never monochromatic .............................................................................Pop open champagne and I spin up a classic ................................................................................Let's go
.........................................................................»I'm comin' for the gold .........................................................................»All eyes on me, let's go
................................................................................Let's go .............................................................................Welcome to theshow .......................................................................All eyeson me,let's go ...................................................................LET'SGO!» ---- »---- »
Księżyce: 96
Mistrz: Bursztynowy Wschód
Płeć: kocur
Matka: Mysi Krok [*]
Ojciec: Bukowa Kora [*]
Partner: Księżycowe Jezioro
Trwałe urazy: podłużna blizna na prawym udzie, blizna na szyi po wyrwanym płacie skóry, wyszczerbiona małżowina na lewym uchu, brak prawego ucha
Księżyce: 96
Mistrz: Bursztynowy Wschód
Płeć: kocur
Matka: Mysi Krok [*]
Ojciec: Bukowa Kora [*]
Partner: Księżycowe Jezioro
Trwałe urazy: podłużna blizna na prawym udzie, blizna na szyi po wyrwanym płacie skóry, wyszczerbiona małżowina na lewym uchu, brak prawego ucha
Masywny, wysoki kocur o długim, burym futrze o pręgowaniu ticked. Oczy ma ciemnożółte. Jego normalny wyraz pyska jest raczej dość nieprzyjemny, obojętny, nawet jeśli kocur jest całkiem ciepły i przyjacielski. Ot, takie sprawie wrażenie na pierwszy rzut oka.
Można go nazwać fanatykiem, w pewnym sensie. Uważa, że każde wydarzenie w jego życiu jest swego rodzaju znakiem od Gwiezdnych. Darzy szacunkiem każdego starszego od siebie kota - rangą i wiekiem. Cały czas ma znudzony, zażenowany wyraz pyska, przez co wydaje się być nieprzyjemnym typem, co nie do końca jest zgodne z prawdą.
- Spokojnie, najdroższa. To się nigdy nie stanie. - uspokoił ją, przyciskając policzek do jej policzka. Nieważne w jak ciężkiej walce by się nie znalazł, wierzył w swoje umiejętności na tyle, że był święcie przekonany, że z każdego zagrożenia wyjdzie obronną łapą. Najgorsze co może go spotkać to blizna. Ale Księżycowe Jezioro to akurat lubiła, więc w gruncie rzeczy nie było to takie najgorsze.
Zamruczał po geście ukochanej. Tak bardzo brakowało mu takiej bliskości.
- Przystopuj. Dopiero pierwszy miot osiąga terminatorski wiek, trochę za szybko na kolejny, nie uważasz? - zapytał z rozbawionym uśmiechem. Mówił tak pół żartem-pół serio, bo nie pogardziłby nadzwyczajną czułością. Z drugiej strony jednak wiedział z czym to się mogło wiązać i nie było to zbyt... kuszące. Na ten moment przynajmniej.
- [b[ Jak się czujesz z tym, że twoja babcia zostanie Gwiazdą? Jak myślisz, kogo wybierze na zastępcę? [/b]- zagaił. Jezioro mogła w końcu strzelać. Znała swoją babcię bardziej niż ktokolwiek.
Księżyce: 150
Mistrz: Skrzące Słowo
Płeć: kotka
Matka: Świetlikowy Zagajnik
Ojciec: Wietrzny Wąs
Partner: Skrzące Słowo
Kolorystyka Jezioro nie zmieniła się od kociaka - jej futerko wciąż jest czarne, dymne, szylkret i długowłose - bez pręgowania. Uszy już nie wystawia tak na sztorc, chyba, że zaalarmowana lub zaniepokojona. Jej oczy nareszcie nabrały innego odcienia - są teraz blado oliwkowe, jednak wciąż intensywnie świdrujące. Jej łapy lekko się wydłużyły, dzięki czemu nie jest już pudełkiem chodzącego futerka - teraz jest pudełkiem chodzącego futerka na długich łapkach. Nos wciąż ma mały i czarny, zlewający się z ciemniejszą, lewą stroną mordki a także czołem. Prawa strona jest wyraźnie jaśniejsza. Jej pyszczek zwykle ma niezadowolony wyraz, co nie jest spowodowane jej humorem - jest to jej zwykły i luźny wyraz, którego sama nie kontroluje i nawet nie do końca zdaje sobie sprawę. Przy zbyt szerokim uśmiechaniu się, prawa strona jej pyska zaczyna drgać.
Z beksy zrobiła się... nie no, jeszcze nie twarda babka. Jeziorko bowiem odnalazła w sobie niezwykłe pokłady ambicji i chęć rywalizacji - do tego stopnia, że nie zawaha się doprowadzić własnego ciała do szczytu wytrzymałości. Tupnie nogą, gdy naprawdę czegoś chce i zaciśnie zęby, by nie uronić pojedynczej łzy. Mimo tego wszystkiego fascynacja wobec kotów wciąż jej pozostała - teraz już bardziej wybiórcza, jednak wzmożona. Potrafi we własnych myślach wystawić kogoś na piedestał i rzucać płatki róż, podążając za swoimi idolami krok w krok, by stać się taka, jaką chce, by inni ją widzieli. Już nie beksę, ale silną, wręcz najsilniejszą i najlepszą terminatorkę. Taką - która się nie zawaha i nie ma wątpliwości. Jej serce złamało się na milion kawałków, gdy nie otrzymała Mistrza, którego pragnęła - Skrzącej Łapy. Dlatego gdy tylko dowiedziała się, że to jej bratu przypadł ten Mistrz, zaczęła szaleńczo pracować by pokazać, że jest po prostu... lepsza. Równocześnie stała się trochę dumna i przekonana o wyższości swojego Klanu nad innymi.
Z uśmiechem przyjęła jego zapewnienie - wierzyła mu na słowo i wiedziała, że prędzej rozszarpałby całą ziemię na pół niż dał się zabić. W ogóle ciężko wyobrazić sobie jakąkolwiek moc, godną powalić tego wysokopoziomowego, pięciogwiazdkowego kocura z łapami masywniejszymi niż Cztery Dęby. - Wiem. - odpowiedziała mu z uśmiechem, również przyciskając do niego policzek.
Zachichotała na jego kolejne słowa. - Nie musisz mi tego mówić, chyba wciąż czuję że nie do końca wyzdrowiałam po porodzie. Ósemka kociąt, i to tak silnych i zdrowych... Jeśli cokolwiek planujemy, to w przyszłości, dobrze? Chcę mieć pewność, że żadne z nich nie będzie czuło się zaniedbane. Chcę być dobrą matką. Dla każdego mojego dziecka. - wyszeptała miękko, a jej oczy zaszły mgłą, na wspomnienie Świetlikowego Zagajnika. Gdzie teraz podziewała się matka? Czy nadal żyła? Czy też może jakiś Dwunóg zajął się nią, a ona, zbyt daleko od Obozu, nie może wrócić?
A może wciąż czeka, aż któreś z jej dzieci przyjdzie jej na ratunek?
Poczuła lekki uścisk w środku, więc z ulgą przyjęła zmianę tematu. - Kos... Kos jest niesamowita. I wiem, że Klanem zajmie się jak swoimi dziećmi, jak swoją rodziną. Nie obawiam się przyszłości pod jej skrzydłami, wiem, że można na nią liczyć. Muszę przyznać, ta posada... spadła jak z nieba. Wiesz, dzięki temu, że będzie mieć dziewięć żyć... - jej oczy zaszkliły się na chwilę. Nie chciała być świadkiem śmierci swojej babci, która objęła dla niej stanowisko matki, dlatego to, że będzie żyć dziewięć razy dłużej... Jest ulgą dla Jeziorko. - Zastanawiałam się ostatnio, kto, według Kodeksu, może w ogóle objąć to stanowisko... Zdaje się że Wydmowy Wiatr... i Kornikowy Konar, syn Czerwonej Gwiazdy... chociaż z jednej strony on wydaje mi się dosyć... beztroski jak na to stanowisko. - podniosła lekko brwi, zerkając na partnera. Kojarzyła go z przyjaznego usposobienia, niewątpliwie ciekawego doboru... partnerki i chyba przyjaźni z Rabarbarowym Korzeniem, który podobnie chodził po Obozie i szczerzył się jak głupi do sera. - Nie wiem czy Zachodzące Światło może przejąć tą posadę, ale niech nas Gwiezdni bronią od takiego obrotu spraw. No i jeszcze jeden kandydat, który według mnie pasowałby idealnie na tą posadę. - skierowała na jego złote oczy swoje oliwkowe ślepia. - Głośna Łap- - tu nie wytrzymała i zaśmiała się, zakrywając łapką pyszczek. Zaraz potem dała mężowi kuksańca w bok i mrugnęła do niego zalotnie. - Oczywiście że ty. Nie ma drugiego takiego kocura jak ty.
.............................................................●●● ...................................................................I think it's better when I'm overdramatic .......................................................................I live in color,never monochromatic .............................................................................Pop open champagne and I spin up a classic ................................................................................Let's go
.........................................................................»I'm comin' for the gold .........................................................................»All eyes on me, let's go
................................................................................Let's go .............................................................................Welcome to theshow .......................................................................All eyeson me,let's go ...................................................................LET'SGO!» ---- »---- »
Księżyce: 96
Mistrz: Bursztynowy Wschód
Płeć: kocur
Matka: Mysi Krok [*]
Ojciec: Bukowa Kora [*]
Partner: Księżycowe Jezioro
Trwałe urazy: podłużna blizna na prawym udzie, blizna na szyi po wyrwanym płacie skóry, wyszczerbiona małżowina na lewym uchu, brak prawego ucha
Księżyce: 96
Mistrz: Bursztynowy Wschód
Płeć: kocur
Matka: Mysi Krok [*]
Ojciec: Bukowa Kora [*]
Partner: Księżycowe Jezioro
Trwałe urazy: podłużna blizna na prawym udzie, blizna na szyi po wyrwanym płacie skóry, wyszczerbiona małżowina na lewym uchu, brak prawego ucha
Masywny, wysoki kocur o długim, burym futrze o pręgowaniu ticked. Oczy ma ciemnożółte. Jego normalny wyraz pyska jest raczej dość nieprzyjemny, obojętny, nawet jeśli kocur jest całkiem ciepły i przyjacielski. Ot, takie sprawie wrażenie na pierwszy rzut oka.
Można go nazwać fanatykiem, w pewnym sensie. Uważa, że każde wydarzenie w jego życiu jest swego rodzaju znakiem od Gwiezdnych. Darzy szacunkiem każdego starszego od siebie kota - rangą i wiekiem. Cały czas ma znudzony, zażenowany wyraz pyska, przez co wydaje się być nieprzyjemnym typem, co nie do końca jest zgodne z prawdą.
- Nawet nie przyszło mi do głowy, by cokolwiek sugerować już teraz. Muszą dorosnąć, rozpocząć swoje własne treningi. Będziemy musieli nacieszyć się wolnością nim na nowo zdecydujemy się na przeprowadzkę do Chruśniaka. - odpowiedział z uśmiechem, liżąc ją delikatnie po policzku. Chciał kocięta. Dużo, dużo zdrowych i silnych kociąt, ale nie kosztem Jeziorka. Ona też musiała tego chcieć i być gotowa. W końcu to ona jako matka musiała spędzać z nimi najwięcej czasu i najwięcej się nimi opiekować. On w tym czasie polował, trenował i patrolował.
- Tak. Kosowa Pieśń długo zajmowała miejsce u boku Ćmiej Gwiazdy. Ponadto, jest już w takim wieku, że zdobyła bardzo dużo cennego doświadczenia. Jestem pewien że pod jej skrzydłami klan będzie bezpieczny i silniejszy niż kiedykolwiek. - odpowiedział, przytulając partnerkę, gdy tylko w jej oczach zalśniły łzy. - Spokojnie, najdroższa. Będzie z nami jeszcze wiele, wiele księżyców. - spróbował ją jakkolwiek pocieszyć. Wiedział, że kotka nie chce stracić babci. Straciła już ojca, matkę, liczne rodzeństwo. Oprócz niego i ich dzieci miała jedynie Kos i Barwinka. To było zrozumiałe, że tak się czuła, nawet jeśli sam Skra aż tak bardzo tego nie przeżywał, a również nie miał lekko.
- Kornikowy Konar wydawał mi się porządnym kotem z głową na karku. Kiedy jednak związał się z Zachodzącym Światłem, zwątpiłem w niego, aczkolwiek faktem jest, że twoja babcia może rozważać jego kandydaturę. O tę brązową krzykaczkę bym się nie martwił. Nikt o zdrowych zmysłach nie dałby jej władzy nad kamieniem, a co dopiero nad klanem. - podzielił się również swoją opinią, nie kryjąc niechęci i wzgardy do Zachód. Była głupia i nie zasługiwała na to, by być w klanie. Jedyne co wnosiła to burdy i krzyki. Nie powinna była zostać ponownie przyjęta do klanu.
Zamrugał parokrotnie na zasugerowanie jego kandydatury. Wiedział, że formalnie spełnia wymagania, ale czy na pewno...?
- Nie jestem pewien, Jezioro. Nie odmówiłbym, gdyby Kosowa Gwiazda uznała, że jestem godzien tego stanowiska. Naprawdę myślisz, że mogłaby w ogóle rozważać moją kandydaturę?
Księżyce: 150
Mistrz: Skrzące Słowo
Płeć: kotka
Matka: Świetlikowy Zagajnik
Ojciec: Wietrzny Wąs
Partner: Skrzące Słowo
Kolorystyka Jezioro nie zmieniła się od kociaka - jej futerko wciąż jest czarne, dymne, szylkret i długowłose - bez pręgowania. Uszy już nie wystawia tak na sztorc, chyba, że zaalarmowana lub zaniepokojona. Jej oczy nareszcie nabrały innego odcienia - są teraz blado oliwkowe, jednak wciąż intensywnie świdrujące. Jej łapy lekko się wydłużyły, dzięki czemu nie jest już pudełkiem chodzącego futerka - teraz jest pudełkiem chodzącego futerka na długich łapkach. Nos wciąż ma mały i czarny, zlewający się z ciemniejszą, lewą stroną mordki a także czołem. Prawa strona jest wyraźnie jaśniejsza. Jej pyszczek zwykle ma niezadowolony wyraz, co nie jest spowodowane jej humorem - jest to jej zwykły i luźny wyraz, którego sama nie kontroluje i nawet nie do końca zdaje sobie sprawę. Przy zbyt szerokim uśmiechaniu się, prawa strona jej pyska zaczyna drgać.
Z beksy zrobiła się... nie no, jeszcze nie twarda babka. Jeziorko bowiem odnalazła w sobie niezwykłe pokłady ambicji i chęć rywalizacji - do tego stopnia, że nie zawaha się doprowadzić własnego ciała do szczytu wytrzymałości. Tupnie nogą, gdy naprawdę czegoś chce i zaciśnie zęby, by nie uronić pojedynczej łzy. Mimo tego wszystkiego fascynacja wobec kotów wciąż jej pozostała - teraz już bardziej wybiórcza, jednak wzmożona. Potrafi we własnych myślach wystawić kogoś na piedestał i rzucać płatki róż, podążając za swoimi idolami krok w krok, by stać się taka, jaką chce, by inni ją widzieli. Już nie beksę, ale silną, wręcz najsilniejszą i najlepszą terminatorkę. Taką - która się nie zawaha i nie ma wątpliwości. Jej serce złamało się na milion kawałków, gdy nie otrzymała Mistrza, którego pragnęła - Skrzącej Łapy. Dlatego gdy tylko dowiedziała się, że to jej bratu przypadł ten Mistrz, zaczęła szaleńczo pracować by pokazać, że jest po prostu... lepsza. Równocześnie stała się trochę dumna i przekonana o wyższości swojego Klanu nad innymi.
Z przymkniętymi oczami zamruczała potwierdzająco. Nie są jeszcze gotowi na kolejne potomstwo, sama Księżyc musiała wrócić do idealnej równowagi, jeśli ma przynieść na świat kolejne szkraby - a znając życie znowu nie będzie ich mniej niż ósemka.
Z długim i spokojnym westchnieniem pokiwała głową. Babcia nigdzie się nie wybierała - nie mówiła tego głośno, ale taki obrót spraw - z Ćmą - był tutaj bardzo na rękę. Nie dość, że Babcia Kos otrzymała gratisowe życia i zostanie z nimi dłużej, to na dodatek Skra ma szansę zostać Zastępcą. Gdyby matka to widziała... Ba, gdyby ojciec to widział... - Babcia Kos poprowadzi ten Klan ku dobremu. Nie znam chyba bardziej dobrodusznej kotki w obrębie Czterech Klanów. Zawsze myśli najpierw o innych, a potem o sobie... Będę musiała się nią dobrze zaopiekować, bo boję się, że przez nowe stanowisko zaniedba swoje zdrowie. Będzie chciała zadbać sama o wszystko, żeby odciążyć innych, kosztem swojego czasu... - zamruczała zaniepokojona. Pamiętała, jak zajęta była już w czasie piastowania pieczy Zastępczyni. Co będzie, gdy już otrzyma rangę wyżej? - Dlatego mam nadzieję, że to ty zostaniesz Zastępcą. Bo wiem, że nie pozwolisz, aby wszystko leżało na jej barkach. I jesteś kompetentny - nie mów mi, że nie. Co stoi na przeszkodzie, byś piastował stanowisko Zastępcy? Hmm? - zapytała z uśmiechem, czule liżąc go po pysku. W oczach Jeziorko nie było lepszego kandydata - nikt nie dorównywał mu siłą, nie można było mu zarzucić niedbalstwa, w sumie - nie można było mu nic zarzucić! Dlaczego Kos miałaby go nie wybrać? - Pff, niech Gwiezdni bronią nas od Zachód na jakimkolwiek wyższym stanowisku. Jak chodzi o Kornika, to poczciwy z niego kocur, ale chyba nie do końca... dojrzały. Chociaż w ostatnim czasie wydaje mi się, że trochę bardziej wydoroślał. Nie rozmawiałam z nim w sumie, chyba też był zajęty swoimi kociakami. - wymruczała zamyślona.
.............................................................●●● ...................................................................I think it's better when I'm overdramatic .......................................................................I live in color,never monochromatic .............................................................................Pop open champagne and I spin up a classic ................................................................................Let's go
.........................................................................»I'm comin' for the gold .........................................................................»All eyes on me, let's go
................................................................................Let's go .............................................................................Welcome to theshow .......................................................................All eyeson me,let's go ...................................................................LET'SGO!» ---- »---- »
Księżyce: 96
Mistrz: Bursztynowy Wschód
Płeć: kocur
Matka: Mysi Krok [*]
Ojciec: Bukowa Kora [*]
Partner: Księżycowe Jezioro
Trwałe urazy: podłużna blizna na prawym udzie, blizna na szyi po wyrwanym płacie skóry, wyszczerbiona małżowina na lewym uchu, brak prawego ucha
Księżyce: 96
Mistrz: Bursztynowy Wschód
Płeć: kocur
Matka: Mysi Krok [*]
Ojciec: Bukowa Kora [*]
Partner: Księżycowe Jezioro
Trwałe urazy: podłużna blizna na prawym udzie, blizna na szyi po wyrwanym płacie skóry, wyszczerbiona małżowina na lewym uchu, brak prawego ucha
Masywny, wysoki kocur o długim, burym futrze o pręgowaniu ticked. Oczy ma ciemnożółte. Jego normalny wyraz pyska jest raczej dość nieprzyjemny, obojętny, nawet jeśli kocur jest całkiem ciepły i przyjacielski. Ot, takie sprawie wrażenie na pierwszy rzut oka.
Można go nazwać fanatykiem, w pewnym sensie. Uważa, że każde wydarzenie w jego życiu jest swego rodzaju znakiem od Gwiezdnych. Darzy szacunkiem każdego starszego od siebie kota - rangą i wiekiem. Cały czas ma znudzony, zażenowany wyraz pyska, przez co wydaje się być nieprzyjemnym typem, co nie do końca jest zgodne z prawdą.
- Czas pokaże, najdroższa. Może... masz rację. - mruknął, sam nie wiedząc co o tym myśleć. Oczywiście, odciążyłby Kosową Gwiazdę jak tylko by mógł, zawsze slużyłby jej dobrą radą, ale czy to na pewno jest to, do czego został stworzony? Czy to jest przeznaczenie, które ma zapisane w gwiazdach od momentu swoich narodzin? By pewnego dnia przewodzić klanowi rzeki? Od zawsze pragnął chronić klan za wszelką cenę, ranga przywódcy niejako jest do tego stworzona... Musiał się z tym przespać, przemyśleć to.
- Kornik zatrzymał się na pewnym etapie rozwoju i już nie ruszył z miejsca, tak myślę. Każdy widzi jak żałosna jest Zachód. Każdy poza nim. - wzruszył ramionami, drgając wibrysami na wzmiankę o Zachód na wyższym stanowisku. Nie było to możliwe, na pewno. Nikt by do tego nie dopuścił, a już na pewno nie Kos.
Księżyce: 150
Mistrz: Skrzące Słowo
Płeć: kotka
Matka: Świetlikowy Zagajnik
Ojciec: Wietrzny Wąs
Partner: Skrzące Słowo
Kolorystyka Jezioro nie zmieniła się od kociaka - jej futerko wciąż jest czarne, dymne, szylkret i długowłose - bez pręgowania. Uszy już nie wystawia tak na sztorc, chyba, że zaalarmowana lub zaniepokojona. Jej oczy nareszcie nabrały innego odcienia - są teraz blado oliwkowe, jednak wciąż intensywnie świdrujące. Jej łapy lekko się wydłużyły, dzięki czemu nie jest już pudełkiem chodzącego futerka - teraz jest pudełkiem chodzącego futerka na długich łapkach. Nos wciąż ma mały i czarny, zlewający się z ciemniejszą, lewą stroną mordki a także czołem. Prawa strona jest wyraźnie jaśniejsza. Jej pyszczek zwykle ma niezadowolony wyraz, co nie jest spowodowane jej humorem - jest to jej zwykły i luźny wyraz, którego sama nie kontroluje i nawet nie do końca zdaje sobie sprawę. Przy zbyt szerokim uśmiechaniu się, prawa strona jej pyska zaczyna drgać.
Z beksy zrobiła się... nie no, jeszcze nie twarda babka. Jeziorko bowiem odnalazła w sobie niezwykłe pokłady ambicji i chęć rywalizacji - do tego stopnia, że nie zawaha się doprowadzić własnego ciała do szczytu wytrzymałości. Tupnie nogą, gdy naprawdę czegoś chce i zaciśnie zęby, by nie uronić pojedynczej łzy. Mimo tego wszystkiego fascynacja wobec kotów wciąż jej pozostała - teraz już bardziej wybiórcza, jednak wzmożona. Potrafi we własnych myślach wystawić kogoś na piedestał i rzucać płatki róż, podążając za swoimi idolami krok w krok, by stać się taka, jaką chce, by inni ją widzieli. Już nie beksę, ale silną, wręcz najsilniejszą i najlepszą terminatorkę. Taką - która się nie zawaha i nie ma wątpliwości. Jej serce złamało się na milion kawałków, gdy nie otrzymała Mistrza, którego pragnęła - Skrzącej Łapy. Dlatego gdy tylko dowiedziała się, że to jej bratu przypadł ten Mistrz, zaczęła szaleńczo pracować by pokazać, że jest po prostu... lepsza. Równocześnie stała się trochę dumna i przekonana o wyższości swojego Klanu nad innymi.
Zerknęła na niego ze sprytnym uśmieszkiem na pyszczku. - Oczywiście, że mam rację. Tylko byś spróbował zasugerować, że jej nie mam! - zaczepnie trąciła go bokiem o jego bok, uśmiechając się przy tym niczym zaczepny kociak. Lubiła wierzyć w to, że nie tylko ona, ale i jej mąż byli stworzeni do czegoś... większego. Być może oni, być może ich dzieci - niemniej jednak, że ich przeznaczeniem była wspólna przyszłość. Nie oznaczało to oczywiście, że Kos z pewnością mianuje go na Zastępcę, oj nie - Ziorko, im dłużej o tym myślała, tym bardziej była pewna, że babcia ma dużą zagwozdkę z tą decyzją i gdyby mogła, poprosiłaby o więcej czasu.
Na myśl o dalszej konwersacji o Zachód Jezioro tylko pokręciła głową. - Szkoda gadać. Wydaje mi się, że im starsza będzie, tym gorzej będzie zrzędzić i wszczynać awantury. - skwitowała, podnosząc łebek i zerkając w śliczne niebo. Jak z obrazka. - Ostatnio, gdy rozmawiałam ze Zmierzch, zapytała się mnie, dlaczego trenujesz z jej braćmi, a z nią nie. Myślała, że nie podoba ci się pomysł, aby została wojowniczą. To chyba nie jest prawda? Przyznaj się, że twoje miękkie serduszko kazało dać fory twojej jedynej córeczce? - uśmiechnęła się miękko do męża, czekając, aż ze wstydem przyzna się do swojej małej słabostki.
.............................................................●●● ...................................................................I think it's better when I'm overdramatic .......................................................................I live in color,never monochromatic .............................................................................Pop open champagne and I spin up a classic ................................................................................Let's go
.........................................................................»I'm comin' for the gold .........................................................................»All eyes on me, let's go
................................................................................Let's go .............................................................................Welcome to theshow .......................................................................All eyeson me,let's go ...................................................................LET'SGO!» ---- »---- »
Księżyce: 96
Mistrz: Bursztynowy Wschód
Płeć: kocur
Matka: Mysi Krok [*]
Ojciec: Bukowa Kora [*]
Partner: Księżycowe Jezioro
Trwałe urazy: podłużna blizna na prawym udzie, blizna na szyi po wyrwanym płacie skóry, wyszczerbiona małżowina na lewym uchu, brak prawego ucha
Księżyce: 96
Mistrz: Bursztynowy Wschód
Płeć: kocur
Matka: Mysi Krok [*]
Ojciec: Bukowa Kora [*]
Partner: Księżycowe Jezioro
Trwałe urazy: podłużna blizna na prawym udzie, blizna na szyi po wyrwanym płacie skóry, wyszczerbiona małżowina na lewym uchu, brak prawego ucha
Masywny, wysoki kocur o długim, burym futrze o pręgowaniu ticked. Oczy ma ciemnożółte. Jego normalny wyraz pyska jest raczej dość nieprzyjemny, obojętny, nawet jeśli kocur jest całkiem ciepły i przyjacielski. Ot, takie sprawie wrażenie na pierwszy rzut oka.
Można go nazwać fanatykiem, w pewnym sensie. Uważa, że każde wydarzenie w jego życiu jest swego rodzaju znakiem od Gwiezdnych. Darzy szacunkiem każdego starszego od siebie kota - rangą i wiekiem. Cały czas ma znudzony, zażenowany wyraz pyska, przez co wydaje się być nieprzyjemnym typem, co nie do końca jest zgodne z prawdą.
Tyrpnął ją w bark, przewracając oczami przekornie. Mogliby się przekomarzać w nieskończoność, bo obydwoje byli niesamowicie uparci, ale nie było sensu. Nie teraz, gdy chodziło o tak trywialną rzecz, a rozmowa była utrzymywana w przyjemnym tonie.
- Myślę, że Kosowa Gwiazda nie pozwoli jej siać zemętu. - powiedział, w stu procentach zgadzając się z parnterką. Zachód im jest starsza, tym niestety i głupsza, ale wiedział, że Kos nie pozwoli jej się rozbestwić i postawi ją do pionu kiedy będzie trzeba. Była mądra i zależało jej na klanie, który brązowa wronia strawa miała pod ogonem.
Na kolejne słowo Jeziorko zamyślił się. Potrzebował chwili.
- To nie dla niej. Jest... delikatna. Myślę, że nie dałaby rady. Choć muszę przyznać, że mam do niej pewną słabość, to prawda. - powiedział, przyznając również niechętnie, że Zmierzch jest jego małym oczkiem w głowie. Od synów wymagał o wiele więcej, ale to dlatego że byli kocurami. Musieli być twardzi. Ona nie.