Masywny, o długiej puszystej sierści umasczonej na niebiesko. Jego oczy są szaroniebieskie (później bladozielone). W skrócie ideał kota.
Przymilny, flirciarz, uwielbia wszystko co piękne, nie wie co to przestrzeń osobista, siebie samego uważa za epigeum piękna, aczkolwiek nie jest egoistą, nie uważa że z tego powodu należy mu się więcej, że każdy inny to tylko brzydka miernota, on po prostu dobrze czuje się ze swoim wyglądem.
Mógł wybrać nieco cieplejszą porę na powrót w rodzinne strony. Co prawda śnieg jeszcze nie zaszczycił mieszkańców lasu swoją obecnością, aczkolwiek noce były równie chłodne co jego miękki dotyk. Nie żałował jednak niczego, bowiem nawet w przed zimowej plusze mógł znaleźć piękno. Ogołocone drzewa miały swój urok. Zresztą samo zimno nie było mu straszne, a to dzięki bujnej sierści i darom dwunożnych. Jednym z nich była stodoła, w której przyszło mu spędzić dzisiejsza noc. Siano było niczym dotyk jedwabiu w tej sytuacji.
Teraz, gdy już odpoczął, a nawet posilił myszą, która wręcz sama wpadła mu w łapy, powitał stałych rezydentów stajni, po czym przeszedł do porannej pielęgnacji.
Po jednej babci imię - po drugiej wygląd. Bowiem widocznie wdała się bardziej w Ciemną Toń, niż któregokolwiek z rodziców. Jej szata bowiem jest długa, w całości czarna, bez ani grama białego znaczenia. Taka, o, zwykła. I, podobnie jak rodzicielka jej ojca jest smukłą, przeciętnego wzrostu kotką, nieprzesadnie niską, ale również nieprzesadnie wysoką. Jest dumną posiadaczką złotych, skrzących się radośnie oczu. Dba o swój wygląd, o to, by na sierści nie znalazło się ani grama nieczystości, acz, jeśli akurat dobrze się bawi, czy spaceruje, to nie robi jej to różnicy czy wygląda ładnie, czy średnio.
Leniwa, ale sympatyczna, choć uparta i czasami wredna
A Kukułka, podczas tego obiegu pór, wyraźnie zaaklimatyzowała się w okolicach siedliska dwunożnych. Nie chciało jej się lecieć daleko, na osiedle, zdecydowała się zostać w okolicach siedliska koni, by obserwować nadal klanowe życie - i nikt nie powiedział, że na osiedle już nigdy nie wróci, bo tam zostawiła brata, aczkolwiek... cóż, lubiła las. A skoro już osiedle zwiedziła, to co jej szkodziło zostać tu? W stajni, wśród koni i tej suchej trawy, o której już się dowiedziała, że to siano, nie było tak źle. A jak się zakopało na górze, gdzie składowano to siano i gdzie konie nie sięgały, można było zaznać naprawdę dużo ciepełka! I było tu całkiem sporo myszy, które można było sobie upolować. A że zimna i głodu nie lubiła, to było to miejsce idealne, by przezimować!
Ale, jak się okazało, dzisiaj miała nie być tu sama, oj nie. Noc o dziwo spędziła w lesie, jakoś tak wyszło, ale może to i dobrze, bo trochę zdziwiłby ją widok Obieżego, gdyby się przebudziła, albo coś, ale gdy nad ranem wróciła do stajni, zauważyła obcego kota. Ale na szczęście ani nie traktowała tego miejsca jako swoje terytorium, ani nie była specjalnie negatywnie nastawiona do obcych, więc widok obcego kota wcale jej nie zdenerwował - a wręcz przeciwnie!
- Dzień dobry, witam! - zawołała, gdy tylko obcego zauważyła, coby dać z wyprzedzeniem dać o sobie znać - wszak zapach koni i siana mógł skutecznie zagłuszyć ten jej. - Kukułka jestem, a ty? Często tu bywasz? - zarzuciła. Bo i nie miałaby nic przeciwko kompana! Myszy starczyło dla każdego!
Masywny, o długiej puszystej sierści umasczonej na niebiesko. Jego oczy są szaroniebieskie (później bladozielone). W skrócie ideał kota.
Przymilny, flirciarz, uwielbia wszystko co piękne, nie wie co to przestrzeń osobista, siebie samego uważa za epigeum piękna, aczkolwiek nie jest egoistą, nie uważa że z tego powodu należy mu się więcej, że każdy inny to tylko brzydka miernota, on po prostu dobrze czuje się ze swoim wyglądem.
Przerwał wykonywaną czynność, gdy tylko nieznajoma kotka zdecydowała zaszczycić go swoją obecnością. Zrobił to bardziej z czystej grzeczności, niżeli obawy, czy gotowości na nieprzewidziane kłopoty, nieznajoma bowiem zachowywała się całkiem przyjaźnie. - A dzień dobry! -Skinął głową.- Obieżyświat, ale nie zrazi mnie, jeśli preferujesz Obieży. Nie, to mój pierwszy raz tutaj. Zasadniczo niedawno wróciłem do lasu i pozwoliłem sobie spędzić tutaj noc. To twój dom? Mam nadzieję, że moje wtargnięcie cię nie uraziło. -Wprawdzie pytanie "często tu bywasz" nasuwało już odpowiedź, aczkolwiek z czystej grzeczności nie szkodzi zapytać. Może kotka również chciała się tutaj ogrzać, albo mieszkała tutaj dawno temu i dopiero niedawno wróciła, a widok obcego kota nieco ją zaskoczył. Chociaż jej ton też nie pokazywał, że jej się to nie podobało!
Po jednej babci imię - po drugiej wygląd. Bowiem widocznie wdała się bardziej w Ciemną Toń, niż któregokolwiek z rodziców. Jej szata bowiem jest długa, w całości czarna, bez ani grama białego znaczenia. Taka, o, zwykła. I, podobnie jak rodzicielka jej ojca jest smukłą, przeciętnego wzrostu kotką, nieprzesadnie niską, ale również nieprzesadnie wysoką. Jest dumną posiadaczką złotych, skrzących się radośnie oczu. Dba o swój wygląd, o to, by na sierści nie znalazło się ani grama nieczystości, acz, jeśli akurat dobrze się bawi, czy spaceruje, to nie robi jej to różnicy czy wygląda ładnie, czy średnio.
Leniwa, ale sympatyczna, choć uparta i czasami wredna
Okazało się, że kocur nie jest jakimś sztywniakiem, ani agresorem, bowiem na jej zaczepkę zareagował dość przyjaźnie i energicznie - czyli tak, jak miała nadzieję, że zareaguje. Wybornie! Tego tylko jej brakowało, by przez całą zimę kręcił się tutaj ktoś oschły i nieprzyjazny - bo naprawdę uwielbiała towarzystwo innych, to była jedyna rzecz, której jej brakowało po tym, jak opuściła klan Cienia. Tylko i wyłącznie tego - towarzystwa. Jasne, że często zagadywała do obcych kotów, nie miała z tym problemu, jasne, że spotykała się z Onyks od czasu do czasu, ale to nie było to samo, co gdy wstawała w otoczeniu paru innych kotów. I gdy miała całą rodzinę do dyspozycji! Huh, w ogóle, ciekawe jak to tam się w klanie Cienia żyło, dawno tam nie była. Znaczy, no, przychodziła czasami na granicę, ale niewiele kotów z nią rozmawiało, często tylko witała się z patrolem, ale raczej chyba nikt jej już tam nie rozpoznawał. Ale nie dziwota - nie pamiętała ile dokładnie minęło, nim odeszła, ale była pewna, że co najmniej pełen obieg pór i ciut ciut!
- Wróciłeś do lasu? Och, mieszkałeś w lesie, w jakimś klanie? - zagadnęła z ciekawości. Ciekawiła się, czy ma do czynienia z samotnikiem, który wybył na osiedle w pewnym momencie i dopiero wrócił, czy może z kimś z klanu, kto przykładowo został porwany, albo znudziło mu się życie w klanie i z niego odszedł. - Ach, i nie, nie to nie mój dom. Lubię tu przebywać, jak robią się takie mrozy i chłody jak teraz, niedawno odkryłam jak tu przyjemnie podczas zimy, czy późnej jesieni, ale nie mieszkam tu - zaprzeczyła. - Więc, ten, jak ci się podoba, to czuj się tu jak u siebie - dodała żartobliwie.
xxxx- No i serio, ja jej mówię CO! To niemożliwe! A ona mówi serio! To możliwe! I ja w szoku, nie??? No i jej mówie dobra, spoko loko, SIĘ OKAŻE KOLEŻANKO. I poszłam. I teraz jestem tu i gadam z tobą, mega, co? - paplała i paplała, kiedy leżała sobie na sianku, a słuchał jej nie kto inny, jak PRAWDZIWY KOŃ! Któremu wpakowała się do boksu i usadowiła się tak, żeby na swojej wysokości mieć jego pysk. Był OGROMNY, serio, pewnie mógł zgnieść ją kopytem! I tak się grzecznie przywitała, zaczęła gadać!!! Ale on był słabym rozmówcą, bo tylko prychał co jakiś czas. Nagle odwrócił pysk, żeby wsadzić go do wody. Wyjął go zaraz i tym samym nieco kropel spadło NA NIĄ. - Cooooo ty robisz!!! Weź kolego, bo się pogniewamy! Chociaż super mega to było, takie chłodzące! Ale i tak, ostrzegaj mnie przed czymś takim, co??? - rzuciła, a ten znowu prychnął. Zachichotała. - Co za głuuupek z ciebie.
zaskroniec
Wiejenawieczórwiatr Śmiejesię skrycie Narozwidleniu drógczekająna nas Strzygi i topielice Mamgłowy zawroty DAJMIJAKIŚZNAK
Księżyce: 51 Mistrz: Gadożerowy Szlak, Tupocząca Salamandra, Deszczowa Pogoda Płeć: Kotka Matka: Dzika Wiśnia Ojciec: Parzące Ziele Trwałe urazy: Rozcięcie wzdłuż prawego oczodołu, uszkodzona gałka oczną wraz z powieką - niewyraźnie widzi na to oko
Obniżenie statystyk:
na stałe: -1Zm
Pojedyńcze podłużne rozcięcie na prawym uchu.
Wysoka, szczupła o gładkiej, krótkiej niebieskiej sierści i błękitnych oczach. Lewa tylna łapa od palców do końca stopy jest biała. Z przyzwyczajenia mruży prawe oko.
Zaskroniec zdecydowanie dobrała sobie nienajlepsze koty do naśladowania. Pierwszym z nich jest jej kochany tatuś, Parzące Ziele. Podobnie jak on jest zarozumiała i zapatrzona w siebie, co więcej bardzo łatwo ją zdenerwować, chociażby najmniejszą błahostką. Nie waha się wówczas podnieść łapki na rozmówcę. Jednak w przeciwieństwie do kocura nie zniża się do rzucania dziecinnych obelg, jeśli już miałaby kogoś obrazić to zrobiłaby to w bardziej kreatywny sposób. Drugim wzrorem do naśladowania stała się pełna wdzięku, Wysoka Łodyga. Koteczka wzięła sobie do serca dbanie o swój wygląd, żeby w przyszłości móc dorównać starszej kocicy. Chodzi z dumnie uniesionym pyskiem, który nie zważa na otoczenie. Na innych patrzy z góry, nawet jeśli sama jest maleńka. Niemniej jednak bardzo kocha Dziką Wiśnie i docenia to, że tak o nią dba. Czarna kocica jest właściwie chyba jedynym kotem, wobec którego Zaskroniec stara się być bezinteresownie miła. Przy mamusi wydaje się prawdziwym aniołkiem.
Przychodząc dziś do Siedliska Koni, nie spodziewała się zastać tego miejsca takim nienaturalnie głośnym. Zamiast typowego rżenia koni i pobzykiwania much, do jej uszu doszedł odgłos kociego głosu. Nie wyłapała z tego kompletnie nic wartościowego, poza tym, że właścicielka była dość gadatliwym osobnikiem i sądząc po tonie, również dość młodym. To znaczy, że prawdopodobnie i nieszkodliwym. - To ssstrasznie niemiłe, nachodzić kogoś w jego włassnym domu i nazywać go głupim. -Odezwała się przesadnie oburzonym głosem, pozostawiając niewidoczną za drewnianą konstrukcją, która nie pozwalała koniowi wyjść z jego legowiska.
Księżyce: 113 Mistrz: Kornikowy Konar! | Łabędzia Gwiazda Płeć: kotka Matka: Zachodzące Światło Ojciec: Kornikowy Konar Trwałe urazy: brak tylnej, lewej łapy (-2zr, -2sz na stałe)
wysoka, krótkowłosa, orientalna, czekoladowa kotka o pomarańczowych oczach, brak tylnej lewej łapy
Piórko straciła swoją energię. Tak duża ilość śmierci niezwykle ją przytłoczyła - stała się przez to wyciszona, nieco wycofana. Straciła również swoją pewność siebie - raczej już nie podchodzi do kotów sama z siebie. Po prostu czeka, aż ktoś podejdzie do niej albo w ogóle nie podejdzie. Nie jest pewna swoich kroków, boi się podejmować jakieś drastyczniejsze kroki. Zaczęła też uważać się za szkaradną oraz nieprzydatną przez to, iż straciła łapę. Był to główny powód, przez który nie wracała do klanu. Nie chciała być ciężarem dla klanowiczów.
Mimo to, gdy już złapie z kimś dobry kontakt, to bardzo troszczy się o drugiego kota. Zaczyna też wtedy nieco bardziej się otwierać i rozmawiać. Nie tak dużo jak kiedyś, ale zawsze coś!
Zbliżała się noc. Ochładzało się. Piórko też czuła się zmęczona po całodziennej wędrówce. Bolały ją łapy, było jej zimno i była głodna. Dlatego też, gdy zauważyła wielką stajnię, zdecydowała się do niej wejść. Widziała kiedyś stajnię. Nie tą tutaj - chociaż miała nadzieję, że to ta, o której wspominała jej matka - ale tą bliżej domostwa Dwunożnych.
Weszła do środka, po czym szybko umościła się gdzieś w boku w sianie. Wzięła głębszy wdech, odczuwając chłód i zimno. Cieplej, cieplej! Niech będzie cieplej... Oh i jeszcze zaburczało jej w brzuchu. Cudownie.
[Rdza!]
Every night in my dreams
I see you, I feel you That is how I know you go on
Far across the distance
And spacesbetween us You have come to show you go on
Księżyce: 63 Mistrz: jaśniejący płomień, łabędzia gwiazda i los Płeć: kotka Matka: roziskrzona gwiazda Ojciec: łabędzia gwiazda Partner: wolność
Rdza to długowłosy kot, o smukłej budowie ciała. Ma duże uszy, z końcówkami, które stercza na końcu uszu. Jest wysoka. Jej imię odpowiada jej wyglądowi, jest to rdzawy kot: ciemna pręga na grzbiecie, pyszczku, ogonie i palcach przecinają jej rdzawe ciało. Brzuch, pysk oraz łapy są pokryte rozjaśnianiem, a jej grzbiet jest pokryty ciemnym nalotem. Jej oczy są intensywnego, pomarańczowego koloru, jej nosek ceglany. Wiecznie napuszone i brudne futro jest jej znakiem szczególnym.
Jeśli myśleliście, że Rdza dorosła to haha, dobry żart. Rdza się absolutnie nic nie zmieniła, dalej jest głupia, dalej żartuje, dalej się wygłupia i jest zbyt pewna siebie. Cholera wie czy kiedyś coś jej nie zje przez ta pewność siebie. Chaotyczna i o krótkiej pamięci. Żyje pełnią dnia, niespecjalnie myśląc o konsekwencjach swoich czynów. Raczej wyluzowana, z czystą głową i myślami. Jedna komórka mózgowa.
Rdza już była w stajni. Przebywała tutaj często, to tutaj było zazwyczaj ciepło i przyjemnie. Kiedy usłyszała jak ktoś wchodzi otworzyła jedno oko, dalej przyjemnie leżąc na wysokiej belce. Zadrżała delikatnie uchem, zauważając jak się kocica układa.
- Zapraszam piękną kotkę na górę, tutaj jest trochę cieplej! - zawołała, a gdyby Piórko spojrzałaby do góry zobaczyła by rdzawy pysk, uśmiechnięty szeroko.
Księżyce: 113 Mistrz: Kornikowy Konar! | Łabędzia Gwiazda Płeć: kotka Matka: Zachodzące Światło Ojciec: Kornikowy Konar Trwałe urazy: brak tylnej, lewej łapy (-2zr, -2sz na stałe)
wysoka, krótkowłosa, orientalna, czekoladowa kotka o pomarańczowych oczach, brak tylnej lewej łapy
Piórko straciła swoją energię. Tak duża ilość śmierci niezwykle ją przytłoczyła - stała się przez to wyciszona, nieco wycofana. Straciła również swoją pewność siebie - raczej już nie podchodzi do kotów sama z siebie. Po prostu czeka, aż ktoś podejdzie do niej albo w ogóle nie podejdzie. Nie jest pewna swoich kroków, boi się podejmować jakieś drastyczniejsze kroki. Zaczęła też uważać się za szkaradną oraz nieprzydatną przez to, iż straciła łapę. Był to główny powód, przez który nie wracała do klanu. Nie chciała być ciężarem dla klanowiczów.
Mimo to, gdy już złapie z kimś dobry kontakt, to bardzo troszczy się o drugiego kota. Zaczyna też wtedy nieco bardziej się otwierać i rozmawiać. Nie tak dużo jak kiedyś, ale zawsze coś!
Piórko niemalże podskoczyła, kiedy usłyszała nieznajomy głos. Rdza mogła spostrzec z góry, jak obraca głową na bok w poszukiwaniu źródła. I znalazła, gdy tylko spojrzała w górę, a oczy orientalki zetknęły się z tymi należącymi do kotki. Kocica zamrugała parę razy, po czym instynktownie zaczęła chować swój brak łapy.
- Nie, ja... nie, dziękuję. Nie jestem piękna, jest tu ktoś jeszcze? - zapytała trochę niepewnie, zadzierając głowę wysoko, chcąc mieć dobry widok na rozmówczynię. Piórko chyba liczyła też, że kotka po prostu nie zauważy jej niepełnosprawności.
Every night in my dreams
I see you, I feel you That is how I know you go on
Far across the distance
And spacesbetween us You have come to show you go on
Księżyce: 63 Mistrz: jaśniejący płomień, łabędzia gwiazda i los Płeć: kotka Matka: roziskrzona gwiazda Ojciec: łabędzia gwiazda Partner: wolność
Rdza to długowłosy kot, o smukłej budowie ciała. Ma duże uszy, z końcówkami, które stercza na końcu uszu. Jest wysoka. Jej imię odpowiada jej wyglądowi, jest to rdzawy kot: ciemna pręga na grzbiecie, pyszczku, ogonie i palcach przecinają jej rdzawe ciało. Brzuch, pysk oraz łapy są pokryte rozjaśnianiem, a jej grzbiet jest pokryty ciemnym nalotem. Jej oczy są intensywnego, pomarańczowego koloru, jej nosek ceglany. Wiecznie napuszone i brudne futro jest jej znakiem szczególnym.
Jeśli myśleliście, że Rdza dorosła to haha, dobry żart. Rdza się absolutnie nic nie zmieniła, dalej jest głupia, dalej żartuje, dalej się wygłupia i jest zbyt pewna siebie. Cholera wie czy kiedyś coś jej nie zje przez ta pewność siebie. Chaotyczna i o krótkiej pamięci. Żyje pełnią dnia, niespecjalnie myśląc o konsekwencjach swoich czynów. Raczej wyluzowana, z czystą głową i myślami. Jedna komórka mózgowa.
Rdza patrzyła się z góry, prosto na czekoladową koteczkę. Podniosła wyżej jedną z brwi, po czym skoczyła na dół, aby się jej przyjrzeć z bliska. Podchodziła spokojnie, bez żadnych ceregieli jak to zazwyczaj z nią jest.
- Oczywiście, że jesteś! Przecież widzę swoimi własnymi dwoma oczkami, nie? - zamruczała ciepło, uśmiechając się do samotniczki. Na jej ostatnie pytanie rdzawa się rozglądnęła dookoła. Hm... - Nie. Jeśli dobrze patrzę. Nie widziałam, aby ktoś prócz ciebie wchodził. Chodź, serio, na górę. Tam jest cieplej, zimno od ziemi daje.
Stajnia śmierdziała, miał wrażenie że zewsząd podchodzi wilgoć, konie były zdecydowanie zbyt głośne. Nie było to też idealne miejsce przez sporadyczne wizyty ludzi, choć do tej pory nie udało im się zauważyć dwóch kędzierzawych kulek schowanych za pudłami.
Gdy Gremlin wyszedł na jedną ze swoich przygód, Goblin stacjonował w wejściu do stajni, przyglądając się koniom i uważając, czy nie zbliża się żaden człowiek. A skoro od dłuższego czasu był czysto, skulił się w chlebkową pozycję i zaczął przysypiać z powodu nieprzespanej nocy.
Po jednej babci imię - po drugiej wygląd. Bowiem widocznie wdała się bardziej w Ciemną Toń, niż któregokolwiek z rodziców. Jej szata bowiem jest długa, w całości czarna, bez ani grama białego znaczenia. Taka, o, zwykła. I, podobnie jak rodzicielka jej ojca jest smukłą, przeciętnego wzrostu kotką, nieprzesadnie niską, ale również nieprzesadnie wysoką. Jest dumną posiadaczką złotych, skrzących się radośnie oczu. Dba o swój wygląd, o to, by na sierści nie znalazło się ani grama nieczystości, acz, jeśli akurat dobrze się bawi, czy spaceruje, to nie robi jej to różnicy czy wygląda ładnie, czy średnio.
Leniwa, ale sympatyczna, choć uparta i czasami wredna
Siedlisko Koni było wręcz idealnym miejscem, by spędzić zimę, a przynajmniej odkryła to, gdy już naprawdę nie chciało jej się podróżować na osiedle, gdzie nie licząc gangów które miały ochotę zagłębić w tobie kły, łatwiej było zdobyć pożywienie. Tu było całkiem przytulnie i ciepło, szczególnie jak się zatopiło w sianie, które dawało całkiem miłą izolację, o ile jakiś dwunóg przypadkiem nie podniósł akurat tej części siana, w której się leżało i cudem uniknęło tych ostrych, czterozębnych rzeczy, które lubili trzymać w rękach, kiedy się nim bawili.
Akurat teraz przemykała przez stajnię, prychając z oburzenia, bo jakiś dwunóg dotknął akurat jej balota, kiedy dostrzegła, że przy wyjściu siedzi kot. Nie było to niczym nowym, nie zrozumcie jej źle, bo przecież często widywała tu koty. Niektóre dwunogów, którzy opiekowali się tymi końmi, a niektóre przyjezdne, jak ona, w normalniejsze pory roku wracające do bycia samotnikami. Ten jednak... nie wydał się jej znajomy.
- Hej! - zawołała z daleka, biorąc pod uwagę, że zachodziła go od tyłu, a nie była pewna, czy ten ma tak wyczulone zmysły, jak każdy leśny kot. - Można się dosiąść? - spytała, już podchodząc bliżej, mając nadzieję, że ów kot będzie całkiem przyjaźnie nastawiony - bo i dawno nie otworzyła do nikogo pyska, a wiedźcie, iż cierpiała z tego powodu okropeczne katusze!
Mimo, że samotniczka miała raczej dobre intencje z wołaniem, Goblin tak czy inaczej podskoczył w miejscu, słysząc głos kogoś innego niż jego rodzonego brata. Cofnął uszy i wyciągnął szyję, by dostrzec ciemną nieznajomą, która podeszła zbyt blisko jak na jego mniemanie. Miała natomiast długie futerko i z pewnością było jej cieplej niż jemu.
- Y...No możesz. Po co? - nie sądził, by miała ten sam cel co on. W końcu nie każdy dostaje przepowiednię śmierci od wróżek. Czy dzikusy w ogóle wiedziały czym jest wróżka?
- Jesteś...stąd czy coś? - zagaił. Samo siedzenie przy nieznajomym mu kocie było niezręczne i spinało wszystkie mięśnie w jego ciele. Może jak ją lepiej pozna, to się rozluźni, choć może ta zdąży go wcześniej rozszarpać zanim mu odpowie na pytania.
Po jednej babci imię - po drugiej wygląd. Bowiem widocznie wdała się bardziej w Ciemną Toń, niż któregokolwiek z rodziców. Jej szata bowiem jest długa, w całości czarna, bez ani grama białego znaczenia. Taka, o, zwykła. I, podobnie jak rodzicielka jej ojca jest smukłą, przeciętnego wzrostu kotką, nieprzesadnie niską, ale również nieprzesadnie wysoką. Jest dumną posiadaczką złotych, skrzących się radośnie oczu. Dba o swój wygląd, o to, by na sierści nie znalazło się ani grama nieczystości, acz, jeśli akurat dobrze się bawi, czy spaceruje, to nie robi jej to różnicy czy wygląda ładnie, czy średnio.
Leniwa, ale sympatyczna, choć uparta i czasami wredna
Nie spodziewała się, że jej krzyk tak wystraszy kota, ale chyba lepiej, że zawołała, niż przeraziła go obecnością zaraz obok niego, prawda? Dlatego, mimo tego że młody wyglądał, jakby każdy jej gwałtowniejszy ruch miał przypłacić życiem, to przysiadła obok niego, choć dwa kroki dalej, niż początkowo zamierzała, by pokazać mu, że nie jest niebezpieczna, czy coś. Bo w sumie nie wiedziała, czy ten się spina z zimna, bo tak jest cieplej, czy ze stresu, że się do niego przysiadła. Opcje były dwie, szczególnie biorąc pod uwagę temperaturę.
- Tak o, żeby pogadać? Wiesz, uwielbiam poznawać koty, rozmawiać z nimi, więc... jeśli nie masz nic przeciwko, to chętnie po prostu z tobą pogadam. Dla urozmaicenia dnia - wyjaśniła. - I, cóż, można powiedzieć, że tak. Spędzam tu zimę, bo jest po prostu ciepło i wygodnie, a normalnie raczej mieszkam w lesie. I parę razy bywałam na osiedlu, jak było zimno, ale teraz, uch, zakopanie się w tej trawie, co to ją tu znoszą - błogość - rozgadała się nieco. - A, Kukułka jestem - dodała na koniec, jak wymagała kultura, a następnie przekręciła nieco pysk, pytająco, czekając aż też się przedstawi.
Tak o, pogadać to zwykle przychodzili sąsiedzi, znane mordki, które poznawało się na tarasie, w oknie, może u weterynarza. Czasami jak się wyszło z domu na spacer. Wiedziało się, kto jest z gorszego domu, w końcu chodziły plotki, wiedziano kogo unikać, bo miał coś nie tak z głową. Tutaj nie wiedział nic. Kotka równie dobrze mogła być szurnięta, jak i z dobrej dzielnicy. O ile las w ogóle takowe posiadał.
Wyprostował się, słysząc, że samotniczka jest na tyle elokwentna, żeby wprost przekazać to, co chciała, oraz nie brzmiała jak dzikus, których tu spotykał. Miła odmiana.
- Ekhm. Kukułko...Przepraszam, ale to ja powinienem się przedstawić tobie najpierw. Znaczy, wiem, że to już rychło w czas, ale jestem młodszy i jestem samcem. I niby z szacunku ja powinienem przedstawić siebie tobie. Z drugiej strony najpierw by tu musiał być jakiś szacunek - zaczął, wzruszając barkami. - Nie zrozum mnie źle, co nie? Nie mówię, że jesteś jakaś zła czy najgorsza. Po prostu jesteś...z lasu. A to już jest mocno poniżej mojego urodzenia. Wiesz, w hierarchii na osiedlu to po prostu byś co najwyżej jadła śmieci z tego, czego ja nie dojem.